Nic dziwnego, że Yuuko postanowiła właśnie tutaj uzupełnić swoje zapasy. To miasto musiało być stolicą alkoholi. Trudno wyobrazić sobie miejsce, gdzie znalazłoby się więcej trunków. Tu był prawdziwy raj dla alkoholików. W każdym sklepie, na każdym straganie można było kupić wysokoprocentowy napój. Obowiązujący w większości miast zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych tutaj nie istniał. Na ulicy pełno było ludzi trzymających w rękach butelki, piersiówki czy kufle. Nawet dzieci piły bez skrępowania alkohol, chociaż musiał być mniej mocny niż ten spożywany przez dorosłych. Wiele osób szło zygzakiem, nie potrafiąc zrobić kroku w linii prostej.
- To świat zwariował czy ja? – mruknął Kurogane do siebie z niedowierzaniem obserwując mijających go ludzi.
- Więcej entuzjazmu! – Yuuko trąciła go w ramię. – Jesteś w najwspanialszym mieście, jakie spłodził ten świat! Raduj się razem z nami!
Z całego ich towarzystwa tylko Fay zdawał się podzielać jej energię.
Mag i Syaoran byli już w swoich zwykłych postaciach. Nie mieli pewności, czy informacje na ich temat nie dostały się aż tutaj, jednak Yuuko stwierdziła, że mieszkańcy tego miasta są przez większość czasu zbyt pijani, by kojarzyć fakty i twarze. Patrząc na przewijających się przez ulicę ludzi i ich chwiejny krok, Kurogane nie miał żadnych wątpliwości, co do słuszności jej słów.
Czarodziej patrzył dookoła wzrokiem dziecka, który właśnie dostał upragnioną zabawkę i Kurogane obawiał się, w jakim stanie mag będzie pod koniec dnia. Wciąż pamiętał wczesny ranek w przyczepie Yuuko, kiedy to Fay zaczął odczuwać skutki swojej popijawy z gospodynią. Wtedy jednak barek wróżki był ograniczony, teraz alkoholu mieli więcej niż mogliby w siebie wlać i to wzbudzało w ninji dość spore obawy.
- Lepiej się opanuj – mruknął do maga, który spojrzał na niego z miną niewiniątka.
- Przecież nic nie robię! – zawołał, ale błysk w oku zdarzał jego niecne zamiary.
- Ale zamierzasz – odpowiedział Kurogane, na co został obdarzony szerokim, już nie do końca niewinnym uśmiechem.
- Kuro-tan – rzekł Fay. – Jesteśmy w mieście słynącym z najlepszych alkoholi. To zbrodnia nie skorzystać z jego zasobów!
- Zbrodnia to będzie w nocy, popełniona przeze mnie, jeżeli znowu zakłócisz mój sen z powodu skutków picia! – syknął ninja. Fay spojrzał na niego z udawanym bólem.
- Jesteś dla mnie niedobry – pociągnął teatralnie nosem. – Idę od ciebie! Chodź, Syaoran, pooglądamy wystawy!
Syaoran, który do tej pory milczał, ze zdziwieniem, ale i ciekawością oglądając miasto poszedł posłusznie za magiem, nie tyle z wyboru, co konieczności, gdy Fay złapał go za rękę i pociągnął za sobą. Nie oddalili się bardzo wciąż pozostając w zasięgu wzroku. Kurogane korzystając z okazji, że został sam z Yuuko zadał pytanie, które nurtowało go od pewnego czasu.
- Co wiesz o talizmanach neutralizujących magię? – nie pytał czy Yuuko wie cokolwiek na ten temat, z góry zakładając, że tak. I miał rację. Kobieta oderwała swój rozmarzony wzrok od wystaw pełnych wszelakich trunków i nieco bardziej przytomnie przyjrzała się ninji.
- A co chcesz wiedzieć? – spytała.
- Wszystko – odpowiedział Kurogane zadowolony, że uzyska informacje.
Yuuko przyłożyła palec do ust zastanawiając się nad czymś, a po chwili na jej twarz wpełzł niepokojący uśmiech.
- To będzie kosztować – oznajmiła radośnie.
Wstrętna baba. Paskudna, okropna krzyżówka świni ze żmiją. Podstępna szumowina, ucieleśnienie chamstwa, chodząca…
- Przestaniesz obrażać mnie w myślach? – spytała beztrosko Yuuko przerywając wiązankę wojownika. Kurogane spojrzał na nią poirytowany.
- Czy ty nawet odpowiadając na zwykłe pytanie musisz dostać coś w zamian? – spytał z niedowierzaniem.
- Ależ to nie jest zwykłe pytanie – odparła wróżka. - No, już, już! Rozchmurz się! – zawołała obserwując napiętą twarz ninji. – Tylko żartowałam! Odpowiem za darmo, znaj moje dobre serce!
