Wielkie podziękowania dla Jod za betę :D


Rozdział VII

Gabinet dyrektora Hogwartu nie zmienił się prawie w ogóle od czasu, gdy urzędował tu Dumbledore, jakby Minerwa McGonagall wciąż oczekiwała jego powrotu. Brakowało tylko Fawkesa, a dokładnie naprzeciwko drzwi, za biurkiem wisiał największy ze wszystkich portretów, przedstawiający ostatniego dyrektora w fiołkowej szacie. W chwili, gdy Remus wszedł do gabinetu, Dumbledore jeszcze drzemał, a okulary-połówki zsuwały mu się z nosa, ale po chwili zaczął się budzić.

Remus ustalił wszystko, co miał powiedzieć z Severusem, Harrym i… teoretycznie z Regulusem, choć do jego propozycji podchodzili z dodatkową dozą ostrożności. Postanowili wpierw zapoznać dyrektorkę z sytuacją, a dopiero potem z byłym śmierciożercą. Jej pozostawili decyzję, czy cały Zakon dowie się o Mysikróliku. I Snape'ie.

Na widok wilkołaka Minerwa wstała i obeszła biurko, po czym ogarnęła wzrokiem całą jego sylwetkę.

- Dobrze cię widzieć, Remusie – powiedziała, ściskając mu rękę. – Masz może jakieś wieści od Harry'ego? Tylko Wielka Trójca nie dała znaku życia od zdarzeń na weselu.

Wielka Trójca – Remus już zdążył zapomnieć, że tak nazywano grupkę przyjaciół w pokoju nauczycielskim w Hogwarcie. Było to odrobinę żartobliwe przezwisko, ale pasowało jak ulał.

- O nich nie musisz się martwić, Minerwo. Aktualnie przebywają w moim domku w Londynie. Wpierw udali się do Kwatery Głównej, gdzie się z nimi spotkałem, ale kiedy zaatakował nas tam Sam-Wiesz-Kto, przenieśliśmy się do Rickmond.

- Sam-Wiesz-Kto was zaatakował?

- Tak, ale nikt na tym nie ucierpiał. Przenieśliśmy się, zanim przybył na Grimmauld Place. Zostaliśmy ostrzeżeni.

- Opowiedz mi wszystko po kolei.

Remus otoczył ich i obraz przedstawiający Dumbledore'a Muffliato.

- Nie ufam niektórym portretom – wyjaśnił, po czym zasiadł naprzeciwko Minerwy, przed biurkiem. – Ostrzegł nas patronus Severusa…

- Snape'a!

- Tak, Minerwo. Severus miał brać udział w ataku, ale ostrzegł nas, by chronić Harry'ego. Potem, uciekając przed śmierciożercami, którzy odkryli jego zdradę, trafił do mojego domu. Pod Veritaserum przyznał się, że Sama-Wiesz-Kto chce go zabić, po czym złożył Niezłomną Przysięgę, że będzie nam pomagał i nie będzie nastawał na nasze życie czy zdrowie.

Profesor McGonagall wpatrywała się w niego z otwartymi ustami i nic nie mówiła.

- Teraz Severus przebywa w moim domu, pilnowany przez Trójcę.

- Ten człowiek zabił Albusa Dumbledore'a – oświadczyła grobowym głosem. – Ten człowiek nas zdradził, Remusie. A ty go zostawiłeś z Harrym Potterem?

- Zapewniam cię, że nieuzbrojony Severus nie da im rady, nawet gdyby bardzo chciał. Poza tym przysiągł.

- Czy Veritaserum nie niweluje Niezłomnej Przysięgi?

- Przysiągł po tym, jak eliksir przestał działać.

- Obyś się nie mylił, Remusie.

- Sama-Wiesz-Kto chce go zabić. Zgodził się warzyć nam potrzebne eliksiry w zamian za kryjówkę.

- Remusie. Zostawiłeś Harry'ego z nim w zamian za Eliksir Tojadowy?

