Zdenerwowana Agnes stała pod drzwiami sali eliksirów lekko tupiąc nogą.

To było niebywałe, ale Severus Snape był spóźniony i to aż dwadzieścia

minut!

Dziewczyna wręcz nie mogła w to uwierzyć. Stała więc i czekała.

Zdążyła już niezliczoną ilość razy szarpnąć za klamkę z rosnącym

zdenerwowaniem. Czyżby zapomniał o jej zajęciach? To chyba niemożliwe,

szczególnie, że przy śniadaniu dostała wiadomość z przypomnieniem

godziny dzisiejszych zajęć. Może coś się stało? To chyba jednak

również nieprawdopodobne, prawda? Powiadomiłby ją! Minuty oczekiwania

ciągnęły się w nieskończoność. Nagle usłyszała szybkie kroki

odbijające się echem od ścian kamiennego korytarza. Zza rogu wybiegła

Millicenta Bulstrode. Widać było, że jest wyraźnie wzburzona.

- Agnes! - Krzyknęła z przejęciem - Jesteś spóźniona na eliksiry! Zaraz

po twoim wyjściu przyleciała sowa z informacją o zmianie miejsca waszych

zajęć! Leć do gabinetu Snape'a!

Agnes bez słowa ruszyła biegiem w kierunku, z którego przyszła Millie.

Lawirowała pomiędzy osobami na korytarzu, ale miała wrażenie, że z

każdym krokiem przybywa jej drogi zamiast ubywać. Była nie dość szybka!

Kiedy wreszcie stanęła przed drzwiami gabinetu, serce waliło jej jak oszalałe.

Czuła suchość w ustach i nieprzyjemny uścisk w żołądku. Nagle dopadło

ją uczucie samotności. Korytarz się wyludnił i zaległa pusta

cisza. Wydawało je się, że idzie na ścięcie. Nie można było się

bezkarnie spóźnić choćby minutę do mistrza eliksirów, a co dopiero trzydzieści.

Z ciężkim sercem powoli nacisnęła klamkę ciężkich, czarnych drzwi,

które otworzyły się płynnie ukazując ciemne wnętrze gabinetu. Jedynym

źródłem światła w pomieszczeniu był wysoki, stojący lichtarz na

świece, który rzucał lekką poświatę na biurko i mężczyznę, który

przy nim pracował. Agnes delikatnie zamknęła za sobą drzwi i stanęła

niepewnie w ich pobliżu lekko spuszczając głowę. Minuty ciągnęły się

leniwie, a on nie dał po sobie poznać, że w jakikolwiek sposób zauważył

jej obecność. To była taka forma kary. Powolna tortura. Uczeń zadręczał

się tym jaka będzie jego kara, zupełnie nieświadomy, iż ta już się

rozpoczęła i z każdą minutą będzie się stawać jeszcze okrutniejsza.

Wreszcie powoli poruszył się za biurkiem i spojrzał w jej kierunku.

- Panna Snowwood… Ma pani świadomość ile czasu się pani spóźniła?

- Tak panie profesorze…, ale jestem w stanie to wyjaśnić - dodała szybko.

- Nie interesują mnie twoje wyjaśnienia… Zostaniesz ukarana za to

przewinienie. Powiedzmy… tygodniowym szlabanem? Poczynając od jutra ma się

pani pojawiać w moim gabinecie o godzinie dziewiętnastej. Zrozumiała pani?

- Tak, profesorze.

- W takim razie proszę zająć swoje miejsce i zabrać się za przygotowywanie

eliksiru według przepisu, który dla pani przygotowałem. - powiedział

machając ręką w bliżej niezidentyfikowanym kierunku.

Agnes ruszyła niepewnym krokiem do stołu, na którym stał

kociołek, a także leżała księga eliksirów. Powoli stanęła za nim i

spojrzała na otwartą stronę. Zamurowało ją. Eliksir na kaszel?

Naprawdę? Łatwiejszego się nie dało? Dziewczyna w zdumieniu spojrzała na

swojego mistrza eliksirów. Otwierała i zamykała usta nie będąc w stanie

wydusić z siebie pełnego zdania. Dlaczego?