- Kiepski żart – mruknął Kurogane wciąż obrażony i nie próbujący tego ukryć. Yuuko zmierzyła go rozbawionym wzrokiem, ale w końcu odpowiedziała na zadane jej pytanie.
- Talizmany zostały wytworzone dawno temu przez ludzi nie posiadających magii – wyjaśniła. – To było ich wielkie odkrycie i jedyna broń przeciw mocom, z którymi do tej pory nie mogli się mierzyć. – Wróżka urwała na moment, kiedy jej wzrok padł na trzymaną przez jednego z przechodniów butelkę z winem; tę samą, którą miała, gdy nocowali u niej. Ciche chrząknięcie Kurogane skupiło jej uwagę z powrotem na rozmowie. – Talizmany działają podobnie do barier – kontynuowała. – Są nawet lepsze. Odganiają potwory i złe moce, chociaż nie tylko. Na ich działania są również podatne dobre istoty posiadające magię.
- Czyli – przerwał jej Kurogane przeczesując w zamyśleniu włosy. – Talizmany pozbawiają magii osoby, które ją posiadają? Czarodzieje w jego obecności tracą swoje moce?
- Dokładnie – potwierdziła Yuuko.
„Czyli mag nie kłamał" pomyślał wojownik. Spojrzał przed siebie na Faya, który z entuzjazmem wskazywał coś Syaoranowi na wystawie jednego ze sklepów. Kurogane poczuł się odrobinę winny, że nie zaufał czarodziejowi. Niepotrzebnie doszukiwał się drugiego dna, z góry zakładając, że mag coś ukrywa.
- Chociaż nie każdy talizman pozbawia czarodzieja mocy – Yuuko dalej prowadziła swój wywód. – Są talizmany naprawdę potężne, utworzone z mnóstwa ususzonych kwiatów, liści i pewnych bardzo ważnych składników, ale są także takie w postaci zwykłych wieńców zawieszanych na ścianach, których moc jest raczej niewielka. Ich zadaniem jest odpędzanie pojedynczych bestii, ale na takim czarodzieju, jak Fay nie odniosłyby one żadnego skutku.
Kurogane wciąż próbował zagłuszyć poczucie winy, gdy słowa Yuuko zmroziły go i na nowo przykuły uwagę do jej słów.
- Co?! – zawołał. Odrobinę zbyt nerwowo, gdyż kilku przechodniów spojrzało na niego dziwnie. – Jak to nie zadziałałby na maga?!
- Normalnie – wróżka wzruszyła ramionami. – Fay jest zbyt potężny na tak prymitywne sztuczki.
- A byłby w stanie tworzyć iluzję w obecności takiego wieńca? – Kurogane ze wszystkich sił starał się utrzymać zwykły ton głosu nie chcąc zdradzić Yuuko swoich emocji i prawdziwych przyczyn rozpoczęcia całej tej dyskusji. – Może musiałby bardziej się skupić, by móc używać czarów?
- Skądże! – Yuuko machnęła niedbale ręką, sprawiając, że coś w żołądku Kurogane mocno się skurczyło. – Fay mógłby własnoręcznie spalić taki wieniec nie czując przy tym żadnego bólu. Tego typu talizman nie jest w stanie przeciwdziałać jego magii.
- Jesteś tego pewna? – poczucie winy ulotniło się z Kurogane w mgnieniu oka. Ponownie spojrzał na maga, ale tym razem z mordem w oczach.
- Absolutnie. – Jeżeli Yuuko była zaintrygowana nagłym zainteresowaniem ninji tym tematem nie dała tego po sobie poznać. A może doskonale wiedziała, o czym Kurogane myślał, w końcu z nią nigdy nic nie wiadomo. – Skoro zaspokoiłam już twoją ciekawość – powiedziała – pozwól, że zajmę się teraz tym, po co tu przyszłam! – Radosny błysk ponownie pojawił się w jej oczach na myśl o litrach alkoholu, które zamierzała kupić. Machnęła do Kurogna niedbale, po czym z prędkością dorównującą prędkości światła zniknęła w najbliższym sklepie.
Wojownik ledwo zauważył jej zniknięcie, głęboko pogrążony w myślach. Czyli jednak Fay nie powiedział im prawdy. A na pewno niecałkowicie. Wyjaśnił, czym był zawieszony na drzwiach wieniec, ale niesłusznie zwalił na niego całą winę za swoje zachowanie. Tych kilka liści i ususzonych kwiatów nie wywołało w magu ataku paniki. Kurogane był pewien, że to widok talizmanu wzbudził w Fayu lęk, a nie jego działanie. Ale dlaczego, wojownik nie wiedział. Ninja westchnął doskonale zdając sobie sprawę, że odpowiedzi na to pytanie raczej nie uzyska. A już na pewno nie od Faya.