- Minerwo, zapewniam cię, że Harry'emu nie stanie się krzywda – odezwał się ze spokojem portret Dumbledore'a. – Severus to dobry chłopiec.

- Albusie, on ciebie zabił.

Remus chyba nigdy wcześniej nie widział takiej grozy malującej się na twarzy swojej byłej nauczycielki Transmutacji.

- Owszem, Severus rzucił na mnie Avadę, lecz na moją prośbę. Widzisz, Minerwo, nie wszystko jest takie, jakim się wydaje. Kiedy dotarłem z Harrym na Wieżę Astronomiczną, byłem już umierający, a zastało mnie tam sześciu śmierciożerców.

- Snape cię zabił, Albusie.

- Gdyby on tego nie zrobił, zmusiliby do tego Dracona. Ten chłopiec nie powinien rozłamywać swojej duszy w tak młodym wieku.

- Przecież… przecież to śmierciożerca!

- Widzę, Minerwo, że cię nie przekonam. Cieszę się jednak, Remusie, że wy zdołaliście się dogadać.

- Mam nadzieję, że to nie zakończy się katastrofą – oświadczyła gniewnie dyrektorka.

Za tym zdaniem kryło się wiele więcej i wilkołak to wyczuł: to będzie twoja wina, jeśli ten zdrajca zabije Harry'ego. Wziąłeś na siebie odpowiedzialność, jako gospodarz tego domu. Nie spodziewałam się, że będziesz tak lekkomyślny.

- Minerwo, co innego mogliśmy z nim zrobić, kiedy zapukał do drzwi? Gdybyśmy nie otworzyli, poinformowałby o tym domu Sama-Wiesz-Kogo. Mieliśmy go zabić?

- Dobrze, Remusie. Ty będziesz za niego odpowiedzialny. Liczę, że na przyszłość będziesz się zachowywał bardziej rozsądnie.

Uśmiech Dumbledore'a podpowiedział wilkołakowi, by nie brał sobie zbytnio do serca gniewu dyrektorki. Mimo to Lupin obiecał sobie uważać na niechcianego gościa. Po chwili namysłu stwierdził:

- Chciałbym też, Minerwo, byś nie przekazała tej wiadomości nikomu innemu, nawet członkom Zakonu.

- Mają prawo wiedzieć…

- Później, Minerwo. Obawiam się, że Alastor, Artur i może jeszcze inne osoby zechciałyby zemścić się za śmierć Albusa.

- Jak chcesz, Remusie. Ty bierzesz na siebie odpowiedzialność za Snape'a.

- Dobrze… - Odchrząknął. – Jest jeszcze jedna sprawa. Przede wszystkim: wiesz, czym są horkruksy?

- Widzę, że Harry ci to objaśnił, Remusie – odezwał się Albus z łagodnym uśmiechem. – Przekazałem Minerwie wszelkie potrzebne informacje z prośbą, by zostawiła Harry'emu wolną rękę w tej sprawie i udzieliła mu pomocy, gdyby jej potrzebował.

Dyrektorka pokiwała głową.

- Dobrze, w takim razie… - Remus zastanowił się przez chwilę. – Pamiętasz Regulusa Blacka?

- Młodszy brat Syriusza? Taki cichy, Ślizgon… Sam-Wiesz-Kto go zabił.

- On żyje.

- Tak, wiem, że żyje, odzyskał ciało w finale Turnieju Trójmagicznego…

- Minerwo. Regulus żyje.

- …słucham?

- Regulus Black przeżył. Sama-Wiesz-Kto go nie zabił. Reg zdołał mu uciec.

- Ale jak?

- Nie mam pojęcia. Może dzięki swojej formie animagicznej? Jest mysikrólikiem. – Minerwa nie przerywała. – Regulus Black ma jeden z horkruksów, medalion Slytherina.

- Obawiam się, Remusie, że to pomyłka. Odzyskaliśmy go z Harrym – powiedział spokojnie Albus.

- To był falsyfikat. W środku był list podpisany inicjałami R.A.B. Regulus Arcturus Black przyznał się, że to on zostawił tę wiadomość. Przez cały czas miał przy sobie prawdziwego horkruksa.

