Rozdział zbetowany przez Himitsu, której serdecznie pragnę za to podziękować.
MadWoman98, od razu odpowiadam na pytanie - wszystkie miniaturki zostaną przetłumaczone, to po prostu kwestia czasu. Ostatnio miałam dość ciężkie tygodnie i bardziej skupiałam się na tym, aby dać radę wrzucić rozdziały niż na tym, aby przetłumaczyć miniaturkę. Teraz czasu będę miała trochę więcej, zatem w najbliższych tygodniach można spodziewać się kolejnej miniaturki :). Cieszę się, że podobała ci się rozmowa między Harrym i Tomem. Jousette, cieszę się, że byłam w stanie poprawić ci humor :). Co do łączenia się razem, to na ten temat się nie wypowiem, bo mam co do tego bardzo mieszane uczucia - z jednej strony chłopaki bardzo by do siebie pasowały, z drugiej bałabym się, że zniknie pomiędzy nimi ta magia (napięcie seksualne, jak kto interpretuje...), którą teraz można wyczuć. Kraken, Lestrange zawsze był bardzo zaślepioną postacią. Bo on nie jest do końca zły, po prostu... nie zauważa prawdy. Takie przynajmniej jest moje zdanie :). I zgadzam się z tobą, Lestrange zrobił wszystko absolutnie nieporadnie. Co natomiast tego, że Tom jest biedny - może trochę. Ale przecież nie musiał godzić się na to... spotkanie, randkę, cokolwiek :). Nie potrafię natomiast powiedzieć, co Tom zrobiłby, gdyby od początku wiedział w co sie pakuje - czy czułby coś w rodzaju zaborczości i pozostał przy swoim planie, czy uznał to za zbytnią słabość i uciekł gdzie pieprz rośnie. Jak ty myślisz? ;) Mahakao, miło mi słyszeć, że rozdział wywołał u ciebie dobry nastrój - tak akurat przed egzaminem ;). I jak poszło? Co do przystosowania Harry'ego - Potter naprawdę jest dość sprytny, bez względu na to, co się o nim mówi. Przez całe życie żył (i przeżył) z mugolami, którzy nim gardzili i potem nagle został wrzucony do świata pełnego magii, w którym jeszcze do tego wszystkiego jest znany. I przystosował się do tego bardzo dobrze. Harry potrafi przystosować się do tego, co przyniesie los. Star1012, myślę, że masz rację, rzeczywiście bez względu na to, co się wydarzy, w życiu Harry'ego zawsze obecny jest Riddle. Bardzo cieszę się, że tak bardzo podoba ci się to opowiadanie i to jest dla mnie najważniejsze :). Czytadlo, Harry po prostu jest jeszcze tak strasznie nieporadny w tych wszystkich gierkach, nie można mieć mu tego za złe ;). To, jaką maskę przyjmie Tom tym razem, dowiesz się dzisiaj i ciekawa jestem, co będziesz o tym sądziła :). neko246, taak, Harry uczy się bardzo powoli i, niestety, na własnych błędach - w takim przypadku wpadki są konieczne ;). Seshi, spotkanie już dzisiaj, zatem o nim nic nie będę mówiła. Jego zwolennicy nie mają za bardzo nic do gadania w tej kwestii - Tom z natury robi to, co chce, nie licząc się ze zdaniem kogokolwiek innego ;). Evolution, część druga i nie ostatnia ;). Co się tyczy miłości - to ładne uczucie. Trudne, irytujące, ale przyprawiające o szczęście. Co natomiast tyczy się obecności Cygnusa u boku Toma - chłopak jest przydatny. Całkowicie zapatrzony w Toma (nie zapominajmy, że to manipulacje Toma sprawiły, że Lestrange się w nim zakochał), a zatem wypełniający wszystkie jego rozkazy. Widzę jednak, że jego fragment w rozdziale wywołał u ciebie wiele emocji i, wiesz, cieszę