Rozdział 8 – „ Poszukiwania "

Z delikatnym uśmiechem błąkającym się na zarumienionym licu Naruto, lisek siedział na łóżku w sypialni Sasuke wspominając wydarzenia dzisiejszego dnia. Zaręczyny, obietnica Sasuke związana z pierścionkiem zaręczynowym, na który właśnie czekał, akceptacja ojca i śliczny koinu w ramionach Gaary.

- Dzisiaj dużo się wydarzyło… - Westchnął Naruto leniwie rozciągając się na łóżku czarnowłosego osuneko. Czując się bezpiecznie w pokoju swojego narzeczonego ściągnął z siebie iluzję. W miejsce jednego ogona pojawiło się dziewięć, które delikatnie ułożyły się wokół jego drobnego ciała.

Senne oczy Naruto powoli zaczęły się zamykać. Próbując znaleźć lepszą pozycję Kitsune zaczął się wiercić nogami rozkopując zaścielone łóżko Sasuke, który właśnie wszedł do sypialni.

Widząc słodki obrazek na wpół śpiącego liska na jego łóżku, osuneko uśmiechnął się lekko po cichu zakradając się do Kitsune otulonego swoimi ogonami. Pochylił się nad ukochanym całując go czule w czółko, chwycił drobną rączkę zamykając ją w swojej dużej dłoni i z miłością przepełniającą jego serce ucałował każdy palec z osobna. Naruto cicho zaczął mruczeć, a jego ogony poruszały się machając lekko na prawo i lewo.

Sasuke sięgnął do kieszeni spodni wyciągając czarne pudełeczko. Otworzył je ostrożnie, a w nim znajdował się złoty sygnet, na środku, którego były dwa szafiry otoczone czarnymi diamentami, a do tego w miejscu gdzie kończyły się diamenty zaczynał się piękny relief przeplatany gdzie nie gdzie białymi diamentami.

Ostrożnie tak, aby nie obudzić śpiącej piękności, Sasuke założył go na palec, Naruto całując go z całą miłością, jaką posiadał w sobie.

Naruto zatrzepotał rzęsami odganiając nachalny sen, obrócił się na plecy i zaczął przecierać rączką rozespane oczy.

- Sasu? – Senny głosik liska przesycony niewinnością i erotyzmem obudził uśpione do tej pory dolne partie ciała Sasuke.

- Naru… - Spragnione dłonie osuneko zaczęły wędrować po odsłoniętym brzuszku liska całując każdy najmniejszy kawałek odsłoniętego ciałka.

- Purrr … purr … - Rozkoszne mruczenie Naruto wyrwało się z jego soczystych usteczek. - … achh…

Dłonie Sasuke zawędrowały do sutków Naru, który wygiął swoje ciałko w ofiarowanej rozkoszy dłoni ukochanego pozwalając mu na wszystko. W tym wyjątkowym dniu, który nieoficjalnie rozpoczął ich wspólne życie postanowił oddać się Sasuke cały.

Nieświadomy postanowienia Naruto, Sasuke położył dłonie przy główce liska, a jego kolana ściśle przylegały do drobnych bioder. Pochylając się nad Kitsune, osuneko zbliżył usta do ucha liska.

- Ai shiteru Naruto (kocham cię Naruto)… - Czarnowłosy osuneko przygryzł płatek ucha liska, który z kochającym uśmiechem położył dłoń na policzku ukochanego głęboko patrząc w onyksowe tęczówki przepełnione miłością, które odzwierciedlały jego uczucia.

- Kochaj mnie Sasuke. – Usta Naruto spotkały się z zaskoczonymi Sasuke.

- Jak to?

- A myślałem, że wszyscy Uchiha to geniusze teme. – Chichotał lisek kciukiem pieszcząc policzek neko.

- Usuratonkachi … - Ostrzegawczo zabrzmiał głos Sasuke pochylającego się nad rozchylonymi ustami demonka muskając je delikatnie.

- Teme weź się do roboty i zajmij się mną! – Domagający się konkretnej uwagi lisek zaczął poruszać biodrami. Długie nogi liska owinęły się wokół talii osuneko przyciągając jego ciało do położenia się na nim. Naruto jak tylko wyczuł podniecenie ukochanego gwałtowniej zaczął się poruszać.

