Gdy nastał ranek, wyruszyli do kliniki aborcyjnej.
Przy rejestracji pani nie chciała ich wpisać na żaden termin, gdyż nie wierzyła, że mężczyzna może być w ciąży. Pokazali jej zdjęcie USG.
– Sfabrykowane – powiedziała. – Albo ukradliście je jakiejś kobiecie...
Snape wykłócał się z nią dalej, a Remus odszedł na bok i wyglądał smętnie przez okno. Może to przez ciążę, ale miał w dupie swoją ciążę. Severusowi udało się wyperswadować spotkanie z lekarzem.
Słuchał ich, potakując ze zrozumieniem głową.
– Dobrze, rozumiem. Podejmę się zabiegu, ale za podwójną opłatą.
– Ile to będzie?
– Tysiąc funtów. Zajmę się tym od razu! Panie Lupin, jest pan kompletnym ewenementem! Nie chciałby oddać pan swojego ciała do badań laboratoryjnych?
– Nie, nie zgadzam się! Chcę jak najszybciej usunąć pasożyta z organizmu!
I już po chwili Remus leżał na szpitalnym wyrku. Snape stał wiernie u jego boku.
– Hm – westchnął lekarz, uważnie oglądając zdjęcie. – Płód ulokował się w jakimś osobliwym pęcherzu, który powstał ze ścianki jelita grubego. No nic... spróbujemy znieczulić panu odbyt.
Lupin dzielnie zniósł zastrzyk (trzymał się przy tym rąbka szaty Severusa). Odczekali parę minut.
– I jak? Czuję pan coś?
– No, czuję.
– Trzeba dać kolejne...
Kolejny zastrzyk. Kolejne parę minut.
– I jak teraz?
– Dalej czuję...
– Ale tak trochę słabiej czy...?
– Nie, zupełnie normalnie. Jakby nic pan mi nie wstrzykiwał w dupę.
– No trudno, przeprowadzę zabieg bez znieczulenia.
Remus przełknął ślinę.
– Będzie... będzie bolało?
– Panie Lupin – lekarz wesoło orzekł – do wesela się zagoi!
W odbyt włożono pacjentowi rurkę. Remus trochę stękał przy tym, ale wytrzymał (Severus musiał oburącz trzymać jego lewą dłoń – wspierał go, jak mógł).
– Siostro, proszę włączyć zasysanie!
Maszyna przyjemnie zaczęła szumieć. Gdyby nie to, że miał rurkę w odbycie, to nawet by mu się teraz podobało.
– Dziwne... – mruczał lekarz. – Cholera, nie chce się odessać! Ten płód jest jakiś wyjątkowo twardy i zbity! Trzeba go będzie trochę zmiażdżyć.
Wyjął rurkę.
– Czy to się panu podoba, czy nie, włożę panu w odbyt obcęgi.
– W dupę se pan wsadź te obcęgi! – Lupin się aż opluł.
– No właśnie to panu je wsadzę... chyba że nie chce pan już aborcji?
Remus coś tam odburknął i uciekał od lekarza oczami.
– Wkładam! – obwieścił.
– Aaa! – Remus nie mógł powstrzymać okrzyku.
Lekarz ruszał obcęgami na lewo i prawo, aby powoli, acz skutecznie przedzierały się przez tunel odbytniczy pacjenta.
– Ach! Aaa! – wrzeszczał w niebogłosy.
Severus pochylił się nad nim i położył dłoń na jego piersi.
– Remus, wytrzymaj! Jesteś dobrym człowiekiem! Liczy się to, co masz w sercu!
– Aaa!
Przekrwione oczy Remusa wychodziły z orbit. Krew w nich tak intensywnie płynęła, że gałki niemal pękały. Obcęgi wchodziły coraz głębiej. Lupin mógł tylko bezsilnie wierzgać nogami.
– Siostro! Proszę przytrzymać mu nogi! Jest! Dotarłem do płodu! Rozpoczynam sekwencję miażdżeń!
– Aaa! To dziecko czuje mną i ja czuję tym dzieckiem!
Z ust Remusa tryskała ślina – już nie kontrolował swojego ciała nijak. Severus trzymał go mocno za rękę i samym spojrzeniem próbował dodawać mu sił. Nagle w rogu gabinetu nietoperz dostrzegł jakąś zgarbioną, ciemną postać.
– Kto ty?! – Severus zwrócił się do przybysza.
– Jestem pscyhopompos. Pomagam przejść dzieciom do świata żywych. To co robicie jest złe, wynaturzone. Dusza tego dziecka na wieczność zbłąka się, aż wreszcie nie rozpuści w pramaterii. A wasze dusze zostaną przeklęte.
– Siostro, szybko, rurka i ssanie! – lekarz zarekomendował.
Odessali płód bez dalszych problemów. Lupin leżał blady jak ściana, błędnym wzrokiem wodząc po suficie.
Snape podszedł do pojemniczka z odessanym płodem. Wnet szczątki dziecka jęły się poruszać! Uformowały małą, pomiażdżoną karykaturę dziecka. Krwawą i koślawą. Oko kreatury otworzyło się, z oczodołu ciekła powoli krew.
Ma-ma…
Mała łapka dziecka zawinęła się powoli, palec po palcu, na krawędzi pojemniczka. Płód lekko podciągnął się do góry, tak, żeby usiąść. Dziecku wyrosły skrzydła! Wystrzeliły z mlaskiem, brudząc wszystko naokoło lepką mazią! Lekarz przewrócił się, ciecz zalegała na jego oczach. Pielęgniarka zaczęła wrzeszczeć! Płód ze skrzydłami wzbił się pod sufit. Przypuścił szturm na wrzeszczącą kobietę. Przegryzł jej tętnice jednym skutecznym ruchem świeżo narodzonej żuchwy. Lekarz bezradnie wycofał się pod ścianę na czworakach, jak przerażony, pokraczny krab. Płód wystartował do ataku! Ale w połowie drogi coś grzmotnęło w jego ciałko i roztrzaskało go o ścianę.
Lupin stał na łóżku, dysząc jak bohater, z wyciągniętym ramieniem do przodu. Rzucił w dziecko kanistrem po mleku.
Lekarz pisnął jak myszka – chciał coś powiedzieć, ale chyba odebrało mu mowę.
– No w takim razie... – wreszcie odzyskał głos – poproszę tysiąc pięćset funtów...
– Umawialiśmy się na tysiąc – Severus odgarnął ze złością z czoła przepocone włosy.
– Nie wiedziałem, że zabieg okaże się taki skomplikowany... Ale... dam panom zniżkę. Tysiąc trzysta funtów, niech będzie. Za uratowanie mi życia.
Snape spojrzał na zmiażdżony płód, który powoli zsuwał się po ścianie, zostawiając za sobą krwawą smugę. Oko spojrzało na niego przenikliwie.
Ma-ma…