się z tego :). Zachowanie Harry'ego, zgadzam się, nie było najmądrzejsze... I nie mogłam nie uśmiechnąć się, kiedy czytałam twoją wypowiedź na temat plotek o ich spotykaniu się :). Co do spotkania - zobaczysz dzisiaj. A tłumaczyć, jak tłumaczyć, sprawia mi to przyjemność, zatem nie ma za co dziękować ;). ozi, myślę, że w pewnym sensie rozumiem twój stosunek do Lestrange'a :). Cieszę się, że cierpliwości ci nie brakuje, bo na wężoustość chwilkę jeszcze poczekać będzie trzeba. Ale sądzę, że warto. Gościu, to z pewnością coś, co jest dla niego bardzo charakterystyczne. Tłumaczenie ich jest trochę bardziej denerwujące niż reszty rozdziałów, bo nasz kochany Tom stosunkowo często używa gry słów... Lauviah, za brak polskich znaków nie masz co przepraszać ;). Nie mogę nie zgodzić się z tym, że Lestrange jest strasznie naiwny. Zaślepiony. Czasami naprawdę jest mi go żal... No tak, Harry sam wkopał się w to wszystko - chłopak po prostu ma talent ;). AyoAdanna, cieszę się w takim razie, że rozdział ci się spodobał :). Ja sądzę, że Harry mimo wszystko dawał radę w nadążaniu za Tomem - o czym zresztą (spojler dla ludzi, którzy nie czytali "Ulubieńca!) myślę, że widoczne jest przez sam fakt tego, iż to jego plan wygrał. Nie Toma, Voldemorta lub Dumbledore'a, a właśnie Harry'ego. Czy coś takiego byłby w stanie osiągnąć Harry, którego obecnie widzimy w "Graczu"? Nie sądzę :). Ale kwestia może być sporna, masz rację :).
Wszystkim z całego serca dziękuję za komentarze, które czytało mi się z przewielką przyjemnością. Bardzo cieszę się, że tak wiele osób chce dzielić się ze mną opinią na temat przeczytanego rozdziału i naprawdę bardzo dziękuję, że to robicie.
Miłego czytania!
Gracz Przeszłości
Rozdział siódmy
Harry'ego ogarnęło niezwykle nieprzyjemne uczucie, kiedy następnego ranka stanął twarzą w twarz z Imogen i Rogerem – oboje zachwyceni byli tym, że udało im się przekonać go do tego, aby spędził z nimi weekend.
Nie byli jednak równie uradowani faktem, że dołączy do nich Tom Riddle i natychmiast popadli w ogromne poddenerwowanie, chociaż ich niezadowolenie nie było tak duże, jak w głębi duszy pragnąłby tego Harry.
Oczywiste było, iż pomimo tego, że obawiali się dziedzica Slytherina, darzyli go bardzo dużym szacunkiem.
Zdecydowanie zbyt szybko młody Czarny Pan wślizgnął się do ich zakątka świata, witając się z nimi, podczas gdy na jego twarzy natychmiast pojawił się uroczy uśmiech.
- Cześć, jestem Tom… Tom Riddle. Wy to pewnie Imogen i Roger? Miło mi was poznać.
- Cała przyjemność po mojej stronie – szepnęła Imogen, gapiąc się na niego z uwielbieniem.
Nie sądził, by dziedzic Slytherina kiedykolwiek wcześniej wymienił z nimi więcej niż kilka słów. Harry zacisnął szczękę, kiedy Tom opadł na wolne miejsce obok niego, wysyłając mu nieznacznie mniej olśniewający uśmiech, podczas gdy jego oczy błyszczały szyderczo, wyzywająco. Następnie odwrócił się z powrotem do przyjaciół Harry'ego, a na jego twarzy pojawił się wyraz czystej skruchy.
- Wiem, że musi być to dla was trochę dziwne, ale chciałbym osobiście przeprosić was za zatrważające zachowanie reszty Ślizgonów.
- Nie ma sprawy – powiedział Roger, wyglądając na nieco zdziwionego tymi przeprosinami. Riddle uniósł rękę.