- Uhhh … - Jęknął Sasuke wtulając nos w łabędzią szyję Kitsune. - … Doprowadzasz mnie do obłędu ty diable!

- Nie jestem diabłem, tylko demonem! – Oburzył się lisek mocniej zaciskając nogi na Sasuke.

- Watashi-no chiisai, kirei kichiku (mój mały, śliczny demonek) … - Czuły głos osuneko rozbrzmiał przy uchu liska.

- Anata-no-mono (twój)… - Drobne rączki zaplątały się w czarnych włosach neko, a jeden z ogonów splątał się z ogonem Sasuke. - … A teraz kochaj się ze mną!

- Według życzenia.

Wygłodniałe dłonie Sasuke zaczęły rozbierać ukochane ciałko Naruto zapominając o całym świecie znajdującym się poza nimi. Teraz w tej chwili nie liczyło się nic, ani nikt poza nimi.

***

- Jak mogłem coś takiego powiedzieć do mojego najlepszego przyjaciela!

Zrozpaczony Neji szukał po całym Konoha swojego przyjaciela, ale nigdzie go nie było. Zupełnie jakby Lee zapadł się pod ziemie i nie chciał być znaleziony. Nie zwracając uwagi, dokąd idzie długowłosy chłopak znalazł się na polu treningowym, na którym zawsze trenował z Lee.

- Ból w jego oczach będzie mnie prześladował do końca życia. – Ciężkie westchnienie przełamane ze szlochem wyrwało się z ust Neji`ego. – Jak mogłem? – Zapytał się kolejny raz siadając pod drzewem ze spuszczoną głową.

- Dlaczego płaczesz? – Nieznajomy głos osoby stojącej przed młodym Hyuuga zwrócił uwagę załamanego chłopaka.

- Zraniłem okrutnie przyjaciela i nie wiem, czy on mi kiedykolwiek wybaczy. – Odpowiedział Neji bez zastanowienia.

Puste spojrzenie Neji`ego zatrzymało się na srebrnowłosym nie znajomym o czarnych oczach. Subtelna i delikatna uroda chłopaka przyciągła jego uwagę, a drobne ciało w wyraźnie pomiętym ubraniu uzupełniło całości. Jednak co najbardziej zaciekawiło Neji`ego to rumieńce na policzkach i napuchnięte usta.

- Kim jesteś i co ci się przydarzyło? – Ciekawość zwyciężyła.

- Jestem asystentem Orochimaru-sensei, Kabuto, a co mi się przydarzyło? No cóż – Chwilowe zamyślenie chłopaka wywołało uśmiech na twarzy przybitego Hyuuga. – Itachi mi się przydarzył.

- Jesteś chłopakiem Itachi-sama? – Zaskoczenie Neji`ego rozłościło, Kabuto, chociaż sam nie wiedział, dlaczego.

- Nie wiem…

- Tak. – Itachi postanowił wykorzystać tą chwilę na wejście i ponowne schwytanie swojej uciekającej, rozkoszności, a jego zdecydowane potwierdzenie czarnego osuneko wystraszyło Kabuto i Neji`ego.

- I-Itachi… - Wyjąkał cicho chłopak cofając się nie znacznie do tyłu.

Osuneko zdecydowanym chwytem ręki przytrzymał srebrnowłosego przyciągając jego plecy do swojej klatki, a pośladki mocno docisnął do nadal nabrzmiałego członka.

- Nieładnie … oj nieładnie… - Drapieżny uśmiech Itachi`ego przestraszył Neji`ego, który siedział nadal na ziemi uważnie obserwując parę przed sobą. - … Uderzyć mnie w takim miejscu… - Potarł nabrzmiałym penisem o spięte pośladki srebrnowłosego, który obawiał się następnych słów swojego prześladowcy. - … A następnie uciec zostawiając mnie samego z Jiraiyą i Oro-chan. Doprawdy nie wiem co mam z tobą zrobić. Ale… - Spojrzał na zszokowanego Neji`ego, na którego twarzy nadal było widać ślady łez. Usiadł naprzeciwko niego sadzając Kabuto na swoich kolanach. - … Powiedz Neji, co spaprałeś?

Bezpośredniość Itachi`ego zaskoczyła na chwile chłopaka, ale szybko się otrząsnął spuszczając głowę na dół.

