Nakurishi: No, to jest kochane, że Harry żyje w takim zamknięciu swojego umysłu, że ma problem z odczytywaniem innych ludzi, jeśli chodzi o emocje. Przynajmniej jest ciekawiej ^^
Cassie McKinley: Och tak 3 Uwielbiam konfrontacje tej dwójki, każda jest emocjonująca, a to, jak Harry powolutku zaczyna zdawać sobie sprawę z tego co się dzieje… A co do Remusa i Syriusza, wyjątkowo mnie nie irytują w tym tekście ^^
Star1012: proszę o nie spoilerowanie treści kolejnych rozdziałów w komentarzu! Niemniej cieszę się, że znasz i lubisz ten tekst.
Info: To, że Hogwart nie istnieje w mojej historii; nie znaczy, że Syriusz, Remus, Lily, James i Snape nigdy się nie spotkali. Remus i Syriusz dorastali razem tak samo jak James, Lily i Snape. Dokonałam zmiany w linii czasu, także Tom Riddle jest młodszy od Lily i Jamesa.
Uwaga: śmierć bohaterów, James jest dupkiem, świrnięty Dumbledore.
…..
Po raz pierwszy spotkał Lily Evans i Jamesa Pottera w przedszkolu. To właśnie tam poznał swoją największą miłość i obiekt nienawiści.
Ta dwójka zdawała się być przeciwnymi stronami monety. Jednak, kiedy Severus Snape później analizował przeszłość, zrozumiał, że nie byli przeciwieństwami, ale się uzupełniali. James się nad nim znęcał, a ona go ratowała. Znowu i znowu.
Nigdy nie uważał, że zasługuje na Lily – idealną Lily – ale nie rozumiał też, dlaczego, ze wszystkich kręcących się wokół niej, wybrała Jamesa. Próbował z nią o tym rozmawiać, sprawić, by dostrzegła, jakim człowiekiem ten był. Słuchała go, jak zawsze, jako że się nim przejmowała.
Kiedy zorientowała się, jak bardzo Severus nienawidził Jamesa, zaczęła płakać, nie rozumiejąc, jak jej najlepszy przyjaciel i człowiek, którego kochała, mogli się nie znosić. Zdruzgotało to Snape'a. Wszystkim, czego kiedykolwiek chciał, było widzieć Lily szczęśliwą. Kiedy powiedział jej, że mógłby spróbować dogadać się z Jamesem dla jej spokoju, jej piękna twarz tak się rozpromieniła, że sam niemal uwierzył w swoje słowa.
Kiedy dorośli, poszli na ten sam uniwersytet. Snape, ponieważ chciał wyrwać się z tego nieszczęsnego miasta, Lily bo to było jej marzenie i James, bo go do tego namówiła.
Lily z Jamesem studiowali biologię, z czego kobieta specjalizowała się w genetyce a James biotechnologii. Severus zaczął studia medyczne, żeby szybko odkryć, iż bliska praca z ludźmi nie była dla niego dobrym wyborem, po czym zmienił kierunek na farmację.
Byli czołowymi studentami. Lily ze względu na jej naturalny talent, Snape, jako że książki stanowiły jego drugą miłość, a James dlatego, że nieopatrznie łamał wszelkie zasady, starając się patrzeć na pewne rzeczy w nowy sposób.
Snape unikał Jamesa niczym zarazy, ten natomiast przestał wchodzić mu w drogę i go dręczyć. Ze względu na ich relację z Lily niechętnie tolerowali się wzajemnie.
Po rozdaniu dyplomów wrócili do rodzinnego miasta. Lily i James planowali kupić tam dom, Snape natomiast podążył za nimi, jako że uważał, iż jego życie bez kobiety nie miało żadnego sensu.
W mieście znajdowała się jedna apteka, prowadzona przez dość ekscentrycznego aptekarza. Nazywał się Albus Dumbledore i osiągnął już wiek emerytalny. Starzec chętnie oddał aptekę w ręce Severusa. Od tej pory sam zajmował się klientami, podczas gdy Snape tworzył leki.