- Panno Snowwood, Czy jest jakiś problem? Stoi pani w bezruchu i nie może

wyartykułować zadania. - powiedział wpatrując się w niż beznamiętnym

wzrokiem.

- Profesorze, czemu mam robić eliksir na kaszel? Przecież to miały być

zajęcia dla zaawansowanych. - W jej głosie było słychać nutkę urazy

- Musi pani zrobić ten eliksir, gdyż na jego podstawię ocenie pani

umiejętności. Im szybciej pani go zrobi, tym prędzej przejdziemy do trudniejszych eliksirów. Proszę zaczynać!

Agnes spuściła głowę i zaczęła przygotowywać eliksir. Gorliwie

siekała, kroiła i ucierała. Starała się to robić szybko, ale też

dokładnie. Chciała udowodnić, że jest świetna. Starała się jak mogła i

kiedy wreszcie przelała odrobinę płynu do fiolki i spojrzała na zegar

poczuła dumę. Statystyczny pierwszoroczniak robi ten wywar w godzinę. Agnes

skończyła po piętnastu minutach. Delikatnie podeszła do biurka wciąż

piszącego coś Snape'a i postawiła na nim fiolkę. Mężczyzna

przeniósł wzrok na naczynie napełnione lśniącą, szarawą cieczą. Powoli

zamieszał zawartością i uniósł wzrok na zegarek.

- Dobrze zrobiony panno Snowwood, ale… zajęło to pani zbyt dużo czasu.

Spodziewałem się jakichś 10 minut. W takim wypadku zrobimy coś innego,

niż planowałem. Proszę podejść po biblioteczki i wyciągnąć księgę

oprawioną w czarny safian. Stoi na piątej półce od dołu. Jest ósma

licząc do prawej strony.

Agnes podeszła i zabrała wskazaną pozycję. Przelotnie spojrzała na tytuł

i jedynym co zauważyła było to, że nie jest po angielsku. Położyła

książkę na biurku i spojrzała na mistrza eliksirów. Mężczyzna powoli i

leniwie wyciągnął rękę w stronę książki. Powoli ją otworzył i

spojrzał na spis treści. Szybko przerzucił kilka kartek i otworzył

książkę na pożądanej przez siebie stronie. Zdecydowanym gestem podał ją

Agnes. Dziewczyna pobieżnie zerknęła na stronę. Książka była po

łacinie, ale nigdy nie słyszała o eliksirze, który prawdopodobnie będzie

musiała uwarzyć.

- Jak podejrzewam zna pani łacinę, panno Snowwood?

- Tak, profesorze.

- Jednak nigdy nie słyszała pani o eliksirze, który będzie musiała warzyć?

- W rzeczy samej profesorze.

- Elixir mane tristitiarum to potężna mikstura, która ma na celu usidlić

wszystkie zmysły i sprawić, by nie działały prawidłowo. Dezorientuje on

przeciwnika osłabiając wszelkie bariery. Dzięki temu można podać mu

Veritaserum i jeżeli nie jest to umysł naprawdę dobrze strzeżony, eliksir

prawdy zadziała. Jest to jeden z eliksirów, który musi umieć sporządzić

prawdziwy mistrz. Proszę udać się do składziku i wybrać potrzebne

składniki.

Agnes bez słowa weszła do składziku i zaczęła rozglądać się po

półkach. Miała trudności w odnalezieniu składników, gdyż nie rozumiała na jakiej zasadzie były poustawiane. W końcu, gdy znalazła prawie wszystko i

odstawiła na stół przy którym pracowała, chcąc wrócić po skrzydełka

chochlików kornwalijskich potknęła się o stołek i nie chcąc upaść

złapała się jednej z półek, zrzucając małe czarne pudełeczko. Podczas

upadku przedmiot otworzył się, a jego zawartość wpadła pod regał.

