spirit

Ukojenie

Po świecie, jak raczył zauważyć Rufus Shinra, pałętało się wiele sierot. Kilkoro z nich postanowiło spróbować wywoływania duchów, żeby porozmawiać z rodzicami, uzyskać pocieszenie albo, jak uznały najbardziej cyniczne, wydostać wygrane numery najbliższej wielkiej loterii.

Po początkowej nieruchomości talerzyk zaczął się kręcić, literując przestrogi, pozdrowienia, rady i wyrazy miłości. Najbardziej zgorzkniałe z dzieciaków wyczytały, że z wyrachowaniem im nie do twarzy, a przecież „mama tutaj także chce ich zawsze widzieć z jak najpiękniejszej strony".

Kiedy poruszona ferajna znikła po zaułkach, na ulicę wyszła para w garniturach.

— Przeżyłyby jakoś rozczarowanie samotności. Zupełnie nie wiem, po co to robisz, Cissnei — bąknął blondyn.


holy

Językowy obraz świata

— Jak myślisz, Cloud — pytanie zaskoczyło Strife'a w drodze do drzwi, przystanął; prezydenta rzadko interesowało cudze zdanie, a najmniej już dawnych rebeliantów — czy ten deszcz, to wyleczenie... ten cud... miał być dla nas, ludzi... dla ciebie, dla mnie... nagrodą czy – karą?

Słowa brzmiały, jakby każde z nich było wielką, kolczastą, rozżarzoną do czerwoności kulą, którą ktoś siłą wywlekał Shinrze z gardła. Cloud zamrugał. Turki nie komentowały.

— Na bahamuta, Rufus — powstrzymał odruchowe „szkoda mi ciebie" — to nie jakaś głupia polityczna gra. Lifestream ani Aerith nie są twoim konkurentem biznesowym. To nie była nagroda — spróbował złagodzić ton — ani kara, tylko łaska. Błogosławieństwo. Dar.


gossip

Serce matki

„Zack, skarbie,

opowiada się u nas straszne rzeczy o tych SOLDIER. Wiem, że to na pewno tylko plotki i nie powinnam się przejmować, że ludzie są zawistni, a poza tym, Midgar jest tak daleko, że wieści są przekręcane i wyolbrzymione, ale czy mógłbyś mnie uspokoić? Wystarczy, żebyś odpisał, zaprzeczając tym wszystkim pogłoskom, Twoi rodzice Ci przecież uwierzą.

Nie urządzacie orgii w tych koszarach ani Wasi przełożeni Was nie wykorzystują, prawda? Wybacz, że pytam o takie prywatne, wstydliwe rzeczy, ale zrozum, serce matki się niepokoi każdą zasłyszaną, nieprawdopodobną błahostką.

Kocham Cię bardzo. Odpisz szybko, wyczekujemy z tatą Twoich listów.

Twoja,

Mama".


Cloud

Signum temporis

Rufus wyglądał na szczerze zdumionego:

— Zupełnie nie rozumiem, czemu masz coś przeciwko trzymaniu danych w chmurze, Cloud. Zupełnie. To efektowny sposób przechowywania ważnych informacji, dokumentów, prezentacji etc. Pozwala na dostęp do nich z dowolnego miejsca na świecie, o ile masz połączenie, mógłbyś je przeglądać z tego smartphone'a, którego Ci kupiliśmy – znaczy, którego podarowało Ci WRO.

Strife zacisnął zęby.

— Bo serwery należą do ShinRy, na przykład? Podobnie jak te wszystkie serwisy społecznościowe, narzędzia lokalizacji, wyszukiwarki, GPSy, sieci teleinformatyczne... Wystarczy mi, że muszę wywalać baterię z komórki, jeśli chcę pobyć w samotności, bo inaczej turki przyjdą sprawdzić, czy nie mam napadu depresji.


cooking

Sztuczki na dworach cesarzy

Jednym z efektów dorastania w gorszych dzielnicach Midgaru jako syn samotnej matki było, że Lazard umiał gotować. Naprawdę, nie tylko odgrzewać mrożonki czy wstawiać pizze lub zapiekanki do najnowszych, „inteligentnych" piekarników. Umiał wybrać najlepsze składnik, pokroić je, przyprawić, przyrządzić, nawet udekorować.

