VIII
I am strong when I'm quiet
I never let you see me stall
I can hate what you say and still smile
Only play on an open court
Caroline wyglądała zza okna podziwiając zapierający dech w piersiach Wiedeń. Architektura miasta robiła na niej takie samo wrażenie jak wtedy, gdy była tu ostatnim razem. Wiedeń był jednym z jej ulubionych europejskich miast. Były w nim idealnie wyważone proporcje nowoczesności i historii, które płynnie się między sobą przeplatały. Zaczynając na zabytkowych kamieniczkach i ozdobnych kościołach, kończąc na stylowych wieżowcach. Klimat miasta przypominał jej Klausa i widziała, że on również dobrze czuje się w Wiedniu. Nawet Pierwotny nie mógł powstrzymać się przed spoglądaniem na niektóre budynki. Poranek w motelu U Karla był dość zaskakujący. Caroline obudziła się we własnym łóżku, a Klaus przechadzał się po pokoju pakując rzeczy, udając, jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Siedząc w samochodzie praktycznie ze sobą nie rozmawiali. Auto wypełniały tylko dźwięki muzyki, która nijak zapełniała niezręczną ciszę między wampirami. Dziewczyna nie musiała pytać się, jaki jest powód braku rozmów. Sama mierzyła się z ostatnimi wydarzeniami. Zaczynając od otrucia jej, a kończąc na przerażonej minie wampira poprzedniej nocy. Większość jej rozważań pochłaniały przemyślenia na temat dzielenia się krwią. Wierzyła Klausowi, ale musiała znaleźć więcej informacji. Gdy opuścili miasto, znaleźli się na gęściej zalesionym terenie. Był to kolejny powód, dla którego lubiła Austrię – lasy przypominające jej o Mystic Falls. Nagle Pierwotny odbił od głównej drogi, skręcając na prawie niewidoczną dróżkę. Drzewa tworzyły zielony baldachim nad poruszającym się pojazdem. Im dalej się zapędzali, tym mniej uczęszczana była leśna ścieżka. W pewnym momencie przebijali się przez dziką puszczę. Jedno było pewne – w życiu nie odtworzyłaby tej drogi w pamięci. Klaus zatrzymał auto. Znajdowali się na pustej polanie, położonej w dolinie lasu.
- To tu? – zapytała z niedowierzaniem, dopatrując się chociaż małej chatki. Mężczyzna parsknął śmiechem.
- Jak już mówiłem, jest to jedna z moich bezpieczniejszych kryjówek, otoczona czarami. W ten sposób nic nie zobaczysz. - Wyciągnął z kurtki sztylet, po czym przeciął nim nadgarstek. Parę kropel krwi spadło na ziemię, od razu zatapiając się w niej. Caroline nie mogła powstrzymać wspomnienia picia krwi Klausa.
- Teraz twoja kolej. – Podał dłoń w stronę Caroline. Nie pewnie wyciągnęła rękę, czując przeskakujące ładunki, gdy ich skóra miała ze sobą kontakt. Delikatnie naciął nadgarstek, pozwalając kropelkom swobodnie lecieć w dół. – Hospes hospiti sacer. – Po tych słowach, ku oczom wampirzycy zaczęły ujawniać się kontury domu, później zaostrzając się w detale. Wyrosła przed nią rezydencja w wiktoriańskim stylu, gęsto opleciona bluszczem. Wyglądała tajemniczo i magicznie. Nie mogła powstrzymać malującego się „wow" na jej ustach. U Klausa zagościł uśmieszek zwycięstwa.
- Co to oznacza? – zapytała, mając na myśli łacińską sentencję.
- Gość to świętość dla gospodarza – odparł. – Jest to zmodyfikowana wersja zapraszania wampira do domu. Z tym, że nikt nie zauważy domu, dopóki moja krew nie zmiesza się z krwią gościa oraz nie wypowiem hasła.
- Imponujące – dodała, naprawdę będąc pod wrażeniem domu i całej jego otoczki.
- Tylko Elijah jest jeszcze „panem domu" i również może zapraszać do środka.
- Rebekah? Kol? – zapytała.
- Uwierz mi, oboje nie są na tyle zaufanymi osobami, by móc zapraszać sobie kogo tylko chcą. Wtedy dom mijałby się z definicją bezpiecznej kryjówki. – Po tych słowach wskazał dłonią, by Caroline szła przodem. Spacerując po zarośniętej trawą kostce brukowej, zaczęła się zastanawiać, kiedy ostatnio mężczyzna był w tym domu. Otrzymała odpowiedź, gdy tylko przekroczyła jego próg. Z domu buchnął zaduch i zapach kurzu.