Spanikowana Agnes delikatnie wyjrzała ze składziku, aby sprawdzić czy

delikatny brzdęk zwrócił uwagę mistrza. Snape był jednak zbyt zajęty, by

zwrócić na to uwagę. Trochę spokojniejsza Agnes podniosła pudełko z

podłogi. Była to mała aksamitna szkatułka. Wyraźnie na biżuterię. Delikatnie odstawiła ją na stołek i schyliła się by wyciągnąć jej

zawartość spod regału. Ku swojemu zdumieniu wyciągnęła lekko

zaśniedziały, złoty grzebyk do włosów Ozdoba miała kształt owada. Jego

skrzydełka były wysadzane drobnymi zielonymi kamieniami. Odwłok stanowił

jeden duży szmaragd. Krótko mówiąc: kosztowna rzecz. Z tyłu odwłoku w

złocie były wygrawerowane dwie litery. Prawdopodobnie inicjały. Agnes sama

nie wiedziała co nią kieruje, ale wyciągnęła różdżkę z szaty i

szepnęła - Gemino!. Na jej ręce leżały teraz dwa identyczne grzebienie.

Dziewczyna szybko schowała duplikat do wewnętrznej kieszeni szaty, a

oryginał ostrożnie schowała do aksamitnego pudełeczka. Wszystko

odłożyła na miejsce i ruszyła ku drzwiom. Zamknęła je za sobą i

zajęła się przygotowaniem mikstury. Przepis był wyjątkowo skomplikowany,

a dodatkowo rozpraszał ją Snape, który co jakiś czas podchodził do stołu,

stawał za nią i zaglądał jej przez ramię do kociołka, a trzeba

przyznać, że zatrzymywał się naprawdę blisko. Agnes nie podejrzewała, by

to robił specjalnie, ale od czasu do czasu przeszywała ją myśl, że Snape

wie o grzebieniu. Po istnych czterech godzinach katorgi, eliksir był

skończony. Miał osobliwą barwę. Wyglądał jak woda, do której

wsypano delikatny, srebrny brokat. Blade drobinki krążyły w cieczy, jak

gdyby wykonywały swoisty taniec. Kiedy w końcu oderwała wzrok od substancji,

odsunęła się od kociołka i cichym głosem zawołała mistrza

eliksirów. Mężczyzna stanął koło Agnes i zamieszał energicznie wywar.

- Muszę panią pochwalić, panno Snowwood. Jest prawie idealny. Jedynym

mankamentem jest to, że drobinki powinny trochę szybciej krążyć, ale to

nic biorąc pod uwagę, że to dopiero pierwsza próba. - Spojrzał na

zegarek - Jest już godzina dwunasta więc proszę udać się na lunch. Niech

się pani stawi w lochach z powrotem za dwie godziny.

Agnes szybko ruszyła ku drzwiom i żwawym krokiem ruszyła ku Wielkiej Sali.

Na miejscu zastała swoje przyjaciółki siedzące przy stole. W połowie

drogi do stołu ślizgonów podszedł do niej Draco.

- Agnes… ja wiem, że jesteś zajęta, ale czy moglibyśmy porozmawiać? Wezmę

trochę jedzenia z kuchni i spotkamy się na błoniach pod wierzbą

płaczącą, przy jeziorze? Powiedzmy… za dziesięć minut?

- Dobrze, ale za dwadzieścia. Muszę powiedzieć coś dziewczynom, a mam i

tak dwie godziny przerwy.

Draco szybko ucałował Agnes w policzek i ruszył w przeciwnym kierunku. Dziewczyna usiadła na ławie, na przeciw koleżanek.

- Drogie panie! Spójrzcie, co znalazłam. - Agnes podała pod stołem grzebyk

Millicencie - Tam są inicjały. To chyba tej dziewczyny, w której był

kiedyś zakochany. Jak wam idą poszukiwania? Znalazłyście coś?

- Tak. Moja matka, gdy ją delikatnie podpytałam powiedziała, że często

rysował z maniakalnym uporem właśnie te inicjały, które są z tylu

grzebienia. - Powiedziała Ann. - Czyli można powiedzieć, że mamy pewność,

co do tych inicjałów.

- Idź do Draco, Agnes. My z Ann wykreślimy pozostałe osoby z listy i

przedyskutujemy to, jak wrócisz z zajęć. - Szepnęła Millie - Leć

Agnes! Nie każ mu czekać! On jest już wystarczająco przybity.

