Rozdział 8
Dziś zostawił Harry'ego pod opieką najmłodszego, męskiego potomka Artura Weasley'a. Gdyby nie to, że musiał przygotować w trybie pilnym eliksiry do skrzydła szpitalnego, to nie spuściłby gówniarza z oczu. Dobrze, że była z nim Granger, ta nie pozwoli by jakiś głupi pomysł Ronalda został zrealizowany. Cóż, ona jako jedyny Gryfon może poszczycić się resztkami zdrowego rozsądku. A gryfońskie pomysły przyprawiały go o palpitacje serca. Latanie na miotle nad środkiem jeziora i drażnienie wielkiej kałamarnicy – Black! Granie w zbijaka z Wierzbą Bijącą – Black! Zrzucanie z sowiarni nowego produktu braci Weasley, czyli kulek zmieniających kolor włosów – Black! Dobrze, że bliźniaki mieli w swoim asortymencie snape'owską czerń. Traktowanie przemienionego wilkołaka jak kucyka – Black! Chociaż w jego prywatnej skali idiotyzmu, to podopieczni Helgi Hufflepuff zajmowali zaszczytne pierwsze miejsce. Severus miał już dość zawałów na całe życie. Jeden mu absolutnie wystarczy.
Wtedy bachorem zajmowała się Hanna Abbott. Dziewczyna do końca swego marnego życia zapamięta, że opiekując się dzieckiem nie poprawia się makijażu. Gdy ta była zajęta, Harry wybrał się na swój zwyczajowy spacer po zamku. Po dziś dzień, nikt nie wie w jaki sposób chłopiec z trzeciego piętra dotarł na Wieżę Astronomiczną w dziesięć minut i jak wspiął się na gzyms, nie mówiąc o przełamaniu barier. Snape patrolujący wtedy błonia, zamarł słysząc jego krzyk i widząc małe ciało lecące w dół. Za to Harry, przestraszywszy się pędu, otoczył się swoją magią i jak gdyby nigdy nic, po dotarciu do ziemi, odbił się od niej kilka razy, za nim wylądował delikatnie, śmiejąc się na cały głos.
Severus nie był jedynym, który tego dnia wypił eliksir uspokajający, przekraczając zalecaną dawkę.
Mistrz Eliksirów wyprostował się i przeciągnął. Ostatni kociołek eliksiru pieprzowego był gotowy. Zgasił pod nim ogień i jeszcze gorący płyn przelał do fiolek. Później skrzaty zaniosą go Poppy. Potarł skronie i zmrużył oczy, pracował spokojnie przez kilka godzin, czyli coś było nie tak. Weasley musiał pozwolić dzieciakowi zasnąć, tylko to tłumaczyło, że nikt się w tym czasie do niego nie dobijał. Nie potrafił już zliczyć, ile razy się zdarzyło, że gdy on warzył, któryś z uczniów wpadał do laboratorium, nie przejmując się pukaniem, krzycząc że: Harry lewituje pod sufitem, Irytek lata z nim po zamku i śpiewa nieprzyzwoite piosenki, które o zgrozo, bachorowi się podobają, albo że po prostu zniknął. Długo z Flitwikiem debatowali nad tym, czy idealnie rzucone zaklęcie kameleona można jeszcze nazwać przypadkową magią, czy jest to już świadome działanie. Choć skąd niby chłopak miałby znać tak zaawansowane zaklęcia. Cóż, jeśli Ronald Weasley pozwolił Harry'emu teraz się wyspać, to jego szlaban przeciągnie się aż do wieczora. On nie ma zamiaru zabawiać dzieciaka, aż ten się zmęczy i zaśnie. Z takim postanowieniem ruszył do Wielkiej Sali.