Lubił pracę w samotności; nie minęło dużo czasu, nim stał się znanym ekspertem od rzadkich przypadków
Dobrze dogadywał się z Albusem. Mimo jego sposobu bycia, szanował jego wielki umysł i spojrzenie na życie. Snape nigdy nie miał ojca. Jego matka wychowywała go samotnie, nim wyszła za brutalnego alkoholika. Właściwie, Albus był pierwszym dorosłym, który wydawał się o niego troszczyć i Snape zaczął traktować go nikogo innego.
Pozostał w kontakcie z Lily. Zarówno w celach prywatnych jak i biznesowych. Albus wydawał się lubić młode towarzystwo; z błyszczącymi oczami mówił, że obecność trzech młodzieńców sprawiała, że sam znowu czuł się młodo.
Postępy Lily w genetyce były rewolucyjne. W trójkę godzinami debatowali nad nowymi metodami i filozofowali nad wciąż nierozwiązanymi problemami. Kiedy Lily powiedziała Severusowi, że spodziewają się dziecka, poczuł, jak jego świat rozpadł się na miliony kawałków. Wiedział, że mieszkali razem, ale niewielka wypukłość jej brzucha była pierwszym dowodem na to, co James jej robił. Tylko promienna twarz Lily powstrzymała go od zamordowania mężczyzny. Zamiast tego, powiedział, że cieszy się jej szczęściem.
Poprosiła go, by został ojcem chrzestnym. Był zaskoczony, że James się na to zgodził. Musiał przyznać, że na pewien sposób ucieszył się z perspektywy posiadania rodziny. Nawet Severus nie był w stanie zaprzeczyć, że miłość widoczna na jego twarzy, kiedy patrzył na Lily, była prawdziwa.
Zaakceptował ich propozycję, wiedząc, że zbliży go to o krok do Lily. Będzie nieco bliżej swojej miłości. I Bólu.
Kiedy dziecko się urodziło, nie wiedział, co czuje względem chłopca. Ze swoimi niesfornymi, czarnymi włosami i tak dobrze znanymi Severusowi rysami wydawał się kopią ojca. Ale oczy, te błyszczące, zielone, inteligentne oczy były takie samej jak Lily. Albus powiedział mu. Że oczy były oknem do duszy jeszcze na długo przed tym, jak dowiedział się o sprzecznych uczuciach, jakie Snape żywił względem tej małej rodziny. Mężczyzna miał nadzieję, że starzec miał rację i chłopiec wyrośnie na podobnemu swojej matce.
Jego modlitwy zdawały się zostać wysłuchane, a Harry był niezwykle spokojnym dzieckiem. Nawet na długo przed tym, jak powiedział swoje pierwsze słowo, wydawał się rozumieć co się wokół niego działo.
Kiedy Harry miał nieco ponad dwa miesiące, wszystko zaczęło się walić.
Ogólnoświatowe problemy spowodowane poważnym przeludnieniem nie mogły być dłużej ignorowane. Coraz więcej narodów zaczęło toczyć wojny przez napięcie na tle politycznym i zagrażający społeczeństwu niedobór dostaw. Ludzie stali się humorzaści i zaczęli się zatracać. Prawo miało coraz mniej sensu. Póki co jednak chaos nie dosięgał ich małej mieściny.
Czasami Albus wygłaszał szokujące komentarze odnoście tego, jak to ludzie zasługiwali na wojny i że społeczeństwo było tak mocno podzielone, że rozpad był najlepszym dla świat, co mogło się wydarzyć.
Och, ile bezsennych nocy Severus spędził na rozmyślaniach, zastanawiając się, jak wiele rzeczy by się zmieniło, gdyby nie ignorował tych uwag!
Kiedy świat stawał się coraz bardziej depresyjnym miejscem, światło Lily lśniło tylko jeszcze mocniej. Szukała rozwiązania globalnego problemu głodu. Z pomocą Jamesa i Snape'a udało jej się wynaleźć genetycznie zmodyfikowaną roślinę, która mogła rosnąć na niemal każdym podłożu bez prawie żadnych składników odżywczych, a czas jej wzrostu sprawiał, że mogłaby dawać co miesiąc plony.
