Sasuke Uchiha siedział przy cicho tlącym się ogniu. Trzymał w rękach pozostałości po króliku, którego znalazł i upiekł. Obecnie odrywał mięso od kości i jadł je tak szybko, jak tylko mógł. Wiedział, że dym mógł sprowadzić pozostałych trybutów, lecz nie martwił się tym, ponieważ zostało ich już tylko ośmiu. Według niego istniała mała szansa, że zachowała się jakaś drużyna, a nie obawiał się pojedynku jeden na jednego.
Sasuke zrobił wszystko, co w swojej mocy, by nie przyciągnąć niczyjej uwagi na samym początku gry. Nie zamierzał rozdrażnić całej grupy ludzi, żeby go później ścigała. Nie, chciał być ostrożny. Tylko raz znalazł się w sytuacji, w której jego zdaniem było wystarczająco bezpiecznie, by zabić kolejnego trybuta.
Ale teraz, kiedy zostało ich już tylko ośmiu, wiedział, że najwyższy czas zaangażować się w grę. Nie było już bezpiecznie ukrywać się z tyłu, czekając aż reszta się pozabija. W poprzednich igrzyskach ludzie, którzy nic nie robili, płonęli w ogniu lub zostawali zaatakowani przez jakieś dzikie zwierzęta. Nie, teraz to była walka albo śmierć.
To dlatego Sasuke rozpalił to ognisko. Wiedział, że ktoś był w pobliżu, ale nie był pewny kto. Fakt, że nie był tego pewny świadczył o tym, że ktokolwiek to był, był wystarczająco podstępny, by nie zostać złapanym. To samo w sobie zawężało listę podejrzanych i trybut z dystryktu siódmego uznał, że był to najprawdopodobniej Haku. Miał nadzieję, że ogień zachęci go do ataku.
Skończywszy jeść, Sasuke wytarł palce w spodnie. Podszedł do swojego plecaka i wyjął z niego menażkę pełną świeżej wody. Wziął kilka łyków, po czym ją zakręcił. Kiedy odwrócił się, żeby zgasić ogień, wydawało mu się, że zobaczył czyjś cień. Natychmiast odskoczył do tyłu. Sekundę później w miejscu, w którym stał wcześniej wylądowała strzała.
Strzały? – pomyślał Sasuke. Strzelanie z łuku nie należało do umiejętności Haku… - Pokaż się! – krzyknął, zanim rzucił się na lewo. Kiedy się podniósł, trzymał już w rękach miecz.
Jednakże ktokolwiek do niego strzelał, zignorował jego rozkaz i strzelił jeszcze kilka razy. Robiąc uniki, Sasuke próbował określić, z której strony leciały strzały. Po tym jak kolejna z nich prawie go drasnęła, rozpoznał kierunek i pobiegł przed siebie, po czym schował się za drzewem.
Usłyszał dźwięk, świadczący o tym, że napastnik strzelił w to drzewo. Między nim a osobą, która strzelała były jeszcze tylko dwa drzewa. Sasuke wziął głęboki oddech i znów pobiegł do przodu, rzucając się za jedno z nich i ledwo unikając strzały. Udało mu się, lecz w momencie, gdy łapał oddech, usłyszał, że coś uderzyło w ziemię.
Już miał znowu biec, kiedy nagle napastnik wybiegł z cienia, pędząc prosto na niego. – Neji? – powiedział zaskoczony Sasuke. W rzeczy samej, to nie Haku go atakował, lecz Neji. Skończyły mu się strzały, więc wyciągnął miecz i zaatakował go.
Sasuke szybko odzyskał zmysły i podniósł swój własny miecz, blokując atak na czas. Miecz Nejiego zadzwonił o jego broń i lekko odepchnął go do tyłu. Bez chwili wahania chłopak znów zaatakował. Sasuke wciąż blokował ciosy i odpierał ataki, lecz ciężko było mu nacierać na przeciwnika, gdyż Neji świetnie władał mieczem.
