8.

Nie sądził, by w całym swoim życiu spotkał się z czymś takim. No, chyba, że nagle stał się jakimś bogiem seksu i laski kładły mu się pod stopy, by mógł po nich przechodzić jak po dywanie. W co szczerze wątpił. Granger nie tylko go pocałowała – ona stanęła za nim przeciwko swoim przyjaciołom. Ta rzeczywistość była dziwna. W poprzedniej był on sam i reszta świata. W tej ma Malfoya, Granger, Dumbledore'a i McGonagall po swojej stronie. Był do tego tak nieprzyzwyczajony, że aż oczekiwał, że ktoś nagle wyskoczy zza rogu i krzyknie: „dałeś się nabrać!".

Przeszedł koło Pottera i Weasleya, którzy patrzyli na niego z obrzydzeniem, ale zignorował ich, skinął głową Malfoyowi i poszedł znaleźć stolik jak najbardziej oddalony od działu Transmutacji. Nanosi się tych książek, nanosi. A on będzie miał z tego pierwszorzędną zabawę. Wyciągnął pergamin, pióro i inkaust i patrząc na nie skrzywił się. Wszystko pożyczone, łącznie z jego mundurkiem. Nikt, a zwłaszcza on, nie wiedział gdzie jest jego klucz do Gringotta, a gobliny raczej nie uwierzą, że po prostu odmłodniał. Zwłaszcza, że według dyrektora stał się dość paranoiczny. Co oznacza, że pewnie wybrał najlepiej strzeżoną część banku, by schować tam cały swój dobytek. Od ojca nie dostał nawet knuta i jego ubrania, wiecznie z drugiej (czy też piątej) ręki powodowały, że był wyśmiewany. Teraz przynajmniej miał porządnie skrojone szaty, dobrej jakości pergamin i inkaust, który nie był rozwadniany. Oczywiście upierał się, by to wszystko było jedynie pożyczką. Dumbledore nalegał, ale Severus wolał obstawiać przy swoim. Nie lubił czuć się na czyjejś łasce.

Pomiędzy regałami pojawiła się sterta książek na dwóch dość zgrabnych nogach i ruszyła w jego kierunek. No, tak. Zapomniał, że nie wolno używać magii na książkach z Biblioteki. Tym lepiej. Tym lepiej. Postawiła książki tuż przed nim i – spocona, zmęczona i z rozczochranymi włosami – powiedziała tonem pełnym szacunku:

– To wszystkie książki, które udało mi się znaleźć, prof.… znaczy się, Snape.

– Powiedz mi – po co ci książki, skoro mamy opisać nasze odczucia podczas zadania? Nie potrafisz sama myśleć?

Zarumieniła się, ale jak na Gryfonkę przystało, odpowiedziała z idiotyczną butą.

– Oczywiście, że umiem. Jednak chcę porównać moje wrażenia z tymi, jakie mieli inni. Dzięki temu…

– Mamy więcej pracy? Zapomnij. Robimy dokładnie to, co nam kazano. Ni mniej, ni więcej. Ja dyktuję, ty pisz.

Tak mocno chwyciła pióro, że przez chwilę obawiał się, że je złamie w pół. Jednak się opanowała i zanurzyła je w atramencie.

– Możesz dyktować. Dość szybko piszę.

– Najpierw może napisz nasze nazwiska u góry? Jestem jak najbardziej za anonimowością, ale wtedy, gdy mogę sobie na to pozwolić. Nie sądzę, żeby na Transmutacji było to dozwolone. No, chyba, że coś się zmieniło. Nie? Świetnie. Pisz. Podczas koncentracji na zbrojach nie odczuwaliśmy ich w żaden sposób. Nawet gdyby…

– Zaraz, zaraz. – Granger spojrzała na niego spode łba. – Nie możemy zaczynać tak prosto z mostu, bez wstępu. I to zdanie jest za krótkie. A teoria za tym zadaniem? Zaklęcie? Sposób, w jaki je rzucaliśmy?

Westchnął i ucisnął nasadę nosa. Czeka go ciężki wieczór, już to czuł.