- Och nie, jest, ich zachowanie było niewybaczalne. Mogę zapewnić, że to się już więcej nie powtórzy.
Harry zauważył, że chłopak nie powiedział, iż to zapewni, ale zarówno Roger jak i Imogen wyglądali na zbyt zadowolonych tym, że nie będą musieli obawiać się odwetu Ślizgonów, by zwrócić na to uwagę. Harry poczuł, jak zaczyna psuć się jego dobry nastrój.
- Zatem zrobisz to? – zapytał niewinnie. Głowa Riddle'a odwróciła się ku niemu.
- Słucham?
- Powiedziałeś, że możesz to zapewnić. Zrobisz to?
- No cóż, nie jestem w stanie kontrolować zachowania wszystkich osób znajdujących się w moim otoczeniu, zatem trudno jest mi to zapewnić, ale z pewnością zrobię wszystko, co w mojej mocy… A co? Możesz nie ufasz moim słowom, kochanie?
Harry naprawdę pragnął, by Tom przestał używać publicznie takich określeń. A także prywatnie, skoro już o tym mowa.
- Nie bierz tego do siebie – odpowiedział, z trudem siląc się na swobodny, z pozoru dobroduszny ton. – Nikt nigdy nie ufa słowom Ślizgonów. I nie mów do mnie „kochanie".
- Będą o tym pamiętać, kiedy następnym razem będziesz coś do mnie mówił, cukiereczku.
- Nie nazywaj mnie również „cukiereczkiem" – syknął, rumieniąc się. Tom uśmiechnął się do niego złośliwie, chociaż wyraz jego twarzy musiał wydawać się niewinny każdemu, kto nie był w stanie dostrzec drwiny w jego oczach.
- Dobrze, misiu.
Harry dosłownie czuł ból, który powodowały jego zaciskające się mocno zęby.
Miał straszne przeczucie, że Tom miał zamiar wymyślać coraz to nowe, absurdalne i odrażające „pieszczotliwe" nazwy za każdym razem, kiedy Harry się im sprzeciwi lub je odrzuci.
Niech Bóg broni, by wpadł na „kociaka", „diabełka" lub inną równie straszną nazwę, którą co jakiś czas wymyślała ciotka Petunia. Wzdrygnął się na samą myśl.
- Może być „kochanie" – mruknął niechętnie.
- Jesteś pewien, maleńki? Nie chciałbym wprawiać cię w zakłopotanie – zakwestionował Riddle z nutką niepokoju - fałszywego, Harry był tego pewien.
Roger wydał z siebie nieco zdziwiony dźwięk.
Maleńki – nawiązanie do jego młodego wieku, braku doświadczenia, wytknięcie tego, jak nowe są dla niego takie gierki i jak wiele razy w nich przegrywał. Jeszcze mocniej zacisnął zęby.
- Dlaczego miałbym czuć się zakłopotany tym, że zwracasz się do mnie w sposób sugerujący, iż jestem twoim kochankiem? To doskonale pasuje do twojej osobowości prześladowcy! – Uśmiechnął się słodko.
Riddle zmrużył oczy i Harry mentalnie odtańczył taniec zwycięstwa.
- Interesujące jest to… – mruknął po chwili dziedzic Slyherina, a na jego twarzy widniał teraz jedynie chytry uśmieszek - …że pozwalasz mi na nazywanie cię pieszczotliwymi nazwami przeznaczonymi dla par, Harrison. Czy o czymś nie wiem?
Harry gapił się na niego ze wściekłością; Riddle wiedział doskonale, że zezwalał na te nazwy tylko dlatego, iż jedynym sposobem na to, by przestał je wymawiać, było poddanie się, a tego nigdy by nie zrobił!
- To nie ja w tej relacji jestem prześladowcą.
- Och, zatem pomiędzy nami jest już relacja? Zwolnij, kochanie.
Kochanie. Wrócił do tego określenia, zamiast dalej naciskać, nawet jeśli ukrył to pod grubą warstwą niedopowiedzeń. Punkt dla Harry'ego. Tom nie dał mu możliwości na odpowiedzenie na to, odwracając się i gładko rozpoczynając zupełnie inną, przyjacielską rozmowę z Imogen i Rogerem.
