Disclaimer: I don't own Harry Potter.


Autor oryginału: Jpena

Link do oryginału: s/8550456/1/Green-Eyes

Zgoda na tłumaczenie: jest

Paring: SS / OC


Rozdział 8


- Mam nadzieję, że Severus sobie poradzi. Kiedy już stąd wyjedzie, nie będziemy na tyle blisko, żeby pomóc mu w każdej chwili – powiedziała zaniepokojona Andromeda.

- Wszystko będzie dobrze. W końcu nauczy się radzić sobie z brudnymi pieluszkami, rozpoznawać objawy kolki Dracona i objawy ząbkowania Harry'ego – odpowiedziała Molly, bawiąc się z czarnowłosym maluszkiem na dywanie. Dziecko próbowało złapać uciekające mu piórko.

- Minęły zaledwie dwa miesiące, odkąd wziął pod swoją opiekę chłopców. Nie jest gotowy na samodzielne zajmowanie się nimi, Molly. Spróbuj z nim porozmawiać.

Kobieta pokręciła przecząco głową.

- Nadszedł odpowiedni czas. Severus musi w końcu opuścić Grimmuald Place. Naprawdę sobie poradzi. Dobrze wiesz, że równie dobrze może spełnić swoją groźbę…

- Wciąż mi się to nie podoba – przyznała Andromeda. – A co z tym szalonym pomysłem przeniesienia się do mugolskiej części Londynu? Lepiej byłoby zamieszkać mu w Dolinie Godryka – wtedy byłby przynajmniej mniej więcej pośrodku naszych domów. Miałybyśmy łatwiej.

- Mnie też będzie smutno z powodu tej odległości ale tak będzie najlepiej. Sama dobrze o tym wiesz. Prasa nieustannie go nęka, próbując wyżebrać od niego jakieś informacje na temat Harry'ego i Draco – powiedziała Molly, po czym westchnęła i wstała, żeby przygotować obiad.

Dzisiejsza noc będzie ostatnią, jaką spędzi z chłopcami. Och tak, Severusa też zalicza do tej kategorii. Być może nie odważyłaby się powiedzieć mu tego prosto w twarz, ale postrzega go teraz jako młodszego brata. Przez dwa miesiące musiała się nim opiekować – uczyć go drobnostek i podchodzić do niego z wielką cierpliwością. Severus był bardzo chwiejny emocjonalnie i łatwo się frustrował. Mimo to, bardzo starał się pozyskiwać od niej wiedzę i czerpać z jej doświadczenia. Widać było, że naprawdę się starał dla dobra tych maluchów.

Z nostalgią przypomniała sobie pierwsze dni ich wspólnej opieki.


- To istne szaleństwo, Molly. Oni tego nie chcą jeść – stwierdził raz zatrwożony Severus.

Molly jedynie zachichotała, niosąc dwie miseczki Cheerios*. Dzieci widząc to, zaczęły radośnie szczebiotać i wierzgać nóżkami.

- No oczywiście. Przy tobie zawsze jedzą – bąknął mężczyzna, siadając blisko kuchennych drzwi.

- Uspokój się. Złapiesz wszystko w lot – pocieszyła go, zabierając się za zmywanie naczyń. W międzyczasie postanowiła dać Severusowi kilka wskazówek odnośnie nawyków żywieniowych dzieci. – Maluchy mają sześć miesięcy. Oczywiście, potrzebują cię ale są teraz bardziej niezależni. Chcą badać, eksplorować. Pozwól im na to. Pozwól im na jedzenie tak, jak chcą i robienie bałaganu.

Czarodziej zmarszczył brwi, ale zapamiętał tą radę. Potem zmagał się z brudnymi pieluszkami i faktem, że chłopcy potrzebowali ciągłej stymulacji. Ich drzemki były krótkie i – zdaniem Severusa – zbyt rzadkie.

Zarówno Molly, jak i Andromeda, uważały go za dobrego ojca. Z dnia na dzień stawał się bardziej świadomy w kwestii nawyków dzieciaków. Draco był bardzo radosny, nieustannie chichotał. Zazwyczaj spokojnie przesypiał noc, chyba że akurat miał kolkę. Był też bardziej rozmowny – częściej się odzywał i mamrotał po swojemu. Wskazywał palcem różne rzeczy, był ciekawski. Robił też wiele po swojemu. Harry z kolei śmiał się tylko wtedy, kiedy był szczęśliwy. Co zdziwiło Severusa – Harry wykazywał też tendencje manipulacyjne. Używał chichotu, gdy wiedział, że dzięki temu coś osiągnie. To było proste zagranie – chłopiec pozwalał sobie na uroczy chichocik, a ludzie już się nad nim rozpływali. Co więcej, radził sobie lepiej w kwestiach przestrzennych i ruchowych niż Draco.