Przydatny talent. Życie ShinRy, jak każdego biznesu, kręciło się wokół posiłków. Uroczystych przyjęć, kolacji w drogich lokalach – ale także zakulisowych spotkań w kwaterach. Rację ma przysłowie „przez żołądek do serca", a o pozycji na dworach wszelkich form i czasów decydują osobiste sympatie władcy.

Tytuł dyrektora, na przykład, wywalczył piersiami bahamuta (szalenie drogie mięso), podanymi w ziołowym, imitującym mako sosie.


shame

Niewiele rzeczy jest w stanie zastąpić etykę (a już na pewno nie couching czy inna psychologia) vel jeśli miłości bym nie miał

Lukrecja, przy całej swojej urodzie, uruchamianym w razie potrzeby uroku i zdolności do najbardziej kobiecych gestów, była trzeźwym stworzeniem, znającym psychologiczne zasady rządzące spełnieniem w życiu. Ustawić hierarchię wartości. Trzymać się jej, pamiętając o ewentualnej aktualizacji. Kalkulować wybory względem wyżej wymienionej tabelki.

Na samej górze widniała: praca – rozwój – nauka – badania – ambicje. Dlatego panna Crescent całą swoją znajomość z Vincentem podsumowała „szkoda, że nie jest naukowcem" i ze stoickim spokojem wyszła za Hoja, może z mniejszą pensją, ale profesora.

Bieg wypadków udowodnił, iż szkoda, naprawdę szkoda, zwłaszcza z punktu widzenia pewnych nienarodzonych wówczas jeszcze dzieci, że nie pragnęła po prostu pieniędzy.


first line

Och, stary dobry dyskurs o Innym (że ja na tę interprację FFVII wcześniej nie wpadłam shame on me)

Gdybym mógł, przełożyłbym cię z obcego

albo napisał ponownie we własnym języku.

Pewne rzeczy, chociaż próbował, ciągle były niewyrażalne lub niezrozumiałe. Frustrujące, zwłaszcza, że mógł mówić, znał teraz gramatykę, słownik, uczył się zasad świata dominującej rasy. Kultura. Maniery. Wszystkie pozornie drobne, oczywiste rzeczy, o które musiał pytać, a poznane tak bardzo ułatwiały życie.

Trochę rozumiał Caita, Vincenta oraz Yuffie, bo także budzili w otoczeniu zdumienie oraz odruchową protekcjonalność, skrywającą niepewność, lęk. Chodzące obcości. Ciemny las, nieoswojone, tak przerażający przodków, żyjących w osadach, nagle zmaterializowane w centrum swojskiego, na bezpiecznej ulicy. Kulturowa graviga/próżnia.

Nanaki czuł względem ich świata to samo. Jakby nagle znalazł się w plemiennej opowieści, śnie – rzeczywistości szybko przemijającej i dziwacznej.


stun

Pretty petty

Strife sam nie wiedział, jakim cudem znalazł się w saloniku gościnnym Rufusa. To znaczy, mógł odtworzyć ciąg wydarzeń: jeździł po mieście, dla rozładowania napięcia; Shinra musiał akurat przejeżdżać limuzyną i zaproponować późny, prywatny obiad. Ale dlaczego wyraził zgodę, zaczął pozwalać prezydentowi na wspominki, sam wybąkał kilka słów o Nibelheim – nie miał bladego pojęcia. Magia erystyki.

— Wiesz, przed Dark Nation miałem inne zwierzątko. — Tamten patrzył na niego zadowolonym, bardzo zadowolonym wzrokiem. — Podobne, też obronne. Nazywało się Rex. Dark Nation je zagryzła. Ale było jazgotu! Wygrała, więc wziąłem ją na jego miejsce. Lubię zwierzątka, zawsze jakieś mam.