– Wydaje mi się, że teorię, zaklęcie i sposób rzucania McGonagall zna perfekcyjnie, więc nie ma sensu tego pisać. Raczej się domyśli. A krótkie, rzeczowe zdania są najlepsze.

– Może i się domyśli, ale z takim podejściem po co w ogóle pisać esej, skoro pani profesor dobrze wie, co się czuje podczas koncentracji? I zdania powinny być pełne informacji.

– Mogą być pełne informacji w sposób lakoniczny.

– Wtedy czyta się to bardziej jak rozkaz wojskowy.

– A jak ty byś napisała?

– Dzisiejszego dnia, na lekcji Transmutacji, rzucaliśmy zaklęcie, które pozwala ożywić przedmiot nieożywiony na krótką chwilę. Delikatny ruch różdżki, płynne koło i szybkie uniesienie czubka, przy jednoczesnym ruchu nadgarstka, wykonuje się bez problemu i po pewnym czasie nie trzeba tego pilnować. Dodatkowo…

– Stop. Przez ciebie i twoje poetyckie podejście do płynnego koła i szybkiego uniesienia czubka zaczyna mnie boleć głowa. Czy eseje na Eliksiry pisałaś tak samo?

– Oczywiście. Zawsze staram się, by moje wypracowania były jak najbardziej rzeczowe.

– Rzeczowe, Granger, nie znaczy przeładowane niczym niepotrzebnymi informacjami i teoriami. Pozwól, że ja będę myśleć za nas dwoje, a ty bądź grzeczną dziewczynką i pisz, dobrze?

Aż się zapowietrzyła. Severus omal nie parsknął śmiechem. Tak łatwo było ją zdenerwować! Wiedział już co jest jej słabym punktem i zamierzał to wykorzystać w przyszłości. Jeśli, oczywiście, nie wróci do swojej postaci. Jeśli wróci – nie będzie miał powodu, żeby z nią przebywać. Tym lepiej.

vOvHvOvBvO

Nie podobało mu się, że musi spać w dormitorium razem z resztą Ślizgonów z siódmego roku. Dumbledore, świecąc oczami, zapewniał, że to najlepsze wyjście, biorąc pod uwagę jego sytuację. Cóż, według jego opinii, jego sytuacja na pewno nie wymagała nocowania w dormitorium. Pokój Wspólny na jego widok zamarł, ale po chwili większość tak chciała mu umilić życie, że poważnie zastanowił się nad znalezieniem sobie przytulnego krzaczka na dworze. Potem jednak przypomniał sobie, że jest luty. A luty w Szkocji nigdy nie był zabawą i najczęściej kończył się odmrożeniami, a śmiertelność wzrastała o czterdzieści procent.

Używając łokci, kopniaków, wrednych spojrzeń i brutalnych komentarzy przepchał się pomiędzy kilkoma dziewczynami zapraszającymi go na „spacer" („Musiałybyście mieć znacznie lepsze figury i bardzie wyjściowe twarze"), dwoma chłopakami zapraszającymi go do gry w szachy („Szczerze wątpię, by wasz poziom był choćby bliski mojemu, a wygranie partii w trzech ruchach nie jest niczym zabawnym"), kilkoma pierwszakami próbującymi namówić go na korki z Eliksirów („Podejdźcie choć trochę bliżej, a następnym razem szósta klasa będzie robiła Eliksir Nadpobudliwości z użyciem waszej krwi") i Parkinson, która ocierała się o niego w sposób, który przywodził mu na myśl kotkę w czasie rui. Ale kotki były znacznie ładniejsze. Przynajmniej dla kocurów. No, nie licząc nieśmiertelnej pani Norris.

– Może zaprosisz mnie do siebie? – wymruczała, a on naprawdę musiał się powstrzymać przed przeklęciem jej. Pamiętał jednak co się stało, gdy ktoś źle potraktował Bellę, która była Samicą Alfa. Biedny chłopak pewnie do dzisiaj jest w Mungu. On jednak znalazł sposób na Pansy. Jej ojciec był czystej krwi, ale niskiego rodu. Snape stał o wiele wyżej. A jeśli była pewna zasada w kręgach czarodziejów czystej krwi, to brzmiała: „Nigdy nie zadzieraj z kimś stojącym wyżej od ciebie".