Andromeda przyglądała się, jak Severus bawi się z dziećmi na podłodze. Wokół nich leżały różnego rodzaju zabawki – od samochodzików do małych miotełek. Jego uśmiech różnił się od tych, które go tej pory widywała. Obejmował jego oczy, nadając im jaśniejszego blasku. Był do prawdziwy uśmiech. Robił się jeszcze większy, gdy Harry się do niego przybliżał, lub gdy Draco dotykał jego twarzy.


Gdy Molly skończyła pracę z naczyniami, chłopcy wciąż się bawili. Teddy siedział koło nich. Aktualnie miał pięć miesięcy. Synowie Severusa przyglądali mu się z ciekawością – najprawdopodobniej byli nim całkowicie zauroczeni. Metamorfomag niemal co chwilę zmieniał kolor włosów i oczu.

- Dziękuję, Molly – powiedział Mistrz Eliksirów, witając się i wchodząc do kuchni.

Gdy Harry go zobaczył, momentalnie uniósł ręce do góry i wykrzyczał swoje tradycyjne „ach, ach!". Wszyscy dookoła byli już przyzwyczajeni, że takie zachowanie znaczy „weź mnie na ręce". Chłopiec wręcz uwielbiał, gdy ojciec go nosił. Po jego twarzy można było wywnioskować, że czuje się wtedy bezpiecznie. Podobało mu się też to, że nie dotykał stopami ziemi, a był poniekąd w powietrzu. Wciąż nie potrafił mówić, więc swoją radość artykułował szerokim uśmiechem.

- Byłeś grzeczny, Harry? – zapytał poważnie malucha Severus, na co dziecko pomachało nóżkami i wtuliło się w niego. Potem sam się uśmiechnął i objął go mocniej.

- Obaj zachowywali się bardzo grzecznie – odpowiedziała mu Molly.

Draco spojrzał w górę i też uniósł ręce. Mistrz Eliksirów, wyćwiczonym już ruchem, podniósł z podłogi i jego.

- A jak ty się masz, Draco? – zapytał, na co mały zachichotał i wybełkotał coś, co brzmiało jak „dach, bua". – Bardzo mnie to cieszy – skomentował, podczas gdy dziecko położyło głowę na jego ramieniu.

Severus robił co mógł, żeby angażować obu chłopców. Andromeda i Molly powiedziały mu, że istotnym elementem rozwoju szkrabów są interakcje. Oczywiście, sam też dokonał gruntownych badań dotyczących tej kwestii. Po przeczytaniu masy mugolskich i czarodziejskich raportów oraz sprawozdań, był przytłoczony wagą przymusu wczesnej komunikacji z dziećmi. Intelektualna stymulacja była po prostu konieczna.

- Jak ci poszła przeprowadzka, Severusie? – zapytała Molly. – Jeśli potrzebujesz trochę więcej czasu na przeniesienie wszystkich potrzebnych rzeczy, mogę zostać z Andromedą dłużej z chłopcami.

- I tak już za długo zwlekaliśmy. Dom stoi, meble są ustawione. Jest dobrze. Jesteśmy gotowi.

- Tylko się upewniam, Severusie. Wiem, że jesteś gotów ale czy to aby najlepsze rozwiązanie? Mógłbyś wrócić do Hogwartu i znowu nauczać. Minerwa byłaby tym zachwycona, wystarczyłaby tylko jedna sowa. Zajmowałaby się chłopcami, gdy ty będziesz zajęty.

- Nie mam zamiaru tam wracać. Nienawidzę uczenia i nienawidzę dzieci. Może nie wszystkich ale nie pałam miłością do półgłówków rozsadzających moje kociołki. I przestań proszę, naciskać na mnie, żebym się skontaktował z Minerwą. Wszystko, co miałem jej do powiedzenia, już powiedziałem. Zrobiłem to całe miesiące temu. Nie chcę jej więcej ani widzieć ani z nią rozmawiać – wyjaśnił.

