Oryginalny tytuł serii: The Progress of Sherlock Holmes

Autor: ivyblossom

Link do oryginalnego opowiadania w profilu.

Otrzymano zgodę na tłumaczenie.

Tłumaczenie z języka angielskiego: kottkvarn

Korektor-konsultant: terynai

Rozdział: The Conductor

8. Dyrygent

Mycroft ma w ręku mój smyczek, jego palce luźno trzymają za żabkę. Knykcie znajdują się niebezpiecznie blisko włosia. Nienawidzę tego. Wymachuje smyczkiem jak batutą do rytmu w swojej głowie (wolne sześć ósmych, zupełnie jak jakiś upierdliwy Niemiec), rzucając naokoło iktusami (1). Z Mycroftem muzyka zaczyna i kończy się na dyrygowaniu. Wszystko, co ma dla niego znaczenie, znajduje się w jego głowie; nie czuje potrzeby sięgania po skrzypce, żeby naprawdę grać. Leniwy sukinsyn. (Czy on w ogóle jeszcze ma skrzypce? A może po śmierci mamy zamknął je z resztą rodzinnych skarbów?) Moje oziębłe spojrzenie jest bezcelowe; nie patrzy na mnie. Czyta notatnik w pozycji stojącej, jakby był lordem cholernym Byronem. Próbuje ściągnąć na siebie moją uwagę. Zawsze mu się to udaje. Doprowadza mnie tym do szału.

Szarpię struny; dźwięk rozchodzi się głuchym pomrukiem w mojej klatce piersiowej. (Odrobina Czajkowskiego, tylko co druga nuta. Mycroft nie musi wiedzieć, w jaki sposób koję swój ból.) Chętnie wyrwałbym mu smyczek z ręki, żeby głośno zagrać i zagłuszyć wszystkie te bzdury, które próbuje mi przeczytać. Wiem jednak, że nie pozwoliłby na to. Wolałby, żebym w szarpaninie złamał smyczek. Uśmiechnąłby się ironicznie i zwyczajnie rozszyfrowywałby mnie dalej.

- Problemy z zaufaniem. – Już to kiedyś słyszałem. Dlaczego znów mi to czyta? Zaznacza w powietrzu akcent i tnie smyczkiem z góry na dół aż powietrze świszczy. Niemal słyszę Marsz Wagnera (2). Zbija mnie tym z tropu. – Problemy intymne. Cały akapit na ten temat. Będziesz chciał dowiedzieć się o tym czegoś więcej, nieprawdaż?

John nie ma problemów intymnych. Cóż, zwykle nie ma problemów intymnych. Jednakże intymność ze mną: przerażająca wizja. Z innymi: nie. Jakby Mary miała mu coś do zarzucenia. John jest gotowy do dzielenia się swoją intymnością z każdą kobietą, która wyrazi chociażby najmniejsze zainteresowanie. I z kilkoma takimi, które go nie wyrażą. Panicznie próbuje zaznaczyć swoją heteroseksualność? (A może to tylko ja wywołuję u niego panikę? Prawdopodobnie chodzi tylko o mnie.)

- Nie jestem ani trochę zainteresowany. – Nie patrzę na niego. W zamian spoglądam na gładką powierzchnię skrzypiec, moich palców na niej. Widać je tylko pod jednym kątem (właśnie tym). Palce odruchowo przesuwają się po gryfie. Jęzioro łabędzie. (Wulgarne. Ale krzepiące.) Delikatnie muskam struny. Kątem oka wciąż widzę wykończony kością słoniową czubek mojego smyczka. Mycroftowi zawsze udaje się utrzymać moją uwagę, nieważne jak bardzo staram się o nim zapomnieć. Całkowicie frustrujące.

- Skłonność – zaczyna Mycroft, dla efektu robiąc pauzę w tym miejscu – do niewierności. Ale ty już o tym wiesz, prawda?

Podnoszę na niego wzrok. Jego twarz przyozdobił wredny półuśmiech. Bawi go to.

Mary. Nie sądziłem, że chodzi do terapeuty.

- Te notatki mają ładnych parę lat – wymachuje nimi w moim kierunku. – Czy, twoim zdaniem, wiele zmieniło się od tego czasu? - Mój smyczek wciąż tnie powietrze: iktus, iktus, iktus, budujący napięcie wymach. – Oziębły, nieobecny ojciec. Wskazówki ukrytego kazirodztwa (3). – Kładzie sobie notatnik na kolanach, pozwala mi dostrzec drobny druczek. Gęsty druczek. Wiele kartek drobnego, gęstego druczku. Miliony informacji o Mary. – Wiesz, że podczas ukrytego kazirodztwa nie dochodzi do faktycznego…

- Wiem – wyrzucam z siebie. Jestem zniecierpliwiony. Zaniepokojony. Czego on chce? Dlaczego mówi mi to wszystko?