– Nie sądzisz, że na zbyt wiele sobie pozwalasz? – syknął, odsuwając ją od siebie. Zamrugała i spojrzała na niego niepewnie.

– Każdy inny Ślizgon byłby zadowolony, gdybym go o to poprosiła.

– To znajdź sobie każdego innego Ślizgona. Jesteś nikim, Parkinson. Twój ojciec też był nikim. Wasz ród stoi tak nisko, że niewiele różni się od tych pół-krwi. Ja, tak dla odmiany, jestem na samej górze. I dobrze o tym wiesz. A czego mamusia cię uczyła?

Zacisnęła usta, zbladła i wycedziła:

– Wyżej stojący zawsze robią pierwszy krok.

– Jeśli zechcę twojego towarzystwa, to się odezwę. Do tego czasu bądź grzeczna i się odsuń. I tak byłem dla ciebie wystarczająco miły.

Normalnie zastanowiłby się poważnie, czy dobrze zrobił odrzucając ją. Poza faktem oczywistym, jakim była jej propozycja. Wydawało mu się, że ledwie rok temu przeszedł inicjację seksualną i to z płatną dziwką. Och, dziewczyna była śliczna i uzdolniona – nie przeczył – ale płacenie za seks, co zdarzało mu się średnio raz na miesiąc, zawsze pozostawiało w nim niesmak. Dlatego te wszystkie Ślizgonki, z Parkinson na czele, stanowiły silną pokusę. Jednak żadna z nich nie była w jego typie – to po pierwsze. A po drugie… To było znacznie gorsze, niż płatny seks. One nie chciały pieniędzy. One chciały w przyszłości, gdy wróci do swojej postaci, szantażować go tym i prosić o przysługi. A Severus nienawidził być dłużny. Teraz jednak bardziej martwił się swoim życiem. Jaką pozycję zajmowała Pansy w kręgu… jak im tam było?… A, Śmierciożerców? Nie wiedział. I obawiał się, że zrobił błąd.

Gdy ktoś go klepnął w ramię, wyciągnął różdżkę i omal nie zmiótł Malfoya z powierzchni ziemi. Ten jedynie zmrużył oczy w sposób, który dobrze znał. Narcyza tak samo subtelnie okazywała rozbawienie, gdy nie chciała, by ktoś widział.

– Czego? – warknął, ale blondyn jedynie zwęził oczy jeszcze bardziej. Jeszcze chwila i ryknie śmiechem.

– Wspaniale poradziłeś sobie z Pansy. Gdybym wiedział, że to tak łatwo…

– Też się ciebie czepia?

– Czepiała. Dopóki nie zabiłem ojca.

– Będę miał kłopoty?

– Raczej nie. Jej ojciec nie jest tak znowu wysoko, a ona sama jedynie służy do rekrutacji nowych członków. Często poprzez łóżko. Poza tym – weszli do dormitorium, które było puste, ale Malfoy i tak rzucił zaklęcie przeciwko podsłuchiwaniu. – Voldemortowi zależy na tobie. Udawałeś jego prawą rękę i to udawałeś wspaniale. Problem w tym, że miałeś za sobą lata nauki. Owszem, teraz też ciężko zrozumieć o czym myślisz, ale nie panujesz nad swoją twarzą, głosem i ciałem tak jak to robisz, gdy jesteś starszy. To mu wystarczy. Wyłapie fałsz. Co więc zamierzasz zrobić?

Severus puścił w ruch wszystkie swoje komórki mózgowe i po chwili miał odpowiedź.