- Przyznam, dawno mnie tu nie było. Wynajęcie sprzątaczki, niestety, nie wchodzi w grę – odparł, oprowadzając dziewczynę po posiadłości. Tak jak z zewnątrz, w środku była przepełniona antycznymi meblami. Klaus po kolei ściągał z nich białe narzuty, roztaczając chmury kurzu, przypominające duchy. Na dolnym piętrze znajdował się reprezentacyjny przedpokój, elegancka, lecz przedpotopowa kuchnia, imponujący salon, sala balowa, ogromna biblioteka oraz kamienny taras, z zejściem do zarośniętego ogrodu. Na górze były sypialnie oraz łazienki, ku zdziwieniu Caroline, z działającą kanalizacją. Klaus zaprowadził gościa do przydzielonego pokoju. Wchodząc do sypialni, oniemiała z wrażenia. Pomieszczenie przypominało komnatę księżniczki. Monumentalne łoże z baldachimem znajdowało się w samym centrum pomieszczenia. W rogu stały dwa ciężkie fotele, a tuż obok drewniany stoliczek z elegancką zastawą do herbaty. To, co przyciągnęło uwagę dziewczyny najbardziej, to rozłożysta toaletka z owalnym lustrem, w pozłacanej ramie. Innym elementem, który budził ciekawość była duża, ozdobna szafa, której towarzyszył bogato ozdobiony parawan. Przez smukłe, wysokie okna okalane ciężko opadającymi zasłonami, wlewały się smugi światła oświetlające tapetę w złocisto-karmelowe paski. Sypialnia była marzeniem każdej kobiety.
- To naprawdę moja sypialnia? – zdołała wykrztusić.
- Pokój, tak jak z resztą reszta domu, potrzebuje gruntownego sprzątania, ale tak. Mam nadzieje, że mimo dyskomfortu z postaci kurzu, warunki są do zaakceptowania? – zapytał, wyraźnie nie zauważając że Caroline oniemiała z zachwytu.
- Żartujesz? Ten pokój jest… - podbiegła na łóżko i rzuciła się na nie, tworząc kłęby wirującego, szarego pyłku. – Niesamowity – dokończyła.
- Cóż, cieszę się, że ci się podoba. Nie krępuj się, możesz skorzystać z szafy, aby rozpakować swoje rzeczy. – Wskazał na drzwi. – Tymczasem zostawię ciebie samą, abyś zdążyła się zadomowić. – Po czym zostawi wampirzycę w samotności. Dźwignęła się z łóżka, na którym czuła się jak księżniczka i otworzyła walizkę, by wypakować pozostałości swojego dobytku. Muszę koniecznie iść na zakupy. Otworzyła masywne wrota szafy, nie spodziewając się ujrzeć paru sukien i dodatków. Schowała swoje ubrania, zastanawiając się do kogo należą te w schowku. Nie mając nic do roboty, rozglądnęła się po pomieszczeniu odnajdując przeszklone drzwi prowadzące na surowy taras. Przekraczając jego próg, roztaczający się przed nią obraz, odebrał jej mowę. Miała stąd widok na tajemniczo zarośnięty ogród i ogromne jezioro. Zewsząd otaczał ją cichy, pięknie pachnący las. Westchnęła, opierając się o zimną balustradę. Poczuła, że ktoś ją obserwuje. Klaus stał na balkonie obok.
- Pięknie, nieprawdaż? – zaskoczył ją głos.
- To musi być fajne – westchnęła. – Mieć coś takiego na co dzień.
- Widok jedyny w swoim rodzaju. Niestety, rzadko tu przebywam. – Caroline nie mogła oprzeć się wrażeniu, że wampir w dalszym ciągu zachowuje się równie dziwnie jak dzisiaj rano. Już nie był nastawiony na zabawę i flirt, a odnosząc się do dziewczyny zachowywał lekki dystans i chłód.
- To, co dzisiaj robimy? Jeżeli chodzi o moje plany, to z chęcią udałabym się na zakupy. Po wizycie niespodziewanego gościa w moim pokoju, została mi tylko garstka ubrań – zaproponowała wampirzyca, mając nadzieję zobaczyć jej ulubiony Wiedeń. Klaus przeskoczył z gracją nad balustradą, lądując na balkonie Caroline.
- Z chęcią kupię ci wszystko, czego potrzebujesz – odparł, siląc się na skrzywiony uśmiech.
- Jak już mówiłam wcześniej, potrafię sama zapłacić za własne zakupy. – Caroline wyczuła nieprzyjemną nutę w swoim głosie. Nie planowała być oschła, ale nie potrafiła opanować rosnącej w niej złości.
- Kochanie, źle mnie zrozumiałaś. Miałem na myśli, że zostajesz w domu. – Klaus wyglądał na niewytrąconego z równowagi.
- Co? Ale, dlaczego? – zapytała, kompletnie nie rozumiejąc zaistniałej sytuacji.
- Caroline, mowy nie ma, abyś gdziekolwiek wychodziła, dopóki się nie dowiem, kto ci grozi – odparł głosem, nieznoszącym sprzeciwu.
- Klaus! – zapiszczała. – To nie fair! Nie możesz mnie tutaj zamknąć, mam swoją wolność! – Prawie wykrzyczała, podkreślając ostatnie słowo.
- Skarbie, nie złość się. To dla twojego dobra. – Mężczyzna wydawał się być niezadowolony ze sprzeciwu.
- Dla mojego dobra?! Odbiło ci?! – Furia dostała się do głosu dziewczyny. – Poza tym, jestem wampirem. Co jak co, ale potrafię się bronić.
- Ostatnie doświadczenia podpowiadają mi co innego. – Zmroził wampirzycę wzrokiem, czego nie robił często. Caroline poczuła, że gotująca się w niej krew zaraz wybuchnie.