***

Nie widzieli Yuuko od momentu, gdy zniknęła w sklepie. Kurogane zastanawiał się czy dalej robi zakupy czy może leży gdzieś pod mostem w otoczeniu pustych butelek i wysoką zawartością alkoholu we krwi. Bardzo możliwe. Zwłaszcza, że alkohol w tym mieście naprawdę był wspaniały. Kurogane nie wiedział, jak smakuje ambrozja, ale jeżeli miała smak zbliżony do wina, które właśnie pił nic dziwnego, że był to napój bogów.
Fay miał zamiar wykupić połowę sklepu, gdy Kurogane zrównał się z nim i Syaoranem, zaraz po rozmowie z Yuuko. Jednak po spojrzeniu na ninję, mag zrezygnował ze swoich zamiarów. Coś we wrogiej postawie wojownika musiało sprawić, że stracił ochotę do żartów i o dziwo, podporządkował się woli Kurogane, który ponownie wyraził swoją opinię na temat nadmiernego picia maga.
Teraz siedzieli przy stoliku w jednej z restauracji. Kurogane i Fay popijali wino do niewielkiego posiłku, a Syaoran miał przed sobą ogromny kubek wypełniony płynem pachnącym miodem i cynamonem, ale biorąc pod uwagę to miasto, z pewnością zawierający alkohol.
Za wszystko zapłacił Fay, jak zresztą robił to dotychczas. Pieniądze Syaorana wyczerpały się jakiś czas temu, a Kurogane z oczywistych powodów nie miał przy sobie ani grosza. Walcząc z atakującymi Nihon bestiami przez myśl mu nie przeszło, że znajdzie się tak daleko od swojego domu. Następnym razem będzie przygotowany na taką ewentualność i szykując się do walki weźmie ze sobą podręczny sejf oraz torbę z ubraniami. Kurogane parsknął do swojego kieliszka na myśl o minie Tomoyo i pozostałych, gdyby z takim bagażem wyruszył na starcie z przeciwnikiem.
- Co cię tak rozbawiło, Kuro-pon? – spytał siedzący naprzeciwko niego Fay. – Podziel się z nami, też się chętnie pośmiejemy!
- Nie twoja sprawa – warknął ninja dużo ostrzej niż zamierzał. Był zły na maga i choć starał się to ukryć nie wychodziło mu to najlepiej. Fay spojrzał na niego zaskoczonym wzrokiem. Napił się pospiesznie z kieliszka i zagadał wesoło do Syaorana bezskutecznie próbując ukryć, jak słowa ninji go zabolały.
Kurogane był zbyt rozzłoszczony, by czuć się winnym. Bez zainteresowania przysłuchiwał się konwersacji maga z dzieciakiem, a swoją frustrację wyładowywał na niczemu winnych ziemniakach w swoim obiedzie. Wiedział, że mag był świadomy jego złości na niego, chociaż nie mógł domyślać się jej przyczyny. Fay chyba podświadomie czuł się winnym, stąd jego nagła uległość względem ninji. Nie zrobił zakupów takich, jakich chciał tylko podporządkował się Kurogane, który stwierdził, że dwie butelki w zupełności im wystarczą. Z niezadowoloną miną spełnił jego żądanie, co zaskoczyło wojownika, ale nie zmniejszyło jego gniewu.
- Oddam ci wszystkie pieniądze, kiedy wrócę do domu – odezwał się Kurogane, niezbyt grzecznie przerywając pozostałej dwójce rozmowę. Fay spojrzał na niego zaskoczony.
- Ależ nie musisz, Kuro-tan – powiedział od razu. – Przecież nie wypominam…
- Nie lubię być na niczyim utrzymaniu – przerwał mu ninja. Jego głos nawet w jego własnych uszach brzmiał nieprzyjemnie. – Zwłaszcza na twoim – dodał z satysfakcją obserwując nagły ból pojawiający się w niebieskich oczach.
Syaoran spojrzał niepewnie na swoich starszych towarzyszy, ale nie odezwał się nie chcąc przez przypadek jeszcze bardziej pogorszyć sytuacji swoją interwencją.
Fay chrząknął niepewnie, po czym tylko spuścił głowę.
- Przepraszam – mruknął pod nosem.
Kurogane jęknął w myślach. Był zły na maga, a teraz zaczął być zły również na siebie. Nie chciał doprowadzić czarodzieja do tego stanu. Fay siedział niepewny, nie wiedząc co zrobił, że ninja był na niego wściekły , a smutek i poczucie winy wprost z niego emanowały. I za co, do diaska przepraszał? Za to, że im pomaga, że dzięki niemu mają gdzie spać i co jeść? Patrząc na jego skurczone ramiona i spuszczoną głowę Kurogane miał ochotę uderzyć czołem o stół. Nie lubił, kiedy mag się smucił, a tym bardziej przez niego.
- A co wy takie miny macie?
Yuuko pojawiła się przy stole rozpraszając trochę napiętą atmosferę. Wróżka nie była pijana, jak zakładał Kurogane, ale jej lśniące oczy i przesadna wesołość wskazywały, że zdążyła już zakosztować uroków tego miasta. W ręku trzymała trzy obficie wyposażone reklamówki.