- Dobrze wiesz, że ona kocha dzieci – przypomniała mu Molly. – Zapewne też będzie chciała odwiedzać chłopców…

- Sporządziłem już harmonogram odwiedzin. Uwzględniłem cię w nim, więc jak Minerwa będzie chciała zobaczyć dzieci, przyjdzie razem z tobą – powiedział twardo.

Kobieta zmarszczyła brwi.

- Dlaczego traktujesz Minerwę tak niesprawiedliwie? Wszyscy uważaliśmy, że byłeś po prostu zły po śmierci Dumbledore'a…

Severus rzucił jej stanowcze spojrzenie.

- Jak widać, nie. Nie ufaliście mi i nie znosiliście mnie jeszcze przed tym wydarzeniem. Minerwa jednak stwarzała pozory tego, że jej na mnie w jakiś sposób zależy. Miałem wrażenie, że chociaż trochę ją obchodzę. Teraz rozumiem, że nigdy tak naprawdę nie byłem dla niej kimś ważnym. Kiedy przebywałem w zamku w zeszłym roku, myślałem że mi wybaczy. Minerwa jednak całkowicie mnie odtrąciła. Próbowałem z nią rozmawiać, wytłumaczyć co i jak ale nie chciała mnie słuchać. Była zbyt zajęta rzucaniem mi nienawistnych spojrzeń i kąśliwych słów.

Molly była przygotowana na kontrargumenty ale widząc smutek i żal w oczach stojącego przed nią mężczyzny, rozmyśliła się.

Gdy zjedli kolację, dzieci były zdezorientowane. Jeszcze nigdy się nie deportowały. Severus czuł, że jego żołądek zaciskał się ze zdenerwowania. Przy sobie, tak na wszelki wypadek, miał smoczki. Przezorny zawsze ubezpieczony.

- Masz tutaj wszystko, czego potrzebujesz: pieluszki, ubrania, zabawki i trochę jedzenia – powiedziała Andromeda, wręczając mu pomniejszony kufer. – Za kilka dni będziesz musiał zrobić drobne zakupy. Bądź ostrożny. Nie rozmawiaj z nieznajomymi i jasna cholera, dzwoń jeśli będziesz czegoś potrzebował – dodała, całując go w policzek. Przez moment patrzyła na niego, po czym odwróciła się i weszła z powrotem do domu.

- Och, nie przejmuj się nią za bardzo. Jest teraz trochę przytłoczona – skomentowała łzawo Molly.

- Nie rób tego, proszę. Nienawidzę zapłakanych kobiet. Już teraz czuję się wystarczająco nieswojo – powiedział Severus, używając swojego nauczycielskiego tonu.

Nie mogąc się powstrzymać, Molly wydała z siebie cichy chichot.

- Pamiętaj żeby kłaść ich spać po godzinie dwudziestej. Wiesz, jak bardzo grymaszą, gdy nie śpią jeszcze o tej porze. Och, ale będę za tobą tęsknić! – odpowiedziała, przytulając mocno całą trójkę. Harry jęknął cicho, gdy był zgniatany, zaś Draco – no oczywiście – od razu złapał ją za włosy. Severus uśmiechnął się i pocałował ją w policzek.

- Do zobaczenia – powiedział, po czym deportował się razem z dziećmi.

Molly postała przed domem jeszcze przez moment, po czym zaczęła się krzątać po kuchni. Od dzisiaj właścicielką Grimmuald Place 12 była Andromeda Tonks.


Gdy tylko bezpiecznie wylądowali pod nowym domem, Severus był przygotowany na płacz i wrzaski maluchów. Całe szczęście, że żaden z nich nie zaczął wymiotować.

Zaczął więc nimi lekko kołysać i obracać się, nucąc przy tym cicho. Chłopcy uspokoili się po jakichś kilku minutach. Gdy przekroczył próg domu, od razu skierował się na górę. Były tam przygotowane dwa łóżeczka. Dzieci wydawały się raczej ucieszone przygotowanymi butelkami i drzemką.