- Jak śmiesz?! – krzyknęła. - To nie była moja wina, że ktoś sprytnie próbował mnie otruć! W porównaniu do ciebie, nie mam paranoi! – warknęła, choć nie chciała w ten sposób rozwiązywać sprawy. Caroline wiedziała, że Pierwotny tylko chce jej zapewnić bezpieczeństwo, ale nienawidziła, gdy ktokolwiek ograniczał jej wolność, narzucał jej, co ma robić.
- Nie wiem, czy to jeszcze pamiętasz, ale moja paranoja uratowała ci życie! – Teraz też już wrzeszczał, tracąc wszelkie resztki stoickiego spokoju. Nad nimi świeciło stłumione słońce, a Caroline czuła jakby szalała burza z błyskawicami. Mimo paru dobrych metrów odległości między wampirami sypały się elektryczne iskry. Nagle dziewczyna odczuła lekką skruchę, kiedy dotarły do niej słowa mężczyzny. On chce mnie tylko chronić… Wbijając w niego swój najbardziej jadowity wzrok, dała znak, że się poddaje.
- Postanowione – wymamrotał, tym razem kontrolując emocje. Caroline gwałtownie odwróciła się na pięcie w stronę swojej nowej sypialni, po czym głośno tupiąc stopami przekroczyła jej próg, z impetem zatrzaskując drzwi.
Siedziała od paru godzin w pokoju na znak protestu. Otworzyła dawno nieużywanego MacBooka, chcąc złapać jakikolwiek kontakt ze światem, lecz tak jak z telefonem, nie było tutaj ani kreski zasięgu. Szukając innych form rozrywek, zaczęła czytać jedną z jej ulubionych klasycznych książek, Dumę i Uprzedzenie. Ironicznie, idealnie wpasowuje się w zaistniałą sytuację. Po chwili usłyszała pukanie do drzwi. Jak wskazuje definicja buntu, postanowiła nie odpowiadać. Niespodziewany gość nie potrzebował jednak zaproszenia.
- Zbieraj się, wychodzimy – odparł chłodno.
- Wychodzimy? – zapytała z udawanym niedowierzaniem. – No, nie wiem, nie wiem. Co, jeśli się potknę i stłucze sobie kolano? – zapytała, przybierając złośliwie-słodką minkę. Już nie chciała być niemiła, ale wszelkie uczucia były silniejsze od niej. Klaus zignorował zaczepkę.
- Włóż wygodny dres i tenisówki, czekam na dole - powiedział twardo, mając zamiar wyjść z pokoju, jednak zatrzymał go głos dziewczyny.
- Cóż, jakbyś nie zauważył, nie mam dresu – wzruszyła ramionami, po czym wróciła do lektury. Najwidoczniej ten sposób zadziałał, bo wampir w końcu wyszedł z pokoju. Na nieszczęście dziewczyny, po chwili wrócił rzucając na łóżko Caroline zawiniątko.
- Pięć minut – powtórzył, opuszczając sypialnię. Leniwie podniosła się z łóżka, będąc ciekawą, co rzucił jej Klaus. Okazało się, że przyniósł własne spodnie dresowe oraz bluzę. Oderwana od rzeczywistości podświadomość Caroline, już wkładała pożyczone ubrania. Nie mam wyboru. Wślizgnęła się w za duży dres, czując na sobie zapach Pierwotnego. Była na niego wściekła, ale z drugiej strony tęskniła za psotnym Klausem, jeszcze ze wczorajszego wieczoru. Nie miała pojęcia, co tak drastycznie wpłynęło na jego humor. Wsunęła na stopy własne buty sportowe, po czym opuściła pokój martwiąc się, co przygotował dla niej Pierwotny.
Znajdowali się na polanie, oboje ubrani w wygodne dresy. Caroline jeszcze nie miała pojęcia, w jakim celu się tu znajduje. Całą drogę przez las przebyli w grobowej ciszy. Były też plusy tej sytuacji. Wampirzyca miała okazję popodziwiać piękne widoki. Las działał kojąco na zszargane nerwy.
- Możesz mi wytłumaczyć, dlaczego mnie tu przyprowadziłeś? – Złość względem Klausa jeszcze nie minęła.
- Rozważyłem twoje słowa. Masz rację, nie mogę trzymać cię w zamknięciu. Oboje wiemy, że znalazłabyś sposób, by jakoś uciec – westchnął, rzucając wypchaną sportową torbę na ziemię. – Dlatego postanowiłem cię wytrenować.
- Wytrenować? – Caroline parsknęła śmiechem. – Przecież to jest niedorzeczne.
- Jeżeli chcesz wystawiać się na niebezpieczeństwo, musisz wiedzieć, jak się przed nim bronić. Jest ci potrzebny trening. Bez tego nie ma mowy o opuszczaniu domu. – Mężczyzna twardo stawiał na swoim. Caroline rozważyła jego słowa zdając sobie sprawę, że to wcale nie jest taki głupi pomysł.
- Okej – powiedziała przybierając milszy ton. – Nie wiem tylko, czego możesz mnie nauczyć. Będąc wampirem jestem szybsza i silniejsza, niż ktokolwiek inny.