Fay uniósł głowę, by na nią spojrzeć. Kurogane niemal zaklął widząc wyraz jego oczu. „Niech przestanie być on taki zraniony, do licha" pomyślał. „Uśmiechnij się kretynie w końcu."
Mag, zupełnie jakby znając jego myśli uśmiechnął się do Yuuko, ale to wykrzywienie ust było wyprane w jakiejkolwiek wesołości.
Ichihara również zauważyła smutek Faya. Przyjrzała mu się uważnie, po czym przeniosła wzrok na Kurogane, a ninji nie spodobał się wyrzut, jaki w nich zobaczył.
Yuuko usiadła z głośnych westchnięciem na krześle obok Faya i wyjęła z siatki zakorkowaną butelkę.
- Trzeba wam poprawić humor– powiedziała z szerokim uśmiechem i o dziwno, Kurogane nie miał nic przeciwko temu.

***

- Miau…
Słysząc miauknięcie Kurogane podniósł głowę i rozejrzał się próbując zlokalizować jego źródło. Popatrzył na Yuuko, która spała z odchyloną do tyłu głową i otwartymi ustami, później na Syaorana również śpiącego, ale z głową ułożoną na blacie stołu. W końcu wzrok ninji padł na maga, który wciąż był przytomny i właśnie dolewał wina do kieliszka.
- Miau… - powtórzył Fay nieco płaczliwym tonem.
„Czyli to nie dziki zwierz" Kurogane nieco uspokojony, że nie ma żadnego zagrożenia ponownie oparł głowę na łokciu i zamknął oczy. Jednak zaraz je otworzył, gdy przez szumienie w głowie udało mu się poskładać myśli.
- Co robisz? – spytał, ponownie patrząc na Faya. Ten oderwał wzrok od trzymanego w dłoni kieliszka i przyjrzał się z zainteresowaniem ninji.
- Miau?
Kurogane przetarł twarz nie będąc pewnym, czy aby na pewno już się obudził. Wciąż znajdowali się w ogródku restauracji, chociaż ilość klientów znacznie się zmniejszyła. Słońce zaczęło chować się za horyzontem uświadamiając wojownikowi, na jak długi czas urwał mu się film.
- Powinniśmy znaleźć jakiś hotel – wymamrotał walcząc z mdłościami. Cholera, maga upominał, a sam nie był lepszy!
- Miau! – zgodził się z nim Fay, a przynajmniej tak mu się wydawało.
Kurogane trącił ręką śpiącą Yuuko.
- Wstawaj – powiedział, ale ona tylko odepchnęła jego dłoń nie otwierając oczu.
- Miau, miau, miau! – Fay zaczął śpiewać piosenkę o dość ubogim, zdaniem ninji, tekście i przyglądał się jego poczynaniom z zainteresowaniem.
Ninja wstał ze swojego miejsca i w miarę równym krokiem podszedł do wróżki.
- Rusz się – ponownie trącił ją w ramię. – Idziemy do hotelu.
Yuuko mruknęła coś niezrozumiale i otworzyła oczy. Spojrzała na ninję, potem na Syaorana i Faya, po czym uśmiechnęła się szeroko.
- A co tutaj robi wojownik z Nihon, chłopiec z Clow i czarodziej z Celes? – spytała pijackim głosem.
- Upijają się wraz z tobą – odpowiedział zirytowany Kurogane.
- Miau – wtrącił swoje Fay i ponownie napełnił kieliszek. Kurogane widząc to wyciągnął rękę wyrywając magowi butelkę.
- Tobie już wystarczy – oznajmił. Mag wyglądał, jakby chciał się kłócić, ale ostatecznie spuścił głowę przytakując.
„Do diaska, jeszcze mu nie przeszło" pomyślał ninja, ale nie odezwał się więcej. Trącił ręką Syaorana budząc go. Chłopiec nie tyle zasnął przez alkohol, co z nudów czekając, aż oni odzyskają siły.
Yuuko podniosła się odsuwając głośni krzesło.
- Kocham to miasto! – oznajmiła głośno, na co kilku klientów odpowiedziało jej zadowolonym uśmiechem.
- Jak każdy! – zawołał jakiś mężczyzna, po czym czknął i spadł z krzesła.
- Wiesz, gdzie jest tu hotel? – spytał Kurogane ignorując pijane otoczenie. Wróżka przytaknęła. Zgarnęła swoje siatki i żwawym krokiem zaczęła prowadzić ich do hotelu. Syaoran szedł przy niej, a ninja nieco z tyłu gotów w każdej chwili złapać maga, którego krok był zbliżony do slalomu.
- Za dużo wypiłeś – skomentował Kurogane. Był zirytowany stanem maga, ale również szumieniem w swojej głowie.
- Miau – odpowiedział Fay w zupełności się z nim zgadzając.

