TEN FF NIE JEST MOJEGO AUTORSTWA. JEGO AUTORKĄ JEST LyricalKris.
POSIADAM ZGODĘ NA TŁUMACZENIE!
Link do oryginału:
www(kropka)fanfiction(kropka)net/s/5931244/1/Deceitful-Taboos
Link do profilu autorki:
www(kropka)fanfiction(kropka)net/u/1914450/LyricalKris
ROZDZIAŁ ÓSMY: W KTÓRYM CARLISLE DOSTAŁ PIŁECZKAMI
Zarówno Bella, jak i Edward dyszeli. Dziewczyna siedziała wyprostowana na kanapie, a znajdujący się na podłodze chłopak, uciekł szybko do tyłu, niczym krab.
- Nie zamierzałem tego zrobić! - oboje wypalili w tym samym momencie.
Ze zdezorientowania, wspólnie zamrugali oczami.
- Czekaj... Czego nie zamierzałeś zrobić? - Bella zapytała.
Edward wstał i mierzwiąc swoje włosy, patrzył wszędzie, ale nie na nią. - Ja, uch... - wyjąkał. Wziął oddech. Był zły na samego siebie. - Nie zamierzałem oddać pocałunku.
Oczy Belli rozszerzyły się. - Ty mnie pocałowałeś? - zamilkła na chwilę, a jej oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej. Wyglądało to prawie przerażająco. - Chwila... Ty oddałeś pocałunek? Ja cię pocałowałam? - pisnęła.
Chociaż była najlepszą przyjaciółką Alice, nic do tej pory nie wywołało u niej krzyku.
Edward uznał, że twarz dziewczyny przybrała ciemnofioletowy kolor. Skrzywił się z niepokojem, ponieważ wiedział, że to nie był zdrowy kolor. Nagle dotarło do niego, że Bella nie wiedziała, co dokładnie zrobiła nim otworzyła oczy. - Jeśli nie mówisz o całowaniu mnie, to o co ci chodziło?
- Uch... - Bella zająknęła się. Rozglądając się dookoła, równocześnie szukała czegoś, co mogłoby rozproszyć uwagę. - Słuchaj, jest już późno i jestem zmęczona - powiedziała zdecydowanie, w tej samej chwili wstając.
- O, nie - Edward odparł szybko, przybliżając się do niej. Chwycił ją za nadgarstki i przytrzymał je.
Bella westchnęła. Rzuciła szybkie spojrzenie w jego stronę. Atmosfera wokół nich się zmieniła bo stała się napięta oraz była w niej energia, która dawała efekt elektryzowania powietrza.
- Czego nie zamierzałaś? - Edward zapytał. Jego głos był zdecydowanie niższy i chrapliwszy spośród wszystkich, które kiedykolwiek usłyszała.
Choć była bezradna, ponieważ została złapana przez jego intensywne spojrzenie, to jednak odpowiedziała. - To po prostu... Śniłam... Wiem, że mogę mówić podczas snu.
- Śniłaś o mnie - przyznał. - Powiedziałaś moje imię - między innymi.
- Nie chciałam - wyszeptała. Jej serce zaczęło niekontrolowanie bić, ponieważ Edward nie wyglądał na zniesmaczonego oraz nie puścił jej nadgarstka.
Jego oczy wyrażały tęsknotę za czymś. Można było w nich również dostrzec zmartwienie. - Nie chciałaś, czy nie zamierzałaś? - zapytał.
Bella odruchowo zamrugała oczami, zauważając poniewczasie, że jej wzrok zaczął się zamazywać. Z westchnieniem, zdała sobie sprawę, że wstrzymywała oddech. Usiadła na kanapie, a w tym czasie Edward uwolnił jej nadgarstki. Chłopak usiadł obok niej. Pomiędzy nimi znajdowało się zaledwie parę centymetrów wolnej przestrzeni.
Wyglądało na to, że Edward nie spodziewał się odpowiedzi, więc Bella przez dłuższy moment zbierała własne myśli. Spojrzała na niego kątem oka. - Naprawdę cię pocałowałam?
Patrząc na nią uważnie, skinął głową.
- A ty oddałeś pocałunek? - drążyła.
Cullen znowu skinął głową. Był zakłopotany, ale Bella nie wyglądała, jakby jej to przeszkadzało. Wydawała się, że jest raczej pogrążona w myślach lub coś podobnego. - Powiedz co myślisz - powiedział cicho.