- Dlaczego uważasz, że coś spaprałem? – Zapytał winnie.

- Znam twoją wybuchowość i brak myślenia w czasie złości… - Celna uwaga osuneko dobiła jeszcze bardziej długowłosego.

***

Gaara leżał na kanapie w salonie trzymając szlochającego Inu w ramionach kołysząc go uspokajająco. Lee od chwili usłyszenia słów gnojka Neji`ego płakał bez przerwy, a bezradność, jaką Tanuki odczuwał dobijała go. Chciał pomóc ukochanemu, ale każda chęć pomocy kończyła się jeszcze większym płaczem i mocniejszym tuleniem się do jego ciała, przeciwko temu akurat nic nie miał.

- Shhh Lee – Kojące słowa szeptał Gaara głaskając Lee po plecach powoli zjeżdżając ręką coraz niżej. – ze mną nic ci się nie stanie i …

- … - Lee uniósł główkę patrząc załzawionymi oczkami na Tanuki.

- … I będę cię kochać całe moje życie, a nawet jeszcze dłużej… - Wygłodniałe usta szopa złapały usta zarumienionego szczeniaka w namiętnym pocałunku. - … Jeśli mi tylko pozwolisz. – Dodał jak tylko ich usta się rozłączyły.

Lee wpatrywał się w Gaare jak oniemiały. Nie wiedział, co ma zrobić. Bardzo pragnął zaufać temu uczuciu rosnącemu w nim, ale bał się znowu sparzyć. Strach i obawa były wyraźnie widoczne w jego spojrzeniu i zachowaniu. Myśli krążyły w oszołamiającym tempie wokół jednego, a raczej jednej osoby. Gaara. Czy pozwoli oddać się mu całkowicie bez zahamowań? Tak! Miał dość cierpienia, a zresztą sam powiedział, że chce dać im szansę. Więc dlaczego nie teraz?

- Tak… - Cichy szept przepełniony pewnością i zdecydowaniem rozbrzmiał w świadomości Tanuki, który czekał na te słowa tak długo.

- Lee.

Ostrożnie tak, aby nie zrobić żadnej krzywdy ukochanemu, Gaara wziął koinu na ręce niosąc go do sypialni. Położył go powoli na łóżku, a sam usadowił się między jego rozchylonymi nogami. Przez chwilę nic nie robił, jak tylko siedział i podziwiał ślicznego koinu ufnie leżącego przed nim.

Zarumienione policzki, lekko rozchylone usta ciężko łapiące oddech, ogon niespokojnie się poruszający, co chwilę przejeżdżający po jego ręce spoczywającej na udzie Lee i to piękne ciałko wijące się w oczekiwaniu na kolejny jego ruch. Obrazek istnie cudny. I cały jego.

Mając dość czekania, Lee założył nogi wokół bioder Gaary ściągając go na siebie. Młody szop ciężko wylądował na drobnym ciele Inu na ustach, którego pojawił się przesłodki uśmiech, a jego ręce znalazły się wokół szyi Tanuki.

- Nie patrz, tylko weź się do okazywania mi swojej miłości. – Swawolny i lekki ton Lee zbił Gaare z tropu.

- Lee? To na pewno ty? – Kąciki ust Gaary zaczęły drgać, a wszystkie jego troski i problemy ulotniły się pozostawiając radość z przebywania z ukochaną osobą.

- Tak … - Usta Lee znalazły się na czole szopa zaczynając wędrówkę w dół twarzy. Powieki, nos, policzki, kąciki ust, aż wreszcie doszedł do celu – spragnionych ust Tanuki. - … Ja i cały twój.

- Mój…

***

- Cholerny Jiraiya i te jego popędy… - Wściekły Orochimaru utykając wracał do kliniki. - … Teraz znowu będę wysłuchiwać głupich przytyków moich pracowników… eh … czasami mam już naprawdę dość.

Nieznacznie przyśpieszył kroku zapominając o bólu w dole pleców, ale zostało mu to szybko przypomniane, jak tylko uniósł nogę wchodząc na schody.

- Co za idiota wymyślił schody w parku?