Niespodziewanie Neji użył dużo więcej siły w kolejnym zamachu i powalił Sasuke na ziemię. Trybutowi z dystryktu siódmego udało się utrzymać miecz w prawej ręce, a lewą ręką sypnął Nejiemu piachem do oczu. Członek elity był tymczasowo oślepiony i zaczął się cofać.
Sasuke skorzystał z okazji. Podniósł się na nogi i zaczął wymachiwać mieczem. Mimo szaleńczego ataku, Nejiemu udało się zablokować jego ataki jedną ręką, a po minucie odzyskał wzrok. Wkrótce walczyli łeb w łeb, wymierzając cios za ciosem.
Od długiej walki zrobili się zmęczeni i po czole Nejiego zaczął spływać pot. Musiał to zakończyć, zanim straci jeszcze więcej siły. Niespodziewanie uderzył Sasuke łokciem w twarz i trafił go w podbródek. Chłopak z jękiem odchylił głowę do tyłu.
Neji zamachnął się mieczem, chcąc wbić go w klatkę piersiową Sasuke, lecz rozczarował się, kiedy jego przeciwnik w porę podniósł broń. Sasuke wyleciał miecz z rąk i wylądował dobre kilka metrów dalej. Ręka, w której go dzierżył, lekko krwawiła. Chłopak wciąż próbował się jakoś pozbierać.
Neji uniósł swój miecz nad jego głową. – Giń! – powiedział, zanim go opuścił. Jednak nie udało mu się tego dokonać, ponieważ chwilę przed tym, jak to zrobił, jego ciało przeszył oszałamiający ból.
- Achhh! – krzyknął członek elity, kiedy ktoś dźgnął go nożem w plecy. Upuścił miecz na ziemię, czując jak opuszczają go siły. Upadając na kolana, poczuł kolejną falę bólu, kiedy nóż został wyciągnięty. Za nim stała Karin, trzymając w ręku zakrwawiony nóż, który zabrała Temari.
- Sasuke! Znalazłam cię!
Chłopak zdołał odzyskać spokój i zauważył dziewczynę, która ocaliła mu życie. Odwracając się do swojego wroga, szybko kopnął Nejiego tak mocno, że odwrócił się na plecy. Złapał go za głowę i złamał mu kark. Rozległ się wystrzał z armaty.
Ignorując kompletnie Nejiego, Karin podbiegła do Sasuke. – Sasuke! Wszystko w porządku?
- Nic mi nie jest – powiedział, zabierając miecz Nejiego. – Dzięki tobie.
Dziewczyna zarumieniła się lekko. – Przez cały czas cię szukałam – przyznała. – Cieszę się, że znalazłam się tu w odpowiednim momencie.
- Tak… - Sasuke zamilkł na chwilę. – Co za szczęście.
- A teraz, kiedy już tu jestem, możemy stworzyć drużynę – powiedziała. – Możemy zabić pozostałą szóstkę, a wtedy będziemy tylko ty i ja! Co ty na to?
Sasuke zmusił się do uśmiechu. – To brzmi… świetnie. Nie mógłbym zrobić tego bez ciebie. – Nagle przyciągnął ją do siebie i przytulił. Przez moment Karin wyglądała na zaskoczoną, lecz po chwili z zapałem odwzajemniła uścisk.
Prawa ręka Sasuke wyciągnęła nóż z kieszeni Karin. Chłopak ścisnął go mocno i wbił go w jej plecy tak samo jak ona wbiła go Nejiemu. Dziewczyna gwałtownie zaczerpnęła powietrza, czy to z bólu czy też z zaskoczenia. Jednak Sasuke nie ustąpił. Zamiast tego, wbił go głębiej, żeby upewnić się, że dziewczyna nie przeżyje.