Jej usta drgnęły, a policzki przybrały znacznie bardziej czerwony kolor, niż to było zdrowe. - To po prostu... Nigdy wcześniej się nie całowałam - przyznała. - Gdy ludzie zapytają mnie, o mój pierwszy pocałunek, to będę musiała odpowiedzieć, że go nie pamiętam.
Usta Edwarda wykrzywiły się w kącikach, gdy o tym pomyślał. - No cóż... To nie fair, bo to był naprawdę bardzo dobry pocałunek.
Przez chwilę żadne z nich nic nie powiedziało. Oboje rozglądali się na boki, starając się zignorować napięcie między nimi.
Próba została oblana.
- Może - pocałujemy - się - znowu? - nagle wyrwało się Edwardowi.
Bella gwałtownie zamrugała. Odtwarzała jego słowa, ponieważ najpierw nie zrozumiała co powiedział, a potem nie była pewna, czy dobrze usłyszała.
- Chodziło mi o to - Edward dopowiedział szybko - że to będzie sprawiedliwe, prawda? Powinnaś pamiętać swój pierwszy pocałunek. Nie powinnaś zostać oszukana tylko dlatego, że...
- Tylko dlatego, że gdyby ktokolwiek dowiedziałby się o tym co zrobiliśmy, to zacząłby nas unikać? - Bella zasugerowała.
Edward skrzywił się, a następnie posłał jej złośliwy uśmieszek. - Możemy udawać, że jesteśmy w stanie Alabama.
- To błędny stereotyp, Edwardzie Cullen - Bella upomniała go, uśmiechając się. Przez chwilę studiowała jego twarz i poddawała ocenie jego powagę. - To nie byłoby... dla ciebie dziwne?
- Pamiętam pocałunek - przypomniał jej. - Już mogę świrować. Nie ma dla mnie powrotu.
- Racja - Bella pokiwała głową, z udawaną powagą. - To znaczy, to będzie uczciwe tylko wtedy, gdy nie będziesz czuć się nieswojo... Ja zacznę, ponieważ wiem, że to wszystko przeze mnie.
- Powinnaś zacząć - Edward powiedział, mając wzrok na jej ustach. Dostrzegł, że były lekko rozchylone. Całował się już wcześniej, ale dopiero teraz dotarło do niego, że nigdy sam nie zainicjował pocałunku. Wydawało się, że to była przełomowa noc, w dodatku pełna nowatorskich rozwiązań. Pochylił głowę w dół. - Moja kolej - powiedział, gdy równocześnie podjął decyzję i zaatakował jej usta, zanim mogłaby zmienić zdanie.
Tylko przez krótką chwilę, poczuł jej delikatne westchnięcie. Zaraz potem, Bella pochyliła głowę i wyszła mu naprzeciw, całując się po raz pierwszy. Gdy ich usta ocierały się o siebie, patrzyli sobie w oczy. W tej chwili nie było żadnej nieporadności. Usta poruszały się, jakby były jednością. Oboje zamknęli oczy i byli w tym momencie tylko we dwoje.
Edward czuł się tak bardzo dobrze, że przeniósł swoje dłonie na jej długie włosy. Przesuwał palcami po długich warkoczach. Ona robiła to samo z jego włosami. Jej ręce znalazły się na jego policzkach. Przez moment, Edward był przerażony tym, że Bella zechce go odepchnąć. Zamiast tego, dziewczyna ujęła w dłonie jego twarz i pozwoliła swoim opuszkom palców na dotykanie i odkrywanie.
Edward jęknął. To był najbardziej infantylnie pieprzony, dziewczęcy dźwięk, jaki kiedykolwiek z siebie wydał. Cullen poczułby się zakłopotany, gdyby nie odpowiedź ze strony Belli. Dziewczyna przesunęła się na kanapie, tym samym, znajdując się na własnych kolanach. Znajdowała się cal, a może dwa nad nim. Jego głowa uniosła się do góry, do niej.
Edward polubił anioły.
Nie prześcigali się wzajemnie. Cullen prowokował swoim językiem. Badając nim dolną wargę dziewczyny. Bella odpowiedziała natychmiast. Otworzyła usta, aby wpuścić go do środka. Edward miał ograniczoną wiedzę na temat całowania z języczkiem, ale przypomniał sobie, że za jego użyciem, mógł masować jej język. Był z siebie zadowolony, jak Bella zaczęła cicho jęczeć. Ponadto zauważył, że to był najgorętszy dźwięk, spośród wszystkich, jakie kiedykolwiek słyszał.