Harry zamrugał.
Podsumowując, ten dzień był okropny.
Imogen Pierce z lekką niepewnością spoglądała to na jednego, to na drugiego.
Jasne było dla niej, że cokolwiek było między Riddle'em a Harrisonem – nie wierzyła, że nie ma nic, a przynajmniej już nie – bardzo gwałtownie eskalowało i wbrew sobie już teraz martwiła się o to, co z tego wyniknie. Nikomu nie udało się zbyt długo pogrywać z Tomem Riddle'em, a już zwłaszcza nie wtedy, kiedy ten tak intensywnie skupiał na kimś swoją uwagę.
Mimo tego, szczerze mówiąc, było to nawet nieco zabawne, jeśli już usunęło się z tego równania bez wątpienia katastrofalne skutki.
Skrycie uważała, że wykorzystywanie przez Riddle'a tych pieszczotliwych określeń jest dość zabawne, gdyż było to niesamowicie dziwne jak na raczej odgradzającego się od wszystkich dziedzica Slytherina. Od razu widać było, że robił to tylko po to, by denerwować Harrisona i podejrzewała, że Harry również był świadomy tego, iż Riddle go podpuszcza, jakikolwiek był ku temu powód.
Było to dziwne zwłaszcza dlatego, że była niemal pewna, iż pomimo wszelkich historii i połączeń, jakie wydawali się między sobą mieć, nie byli oni przyjaciółmi.
Napięcie między nimi było zbyt wielkie, wyczekujące, sprawiające wrażenie wygłodniałego. I nie pochodziło jedynie od Riddle'a, jak zawsze próbował wmówić im ich przyjaciel. Harry był niesamowicie skupiony na „wygranej" lub czymkolwiek innym to było, nie do końca wiedziała, w co dokładnie sobie pogrywali lub jakie rządziły tym zasady, ale wyczuwała ogarniającą obie strony obsesję.
Nie wiedziała, czy chłopaki już sami zdali sobie z tego sprawę, ale w obecnej chwili znajdowali się na tym samym poziomie. Harrison zachowywał się jak ofiara, tyle że prawdziwa ofiara natychmiast rozpoznałaby Riddle'a jako drapieżnika i albo poddałaby się, albo uciekła.
I chociaż Harry początkowo robił coś w tym kierunku, próbując unikać chłopca, to teraz, kiedy nie mógł lub nie chciał tego zrobić, stał wyprostowany i nie ustępował.
To było jak oglądanie dwóch drapieżników, którzy nagle zmienili się w kanibali – i to dlatego, że nie była to tylko potyczka o władzę i pokaz dominacji nad wszystkim, co tylko możliwe, oni naprawdę starali zmienić swojego przeciwnika w ofiarę i odnieść całkowite zwycięstwo. Zadrżała lekko.
To nie znaczyło, że uparcie twierdziła, iż było to coś złego albo że Riddle był takim łotrem, jak twierdził Harry.
Chłopiec był uroczy, całkowicie uprzejmy (za wyjątkiem swojego pseudo zalotnego sposobu, w jaki zachowywał się względem Harry'ego, który był po prostu śmieszny, gdyż tak bardzo oszałamiał jej przyjaciela) i niezwykle inteligentny. Był genialnym, bardzo wciągającym i przyjemnym rozmówcą.
Z pewnością nie miałaby nic przeciwko spędzaniu z nim większej ilości czasu, bez względu na to, jak byłoby to niebezpieczne i, szczerze powiedziawszy, nie rozumiała problemu, jaki Harry miał z prefektem Ślizgonów.
Jasne, był niebezpieczny, bezwzględny i przebiegły, ale w pewnym sensie sprawiało to jedynie, iż jego towarzystwo było jeszcze bardziej ekscytujące.
