Akt II

Prolog

- Paciu, co to za wielki czarny stwór? – Mała dziewczynka wyciągnęła rączkę w stronę ogromnej, majestatycznej rzeźby stojącej po prawej stronie wielkiego, wykutego w skale ołtarza.

- To jest Shabranigdo, kochanie – odpowiedziała jej starsza kobieta, której długie, siwe włosy zostały upięte w ciasny kok.

Dziecko zmarszczyło śmiesznie nosek.

- Shabra…

- Shabranigdo. Rubinooki Shabranigdo, Bóg Demonów, Król Ciemności, stwórca Mazoku – wyjaśniła cierpliwie starsza pani.

- Czy on jest zły?

-Tak, kochanie.

- Hm… A ten duży smok? – Drobny paluszek wskazał drugie kamienne stworzenie.

- To Płomienny Smok Ceiphied, władca Smoków, przeciwnik Rubinookiego Shabranigdo.

- Hm… Oznacza to, że Ceiphied jest dobry?

- Zgadza się.

- A dlaczego Ceiphied jest dobry a Shabranigdo jest zły?

- Shabranigdo pragnie zniszczyć świat, a Ceiphied robi wszystko, aby temu przeszkodzić.

Nastała chwila ciszy.

- Paciu, a jeżeli świat jest zły, to czy chronienie go nie jest złą rzeczą?

- Drogie dziecko, myślisz, że nasz świat je zły? – W jasnoniebieskich oczach staruszki pojawiło się zdziwienie.

- Nie – zaprzeczyła szybko dziewczynka, kręcąc główką i chwytając w dłonie rąbek jasnobeżowej sukienki, który następnie zaczęła nerwowo miętosić.

W spojrzeniu niewiasty pojawiło się zrozumienie. Zbliżyła się do dziecka, po czym ukucnęła i otoczyła małą istotkę ramieniem.

- Kochanie, spójrz na rzeźbę znajdującą się pomiędzy Płomiennym Smokiem Ceiphiedem a Rubinookim Shabranigdo. – Maluch posłusznie uniósł głowę, aby spojrzeć na postać pięknej kobiety, o długich, falowanych włosach, wyłaniającej się z morskiej toni.

- Kto to jest, Paciu?

- To ta, która jest ciemniejsza od mroku, głębsza od najciemniejszej nocy. To ta, która pływa w Morzu Chaosu. To ta, która sama jest Morzem Chaosu. Złota Władczyni, Matka Wszechrzeczy, Pani Nocnych Koszmarów.

- Nie rozumiem, Paciu.

- Jest jeszcze o wiele za wcześnie, abyś zrozumiała te słowa. Teraz chciałabym jedynie, abyś dobrze zapamiętała te słowa, kochanie.

- Dlaczego, Paciu?

W oczach staruszki pojawił się tajemniczy błysk.

- Bo, ci którzy rozumieją te słowa, zyskują moc, aby zmienić ten świat.


Wysoka kobieta, odziana w czarne, strojne szaty wpatrywała się w ostatnie płomienie dopalającego się w kominku ognia. Starała się za wszelką cenę odciąć od przeszłości, jednak bywały chwile, kiedy stare wspomnienia pojawiały się nieproszone w jej umyśle, mącąc jej spokój. Nie dość, że jej pierwszy plan zawiódł, musiała się zmagać z wydarzeniami, o których dawno powinna była zapomnieć. Musiała jednak przyznać sama przed sobą, że to ona przede wszystkim ponosiła winę za obecny stan rzeczy. Wierzyła, że Kirae nie pójdzie w ślady swojego ojca. Szybko się okazało, jak bardzo się myliła. Mała kapłanka zawsze bardzo łatwo dawała sobą manipulować. Tak łatwo, że ona sama zapomniała, jak wielką siłą jest działanie unmei, które niewątpliwie wspomogło dziewczynę w decydującym momencie w zwalczaniu jej mocy…

Poruszyła się niespokojnie w krześle. Jeszcze nic nie było straconego. Przez te lata zyskała ogromną potęgę. Za nic w świecie nie pozwoli, aby jakaś obca, nieznana siła decydowała o jej przeznaczeniu. Nawet jeśli byłaby to wola samej Pani Nocnych Koszmarów…


Notka odautorska

Muszę przyznać, że z tym opowiadaniem idzie mi dosyć ciężko. Zaczęłam je i chciałabym je skończyć, ale w chwili obecnej naprawdę się waham, czy to właśnie temu fanfikowi powinnam nadać priorytet. Jeżeli ktoś zaszedł w czytaniu tego fika już tak daleko, jak do tego momentu i naprawdę chce wiedzieć, co będzie dalej, to naprawdę byłoby mi miło, jakby zamieścił jakiś komentarz. Byłby to wtedy dla mnie znak, że ktoś to jednak na serio czyta. W innym przypadku raczej nie starczy mi sił, aby skończyć tę historię.