Właśnie w tej chwili, sytuacja na południu Edwarda zaczęła się zmieniać. Dokładniej mówiąc, cała krew chłopaka, odpłynęła w południowe rejony. Nie pomogło, że nagle przypomniał sobie o masażu języka. Szkoła Uwodzenia, była jego jednym z ulubionych filmów. Wspomniany francuski pocałunek, miał miejsce między dwoma seksownymi bohaterkami.
Edward z westchnięciem, starał się powrócić. W danej chwili, jego koordynacja pozostawiała wiele do życzenia. Nie udało mu się trzymać rąk z dala od głowy Belli, gdy zmienił pozycję. Wylądował plecami na kanapie. Przeniósł zaskoczoną Bellę z dołu na górę.
Dziewczyna zamrugała parę razy. Starała dowiedzieć się, co się stało i dlaczego chłopak wyciągnął do niej ramiona w taki, a nie inny sposób. Chwilę później, zsunęła się odrobinę i dość szybko zorientowała się, jaki Edward miał problem. Cullen syknął, gdy Bella przesuwała się w dół, a ona zamarła. Jej policzki zabarwiły się szkarłatem, kolejny raz ukazując zróżnicowaną gamę kolorów, którą była w stanie przybrać.
W tym samym czasie usłyszeli ostrzegający dźwięk. Drzwi od garażu zostały otwarte. Ich oczy rozszerzyły się, a Bella przewróciła się i z krzykiem wylądowała na podłodze przy kanapie. Zanim Edward zdołał zapytać się, czy wszystko było w porządku, Bella podnosiła się i popędziła w stronę schodów.
- Kurwa, kurwa, kurwa - Edward mruknął pod nosem. Czuł się jak zboczeniec. Edward usiadł na kanapie i pocierając twarz, próbował przybrać niewinną minę. Spostrzegł, że jego problem zmniejszył się, gdy pomyślał o swoich rodzicach, przyłapujących go podczas obściskiwania kuzynki. Odetchnął z ulgą, przenosząc swoje spojrzenie na telewizor. W rzeczywistości nic w nim nie widział.
Jego rodzice wrócili i przywitali się z nim. Jego matka pieszczotliwie rozmierzwiła mu włosy. Uważnie im się przyglądał, ale nic nie wskazywało, aby zauważyli coś niepokojącego. Zaczął lżej oddychać, kiedy po schodach na dół zszedł Emmett, trzymając się za rękę z Rosalie.
W przeciwieństwie do rodziców, Emmett zauważył kilka cholernych rzeczy, które były nie w porządku.
Na przykład, włosy Edwarda były lustrzanym odbiciem jego fryzury, chociaż miedź w przypadku młodszego brata była bardziej widoczna. Przede wszystkim jednak Emmett miał narzeczoną, a Edward nie był zrównoważony.
Ponadto, ich kuzynka uciekła na górę, niczym wybudzony nietoperz z jaskini.
Rozplanowując swój czas, chłopak udał się z rodzicami do kuchni. Rosalie dała mu buziaka na dobranoc. Następnie opadł na kanapę obok Edwarda i spojrzał na ekran telewizora. - Stary, poważnie?
Po raz pierwszy od wielu minut Cullen rzeczywiście zobaczył, co działo się na ekranie przed nim. Odwrócił się, a ciekawy odcień szkarłatu udowodnił, że pasuje do Belli w jeszcze kolejny sposób. Również pod względem rumieńców pasowali do siebie.
Na ekranie George Michael całował Maebe - swoją kuzynkę.
W międzyczasie na piętrze, Bella próbowała złapać oddech i przywrócić swój mózg z gąbczastej masy do normalnej postaci. W tym momencie konsystencją przypominał bardziej masę składającą się z cukru i składników na bułeczki cynamonowe. Ciepłe, przeciekające i lepkie.
Bardzo lepkie.
Jej mózg... Nie, inne rzeczy.
Dobrze... Może inne rzeczy również.
W swojej łazience Bella odkręciła kran i oblała twarz zimną wodą. Spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Zwróciła uwagę na zarumienione policzki oraz brutalnie rozczapierzone włosy. Chwyciła swoją szczotkę i zaczęła naprawiać szkody, które wyrządziły absurdalnie długie palce Edwarda. Rozczesując włosy, surowo zwróciła się do samej siebie.