- Owszem, ale brakuje ci umiejętności walki – odpowiedział szczerze. – Obawiam się, że mamy do czynienia z kimś znacznie silniejszym niż człowiek, dlatego twój diament w postaci nadnaturalnych mocy potrzebuje oszlifowania. Chyba, że zamiast zakamarków miasta, wolisz zwiedzać zakamarki domu – odparł, krzyżując ręce na piersi.
- Dobra, niech ci będzie. - Wypuściła powietrze z płuc. – Co mam robić?
Po trzech godzinach morderczego, nawet jak dla wampira, treningu była wykończona. Spodziewała się zwykłego joggingu lub podnoszenia ciężarków. Tymczasem Klaus wtajemniczał ją w obronne triki, rozbrajające przeciwnika uderzenia oraz różne inne sztuczki. Był ostrym trenerem. Myślała, że potraktuje ją łagodnie, jednak wampir ani trochę jej nie oszczędzał.
- Dobrze. Na deser, zmierzysz się ze mną – oświadczył poważnym głosem.
- Żartujesz. Nie mam z tobą szans, jesteś niezniszczalny. - Wydusiła z siebie dziewczyna.
- Dasz radę. Czekam na twój ruch. – Przybrał gotową do walki pozycję. Dziewczyna obawiała się, że nie będzie go w stanie zaatakować. Pod luźną, szarą bluzą miał obcisły, biały T-shirt. Z jego skroni spływały drobne kropelki potu. Jego mięśnie kusząco napinały się pod materiałem ubrań. Mimo porannych humorów, wyglądał nieodparcie seksownie. Z trudem ruszyła na Pierwotnego, mając nadzieję, że zwali go z nóg. Tymczasem mężczyzna lekko odsunął się w bok, komplikując plany Caroline. Gdy przetoczyła się po ziemi, dostrzegła cień uśmiechu na ustach Klausa. Szybko zebrała się z podłoża, kiedy wampir postanowił zaatakować. Postanowiła go zaskoczyć, ruszając na niego. W ostatniej chwili przeskoczyła nad nim. Korzystając z chwili zaskoczenia, wymierzyła kopniaka z pół obrotu podcinając nogi mężczyzny. Pierwotny z impetem upadł na ziemię nie spodziewając się takiej formy ataku. Spuszczenie łomotu wampirowi sprawiało jej dziką przyjemność. Pragnęła wyładować całą frustrację i nerwy na Klausie. Nie cieszyła się długo zwycięstwem. Pierwotny nagle zniknął z pola widzenia Caroline. Rozglądnęła się nerwowo nigdzie nie widząc towarzysza. Moment później poczuła jakąś siłę, która wykręca jej ręce do tyłu. Klaus napierał na nią całym ciałem, skutecznie blokując jakiekolwiek ruchy górnymi kończynami. Przypomniał jej się jeden ruch, którego nauczył ją Pierwotny. Sapnęła, po czym całą siłą przerzuciła wampira nad sobą, razem z nim upadając w dół. Mężczyzna ani myślał puścić dziewczynę. Toczyli się razem po trawie, aż Caroline znalazła punkt zaczepienia. Zwinnie przygwoździła Klausa do podłoża. Siedząc na nim okrakiem, wyciągnęła kołek zza pasa wbijając go lekko w pierś Pierwotnego, na znak zwycięstwa. Klaus stęknął.
- Wygrałam – wyszeptała triumfalnie, czując się jakby wygrała milion na loterii. Nagle znów znalazła się w dole, bez możliwości ruchu.
- Nigdy nie trać czujności, jeśli nie jesteś pewna, że rozbroiłaś przeciwnika. Tym razem to on siedział na Caroline, wyciągając sterczący kołek z torsu. Dziewczyna była już zbyt zmęczona, by się bronić. Oddychała ciężko, starając się złapać oddech. Klaus również zdawał się mieć zadyszkę.