Kiedy się na tobie koncentrował, reszta świata zupełnie się nie liczyła i czułeś się, jakbyś był kimś wyjątkowym. Jego niebezpieczna uroda, jak u wzorowego bajronicznego bohatera*, także nie pomagała w wydostaniu się z jego sideł.
W sumie doszła do wniosku, że był to właściwie zaskakująco przyjemny dzień.
I powiedziała to Harry'emu.
Jego wrogość była śmieszna, Riddle być może i był nieco okrutny, ale biorąc pod uwagę to, co widziała w trakcie tego dnia, potrafił być również miły i uprzejmy, słodki i łagodny.
Być może źle go oceniała.
Z Harry'ego praktycznie wrzało i dymiło, i po prostu nie mógł uwierzyć, że jutro będzie musiał przeżyć jeszcze jeden taki dzień. A jeszcze gorsze w tym wszystkim było to, że zarówno Roger, jak i Imogen upierali się przy tym, że „Tom" był „nawet w porządku" i że nie powinien „aż tak bardzo go oczerniać".
Uch!
A już najbardziej irytujące było to, że wiedział, iż Tom przez cały dzień udawał, oczarowywał wszystkich, rozrywał na kawałki wszelkie poparcie, jakie posiadał Harry, przekabacając jego przyjaciół na swoją stronę.
To go wkurzało.
Czy to właśnie to czekać będzie wszystkich, do których się chociaż trochę w tych czasach zbliży? Riddle albo ich zastraszy, albo zmieni w zagorzałych zwolenników, aby mogli nieświadomie pchnąć go w ramiona dziedzica Slytherina w ramach prezentu, działając na rzecz celu, jaki obrał sobie Ślizgon, jakikolwiek on w ogóle był…?
Zacisnął szczękę.
- Przypuszczam, że jesteś z siebie bardzo zadowolony – splunął w stronę chłopca.
- Dlaczego miałbym? – zakwestionował łagodnie Riddle, spoglądając na niego z uśmiechem.
- Przekabacasz moich przyjaciół do swojej małej sekty.
W odpowiedzi Tom wydał z siebie przytłumiony odgłos.
- Zapamiętam sobie, że wolisz, bym nie zachowywał się odpowiednio bądź miło w stosunku do twoich kompanów.
Harry zmrużył oczy na tę ukrytą groźbę – ponieważ jeśli Tom nie był miły w stosunku do innych ludzi, zamiast tego ich niszczył, zachowując się jak wzorowy Czarny Pan.
- Trzymaj się od nas jutro z daleka. Nie pozwolę, byś mieszał im w głowie!
- Masz niezły kompleks bohatera, co, skarbie?
Harry warknął.
- Nie mam kompleksu bohatera! – parsknął. – Po prostu nie jestem czystym złem!
- Nie bądź naiwny. Nie ma czegoś takiego, jak dobro i zło…
- …jest tylko władza i potęga, i mnóstwo ludzi zbyt słabych, aby je osiągnąć? – zakończył Harry, sycząc. Riddle spojrzał na niego przenikliwie. Harry przeklął mentalnie. Chyba nie powinien tego mówić.
- No, no, gdzie natrafiłeś na takie słowa, Harry? – wymruczał chłopiec.
- W książce z głupimi cytatami.
- Rozumiem. – Oczy Toma intensywnie się w niego wpatrywały, piekąc jego skórę. Chłopiec powoli zaczął zwalniać. Harry kontynuowałby swoją podróż, ale w jego stronę wystrzeliła dłoń, zmuszając go do gwałtownego zatrzymania się.
Westchnął.
- Musisz przestać to robić.
- Musisz nauczyć się wykonywać jawne i niewypowiedziane rozkazy, wtedy nie będę do tego zmuszony – zripostował natychmiast Riddle. – Jutro dołączysz do mnie i moich kompanów.
Harry zauważył, że tym razem nie było to pytanie lub prośba. Natychmiast zjeżył się.
- Nie sądzę – odparł chłodno. Riddle jedynie uśmiechnął się do niego uprzejmie.