Nigdy więcej nie będzie takich zachowań z nie - twoim kuzynem, Isabello BRANDON.
Nie mogę być przywoływana do odpowiedzialności za rzeczy, które robię podczas snu. To on był przytomny. Co do cholery, robił tak blisko mojej twarzy, że bez trudu mogłam go pocałować? Odpowiedz na to.
Stara... On tak naprawdę nie wie, że nie jesteście kuzynostwem. To bardziej niż dziwne... i perwersyjne. Naprawdę perwersyjne. Edward Cullen obściskiwał się ze swoją kuzynką! Co to tak naprawdę, mówi o twoich upodobaniach?
Cholera jasna, po prostu obściskiwałam się z Edwardem. Muszę powiedzieć o tym Alice!
Tak, zgadza się. Powiedz Alice, że zaatakowałaś jej kuzyna z językiem. Nie powinna świrować bardziej niż ty.
Bella zmrużyła brwi w reakcji na swoje myśli. Nie pomyślałaś o tym, że będzie podekscytowana? To wszystko jej wina. Ona jest samolubna. Samolubna, egoistyczna, samolubna. Teraz nie mogę jeszcze raz pocałować Edwarda. Nawet gdyby wiedział, że nie jesteśmy kuzynostwem, to będzie wkurzony, że cały czas go okłamywałam.
Dodatkowo pewnie myśli, że jesteś szalona, ponieważ siedzisz w łazience i rozmawiasz sama ze sobą!
Pomrukując do siebie z powodu irytacji oraz frustracji, dziewczyna ochlapała wodą lustro. Zaraz po tym, przerywała dyskusję sama ze sobą. Odwróciła się pięcie i zdecydowała, że powinna przywitać się z Esme, Carlislem jak i Emmettem.
- Och, Bello, cieszę się, że tu jesteś - powiedziała Esme, gdy dziewczyna schodziła po schodach. - Chodź i usiądź.
Bella rozważyła swoje możliwości. Esme z Carlislem siedzieli w miłosnym uścisku - ramię mężczyzny spoczywało na ramionach kobiety. Edward i Emmett siedzieli na kanapie. Zostawili między sobą wolną przestrzeń, jako miejsce dla niej.
Unikając spojrzenia Edwarda, Bella usiadła w fotelu, zamiast na kanapie.
Esme wyjaśniła Belli, że już następnego dnia wszyscy wybierają się na rodzinny dzień do Olympi. W tym czasie, Edward obserwował ją uważnie.
Dziewczyna zdecydowanie go unikała. Nawet nie była w stanie na niego spojrzeć.
Edward, sam do siebie, zmarszczył brwi. Nie spodobała mu się myśl, że Bella czuje się przy nim niekomfortowo. Część niego wiedziała, że to może i lepiej, jeśli dziewczyna zamierzała trzymała go na dystans. Unikanie jednak nie spowodowało, że nie chciał jej całować przez cały czas.
Jednak większa jego część, była niezadowolona, że nie ma jej w pobliżu. Lubił ją całować - dobry Boże, jak on lubił ją całować - ale również lubił z nią rozmawiać.
Rozmowa była kuzynowska, prawda?
Powrócił z powrotem do rozmowy. - Jasper pojedzie z nami - matka powiedziała, a następnie posłała Belli porozumiewawcze spojrzenie.
Bella zarumieniła się.
Edward skrzywił się. Szybko odwrócił głowę, gdy dostrzegł, że Emmett unosi do góry brew.
Wspaniale. Jutro będzie, jeszcze jeden, bardzo długi dzień.
Zgodnie z obietnicą, rodzina Hale pojawiła się bardzo wcześnie rano. Ponieważ dwie rodziny znajdowały się w domu, Edward udał się do kuchni, próbując uciec przed flirtowaniem Jaspera z Bellą, które odbywało się w salonie.
Niestety, jego niewiedza została naruszona. Przy śniadaniu, jdnym z bardziej preferowanych tematów podczas rozmowy, była relacja pomiędzy jego przyjacielem, a kuzynką.
Obie matki chichotały.
Zanim Edward wszedł do kuchni usłyszał, jak zostaje wypowiedziane imię dziewczyny. Zatrzymał się i słuchał. - Myślę, że to tylko krótki letni romans. To wszystko - Lucy powiedziała do Esme.