- Teraz to, co twój wróg może zrobić. – Złapał obie ręce Caroline, wykręcając je nad głową dziewczyny. Starała się walczyć, ale nie miała żadnej możliwości ruchu. – Przebić serce. – Lekko przejechał ostrym końcem kołka po piersi wampirzycy. Czuła, że jej serce bije jeszcze szybciej, już nie z powodu niebezpieczeństwa. Klaus wpatrywał się w punkty, powoli rysowane kołkiem. Po chwili odrzucił kawałek drewna uwalniając obie ręce Caroline. Wykorzystując chwilę postanowiła szybko się podnieść, ale Pierwotny był silniejszy. Przygwoździł ją do podłoża, rozkładając ramiona wampirzycy na boki. – Wyrwać obie ręce – wyszeptał, nachylając się w jej stronę i przytrzymując oba nadgarstki. Teraz mężczyzna patrzył jej tylko w oczy, hipnotyzując wzrokiem. Jego spojrzenie z jednej strony było chłodne i bezlitosne, z drugiej miało w sobie mroczne przyciąganie. Caroline jeszcze nigdy nie czuła się tak bezbronna, zdana tylko na łaskę Pierwotnego. Dosłownie. – Skręcić kark. – Nie śpiesząc się, przejechał dłońmi po całej długości ramion Caroline, po czym oplótł nimi szyję. Jedną ręką powędrował wzdłuż twarzy dziewczyny, odgarniając niesforny loczek z policzka. Wsunął palce w jej włosy, pozostawiając mrowiejące ślady w miejscach, gdzie jego skóra stykała się z jej. Mocniej chwycił blond pasma sprawiając, że wampirzyca lekko jęknęła. Przez moment nie odrywali od siebie wzroku mając wrażenie, że ich twarze są coraz bliżej siebie. Bała się, że naprawdę może zrobić jej krzywdę, chociaż instynkt podpowiadał jej, że wszystko będzie dobrze. Nagle Klaus przekręcił głowę Caroline na jedną stronę, szarpiąc za włosy. Nachylił się jeszcze niżej, w stronę odsłoniętego ucha. – A co ja powinienem zrobić tobie? – wymruczał, łaskocząc wampirzycę szumiącym powietrzem. Powoli rozluźnił uścisk. Caroline zwróciła twarz w stronę Pierwotnego. Czuła jak jej serce galopuje, a usta drżą. Już się nie bała. Strach zamienił się w inne uczucie – pożądanie. Klaus badawczym wzrokiem wpatrywał się prosto w oczy wampirzycy. Dziewczyna znów miała wrażenie jakby tonęła w oceanie szaro-niebieskiego spojrzenia. Spuszczając wzrok, mężczyzna delikatnie przesunął palcem po wargach Caroline. Jego rzęsy pozostawiały długi cień na policzkach. Sekundy zamieniały się w minuty, a minuty w godziny. Jego dotyk był torturą, wywołującą w dziewczynie nieznane pragnienia. Jedyne, czego chciała w tym momencie, to poczuć usta Klausa na swoich. Wampir zniżył twarz na tyle, by móc dotknąć nosem policzka dziewczyny. Subtelnie powędrował ku centrum oblicza kobiety, stykając się czołami. Mając zamknięte powieki, oboje głośno oddychali. Caroline oszałamiał zapach mężczyzny – piżmo, cedr, słony pot i nutka charakterystyczna tylko dla Klausa. Rozumieli się bez słów. Ich usta znajdowały się tylko w odległości kilku minimetrów od siebie. Tak bardzo chciała pocałować wampira, ale czuła się zdana tylko na Pierwotnego. To on kontrolował całą sytuację. Pocałuj mnie. Wysłała mu komunikat w myślach. Nagle się zerwał, pozostawiając Caroline leżącą na ziemi.
- Dlatego nigdy nie trać czujności – wymamrotał gardłowym głosem. Caroline szybko dźwignęła się z ziemi, czując szok i upokorzenie. Wykorzystał mnie. Kompletnie rozłożył na łopatki. – A teraz się zbierajmy, zaraz zacznie padać – mówiąc to, dziewczyna miała wrażenie, że powrócił Klaus jeszcze z dzisiejszego ranka. Chłodny i obojętny. Czując gotującą się wściekłość, zapięła bluzę i powłóczyła się za wampirem, zauważając zbierające się, ciemne chmury.
Kiedy wrócili, na dobre rozpadał się deszcz. Ciemne chmury otoczyły las, tworząc mroczną atmosferę. Zapach otoczenia stał się jeszcze wyraźniejszy kojąc sosnowym zapachem. Gdy tylko przekroczyli próg domu, Klaus oznajmił, że przygotuje coś do jedzenia. Caroline ruszyła w stronę swojego pokoju, pragnąc wziąć gorący prysznic. Jej wymęczone mięśnie krzyczały o chwilę relaksu, a zlepione od potu włosy, wołały o szampon. Łazienka, przyłączona do jej sypialni, była całkiem nowoczesna. Ku zdziwieniu Caroline, sprawnie działała w niej kanalizacja, a staromodna wanna była całkiem wygodna. Leżąc w wodzie czuła, jakby przeniosła się do innej epoki. Łazienka, tak jak sypialnia, była urządzona z niesamowitym smakiem. Mimo nienagannego gustu Klausa, nie chciało jej się wierzyć, że tak zadbałby o wszelkie szczegóły. Detale szafek, dekoracyjne uchwyty i haczyki, ręczniki idealnie pasujące do koloru tapet. Czując, że jej mięśnie wystarczająco odpoczęły, wysuszyła się i ubrała. Nie miała zbyt dużego wyboru. Wsunęła poszarpane dżinsy i luźną, pastelowo-różową koszulką z dekoltem w kształcie litery V. Zbiegła na dół, mając wrażenie, że ktoś ściska jej głowę. Potrzebowała krwi. Mimo łupiącego bólu, gdy zobaczyła Klausa krzątającego się po kuchni, parsknęła śmiechem.
- Wszystkiego bym się spodziewała w życiu, ale nigdy tego, by zobaczyć najstarszego wampira na świecie przy garach.
