Rozdział 8

Przez kolejne dwa tygodnie panuje względny spokój. Jest trochę skrzypcowej muzyki, kiepskiej telewizji, stukotu klawiatury i szumu gotującej się w czajniku wody. Oraz Sherlocka, który od czasu do czasu wywołuje niewielkie eksplozje w kuchni i irytuje się na ludzi, którzy zbyt głośno oddychają za oknem. Czyli jest tak sielankowo, jak tylko potrafi być na 221B.

Niespodziewane bip! telefonu sprawia, że John wzdryga się z zaskoczeniem.

W pierwszej chwili myśli "Sherlock", po czym przypomina sobie, że detektyw siedzi tuż obok – wprawdzie obecny ciałem, lecz myślami oddalony bardziej, niż kiedy dzieliła ich kilkugodzinna podróż samolotem. John marszczy brwi i sięga po komórkę.

10.02: Jak leci? – Ems

10.10: Miałem wstrząśnienie mózgu, a Sherlock próbował wyrzucić mnie z domu.

10.14: Czyli lepiej niż się spodziewałeś? – Ems

Parska śmiechem. Sherlock obraca głowę i ich spojrzenia krzyżują się na ułamek sekundy. W tym momencie do Johna dociera, że od dwóch tygodni Sherlock kompletnie omija go wzrokiem; teraz także niemal natychmiast odwraca spojrzenie. John przygląda mu się jeszcze przez chwilę, po czym z powrotem pochyla głowę nad telefonem.

10.16: Te dwa wydarzenia były ze sobą powiązane.

10.18: Ach, rzecz jasna. Kawa? – Ems

10.20: No, teraz już naprawdę nie wiem. Z kim dokładnie mam randkować?

10.23: Cicho bądź. I spotkaj się ze mną w kawiarni na Bridgeway za pół godziny.

- Hej, Sherlock? – Żadnej odpowiedzi. – Wychodzę. – Nadal nic. Sherlock wpatruje się w przestrzeń. Albo studiuje tapetę.

- Okej, no cóż... Niedługo wrócę. – John zarzuca na siebie kurtkę i zbiega po schodach. Dopiero na zewnątrz uświadamia sobie, jak napięta jest ostatnio atmosfera w domu. Chociaż możliwe, że ponosi go wyobraźnia.

Nie kłopocze się łapaniem taksówki, postanawiając pójść piechotą. Myśli, że nawet jeśli napięta atmosfera w domu to jego wymysł, napięcie w ramionach i kręgosłupie – na pewno nie.

- Hej! – Kiedy pojawia się w kawiarni, Emma rzuca się do niego i obejmuje ramionami. Do Johna dopiero teraz dociera absurdalność tej sytuacji. Rozmawiał z tą kobietą przez dwa dni, zdradził wszystkie swoje sekrety ani o jednym nie mówiąc głośno, a mimo to nawet nie zapamiętał jej nazwiska.

- Cześć – odpowiada głupio. Nawet jeśli Emma zauważyła jego skrępowanie, wcale się nie przejęła; wciąga go do środka i natychmiast zajmuje miejsce tuż przy oknie.

- Okej, niech zgadnę – zaczyna bez zbędnych wstępów. – Od razu wróciliście do poprzedniej rutyny, wszystko jest między wami w porządku i nie ma absolutnie żadnego powodu, żeby cokolwiek zmieniać?

- Cóż. Ja... o, dziękuję. – Odbiera swoją kawę, posyłając kelnerce przelotny uśmiech. – Posłuchaj, miałem wstrząśnienie mózgu, chyba należy mi się trochę świętego spokoju? Jest całkiem miło. Poza tym nie ma czego "zmieniać". Mówiłem ci, że po prostu się nudził. Te wszystkie zdjęcia i smsy to już przeszłość. – Być może tak samo jak cała reszta, tylko on jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy.

Bip! W pośpiechu sięga po telefon. Trochę później uzna, że strącenie po drodze dzbanka ze śmietanką i rozsypanie cukru było dość żałosne.

11.12: Jesteś idiotą. – Ems

- Hej! Jestem tutaj, jakbyś zapomniała. – John patrzy na nią spode łba, ale Emma wygląda przez okno z najniewinniejszą miną pod słońcem. – I nie rozumiem, co w tym było idiotycznego. Tłumaczę ci: wszystko jest dobrze tak, jak jest. Albo byłoby, gdyby tylko wróciło do poprzedniego stanu. To znaczy... On się zachowuje, jakby nawet nie chciał mnie w pobliżu, a co dopiero... Nie. Ja nie jestem nawet... Słuchaj, to wszystko było głupie już na początku, ale teraz jest po prostu niedorzeczne.