Jednak kod genetyczny był zbyt mocno zmieniony, przez co zjedzona roślina dokonywała w organizmie spustoszenia. Czas działał przeciwko im, a społeczeństwo coraz bardziej się dzieliło.
Lily poprosiła przyjaciół z uniwersytetu o pomoc. Meropa Gaunt-Riddle i jej jedenastoletni syn Tom Riddle wprowadzili się do miasta. Meropa i Lily pracowały dniami i nocami w nadziei na znalezienie rozwiązania kryzysu głodowego, nim ten ostatecznie wymknie się spod kontroli.
Jako że oboje rodzice Harry'ego a także mama Toma spędzali każdą minutę na badaniach, chłopcy często spędzali czas całkiem sami. Lily i jej mała drużyna badawcza zdawali się bliscy dużego przełomu i chociaż obie matki żałowały, że nie mogą spędzać czasu z synami, wybrały poświęcenie się, by ocalić świat.
Ku ogromnej uldze dorosłych, Tom zdawał się na tyle dojrzały, by opiekować się sobą i małym Harrym. Rozumiał także, jak ważne były badania i nigdy nie narzekał na konieczność doglądania dziecka. Często zostawali w domu sami albo spędzali czas w laboratorium rodziców bez nadzoru.
Kilka rzeczy jednocześnie poszło źle.
Zaczęło się od zgromadzenia, które nazwało się Renowacją. Tym, co ich połączyło, nie było wyznanie. Niektórzy byli religijni, twierdzili że to druga powódź Noe. Inni byli zapalonymi darwinistami, uważającymi, że nadszedł czas, by ludzkość wyewoluowała, a wszystko to, co się działo, było zwyczajną selekcją naturalną. Cała grupa głosiła zdanie, że to, co działo się na świecie, było konieczne i nie powinno zostać powstrzymane.
Grupa badawcza Lily poniosła straty, kiedy członkowie Renowacji próbowali spalić ich laboratorium.
Udało im się jednak ochronić najważniejszą część badań, ale zajęło im czasu znalezienie nowej lokalizacji. Tym razem utrzymywali ją w ukryciu. Tylko Lily, James, Meropa, dzieci i Severus wiedzieli, gdzie była ukryta.
Starali się otrzymać pomoc od rządu, tłumacząc, że powodzenie ich badań rozwiąże główny problem: przeludnienia. Ale rząd był już zbyt zaangażowany w sprawy światowe i nie znalazł czasu, by im pomóc.
Drugą rzeczą, którą Snape zauważył, była zmiana zachowania Jamesa. Na powrót wrócił do starego, brutalnego siebie. Kiedy patrzył na swoją żonę, w jego spojrzeniu nie było dłużej czystej miłości, ale jakieś inne, mroczniejsze emocje. Jednak, jako że wszyscy byli w tych dniach zestresowani, Snape nie zwrócił na to zbyt dużej uwagi. Lily również była zbyt zajęta pracą, by cokolwiek zauważyć.
Dostał telefon od Toma, który powiedział mu, że źle się poczuł i nie będzie mógł zająć się Harrym. Dlatego też Snape poszedł do domu Potterów, by zaopiekować się sześciomiesięcznym dzieckiem.
Ku jego zaskoczeniu, gdy przybył na miejsce, znalazł Jamesa, który karmił Harry'ego. Było to dziwne, bo Tom nie wspominał, że mężczyzna wciąż jest w domu, szczególnie, że powinien być już od dawna w laboratorium z Lily. Nie chcąc z nim rozmawiać, Snape pozostał w ukryciu i czekał.
Robił się coraz bardziej podejrzliwy, kiedy James nie robił z Harrym nic poza karmieniem go. Nie mówił do syna tym irytującym pseudo dziecięcym języku, który dorośli zwykli używać, mówiąc do małych dzieci, ani nawet nie odłożył chłopca do łóżeczka, nim wyszedł. Po prostu zostawił małe dziecko na podłodze.
