Rozdział 8
Harry obudził się drżący i spocony, z kocem zaplątanym wokół stopy. Spróbował wstać z łóżka, ale kiedy usiadł, jego żołądek zawirował i chłopiec zwymiotował na przykrycia. Głowa mu pękała, co czyniło logiczne myślenie niemal niemożliwym. Chciał Severusa, potrzebował Severusa, ale nie był w stanie po niego iść.
- Chrissie – zawołał słabo. Mały skrzat pojawił się w pokoju i spojrzał na swojego pana. W jej oczach pojawiło się zmartwienie, lśniło naiwne życzenie, aby jej pan poczuł się dobrze. Obrzuciła spojrzeniem jego rozpaloną twarz i bez zbędnych słów zniknęła, by sprowadzić Severusa.
Mistrz Eliksirów był w swoim laboratorium, przeklinając na nieudaną próbę uwarzenia eliksiru, który właśnie wybuchnął. Mieszanie mugolskich leków z magicznymi eliksirami ciągle udowadniało mu jak bardzo jest skomplikowane, a Severus miał coraz mniej czasu. Jego myśli przerwało nagłe pojawienie się Chrissie.
- Lepiej, żeby to było coś ważnego, Chrissie – warknął. Mały skrzat dygnął lekko. Nie przejęła się tym – była przyzwyczajona do ognistego temperamentu swojego pana.
- Młody panicz znowu źle się czuje, sir – powiedziała. Severus przeklął i po upewnieniu się, że podczas jego nieobecności, kociołek nie wysadzi laboratorium w powietrze, pobiegł do pokoju Harry'ego. Kiedy tylko tam dotarł, od razu podszedł do chłopca. Dziecko zmoczyło się w łóżko i ubrania, a jego oczy błyszczały w gorączce.
- Severus – powiedział słabo Harry. Severus położył rękę na jego ramieniu.
- Ciii, wszystko będzie dobrze – uciszył go.
- Przepraszam – wymamrotał Harry i łzy zaczęły niekontrolowanie spływać po jego twarzy.
- Za co przepraszasz, Harry? – zapytał Severus.
- Prze… przepraszam za… ubrudzenie koców i u… ubrań – powiedział, a jego płacz przerodził się w szlochanie. Severus poczuł jak wzbiera się w nim gniew. Chłopiec nie wiedział, że bycie chorym to nie jego wina.
- Nie możesz nic poradzić na to, że źle się czujesz. Nie jestem na ciebie zły – powiedział, podnosząc dłoń do twarzy Harry'ego i delikatnie wycierając łzy z jego policzków. Wyjął swoją różdżkę i krótkim machnięciem wyczyścił przykrycia i ubrania chłopca. Potem wziął go na ręce. Dziecko było rozpalone i w Severusa nagle uderzyła fala strachu, że może je stracić. Wezwał Chrissie, która zaraz potem pojawiła się w pokoju.
- Co Chrissie może dla pana zrobić?
- Idź i przynieś mi eliksir obniżający gorączkę z szafki opisanej imieniem Harry'ego w moim laboratorium, potem wezwij panią Pomfrey. – Skrzat kiwnął głową i zniknął zostawiając zmartwionego Severusa z raczej przestraszonym Harry'm. Mężczyzna przeszedł do łazienki i odkręcił chłodną wodę. Kiedy wanna napełniała się, wrócił do pokoju Harry'ego, gdzie rozebrał go i podniósł na ręce. W drodze do łazienki chłopiec trzymał się go kurczowo, jakby od tego zależało jego życie. Nie chciał żeby Severus go zostawił.
- Nigdzie się nie wybieram – powiedział mężczyzna, całując czoło Harry'ego. W łazience wsadził go do wanny, co spotkało się ze słabym protestem.
- Zimno mi.
- Wiem Harry, ale musimy obniżyć gorączkę – odpowiedział. Harry zaczął płakać, więc mężczyzna wezwał eliksir uspokajający z szafki z lekarstwami, prosząc Harry'ego, żeby go wypił. Chłopiec uspokoił się, ale nadal wyglądał okropnie. Severus poczuł ulgę słysząc kroki pani Pomfrey na schodach i w pokoju dziecka.
- Co z nim, Severusie? – zapytała pielęgniarka, już rzucając na chłopca zaklęcia diagnostyczne. Podała mu eliksir obniżający gorączkę, ale nie wyglądało na to, żeby pomógł on dziecku.
- Obawiam się, że poza zadbaniem, żeby było mu wygodnie, jedyne, co możemy zrobić, to mieć nadzieję, że poczuje się lepiej – powiedziała pani Pomfrey.
- Musimy mu jakoś pomóc – zaprotestował Severus. Pielęgniarka widziała, że tak jak i ona mężczyzna był bliski załamania.
