Dzięki sieci teleportów podróż do Grecji nie była wcale taka długa, ale misja to misja. Kriazor poszedł sobie kupić na drogę rogalika. Mimo to naczekał się na Sillę przed jego domem. Po pierwsze: nie mógł wejść. Był dzień i nietoperze spały. Zapalenie światła spowodowałoby u nich stres. Po drugie: nie chciał wchodzić. Silla miał również boa, starszego i większego od każdego z Generałów. Wąż jak to wąż, siedział cicho, a tak po ciemku pieron wiedział, gdzie był.
Po ostatnie: wilczyca Silli, zwierz chudy o zmechaconym futrze, usiadła na progu i zrobiła lśniące oczy. Nie musiała mówić, on i tak wiedział, co chciała i rozmawiali.
– „Kocham cię. Nie odchodź".
– Zaraz wracam! Nie patrz tak na mnie.
Pogłaskał ją po łebku.
– „O, czyli jednak zostajesz?"
Ale zaczął zamykać drzwi.
– Ałuu...!
– Klara, daj spokój.
– „Odszedł z tym drugim. Nie ma go." – Posiedziała chwilę pod drzwiami. –„Wiem! Pogryzę kanapę, to może szybciej wróci!"
Na jeansy i fioletowy t-shirt z paskiem „Loading... 30%" Silla założył Łuski, Kriazor swoje na afrykańskie wdzianko tribal i dopiero wtedy wyglądali jak z jednej bajki. Wszystkie Łuski generałów były ciemnozłote, zdobione platynowymi wzorami. Miały też słynne na wszystkie królestwa skrzydła i hełmy, na które leciały panny. Pomimo oczywistego ciężaru metalu były to w końcu zbroje magiczne – właściciele mogli pływać zwinnie jak delfiny, o ile tylko wezwali swoją energię kosmiczną.
– No więc… mamy w ogóle jakiś plan, co zrobimy jak już spotkamy Atenę? – zapytał Silla, pukając w drzwi gabinetu Saori.
– Nie bój nic, dzielny druhu! Najgorsze już za nami, przecież nawet nie zatrzymali nas na granicy.
A stało się tak, ponieważ byli posłami. Gdyby nimi nie byli, a tylko tak powiedzieli, Rycerze nie wpuściliby ich.
Za drzwiami dał się w końcu słyszeć stukot obcasów. Coraz głośniej, aż ktoś szarpnięciem otworzył drzwi do środka. Ukazała się damska głowa, nisko, gdzieś w okolicach obojczyków generałów. Atena była smarkulą w ślubnej sukni.
Spojrzała na przybyszów z surową miną, po czym rozejrzała się na boki korytarza.
– Tatsumi! Mówiłam, nie ma mnie dla nikogo! – zawołała.
Dostrzegła, jak Silla chowa nogą za kolumnę rękę ogłuszonego lokaja, która pozostała na widoku. W tle zza pleców Saori spozierało z wnętrza gabinetu dwóch jegomościów w garniturach, jeden grubszy, drugi chudszy. Zamknęła za sobą drzwi, a oni nigdy nie dowiedzieli się, o czym rozmawiała z generałami.
– Co wy sobie wyobrażacie? Myślicie, że się was boję? – warknęła. – To musi być coś diabelnie ważnego, żeby przerywać moje negocjacje z Deloitte'm. Czego chce Posejdon?
Atena złożyła palce i zagwizdała. Momentalnie zlecieli się wokół Brązowi Rycerze. Wyprostowaną ręką powstrzymała ich od tego, żeby wszyscy rzucili się na nią jak ludzka kanapka, żeby ją chronić.
– Ha! Czy Diana zdołała już zliczyć swe charty? Czyżby którego brakowało? – zaczął szydzić Kriazor.
Silla dźgnął go łokciem.
– Miałeś się nie nakręcać! Ja powiem. Mamy waszego Rycerza Łabędzia. Jeśli chcecie zobaczyć go jeszcze żywym, nie możecie użyć przeciwko nam waszej wielkiej broni.
– Nawet gdyby broń była już gotowa, nigdy byśmy nie ulegli waszym żądaniom! – zakrzyknął Seja i teraz z kolei on zebrał kuksańca od Saori.
– Jakim prawem uwięziliście Jodę? – oburzyła się.