Albus nie wydawał się przejęty faktem, że zginął, odzyskując bezwartościową błyskotkę. Upewniwszy się co do tego, Remus kontynuował:

- Reg chce się z tobą spotkać, Minerwo. Domyślamy się, że w sprawie horkruksów. Można by było to zorganizować?

- Sądzę, że tak… W następny wtorek, szóstego?

- Dobrze, niech będzie. Sądzę, że Harry chciałby coś sprawdzić w szkole, a Hermiona potrzebuje dostępu do książek.

- To… może być niebezpieczne. Dla nich.

- Aportujemy się na granicy pola antyteleportacyjnego w Zakazanym Lesie, chwilę później będziemy wewnątrz osłon otaczających Hogwart.

- Osłony są słabsze w czasie wakacji.

- Wiem o tym. Sądzę jednak, że możemy zaryzykować. Jeśli załatwimy to szybko, nikt nie powinien się dowiedzieć.

Minerwa rozłożyła bezradnie ręce.

- W porządku. O piątej wam pasuje?

Remus przytaknął i zaczął się żegnać z dyrektorką. Już miał wychodzić, kiedy Dumbledore zatrzymał go pytaniem:

- Wiesz może, Remusie, czy Regulus zniszczył horkruks?

- Niestety nie miał jak, jednak jestem prawie pewien, że nawet w tej chwili on, Harry i Hermiona nad tym pracują.

-:-

Harry, Hermiona i Regulus rzeczywiście zajmowali się horkruksami od momentu, kiedy Remus wyszedł z domu. Postanowili wpierw wymienić się, wszystkim, co wiedzieli na ten temat. Regulus z początku podszedł do tej propozycji niechętnie, lecz zmienił zdanie, widząc, jak dużo Harry wie na temat życia Voldemorta. To prawda, że były śmierciożerca miał z nim nieporównywalnie więcej kontaktu, lecz Czarny Pan nie był zbyt skory do dzielenia się życiorysem ze swoimi sługami nawet siedemnaście lat wcześniej. Regulus ze swojej strony mógł przedstawić im bardzo dużo szczegółów dotyczących natury horkruksów i teorii magii, która jest z nimi powiązana. Tym niemniej to, czym były i gdzie zostały ukryte, pozostawało w sferze domysłów.

Hermiona sporządziła kilka list: prawdopodobne przedmioty, miejsca ukrycia oraz sposoby zniszczenia. Kiedy Ron przeczytał zwłaszcza tę ostatnią, uznał, że nie będzie im zbyt pomocny. Kiedy odszedł, Hermiona pierwsza przerwała niewygodną ciszę:

- Przewałkujmy wszystko jeszcze raz. Regulusie, stwierdziłeś, że horkruksami czyni się przeważnie przedmioty o dużym znaczeniu dla danej osoby; to logiczne, takich przedmiotów się nie niszczy i nie gubi, ale ile przypadków to potwierdza?

- Cztery opisane dość dokładnie między XV a XVII wiekiem, poza tym sporo wzmianek. Dodałbym, że to byłyby przedmioty dość trwałe albo takie, których inni będą strzegli ze względu na ich wartość historyczną lub inną. Księgi, artefakty magiczne…

- Pierwszym horkruksem był zwykły dziennik – zauważył Harry.

- Pierwszym – podkreślił Black.

- Ustaliliśmy, że później szukał przedmiotów związanych z Założycielami. – Hermiona przesunęła wzrokiem po swojej liście. – Sugeruje to fakt, że szukał medalionu i czarki Hufflepuff. Te dwa przedmioty uznajemy za pewne?

- Możemy. – Harry skinął głową, bezmyślnie patrząc, jak dziewczyna stawia wykrzykniki obok nich na liście. – Poza tym pierścień i dziennik, oba zniszczone. – Tym razem Hermiona odhaczyła wymienione przez niego przedmioty.

- Brakuje trzech – stwierdziła.