- Lubię zaskakiwać – odparł, wyciągając pieczeń z piekarnika. – Siadaj do stołu, zaraz do ciebie dołączę. – Caroline posłusznie udała się do reprezentacyjnej jadalni. Stół był już nakryty, na przeciwległych końcach znajdowała się piękna zastawa, ze srebrnymi sztućcami i kryształowymi kieliszkami. Pierwotny zdążył już przygotować coś, co wyglądało na puree z marchewki, sałatę z orzechami, gruszką i serem pleśniowym oraz szpinak z rodzynkami i czymś, co wyglądało jak grzanki. Dziewczyna domyślała się, że daniem głównym ma być pieczeń. Klaus pojawił się w jadalni w jednej ręce trzymając upieczone mięso na tacy, w drugiej, butelkę wina. Zamiast dresu, miał na sobie miękki, czarny sweter i pasujące dżinsy. Jego włosy były lekko wilgotne, tuż przy szyi skręcały się w niesforne loczki. Zwinnie umieścił wszystko na stole, a następnie dołączył do Caroline. Gdy tylko napełnili talerze, Klaus nalał wina do każdego z kieliszków. Zabrali się za jedzenie. Jest naprawdę dobrym kucharzem. Po chwili napiła się odrobiny wina, wyczuwając drobną różnicę między tym napojem, a innymi z tej samej kategorii. Nie mogła dokładnie powiedzieć, co dokładnie było z nim nie tak, dlatego powróciła do jedzenia. Z kolejnymi kęsami i łykami czuła, jak napięcie z jej głowy odchodzi. Jej mięśnie się relaksowały, a ciało opuszczał niepokój.
- Czy wszystko ci smakuje? – zapytał, znowu zachowując chłodny dystans.
- Tak, wszystko jest pyszne. Naprawdę, jestem pod wrażeniem – powiedziała przełykając kolejną porcję jedzenia. Jako wampir nie potrzebowała normalnych potraw. Wystarczyłaby jej sama krew, jednak zwyczajne jedzenie traktowała jako swojego rodzaju deser lub po prostu przyzwyczajenie. – Możesz mi powiedzieć, co to za wino? Jest niesamowite.
- Och, to mój własny wyrób. Wino z mojej prywatnej winiarni we Francji z dodatkiem krwi– odparł, popijając napój z kieliszka. Caroline dokładnie w tym samym momencie przełykała wino i omal się nie zakrztusiła. Już teraz rozumiała, dlaczego wino tak bardzo jej smakowało. – Potraktuj to jako wyjątek w piciu krwi. Od dzisiaj będziesz głównie żywiła się tylko na ludziach. – Caroline teraz naprawdę się krztusiła.
- Nie możesz mi mówić, co mam robić! To moja sprawa czyją krew piję – warknęła, czując narastającą wściekłość.
- Caroline, kochanie, nie unoś się po raz kolejny. Wszystko robię tylko dla twojego dobra – wytłumaczył spokojnie. – Krew prosto z żyły daje o wiele więcej siły, a teraz nam na tym zależy. – Caroline starała się zrozumieć Pierwotnego. Tylko chce zapewnić mi bezpieczeństwo. Mimo wszystko nie mogła opanować nerwów. Nie chciała nikomu sprawiać bólu. Klaus widząc jej niepewność, postanowił ją uspokoić.
- Spokojnie, nie musisz nikogo krzywdzić. Wiem, że umiesz się kontrolować, jeżeli tylko chcesz.
- Po prostu nie chcę i tyle – wymamrotała, mimo iż znała konkretny powód swojego strachu. Siedziało to głęboko zakorzenione, w jej najgorszych wspomnieniach.
- Nic się nie dzieje bez powodu – odparł, zmierzając ją badawczym wzrokiem. Caroline czuła, że powoli się ugina.
- Kiedy byłam jeszcze człowiekiem, Damon mnie wykorzystywał. - Wyrzuciła z siebie szybko, biorąc głęboki wdech. – Wymazywał mi cały czas pamięć, kazał robić różne rzeczy. Między innymi żywił się na mnie, prawie zabijając – dokończyła czując, że do oczu napływają jej łzy.
- Damon Salvatore? – zapytał, mając w głosie nutkę groźby.
- Tak, ale obiecaj że nie zrobisz mu krzywdy, kiedy następnym razem go zobaczysz. Było, minęło. – Klaus westchnął.
- Skarbie, taka jest kolej rzeczy w naturze. Cała przyroda opiera się na pewnych zależnościach, włączając w to wampiry. Chcąc, nie chcąc musimy się na kimś żywić. Z dwojga złego, lepiej wybrać ludzi. – Cała rozmowa przytłaczała dziewczynę. Wstała i zaczęła zbierać zaczynia. Dzięki swoim nadludzkim siłom bez problemu zebrała wszystkie talerze, na dodatek z gracją udała się do kuchni. Wrzuciła wszystko do zlewu. Wróciła do jadalni po kieliszki mijając Klausa, który również pomagał jej sprzątać. To wszystko wydawało się tak dziwnie normalne. Bez zabijania, picia krwi, niespodziewanych wizyt w pokoju. Po prostu zwykła kolacja, zwykłe zmywanie naczyń. Nie spodziewała się, że znowu zazna tego uczucia. Widząc Klausa zmywającego naczynia czuła, jak mięknie jej serce. Złościła się na niego. On na nią też, tylko nie wiedziała z jakiego powodu. Nie mogła go rozgryźć. Raz jest słodki i żartobliwy, raz chłodny i oschły, nawet okrutny, a jeszcze innym razem doprowadza ją do takiego stanu, jak dzisiaj na polanie. Już próbowała go zrozumieć, rozszyfrować. Skończyło się to awanturą i łzami. Zastanawiała się, czy gra jest warta świeczki. Oczywiście, że jest. Pewnym krokiem podeszła do zlewu, ostrożnie odkładając kieliszki, „przypadkowo" ocierając się o wampira biodrem. Mężczyzna wzdrygnął się na dotyk Caroline.