Cloud prawie zakrztusił się winem.


urban legends

Im gorzej, tym piękniejsze się tworzy opowieści

Edge, jak każde miasto, miał swoje plotki, tajemnice, legendy. Początkowo były przejęta z midgarskich, ale błyskawicznie wytworzono nowe, powtarzane z przejęciem przez dzieciaki na przerwach, sprzedawców oraz podpitą klientelę barów.

O duchów dziewczyny, pojawiającym się w ruinach kościoła czy brzmiącym nocami w jego murach śmiechu. O tajnych laboratoriach pod ulicami, do których wiodły labirynty kanalizacji. O skrytym głęboko w ziemi bunkrze, co miał uratować ostatniego prezydenta korporacji. Wreszcie, że stojącym na placu pomnik jest naprawdę mapą, mechanizmem czy kamuflażem skarbca firmy – niektórzy strawili miesiące próbując odszyfrować przekaz i zdobyć mityczne bogactwa.

Rufusa, ufającego – ekhm – raczej zagranicznym kontom, bardzo to bawiło.


lazy

Prószy za oknem

Słoneczne popołudnia wcale nie są „leniwe", uważał Cloud, nieodrodne dziecko wysokich gór oraz surowych zim, są „śnięte", pozbawione życia i wysysające je z każdej żywej istoty. Wampiry.

Spokojnym, oszałamiająco pozbawionym natrętnych myśli czy pytań odpoczynkiem była dla Strife'a jesienne lub zimowe wieczory, gdy świat był zimny, twardy, tuz za progiem domu warowała ciemność. Gdy wracało się po pracy wyczerpanym psychiczne, fizycznie, w każdym możliwy sposób. Gdy, wróciwszy, padało się bez sił na fotel, łóżko, cokolwiek, szczelnie przykrytym, z czymkolwiek ciepłym do picia pod ręką, powoli tając, tonąc w usypiającym cieple, kojącym półśnie.

To było lenistwo, biała flaga, moment ufnej słabości.


leather

Wolałbym wyjść nago niż w futrze

— Dlaczego właściwie przy każdej okazji publicznej pojawiasz się w skórach, Sephiroth? — zagadnął kiedyś przyjaciela Angeal.

— To dobry materiał. Wytrzymały, zapewniający oddychanie organizmowi, nieprzemakalny – nie wyobrażam sobie chodzenia w plastikowych butach...

— Tak, jasne — przerwał mu drugi SOLDIER — ale ja miałem na myśli płaszcz i spodnie. Istnieje coś takiego jak materiały roślinne, wygodniejsze w upalne dni, przecież w skórze można się latem w tym mieście udusić, od betonu żar bije...

Sephiroth odpowiedział śmiertelnie poważnie:

— Specjaliści z wydziału marketingu próbowali mnie kiedyś namówić do promowania ekologicznego podejścia – sztuczne tkaniny, biedne zwierzątka, nagie zdjęcia w kompaniach społecznych... Bycie ostentacyjnie niewiarygodnym to moja jedyna ochrona.


hate

Za długi swojego wczorajszego „ja" nie odpowiadam

Rufus próbował zabić swojego ojca. Fakt. Interpretacje? Chciał to zrobić dla władzy. Potrzebował uwagi. Uważał, że działania prezydenta niszczą świat, który zamierzał odziedziczyć. Mścił się za matkę. Chodziło tylko o dysfunkcje w rodzinie, nie ma co wplątywać polityki. Pragnął spełnić bezwzględne, zimne standardy dworskiego życia, by „stary" był z niego zadowolony. By sam mógł być z siebie zadowolony. Był psychopatą pierwotnym. Itp., itd., etc.

Nikt nigdy nie spytał, dlaczego po prostu nie zastrzelił poprzednika, skoro zawsze nosił broń. Umarł król, niech żyje król.

Sam Rufus nie dbał o to, nie myślał, nie widział powodu. Nienawiść, miłość, jeden pies – silne uczucie.


trial

Jak dobrze być dyktatorem

Po upadku Midgaru dowiedzieli się, że z formalnego punktu widzenia skazanie Tify i Barreta na śmierć nie było kaprysem Rufusa. Och, nie, przeprowadzono proces, w trybie najbardziej błyskawicznym z ekspresowych, zaocznie, bez obecności oskarżonych, z adwokatem, który w mowie końcowej prosił, wstrząśnięty zbrodnią, o najsurowsze kary.

