ROZDZIAŁ 8
- Bella, to było… - Jego oddech wciąż jeszcze był urywany. Skinęłam głową.
- Wiem…
Punkt widzenia Edwarda:
Proszę cię, co to było? Chciałem Belli. Była kropką nad i w mojej kolekcji. A ja otrzymałem „mniejsze" spełnienie.
Mniejsze? Gdzie ty wtedy w ogóle byłeś? Jeśli to nie było totalnie gorące.
Tak. Totalnie gorące. W basenie. Przy świetle księżyca. Podczas naszej próby.
Bądźmy szczerzy. Czy ty nie patrzysz na to obszerniej?
W pewien sensie, ale to było po prostu tak… tak…
Romantyczne?
ROMANTYCZNE? UGH! Właśnie to takie było. To nigdy wcześniej takie dla mnie nie było. HEJ! Edward Cullen, pamiętasz? Tutaj nie jest nic romantyczne. To nie należy do moich zasad.
Dobrze, właśnie złamałeś twoje reguły. Z Bellą – wciąż – jeszcze – mam – moją – V-Card – Swan.
Racja. Jej V-Card. To było to co chciałem mieć, a nie te wszystkie romantyczne gówna. Jestem facetem. Faceci mieli to gdzieś.
Ale Bella tak dobrze czuła się w moich ramionach, jak dochodziła na moich palcach, co ona ze mną zrobiła. Muszę uporządkować moje myśli i to szybko. Zauważyłem jak znowu stawałem się twardy.
Kiedy Bella oderwała ode mnie swoje ręce i nogi uświadomiłem sobie, że nadal ją trzymam. Odsunąłem się od niej i przebiegłem rękami przez moje włosy.
Co teraz? Co powinienem powiedzieć?
Bella przerwał milczenie. – Ja… Tak więc… Nie mam pojęcia! – Tak, świetne zdanie. Co powinienem do tego dodać? – Edward to w żadnym wypadku nie wydarzy się ponownie. Nie mam pojęcia co to było, ale to było złe.
Złe? Kilka minut temu miała to, wciąż cholernie, prawdziwie przyjemne.
- Złe? Powstrzymałaś mnie? Nie mów mi, że tego nie chciałaś.
- To co chcę, a co nie, nie jest sprawą. Chodzi o to, że to nigdy nie powinno się wydarzyć. – Z tym zdaniem odwróciła się, popłynęła w kierunku schodków i wyszła z wody.
Czy nigdy przedtem nie zauważyłem co za ciało ona posiadała?
Ugh. Cullen! Ty mięczaku.
- Ty mała księżniczko. Przyjdziesz jeszcze na kolanach, żebym cię zaliczył. Dobrowolnie oddasz mi twoją V-Card, suko. Dobre sobie kłamstwa „czekam na właściwą osobę."
Bardzo dobrze Cullen, postaw jasno twój punkt widzenia. Nikt kiedykolwiek nie pokazywał ci twoich granic i Bella Swan też ich nie stworzy.
- Edward, jesteś największym skurwielem jakiego kiedykolwiek spotkałam. Nic dziwnego, że jesteś tak sfrustrowany. Nigdy nie dowiesz się co to znaczy kochać i być kochanym. – Pokazała mi środkowy palec, chwyciła mój ręcznik i weszła do środka.
Whoa. Co? Co powinno znaczyć to gadanie o kochaniu i byciu kochanym? Stary. Biorę to co chcę, jednak to wystarcza. Do czego potrzebny cały ten stres związkowy? Gdybym miał ochotę na seks, dostałbym go. Bez wielkich zobowiązań. E! Biedny facet, który stanie z Bellą w kościele, aby spędzić resztę swojego życia z nią. A potem bawić się we własny kąt à la mama – tata – dziecko.
O Boże. Nigdy. Nigdy nie pozwolę odebrać mi mojej wolności.
Nie pobawiłbyś się z nią chętnie w mamę – tatę – dziecko, jeśli zastanowić się nad tym co właśnie wydarzyło się w basenie? I pamiętaj o tym, że to był tylko etap wstępny od „jak zdobyć dziewczynę."
Zdobyć tak, matka – ojciec – dziecko, nie! Tak i teraz byłbym naprawdę wdzięczny, jeśli mógłbyś zniknąć z mojej głowy.
Niestety nie, ponieważ jestem tu dla ciebie, jeśli Bella cię tak pochłonęła.