- Była trzykrotnie zamężna. To pewnie dla ciebie żadna nowina. Miała także czwartego narzeczonego, jednak odstraszyła go od siebie jeszcze szybciej niż poprzednich. Tutaj jest napisane – znów unosi notatnik w górę – strach przed zbliżeniem w połączeniu z niską samooceną i pragnieniem bycia pożądaną w oczach mężczyzn skutkuje postawą pełną demonstracyjnej seksualności i skłonnością do zdrad. – Przewraca stronę. – Ten terapeuta zalecił terapię regresywną (4). Co świadczy o ogromnej niekompetencji z jego strony, oczywiście.

- Czy muszę ci przypominać – mocno szarpię jedną ze strun – że to nie ja zamierzam się z nią ożenić?

- Okazała skruchę – oznajmia, jakbym niczego nie powiedział. Sprawia tym, że krew zaczyna się we mnie gotować. – Nie robi tego celowo. To kompulsywne zachowanie (5). Terapeucie jest jej żal. Wiedziałeś, że skończyła z nim w łóżku? Stracił licencję. Oczywiście, to nie jej wina. To silna osobowość narcystyczna.

- Nie jest narcyzem. – Bronię jej? Oczywiście, że tak. Mycroft kłamie.

- Wiedziałbyś o tym, oczywiście.

- Poznałem ją.

- Oceniasz ją jako konkurencję. – Myśli, że mnie poprawia. Nie wychodzi z roli dyrygenta; ani razu się nie zawahał. Mycroft mógłby odbyć całą tę konwersację beze mnie.

Iktus, iktus, iktus.

- Od dawna was podejrzewałem. Wiesz o tym.

Wzdycham głośno. To nie jego interes. Ani trochę. Jeżeli naprawdę musi odbyć tę rozmowę, mógłby zwyczajnie wstawić kwestie, które powinienem powiedzieć tak, abym wcale nie musiał się odzywać. Może jeżeli skupię się bardzo, bardzo mocno uda mi się wyciszyć dźwięk jego głosu. W kuchni czeka eksperyment (ołów, sól, zakrzepła krew), mógłbym go sprawdzić; wymieniam liczby pierwsze; osiemdziesiąt trzy, osiemdziesiąt dziewięć, dziewięćdziesiąt siedem, sto jeden, sto trzy, sto siedem…

- Od kiedy go zobaczyłem, podejrzewałem, że może wywierać na ciebie taki wpływ. Czy to wtedy wszystko się zaczęło? W momencie, kiedy pierwszy raz na niego spojrzałeś? A może wszystko przyszło z czasem?

…sto dziewięć, sto trzynaście, sto dwadzieścia siedem dzięki Bogu cały ten jego przełom nie jest za nudny. Szlag.

Nie wie wszystkiego. Jednak chciałby wiedzieć nawet o tych najbardziej nieznaczących sprawach. Niełatwych do przewidzenia. O sprawach osobistych. O sprawach, którymi mógłby mnie szantażować. Dzięki którym dostawałby ode mnie wszystko, czego by sobie zażyczył. Nie położy na nich łap. Nigdy. Manipulant, sukinsyn. Świerzbi mnie, żeby porwać notatnik z jego kolan; notatnik lub smyczek. Albo, albo. Nie może mieć obu tych rzeczy. Albo moje upadki, albo Mary; wybieraj, Mycroft. Wybierz tylko jedno.

- Podoba ci się bycie zakochanym w Johnie, co? – pytanie retoryczne. Nienawidzę go. – Och. Tak. Dobrze, Sherlocku. To postęp. Mamusia byłaby zadowolona.

Przewracam oczami. Oczywiście musiał ją wyciągnąć. Po prostu usiłuje zarobić kolejny punkt. Zapędzić mnie w kozi róg. Tak: mama chciała mnie takim; chciała, żebym to poczuł. Martwiła się. Zastanawiała się, czy jestem w stanie. (Albo, ściślej mówiąc: czy pozwoliłbym, czy dopuściłbym kogoś do siebie na tyle blisko. Nigdy nie wątpiła, że jestem do tego zdolny. W przeciwieństwie do innych. W przeciwieństwie do mnie.) Wtedy w żaden sposób nie mogłem jej o tym zapewnić. Polubiłaby Johna.