Shinra, indagowany kiedyś – gdy już „wszyscy wszystko zapomnieli", razem budując nowe – o ostatnie, machnął lekceważąco ręką. „Bądźcie zadowoleni" powiedział z najbardziej czarującym ze swoich uśmiechów „że nie mieliśmy czasu, by zmusić was do błagania o egzekucję, w ramach żalu za swoje czyny i przestrogi dla młodzieży – dawniej to była standardowa procedura. Doskonałe wino, Tifa".


copy

Pierwszy

Zabawna rzecz: opowieści jednak mówiły prawdę. Genesis, chociaż robił to setki razy i twarze, nazwiska, okoliczności zniknęły mu z pamięci, pamiętał pierwszego SOLDIERa, którego zamieniły w kopię.

Tego człowieka nie wyróżniało nic – osiągnięcia, powierzchowność, intelekt. Przynajmniej tak Rhapsodos przypuszczał, bo sam kompletnie mężczyzny nie kojarzył, nazwisko poznał z raportu o zaginięciach.

Ale pamiętał: była noc, tamten leżał spity. Blada twarz, popielate włosy, piegi, zadarty nos, odstające uszy. Wyciągnął rękę, by go podnieść. Nagła mutacja, którą wtedy jeszcze próbował (głupiec) zatrzymać. Paniczne spojrzenie, przestraszone, błagalne piski.

Zabił go zaraz potem, bo nie wiedział (dureń), co zrobić, może nawet (idiota) ze strachu.


sickness

Dyscypliny

Rufus z Cloudem obchodzili oddział dziecięcy. Jako sławy mieli rozbawić maluchy, rozdać autografy.

Przeszklone drzwi do sal, szum aparatur mierzących, przeraźliwy pisk przy odstępstwach od normy, białe, omiatające światło. Czujne spojrzenia personelu. Ścisły terminarz. Strife'a mdliło, ale trzymał się dzielnie. Myślał o szczytnym celu. Próbował.

— To przypomina więzienie — powiedział w windzie, na końcu wizyty.

Shinra rozbawiony, prychnął:

— Zawsze powtarzałem, że jesteś całkiem inteligentnym, spostrzegawczym chłopcem. Wypożyczę ci książki o filozofii systemu.

Tamten drgnął, jakby uderzony, naraz zamknięty, pusty. Winda stanęła. Za drzwiami czekali dziennikarze, więc prezydent syknął:

— Refleksyjny uśmiech, Cloud — następnie, pojednawczo. — Jeśli cię to pocieszy: władza też jest więzieniem.


Sneak

Niegrzeczność

Shinra nie żądał niczego, nie składał ofert. Zaprosił do restauracji, na tyle eleganckiej, by wymagała stroju powyżej możliwości finansowych Clouda z Tifą. Wypożyczy dla nich, co za problem?

Potem, po kolacji, stwierdził jedynie fakt: dama wygląda pięknie, jako para są piękni, nie dopuści, by ubrania wróciły na wieszak. Zaprotestowali. Zaczął scenę, a scen Strife bał się jak ognia. Przyjęli prezent.

Później kolejne zaproszenie, bo sukien nie można marnować. Podczas obiadu właściciel lokalu przysłał kartę wstępu, z rezerwacjami na kwartał. „Więcej okazji, by panią podziwiać? Mamy szczęście, Cloud".

Rufus deptał savoir-vivre, wmanerowując ich w takie sytuacje, ale wślizgnął się w życie.


fragile

Widok z ostatniego piętra

Rufus się trząsł, całkiem jak te małe psiaki, które Sephiroth widywał w laboratorium, przed testami. One ze strachu – SOLDIER sądził, że chłopiec też, ale ten nigdy by tego nie przyznał, toteż wojskowy zgadywał, iż sprawa zostanie zwalona na gniew.