Obiad powoli dobiegał końca, gdy do Sali weszło trio Gryffindoru. Wróć, brakowało Pottera. Przeleciał wzrokiem po innych osobach, które mogły go sobie przygruchać. Ginewra rozmawiała z Thomasem, chłopak dość żywo gestykulował więc najprawdopodobniej sprzeczali się o zagrywki w quidditchu. Longbottom jadł czytając kolejną książkę z zielarstwa. Lovegood siedziała wśród drugorocznych Puchonów i coś im opowiadała. Draco spiskował z Parkinson, później będzie musiał dowiedzieć się na jaki temat. Chang plotkowała z Edgecombe. Wszystko w jak najlepszym porządku, a po bachorze ani śladu. Nie siedział na środku sali, nie raczkował pod stołami, ani nie dreptał wzdłuż nich. Severus zgrzytnął zębami, gdzie na Slytherina oni zgubili to dziecko i czemu jakoś nie wyglądali na zbytnio tym faktem przejętych. Dwoma szybkimi łykami dopił swoją herbatę, wstał od stołu i skierował się do młodych lwów. Pierwszy zauważył go Longbottom i próbował dyskretnie dać znać Weasley'owi, by ten przerwał swój wywód.
– ... i wtedy ten tłustowłosy Nietoperz nachylił się nad kociołkiem, a... – Ron kopnięty pod stołem urwał w połowie. – Ej, za co to?
– Proszę mówić dalej, panie Weasley, ja również chętnie się pośmieję.
Uwielbiał oglądać uczniów, gdy przyłapywał ich w chwilach takich jak ta. Pociecha Molly i Artura poczerwieniała, upodabniając się do dojrzałego pomidora, spuściła głowę i zaczęła coś mamrotać pod nosem. Ale dość już tego przedstawienia, musiał przejść do sedna sprawy.
– Gdzie jest Potter?
Główna dwójka zainteresowanych spojrzała po sobie i niepewnie odwróciła się do niego.
– Z Syriuszem? – odrzekła niepewnie dziewczyna.
– Pani mnie pyta, panno Granger, czy odpowiada na moje pytanie?
– No, Łapa, to znaczy Syriusz zabrał go na spacer. Mówił, że pan o tym wie, profesorze.
Snape ścisnął nasadę nosa, Merlinie broń go przed Gryfonami.
– A czy nie przyszło panu przypadkiem do głowy, panie Weasley, by poinformować mnie o tym drobnym fakcie, zrzucenia przez pana na kogoś innego swojego szlabanu? Tym bardziej, że tym kimś jest niezrównoważony psychicznie, zapchlony Syriusz Black?
Zamknął oczy, wdech, wydech, wdech, wydech. Black porwał Harry'ego. Cóż, spodziewał się tego, nie myślał tylko, że kundel zacznie działać tak szybko. Spojrzał w oczy rudzielca i użył leglimencji. Prędko odnalazł wspomnienie dzisiejszego popołudnia.
Black czekał na nich praktycznie u samego wejścia do lochów. Sprytne.
– Ron, Hermiona! Co za spotkanie! Właśnie szedłem do Snape'a, by zobaczyć mojego szczeniaka – wyszczerzył się radośnie i poklepał oboje po plecach.
– W tej chwili zabieramy Harry'ego do wieży. Chcesz iść z nami? Niby to wbrew zasadom, ale myślę, że dyrektor przymknie oko – mrugnęła do niego Granger. – A tak w ogóle, to co u ciebie i Remusa? Dawno się nie odzywaliście, w szkole też was ciężko złapać, gdy już się pokażecie.
No, no Hermiona Granger namawiająca kogoś do łamania regulaminu, to dlatego trafiła do Gryffindoru, na Ravenclaw jest za mało szlachetna. Black zrobił smutną minę.
– Chciałbym, ale przyszedłem by zabrać Harry'ego na spacer do Hogsmeade. Już dawno ustaliłem to z Nietoperzem. Miałem szczeniakowi kupić kilka nowych rzeczy.
Aha, w tym momencie Ronald zwęszył swoją szansę.
– Jasne, Syriuszu!
– No nie wiem, Ron. Snape nic nam o tym nie mówił. Przecież by nas uprzedził.
W kimś odezwała się stara, dobra panna wiem-to-wszystko.
