AN: I czas na kolejny, krótki rozdział. Sorry, że nie są „pojemniejsze", ale teraz mam mniej czasu niż kiedyś i piszę, kiedy tylko mogę. Mam nadzieję, że się nie rozczarujecie! ;)
Pozdrawiam!
Asia
CZĘŚĆ VIII
- Szkoda, że George tego nie dożył…- nostalgicznie westchnął O'Neill, wspominając swojego byłego dowódcę i przyjaciela, zmarłego miesiąc wcześniej na zawał. Patrzył na swojego synka, śpiącego smacznie w nowym łóżeczku, naprędce kupionym przez Daniela w ramach „prezentu dla bratanka" i uśmiechał się smutno. Generał Hammond zawsze był ich skałą, jego i Sam. Dobrze wiedział, że dwoje jego najlepszych oficerów połączyło uczucie, ale taktownie zawsze przymykał oko na ich drobne „wpadki" od czasu do czasu, wiedząc, że nigdy nie ingerowało to w ich obowiązki i że para nigdy właściwie nie złamała regulaminu Sił Powietrznych. Ufał im i kiedyś sekretnie wyznał Jackowi, iż ma nadzieję, że nadejdzie taki czas, kiedy nic nie stanie już na przeszkodzie tej miłości.
- Zasługujecie na to, Jack.- powiedział na krótko przed śmiercią Hammond.- Nie pozwólcie, by cokolwiek stanęło między wami. Nie po tym, co przeszliście…
Było to ostanie spotkanie obu mężczyzn twarzą w twarz i dziś Generał O'Neill zamierzał wziąć sobie do serca radę przyjaciela.
- O czym mówisz?- zapytała Samanta, podchodząc do niego od tyłu i obejmując go w pasie. Szybko odwrócił się w jej objęciach, by móc spojrzeć w te błękitne oczy, które tak kochał.
- O tym, o nas.- odparł cicho, by nie zbudzić malca.- George zawsze wiedział, Sam…- dodał.- Wiedział, że cię kocham, że chcę być z tobą, choć nie mogę. Podejrzewał już przed tym testem na za-coś-tam.
- Zatar'c.- poprawiła go, choć dobrze wiedziała, że doskonale znał poprawne określenie. Była to po prostu taka gra między nimi. On był tym mało inteligentnym, a ona tą błyskotliwą, która tłumaczyła mu wszystko, co się dało. W rzeczywistości grali w to, ponieważ najzwyczajniej w świecie Jack kochał słuchać jej głosu, tej słodkiej paplaniny, nawet jeśli czasem nader przesyconej naukowymi teoriami. Techno-mamrot nie miał jednak znaczenia, gdy do jego uszu dobiegał ten ciepły alt, który go rozbrajał.- I tak, wiem…- szepnęła blondynka, wpatrując się w ukochane oczy mężczyzny swego życia.- Wujek powiedział mi to kiedyś. To było zanim jeszcze mój ojciec zaakceptował fakt, że oddałam ci swoje serce.- przyznała.- Wujek George wiedział, że mimo wszystko nie złamiemy kodeksu, nie splamimy naszego oficerskiego honoru. To on zachęcał mnie do objęcia posady w Strefie 51 argumentując, że to otworzy dla nas furtkę. To smutne, że wtedy nie wykorzystaliśmy tej szansy, Jack…- dodała z żalem.
- Chciałem, Sam. Naprawdę chciałem!- zapewnił gorąco srebrnowłosy oficer.- Bałem się jednak, że już straciłem tę szansę, a jeśli nie, to sknocę to, jak wszystko wcześniej. Wiesz, że nie jestem dobry w te uczuciowe klocki…- mruknął.