Snape nigdy nie lubił dzieci, ty, bardziej nie miał pojęcia, co robić z małym Harrym. Chłopiec nauczył się pełzać i zdawał się zadowolony, mogąc bawić się swoimi zabawkami; nie wyglądał, by przejmował się brakiem zainteresowania swoją osobą.
W końcu Snape zasnął na kanapie. Obudził się, gdy Harry pociągnął go za rękaw, trzymając pustą butelkę w malutkich rączkach. Harry zasnął wkrótce po tym, jak Snape go nakarmił i mężczyzna równie zamierzał wrócić do snu, kiedy spostrzegł, czym ten się bawił. Chłopiec dostał w swoje dłonie puzzle, ale nie zwykłe jak dla dzieci z kilkoma częściami, ale jedne z tych dla cierpliwych dorosłych – mające kilka tysięcy puzzli.
Każda część znalazła się starannie na swoim miejscu, układając się w fotografię przedstawiającą brązowego jelenia pochylonego nad wodopojem w lesie w świetle księżyca.
Snape patrzył na dziecko. Miało tylko kilka godzin na ułożenie puzzle, nie wspominając, że nie powinien być w ogóle w stanie tego zrobić. Chłopiec nawet nie zaczął jeszcze mówić i chodzić.
Zdezorientowany, zaczął sprzątać kuchnię, kiedy jego oczy spoczęły na kilku małych tabletkach w śmietniku.
Nie rozpoznał ich, co było dziwne, ponieważ Potter, jak każda rodzina w mieście, kupowała swoje medykamenty tylko w jednej aptece w mieście – jego. Schował tabletki do kieszeni.
Ze wszystkich rzeczy, które szły wokół niego źle, najbardziej wstrząsającym odkryciem był Harry. Dzieci często nie mogły utrzymać jedzenia w organizmie, wiedział o tym, ale… wymiociny Harry'ego były niebieskie i znajdowały się w nim jakieś wypukłości, które z pewnością nie mogły pochodzić z jego jedzenia
Kiedy Tom następnego dnia czuł się nieco lepiej, Snape mógł wrócić do domu.
Poddał analizie wymiociny Harry'ego, które zachował w butelce. Nie był w stanie zidentyfikować wszystkich składników, ale z pewnością nie powinny naleźć się w organizmie dziecka. Wszystkim, czego był pewien, to że działały na zachowanie ośrodka nerwowego. Sprawdził również tabletki, porażony odkryciem. Rezultat był zgodny.
Snape poczuł wściekłość. Ktoś karmił małe dziecko tabletkami, których nie mógł zidentyfikować. I wiedział, kto to był.
Chciał porozmawiać z Lily, ale ta już cierpiała na bezsenność i zdawała się nosić na barkach ciężar całego świata, nie mógł wyobrazić sobie, by zrzucenie na nią jeszcze tego miało przynieść coś dobrego.
Powiedział więc Dumbledore'owi.
Starzec zmienił się w ciągu kilku miesięcy. Zdawał się bardziej energiczny, bardziej zaangażowany, wygłaszający coraz zimniejsze uwagi. Więcej też mówił o nowym świecie, drugiej szansie, lepszym życiu.
Ale Severus miał tak wiele na głowie, że nie zwracał uwagi na ekscentrycznego mężczyznę. Mimo wszystko, nikt nie był sobą w tych dniach.
Dumbeldore poradził mu, by skonfrontował się bezpośrednio z Jamesem. Snape w pierwszej chwili chciał tego uniknąć, mówiąc sobie, że nie powinien się w to wtrącać. Ale bez znaczenia jak bardzo temu zaprzeczał, w głębi kryło się delikatne serce.
Poszedł do sekretnego laboratorium, przeklinając swoją tchórzliwą i introwertyczną naturę. Zdecydował jednak, że – chyba po raz pierwszy w życiu – zbierze całą swoją odwagę.