Wściekłość wprost biła od czarnowłosego na samo wspomnienie zaułka, a do tego Kabuto molestowany przez Itachi`ego potęgował jego gniew, a raczej jego bezradność wobec swojego asystenta.

- Biedny Kabuto stać się celem Itachi`ego Uchiha równa się z zerem możliwości ucieczki, czy jakiejkolwiek możliwości ukrycia się.

Rozmyślając o problemach Kabuto przypomniało mu jak Itachi został przez niego potraktowany. Mały uśmieszek pojawił się na jego twarzy.

- Może nie wszystko stracone, a Kabuto okaże się idealnym partnerem do utemperowania popędów Uchihy. – Wyraźna radość odbiła się w całej jego postawie. – W końcu ile osób zdobyło się na taki eksces, jaki zrobił mój asystent? Żaden! Zawsze wiedziałem, że Kabuto wyrośnie na mężczyznę, który nie da sobą pomiatać!

Duma biła od Orochimaru na samo wspomnienie.

- Tak, to było piękne…

- „Nie proszę Ita-chi! – Kabuto próbował się wyrwać z ramion Itachi`ego, ale niestety …

- Prosisz? A o co mnie prosisz malutki?

Namiętność pulsowała z całego ciała napalonego osuneko, ale Kabuto próbował dalej wyswobodzić się. Ja niestety byłem zajęty penisem męża tak cudownie uderzającym w moją prostatę. Każde kolejne uderzenie zbliżało mnie do kolejnego orgazmu. Ale nie chciałem, aby Kabuto swój pierwszy raz przeżył w takim miejscu i z brakiem prywatności. Ciasne, czarne zaułki są dobre dla jednorazowych wyskoków, no ja, to znaczy my… o boże on znowu to robi… to, co innego. Ja i Jiraiya jesteśmy tak do siebie i swoich potrzeb przyzwyczajeni, że zawsze w jakiś sposób udaje nam się skończyć w jakimś czarnym zaułku lub składziku… raz nawet wylądowaliśmy w chłodni sklepowej, wymarzłem wtedy niemiłosiernie, ale seks oczywiście był boski. A czego można się spodziewać po facecie piszącym pornole, bo inaczej tego się nie da opisać! No, ale zszedłem z tematu…

Właśnie przeżywałem mój drugi orgazm i chwilowo straciłem kontakt z rzeczywistością, a tu nagle Kabuto w pośpiechu zapinający spodnie przebiega obok mnie. Odepchnąłem od siebie męża, który nawiasem mówiąc próbował znowu się do mnie dobrać, poprawiłem ubranie i spojrzałem na zwijającego się Itachi`ego na ziemi.

To był szok!

Itachi Uchiha zwijający się na ziemi i trzymający w bólu swoje… och! Zrobiło mi się go żal. Wiecie, jaki to jest ból dostać kopniaka w krocze w czasie erekcji?! Uwierzcie, nie chcecie wiedzieć!

Będąc już w pełni ubrany podszedłem do winnego leżącego na ziemi, który chwilowo okazał się ofiarą. Jiraiya również podszedł tylko, że on śmiał się w niebogłosy i musiałem go uciszyć. Jeden guz więcej dla niego to i tak bez różnicy, a dla mnie czysta satysfakcja. Wracając do leżącego… zbadałem go i nawet uleczyłem w końcu jestem cholernym lekarzem! Przepraszam zdenerwowałem się.

- Oro-chan jesteś aniołem. – Itachi wyraźnie uszczęśliwiony podniósł się z ziemi i wtedy zobaczyłem, że nadal jest podniecony! Zacząłem się poważnie zastanawiać, czy każdy Uchiha taki jest?

- Anioł nie anioł… - Odwarknąłem zły za okrutne traktowanie Kabuto. - … Lepiej mi powiedz, dlaczego chciałeś zgwałcić mojego kochanego Kabuto?!

- Ja nie… - Zaczął, ale wściekły mu przerwałem.

- Ja nie… ja nie…. Jak to nie?! Jak tak! – Dobra sam się już pogubiłem, ale to szczegół. – Chciałeś, aby pierwszy raz Kabuto odbył się w zaułku razem z tym zboczeńcem?! – Wściekle wskazałem na Jiraiye, który przestał się śmiać i dumnie wypiął pierś.