– Żadnym – zripostował Silla, a było to tak ostre, że dziw, że nie załamała się pod nimi wtedy ziemia.
– Nie boimy się waszych gróźb – odpowiedział w końcu najodważniejszy z Brązowych Rycerzy, Feniks. Nigdy się za bardzo nie przejmował tym, co się stanie z jego kolegami: „jest wojna!" – wołał zawsze tuż przed wykopaniem ich z piaskownicy.
– A więc poświęcicie życie towarzysza z powodu dumy jednego z was? – podjął Kriazor. Nikt nic nie powiedział, co bardzo go ucieszyło. – Ha, nawet Feniksa zatkało!
Niespodziewanie Ikki wymierzył mu cios pięścią w brzuch, a kiedy Szen rwał włosy z głowy, że „nie wolno atakować posłów!", tłumaczył:
– Przecież nie uderzyłem mocą.
Zaczęła się pyskówka pomiędzy Sillą i Ikkim, przez którą zaczęli się też przekrzykiwać Kriazor, Sziwju i podskakujący Szen, ale Atena szybko ukróciła proceder, tupiąc obcasem w posadzkę.
– Dość tego! Rycerze, puśćcie ich wolno. – Po czym zwróciła się do Morskich Generałów. – Na dziś wygraliście. Ale nie liczcie na to, że na długo tak zostanie.
A kiedy odeszli, Ikkiemu nakazała ich śledzić, Sziwju ocucić Tatsumiego, Seji wyłączyć odliczanie na broni, a Szenowi ugłaskać gości z Deloitte'a.
Joda twardo się trzymał. Nie straszne były mu zęby krat i przegniłe mury podmorskiego więzienia. Jednak to wszystko jedynie do czasu, kiedy padła bateria w jego telefonie. Wtedy okazało się, że słoma na podłodze jest mokra, powietrze zatęchłe, a oprócz nocnika w celi była tylko jeszcze zbutwiała ławka i szkielet jakiegoś nieszczęśnika. Kiedy tylko Joda przestawał się poruszać przez dłuższą chwilę, spomiędzy żeber szkieletu wychodziły małe kraby sprawdzić, czy już można go zjeść. Sam był już głodny od rana, więc miał wrażenie, że chudnie w oczach.
– Straże! Straże! – zaczął krzyczeć, łapiąc za kraty, ale kiedy poczuł ich śliskość, oderwał dłonie i wytarł je w spodnie. – Tu jest okropnie! To nie są warunki dla więźnia! Żądam dostępu do bieżącej wody i świeżej pościeli. Jeść mi się chce! Dajcie mi tu Izaaka!
Mógł tak długo, więc ospały strażnik w końcu podniósł się z taboretu i zawołał po Titis.
– Po moim trupie przyprowadzę ci tu Izaaka – zwołała ona, kiedy tylko zobaczyła Jodę na horyzoncie. –Masz na niego zły wpływ! I nie drzeć mi się. Jak będziesz się zachowywał, to może cię dzisiaj nakarmimy.
Rycerz nawet w niewoli nie tracił czujności, jeśli chodziło o kobiece wdzięki.
– Hej, moja droga – szepnął uwodzicielsko – przykro mi, że spotykamy się w takich okolicznościach. Jak mógłbym odmówić, kiedy prosi mnie ktoś o tak cudnej buzi?
Uniosła w górę jedną brew.
– Czyli rozumiem, że mogę liczyć, że nie będziesz się więcej darł.
– Czego tylko sobie zażyczysz! Panno…?
– Titis.
– Titis! Masz piękny głos, naprawdę niezwykły, niczym syrena.
– No coś takiego… – chociaż wiedziała, że to bajer, uśmiechnęła się wreszcie.
Rycerz zawiesił się na kracie (na nowo zapomniał, że była oślizgła, ale musiał już trzymać fason), żeby być bliżej dziewczyny i mrugnął wprawnie, jak tylko prawdziwi uwodziciele potrafią.
– To co, może gdzieś wyskoczymy? Ty i ja.
Titis popatrzyła spode łba, ale po chwili rzuciła:
– Jasne. Czemu nie. Jutro po ciebie przyjdę. Pogadamy sobie.
– No pokaż, gdzie boli.
