Jeffersonowi spadł - nieoczekiwane spotkania nie zawsze są najlepsze

Jeffersonowi spadł kapelusz z głowy. Gubienie jego ulubionego fragmentu garderoby było stałą acz kłopotliwą częścią jego pasjonującej egzystencji. Proszone herbatki u Golda, które były codzienną częścią jego życia, robiły swoje. Gold lubił regularnie straszyć Jeffersona. I Whale'a. I tego trzeciego, jak mu było? Jefferson nie miał pamięci do nazwisk.
Ale miał nadzwyczajną pamięć do twarzy. Jefferson z towarzystwa wzajemnej adoracji pod tytułem "trzęsiemy Storybrooke" wpatrywał się intensywnie w bladą twarz dziewczyny. Kojarzył ją skądś. I w końcu sobie przypomniał, skąd.
Sądząc po wyrazie jej twarzy, ona też właśnie sobie przypomniała, kto odegrał bynajmniej niepoślednią rolę w zamknięciu jej w wariatkowie.