Czerwonowłosa spojrzała Sasuke w oczy. Chłopak nie chciał na nią patrzeć, lecz i tak nawiązał kontakt wzrokowy. Spodziewał się, że zobaczy zdziwienie, złość, czy nawet nienawiść z powodu tego, co zrobił. Dlatego też został zaskoczony, kiedy nie ujrzał żadnej z tych rzeczy. Zamiast tego dostrzegł w jej oczach zrozumienie. Zrozumienie, a nawet przebaczenie.
Kiedy spojrzał na nią ze zdziwieniem, delikatnie skinęła głową. – Wygraj, Sasuke… - Złapała gwałtownie powietrze. – Proszę, wygraj… - Sasuke puścił jej ciało i dziewczyna osunęła się na ziemię. Chwilę później w oddali rozległ się wystrzał z armaty.
- Nie… - powiedział Sasuke, czując nagle wstyd. – To nie tak! Ja… Ja tylko… - Przełknął ślinę i szybko odwrócił wzrok. Minutę później odwrócił się w stronę obu ciał. Zignorował Nejiego, lecz poczuł się w pewnym sensie zobowiązany wobec Karin.
Ostrożnie podniósł jej ciało i położył je na trawie kawałek dalej. Wytarł ziemię z jej twarzy i poprawił okulary. Znów zawahał się przez chwilę, zanim pochylił się i szybko złożył niewinny pocałunek na jej ustach. To nie trwało długo i chwilę później znów stał na nogach. Wyciągnął nóż, ściął pasmo jej włosów i schował je do kieszeni. Odszedł, nie patrząc na jej ciało. Ściskając oba miecze, zatrzymał się na chwilę i zerknął do tyłu.
- Wygram. Obiecuję.
Kiba bezszelestnie śledził swoją ofiarę. Ostatnio natknął się na świeże ślady i z zapałem próbował za nimi podążyć. Ponieważ zostało już tylko kilku trybutów, wiedział, że nie mógł już polegać na swoich pułapkach i że będzie musiał znaleźć ofiarę sam. Był tylko zbyt zdesperowany, by ich znaleźć i zakończyć te igrzyska.
Ale zanim to nastąpi, będzie się świetnie bawił.
Hinata owinęła się mocniej kocem. W nocy było dość zimno, a nieśmiała dziewczyna właśnie stała na warcie. Sakura doszła do wniosku, że skoro było ich troje, to ktoś powinien czuwać, kiedy reszta śpi, a teraz nadeszła kolej Hinaty.
Drżąc z zimna, dziewczyna pocierała o siebie dłonie. Ciepło nie było jedyną rzeczą, jakiej tej nocy pragnęła Hinata. Było również bardzo spragniona. Nie miała menażki i musiała pić wodę od Naruto i Sakury. Ale ze względu na to, spali, nie mogła tego zrobić.
Noc była cicha. Zastanawiała się czy nie powinna szybko pójść się napić i wrócić. Jezioro nie było daleko, a ona znała drogę. Ale czułaby się źle, zostawiając pozostałą dwójkę bez straży, kiedy wiedziała, że była odpowiedzialna za czuwanie. Z drugiej strony została tylko szóstka trybutów, więc istniała mała szansa, że ktoś będzie tędy przechodził przez ten krótki czas, kiedy jej nie będzie.
Dochodząc do wniosku, że jeśli się pośpieszy, nic złego się nie stanie, Hinata wstała. Szybko i bezszelestnie oddaliła się od miejsca, w którym nocowali i ruszyła w stronę jeziora. Gdy dotarła na miejsce, zobaczyła, że woda była spokojna. Światło księżyca odbijało się na jej powierzchni. Podchodząc trochę bliżej, dziewczyna stanęła przy brzegu i rozejrzała się dookoła.
W międzyczasie Naruto obudził się ze swojego koszmaru. Nie chciał z powrotem zasnąć, więc wyczołgał się ze śpiwora, który dzielił z Sakurą. – Hej, Hinata, pomyślałem, że przez chwilę pomogę ci czuwać. – Mówiąc to, rozglądał się za dziewczyną.