***

Kurogane obudził hałas dobiegający z łazienki. Otworzył oczy i przez chwilę wpatrywał się w sufit cierpliwie czekając, aż świat przestanie wokół niego wirować. Niestety nie przestał nawet po kilku minutach, ale przynajmniej nieco zwolnił. Wojownik podniósł się powoli, ignorując tępy ból głowy. Czuł nieprzyjemną suchość w ustach więc rozejrzał się w poszukiwaniu wody, ale z rozczarowaniem stwierdził, że nigdzie nie ma żadnej butelki. Zastanowił się nawet, czy w tym mieście w ogóle istnieje coś innego do picia niż alkohol i miał nadzieję, że tak, gdyż na samą myśl o kolejnym wysokoprocentowym napoju zrobiło mu się niedobrze.
W łazience coś spadło z głośnym łoskotem i Kurogane usłyszał ciche mamrotanie Faya, gdy schylał się, by to podnieść.
Kiedy wczoraj dotarli do hotelu nie było wiele wolnych miejsc. Miasto miało sporo turystów, czemu trudno było się dziwić biorąc pod uwagę, z czego ono słynęło. Mimo to udało im się dostać pokoje; Yuuko i Syaoran jednoosobowe, on z Fayem podwójny. Co prawda, recepcjonista również dla nich miał osobne pokoje, jednak Kurogane wolał zostać z magiem, by mieć go na oku. Smutnego i nie do końca trzeźwego czarodzieja lepiej było nie zostawiać samego.
Niewiele rozmawiali, kiedy szykowali się do spania. Fay unikając patrzenia na Kurogane poszedł do łazienki, umył się szybko, po czym runął na swoje łóżko z cichym westchnięciem. Kurogane zasnął zaraz po nim, zapadając w niespokojny sen wywołany gniewem i poczuciem winy.
Mag znów coś zwalił i jęknął głośno użalając się na ból głowy, gdy musiał się ponownie schylić.
Kurogane podszedł do łazienki, której drzwi były szeroko otwarte i ukazywały Faya masującego swoją obolałą głowę. Czarodziej zauważył jego obecność i uśmiechnął się przepraszająco.
- Nie chciałem cię obudzić, Kurorin – powiedział zachrypniętym głosem. Ninja pokręcił głową dając do zrozumienia, że nie ma o czym mówić. Fay patrzył na niego uważnie z niepewnym uśmiechem na ustach. Między nimi zaległa niekomfortowa cisza, spowodowana wczorajszym zachowaniem wojownika.
Kurogane przeczesał palcami włosy i wszedł do łazienki wyciągając z dłoni maga pudełko z tabletkami.
- Mnie też się przydadzą – odpowiedział na pytający jego wzrok.
- Ha! Kuro-tan też ma kaca! – zawołał zachwycony Fay, po czym jęknął łapiąc się za głowę – Auć!
- Nie wykonuj zbyt gwałtownych ruchów w tym stanie – upomniał go Kurogane. Jego ton był zwykły dający Fayowi do zrozumienia, że o wczorajszym zajściu powinni już zapomnieć. Nadal był zły na maga za jego kłamstwo, ale nie potrafił się dłużej na niego gniewać, a już na pewno nie po tym, gdy zobaczył, jaki miało to na niego wpływ.
Fay uśmiechnął się z wyraźną ulgą. Napełnił trzymaną w ręce szklankę wodą i podał ją ninji.
- Myślałem, że też będzie z alkoholem – skomentował Kurogane, kiedy popił tabletki. Fay zaśmiał się cicho.
Między nimi zapadło milczenie, ale tym razem nie towarzyszyło mu skrępowanie, ani niepewność. Mag przysiadł na wannie spokojnie czekając, aż tabletki zaczną działać, a Kurogane oparty o ścianę zaczął myć zęby.
- Na dole jest stołówka – powiedział, gdy skończył. Wytarł twarz o ręcznik, po czym spojrzał na przysypiającego maga. – Możemy tam zjeść śniadanie.
- Dobrze, Kuro-tan! – Fay poderwał się na nogi energicznie najwidoczniej pozbywszy się już bólu głowy. – Wezmę pieniądze – oznajmił i skierował się do wyjścia, ale Kurogane złapał go za łokieć zmuszając do zatrzymania się. Czarodziej rzucił mu zaskoczone spojrzenie, które pogłębiło się jeszcze bardziej, gdy ujrzał niepewną minę ninji.
- Odnośnie wczoraj... – zaczął wojownik nie puszczając jego ręki. – Ja... bo wtedy... – plątał się niezdarnie i westchnął zirytowany na swój ograniczony zasób słów. Do diaska, przepraszanie nie leżało w jego naturze!
- Nie szkodzi, Kurorin – Fay zakończył jego męki domyślając się, co chce powiedzieć. – Wiem, że to dla ciebie niekomfortowe, kiedy ktoś obcy płaci za twoje rachunki. Więc nie ma, o czym mówić.