- Wybacz mi, wydawało mi się, że to oczywiste następstwo faktu, iż chcesz trzymać mnie z dala od swoich przyjaciół. Pomyślałem, że być może będziesz wolał pozbawić mnie możliwości „mieszania im w głowie" poprzez wtargnięcie na mój teren, ale jeśli tego właśnie sobie życzysz, to oczywiście możemy nic nie zmieniać. Panna Pierce z pewnością wydaje się bardzo chętna do ponownego spotkania się ze mną. Może być zabawna.
Oczy Harry'ego pociemniały.
- Trzymaj się od niej z daleka!
- Będę, jeżeli zamiast tego będę miał ciebie. – Na twarzy Toma pojawił się uśmieszek.
- Miał mnie? – powtórzył delikatnie Harry. – Co to miało znaczyć?
- Nie powiedziano ci jeszcze, że pogrywam sobie z ludźmi? Byłem pewny, że tak, ludzie mają w tej sprawie opinie, którymi wydają się wylewnie dzielić.
Serce Harry'ego waliło mocno. Nie mógł uwierzyć, że Riddle przyznawał się do tego tak otwarcie. Nie powinien mieć fioła na punkcie utrzymania swojej uroczej maski?
- Czyżbyś całkowicie już porzucał swoją maskę wzorowego ucznia? Spodziewałem się, że dłużej ją utrzymasz – odparł prowokacyjnie, mając nadzieję, że urażenie dumy chłopca pozwoli mu na uniknięcie wcześniejszego tematu.
Uśmieszek, który w odpowiedzi pojawił się na twarzy Riddle'a wręcz ociekał niebezpieczeństwem.
- Takie maski mają wartość tylko wtedy, gdy ludzie w nie wierzą, a ty z pewnością tego nie robisz. A co za tym idzie, utrzymywanie takiej aluzji na prywatności, kiedy nie jest dla mnie już dłużej w żaden sposób przydatna, byłoby zbędne.
- No cóż, nieudawanie tego raczej również nie zachęci mnie do ciebie – odpowiedział chłodno Harry.
- Może nie, ale nie robią tego również moje maski, a to bardziej pasuje do naszych celów. Czasami musimy być subtelni, innym razem łatwiej jest robić wszystko prosto z mostu.
- Zatem po prostu mi grozisz? – powiedział niedowierzający Harry. – Kim jesteś, Ślizgonem czy Gryfonem?
Tom roześmiał się melodyjnym śmiechem, który spowodował, że dreszcz przebiegł mu po kręgosłupie.
- „Grożenie" to mylące słowo, kochanie. Oznacza możliwość, iż być może nie zrobię tego, co mówię. – Riddle milczał przez chwilę, przyglądając mu się, po czym zaczął odpowiadać na jego drugie „pytanie". – Jestem tym, co mi odpowiada, Harrison, podobnie jak ty, a co za tym idzie, prawdziwszym Ślizgonem niż ktokolwiek inny. Biorąc pod uwagę twój brak odmowy, zakładam, że w takim razie dotrzymasz mi jutro towarzystwa.
Harry spojrzał na niego jadowicie.
To było połączenie jego najgorszych wyobrażeń; gdyby nie „grał" z Riddle'em, chłopak po prostu znalazłby sobie jakąś inną zabawkę, która mogłaby go rozbawić, najprawdopodobniej - tylko po to, by zrobić mu na złość - Imogen lub Rogera. Nienawiść płonęła mu w żyłach.
Wykonał ostatnią, rozpaczliwą próbę, gorączkowo próbując przepłynąć przez nieznane wody tej gry, wciąż usiłując zrozumieć, które przyciski powinien nacisnąć.
- Wiesz, skoro musisz użyć siły, by zdobyć to, czego pragniesz, to wcale nie jesteś tak genialny, jak głoszą plotki. Proszę bardzo, znajdź sobie inną zabawkę, ponieważ ja nią nie będę. Możesz bawić się, by zadowolić swoje bezduszne serce ze świadomością, że nie udało ci się zdobyć tego, czego pierwotnie pragnąłeś.