- Hinata? O kurde! – krzyknął, gdy uświadomił sobie, że rozmawiał ze sobą. Dziewczyny nigdzie nie było. Odwrócił się do miejsca, w którym spała Sakura. – Sakura, obudź się! – Potrząsnął nią.
- Co się dzieje, Naruto? – zapytała poirytowana.
- Hinata zniknęła! - walnął prosto z mostu. – Zniknęła!
To rozbudziło Sakurę. Różowowłosa dziewczyna natychmiast podniosła się na nogi i rozejrzała dookoła. – Zniknęła, ale nie wygląda na to, żeby z kimś walczyła. Słyszałeś wystrzał z armaty? – Naruto pokręcił głową. – W takim razie nie sądzę, żeby była martwa i prawdopodobnie nikt jej nie uprowadził. Zresztą porywanie ludzi nie ma sensu.
- Jak myślisz, co się stało? – zapytał rozpaczliwie Naruto.
- Mogła po prostu odejść – odparła Sakura. – Może zupełnie nic jej nie grozi.
- Naprawdę? – powiedział Naruto z ulgą. – Jak myślisz, dokąd poszła?
- Nie jestem pewna. – Sakura przygryzła wargę. – Odejście bez słowa nie jest w jej stylu. Ale jeśli to zrobiła, może być nad jeziorem. Powinniśmy pójść jej poszukać, nawet jeśli nic jej nie grozi.
- A co z naszymi rzeczami?
- Weź broń, ale zostaw resztę. Nie będzie nam potrzebna.
Szybko ruszyli w stronę jeziora. To, co zobaczyli zszokowało ich i rozwścieczyło. Kiba zaatakował Hinatę, kiedy dotarła nad jezioro. Patrzyli jak rozcina jej brzuch siekierą.
- NIE!
Kiba odwrócił się do Naruto i Sakury, którzy teraz biegli w jego kierunku. Puścił siekierę, która utknęła w ciele Hinaty i czmychnął do lasu. Kiedy Naruto i Sakura podbiegli do Hinaty, dziewczyna upadła na ziemię.
- Hinata! – wrzasnął blondyn, kiedy do niej dobiegł. Chwycił jej drżącą dłoń, gdy leżała na plecach. Siekiera wciąż wystawała z jej brzucha i była pokryta jej krwią. Oddech Hinaty był nierówny i zdecydowanie zbyt szybki. Krew odpłynęła z jej twarzy i dziewczyna zrobiła się biała jak kreda.
Sakura delikatnie złapała za rączkę siekiery, próbując ją wyciągnąć, ale spotkała się z krzykiem bólu rannej dziewczyny. – Nie wydaje mi się, żebym mogła ją wyciągnąć! – powiedziała do Naruto. – Utknęła naprawdę głęboko!
- N-Naruto… - wyszeptała Hinata, próbując unieść rękę w stronę blondyna. Chłopak natychmiast ujął jej dłoń, odkrywając, że była zimna jak lód. Próbując zignorować nieprzyjemne uczucie w żołądku, spojrzał dziewczynie prosto w oczy.
- Wszystko będzie dobrze, Hinata! Wyciągniemy ją i wyzdrowiejesz! – powiedział. – Po prostu wytrzymaj, okej?
- N-Naruto… - znów wyszeptała jego imię. – M-Musisz w-wygrać… - Nagle nabrała gwałtownie powietrza. – Proszę… Chcę, żebyś w-wygrał… - Zamknęła oczy.
- Hinata! Nie! – wrzasnął Naruto, kiedy rozległ się wystrzał z armaty. – Nie! Ona nie może być martwa! – Nie zauważył łez, które spływały mu po policzkach.
- Naruto, przestań! – powiedziała Sakura, odciągając go od ciała dziewczyny. – Ona nie żyje! Musisz ją puścić!