- To nie tylko twoja wina, Jack…- powiedziała pułkownik Carter..- Ja też mogłam coś powiedzieć, zrobić, jednak obawiałam się, że czekałam zbyt długo, że zbyt cię skrzywdziłam zaręczynami z Pete'em, żebyś mi wybaczył i zechciał z powrotem…
- Nie powinienem był dopuścić, by sprawy między wami zaszły tak daleko.- przyznał Jack.- Gdy pokazałaś mi jego pierścionek, powinienem był rzucić go w diabły, a potem wziąć cię w ramiona i całować tak długo, aż zapomnisz o tym glinie i będziesz chciała tylko mnie, ale nie chciałem być samolubny. Wtedy nie mogłem dać ci tego, czego potrzebowałaś, więc głupio pomyślałem, że dam ci odejść, byś znalazła szczęście, nawet jeśli nie ze mną.- mówił.- Potem Jacob zmarł, ty zerwałaś z Shanahan'em, a ja znów stchórzyłem, bojąc się kolejnej porażki, kolejnego rozczarowania. Nie wiem, czy zrobiłbym cokolwiek, gdyby nie to, że Adam pojawił się w naszym życiu…- powiedział z rozbrajającą szczerością.- Jestem…
- Tylko znów mi nie mów, że jesteś dla mnie za stary, Jack!- zaprotestowała od razu, bezbłędnie interpretując jego minę.- Nie miało to dla mnie znaczenia dziesięć lat temu, gdy się w tobie zakochałam i nie ma znaczenia teraz.- podkreśliła stanowczo.- Dobrze wiem, jaka dzieli nas różnica wieku i mam to gdzieś, jak długo mnie chcesz, jak długo mnie kochasz, bo wiem, że nie ma na świecie drugiego mężczyzny, który mógłby się z tobą równać! Cieszę się, że mamy AJ'a. Owszem, wkurza mnie, jak został stworzony, ale dzięki niemu nareszcie jesteśmy razem, jesteśmy rodziną. Nieważne, że tak długo zajęło nam dotarcie do tego punktu. Grunt, że nareszcie tu jesteśmy, we troje, na resztę życia. Tylko to mnie interesuje, Jack. Tylko to…- dokończyła, wtulając policzek w jego ramię.
- Mówiłem ci, jak za tobą szaleję, Samanta?- szepnął jej do ucha O'Neill, całując delikatnie porcelanową skórę szyi.
- Nie w ciągu ostatniej godziny.- odparła powoli, czując jak gorączka ogarnia jej ciało. Tak długo czekała na tę chwilę i chyba teraz nadszedł czas. Byli sami w jej domu. Goście sobie poszli i nic już nie mogło im przeszkodzić.- Wolałabym jednak…- dodała kuszącym szeptem, przesuwając dłonią po jego karku, po linię włosów i śląc przyjemny dreszczyk podniecenia aż po czubki jego palców.-… żebyś mi to pokazał, Jack…
Nie mógł w to uwierzyć… Dziesięć lat skrywanych uczuć, miłości, namiętności, pasji i pożądania, i dziś, dzięki tej malutkiej istotce śpiącej obok, miał nareszcie w rzeczywistości zasmakować tego, o czym od dawna tylko śnił.
To prawda, że teoretycznie nadal pozostawali w tym samym łańcuchu dowodzenia, ale teraz, dzięki specjalnym okolicznościom, miał dyspensę Prezydenta i Szefa Połączonych Sztabów. Teraz już nie musiał się powstrzymywać od okazywania jej swoich uczuć. Nie musiał i nie chciał…
- Zawsze chciałem wziąć cię na ręce i zanieść do sypialni, a potem pokazać ci, ile dla mnie znaczysz, Sam…- wymamrotał powoli.- Teraz też chcę, ale boję się…- tu jego oczy błysnęły humorem.-… że kolana mi wysiądą!
- Przestań chrzanić, generale! Dobrze wiem, że twoje kolana mają się świetnie!- stwierdziła blondynka.- Zamiast narzekać, zabierz mnie do łóżka, Jack, bo nie chcę już dłużej czekać!- rozkazała i mężczyzna głupawo się wyszczerzył.
- Tak jest, ma'am!- odpowiedział z entuzjazmem i zanim się obejrzała, już leżała w miękkiej pościeli.
- Kiepskie kolana! Też wymyślił!- powiedziała sobie w duchu zanim straciła zdolność logicznego myślenia w ramionach człowieka, który był jej życiem.
Tej nocy oboje nareszcie dostali, czego zawsze chcieli i uśmiechy, jaki mieli na twarzach następnego dnia przy śniadaniu, nie zniknęły z nich jeszcze wiele godzin później…
TBC