„Jest o czym!" zaprotestował w myślach Kurogane. Powiedział wczoraj za dużo i chciał to teraz odkręcić, bo widok zranionych oczu Faya utkwił mu w pamięci i nie chciał odejść.
Ten wzrok... Kurogane był pewien, że już kiedyś widział oczy o takim wyrazie, tak samo smutne i zagubione. Jednak nieważne, jak bardzo się starał nie potrafił przypomnieć sobie kiedy, gdzie i do kogo należało to pozbawione jakiejkolwiek nadziei spojrzenie.
- Po prostu, zapomnijmy o tym – dodał Fay widząc wciąż pełną winy twarz wojownika. – Zgoda, Kurowanko?
Kurogane skinął głową z ulgą, że mag już się nie gniewa, ale wciąż nie do końca pozbywszy się poczucia winy. Poza tym, cały czas próbował skojarzyć twarz o tych smutnych oczach, ale za każdym razem gdy wyobrażał sobie znajome, zranione spojrzenie widział maga i żadna inna osoba nie zdołała przebić się przez ten obraz. A musiał być to ktoś inny! Kurogane był pewien, że spotkał tę osobę nim poznał maga, jednak uparcie jego pamięć pozostawała obojętna na jego wysiłki. Westchnął zrezygnowany i odwrócił się do Faya.
- To cztery sylaby – mruknął. – Powiedziałeś, że nazywasz mnie tymi durnymi przezwiskami, żeby było krócej, więc? – popatrzył na maga pytająco nie siląc się już na złość wiedząc, że Fay i tak nie ustąpi ze swoimi głupimi imionami.
- Tak ładniej brzmi – odpowiedział czarodziej uśmiechając się szeroko. – Chodźmy na to śniadanie, Kuro-puu, bo głodny jestem!
Wyszli z pokoju i skierowali się na dół, gdzie obok recepcji znajdowała się stołówka. O tej porze nie było w niej wielu ludzi. Dwie młode kobiety piły kawę, jakiś starszy mężczyzna usypiał nad swoją kromką, a kilkoro mężczyzn właśnie zajmowało miejsca przy najdalej położonym stoliku. Prócz nich, jeszcze jednak osoba była obecna. Syaoran siedział przy stole koło ściany i ze znudzeniem bawił się serwetką tworząc z niej łódkę.
- Dzień dobry, Syaoran! – Fay opadł na siedzenia obok niego z nierozłącznym uśmiechem na ustach.
Kurogane skinął głową na powitanie sadowiąc się naprzeciwko chłopca.
- A wiedźma gdzie? - spytał zadowolony z braku jej irytującej obecności.
- Za twoimi plecami! – Yuuko, która w tym momencie przybyła klepnęła go z rozmachem w ramię i usiadła obok niego. – To, co jemy? Głodna jestem!

***

Kończyli posiłek, kiedy to się stało. Syaoran już wstawał, by wrócić do swojego pokoju, Yuuko przeżuwała ostatni kęs kanapki, a Kurogane wycierał serwetką usta.
Byli najedzeni, zadowoleni i gotowi ruszyć w dalszą drogę. Ninja właśnie mówił chłopcu, o której ma czekać przed wejściem, gdy głośny trzask przerwał mu wypowiedź.
Trzy pary oczu momentalnie zwróciły się na Faya, który jeszcze przed chwilą kończył swoją herbatę, a teraz miał zakrwawioną dłoń z wbitymi w nią kawałkami szkła.
Mag zdawał się zupełnie nie zauważać krwi spływającej mu z ręki na podłogę, ani bałaganu jakiego narobił ściskając mocno filiżankę i tłukąc ją na drobne kawałki.
- Fay? – Yuuko przyjrzała mu się uważnie, a potem podążyła za jego wzrokiem tak samo, jak zrobili to Kurogane i Syaoran.
Fay wpatrywał się w pokojówkę, która jeszcze przed chwilą czyściła stoły, a teraz zmierzała w ich kierunku, by usunąć szkło z podłogi przy stopach maga.
Kurogane zmrużył oczy zastanawiając się, co takiego niezwykłego było w tej pokojówce, że wywołało taką reakcję u czarodzieja. Owszem, dziewczyna była ładna, wręcz śliczna, ale to jeszcze nie powód, by wpatrywać się w nią, jak sroka w gnat, tłuc naczynia i ignorować cały świat.
- Magu – upomniał go ostro, ale Fay nawet go nie usłyszał wciąż wpatrując się bez mrugnięcia w nadchodzącą dziewczynę. Gdy pokojówka była już przy sąsiednim stoliku i wyraźnie mogli ujrzeć jej rysy oczy Faya rozszerzyły się jeszcze bardziej, a usta uchyliły nieznacznie i twarz maga zastygła w wyrazie szoku.