Znalazł Lily śpiącą na małej kanapie, którą umieścili w laboratorium na wypadek, gdyby kogoś zmorzył sen. Byli blisko odnalezienia rozwiązania, pozostał już tylko jeden efekt uboczny do usunięcia, nim ludzkość bezpiecznie mogłaby jeść szybko rosnące rośliny. Społeczeństwo znajdowało się na granicy upadku, nie było żadnych zapasów jedzenia, a ludzie żyli, na konserwach i na tym, co hodowali w ogrodach. Wszyscy byli głodni, ale nie był to jeszcze głód nie do zniesienia.
Świat był tak bliski uratowania. Snape spędził kolejne lata obwiniając się i niemal wszystkich uczestniczących w tragedii, ale prawda była taka, że tylko Lily – idealna Lily – nie mogła być obciążana winą za niepowodzenie projektu.
Znalazł Jamesa w innym pokoju. Mężczyzna, który miał wszystko, czego Snape kiedykolwiek chciał. Był półnagi z równie nagą Meropą.
Snape nigdy wcześniej nie czuł tak wielkiej wściekłości. James miał wszystko. Ożenił się z najpiękniejszą, najbardziej utalentowaną i idealną kobietą na świecie, która dała mu syna i ten głupiec nie tylko eksperymentował na własnym synu, ale zdradził kobietę, która poświęcała wszystko, by uratować świat.
Snape wypadł z budynku, ale James w porę go spostrzegł i ruszył za nim.
― Snape, czekaj! Ja mogę… mogę to wytłumaczyć… Ja…!
Snape obrócił się w miejscu. Fala palącej wściekłości wywoływała w nim niemal fizyczny ból.
― Wytłumaczyć? Wytłumaczyć!? Chcesz wytłumaczyć mi, dlaczego zdradziłeś kobietę, która dała ci wszystko? Czy może jak odrzuciłeś konsekwencje i eksperymentowałeś na własnym synu? On nie ma nawet roku, Potter! Jak chorą osobą musisz być…
― Wiesz jak to jest! – wrzasnął desperacko. – Wiesz jak to jest patrzeć na innych, którzy mają to co chcesz; nie myśl, że nie widziałem twojego spojrzenia, kiedy Lily jest w pobliżu! Łazisz za nią od przedszkola, zawsze obserwując ją z cienia, zawsze czekając i mnie nienawidząc. I to ty śmiesz nazywać mnie chorym?
―To nie to samo – zaprzeczył Snape gwałtownie.
― Nie wiesz jak to jest trwać u jej boku! Stojąc obok niej i słysząc co ci wszyscy ludzie o niej mówią! Jak idealna ona jest, jak wielki jest jej umysł, jak odkrywcze ma pomysły, jak ocali nas wszystkich. Ja również osiągnęłam wielkie rzeczy, wiesz? W czasach, gdy nikt nie czekał, aż to ona ocali świat, to ja byłem tym z pomysłami, pracowałem nad wyrobieniem sobie reputacji, a ona odniosła jeden sukces i wszyscy są zachwyceni!
Snape poczuł się chory i zatracił się w bezsilnej wściekłości. Jego umysł był pusty.
― Jesteś zazdrosny? – wyszeptał.
Ale James wydawał się go nie słyszeć, zagubiony we własnych myślach.
― Pokażę im, wszystkim. Pokażę całemu światu, czym moglibyśmy być, co moglibyśmy osiągnąć. Wprowadzę ludzkość na kolejny etap. Nie przez ewolucję, jesteśmy ponad naturą, ale możemy wykreować swoją własną formę, stworzyć nową przyszłość, my… ― urwał swoje niezrozumiałe brednie.
Był szalony. Severus nigdy wcześniej nie czuł się tak bezradny. Ktoś musiał go powstrzymać, ktoś musiał pomóc, ktoś… ― Snape musiał powiedzieć Dumbledore'owi.
Nie był w stanie stwierdzić, jak wrócił do apteki. Nie pamiętał nawet co dokładnie powiedział Dumbledore'owi. Jego wspomnienia zaginęły w wirze emocji. Tak wiele nienawiści, złości i zdezorientowania zajęło jego umysł, że nie zauważył, kiedy starzec wyszedł, gdzie poszedł, ani jak długo nie było go, nim oczy Snape'a spoczęły na leżącym na biurku pamiętniku.