- Niech zostanie w wannie jeszcze przez piętnaście minut. Możesz dalej podawać mu eliksiry. Rano skontaktuje się z doktorem Petersonem i może on poleci nam jakieś mugolskie środki leczenia. – Severus przytaknął. Pomfrey wstała, kierując się do wyjścia.
- Rano przyślę kogoś, kto zajmie się Harry'm. Musisz wrócić do swoich poszukiwań. Miejmy nadzieję, że potrafisz go uratować.
- Przyślij Minerwę. Nie sądzę, żebym wytrzymał teraz z Albusem, a jej obecność będzie znośna. – Pielęgniarka skinęła głową, jeszcze raz spojrzała na Harry'ego i wyszła. Modliła się żeby Severus był w stanie wyleczyć chłopca. W innym razie, czarodziejski świat będzie musiał znaleźć sobie innego wybawcę.
Mężczyzna przez całą noc siedział przy łóżku chłopca, co jakiś czas przemywając jego twarz chłodnym ręcznikiem. Kiedy dziecko poruszało się niespokojnie we śnie, nękane koszmarami lub strachem spowodowanym gorączką, brał je na ręce i kołysał delikatnie, aż chłopiec się uspokoił. Świtało, kiedy Harry się obudził
- Gorąco mi – powiedział. Spróbował wstać, ale jego ciało było zbyt słabe.
- Nie ruszaj się, Harry – powstrzymał go delikatnie Severus.
- Niedobrze mi – ostrzegł. Severus wyczarował miskę, ale żołądek chłopca był pusty i nie miał czym zwymiotować. To zmartwiło Mistrza Eliksirów jeszcze bardziej.
Odezwał się dopiero, kiedy Harry położył się z powrotem na łóżku.
- Będę musiał cię zostawić i popracować nad twoim eliksirem. Przyjdzie posiedzieć z tobą Minerwa McGonagall. Jest nauczycielką w Hogwarcie, zajmie się tobą. – Severus delikatnie pogłaskał łysą główkę chłopca.
- Przyjdziesz, jeśli będę cie potrzebował – powiedział cicho Harry. Severus przytaknął.
- Zawsze będę tu dla ciebie, Harry – powiedział. Chwile potem usłyszał kroki na schodach. Nauczycielka transmutacji przybyła.
- Jak on się dzisiaj czuje? – zapytała.
- Gorączka obniżyła się nad ranem, ale teraz znowu zaczęła wzrastać. Boję się, że jeśli szybko czegoś nie znajdę, on długo nie wytrzyma. – Oczy McGonagall wypełniły się łzami, ale nauczycielka szybko opanowała się, nie chcąc, by Harry widział ją w takim stanie.
- Idź pracować. Jeśli Harry będzie cię potrzebował, albo jeśli coś się zmieni, dam ci znać. – Severus pokiwał głową i pochylił się, żeby pocałować Harry'ego w czoło.
- Wiesz jak mnie znaleźć – powiedział. Harry przytaknął rozespany i wtulił się w ciepłe koce, spokojny, że dopóki jest Severus, nic mu nie będzie.
oOoOo
Ranek przyszedł jasny i czysty, ale stan Harry'ego nie poprawił się. Severus robił dobrą minę do złej gry, ale tak naprawdę martwił się o chłopca. McGonagall wyszła niedługo po śniadaniu, ale zaraz potem pojawiła się Poppy z doktorem Petersonem.
- Jak się czuje młody Harry? – zapytał lekarz.
- Bez zmian – odpowiedział Severus. Poprowadził gości na górę, do pokoju chłopca, gdzie doktor podszedł do jego łóżka.
- Mogę pobrać mu krew? – zapytał. Severus przytaknął. Lekarz wyjął strzykawkę z torby i po upewnieniu się, że nie ma w niej powietrza, powoli kłuł ją w ramię Harry'ego. Kiedy pobrał tyle ile potrzebował, wyjął igłę i podał fiolkę pani Pomfrey.
- Domyślam się, że z magią będzie pani w stanie szybciej otrzymać wyniki – powiedział. Pielęgniarka uśmiechnęła się i machnęła różdżką nad fiolką. Po kilku sekundach, gdy w powietrzu pojawiły się liczby, obojgu zrzedły miny.
- Obawiam się, Severusie, że nie możemy już nic dla niego zrobić – powiedziała pani Pomfrey. – Rak dostał się do krwi i przestaje działać system immunologiczny. Potrzeba by cudu, inaczej chłopiec nie przeżyje jutra.
Severus przeniósł wzrok z Harry'ego na pielęgniarkę i lekarza, i poczuł gniew.
- Harry Potter nie umrze – powiedział. Odwrócił się na pięcie i z rozwianymi szatami, wybiegł do laboratorium. Zatrzasnął za sobą drzwi i zaczął gorączkowo poszukiwać lekarstwa. I nie zamierzał przestać dopóki go nie znajdzie.