Dziedzic był więc wściekły na swojego ojca o awans Lazarda, awans, który przy okazji zmuszał go do pierwszej poważnej, służbowej rozmowy z przyrodnim starszym bratem, w obecności prezydenta. Sytuacja emocjonalnie skomplikowana, ale tego najemnikowi nie wolno było powiedzieć.

— On może — szepnął, kładąc dzieciakowi dłoń na ramieniu — zostać choćby dyrektorem, cóż z tego? Pionki się łatwo wymienia, wywyższa lub poniża, mój suzerenie.


Angeal

Coś ponad literą

Angeal nie zauważył, jak dokumentnie zbabrał innym życie. Dosyć normalnie – zwykle tego nie zauważamy. On wszakże, co gorsza, nie miał nikogo, kto by mu ten fakt uświadomił.

Dla Zacka był idolem i ideałem. Sephiroth nie rozumiał takich spraw. Genesis dostawał regularnie – codziennie – teatralnych ataków szału, zazdrości, czegokolwiek, bałby się jednak zwrócić przyjacielowi uwagę na serio. Bo przecież ten mógłby wtedy doznać ujmy na honorze i odejść, czyż nie?

Hewley, umierał tak samo omylny oraz winny jak każdy człowiek, ale przekonany, iż wszystko jest jego winą, następstwem nie dość konsekwentnego podążania za przepisami kodeksu.

W rzeczywistości, jak zwykle, było właśnie odwrotnie.


afterlife

Rozmówki

— Kim chciałbyś zostać w następnym życiu, Denzel? Bo ja materią ognia — spytała Marlene pewnego popołudnia.

Chłopiec niemal zadławił się sokiem.

— CO? Normalni ludzie pytają, co chcesz robić, jak będziesz dorosły.

— Po co miałabym? O to już pytali w szkole. Powiedziałeś, że, chcesz być jak Cloud, ochraniać innych.

— Ty powiedziałaś, że chcesz założyć tajne stowarzyszenie i walczyć z tyranią! Wychowawczyni wezwała za to Tifę, prawie!

— Aaaale przecież nic się nie stało, tak? Wujek Reno przyszedł i powiedział, że mamy teraz wolność słowa, więc mogę mówić, co chcę o korporacji. Kiiiim chcesz być?

Dzieciak namyślał się przed odpowiedzią:

— Drzewem, żeby dawać cień.


Lust

Żałoba

W ShinRze krążyły plotki, potem zapomniane czy uciszone, że prezydent po śmierci żony natychmiast oddalił wszystkie ówczesne kochanki i, nim się otrząsnął, sypiał sam na olbrzymim łóżku. Obok zmiętej, niezasłanej pościeli, pachnącej potem oraz perfumami zmarłej, w dusznym, zatęchłym pokoju – zabronił bowiem otwierania okien, prania poszewek, ruszania ubrań.

Przeszło mu w końcu. Poznał dziewczynę, sekretarkę Palmera, rudą, piegowatą, zawsze uśmiechniętą. Oddał rzeczy żony na aukcje charytatywne, jak radził dział PR, wyrzucił jej szczoteczkę do zębów, wyjął włosy z grzebienia.

Niedługo później odkrył, że nowa guwernantka Rufusa jest nie tylko inteligentną, ale także temperamentną kobietą. Znak całkowitego ozdrowienia, uznali korporacyjni psycholodzy.


gluttony

Hop, hop, hop szklankę piwa

— Jeszcze raz to samo! — zawołał ochrypłym od alkoholu głosem gość „7th Heaven", baru w slumsach Midgaru. — Albo – dwa razy!

— Widzę — Tifa posłała mu ciepły uśmiech wraz ze szklanką — że dzisiejsza zmiana cię wykończyła? Może jednego na mój koszt, dla zaharowanego przedstawiciela proletariatu?

— Ta. ShinRa szuka oszczędności, podobno dział naukowy żąda coraz więcej... Obcięli nam etaty, teraz sam z Johnem robię odcinek, jakim zajmowały się cztery osoby. Dziury powstają w ochronie straszne, nie masz, słonko, pojęcia, najmniej ważne punkty są już dobre pół minuty bez niczyjej opieki między naszymi wartami... I promieniowanie! – mówię ci, skarbie, praca w reaktorze to okropna robota...