Jeszcze tam nie dotarła.
Dobra, to było to, musiałem kończyć.
Popłynąłem do schodków, chwyciłem moją koszulkę i próbowałem się jak najlepiej wytrzeć do sucha.
Tarcie. Tak, prawdopodobnie będę musiał wykorzystać jeszcze moją dłoń w łóżku. Myśli o tym co właśnie wydarzyło się tutaj obok… a przede mną jeszcze pieprzona sobota i niedziela.
Szybko poszedłem do mojego pokoju i zamknąłem drzwi. Wciągnąłem na siebie suche bokserki i położyłem się w łóżku. Jakoś nie mogłem chwycić się żadnej konkretnej myśli.
Czy to jednak było tak prosto mieć Bellę w łóżku?
Mam na myśli to nie było tak, niby zgodziła się na to co było wcześniej w basenie.
Zawsze dostawałem to co chciałem i chciałem mieć Belli V-Card. Miałem najważniejszy priorytet. Nikt jej nie dostanie, oprócz mnie.
Myślisz, że to jest naprawdę tylko jakiś szybki numerek i jest dobrze? Widziałeś jak przyglądała się tobie w basenie? W świetle księżyca? Wyglądała bosko. Tak krucho, ale w sposób tak cholernie gorący.
Tak cholera, widziałem, przypadkiem byłem obok. Mimo to nie chodzi o nic więcej.
Ponieważ miałem w niej już raz moje palce, reszta będzie dziecinnie prosta.
Ugh. Moje palce w niej. Była tak ciasna i mokra.
Zsunąłem moje bokserki i wziąłem mojego twardego fiuta w rękę.
Czy chciałem czy nie, ale w moim umyśle byłem w basenie i myślałem o tym jak czułem jej rękę.
Punkt widzenia Belli:
OMG! OMG! KURWA!
Co było ze mną nie tak? Brałam coś? To na dole w rzeczywistości nie mogło się wydarzyć, prawda?
O. MÓJ. BOŻE.
Jak głupia właściwie jestem? W basenie z Edwardem pieprzonym Cullenem? Który traktuje dziewczyny jak gówno? Pozwoliłam mu pieprzyć się jego palcami?
Na szczęście można powiedzieć, że to były tylko jego palce. Jego długie palce, które…
Whoa! Stop! Stop! Obudzisz się Bella i to wszystko będzie tylko snem!
Tak, cholera dlaczego nie obudziłam się wtedy?
Jak mam przeżyć ten weekend? Jak mam mu ponownie spojrzeć w oczy? Jak mam spojrzeć w oczy Alice? Jasperowi? Reszcie?
Gówno! Gówno! Gówno!
Dobrze Bella, nie jesteś głupia – powiedziałam sama do siebie – pomyśl. Zacznij od początku. Jak to się mogło stać?
Dobra. Więc był basen. Próby naszych podnoszeń. Frustracja. Ostatnia próba. Jego oczy. Światło księżyca. To było doskonałe. Nie można tego inaczej powiedzieć. W tym momencie było to tak prawdziwie czuć. To było tak… tak…
Romantyczne?
Tak, było jakoś tak. Kto by pomyślał, że Edward był do tego zdolny. Poprosił mnie o „pozwolenie", zanim wsunął we mnie swój palec.
I znów tam byliśmy. Jego palce. Usta. Pocałunki. Jego oddech.
Jak w tej sytuacji będę mogła zejść mu z drogi?
Już sama myśl o nim i o tym co zrobił tam na dole ze mną, pozwala mi prawie ponownie dojść.
I czuć go w mojej dłoni…
Coś było między nami, coś czego nie znałam i było niesamowite.
Muszę po prostu omijać go dużym łukiem.
Z pewnością on nie jest tylko bratem twojej najlepszej przyjaciółki. Nie. Ty siedzisz obok niego na biologii, zupełnie nie zapominaj, że robicie ten „projekt".
Ja pierdole. Po prostu zajmę się tym jak dojrzała osoba.
Zachowam się tak, jak gdyby nic się nie wydarzyło.
Tak, racja! Świetna dojrzałość.
Rozważałam to dalej.
Co byłoby najgorsze, co może się wydarzyć?
To, że powtórzy się to jeszcze raz.
Pomijając to.
To, że powie on o tym Alice i innym.
Co jeśli Edward zmieniłby się? Co jeśli wewnątrz też byłby kochający, miły, romantyczny?