- Dwóch – poprawił ją Mysikrólik. – Duszę można rozłamać najwyżej na siedem części. Po utworzeniu sześciu horkruksów jedna część pozostaje w ciele. Wróćmy na chwilę do Założycieli. – Zaszeleścił notatkami, by wygrzebać spod nich miseczkę z rodzynkami w czekoladzie. – Rowena Ravenclaw miała diadem, a Gryffindor miecz. Nie znamy lokalizacji żadnego z nich.

- Znamy – sprzeciwił się Harry. – Miecz jest w gablocie w gabinecie dyrektora Hogwartu. Ale… umm… on został użyty do zniszczenia pierścienia. Użycie jednego horkruksa do zniszczenia drugiego wydaje się nieco… paradoksalne, nie? Znaczy, wydaje mi się, że coś powinno uniemożliwić coś takiego.

- Prawdopodobnie. – Regulus przeszukał notatki tym razem w poszukiwaniu zapisków o magii duszy. – W dodatku miecz Gryffindora powinien mieć jakieś właściwości deanimacyjne.

- …jakie?

- Stara czarodziejska broń niszczyła duszę – wyjaśniła Hermiona cicho. – Kaleczyła ją na równi z ciałem.

- Uch. – Harry skrzywił się mimowolnie. Hollywood zapłaciłoby mu krocie, by zrobić horror na podstawie tych historii. – W każdym razie… Nie wiem, czy to byłoby możliwe, ale przyszło mi coś do głowy. Regulusie, to było wkrótce po tym, jak zniknąłeś, więc chyba tego nie pamiętasz. – Chłopak zawahał się przez chwilę. Kiedy dyskutowali o horkruksach, Mysikrólik był bardzo racjonalny, ale to nie powinno zmieniać faktu, że nie akceptował niektórych wydarzeń. – Voldemort próbował zabić roczne dziecko, ale jego matka je osłoniła i umarła, choć nie musiała. Kiedy Voldemort próbował zabić jej syna, Avada została jakoś odbita, on znikł, rozpłynął się w powietrzu, a chłopiec przeżył, ale miał parę zdolności, których nie powinien był mieć.

- Jak choćby? – Mysikrólik zmarszczył czoło.

- Był wężousty, jak Voldemort.

- Do czego zmierzasz?

- Myślę, że wtedy Voldemort chciał zrobić horkruks z miecza, siódmy. Albo szósty, ale te właściwości dea… emm… odduszające go powstrzymały. Mógł o nich nie wiedzieć, zawsze gardził starożytną magią. Jak myślicie, co by się stało z duszą w takiej sytuacji?

- Powiem tak. – Regulus wyprostował się. – Już samo rozłamanie duszy na osiem części byłoby katastrofalne w skutkach. Jeśli dodamy do tego deanimujący miecz… Razjel jeden wie.*

- Była jeszcze tarcza Lily – dorzuciła Hermiona. – Matka oddała życie za dziecko, choć nie musiała umierać. Według Dumbledore'a to tworzy jakąś starożytną tarczę.

- Tak… Przykro mi z powodu Lily, James. Dobrze, że chociaż wasz syn przeżył.

Harry jak jeszcze nigdy dotąd miał ochotę wykrzyczeć mu w twarz, że nie jest Jamesem.

Ron tymczasem rozglądał się po domu. Na górze nie było nic ciekawego: łazienka i trzy sypialnie, z których największą zajęła Trójca, średnią dwaj Ślizgoni, a ostatnią, która wcześniej służyła za składzik, Remus. Towarzyszyło temu nieco transmutacji i ogólnie pojętego przemeblowania, ale efekt był zadowalający.

Ron nie zwrócił także większej uwagi na regały z książkami. Ciągłe przebywanie w towarzystwie Panny-Wiem-To-Wszystko nauczyło go polegać na jej wiedzy. W salonie stał czarny telewizor, dość stary i zakurzony. Przez zainteresowania swojego ojca, chłopak wiedział mniej więcej do czego służy to coś, co dla niego było niezbyt foremnym pudłem z szarą szybą zamiast przedniej ścianki, jednak nie potrafił i nie za bardzo chciał wiedzieć, jak to obsługiwać.