- Do teraz myślałem, że to nieodwzajemnione. Głupie, niedojrzałe i nieodwzajemnione. Obecnie rozumiem jednak, że to nie do końca prawda. - Znów podnosi notatnik. - To był ostateczny dowód, który mnie przekonał. Kawałek, w którym terapeuta napisał: Mary ma skłonność do niestabilnych emocjonalnie mężczyzn. Mężczyzn, którzy są emocjonalnie niestabilni albo nie są w stanie jej pokochać, albo którzy kochają kogoś innego. – Rzuca notatnik na swoje kolana; notes zamyka się z trzaskiem. – Mówił o sobie. Jego zdaniem fakt, że kochał swoją żonę, sprawił, iż w oczach Mary stał się atrakcyjny. Na dobrą sprawę mógł to napisać o twoim Johnie. Możesz winić się za to, że się jej spodobał. On za tobą przepada. Wręcz uwielbia cię.

Świetnie zagrane, jak zawsze. Moje oczy wbijają się w niego bez mojego pozwolenia. Uśmiecha się do mnie szeroko.

- Wiedziałeś o tym? Och. Oczywiście. Wiedziałeś. Och, biedny Sherlocku. Po prostu nie wiesz, co z nim dalej zrobić. A może się mylę?

Wzdycham. Dlaczego nie zostawi mnie w spokoju?

- Nie jest we mnie zakochany.

- Dowody przemawiają za czymś innym. – Rzuca dokumenty na stół przede mną, jednak nie pozwalam sobie nawet na nie spojrzeć. Dlaczego zawsze musi wtrącać nos w nie swoje sprawy?

- Żeni się.

- Małżeństwo nie jest w stanie zabronić miłości do kogoś innego, Sherlocku. – Przewracam oczami. – A jednak siedzisz tu, wygrywając Jezioro łabędzie, jakby to miało sprawić, że pokocha cię wystarczająco mocno, aby ją porzucić.

Czuję, jak krew napływa do moich policzków.

- Stać cię na coś więcej, Sherlocku.

- Nie. – Wrzucam skrzypce do futerału. Wyciągam rękę po smyczek. Czekam. Kończy ostatnie dwa takty i delikatnie wsuwa go w moją dłoń. Jest spocona, lekko drży. Staram się to ukryć, jednak on widzi wszystko. Nie mam szans.

- Owszem, stać cię.

- To bez znaczenia.

Czuję, jak wylewa się ze mnie gniew. Sprawia, że moja zdolność oceny sytuacji zaczyna zawodzić. Powiem coś, czego nie chcę powiedzieć, do czego nie chcę przyznać, o czym nie chcę, aby Mycroft się dowiedział. A wszystko przez to, że doskonale wie, jak rozbudzić mój ślepy i absolutny gniew. Zanim go osiągam, pojawia się chwila całkowitego zrozumienia, w jaki sposób Mycroft mną manipuluje: zmusza mnie do stania się dzieckiem, za które zawsze mnie uważa (ze złamaną siatką na ryby w wieku siedmiu lat, zawstydzony, zaczerwieniony na twarzy; wściekły i zawstydzony). Jednak jest już za późno. Roztapiam się we własnej krwi i wypluwam ze wzburzeniem:

– On wcale nie chce.

Pauza.

- Och. - Nie podnoszę wzroku. Drżę z wściekłości. Świat przesłaniają mi czerwone plamy. Część mnie miała nadzieję, że wskaże mi rozwiązanie. Jednak nie robi tego. Moje przypuszczenia są boleśnie prawidłowe. – Więc być może oboje są siebie warci.

Wyszedł.

Zauważam, że złamałem smyczek na dwoje.


(1) Iktus – akcent metryczny; akcent.

(2) Marsz Wagnera popularnie zwiemy Marszem weselnym.

(3) Ukryte kazirodztwo – forma wykorzystywania, w której nie dochodzi do bezpośredniego, fizycznego kontaktu między dzieckiem a rodzicem, jednak rodzic na różne sposoby stymuluje jego seksualność np. poprzez pokazywanie pornografii, komentowanie fizyczności, obnażanie się w jego obecności itp. Nigdy nie dochodzi jednak do aktu seksualnego, przez co rodzic zaprzecza zdolności dziecka do stosunku. Kiedy ofiara dorasta, posiada skłonność do ciągłego zakochiwania się, wchodzenia w związki, które nigdy nie zostają skonsumowane; często staje się erotomanem.

(4) Terapia regresywna – terapia, polegająca na cofnięciusię do potencjalnie krzywdzących psychikę człowieka wydarzeń z dalekiej przyszłości. W tym celu często wykorzystuje się hipnozę.

(5) Zachowania kompulsywne – padło w poprzednim rozdziale, jednak tego nie wyjaśniłam, a potem wyszło szydło z worka – nie każdy zrozumiał. Zachowania kompulsywne to zachowania, które człowiek wykonuje odruchowo, nieświadomie, a co najważniejsze: zbyt często, np. mycie rąk do krwi. Nierzadko występują po doświadczeniu czegoś krzywdzącego, w wyniku traumatycznych przeżyć (np. Monk i pedantyczność po śmierci żony).