Izyda uniosła koszulkę Kriazora, po czym polizała jego brzuch w miejscu, gdzie Feniks uderzył. Silla nie mógł sobie wtedy czegoś nie wyobrazić. Kasarowi, który był wszystkiego świadkiem, nie była nawet potrzebna telepatia. Natychmiast zmienił się w mangowe dziewczę z kocimi uszkami i ogonem w falbankowej spódniczce. Nad głową miała zielony pasek życia i niebieski many.
– Ach, kochany! – zamruczała kotka słodko i przestępowała z nogi na nogę obok Silli. – Ja też tego dla nas pragnę, ale najpierw musisz wbić do diamentowej ligi…
Pajęczyca zaśmiewała się z tego, jak Silla nie potrafił jeszcze być zły, tylko wgapiał się w postać, dopóki Kasar nie nałożył z powrotem na głowę torby. Z Izydą zaczęły się chichrać, a Kasar za ich plecami dosiadł się na ławkę do Diana.
Kotka miała czym oddychać. Mógłby zagrać w tę grę Silli.
– Nie za młody jesteś na takie pomysły? – zagadnął ukradkiem Kasar. – No to rusz się, jeśli chcesz być pożarty w srebrnej sieci.
Dian drgnął.
– Skąd… ej, grzebałeś mi w głowie!
Kasar prychnął.
– A po co? Jakbym nie miał co robić, tylko chodzić za wami i czytać wszystkim w myślach? – Odrobinę się nadąsał. – Wychowywałem się z kobietami, coś tam dostrzegam. Poza tym Louna nie należy do dyskretnych osób, powiedziała, że ci się oczki świecą.
Dian poczuł, jak się rumieni. Też chciał mieć swoją papierową torbę.
– Louna? To tak się nazywa…!
– Chyba nie sądziłeś, że…
– Nie no, skąd! – Dian nie przyznałby się, że nawet nie dociekał normalnego imienia, "Pajęczyca" wydawała się całkiem normalna w Podmorskim Królestwie. – Eee… wobec tego, rozumiem, że się na mnie nie gniewasz?
– Bynajmniej – Kasar wzruszył ramionami. – I tak mi jej nie zabierzesz. Nasze wieczorki są nieodwołalne. A w pozostałych terminach: kombinuj.
Dian mógł znów lubić Kasara.
– ... i właśnie dlatego myślę, że powinniśmy po prostu wziąć i wykupić wszystkie udziały Ateny w tej jej firmie i już – rozprawiał Silla. – Wtedy nie musielibyśmy się przejmować żadną wielką bronią ani rycerzami.
– Nie tak prostymi są rzeczy, jak się wydają –odpowiadał Kriazor. – Morski Smok też o tym myślał, ale czy masz pojęcie, ile by to kosztowało? Posejdon nie ma wystarczająco aktywów.
– Powinien spieniężyć jakiś statek. Albo zacząć wynajmować grunt w świątynnej dzielnicy – kontynuował młodszy Generał. – Na co nam jej majestatyczna cisza i czystość, jak zaraz najadą nas i rozwalą wszystko?
– Po moim trupie pozwolę powiesić na którejkolwiek z Kolumn reklamę! – wtrąciła się Izyda. – Skupcie się na tym, żeby dobrze wykonać swoją robotę i przechwycić tę straszliwą broń.
– Czego dowiedziała się Titis od Rycerza Łabędzia? – zapytał Silla Diana.
– Na razie nie zdała raportu, bo miałem dostać go niezwłocznie, kiedy to zrobi. Dopiero jutro miała robić właściwe przesłuchanie, bo Posejdon zarządził najpierw dzień oczekiwania.
– Słyszałem, że mimo to wymykała się już do naszego powabnego jeńca – Kriazor mrugnął znacząco.
– Zakradała się do piwnicy... to znaczy, do głębokich i straszliwych lochów Posejdona? – poprawił się Silla.
– Może akurat po to, żeby zwędzić wino? – zgadywał Kasar. Włączył się Izaak, o którym wszyscy zdążyli już dotąd zapomnieć:
– Nie powinno was to obchodzić dokąd kto z kim chodzi. Wstydźcie się! Zwłaszcza ty, Kriazor, wkręcasz w to młodszych.
Kriazor momentalnie zaczął jego o coś podejrzewać.