Gdy jego matka odpowiadała, usłyszał w jej głosie śmiech. - Zgadza się. Jestem pewna, że doskonale właśnie to sądzisz. Nastoletni wakacyjny romans.
- Właśnie tak! - Lucy zaprotestowała, a potem zachichotała. - Musisz przyznać, że słodko razem wyglądają. Niech mają trochę zabawy tego lata. Zobaczysz, Bella wróci do Phoenix, a Jasper pojedzie na WU1. Będą utrzymywać kontakt. Może ona złoży dokumenty na Washington University? Studiując, zaczną ze sobą randkować i mam nadzieję... że będę mogła planować kolejny ślub, w tym samym czasie, gdy będę organizować drugie baby shower2 dla kolejnego dziecka mojej córki.
Esme przewracała oczami i śmiała się z planów Lucy. Edward wcale nie był rozbawiony. Stwierdził, że zaciska zęby o wiele mocniej, niż powinien.
Postanowił znaleźć sobie coś do roboty.
Niedługo potem, znajdowali się w różnych samochodach. Emmett upierał się, że chce spędzić więcej czasu z bratem, więc udał razem z Rosalie w stronę zaparkowanego volvo. Esme syknęła młodszemu synowi na ucho, że bez towarzystwa ani jednego kuzyna, jego kuzynka może będzie czuć się niekomfortowo. Dlaczego więc nie mógłby pojechać z Jasperem i Bellą?
Lucy niewinnie zasugerowała, że Jasper i Bella mogą pojechać osobno w trzecim aucie.
Rosalie, znała swoją matkę i wiedziała, że kobieta próbuje zostawić Jaspera razem z Bellą. Nie zwracała uwagi na zdanie Edwarda. Blondynka oznajmiła, że takie rozmieszczenie podczas jazdy to straszne marnotrawstwo nieodnawialnych zasobów naturalnych.
Zarówno Jasper oraz Emmett spierali się, ale miedzianowłosy skinął głową i odezwał się, całkowicie poważnym tonem. - Marnowanie nieodnawialnych źródeł energii to nasza wspólna sprawa - przypomniał swojej matce.
Carlisle uniósł brew na Bellę, jakby chciał zapytać, co się do cholery z nimi dzieje? Tylko, że Carlisle był bardziej dostojny oraz elegancki, więc spojrzenie wyglądało bardziej na, przepraszam Bello, ale czy wiesz, dlaczego moja żona i dzieci zachowują się tak dziwnie?
Dziewczyna kolejny raz wzruszyła ramionami, w geście, który miał mówić, że niech mnie piekło pochłonie, nie widziałam tych ludzi przez bardzo długi czas.
Koniec końców, podziękowała wszystkim za troskę i podejmując samodzielnie wyboru, zdecydowanie zajęła miejsce na tylnym siedzeniu w volvo.
Edward starał się powstrzymać uśmiech. Okazało się to bardzo trudne. Chwilę później, Jasper udał się w ślad za Bellą i zajął miejsce obok niej. Rosalie oświadczyła, że chce gonić teściów i ruszyła w stronę mercedesa, który prowadziła Lucy. Emmett westchnął i zaczął się zastanawiać, czy nie będzie miał jakiś kłopotów, gdy zajmował przednie miejsce pasażera w samochodzie brata.
Droga do Olympi była bardzo długa, ale nie szczególnie dla Jaspera.
Droga dłużyła się, ponieważ Edward bardzo często zerkał okiem we wsteczne lusterko. Po prostu nie mógł wytrzymać. Jego przyjaciel miał najbardziej czarujący sposób bycia i właśnie tego powodu, irytacja Edwarda nie miała końca. Z początku łapał się na tym, że przygląda się Belli. Oczywiście, czasami próbował przestać na nią patrzeć. Niekiedy jechał wolniej, ponieważ rozpaczliwie chciał ją zobaczyć.
Jazda była długa dla Emmetta, ponieważ ten co jakiś czas musiał przypominać bratu, aby patrzył na drogę. Chłopak dbał o wszystkich. Podczas jazdy samochodem opowiadał dowcipy o młodszym bracie. Jasper, a nawet Bella, śmiali się. Zaproszenie do rozmowy Edwarda, okazało się niemożliwe, ponieważ był całkowicie rozproszony. Emmett zaczął brać pod uwagę, możliwość wystąpienia swojej rodziny w show w stylu Jerry'ego Springera, które nosiłoby tytuł Nasze rodzinne rozgałęzienie. Albo zatytułowane Jestem wujkiem dziecka z błoną pławną. Doszedł do wniosku, że będzie dobrym wujkiem. Da swojej siostrzenicy albo siostrzeńca wybuduje basen, w którym każdy będzie mógł pływać.