Piosenka Grechuty w tytule.


pride

Dorastanie

Bycie naukowcem, prawą ręką Hoja, powinno być powodem do dumy. Przynajmniej tak myślał dawniej, wtedy, kiedy wspinał się po korporacyjnej drabinie, święcie wierząc, że buduje – budują – lepsze jutro. Zapisują złotymi zgłoskami stronnice historii. Przywracają przeszłość.

Śmierć Ifalny była dla niego szokiem. Śmierć ostatniej Cetry niweczyła wszelkie nadzieje na odbudowanie rasy, znalezienie odpowiedzi na najważniejsze biologiczne czy ewolucyjne pytania – niezależnie od tego, co mamrotał Hojo.

W takim razie bycie zdrajcą powinno być powodem do dumy. Ale patrząc na chaos, który spowodował, wypuszczając „obiekty doświadczalne" na ulice Midgaru, badacz czuł jedynie gorycz, a w chwili, gdy dopadli go strażnicy ShinRy – tylko ulgę.


envy

Ciemne źródło

Tseng zazdrościł Strife'owi – nie tylko czasu oraz zaufania Aerith.

Na przykład: Cloud nienawidził w prezydencie symbolu korporacji, jednak niespecjalnie go obchodził Rufus jako człowiek. Dlatego mógł machnąć ręką w Healin i później. Dlatego mógł wykonywać usługi kurierskie dla Shinry ani bez złości, ani bez oddania.

Turk pryncypała najszczerzej nienawidził, choć umarłaby tudzież zabijał, by go ochronić – dług, obowiązek, złamanie. Nienawiść. Silne, ciemne uczucie, zbyt silne, pułapka, jak każde przywiązanie.

Rufus robił więc wszystko, by Strife go znienawidził, skoro nie chciał poprzeć; Tseng doskonale rozumiał przyczynę. Nienawiść była więzią, furtką oraz narzędziem do manipulacji, obojętność się do gierek zupełnie nie nadawała.

Książka Franaszka o Herbercie została obrabowana z tytułu na potrzeby drabble'a.


greed

Krety

Czasami zastanawiał się, czego korporacja, która posiadała świat, szukała w ciemnych, zapomnianych jaskiniach. Oczywiście, nie za często – zbyt długie rozmyślania źle wpływały na jego „dostrojenie", a rozregulowanie jasnowidzenia oznaczało zmniejszone zyski dla firmy.

Codziennie wypatrywał więc, w ciemności pod swoimi powiekami, na wpół nieprzytomny od narkotyków, zagubionych po świecie skarbów. Materii. Rzadkich lub nieznanych gatunków zwierząt. Minerałów. Starożytnych artefaktów.

Niekiedy pozwalał sobie na złudzenia, że to ciekawość gna naukowców i włodarzy kompanii. Chęć rozwoju. Troska o ludzi. Zwykle jednak dar wróżenia sprawiał, iż widział prześwitującą spod masek „opiekunów" zachłanność, taką, której całą planetą nie zdołałby nasycić – ani kupić sobie wolności.


wrath

Niezapominajka

Rufus, prezydent, patrząc na kremację ciała swojego ojca – poprzednika – nie czuł nic. Nawet nie tryumf, bo w końcu nie on zabił. Spóźnił się. Robotę wykonał Sephiroth. Albo AVALANCHE. Nie on, w każdym razie. Drwina z mitycznego archetypu.

Nie czuł nic, ale przypomniał sobie zdanie z jakiegoś taniego kryminału czy romansidła, który przeczytał w młodości. Nie pamiętał nic więcej, ani tytułu, ani autora, ani fabuły, tylko zdanie. I nie mógł go zapomnieć, rozbrzmiewało w głowie, syczało, szeptało, dudniło lub spokojnie recytowało się samo.

„Jaki to był głupi spór – niech ojciec sobie robi, co chce, ze swoim pieniędzmi, swoją własnością, byleby żył".