- Pierwszy? – Zaskoczenie Itachi`ego lekko zbiło mnie z tropu.

- Tak!

- To, dlatego cały czas powtarzał, żebym przestał i nie tutaj… - Moje święte nerwy powoli zaczęły puszczać, ale jeszcze trochę byłem w stanie wytrzymać. Jeszcze tylko chwilkę.

- To jak już wszystko wiesz… - A jednak się myliłem i moje nerwy puściły, ale zrozumcie on molestował mojego kochanego Kabu-chan! - … To rusz tą swoją dupę i biegnij za nim!!!

I wtedy Itachi zrobił coś, co będzie mnie prześladować do końca życia.

- Oro-chaaan!!! – Jego oczy zrobiły się duże i szkliste, a dolną wargę wydął lekko, co u niektórych, tak jak w przypadku Naruto i Lee, wyglądałoby słodko i czarująco, ale u niego to… to …. – Nie krzycz na mnie, bo się zamknę w sobieeee…. – Tak, definitywnie przeraziłem się na śmierć! Coś tak strasznego w całym moim życiu nie widziałem! Nawet Jiraiya stanął jak wryty i patrzył na czarnowłosego osuneko niby niewinnie trzymającego ogon w dłoniach przed sobą na wysokości klatki, uszy położone miał płasko z włosami i tylko czasami lekko drgały w geście bezradności. Miałem dość! No przecież jak długo można być otoczony bandą idiotów?!

- Wiesz, co Itachi?! – Wydarłem się na niego głośno.

- Tak? – Zapytał z niewinną minką patrząc na mnie.

- W głowie masz mózgojadki!

- Co? – Coraz bardziej mnie przerażał tą swoją cholerną niewinnością.

- MÓZGOJADKI! A Wiesz, co one tam robią? – Zapytałem już spokojniej, ale to dzięki Jiraiyi, który uspokajająco położył mi dłoń na ramieniu.

- Nie…?

- GŁODUJĄ SZUKAJĄC POKARMU!!! – Ostatnie słowa wykrzyczałem. Po prostu nie mogłem się powstrzymać, ale mi ulżyło. Czułem, że spokój znowu mnie ogarnia.

- Pięknie Oro-chan … - Odezwał się Itachi zbliżając się do wyjścia z zaułku. - … Teraz to na pewno zamknę się w sobie.

- Zabiję! "

Zamyślony Orochimaru wszedł do kliniki nie zauważając cichych chichotów i szeptów wokół jego osoby. Pogrążony w myślach o Kabuto i Itachi`m odruchowo witał się ze wszystkimi, aż w końcu jedna z pielęgniarek zapytała.

- Oro-chan… - Orochimaru spojrzał na kobietę próbując skoncentrować się na ile to było możliwe. Miał złe przeczucia, co do tego słodkiego uśmiechu, jaki dostawał od swojej pracownicy. - … Gdzie tym razem dopadł cię Jiraiya-sama?

Orochimaru ciężko westchnął siadając ostrożnie na fotelu pielęgniarki w recepcji. Klinika, którą prowadził razem z Tsunade była zupełnie, jak duży dom, do którego wszyscy mają dostęp. I wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą. A już w szczególności o swoich szefach.

***

- Wiedziałem, że to będzie coś w tym stylu Hyuuga. – Itachi wygodnie siedział z Kabuto między nogami, który bawił się jego ogonem uważnie słuchając opowieści przybitego chłopaka.

- Jedyny sposób na ocalenie waszej przyjaźni to długie i wyczerpujące przeprosiny. – Smutne, ale pełne wsparcia spojrzenie Kabuto pomogło Neji`emu, który powoli obmyślał plan zdobycia przebaczenia Lee, a i może przyjaźni, Tanuki, który najwyraźniej jest chłopakiem Inu.

- Wiem, że macie rację i jestem skończonym idiotą, ale … - Poważne biało srebrne spojrzenie młodego Hyuuga zaniepokoiło Kabuto, który zdążył polubić chłopaka. - … Chcę naprawić krzywdę, jaką wyrządziłem Lee, tylko nie wiem gdzie mógłbym go znaleźć.

- Wspomniałeś, że Lee postanowił dać szansę Tanuki? – Itachi spojrzał na Neji`ego znad głowy Kabuto.

- Tak.