Emmett zauważył, że uwaga Edwarda była zauważana przez Bellę. Przyszło mu do głowy, że skoro włosy Edwarda były jego repliką - a Rosalie była przyczyną jego chaosu na głowie - to przyczyną rozgardiaszu na głowie młodszego brata, musiała być Bella.
Dla dziewczyny podróż trwała dłużej niż w rzeczywistości. Starała się słuchać Jaspera. Nie była jednak świadoma dyskretnego flirtu, który miał miejsce rano. Mimo wszystko, dostrzegając, że ktoś z nią flirtuje, była zadowolona i nieco roztrzepana, oraz rumieniła się. Znalazła sobie rozmownego, bardzo ciekawego oraz atrakcyjnego towarzysza do rozmowy. Wszystko niby było w porządku, ale nie mogła ignorować ciepła oraz drżenia ciała, które odczuwała przy Edwardzie. Gdy chłopak starał się na nią nie patrzeć, czuła na sobie jego wzrok. Sama starała się nieustannie na niego nie spoglądać. Niestety, nieświadomie uciekała spojrzeniem we wsteczne lusterko. W momentach, gdy ich spojrzenia spotykały się, obecność dwóch pozostałych chłopaków, zdawało się znikać.
To było śmiesznie i irytujące.
Jasper był jedyną osobą w samochodzie, która nie zaczęła świrować. Chłopak wprawiał swój urok w działanie i był zdeterminowany podczas upewniania się, że Bella przestawała myśleć o tym, że jej kuzyn istnieje.
Chłopak nie wiedział, że dziewczyna bardzo często przyłapywała się na myślach, według których Alice podczas rozmów z Jasperem, pokochałaby go. Chłopak był uroczy, dowcipny i pewny siebie - czyli miał wszystko, co Alice najbardziej ceniła u chłopaków. Przyjaciółka Belli często ubolewała nad tym, że podczas umawiania się na randki w liceum, nie mogła sobie nikogo znaleźć. Co więcej, Jasper wydawał się być wystarczający silnym, aby móc opanować petardę, jak Alice. Byłby w stanie utrzymać ją przy ziemi.
On byłby dla niej dobry.
W końcu minęła śmieszna oraz pełna napięcia podróż. Znaleźli się w Olimpi.
Bellę uderzyło ją to, jak naturalnie czuła się w tej rodzinie. Było tak, jakby do niej należała. Część niej, bardzo chciała naprawdę stać się częścią rodziny Cullenów. Pragnęła zatrzymać przy sobie członków tej rodziny na zawsze. Jeśli byłaby z nimi spokrewniona, to z powodu pewnej sytuacji czułaby się... wstrętnie, oczywiście, jak czuł się Edward.
Zauważyła, że przez całe popołudnie czuł się niezręcznie i winnym. Od czasu do czasu, starał się wtrącać do rozmowy, ale kiedy spoglądał na nią, jego słowa słabły i szybko odwracał wzrok.
Nie pomagało wysyłanie ostrzegawczych spojrzeń, przez Emmetta i Jaspera.
O co w tym wszystko chodziło?
Nie miała czasu do rozmyślań. Wszyscy spędzą razem cały, cały, cały długi dzień.
Wczesnym popołudniem znaleźli się na miniaturowym polu do golfa. Dopóki nie zgodzili udać się we wspomniane miejsce, Emmett błagał resztę rodziny, aby zagrali w minigolfa. Edward jęczał, twierdząc, że minigolf to gra dla dzieci. Oczywiście, Emmett wypomniał mu, że nigdy podczas randki, nie był na minigolfie. Poza tym, upierał się, że skoro zostawiał wszystkie rzeczy związane z dzieciństwem za sobą, to był jego ostatni moment, aby dobrze się bawić podczas gry.
- Och, Emmett - Lucy wzdychała. - Zanim się zorientujesz, wrócisz tutaj z własnymi dziećmi.
Bella dostrzegła łagodne i delikatne spojrzenie, które wymienił starszy brat Cullen i Rosalie. To była najsłodsza rzecz, jaką Bella kiedykolwiek widziała.