– Daj spokój, Hermiono. Tłustowłosy Nietoperz nienawidzi Łapy i wszystkich Gryfonów razem wziętych. Specjalnie nic nie powiedział, by Syriusz pobiegał po zamku, za nim znajdzie Harry'ego.
Weasley podał Blackowi bachora. Severus nie musiał nic więcej wiedzieć. Opuścił umysł gówniarza i zacisnął usta, patrząc się na niego nienawistnie.
– Coś się stało, Severusie? – w międzyczasie McGonagall przyszła bronić swoje małe lwiątka.
– Nic, jeśli nie liczyć porwania jednego ucznia – sarknął.
Dzieciaki zbladły.
– To jednak nie był Syriusz?
– Kto został porwany, mów jaśniej Severusie.
– To jak najbardziej był Black – Snape wciąż nie odrywał oczu od Weasley'a. – Minus pięćdziesiąt punktów od Gryffindoru za opuszczenie szlabanu i minus piętnaście za wyjątkową głupotę.
- Severus!
– Minerwo, twój Gryfon pozwolił właśnie Syriuszowi Black porwać ze szkoły Harry'ego Pottera. A teraz wybacz mi, muszę zacząć poszukiwania.
McGonagall aż sapnęła z oburzenia, ale nic więcej nie powiedziała. Spojrzała z naganą na swoich wychowanków i odeszła od ich stołu w kierunku wyjścia z Wielkiej Sali. Mistrz Eliksirów zakładał, że właśnie udała się do gabinetu dyrektora. Sam zaś ruszył do swoich komnat.
Gdy tylko przekroczył próg gabinetu i zatrzasnął za sobą drzwi, namierzył bachora. Uśmiechnął się z przekąsem, gdy zaklęcie wskazało mu Grimmauld Place 12. Już dawno rzucił na Harry'ego czar śledzący, obejmujący swym zasięgiem Anglię, Walię, Szkocję i Irlandię. W końcu spontaniczna aportacja, to u dzieci nic nadzwyczajnego, choć raczej smarkacze lądują na najbliższym dachu lub drzewie, ale jeśli chodzi o Pottera, to nic nie jest przesądzone. Historia Hogwaru, Historią Hogwartu, a bariery i tak działają jak chcą, gdy chodzi o dzieciaka.
Severus przeszedł do salonu i rozsiadł się w fotelu. Przez kilka godzin będzie miał trochę ciszy i spokoju.
- Zgredku!
Skrzat pojawił się przed nim i skłonił.
– Co Zgredek może zrobić dla profesora eliksirów Snape'a, sir?
– Masz udać się na Grimmauld Place 12 i dyskretnie obserwować Harry'ego. Pilnuj, by nie działa mu się krzywda. Jeśli coś się stanie, reaguj natychmiast i sprowadź chłopca do zamku. Do mnie.
– Dla panicza Harry'ego Pottera wszystko, sir!
Pop i skrzata już nie było. Teraz pozostało mu poczekać, aż bachor pokaże na co go stać i kundel znudzi się bawieniem w ojcostwo. Praktycznie, nie mógł się już doczekać, powrotu Harry'ego do domu. Przywołał do siebie karafkę z winem i nalał trochę do kieliszka. Odrobina alkoholu po obiedzie w dzień wolny od pracy, od jak dawna już tego nie praktykował? Jego ciche rozważania nad kieliszkiem zakłóciły zielone płomienie w kominku i twarz Albusa pojawiająca się w nich. Wzdrygnął się, ten widok budził w nim złe skojarzenia.
Boże Narodzenie w Hogwarcie zawsze przyprawiało go o ból głowy. Choć ilość dzieciaków w zamku była do zniesienia, to Albus kręcił się wokół niego, robiąc więcej zamieszania niż wszystkie bachory razem wzięte. Och, na Slytherina, czemu wszystkie węże nie mogły wypełznąć do swoich rodzinnych gniazd. Przeniósłby się podczas przerwy świątecznej do Malfoy'ów i miał święty spokój. Od kiedy tym dzieciakom aż tak bardzo zależało na nauce do SUMów i OWTMów.