I co wtedy? Mogłabyś się wtedy zakochać? HEJ! Mówimy tutaj nie o twoim księciu z bajki. Mówimy o Edwardzie – miałem – już – je – wszystkie – Cullenie!
Racja. Faktem jest, że on po prostu miał zbyt wiele kobiet w łóżku. Ktoś taki jak on nigdy nie ulegnie zmianie. Zwłaszcza, że nigdy jeszcze nie był na randce.
Mogłabym zachowywać się tak, jak gdyby nic się nie wydarzyło. I jeśli on zrobi jakieś aluzję, wtedy z całą pewnością siebie wychodzić przeciw temu. Tak jak dzisiaj w barze. Czy raczej wczoraj. Mieliśmy już 02:50. A ja leżę wciąż jeszcze rozbudzona i myślę o Edwardzie Cullenie i jego długich palcach. Życie było takie niesprawiedliwe.
Miałam wrażenie, że w ogóle nie spałam, kiedy przed dziewiątą otworzyłam oczy. Myślę, że prysznic być może pomoże, ale kiedy potem spojrzałam w lustro z moją twarzą nie było lepiej.
Pod oczami znajdowały się cienie i żaden makijaż nie usunąłby tego.
Zdecydowałam się po tym jak byłam ubrana, zejść do kuchni. W nadziei, że wszyscy – z wyjątkiem jednego – już tam są.
- B. jak ty właściwie wyglądasz? Co ty wyprawiałaś w nocy? – zapytał Emmett. Tak, wyprawiałam to było odpowiednie słowo.
- Um… dzień dobry najpierw… - zabrzmiało to jak pytanie.
Wówczas do kuchni przyszła Alice pałająca wściekłością i miałam obawy, że wiedziała.
- Całe wejście na taras jest mokre. Wiecie kto to był?
Ja. Z Edwardem. Po tym jak obmacywaliśmy się w basenie.
Tak, poszłoby zdecydowanie dobrze.
Ale Emmett śmiał się. – Ed, wyglądasz dokładnie tak gówniano jak Bella. – Prawie zakrztusiłam się moim sokiem pomarańczowym, który postawił dla mnie Emmett.
Tylko nie odwracaj się – powiedziałam do siebie. Tyle dobrze, że siedzę plecami do niego.
Tak jakby nic się nie stało, Edward usiadł obok mnie i wyszczerzył się.
Odwróciłam głowę. Dobrze, że on też miał pod oczami te cienie. Ale u niego wyglądało to jeszcze cholernie gorąco. Sądziłam, że wyrwie mi się cichy jęk. Szybko odwróciłam się z powrotem. Siedzenie obok niego nie było dla mnie bezpieczne, ponieważ znowu było to głupie napięcie między nami, to mnie z całą pewnością zabije, jeśli dalej będę na niego patrzeć.
- Co wy oboje wyprawialiście, że tak wyglądacie? – ponownie zapytał Emmett. Nie może on po prostu raz zamknąć tej swojej pieprzonej gęby.
- Więc co teraz? Kto zamoczył wyjście? – Dzięki Alice, mogłabym cię wyściskać.
- Bella i ja – powiedział Edward całkowicie opanowany i położył rękę na moich ramionach. Przerażona patrzyłam na niego. On nie chciał tego powiedzieć, prawda? I dlaczego położył rękę na mnie? – Czy chciałabyś powiedzieć coś innego Bello – Baby? – Oddychaj głęboko. To wszystko było tylko kiepskim żartem, prawda?
Czułam jak pięć par oczu, wpatruje się we mnie. W tym Edward.
- Co proszę? – To było wszystko, co wyrzuciłam z siebie.
- Ciii Bella, nie tak nieśmiało. Możesz im to spokojnie powiedzieć. – Byłam blisko tego, aby go walnąć. – Dobrze, jeśli ty nie mówisz, ja to zrobię. Więc Bella i ja…
- NIE! – krzyknęłam na niego. – Zamknij się. To chodzi o coś innego.
- DOBRA, co do stu piorunów właściwie się tutaj dzieję? – Alice była najmniejsza ze wszystkich, ale miała silny głos. Znienawidzi mnie, jeśli się dowie. – Dlaczego wejście jest mokre? I co to ma wspólnego z wami obojgiem? – Przełknęłam.