Wpierw po prostu patrzył pustym wzrokiem na tekst, dopóki jedno słowo nie pojawiło się w jego umyśle. Renowacja. Wstał i podszedł do biurka, by przyjrzeć się dokładniej notce zapisanej u dołu strony. To była lokacja ukrytego laboratorium Lily. Severus najwyraźniej sam musiał mu ją zdradzić podczas swoich pospiesznych wyjaśnień.
Wybiegł szybciej niż kiedykolwiek w swoim życiu. Zignorował fizyczny ból i wyczerpanie, i po prostu biegł. Jedynym, co pojawiało się w jego umyśle, było nie, a tym, co czuł, całkowita desperacja.
.
.
.
Harry nie lubił zimnego światła w pokoju. Nie podobało mu się również, nieco śmierdzące powietrze, które łaskotało go w nos. A szczególnie nienawidził tego, że Tom zostawił go samego z tymi wysokimi ludźmi. Byli tak nudni! I nie było tu dla niego żadnych zabawek. Był zafascynowany różnymi kształtami szkła, ale kiedy chciał ich spróbować, mama krzyknęła na niego, a Harry nie chciał, by znowu się to powtórzyło.
Raczkował do innego pokoju i znalazł na podłodze drewniany kij. Złapał go w swoje malutkie rączki i zaczął bawić się, uderzając w leżącą w pobliżu rzecz.
Usłyszał, jak drzwi się otwierają i odwrócił się, by zobaczyć, czy to wrócił Tom. Ale to tylko kolejny wysoki człowiek z pomarszczoną twarzą. Mężczyzna uśmiechnął się i do niego pomachał. Harry uznał, że jest nudny i powrócił do uderzania.
Następnie człowiek zrobił podłogę mokrą. Nos Harry'ego zmarszczył się, kiedy do jego nozdrzy doszedł zapach cieczy. Mężczyzna rozlewał śmierdzące coś wszędzie po pokoju, aż w końcu tylko schody znajdujące się za dzieckiem pozostały suche. Harry'emu nie podobało się to coś i chciał odczołgać się do innego pokoju, ale mężczyzna kucnął przed nim i wyjął coś z kieszeni.
Uśmiechnął się do Harry'ego i potarł to małe coś o pudełeczko i nagle pojawiło się niewielkie czerwone światełko na końcu małego patyczka. Zamigotało i zatańczyło jakby było żywe. Harry nigdy wcześniej nie widział czegoś tak pięknego. Poczuł się bardzo zawiedziony, kiedy mężczyzna dmuchnął i to małe światło zniknęło.
Ale wtedy dał pudełeczko Harry'emu i ten z zapałem wyjął mały patyczek i zaczął pocierać nim o pudełeczko. Zajęło mu kilka prób, ale światło w końcu się pojawiło. Mężczyzna uśmiechnął się i znowu mu pomachał, nim wyszedł do innego pokoju. Harry'ego nie obchodziło, gdzie poszedł, był już zajęty swoją nową zabawką.
Niestety światełko umierało, ilekroć poruszał patyczkiem i musiał brać nowy, i znowu pocierać nim o pudełeczko. W końcu zrozumiał, że nie powinien machać patyczkiem wokół, tylko trzymać go w bezruchu.
Zaciekawiony patrzył, jak światło przesuwało się w dół patyczka, pozostawiając czarny ślad za sobą. Kiedy sięgnęło jego palców, ostry ból popłynął do jego mózgu i puścił patyczek, ten upadł na podłogę. Nagle duże czerwone światło pojawiło się tuż przed nim. Harry momentalnie zapomniał o bólu i klasnął podekscytowany.
Światło szybko rozprzestrzeniało się po pokoju i Harry'emu nie podobało się, jak robiło się coraz cieplej i cieplej. Pamiętał, jak małe światło bolało i zaczął bać się ryczącego dużego światła. Nagle znajdowało się wszędzie i słyszał jak jego mama krzyczy w pokoju obok niego. Jego nos i gardło bolały, więc kaszlnął tak mocno, jak wtedy gdy wymiotował, chociaż nie lubił wymiotować.