Agnes wyszła z sali i dość szybko dotarła na umówione miejsce. Draco już tam siedział i miał do zaoferowania naleśnik ze słodkim serkiem i konfiturą jeżynową. Usiadła obok niego i zajęli się konsumpcją w zupełnej ciszy. W pewnym momencie Draco chwycił Agnes za dłoń. Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona.

- Agnes, jesteśmy parą od dawna i muszę ci coś powiedzieć. Tylko Cię

proszę, Nie przerywaj się. Niedługo na jakiś czas zniknę z Hogwartu. Będę

wykonywać ważne zadanie i nie będziemy się mogli przez pewien czas

kontaktować. W żaden sposób…

- Draco… To nie możliwe! Będę się o ciebie martwić. Jesteś częścią mnie! Tak nie może być.

- Przewidziałem to. Mam coś dla ciebie. - Draco sięgnął do kieszeni szaty

i wyjął małe pudełeczko. - To pierścionek. Może niezbyt piękny, ale

stworzyłem go własnoręcznie i ma magiczne właściwości. Gdyby mi się

coś stało kamień poczernieje i zacznie Cię parzyć w dłoń. - Podał jej

pudełeczko, wstał i odszedł.

Agnes siedziała pod drzewem jak zaczarowana. W końcu, gdy otrząsnęła się

z szoku powoli uchyliła wieczko. Od razu pomyślała, że Draco mylił się mówiąc, że nie jest ładny. Dla Agnes był piękny i delikatny. Z pięknym kamieniem o głębokim, niebieskim kolorze. Ze wzruszeniem wsunęła go na

serdeczny palec i uświadomiła sobie, że mimo wszystko jej miłość do

Dracona jest głęboko zakorzeniona i wyjątkowo silna. Kochała ich obu.

Dracona i Severusa. Tylko w inny sposób. Draco to było coś silnego,

stałego. Był jej opoką, dawał jej moc by działać. Severusa pożądała w

sposób cielesny. To było namiętne i romantyczne, ale zupełnie nie

logiczne. Z westchnieniem wstała i ruszyła ku lochom powoli chowając

pudełko do kieszeni szaty. Wsunęła się do gabinetu mistrza eliksirów i

usiadła na blacie swojego stołu. Profesora jeszcze nie było, a ona nie

mogła przestać myśleć o Draconie. Ze stanu zadumy wyrwało ją

chrząknięcie. Przed nią stał mistrz eliksirów.

- Panno Snowwood. Czy możemy zaczynać? Teraz przejdziemy do części

teoretycznej. Sprawdzimy pani wiedzę. Proszę siąść na przeciw mojego

biurka.

Dziewczyna posłusznie usiadła i wbiła wzrok w swoje splecione na podołku

dłonie.

- Proszę zatem wymienić podstawowy składnik eliksiru Stokera.

- Czarnuszka goblinowata.

- A czym jest owa czarnuszka goblinowata?

-Jest to minerał. W naturze występuje w kolorze czarno - zielonym, jednak

da się zmieniać jego barwę przy pomocy silnych zaklęć kompresujących.

Zbiera się go tylko podczas nowiu, w Górach Sowich na terenie Polski.

Niezwykle ciężko go spotkać, gdyż występuje w pobliżu siedlisk wróżek

skalnych.

- Dlaczego używanie go jest tak niebezpieczne?

- Ponieważ może zdestabilizować wywar i doprowadzić do zmiany natury

eliksiru. Na przykład zamiast eliksiru leczniczego może wyjść silna

trucizna.

- Dobrze. Nowy? - spytał wskazując pierścionek na palcu Agnes.

- Słucham, profesorze?

- Czy to nowy pierścionek? Rano nie widziałem go u ciebie.

- Tak, jest nowy.

- Czyli pan Malfoy wreszcie zdecydował się wszystko powiedzieć? Długo

się zbierał. Jeżeli będzie się pani chciała z nim skontaktować to tylko

przeze mnie i będą mogły być to tylko krótkie, ustne informacje.

- Ta…tak, profesorze. - Powiedziała zaskoczona.

Ponownie przystąpili do odpytywania, a kiedy skończyli, Agnes była tak

wykończona, że ledwo co dotarła do pokoju wspólnego. Nie wiedziała jeszcze, że tam czekają na nią kolejne rewelacje.