Naruto odepchnął jej dłoń, ale wtedy niespodziewanie wstał. Obrócił głowę w kierunku, w który uciekł Kiba. – Ten sukinsyn! To on ją zabił! – W głosie Naruto słychać było gniew, kiedy chłopak zacisnął pięści najmocniej, jak mógł. – Zabiję go!
Nagle pobiegł w tym kierunku, krzycząc i przeklinając. – Naruto, zaczekaj! – zawołała za nim Sakura. Nie była przygotowana na jego ucieczkę. Ale zaraz po tym jak podniosła się na nogi, rzuciła się za nim.
Naruto biegł przez las tak szybko, jak tylko mógł, szukając na prawo i lewo mordercy Hinaty. Jednak widział jedynie drzewa. – Wyłaź, skurwysynu! – wrzasnął. – Ty tchórzu! Gdzie jesteś?
Niedaleko na południe od jego położenia Kiba zaśmiał się cicho. Ukrył się pod drzewem. Znał las lepiej niż ktokolwiek inny i był pewny, że nie zostanie znaleziony, bez względu na to jak głośno krzyczał trybut z dystryktu dwunastego. Jednak w momencie, gdy poczuł się z siebie dumny, coś usłyszał.
Podniósł wzrok i ze zdziwieniem ujrzał Haku, siedzącego na drzewie i patrzącego na niego z góry. Kiba zastanawiał się nad tym, co robił drugi chłopak, lecz nie odważył się powiedzieć czegokolwiek, żeby Naruto go nie usłyszał. Jednak to, co robił Haku szybko wyszło na jaw. Kiedy chłopak był już pewny, że przykuł uwagę Kiby, zaczął kopać w cienkie drzewo.
Drzewo kiwało się do przodu i do tyłu, a jego gałęzie zaczęły się trząść. Kiedy Haku je rozhuśtał, zaczęło przechylać się na boki i ocierać igłami o sąsiednie drzewa. Z gałęzi zaczęły spadać szyszki i Kiba wypowiedział bezgłośne przestań.
Jednak Haku go zignorował i dalej robił tyle hałasu, ile tylko mógł. – Bądź ciszej! – wyszeptał ze złością Kiba. Nie słysząc żadnej odpowiedzi, zaczął wspinać się pod drzewie, lecz zaraz po tym Haku upuścił mu na twarz kamień. To sprawiło, że chłopak poluźnił uścisk i spadł na plecy.
Ten cały hałas przyciągnął uwagę Naruto i blondyn podbiegł do źródła dźwięku razem z podążającą za nim Sakurą. – Tu jesteś! – krzyknął, kiedy go zauważył. Gdy wyciągnął nóż, wyglądał, jakby był gotowy przebić nim serce Kiby. Widząc to, Kiba szybko podniósł się na nogi i wyciągnął swój własny nóż. Jego prawdziwą bronią była siekiera i dopiero teraz uświadomił sobie, jaki błąd popełnił, zostawiając ją, kiedy go przyłapali.
Naruto zaatakował Kibę, lecz kiedy się zbliżył, dziki chłopak próbował wziąć go z zaskoczenia poprzez nagłe wycelowanie nożem w jego twarz. Spodziewał się, że Naruto odskoczy ze zdziwieniem, co da mu czas na atak, lecz to on był zdziwiony, kiedy Naruto się nie wycofał. Zamiast tego, blondyn wyciągnął lewą rękę, by przyjąć cios.
Nóż Kiby przebił dłoń Naruto, lecz zatrzymał się, podczas gdy nóż blondyna przebił kurtkę Kiby. Miejsce, w które się wbił, zrobiło się czerwone i kiedy blondyn go wyciągnął, z rany zaczęła płynąć krew.