- Więc, Alice to nie było zaplanowane…
- Bella, nie musisz się wstydzić. To było przecież całkiem normalne. – Dobra, kolejne jego zdanie i wtedy mu przywalę. Czy to nie było jeszcze jakoś oczywiste?
- Tak więc, Bella i ja – przytulił mnie – byliśmy jeszcze wczoraj w nocy w basenie i… – zrobił długą przerwę, w której z pewnością poczerwieniałam – … ćwiczyliśmy nasze podnoszenia – spojrzał na mnie i mrugnął.
CO? Robił ze mnie głupka? To właśnie chciał powiedzieć? Chciał mnie wywieść w pole? Co za skurwiel! Jak mógł to zrobić mojemu sercu?
- Być może wczoraj, nie przetarliśmy właściwie.
PRZETARLIŚMY?
On grał ze mną. I nie mogłam nic na to poradzić. Miał mnie w garści.
Bella: 4, Edward: 5
Kurwa! Musiałam uważać, żeby nic nie zdradzić. Ale kolor mojej twarzy był wyraźnie widoczny. Mimo to nie chciałam sobie wyobrażać, co by się stało, gdybym powiedziała, że nie ćwiczyliśmy tylko naszych podnoszeń. Mimo najszczerszych chęci, ostatecznie byłoby kiepsko.
- Zrobiliście to wczoraj w nocy? I nikogo z nas tam nie było? To chcę to zobaczyć jeszcze raz? – powiedział Emmett.
- NIE! – ponownie krzyknęłam. – Nie można tego pokazać jeszcze raz. Musimy jeszcze więcej ćwiczyć.
AUĆ! Jak beznadziejna właściwie jestem. Edward uśmiechał się jeszcze szerzej.
- Racja, Bella i ja musimy jeszcze poćwiczyć. – Zabrał rękę z mojego ramienia, za co byłam wdzięczna. Na czym wcale dobrze nie wyszłam, ponieważ jego prawa ręka przejechała powoli po mojej lewej nodze. Przełknęłam. W każdym wypadku chciał mnie zabić. Tego było za wiele.
- To nie możliwe, ja też chcę to zobaczyć. – Alice podarowała mi swoje szczenięce oczka. Tym razem muszę się oprzeć temu przeklętemu spojrzeniu.
- Alice wiesz, może nie dziś, dobrze. Mam wystarczająco ćwiczenia na ten weekend. – Skinęła głową.
- Ale wkrótce tak. – Tym razem ja skinęłam głową. – Dobrze, ponieważ Edwardzie narobiłeś bałaganu, będziesz też tym, który to posprząta.
- Co? Bella jest tak samo winna. – Jego ręka wciąż jeszcze była na moim kolanie.
Tym razem zainterweniowała Rosalie. – Bella nie ma czasu. Muszę ją na chwilę porwać. – Dziękuje Boże. To przyszło w samą porę. Nie mogłam tam dłużej siedzieć. Zeskoczyłam z krzesła, ona chwyciła mnie za rękę i poszłyśmy, czy raczej pobiegłyśmy schodami do jej pokoju. Starannie zamknęła za mną drzwi i pokazała mi, że powinnam usiąść na łóżku. Powiedziane, zrobione.
- Dziękuje Rose. – Nie miałam ochoty wycierać tego cholerstwa.
- Bella, nie chodzi mi o trochę wody w salonie. Nie jestem głupia. Jak myślisz, dlaczego byłam tak cicho w kuchni?
- Um… Nie mam pojęcia. – A potem dotarło do mnie, że być może ona wie o tym co było w piwnicy. Spojrzałam na nią przestraszona.
- Racja, Bello. Umiem dodać jeden do jednego. Nie opowiadaj mi, że ćwiczyliście podnoszenia w wodzie po tym co było w piwnicy. I przede wszystkim jak krzyczałaś na Edwarda.
I to było to. Zdanie. Zeznanie. Ona wiedziała.
- Skąd…
- Od Jacoba. Wiem, że obiecał nikomu o tym nie mówić, nie miał na to wpływu. Widziałam, że coś ukrywa. On cię lubi, Bello i bał się, że zrobisz coś, czego będziesz później żałować. I to było zdanie, którego potrzebowałam do zrozumienia tego co tutaj się kroi.
- Ale my…
- B. myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi. Tak jak ty reagujesz, aż mnie dziwi, że jeszcze Alice się tego nie domyśliła.
- Nie możesz jej powiedzieć. Rose, proszę. Nie możesz powiedzieć nikomu.