- Doprawdy? – Emma popija swoją kawę, tym razem spoglądając na niego.

- Owszem! – John podnosi filiżankę tylko po to, żeby zająć czymś ręce. – Nawet, jeśli chciałem cokolwiek zrobić... a wcale nie chciałem, tak nawiasem mówiąc... na pewno nie zrobiłbym tego teraz. Sherlock nadal się dąsa przez to całe wstrząśnienie mózgu. – John mówi "dąsa" zamiast "kompletnie mnie ignoruje", bo nawet myślenie o tym drugim sprawia mu przykrość. I na pewno nie chce na ten temat rozmawiać. Podejrzliwa część jego umysłu przygotowuje się już na kolejną porcję uwag, tych lepiej zaplanowanych i trudniejszych do zignorowania.

- A właśnie. – Emma wygląda na stosownie przejętą. – Jak to się w ogóle stało? Dobrze się już czujesz?

John uśmiecha się. Zetknięcie się ze zwykłą ludzką uprzejmością bywa czasami miłą odmianą.

- Nic mi nie jest, dzięki. A stało się w ten sam sposób, co zwykle. – John przewraca oczami, ale z jego twarzy nie znika lekki uśmiech.

Bip!

Marszczy brwi.

- Naprawdę mogłabyś... – zaczyna, ale Emma kręci głową. John sięga po telefon.

11.28: Jest zdecydowanie zbyt atrakcyjna, żeby szczerze się tobą interesować. Albo czegoś chce, albo ma niezwykle niskie poczucie własnej wartości. SH

11.29: To urocze, Sherlock, naprawdę. Czemu nie powiesz mi jeszcze czegoś na temat mojej niezdiagnozowanej wady serca?

11.30: Czekaj. Skąd wiesz, jak ona wygląda?

11.34: Nie bądź śmieszny. Nie masz żadnej niezdiagnozowanej wady serca. Prawda? SH

11.35: Nie. Gdzie jesteś?

11.37: W twojej rodzinie były przypadki chorób serca? Kiedy się ostatnio badałeś? Twoje nawyki żywieniowe nie są zbyt przykładne. SH

11.40: Zapomnij o moim pieprzonym sercu, Sherlock. Gdzie jesteś?

- Miło się rozmawia? – odzywa się Emma. John unosi głowę i uśmiecha się do niej przepraszająco.

- Wybacz. Sherlock się... wtrąca.

- Naprawdę? – Przez twarz Emmy przemyka dziwny wyraz i John pochyla się do przodu, chwilowo zapominając o Sherlocku. Ignoruje telefon, który znowu wibruje mu w dłoni.

- W porządku? – Przygląda się uważnie siedzącej naprzeciwko kobiecie. Coś jest zdecydowanie nie tak, mimo że Emma odpowiada mu uśmiechem.

- Mogę? – pyta grzecznie i wyciąga rękę. John zastanawia się przez moment, po czym wzrusza ramionami i oddaje jej telefon. Na pewno w niczym to nie zaszkodzi.

Komórka odzywa się w jej dłoni niemal natychmiast, i Emma marszczy brwi do ekranu. Zaczyna odpisywać, a John obraca się na krześle, próbując wypatrzeć Sherlocka w tłumie ludzi na zewnątrz i w środku kafejki. Trudno mu się skupić; myśli tylko o tym, że Sherlock wreszcie, wreszcie zaczął z nim rozmawiać, i zastanawia się, czy będzie tak dalej, kiedy wróci do domu. A jeśli nie, może powinien częściej wychodzić na randki?

- John – słyszy po dłuższej chwili. Odwraca głowę w stronę Emmy, która posyła mu szeroki uśmiech.

To jeden z tych rzadkich momentów, kiedy John naprawdę rozumie samego siebie. Wie już, czemu bez żadnego wyraźnego powodu tak szybko dogadał się z Emmą. Jej uśmiech mówi "to głupie, ale będzie się nam podobać" i John czuje się, jakby patrzył w lustro.

Emma porzuca telefon na stoliku, wstaje i podchodzi do niego. Komórka wibruje i John spogląda na nią wystarczająco by odczytać słowa na ekranie (12.12: Zostaw go. SH), po czym Emma go całuje.