Słyszał jak ludzie krzyczą i krzyczą, ale nie mógł nic zobaczyć poza czerwonym światłem. Słyszał jak mamusia krzyczy jego imię znowu i znowu, i teraz naprawdę się bał, nie podobało mu się już dłużej światło, w pokoju zrobiło się strasznie gorąco i bolało go gardło.
Jakoś zmusił się do raczkowania w stronę schodów. Poczuł, że na nich było chłodniej, więc zaczął wspinać się na kolejne stopnie.
Znowu kaszlnął; oddychanie było naprawdę ciężkie, a do tego jeszcze cały czas słyszał krzyk mamy: HarryHarryHarry!
W końcu udało my się dostać trochę mniej drapiącego powietrza do płuc i instynktownie odkrzyknął: mamusiumamusiumamusiu!
Miał niemal rok, ale to było jego pierwsze słowo.
Słyszał szloch mamusi.
Nie lubił tego dźwięku.
.
.
.
Kiedy przybył Snape, Tom i Dumbledore już tam byli.
Późno. Za późno. Nienienienienie. To nie mogła być prawda, nie mogła…
A potem zobaczył ogień. Wielkiego, bezwzględnego, morderczego potwora. Laboratorium było już kompletnie spalone. Mężczyzna opadł na ziemię i zaczął bezwstydnie płakać.
Dobiegł go głos Dumbledore'a jakby z oddali, mówiący do chłopca Meropy, by ukoić go słodkimi słówkami.
Wszystkim, co Snape wiedział o Tomie, było tylko, że ten nigdy nie poznał swego biologicznego ojca. Mieszkał z Meropą, jej bratem i obelżywym ojcem, nim ta w końcu zdecydowała się zabrać syna i wyjechać. Początkowo nie mieli nic. Dla Toma matka była wszystkim.
Snape pomyślał o mamie Toma i Lily, badaniach, które teraz wszyscy stracili, a nawet o Jamesie. Pod wpływem dobiegających do jego uszu słodkich słówek Dumbledore'a, zwrócił wszystko, co miał w żołądku.
Służby specjalne takie jak ambulans czy straż pożarna zaprzestały działań już jakiś czas temu. Cały dzień zajęło im, by ugasić ogień, szczególnie, że ten rozprzestrzenił się na sąsiednie domy.
Niby cudem – o którym Severus wiedział, że takowym nie był – udało im się znaleźć nienaruszony fragment taśmy z monitoringu. Obejrzeli ją w trójkę
Większość nagrania była wygodnie zniszczona, ale kilka klatek zupełnie nienaruszonych. Pokazywały małego Harry'ego bawiącego się zapałkami i później upuszczającego jedną z nich. Po tym taśma stawała się niewyraźna, dopóki ogień już nie zajął całego pokoju.
Był to salon i nie było z niego innego wyjścia, co znaczyło że wszyscy musieliby przejść przez ten pokój, by się wydostać. Ogień rozprzestrzeniał się strasznie szybko; Lily, James i Meropa nie mieliby szansy uciec. Harry mógłby, gdyby nie był małym dzieckiem, który nawet jeszcze nie umiał chodzić.
Wszędzie szukano chłopca, podpierając się słabą nadzieją, że jednak udało mu się uciec płomieniom. Jednak nigdy nie odnaleziono nawet śladu jego obecności.
Severus doskonale wiedział, w jaki sposób zapałki trafiły w ręce Harry'ego, ale Tom nie.
Snape podążał za Dumbledore'em jak we śnie. Nic, co czuł, nie było prawdziwe, nawet jego żal. Zatrzymał się w przejściu i spojrzał na Toma.
Niewinna twarz chłopca była wykrzywiona przez demoniczny grymas. Odtwarzał i odtwarzał moment, w którym Harry upuszcza zapałkę.
Był ucieleśnieniem upadłego anioła.