- Nie powiem tego nikomu, ale ty powinnaś powiedzieć Alice, zanim Edward to zrobi. Ale teraz rozmawiasz ze mną.
- Co mam powiedzieć, wiesz co było w piwnicy.
- Mam na myśli dzisiejsza noc. – Przełknęłam, nie ominę tego. To było dla mnie jasne.
- Zatem dobrze. Wysłuchaj mnie zanim coś powiesz, dobrze? – Rose kiwnęła głową i wtedy zaczęłam. Od początku, kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy, w wersji skróconej.
- Alice zawsze tak źle mówiła o swoim bracie, wiem, że ona go kocha i chciała mnie tylko chronić i gruntownie przekonać do spodni. Kiedy widziałam go wtedy po raz pierwszy, nie wiedziałam kto to jest i myślałam tylko kim jest ten Adonis – poczerwieniałam – a kiedy Emmett powiedział wtedy, że to Edward, nie mogłam uwierzyć. Próbowałam zejść mu z drogi, ponieważ wiedziałam czego on ode mnie tylko chce. Alice powiedziała mi, że stałabym się jego największym podbojem. Potem to w kuchni, tego nie muszę opowiadać, byliście przy tym. Całe igranie z Jakeiem, to że z nim filtrowałam, nie wiem dlaczego to zrobiłam. Prawdopodobnie dlatego, ponieważ chciałam pokazać Edwardowi, że nawet ktoś kto ma jeszcze swoją V-Card i po porostu chce być pewny komu ją odda, może być pociągający.
- Bella, nie wierzę, że zrobiłaś to z tego powodu. Pomyśl o tym. Robiłaś to zawsze, gdy Jess, Lauren albo Tanya były w pobliżu. Chciałaś wzbudzić w nim zazdrość, prawda? Ponieważ ty jesteś zazdrosna o nie trzy. – Przełknęłam.
- Nie wiem, Rose. – Bóg był drobiazgowy. Moja głowa opadła. –Rzecz w piwnicy była… tak, nie wiem co to było. Ale w tamtym momencie było mi gówniano obojętnie gdzie byliśmy. Chciałam po prostu tylko, żeby on jedyny dostał moją V-Card. To brzmi tak głupio. Co jest nie tak ze mną? Nie byłam taka wcześniej. Tyle dobrze, że Jake przyszedł. Grubo bym tego potem żałowała, ponieważ wiem, że Edward porzuciłby mnie po tym jak śmiecia. Cały czas, kiedy stoję lub siedzę obok Edwarda przechodzi między nami obojgiem napięcie elektryczne. Potem w klubie karaoke. Myślałam: Hej? Gdzie ty tam idziesz Bello? To było takie przerażające i pobudzające uczucie. Taaa i potem noc. Rzeczywiście na początku tylko ćwiczyliśmy, ale to było ciągle frustrujące, ponieważ nie wypaliło to z tymi gównianymi podnoszeniami. To była nasza ostatnia próba i była doskonała. Edward zsunął mnie po swojej piersi i nie wiem co się ze mną stało. Jego zielone oczy świeciły tak intensywnie i światło księżyca, woda. I wtedy to się stało. Mam nadzieję, że nie muszę opowiadać ci żadnych szczegółów, ale tylko tyle, że nie dostał mojej V-Card. Ale Rose to było tak… tak…
- Romantyczne?
- To było doskonałe, w pewnym sensie. I potem znów się posprzeczaliśmy. I to jest sedno sprawy. Dlaczego tak się dzieje? Lubię go, a jednak tak to się kończy... – Myślę, że to była najdłuższa mowa jaką w całym moim życiu przeprowadziłam. I czułam się dobrze, że mogłam w końcu to z siebie wyrzucić. Może Rose mogła mi jakoś pomóc. Lepiej się orientowała, kiedy znała całość rzeczy.
- Bella, myślę, że… No cóż to wszystko co mi właśnie opowiedziałaś… Jak się czułaś i to wszystko… - Rosalie nigdy się nie jąkała i nie zastanawiała się co powinna powiedzieć.
- Wypluj to z siebie Rosalie. Co o tym myślisz?
- A więc myślę, że jesteś…
- … zakochana w Edwardzie.
Dobra, to nie był głos Rosalie. Przerażona odwróciłam się w stronę drzwi. I to kogo tam zobaczyłam, spowodowało łzy w moich oczach.