Zaszedł do kuchni w poszukiwaniu jakiejś przekąski. Przy stoliku siedział Snape z nosem w gazecie. Prorok Codzienny nadal zamieszczał artykuły o przejęciu Ministerstwa Magii przez Voldemorta, choć te retrospekcje były zadziwiająco stonowane, a dziennikarze zaskakująco beznamiętnie opisywali zdarzenia – widocznie redakcji nie ominął strach przed Czarnym Panem.

Ron przyglądał się przez chwilę Snape'owi. Był przekonany, że Mistrz Eliksirów zdoła jakoś wykręcić się od przysięgi. Ciekawe, czy po prostu ucieknie czy może wpierw spróbuje ich zabić. Chłopak wymacał w kieszeni bluzy swoją różdżkę. Snape był nieuzbrojony – Harry wciąż przetrzymywał jego magiczny patyk, ale to nie zmieniało faktu, że rudzielec postanowił mieć oko na byłego szpiega. W końcu i tak na nic lepszego nie mógł się przydać, a ignorowanie Nietoperza przez pozostałe osoby go irytowało. Usiadł naprzeciwko Snape'a z paroma serowymi przekąskami w ręku.

- Nudzi ci się, Weasley? – syknął mężczyzna.

Ron poczerwieniał, ale nie wybuchnął gniewem. Odkąd poczuł, że ma kontrolę nad znienawidzonym nauczycielem, zachowywał się zaskakująco spokojnie. Łatwiej było mu wytłumaczyć sobie, że te złośliwości są reakcją na nieprzyjemną i może nawet poniżającą dla Snape'a sytuację.

- Nie narzekam – odparł chłopak, ze znudzeniem przyglądając się Mistrzowi Eliksirów. W końcu zaczął czytać artykuł na pierwszej stronie gazety, którą tamten się zasłonił. Nic ciekawego. Ludzie panikują, co jest zrozumiałe, aurorzy dostają wypowiedzenia, coraz więcej z nich przyłącza się do Zakonu Feniksa (autor artykułu starał się nie przedstawiać tego stowarzyszenia jako ostatniej linii obrony czarodziejów pragnących wolności). W rubryce po prawej stronie umieszczono zdjęcie Harry'ego, a poniżej widniał nagłówek: „Harry Potter poszukiwany w sprawie śmierci Albusa Dumbledore'a". To było do przewidzenia. Co więcej, Ron byłby zaskoczony, gdyby władza stojąca po stronie Voldemorta go o to nie oskarżyła. Oczywiście, to ani trochę nie polepszało ich sytuacji. Rudzielec westchnął z frustracją.

Zmienił nieco pozycję i poczuł, że coś kanciastego wbija mu się w bok. Sięgnął do wewnętrznej kieszeni i wydobył z niej pomniejszoną szachownicę z figurami wewnątrz. Był to ten sam komplet, na którym uczył Harry'ego grać w pierwszej klasie. Zawsze miał ją przy sobie, raczej przez sentyment, gdyż ostatnio nie mieli zbyt dużo czasu na grę. Szkoda. Dawno nie grał, pewnie już wyszedł z wprawy.

Snape, słysząc grzechotanie pionków, złożył starannie gazetę.

- Trudno mi uwierzyć, że chciałby pan zagrać ze mną, panie Weasley. – Uśmiechnął się prawie złośliwie, widząc pełną zdumienia minę rudzielca. – Zdaje mi się, że żaden z nas nie ma nic lepszego do roboty.

Ron zamrugał. Po chwili zamrugał ponownie. Snape zaproponował mu partię szachów. Snape nie kpił z niego, co więcej, zachowywał się dość zwyczajnie. Snape był… całkiem uprzejmy. Snape. A on naprawdę nie miał nic do roboty. W dodatku Mistrz Eliksirów (choć Ron przyznał to z niechęcią) był inteligentnym Ślizgonem, przez co gra z nim byłaby nie lada wyzwaniem. Ron niezmiennie ogrywał Harry'ego, kiedy już usiedli do gry, co zaczynało go już nużyć.