Chastity

Bądź wierny, niszcz

Praca turka to zakon, powtarzał Veld, tylko oddany służbie społeczeństwu, nie bóstwom. Musisz wierzyć, musisz wierzyć głęboko – nigdy nie pytać, bo pytanie to zawahanie, wahanie oznacza zdradę, zdrada zaś potępienie, czyli śmierć. Wyłącznie absolutna pewność wiary pozwala popełniać zbrodnie i żyć dalej.

Musisz być wolny od ziemskich przywiązań. Nałogi, seks, nawet miłość – tak, byle zawsze na drugim planie. Na pierwszym obowiązek, misja. Bycie agentem, nie analitykiem, lecz prawdziwym szpiegiem, to powołanie jak każde inne, opętanie, z którego nie ma ucieczki. Profesjonalizm to chłodna, fanatyzm gorąca strona monety.

Zdradzaj, zabijaj, kłam – jest tylko jedna kochanka, mawiał Veld, której musisz być wierny.


Gramy po końcu świata!

„To dla dobra dzieci" powtarzał sobie w myślach Cloud, uczestnicząc, ramię w ramię z Rufusem, w transmitowanej na cały kraj aukcji charytatywnej „znoszę to dla dzieci".

„To" oznaczało kordialne poklepywanie po ramieniu przez Shinrę, uściski dłoni turków, próby flirtowania prowadzącej, która uparcie porównywała Strife'a do „słodkiego chocobo, tak słodkiego, że mogłaby go schrupać" oraz żenujące żarty konferansjera, nazywającego go „małym bohaterem". Przedstawianie zwykłego kuriera jako „właściciela kompanii przewozowej" także irytowało.

Ale ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Gdy ogłoszono wyniki, Cloud poczuł przypływ satysfakcji.

Jego własnoręcznie zrobiona miniaturka Fenrira poszła za dwadzieścia tysięcy więcej niż komplet jedwabnych garniturów Rufusa.


diligence

Pat

W wieczór przed wyjazdem do Nibelheim Sephiroth rozgrywał z Rufusem partię szachów, przerwaną przez obowiązki wiceprezydenta. Obiecali sobie dokończyć, gdy SOLDIER powróci, więc zostawili rozstawione figury.

Nastolatek, nawet po wieści o zdradzie wojskowego, ich nie sprzątnął. Może był to podświadomy zakład z losem, może dziecinne zaklinanie rzeczywistości, może po prostu żal albo pamiątka – inne musiał zniszczyć.

Veld zauważył w końcu, powiadomił prezydenta („to niezdrowe dla dzieciaka, rozpamiętywać"), ten zaś kazał rzecz wyrzucić („nie uchodzi, żeby to trzymać!").

Chłopiec, pakując szachownicę, zapamiętał całe ułożenie, głównie na złość ojcu. Lata później spróbował zagrać z Kadajem, ale tamten nie miał cierpliwości do zasad.


patience

Z cyklu Sytuacje Za Które Autor Nie Ponosi Odpowiedzialności

Ucząc, bawi

— Jakie obserwacje pan poczynił? — spytał Hojo.

Zapytany asystent wciskał się w kąt boksu, niemal omdlały z przerażenia. Naprzeciwko wił się wściekły, zmutowany psowaty, przywiązany do palika tak, by wspomniany kąt był jedynym miejscem, do którego nie miała dostępu.

— Ob-obserwacje? Panie profesorze, przepraszam, ju-uż nigdy nie zaneguję pańskich me-met-metod! Przep...

— Czyli nic. Ja coś zauważyłem – ta wersja mutacji ma mniejszy zasięg ogona, na przykład. — Stażysta przełknął głośno ślinę, bliski zawału. — Zimna krew, spostrzegawczość, wytrzymałość i cierpliwość, oto główne cechy dobrego naukowca, moi drodzy.

Pozostali podwładni, obserwujący milcząco, ochoczo pokiwali głowami.

— Toteż z zakończeniem badania poczekam, aż będzie pan gotów złożyć pełny raport. Idziemy, proszę państwa.