Dziewczyna była odrobinę bardziej niż zdenerwowana, z powodu swojej waleczności, podczas gry w minigolfa. Wszyscy uciszyli oraz przekonywali ją, że nikt nie może spartaczyć tej gry. Dodatkowo specjalnie wybrali łatwe pole. Każdy z ośmiorga zawodników miał inny kolor piłeczki. Esme i Lucy zdeklarowały, że będą pilnować punktów. Stanowczo odrzuciły pomoc Belli, która zadeklarowała, że może samodzielnie się tym zająć.
Kolory były następujące: Belli przypadł zielony, Rosalie miała fioletowy, Carlisle otrzymał żółty, Edwardowi trafił się czerwony, Emmett miał niebieski, Jasperowi został pomarańczowy.
Zaraz po tym, jak Emmett chciał wyrwać swojemu bratu czerwoną piłkę z rąk, wynikła nieunikniona bójka o kolor piłeczek. Jasper spojrzał na Bellę. Uśmiechając się, zaoferował jej pomarańczową piłkę.
- Lubię zielony kolor - Bella zapewniła go.
- Sądziłem, że wczoraj powiedziałaś, że pomarańczowy to twój ulubiony kolor - Jasper dokuczył jej z łatwością.
Uśmiech dziewczyny zmniejszył się, gdy zrozumiała przyczynę, dla której Whitlock chciał się wymienić piłeczkami. Przyjaciółka Alice nie mogła pozbyć się ze swojej głowy obrazu intensywnie zielonych oczu, należących do Edwarda. - Od dzisiaj lubię zielony - wymamrotała, uparcie trzymając piłkę.
Jasper wzruszył ramionami. Na szczęście nie zastanawiał się nad przyczyną zmiany ulubionego koloru dziewczyny.
Zgodnie ze swoimi przypuszczeniami, okazała się być straszna w minigolfie. Ale Cullenowie i Halowie nie pozwolili jej odczuwać skrępowania. Wszyscy doskonale bawili się. Bella dosłownie wszędzie i na różne sposoby, odnajdywała swoją piłeczkę. Zawody były dla niej zbyt histeryczne. Gdyby tego było mało, udało się jej odbić piłkę od ścian, która przeleciała tuż obok promiennie uśmiechającego się Carlisle'a. Emmett i Edward zaczęli się mocno śmiać. Podczas gorliwych przeprosin Belli, synowie Cullenów, upadli na wilgotną trawę.
- W porządku, Bello - Carlisle zapewnił. - To pierwszy raz, od czasu collageu, kiedy piłka przeleciała tuż obok mojej głowy - odpowiadając, mrugnął do niej. Śmiech należący do jego synów, zamienił się w śmiech z horrorów. Słysząc go, razem z Esme, parsknął śmiechem.
- Wiesz, że Edward przez kolejne tygodnie, będzie miał siedemnaście lat. Umieszczanie takich obrazów w głowie dziecka, będzie można uznać za wykorzystywanie nieletnich - Emmett upomniał z udawaną surowością.
Kilka dołków później, starszy z braci Cullenów - wciąż będąc rozkojarzony na tym punkcie - włożył swoją piłeczkę, w głęboki dekolt Rosalie. Uśmiechnął się do niej. - Jedna z piłek jest w dołku! - ogłosił.
Na początku nikt nic nie mówił. Wszyscy wstrzymywali chichot, ponieważ nie wiedzieli, jak Rose zareaguje. Dziewczyna uśmiechnęła się słodko do swojego przyszłego męża. - Bardzo dobrze, że piłka ma niebieski kolor. Opowiadałam ci o dwóch kulach, które staną się niebieskie, gdy pozbawię cię seksu na zawsze.
Uśmiech Emmetta zmarniał.
Przy ostatnim dołku, piłka Belli gdzieś zniknęła. Każdy starał się jak mógł, aby wyciągnąć ją z powrotem. W końcu wszyscy dorośli, razem z Emmettem, przeszli do następnego dołka. Oczywiście, Jasper zgłosił się na ochotnika i udał się po nową piłkę dla dziewczyny. Esme poinstruowała Edwarda, aby był miły dla swojej kuzynki, gdy podczas czekania, dotrzymał jej towarzystwa.
Kiedy wszyscy zniknęli, spojrzeli na siebie.
To było trochę dziwne.
Bella poważnie westchnęła. - Jak sprawimy, aby to wszystko przestało być... dziwnie? - zapytała.
Edward zaśmiał się. - Bello, to nigdy nie było dziwne.
