Do państwa Yukimurów poszli dopiero w sobotę po południu. Tak właśnie, poszli. Bo Scott uparł się, żeby zrobić z tego wielkie wydarzenie i zaangażować całe stado. Dlatego właśnie siedzieli teraz w przestronnym, urządzonym na japońską modłę salonie: główny zainteresowany, jego troskliwy alfa, nieco znudzona banshee, wcielone lisie bóstwo i jego równie niesamowita matka.

- Śmiało, częstujcie się herbatą - rzuciła pani Yukimura z przyjaznym uśmiechem. Jej oczy pozostały jednak chłodne, czujne, utkwione w Stilesie.

Jedynie wrodzona pogoda ducha powstrzymała chłopaka przez rzuceniem jakiegoś mało sympatycznego komentarza. Owszem, cynizm również był jego mocną stroną, ale wiedział, że nie wolno mu mieć nikomu za złe podejrzliwości. Chodziło przecież o Nogitsune.

Stiles posłusznie sięgnął po filiżankę z herbatą, domyślając się, że mieszanka ziół, z których została zaparzona, musiała mieć jakieś magiczne właściwości. Tak samo jak u Deatona musiał przejść test, zanim ktokolwiek uzna go za godnego rozmowy. Pociągając solidny łyk, przełknął również gorycz, jaką niosła ta nieufność. Sam sobie też przecież nie ufał.

Dopiero gdy odstawił opróżnione naczynie starsza Azjatka odprężyła się i powiodła wzrokiem po nastolatkach.

- Rozumiem wasz niepokój - zaczęła powoli - ale musicie wiedzieć, że dla mnie ta sytuacja jest równie tajemnicza, co dla was. Nie mam pojęcia, jak powinieneś się teraz czuć, Stiles. Wiele lat poświęciłam na szukanie słabych stron Nogitsune i ani razu nie natrafiłam na informację o kimkolwiek, kto przeżyłby opętanie.

- Zatem istnieje szansa, że to opętanie wcale się nie skończyło? - zapytała Lydia rzeczowym tonem. Piękna, inteligentna i bezwzględna - właśnie to Stiles zawsze w niej podziwiał. Może właśnie dlatego bez mrugnięcia okiem wybaczył dziewczynie tak brutalnie bezpośrednie pytanie.

- W najgorszym przypadku - owszem. Ale wydaje mi się, że gdybyśmy mieli do czynienia z Nogitsune, nie pozwoliłby nam tak szybko się o tym dowiedzieć.

- Zatem go nie ma, tak? - ucieszył się Scott, potrząsając lekko ramieniem Stilesa.

- Tego nie powiedziałam. - Pani Yukimura pospiesznie stłumiła ten wybuch nadziei. Zmarszczyła brwi, wyraźnie strapiona, po czym poprosiła: - Stiles, czy mógłbyś zajrzeć do swojej filiżanki?

Nastolatek nie miał pojęcia, w czym miałoby mu to pomóc, ale nie zamierzał poddawać w wątpliwość poleceń starej Kitsune. Mimo to, coś w jej głosie kazało mu mieć się na baczności. Dłonie zatrzęsły mu się lekko, gdy chwycił filiżankę i posłusznie zajrzał do środka.

Pobladł momentalnie i omal nie upuścił porcelanowego naczynka na podłogę. Słyszał zaniepokojone głosy przyjaciół, którzy błyskawicznie zorientowali się, że coś było nie tak. Najwyraźniej jednak nikt poza Stilesem i przyglądającą mu się uważnie Noshiko Yukimurą nie zdawał sobie sprawy z tego, co działo się z chłopakiem.

Wiedział, że to nie mogło dziać się naprawdę. A jednak to, co widział, wydało mu się zbyt realne, by całkowicie się od tego odciąć.

Na dnie filiżanki pojawiły się krople krwi; najpierw nieliczne, stopniowo zaczęły jednak przesłaniać kremową porcelanę i przelewać się przez pozłacaną krawędź na dłonie Stilesa, skórzaną sofę i drewnianą podłogę. W czerwonej tafli widział odbicie, swoje i nie swoje zarazem.

Błyszczące czarne oczy wpatrywały się w niego z tryumfem i wyczekiwaniem.