- To mogę ci pomóc, ale jakby, co to ja nic nie wiem, rozumiemy się? – Osuneko puścił oko do długowłosego wkładając rękę pod koszulkę Kabuto, który o dziwo nie zaprotestował.

- Jak najbardziej Itachi-sama.

- W pobliżu centrum handlowego jest osiedle …

- Jaki numer? – Przerwał mu Neji, który zaczynał czuć się nieswojo widząc jak Itachi pieści ciało srebrnowłosego wijącego się między jego nogami.

- 27… - Cichy jęk Kabuto przerwał jakiekolwiek myśli, które miały się sformułować w słowa. Osuneko spojrzał na rozgorączkowane ciało spoczywające w jego ramionach i jego serce zabiło szybciej, a członek stał się jeszcze bardziej twardy. – Powodzenia.

- Skąd…? – Zapytał jeszcze Neji wstając z ziemi i otrzepując spodnie.

- Jestem kapitanem Anbu… - Itachi spojrzał na rozkojarzonego chłopaka ze spojrzeniem, które mówiło „Głupi jesteś, czy co?"

- Arigato! (Dziękuję) – Krzyknął Neji biegnąc w stronę miasta.

- Załatwione… - Osuneko z satysfakcją pochylił się nad uchem swojego przyszłego kochanka. - … A teraz… - Musnął delikatnie ucho Kabuto wywołując przeciągły jęk i wygięcie ciała, kiedy mocniej przyszczypał sutek chłopaka. - … Zajmiemy się tobą i naszymi potrzebami.

- Itachi? – Zamglone spojrzenie czarnych tęczówek zwróciło się na osuneko.

- Shhh… - Uspokoił go Itachi. - … Wiem, że mózgojadki głodują, ale … - Drwiący uśmieszek zaskoczył Kabuto, który nie wiedział o czym starszy mówi. - … Nie oznacza to, że nie zrozumiałem lekcji, którą Oro-chan tak dobitnie we mnie wmusił.

- Mózgojadki? – Srebrnowłosy odwrócił się przodem do Itachi`ego czekając na wyjaśnienia, których nie dostał. W zamian stał się idealnym celem dla ust neko przygryzających jego szyję.

- Później wyjaśnię.

Nagle Itachi wstał ciągnąc za sobą Kabuto. Stojąc naprzeciw zdziwionego chłopaka, osuneko przyciągnął go do siebie w delikatnym i czułym uścisku, który zawierał w sobie całe jego dotychczasowe uczucie.

- Wiem, że znamy się do paru godzin… - Ucałował nosek Kabuto powodując u niego mocny rumieniec. - … I zdaję sobie sprawę, że jestem, a raczej będę twoim pierwszym… - Kabuto zawstydzony schował twarz na ramieniu Itachi`ego, który uspokajająco głaskał go po plecach. - …

- Ja również… chcę…

Przez chwilę Itachi stał jak słup soli nie wiedząc, o co chodzi chłopakowi w jego ramionach. Ale będąc geniuszem jakim był, szybko się domyślił.

- Cieszę się, że oddajesz mi się cały. – Uniósł brodę chłopaka całując go delikatnie w usta. – Pragnę twojego ciała… - Zmysłowo przejechał językiem po długiej, powabnej szyi, a dłońmi przejechał po jego plecach powoli wsadzając dłonie do spodni srebrnowłosego. Jedną ręką rozsunął pośladki, a drugą zaczął zataczać małe kółeczka na ciasnym otworku Kabuto i powoli zaczął zanurzać palec w nim rozkoszując się jego gorącem i ciasnotą pulsującą wokół jego palca. - … Ale i twojego serca i duszy… całego.

- Ahhhh… - Kabuto wygiął plecy do tyłu, a biodra wcisnął mocno w nabrzmiały członek Itachi`ego.

- Shhh… spokojnie… - Uspokajające słowa szeptał neko do ucha rozgorączkowanego Kabuto. - … Poczekam, aż będziesz gotowy na przyjęcie mnie całego…

- Nie! – Kabuto uczepił się jego ramion mocno wbijając w nie paznokcie.

- Jesteś pewien? – Zapytał powoli poruszając palcem w jego wnętrzu szukając jego czułego punktu.

- T-tak… oh tak!

6