'

Z cyklu Paringi Za Które Autor Nie Ponosi Odpowiedzialności

Sempre fides

— Czas? Dla pana zawsze — Gast, jeden z asystentów i prawa ręka szefa w laboratorium Bugenhagena, przywołał na wargi kuszący uśmiech.

W rzeczywistości wcale nie uśmiechało mu się znoszenie, po nieprzespanej, spędzonej na papierkowej robocie nocy, zalotów zwierzchnika. Jeszcze mnie zachęcająco wyglądała wizja zmitrężenia następnych kilku godzin na tak prymitywne odruchy, zwłaszcza, gdy były one z reprodukcyjnego, a więc i utylitarnego, punktu widzenia, kompletnie bezużyteczne.

Ale trudno. Sam sprowokował romans, licząc na protekcję oraz specjalne względy. Miał rację, już teraz jasnym było, kto wygra wyścig o posadę szefa projektu, gdy Bugenhagen odejdzie.

„Cierpliwości" pouczał siebie Gast, klękając przed profesorem.


kindness

Jak na zdjęciu

Rufus, mimo słynnego opanowania, odruchowo drgnął i spróbował odsunąć głowę, kiedy Kadaj wyciągnął rękę w kierunku jego twarzy.

— Czego chcesz? — Shinra brzmiał władczo, jakby wstrzymywał irytację.

— Niech pan się uśmiechnie, panie prezydencie.

Zamrugał, zaskoczony.

— Słucham? Dlaczego?

— Nie wiem, panie prezydencie. Mam wrażenie, że Matka tego chce — stwierdził z rozbrajającą szczerością chłopiec — bo to przywodzi dobre wspomnienia.

Polityk, nie zamierzając irytować przeciwnika, zmusił mięśnie do uprzejmego grymasu. Pozostały potrząsnął głową, jego palce powędrowały do kącików ust blondyna

— Nie, nie tak. Jakoś zwyczajniej, jak dawniej.

Zmarszczył brwi, dostrzegając nielogiczność. Dalej gładził wargi Rufusa, nagle jednak niepewnie, melancholijny.

— Oczywiście — szepnął — jego dobre wspomnienia.


Temperance

Umiarkowanie uczuć

Kiedy Sephiroth był jeszcze mały i mieszkał w laboratoriach, lubił zwierzątka, przeznaczone na eksperymenty. Króliczki, szczury, szczeniaki, pisklęta chocobo. Były ciepłe, miękkie, miały interesującą fakturę. Profesor Gast powiedział, że może się nimi bawić, ile zechce, póki nie inni naukowcy nie uznają ich za potrzebne. Bawił się więc, póki ktoś ich nie zabierał, głaszcząc i szepcząc cicho uspokajające frazy, by, jak szybko wywnioskował chłopiec, uczynić przydatnymi, później zabić.

Trudno powiedzieć, jaką wizję świata zbudowało to w umyśle dziecka. Paralele między królikami doświadczalnymi a kopiami czy Cloudem, między szczurami laboratoryjnymi a tzw. przyjaciółmi Srebrnego Demona itd. wyglądają jednak – zwodniczo, z pewnością – kusząco.


humility

Narracja mityczna

Nigdy nie było pokorniejszego. Planeta nie znała innego, tak lekce ważącego sobie nie tylko własne życie – idealistów, gotowych umrzeć za sprawę, zawsze było wielu, wiedział to i doskonale wykorzystywał – lecz także los gatunku. Innego występującego przeciwko najsilniejszym instynktom natury oraz zdrowemu rozsądkowi jednych, a pysznym zadufaniu – czyż nie sądzili, że są panem świata? – drugich.

Nie było chętniejszego do poświęcenia „ja", więc po śmierci Fuhito rozpłynął się w Lifestreamie natychmiast, pogodny i spokojny. Szczęśliwy, że mimo klęski może służyć dalej. A wielka wola Gai przygarnęła go jak ukochane dziecko, bez słowa napomnienia – nie było bowiem pokorniejszego, a cóż więcej obchodzi bóstwa?