- Caroline – westchnął Klaus.
- Co? – zapytała z miną niewiniątka.
- Już wiesz, co. Chodź, dokończymy butelkę wina.
Siedzieli na dywanie przed kominkiem w salonie, sącząc krwawe wino. Otaczało ich tylko światło świec, ogień i wszechobecny kurz.
- A propos braci Salvatore, też bardziej przepadam za młodszym z nich – odparł Pierwotny. Był już w lepszym nastroju, ale w dalszym ciągu trzymał wampirzycę na dystans.
- Podobno Stefan był swojego czasu twoim przyjacielem – zagadnęła Caroline.
- Ach tak, lata '20. Stefan-rozpruwacz. Moje ulubione wcielenie Stefana.
- Miałeś jeszcze innych przyjaciół? – zapytała ze szczerą ciekawością. Klaus wyglądał na zamyślonego.
- Miałem wielu. Niestety, każda przyjaźń kończyła się podobnie. Ciężko znaleźć kogoś godnego zaufania. – Teraz zamiast chłodu, odczuwała pewnego rodzaju melancholię od Pierwotnego. – Jeden z nich miał na imię Lucian. Poznaliśmy się w 1788, we Francji. Ach, ta rozpustna Francja. – Przybrał szelmowski uśmiech. – Czytałaś Niebezpieczne związki? – Caroline przytaknęła głową. Była to jedna z jej ulubionych książek. – Dokładnie taka sama była Francja. Na początku świetnie się bawiliśmy, lecz później… Sprawy przybrały skomplikowany obieg. Nasza przyjaźń skończyła się jednym słowem tragicznie.
- Tragicznie? – Historia bardzo ją zaciekawiła.
- Zbyt długa historia jak na jeden wieczór. – Wampir był zapatrzony w okno. Wlał resztę wina do kieliszka, po czym wypił wszystko za jednym razem. – Uważam, że należy zakończyć ten wieczór. W końcu rano czeka cię następny trening.
- Następny? – jęknęła Caroline. Klaus uniósł brew dając do zrozumienia, że nie chce słyszeć żadnych wymówek. Jeżeli każdy trening ma wyglądać jak ten dzisiaj, to już leżę na łopatkach. Wampirzyca pobiegła do sypialni mając nadzieję, że zbierze tyle siły, by jutro skopać Klausowi tyłek.
Podniosła się, czując swoje serce walące jak młot. Mogła przysiąc, że słyszała krzyki. Jak to możliwe, podobno jest to najbezpieczniejsza kryjówka na świecie. Z drżącymi nogami wstała, a następnie wyszła na korytarz, skrzypiący pod każdym krokiem wampirzycy. Krzyki dochodziły z pokoju Klausa. Pędem otworzyła drzwi nie trudząc się, by zapukać. Klaus, tak jak ostatnim razem, stał na balkonie, w samotności. Całe szczęście, nic mu się nie stało.
- Klaus? – zapytała niepewnie, chociaż domyślała się, że powód hałasu jest taki sam jak poprzednio. Nieznany. Pierwotny wyglądał na przerażonego. Stał w szlafroku, ciężko oddychając, oparty o balustradę. Na zewnątrz wiał wiatr powodując, że firanki w pokoju poruszały się w rytm zwariowanego tańca.
- Caroline, wszystko w porządku. Idź spać – odparł Pierwotny, nie przekonując dziewczyny do wyjścia.
- Nie. Nigdzie nie wychodzę, dopóki nie wytłumaczysz mi, co się tutaj dzieje. – Wampirzyca uparcie pozostawała w sypialni Klausa.
- Caroline, proszę – wyszeptał wampir, wyraźnie sprawiając wrażenie słabego i zranionego. Starał się to maskować obojętnością i chłodem, bez rezultatu. Ten widok sprawiał ogromny ból wampirzycy.
- Chodź. Moja mama zawsze mówi, że na problemy ze snem, najlepsze jest ciepłe mleko – zaproponowała dziewczyna wiedząc, że jego problemy mogą być trochę zbyt skomplikowane jak na jedną szklankę mleka.
Siedzieli w kuchni przy wyspie. Jakimś cudem udało się Caroline zaprowadzić go na dół i wcisnąć kubek z ciepłym płynem.
- Okej, słucham - zachęciła do zwierzeń hardym głosem, popijając gorące mleko.
- Caroline, to jest śmieszne. Daj spokój. – Wstał od stołu z wypisaną ucieczką na twarzy.