O to chodziło, dla Riddle'a bawienie się kimś innym oznaczałoby przegraną. Imogen i Roger byliby bezpieczni, tak samo jak wszyscy inni. Niech tylko to pochwyci!
Wyraz twarzy Riddle'a był niemożliwy do odczytania. Harry podejrzewał, że musiał trafić dobrze i oparł się chęci wstrzymania oddechu.
- Wiesz jak grać w szachy, Harry?
- Szachy? – powtórzył ostrożnie, nie do końca pewny, do czego zmierzał chłopiec. Odpowiedź wymknęła mu się z ust przez przypadek. - Nie jestem w nich zbyt dobry.
Riddle uśmiechnął się złośliwie w odpowiedzi, jakikolwiek był ku temu powód, po czym wypalił:
- Manipulowanie różnymi elementami na planszy w celu uchwycenia Króla nie kończy gry, robi to dopiero jego pochwycenie.
Jasne. Jak to możliwe, że Riddle wydawał się w stanie znaleźć wyjście ze wszystkiego, co wydawało się doskonale dopracowane? Był cholernie szczwany! Przez to nie było możliwości, by udało mu się zapewnić bezpieczeństwo jakichkolwiek innych osób…
- Sugerujesz, że jestem Królem? Nie jestem pewien czy powinienem czuć się zaszczycony, czy urażony – oświadczył.
Tom zmarszczył brwi i, przez jedną wspaniałą chwilę, z jakiegoś powodu wyglądał na zdezorientowanego jego odpowiedzią. Może się tego nie spodziewał?
- Co masz na myśli? – zapytał dziedzic Slytherina. – Król jest najważniejszym elementem na planszy.
- Może i tak – zgodził się Harry. – Ale Król zawsze będzie Królem. To na pionki musisz uważać, to one mają potencjał do tego, by być wszystkim.
- Widzisz się zatem jako zdradzieckiego pionka? – Riddle zaczął się uśmiechać. – Cóż za niezwykła interpretacja. Kto jest w takim razie twoim Królem?
Harry poczuł zalążki formującego się – w końcu! - w jego głowie planu, nowej strategii do walki z chłopcem.
Skoro Riddle uważał „pochwycenie" go jako ostateczny cel swojej gry, a Króla za najważniejszy jej element, to gdyby pokazał, że pracuje wyłącznie dla innego mistrza… powiedzmy, Dumbledore'a… być może dziedzic Slytherina wycofałby się, wściekły z powodu błędnego oceniania sytuacji.
Kto powiedział, że ludzie noszą tylko jedną maskę?
Wzruszył bezwiednie ramionami, wiedząc, że udaje teraz, iż skrywa jakiś sekret, sprawiając zarazem, że wszyscy będą myśleć, iż to jego „szpiegowanie dla Dumbledore'a" lub cokolwiek innego było tą jego tajemnicą, którą początkowo tak bardzo starał się ukryć.
- Dowiedz się – rzucił wyzywająco, uśmiechając się.
Odszedł, czując zaciekawione spojrzenie wbijające mu się w plecy.
- To nie zmienia faktu, że dołączysz jutro do mnie i moich kompanów – stwierdził Tom. – Pionek również może zostać unieruchomiony i pokonany, a kiedy zostanie złapany, z pewnością dowiem się, kim jesteś.
- Musisz przestać używać analogii do szachów – zawołał przez ramię z powodu braku pomysłu na jakąkolwiek inną odpowiedź na tak niepokojącą deklarację.
Usłyszał rozbrzmiewający za nim śmiech Riddle'a.
Zdecydowanie nie musiał tłumić uśmiechu.
* bajroniczny bohater – nazwa pochodząca od nazwiska romantycznego poety George'a Byrona, oznaczająca postać cechującą się między innymi skłonnością do buntu przeciwko utartym schematom, wyobcowaniem od społeczeństwa, niezwykłym indywidualizmem, dwuznacznością moralną, skłonnością do zemsty i otoczona aurą tajemniczości.