- Ahhh! Cholera! – wrzasnął z bólu Kiba. Próbował wyciągnąć swój własny nóż, który tkwił w dłoni Naruto. Kiedy to zrobił, ból powstrzymał blondyna w trakcie ataku. Nastolatek prawie upadł na kolana, gdy poczuł jak nóż zostaje brutalnie wyszarpnięty z jego ręki.
Jednak kiedy Kiba odzyskał swój nóż, Sakura podbiegła do swojego przyjaciela. – Sukinsyn! – krzyknęła, rzucając swoim własnym nożem w prawe oko Kiby.
- Kurwa! – wrzasnął Kiba, upuszczając broń i łapiąc się za twarz.
Naruto przez chwilę zapomniał o bólu i otrząsnął się na tyle, by znów zaatakować. Nagle jego gniew powrócił i jeszcze raz dźgnął Kibę w pierś. Następnie jeszcze raz i jeszcze, i tak aż pięć razy.
- Naruto, przestań! – powiedziała Sakura, łapiąc go za ramię, którym znów chciał zaatakować. – On nie żyje! Dopadłeś go! A teraz przestań! – Ogarnięty furią Naruto przegapił dźwięk wystrzału z armaty, który zaalarmował ich, że Kiba faktycznie był martwy.
Blondyn upuścił broń i upadł na kolana obok zwłok, dysząc ciężko. Ból z przebitej dłoni i widok zakrwawionego ciała spowodował, że zwrócił to, co wcześniej zjadł. Potrzebował minuty, żeby sapiąc i płacząc, otrzeć usta i podnieść się z ziemi.
- Musimy wracać – powiedziała Sakura, ocierając łzę. – Nie możemy… nie możemy tak po prostu zostawić tam Hinaty. – Naruto nagle poczuł wstyd. W ciszy zebrali swoje bronie i skierowali się w stronę jeziora, nie wiedząc, że Haku oglądał całą tę scenę z góry.
Kilka minut później dotarli na miejsce, w którym zostawili ciało Hinaty. Leżało nietknięte, dokładnie tam, gdzie wcześniej. Naruto musiał wyjąć siekierę z piersi dziewczyny, ponieważ Sakura nie chciała tego zrobić. Jednak zdołała wyczyścić ciało i zmyć większość krwi.
Wiedzieli, że nie mogą pochować Hinaty, ponieważ jej ciało zostanie zabrane, tak jak wszystkie inne, ale przynajmniej oparli ją o drzewo. Teraz wyglądała, jakby po prostu spokojnie sobie spała, co, jak oboje przyznali, było dużą poprawą. Ten widok uspokoił Sakurę, ale Naruto wyglądał na wściekłego.
Nagle skierował twarz ku niebu i wrzasnął. - Pierdolcie się! – krzyknął do organizatorów igrzysk, Kapitolu i wszystkich innych, którzy go słuchali. – Wy popieprzone sukinsyny! Jak śmiecie? Za kogo się uważacie, zmuszając nas do zabijania się nawzajem? Myślicie, że to jakaś gra? To się dzieje naprawdę! To wasza wina! – powiedział, wskazując na Hinatę. – Zginęła przez was! Hinata nie zasługiwała na śmierć! Ona nigdy nikogo nie skrzywdziła!
Jego głos załamał się i przeszedł w szept. – Ona nigdy… nikogo nie skrzywdziła…
Wtedy Sakura w milczeniu zabandażowała dłoń blondyna. – Naruto… - ocuciła chłopaka. Jej głos był przepełniony emocjami. – Musimy to zakończyć. Nie chcę już w to grać.
- Ale… jeśli zostaniemy tylko my… - zastanawiał się. – Które z nas przeżyje?
- Nie wiem. – Pokręciła głową. – Nie wiem.
Martwi: Tayuya, Matsuri, Sasame, Chouji, Amaru, Kankuro, Shino, Dosu, Rock Lee, Kin, Shion, Gaara, Tenten, Ino, Shikamaru, Temari, Neji, Karin, Hinata, Kiba