- Matko, wszyscy faceci są tacy sami! Czy wy zawsze musicie udawać twardzieli? – Caroline złapała Klausa za rękę, przyciągając do siebie. – Siadaj i pij. – Klaus parsknął śmiechem widząc Caroline w swoim żywiole kontroli. Przynajmniej go rozbawię. Popijając mleko, znów przybrał poważną minę.
- Koszmary. Myślałem, że minęły wraz z odejściem halucynacji po Łowcach, ale one cały czas wracają. – Z tego, co mówiła jej Elena, zwidy po zabiciu jednego z Pięciu, przewyższają oczekiwania. Obróciła się w słuch, chcąc dowiedzieć się reszty historii.
- Najczęściej zabijam w nich swoje własne rodzeństwo. – Spojrzał na Caroline. – Osoby, na których mi zależy. Wszystko tonie we krwi. Widzę swoich rodziców. Rozmawiam z moim ojcem, wypominającym mi wszystkie przewinienia.
- A dzisiaj? – zapytała cichutko. Wiedziała, że jeżeli Klaus z siebie wszystko wyrzuci, poczuje się trochę lepiej.
- Henry. Zabiłem własnego brata. On był jeszcze taki mały… - Wydawało jej się, że dostrzegła łzę w oczach wampira. Szybko jednak powrócił do swojego normalnego stanu obojętności.
- Od czego zależą te koszmary? Czy mogę…
- Nie możesz mi pomóc – przerwał jej Klaus. – Nikt nie może. Caroline… Nie staraj się mnie naprawić. Polegniesz. Ale dziękuję za rozmowę.
- Mogę cię przynajmniej odprowadzić do pokoju? – Wypaliła szybko, chociaż obawiała się, że sprawy zakończą się podobnie jak wczoraj, a podejrzewała, że to było powodem jego chłodu. Odkryła o nim więcej niżby chciał. Klaus kiwnął głową i razem weszli na górę. Dziewczyna weszła za nim do pokoju, nie wiedząc, na co liczy. Wampir zanim położył się na łóżku, chwycił Caroline za dłoń, lekko przyciągając w swoją stronę.
- Jeszcze raz dziękuję. Teraz mam przyjemność spłacić wobec ciebie dług. – wyszeptał.
- Nie ma żadnego długu. Uratowałeś mnie już tyle razy, że do końca życia się nie wypłacę. - Ona również szeptała.
- Ratowanie cię z opresji to tylko przyjemność – odrzekł głębokim głosem. – Gdy cię poznałem wiedziałem, że w pewien sposób odmienisz moje życie. Wprowadzisz do niego trochę światła… Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jaka silna jesteś – wymruczał znacząco zmniejszając dystans między nimi. W jego oczach krył się smutek, rozdarcie, a nawet nutka pożądania. Z resztą, warunki ku temu sprzyjały. Było ciemno, zimno i pusto. Jedynymi osobami znajdującymi się w posiadłości, a może nawet w całym lesie, byli tylko Klaus i Caroline.
- Chciałabym w to uwierzyć. – Tyle razy słyszała tę gadkę od mężczyzny. Na początku myślała, że to tylko podstęp lub kłamstwa, by ją zdobyć. Teraz starała się mu wierzyć, jednak nigdy sama nie mogła tej siły w sobie dostrzec.
- Caroline… - wyszeptał, po czym w sypialni nastała cisza. Spojrzał jej głęboko w oczy starając się przekazać wszystko to, czego nie potrafił słowami. Znacząco przechylił się w jej stronę, palcem wodząc po jej policzku. Jego dotyk był elektryzujący. Caroline tak pragnęła zatrzymać tę chwilę… Położyła swoją dłoń na jego, przez chwilę przytrzymując ją przy swojej twarzy, aby później ją odciągnąć. Skupiła wzrok na swoich stopach martwiąc się, że jeżeli nie zakończy tego teraz, to marne będą dla niej skutki. Pierwotny podciągnął jej brodę palcem zmuszając ją, by na niego spojrzała. Zamiast na oczy, zwróciła uwagę na usta. Była gotowa go pocałować. Chciała tego. Ale tak było dzisiaj rano. Teraz sprawy wyglądały zupełnie inaczej. Pragnęła zapewnić mu komfort, pocieszyć go, ale nie w ten sposób. Nie chciała, by jej pocałunki były pocieszeniem. Chciała, by Klaus ją pocałował z innych względów. Gdy ich twarze znajdowały się tylko kilka minimetrów od siebie, odwróciła głowę.
- Idź już spać. W końcu musimy się wyspać – wyszeptała Caroline, czując piekące łzy.
- Dobranoc. – Klaus wyglądał na rozczarowanego. Dziewczyna uciekła z pokoju, zatrzaskując się we własnej sypialni. Pozwoliła dać upust nagromadzonym łzom.
Gdy tylko słońce zawitało przez szyby, Caroline zebrała się z łóżka opatulając się bluzą Klausa. Czuła się zaskakująco dobrze biorąc pod uwagę fakt, że nie przespała połowy nocy. Z energią na nowy dzień, w podskokach zeszła na dół mając ochotę na kolejną szklankę mleka. Mając zamiar wziąć łyk, w połowie ruchu zamarła.
- Witaj, Caroline. – Na dźwięk tego głosu, szklanka wyślizgnęła się z jej dłoni rozbijając się o podłogę.