Kurogane zaklął w myślach uświadamiając sobie, że to nie uroda dziewczyny tak przykuła uwagę czarodzieja, a co innego, chociaż ninja nie wiedział co. Obawiał się, że Fay znowu dostał ataku tak, jak wtedy, gdy zobaczył ten przeklęty wieniec na stacji.
- Nic się panu nie stało? – pokojówka wreszcie stanęła przy nich i przyjrzała się Fayowi z uwagą. Dostrzegając dłoń maga wydała z siebie zduszony okrzyk. – Pana dłoń! Trzeba ją opatrzyć!
Miała szczerą, dobroduszną twarz i łagodny głos. Wyjęła z kieszeni chusteczkę i chwyciła rękę maga chcąc otrzeć ją z krwi. Skupiona na opatrywaniu rany nie zauważyła z jaką gorliwością wpatrywał się w nią Fay. Dopiero, gdy mag zdrową ręką chwycił dziewczynę za fartuch podniosła zaskoczona głowę. Chciała się cofnąć, ale czarodziej nie pozwolił jej się oddalić.
- Chii – wyszeptał ledwo dosłyszalnie, a w jego szeroko otwartych oczach pojawiły się łzy.
Kurogane, Syaoran i Yuuko przenosili spojrzenia z Faya na pokojówkę nie rozumiejąc, co się dzieje. Dziewczyna, która do tej pory zdawała się być wystraszona zachowaniem Faya, usłyszawszy jego słowa pochyliła się nad nim patrząc na niego z niedowierzaniem.
- Pan Yuui?

***

Potrącił niechcący klienta, ale nawet nie zatrzymał się, by przeprosić. Zignorował gniewne słowa mężczyzny za swoimi plecami i wpadł na stołówkę niemal przewracając stojący mu na drodze stolik.
Kiedy wczoraj wręczał klucze nowym gościom hotelu nie podejrzewał, że będą z nimi jakieś problemy. Czwórka przyjaciół, choć nie do końca trzeźwa sprawiała miłe wrażenie i Hideki pomyślał, że to przyjemne odmiana widzieć ludzi, którzy nie potrzebowali pomocy, by dostać się do swojego pokoju. Nie spodziewał się, że okażą się oni tacy sami, jak większość klientów.
Biedna Chii, w ogóle nie miała spokoju! Kiedy dostali pracę w hotelu byli tacy szczęśliwi! Cieszyli się, że rozpoczynają nowe, wspólne życie! Widzieli świat poprzez pryzmat różowych okularów, ale niestety życie dość szybko i brutalnie sprowadziło ich na ziemię.
To miasto nie było rajem, choć wielu ludzi za takie je uważało. Mieszkańcy byli zepsuci, zapomnieli o wszelkich wartościach, a o jakości ich dnia stanowiła ilość alkoholu w kieliszku. Turyści przybywali tu z jednego tylko powodu, pili bez umiaru, stawali się agresywni, a Chii musiała znosić ich głupie, niegrzeczne zaczepki.
Hideki starał się, jak mógł, by ją chronić. Niestety Chii, jako jedyna młoda pokojówka w hotelu, w dodatku śliczna i bezbronna skupiała na sobie dużą uwagę, o którą wcale nie zabiegała i której zupełnie nie chciała.
I teraz ci nowi goście… Ledwo dzień się zaczął, a Chii już nie miała spokoju. Hideki, który ze stanowiska w recepcji miał świetny widok na stołówkę, kiedy zobaczył, jak ten blondyn chwyta Chii za rękę nie zastanawiając się, opuścił swoje miejsce pracy i ruszył na pomoc dziewczynie. Co prawda, pewnie nie skończy się to dla niego dobrze (może sam blondyn jakoś wybitnie mocno zbudowany nie jest, ale jego kolega już tak), ale nie będzie się bezczynnie przyglądał, jak ktoś dokucza Chii!
- Zostaw ją! – zawołał lekko zdyszanym głosem, kiedy w końcu dobiegł do ich stolika. Dość nieelegancko wyrwał Chii z uchwytu blondyna, który zaskoczony w ogóle nie zareagował.
Może, gdyby Hideki nie był tak zdenerwowany zauważyłby, że nieznajomy nie wpatrywał się w dziewczynę w sposób, jaki robili to inni zaczepiający ją mężczyźni, a jego dłoń lekko tylko trzymała Chii, dlatego bez żadnego problemu był w stanie strącić ją z dziewczyny.
- Chii, w porządku? – zapytał patrząc zmartwiony na pokojówkę. Widząc wyraz jej twarzy poczuł, jak coś w jego żołądku ściska się mocno. Chii miała szeroko otwarte oczy, pełne niedowierzania i łez. – Co jej zrobiłeś?! – zapytał gniewnie odwracając się w stronę nieznajomego.
- Hideki, to nie tak! – Chii chwyciła go za rękę i zwróciła na siebie jego uwagę. – To jest… to jest pan Yuui! - oznajmiła niespodziewanie.
