Ceremonia przydziału.

Brama natychmiast się otwiera, ukazując niewiele od nas starszą, rudowłosą czarownicę w zielonej szacie.

- Zajmę się już nimi Hagridzie, - mówi.

- Pirszoroczni, profesor McGonagall, - mówi Hagrid i odchodzi.

Wchodzimy za panią profesor do olbrzymiej Sali Wejściowej.

-Witajcie w zamku Hogwart, - mówi profesor.- Bankiet rozpoczynający nowy rok szkolny wkrótce się zacznie, ale zanim zajmiecie swoje miejsca w sali zostaniecie przydzieleni do domów. Przydział jest bardzo ważny, bo w praktyce nie ma możliwości zmiany domu, dom będzie waszym miejscem nauki i wypoczynku przez najbliższe siedem lat.

Profesor zaleca przygotowanie się do ceremonii i wychodzi. Wielu kolegów jest bardzo zdenerwowanych i wymyślają jakieś cuda o ceremonii przydziału, ale ja i Lily wiemy jak ceremonia wygląda (ja od mamy a Lily ode mnie). Przez ściany przenikają perłowo białe duchy. Lily o mało co nie krzyknęła, więc uspokajająco ścisnąłem jej rękę. Rozglądam się i po przerażonych twarzach widzę, kto jest mugolakiem: Ta drobna brunetka z warkoczykami, ten chłopak obok niej... Wysoki brunet z pociągu ma nadal znudzoną minę. Pewno pochodzi z bogatej, wpływowej, czystej krwi rodziny, oceniam go. Jego kolega z przedziału, ten gryfonek, wygląda jakby chciał wywinąć jakiś numer. Głupol, zrobi coś durnego i wszyscy za to zapłacimy. Postanawiam go obserwować i w razie czego wydać, nie będę obrywał za idiotę. Po kilkunastu minutach wraca profesor McGonagall, ustawia nas w rzędzie i wprowadza do Wielkiej Sali. Stajemy przed stołem nauczycielskim, przodem do sali. Woźny Hogwartu Argus Filch ze swoim chowańcem, kotką Panią Noris, stoi obok stołu nauczycielskiego i dyskretnie uśmiecha się do mnie. Sala robi niesamowite wrażenie: Sklepienie pełne gwiazd, cztery długie stoły oświetlone unoszącymi się magicznie w powietrzu świecami, uczniowie w czarnych szatach i tiarach, złote naczynia... Przemawia dyrektor Dumbledore, wysoki starzec z długą siwą brodą i długimi siwymi włosami, w przepięknej, bogatej szacie. Profesor McGonagall stawia przed nami stołek z tiarą przydziału. Tiara śpiewa pieśń w której charakteryzuje poszczególne domy i gdy kończy, rozpoczyna się ceremonia. Profesor wyczytuje nazwiska z długiej listy, wyczytana osoba siada na stołku i zakłada tiarę.

- Avery Ian, - wyczytuje profesor.

Spokojny chłopak o piaskowych włosach siada na stołku i nakłada tiarę. Nie trzeba było długo czekać na werdykt.

-Syltherin!- Krzyczy kapelusz.

- Black Syriusz...

Ach, więc ten paniczyk jest z Blacków. Niesamowicie bogata, wpływowa, czystej krwi rodzina. Same wiedźmy i czarnoksiężnicy... Jak trafi do Gryffindoru, to pewno go wyklną jak moją mamę, że wyszła za mugola...Głupiec. Black siedzi i siedzi na stołku w końcu tiara oznajmia:

- Gryffindor!

Następny w kolejce, Crabble Anthony trafia do Syltherinu i profesor McGonagall wyczytuje:

-Evans Lily.

Patrzę niespokojny na przyjaciółkę, Lily puszcza moją rękę i z wypiekami na twarzy, na sztywnych nogach podchodzi do stołka. Tiara nie zastanawia się długo.

-Gryffindor!- Ryczy na całą salę.

Jest mi bardzo przykro. Czuję się, jakbym ją stracił. Lily odchodząc do stołu gryfonów odwraca się, i przepraszająco uśmiecha się do mnie. Ceremonia przydziału trwa w najlepsze. Ta ciemnowłosa mugolaczka z warkoczykami, Macdonald Mary trafia do Gryffindoru, Meadowes Dorcas do Ravenclavu, Mulciber Michael do Syltherinu. Gruby, szczurkowaty chłopak, Pettigrew Peter, siedzi z tiarą na głowie chyba z pięć minut. Gdy już wszyscy zaczynają się niecierpliwić, tiara krzyczy:

-Griffindor!

Ten mały bufon z pociągu, Potter James, także trafia do Gryffindoru, Podmore Strugias trafia do Hufflepuffu. Zostało już nas niewielu oczekujących na przydział. Wreszcie słyszę swoje nazwisko i trochę zdenerwowany siadam na stołku. Gdy tylko tiara dotknęła mojej głowy, wykrzyknęła:

- Syltherin!

Oszołomiony zdejmuję kapelusz i kładę go na stołku. Od strony ślizgonów biją mi brawa a Lucjusz Malfoy, prefekt Syltherinu, wskazuje miejsce obok siebie. Evan uśmiecha się do mnie i unosi kciuk ku górze. Rozpoznaję moje dalsze powinowate, Narcyzę i najmłodszą Bellatrix Black. Najstarsza z sióstr, Andromeda, ukończyła już szkołę i wyszła za mugolaka, przez co została wykluczona z rodziny. Ich mama z domu Prince jest siostrą mojego dziadka, są to więc kuzynki mojej mamy od strony ojca. Słyszę jeszcze, że Vance Alicja trafia do Gryffindoru i rozpoczyna się uczta. Najadam się jak nigdy w życiu. Po zakończonej uczcie, z pełnym brzuchem, trochę ospały z przejedzenia, idę za Luciuszem razem z innymi ślizgonami. Jest nas czterech chłopców na pierwszym roku. Avery jest z czystej krwi, ale z niezbyt zamożnej, arystokratycznej rodziny. Podobnie Crabble. Podajemy sobie ręce. Luciusz podaje nam hasło do znajdującego się w lochach pokoju wspólnego, który jest tak piękny jak opowiadała mi mama, a następnie prowadzi nas do dormitorium gdzie czekają już na nas kufry i bogato rzeźbione łóżka z kolumienkami i kotarami w srebrno- zielonym kolorze. Jestem bardzo zmęczony i od razu zasypiam.