– Będę odraczał spotkanie z nim. Każę przekazać Parkinson, że Dumbledore ma na mnie oko i ktoś zawsze mnie śledzi. Nie mogę pozwolić sobie na wykrycie, jeśli wciąż chce mnie mieć. I, oczywiście, że jestem jego wiernym poddanym. Pewnie będzie potrzebował dowodu. Muszę tylko pomyśleć jakiego…

Malfoy patrzył na niego z wyraźnym uznaniem, a po chwili w jego oczach pojawił się błysk, który Severus często widywał u Lucjusza. Chłopak miał pomysł – dobry pomysł, ale on na pewno nie spodoba się Snape'owi. Miał już w tym niemałe doświadczenie.

– A co powiesz na połączenie przyjemnego z pożytecznym?

– Zabicie Pottera i Weasleya?

Blondyn roześmiał się i pokręcił głową.

– Nie. Inwigilacja Świętej Trójcy. Możesz też mnie w to włączyć.

Usiadł na wolnym łóżku, przekrzywił głowę i wypowiedział słowa, które w ogóle nie powinny mieć miejsca w jego słowniku.

– Nie rozumiem.

– Dumbledore rozmawiał ze mną kilka razy, czy nie chciałbym ci pomóc w szpiegowaniu Śmierciożerców. Dotychczas odmawiałem, ale ostatnio rozmawiałem z Ginny. Jest zaniepokojona tym, że nie mają nikogo w obozie wroga. Nie wiedzą, gdzie zaatakują, kto będzie celem. I w każdej chwili to może być ktoś z jej rodziny. – Spojrzał na niego, tym razem poważny. Tę twarz Severus widywał jedynie u Narcyzy. Lucjusz zawsze żartował, ale ona… Czasami Andromeda i Bella naśmiewały się z niej, że powinna być Puchonką. Zawsze najpierw myślała o nich i o Lucjuszu, a dopiero potem o sobie. Co nie zmieniało faktu, że manipulantką była pierwszej wody. Widocznie jej syn odziedziczył obie cechy po niej. W tej chwili myślał jedynie o swojej dziewczynie. – Nie zrozum mnie źle. Nie lubię jej rodziny. Bliźniacy doprowadzają mnie do szału, Charlie i Bill traktują protekcjonalnie i jak wroga, Percy to dupek, a o Ronie nie muszę chyba nawet mówić. Ale jej rodzice są spoko, choć patrzą na mnie podejrzliwie. I wiem, że załamie się, jeśli choć jedno z nich zginie. A ja będę siedział obok i pluł sobie w brodę, że nic nie zrobiłem. Póki ty byłeś, to było ok. Wiedzieliśmy kiedy i gdzie uderzą. Teraz… – Westchnął i usiadł naprzeciwko niego, po czym spojrzał mu prosto w oczy. – Wiem, że pewnie zwisa ci Ginny i Święta Trójca. Zawsze byłeś egoistycznym dupkiem – Severus nie mógł powstrzymać złośliwego uśmieszku. – Ale wiem też, że wiesz co jest dobre, a co jest złe. A zabijanie jest złe. Zabijanie ludzi, którzy nic nie zrobili jest złe. Weasleyowie są czystej krwi i to od pokoleń, a mimo to Voldemort chce ich zabić.

Severus sapnął z irytacją.

– Oszczędź mi tych melodramatyzmów i przejdź do meritum. O co ci chodzi?

– Powiesz Parkinson, a ona przekaże dalej, że masz pomysł. Że się dogadaliśmy i będziemy donosić o tym, co się dzieje w Świętej Trójcy.

– Jaaasne, bo nas zaproszą na herbatkę i podadzą ciasteczka, po czym wyłożą wszystkie swoje plany na najbliższe dwadzieścia lat.

– Nie. I tu wkracza połączenie przyjemnego z pożytecznym.

– Przejdź. Do. Meritum.

– Ale czemu ty się denerwujesz? Dobra, dobra, już. Będziemy wypytywać dziewczyny. Ja Ginny, ty Granger.

– Na pewno mi powie, co się między nimi dzieje. Już to widzę.

Uśmieszek Malfoya tym razem był czysto lucjuszowaty.

– O, nie. Widzisz… Ja mam łatwy dostęp do Ginny. I ty załatwisz sobie równie łatwy dostęp do Granger.