- Co? – Hideki przeniósł szybko spojrzenie z powrotem na blondyna i dopiero teraz spostrzegł jego wciąż zszokowany wyraz twarzy, na którym nie było ani śladu świadczącego o jego złych intencjach. Poza tym, jego towarzysze również nie wyglądali podejrzanie, tylko tak jak on, byli całkowicie zaskoczeni.
- Pan Yuui? – powtórzył cicho lokując wzrok ponownie na blondynie. Fay zamrugał kilka razy wyrywając się z transu, w jaki zdawał się wpaść.
- Nie jestem Yuuim – odezwał się cicho – tylko jego bratem.
Chii wydała z siebie ciche, zawiedzione westchnięcie, ale wzruszenie nadal pozostało widoczne na jej twarzy.
- Czyli pan to Fay? – zapytała.
Mag spojrzał na nią zaskoczony.
- Pan Yuui dużo o panu opowiadał – wyjaśniła pokojówka. – Cieszę się, że spotkałam kogoś, kto go zna! – dziewczyna zawołała uszczęśliwiona i zarzuciła Fayowi ręce na szyję ściskając go mocno.
- Chii… - szepnął zaskoczony mag, a Kurogane zdołał zobaczyć, że w jego niebieskich oczach ponownie zbierają się łzy.
- A co z panem Yuuim? – zapytała dziewczyna wypuszczając czarodzieja z objęć. – Jest też w tym mieście?
Fay przygryzł wargę i zakłopotany odwrócił wzrok. Kurogane obserwował w ciszy, jak walczy ze łzami nie chcąc rozklejać się przy tylu ludziach. Mag zamknął oczy, odetchnął głęboko, a kiedy je ponownie otworzył wszystkie emocje przestały być w nich czytelne.
- Kiedy ostatni raz go widziałaś? – zapytał. Chociaż jego twarz nie zdradzała żadnych emocji Kurogane usłyszał w jego głosie cichą nutę nadziei.
Pokojówka przyłożyła palec do ust w zamyśleniu.
- Ponad osiemdziesiąt lat temu – odparła wreszcie.
- Jesteś długowieczna? – spytał Kurogane przypatrując się dziewczynie ciekawie.
- Nie – odpowiedziała, na co wszyscy spojrzeli na nią z niedowierzaniem. Jak to możliwe, że żyła tyle lat, a wyglądała tak młodo?! – To wszystko dzięki panu Yuui… - wyjaśniła. – Jak on się czuje? Jest tutaj? – spytała ponownie, zwracając na Faya pełne nadziei oczy.
Mag spojrzał smutno na dziewczynę.
- On… nie żyje – powiedział cicho.
Chii zastygła w bezruchu. Patrzyła na Faya nierozumiejącym wzrokiem, jakby nagle zaczął mówić w obcym, nieznanym jej języku. Czekała, aż mag coś powie, sprostuje, ale on uparcie milczał spoglądając na nią smutnymi oczyma.
I Chii zrozumiała, że nie kłamał. Poczuła łzy w oczach, których nawet nie usiłowała ukryć. Czuła, jak Hideki obejmuje ją i ociera mokre policzki.
- A…ale jak? – spytała drżącym głosem. – Kiedy?
Fay westchnął przeczesując placami włosy.
- Myślałem, że ty mi to powiesz – odpowiedział bezradnie.
Siedział lekko zgarbiony, w palcach obwijał kosmyki włosów chcąc zająć czymś drżące ręce. Był tak samo roztrzęsiony, jak Chii tylko odrobinę lepiej to ukrywał. Ale z każdą chwilą trudniej mu było kontrolować własne emocje.
Czyjaś dłoń spoczęła mu na ramieniu i Fay odwrócił głowę napotykając nieruchome spojrzenie Kurogane. Mag uśmiechnął się do niego delikatnie w dziwny sposób czując się dużo lepiej.
- Opowiedz mi o tym, jak poznałaś mojego brata – poprosił patrząc ponownie na pokojówkę. – Ostatni raz widziałem go, gdy obaj byliśmy dziećmi. Chciałbym wiedzieć, jaki był, gdy dorósł.
Kurogane spojrzał na Faya uważnie. Czyli mag przez wiele lat nie widział swojego brata. Ciekawe, czy gdyby zapytał go o powód, dostałby odpowiedź. Szczerą odpowiedź...
- Wszystko panu opowiem! – zapewniła gorliwie Chii. Nie płakała już, choć wciąż można było usłyszeć w jej głosie głęboki żal. – Popołudniu kończę pracę!
- Jak będziesz miała czas przyjdź do naszego pokoju – powiedział mag. – Numer 103.
Kiedy zbierali się do wyjścia ze stołówki, Kurogane złapał Syaorana za rękę dając mu do zrozumienia, by nie podążał za magiem, który najprawdopodobniej potrzebował teraz odrobiny spokoju. Fay poszedł więc do pokoju sam nawet nie zauważając braku towarzyszy.