- Dawno nie grałem – przyznał Snape.

Ron bez słowa zaczął rozstawać pionki, sobie białe. Snape uśmiechnął się nieco tryumfalnie i czekał na pierwszy ruch. Ron pilnował się od samego początku. Pokusa zwycięstwa nad Snape'em była na tyle wielka, że mógł utrzymać nerwy na wodzy. Jego umysł błyskawicznie rozważał wszystkie posunięcia. Z kamiennego oblicza Snape'a nie dało się niczego wyczytać. Gra toczyła się już od kilkunastu minut. Ron mógł ją zakończyć w trzech ruchach, kiedy mężczyzna się odezwał:

- Jakie to miłe uczucie, kiedy przeciwnik nie stosuje legilimencji.

Ron zmarszczył nos. Czy Snape właśnie zasugerował, że czyta mu w myślach? Wykonał kolejny ruch, zerkając podejrzliwie na przeciwnika.

- Nie, nie stosuję na panu legilimencji, panie Weasley – zapewnił go Mistrz Eliksirów. – To byłaby profanacja tej gry. Tym niemniej nie powstrzymam się od bycia Ślizgonem. Szach.

- Rozkojarzyłeś mnie!

- Chcesz się wycofać?

- Nigdy!

Wziął kilka głębszych oddechów i skupił się na grze.

Remus wszedł do domu tuż przed decydującym ruchem Snape'a. Widok dwóch zaprzysiężonych wrogów, wciąż wyglądających na żywych, z pełnymi zacięcia minami pochylających się nad stołem natychmiast przykuł jego uwagę.

- Co robicie? – zapytał, wchodząc do kuchni.

Podnieśli na niego rozkojarzone spojrzenia, po czym bez słowa zwrócili uwagę na szachownicę. Snape wydał poleceni swojemu gońcowi. Po chwili namysłu Ron wydął usta i oświadczył z dumą:

- Bronię honoru Domu Lwa. Wieża na C6. Szach-mat.

Snape wyglądał, jakby miał zamiar protestować albo przynajmniej rzucić niezbyt przyjemny czar na rudzielca, ale się pohamował.

- Gratuluję, panie Weasley. Gryfońskie szczęście najwyraźniej zrównoważyło ślizgońską przebiegłość – powiedział ozięble i zanim Remus zdołał bardziej entuzjastycznie dołożyć się do gratulacji, zwrócił się do niego. – Skoro tu jesteś, Lupin, wnioskuję, że załatwiłeś, co trzeba, z Minerwą. Drżę z niecierpliwości.

Wilkołak zignorował złośliwości i wszyscy trzej dołączyli do pozostałych w salonie. Tam przekazał im szczegóły dotyczące planów na następny tydzień.

- A Dumbledore, Remusie? – zapytał Mysikrólik. – Też będzie w szkole? Muszę z nim porozmawiać.

Remus jęknął w duszy, jednak po chwili namysłu stwierdził:

- Tak, Regulusie, będzie na ciebie czekał wraz z Minerwą w gabinecie dyrektorskim.

-:-

W gabinecie dyrektora Hogwartu Minerwa McGonagall zwróciła się do portretu Albusa. Starszy czarodziej uśmiechnął się do niej zachęcająco.

- Naprawdę nie wiem, czy decyzje Remusa są rozsądne – oświadczyła.

Dumbledore wzruszył ramionami, a dyrektorka po raz kolejny zaczęła się zastanawiać, czy portret rzeczywiście przejął całość wspomnień i umysłu osoby, którą przedstawiał.


* Razjel – „Tajemnica Boga", anioł wygnany na Ziemię z powodu pychy, autor legendarnej Księgi Razjela, mającej zawierać „całą mądrość ziemską i niebiańską". Nadaje się na patrona czarnoksiężników. (I nie, ja wcale nie inspiruję się pewną sceną ze „Zbieracza Burz" M. L. Kossakowskiej ;) )