Głowa dyrektora w jego kominku mówiła radośnie coś o choince i Harrym. Naprawdę, jakby takiemu malcowi zależało na takich rzeczach jak drzewka czy świecidełka. On nie pozwoli sprowadzić do swego domu tego zielonego cholerstwa. Ostatecznie, mała choinka przyozdobiona w złoto i srebro stanęła w kącie salonu, Harry był szczęśliwy siedząc pod nią i rozrywając na strzępy papier po prezentach. Severusa zaś był zdumiony, że wśród paczek znajdujących się pod igliwiem znalazł kilka ze swoim imieniem.
Jedynym pocieszeniem był brak kundla i wilkołaka, którzy obecnie znów byli poza Anglią i ścigali zbiegłych Śmierciożerców. Cóż, Black dość szybko stracił zapał do opieki nad bachorem, kiedy okazało się, że wiąże się to z czymś więcej niż tylko ciągłą zabawą. Dodatkowo, zmniejszało to ilość niebezpieczeństw czyhających na dziecko. Przebywając z Blackiem chłopak był bardziej zagrożony, niż stojąc przed Czarnym Panem. Gad próbował go zabić tylko za pomocą Avady, kundel był bardziej twórczy. A Severus był pewny, że Lupin nie opowiedział mu o wszystkich wypadkach, które się wydarzyły w czasie, gdy oni zajmowali się Harrym. Jakoś nie mógł sobie wyobrazić, jak maluch może wyśliznąć się z ręcznika podczas wycierania go po kąpieli. Dobrze, że magia Pottera działała bez zarzutu i ochraniała go przed skutkami tej wątpliwej jakości opieki. I co najważniejsze, bachor nadal nie mógł zasnąć bez obecności Mistrza Eliksirów. Dlatego też, gdy Harry zostawał na cały weekend z Blackiem, Severus pojawiał się wieczorem na Grimmauld Place, by uśpić małego, a następnie wracał do Hogwartu. Jednak, po kilku razach, gdy magia Pottera burzyła się w nocy, chłopak przestał nocować poza domem. Albus w tym temacie rozkładał ręce. Nie znalazł pisemnej kopii przyrzeczenia, a nawet wspomnienie tamtego wydarzenia nie pozwoliło mu wysnuć jakiś wniosków. Za to jego oczy żywo migotały, gdy tylko widział Harry'ego w ramionach Snape'a.
– Severusie, Minerwa właśnie mi przekazała, że Harry został porwany. Czy to prawda?
– Tak, wszystko się zgadza.
– Wyglądasz na wyjątkowo spokojnego – dyrektor rozpogodził się widząc swojego Mistrza Eliksirów zrelaksowanego. – Czyżbyś już wiedział, gdzie Syriusz go zabrał?
– Są w siedzibie rodowej Blacka. Spodziewam się, że za jakieś trzy godziny Harry wróci do zamku.
– Dobrze – Albus westchnął lekko. – W razie jakichkolwiek kłopotów, poinformuj mnie natychmiast.
– Oczywiście dyrektorze.
Połączenie zostało przerwane. Severus zakołysał czerwonym płynem w kieliszku i uniósł jeden kącik ust. Głupota Blacka była porażająca.
Mistrz Eliksirów, korzystając z chwili spokoju, warzył jeden z eksperymentalnych eliksirów, z którym mieli problem bliźniaki Weasley, gdy w jego salonie rozległo się głośne pop i szloch dziecka.
– Harry… – wyszeptał cicho, zgasił ogień pod kotłem i wytarł ręce. Następnie szybkim krokiem ruszył do pokoju.
Zgredek delikatnie kołysał chłopca i coś do niego mamrotał. Dzięki Merlinowi, dzieciak nie wyglądał na rannego. Gdy tylko przekroczył próg, skrzat spojrzał się na niego.
– Profesor eliksirów Severus Snape, Zgredek zrobił jak mu kazano, sir. Sprowadziłem panicza Harry'ego Pottera do zamku, sir!