Potem poszedł do kuchni i wypił kieliszek wina. Wszystko układało się dobrze – w końcu, po tylu latach, udało mu się sprzedać dom na Spinner's End, zakupił to mieszkanie i przyjął pracę badawczą w Świętym Mungu. Raz na zawsze skończył z Hogwartem i zawodem nauczyciela. Ostatni miesiąc był dla niego niezwykle istotny, wiele mu uświadomił – przede wszystkim to, że musiał podjąć pracę w niepełnym wymiarze godzin, jeśli chciał kontynuować swoją opiekę nad dziećmi. Święty Mung zawsze interesował się nim i jego talentami. To będzie praca na przynajmniej kilka lat. Gdy tylko nadarzyła się okazja, wysłał sowę do jednego z pracowników szpitala, a ten przekierował go do Szefa Działu Badawczego.

Pracę otrzymał od ręki. Miał być w laboratorium od poniedziałku do środy w godzinach od dziewiątej do siedemnastej. Cała kontrola należała do niego, wynagrodzenie było całkiem przyzwoite i miał możliwość zmiany ustalonych godzin.

Severus rozluźnił się, gdy pomyślał o swoich nianiach. Panna Granger i pan Weasley zaoferowali się do opieki w poniedziałki, Andromeda we wtorki a Molly w środy.

W końcu mógł rozpocząć nowe życie. Lepsze życie. Co więcej, okazało się, że z dziećmi radził sobie dobrze. Draco był łatwiejszy w obsłudze – był zaskakująco ufny i do szczęścia wystarczyły mu czyjeś ramiona. Harry trzymał się od wszystkich raczej na dystans i nie podobało mu się, gdy podnosiły go niewłaściwe osoby. Ostatnio nawet nakrzyczał po swojemu na Longbottoma, gdy ten się na to odważył.

Severus z uśmiechem wspominał tamto wydarzenie.


- Profesorze, ja… - jąkał się Longbottom, trzymając małego Harry'ego i próbując go uspokoić. Chłopiec był jednak zawzięty – płakał coraz to głośniej i cały czerwony z wysiłku, wyciągał ręce ku Severusowi.

Mężczyzna więc wbił twarde spojrzenie w Longbottoma i wziął od niego syna, który natychmiast się uspokoił. Potem, jak na komendę, obydwaj spojrzeli na wystraszonego Gryfona.

- Nie lubi mnie. To musi być genetyczne – wymamrotał Neville.

- Nie bierz tego do siebie. Jak się okazuje, nie lubi całkiem sporej grupy osób – wyjaśniła nastolatkowi Molly, mieszając sos do spaghetti.


Nowa praca niosła za sobą głęboką refleksję. Jak bardzo zmieniło się teraz jego życie? Na chwilę obecną miał dwójkę dzieci i musiał się nimi opiekować. Nie będzie jednak robił tego sam – dużą rolę w życiu chłopców będzie odgrywać Molly Weasley. Severus był jej wdzięczny. Swoje dzieci kobieta nie wychowała najgorzej – wszyscy wyrośli na porządnych ludzi, aczkolwiek przyznanie się do tego sprawiało mu pewien dyskomfort psychiczny. Wszyscy Weasleyowie byli dobrzy i odważni, czasem zuchwali i przesadnie ufni. Po głębszym zastanowieniu się zrozumiał, że są to cechy godne kultywowania. Wojna już się skończyła – ani Harry, ani Draco, nie musieli się już martwić chwiejnymi sojuszami i wszechobecnymi spiskami.

Wielki wpływ na kupno domu w mugolskiej dzielnicy miał fakt, że chłopcy byli o wiele bardziej chronieniu tutaj, niż w magicznej społeczności. Ta cholerna prasa nie dawała mu nawet chwili spokoju. Gdyby dzieci były wystawione na szpony reporterów, ich życie bez wątpienia byłoby koszmarniejsze. Severus nie chciał ukrywać tego, że jego synowie byli czarodziejami, ale też nie chciał wystawiać ich mugolom na tacy. Chciał, żeby żyły w obu tych światach i miały zrównoważone życie.

Gdy zapadła noc, postanowił iść sprawdzić maluchy. Dom był naprawdę duży jak dla trzech osób – łącznie pięć pokoi i łazienka.

- Śpijcie dobrze, chłopcy – wyszeptał, okrywając Harry'ego i lekko przesuwając Draco.


* Cheerios – płatki śniadaniowe w formie pierścieni. Smakują jak Cornflakes. Jest kilka rodzajów: miodowe, wielozbożowe, cukrowe, jogurtowe i oats (miodowe kółeczka wymieszane z płatkami owsianymi)