- To prawda - odpowiedziała, odrobinę się uśmiechając.
Ponownie spojrzeli na siebie, a niewielkie uśmiechy wykrzywiały ich usta. Chwilę później chichotali, z powodu śmieszności sytuacji.
Ich wymiana spojrzeń trwała zbyt długo. Począwszy od kolan, ciepło i napięcie pojawiło się miedzy nimi. Uczucie starało się, zmniejszyć odległość między nimi. Uśmiechy załamały się.
- Wiem - odezwał się nagle Edward. Trochę oddalił się od zielonego miejsca, w którym stali i podszedł do stawu, który wyglądał niczym wodopój w dżungli. Korzystając ze swojego kija, przybliżał zieloną piłeczkę, która pływała w wodzie pełnej brudu i zanieczyszczeń, aż znajdowała się wystarczająco blisko. Chwilę później, na zielonej trawie położył się na brzuchu i rozpoczął wyławianie piłeczki.
- Woda nie jest zanieczyszczona? - zapytała, obserwując go.
Uśmiechnął się do niej złośliwie. - Nie wiem. A jest? - spytał, gdy ochlapał ją odrobinę wodą.
Wydała z siebie cichy pisk, gdy próbowała usunąć mu się z drogi. Swoim zachowaniem wywołała u niego zawrót głowy.
- Tutaj - powiedział, gdy ustawiał specjalnie dla niej piłeczkę. - Spójrz - wskazał głową dołek przed nimi. - Widzisz, jak tam teren pochyla się? Jeśli właśnie w tym miejscu uderzysz piłeczkę, to poleci ona w kierunku dołka. Zobacz o czy mówię.
Bella skinęła głową i podeszła do piłki. Zaczęła kołysać się na nogach, ale Edward zatrzymał ją, kładąc jej rękę na ramieniu. Starał się nie zbliżać blisko. Nie chciał zmienić tej sytuacji, w jeden z banalnych momentów, w którym obejmowałby ją.
Nagle, to co powiedział Emmett o randce na minigolfie, nabrało sensu.
Odpychając daleko myśli, potrząsnął głową i przybrał lustrzaną postawę Belli. - Delikatnie - pouczył, demonstrując delikatne machnięcie kijem.
Po raz kolejny, z powodu jego bliskości, cały świat skurczył się tylko do ich dwójki. Dziewczyna czuła się ciężej, ponieważ powietrze między nimi było pełne napięcia. Atmosfera spowodowała, że wolniej kołysała się.
Razem obserwowali, jak piłka wędrowała w stronę dołka w kształcie litery L. Wspólnie obserwowali uderzenie, wykonane zgodnie z zaleceniami chłopaka. We dwoje patrzyli, jak piłka zbliża się do dołka i... wpada do środka.
Bella sporadycznie zamrugała. Potem z radością zaczęła skakać w górę i w dół. Odwróciła się w stronę Edwarda, który stał z szeroko rozszerzonymi oczami i otworzonymi ustami. - Edwardzie, zrobiłam to!
- Bello, to był jeden dołek. Czy zdajesz sobie sprawę, że dzisiaj nikt do niego nie trafił? To na prawdę nie był łatwy dołek! - Edward powiedział, z powrotem uśmiechając się do niej szeroko.
Dla niewysportowanej i nieskoordynowanej dziewczyny, trafienie do jednej dziury podczas gry w minigolfa spowodowało, że poczuła się niemal jak Tiger Woods3.
Minusem był brak haremu, który by ją dopingował.
Bella samotnie cieszyła się. W następnej chwili, bez zastanowienia, rzuciła się w ramiona Cullena.
Jego ręce automatycznie owinęły się dookoła niej. Ich wspólne roztrzepanie i radość z powodu trafionego dołka, zmieniły się w zupełnie coś innego.
Oboje zapragnęli pocałować się. Naprawdę... bardzo niedobrze.
Oczywiście, akurat w tym momencie, Jasper zdecydował pojawić się z powrotem.
WYJAŚNIENIA:
1. WU - Washington University - prywatna, koedukacyjna amerykańska uczelnia znajdująca się w St. Louis w stanie Missouri.
2. baby shower - to przyjęcie dla przyszłej mamy i dziecka, które niedługo przyjdzie na świat. Wyprawia się je zazwyczaj pod koniec ciąży.
3. Tiger Woods - amerykański golfista. Uznawany za jednego z najważniejszych przedstawicieli tej dyscypliny.