– Dobrze, co się stało Zgredku? – Severus podniósł dziecko, które rozpaczliwie wczepiło się w jego szatę. – Czemu Harry tak płacze?
– Sir, Lord Black zostawił panicza Harry'ego Pottera samego w domu, tylko pod opieką Stforka, sir. Panicz zaczął chodzić po domu i wszedł do jednego z pokojów. A tam były straszne rzeczy – skrzat dodał prawie szeptem, a jego oczy rozszerzyły się w panice. – Ale Zgredek zdążył na czas i zabrał panicza do Hogwartu, sir.
Mistrz Eliksirów uniósł brew i potrząsnął głową. To nie był odpowiedni czas, by myśleć co takiego przeraziło tego bachora i jego szalonego skrzata.
– Bardzo dobrze, poinformuj dyrektora, że Harry jest ponownie w szkole i możesz wracać do swoich obowiązków.
– Tak jest sir, profesor eliksirów Snape niech teraz zajmie się paniczem.
Z cichym pop stworzenie zniknęło, pozostawiając lekko zdezorientowanego Severusa.
– Uspokój się Harry, jesteś już w domu.
- Tata?
– Tak, tata.
Potter spojrzał na niego załzawionymi oczami i pociągnął nosem. Severus przytulił mocniej roztrzęsionego chłopca. Ciepła kąpiel i butelka mleka powinny ukoić nerwy malucha. Niech Dumbledore zajmie się Blackiem.
~ II ~
N/A: Po długiej przerwie pojawia się kolejny rozdział. Nie bójcie się, nie porzuciłam historii, po prostu normalne życie mnie wciągnęło i nie miałam czasu na pisanie. Nie mogę obiecać, że kolejna część pojawi się za tydzień (albo za dwa), ale z pewnością się pojawi. Mam rozpisany plan całego opowiadania, więc kiedyś zostanie ono zakończone.
Dziękuję za wszystkie miłe komentarze. Hurtem może odpowiem na wszystkie, które uzbierały się od połowy sierpnia.
onedirection695 – cóż, zgadzam się, Snape jeśli chce może być wspaniałym ojcem, a co do Syriusza... pewnie też mógłby nim być, gdyby miał szansę dorosnąć. Ale to już jest inna historia.
anveitta – dziękuję, weny nigdy za mało. Cieszę się, gdy mogę przeczytać, że komuś podoba się to co piszę. :)
FrejaAleeera1 – James z pewnością cieszy się, że Harry znalazł kogoś, kto się nim zaopiekuje i da mu choć namiastkę prawdziwej, kochającej rodziny. Ale trzeba pamiętać, że Severus to Severus. On ma swój własny pogląd na życie. ;)
ChiekoHana – nie zgubiłam rozdziału, Snape nie był na święta u Malfoy'ów, więc wszystko jest jak trzeba. Cóż, dziecku jest łatwiej powiedzieć "tata" niż "nietoperz". ;)
miśqa – Harry rośnie, a właściwie to ma takie zrywy w rozwoju. Z tego też powodu jego wiek fizyczny i psychiczny nie do końca się pokrywają z normalnymi dziećmi. Harry musi być humorzasty, mając takiego tatę, toż to nie wypada inaczej. Starałam się jak mogłam, by scena w Wielkiej Sali nie była przesłodzona. Nie chcę, by to opowiadanie opływało w lukier, za to ma ukazywać tworzącą się więź między dwójką głównych bohaterów.
GGG – cieszę się, że Ci się podoba i mam nadzieję, że jednak uda mi się w którymś momencie Cię zaskoczyć.
Anuii – jestem szczęśliwa, że Ci się podoba. Staram się, by w każdym rozdziale pojawił się jakiś akcent humorystyczny, więc jeśli się śmiejesz, to dobrze. Co do weny, to tej nie brakuje, gorzej z czasem, mimo wszystko nigdy za mało życzeń odnośnie tej kapryśnej pani.
