Niedziela

00:21 (czasu Karakury, GMT +9)

Garganta najwyraźniej była dobrze skalibrowana, bo kiedy opuścili we trzech bezdenną pustkę, a czarna jama za ich plecami zamknęła się z trzaskiem, znaleźli się w ciemnościach kwarcowego lasu. Nawet, jeśli dla dwóch towarzyszących Ichigo Arrancarów jest to niezbadane dotąd terytorium, w niczym nie przypominające bezkresnych pustyni Hueco Mundo, oblanych światłem księżyca, to można tu wyczuć coś znajomego. Najwyraźniej nie tylko rudowłosy to wyczuwa, bo stojący po jego prawej Aidenell Kerr mocniej wciąga powietrze, przymyka powieki, rozchyla lekko usta i chyba… smakuje drobinki cząsteczek duchowych, które w Hueco Mundo zostawiają specyficzny posmak na języku i zdają się mieć nawet swoisty zapach. Do licha, dla Kurosakiego wszystko tutaj śmierdzi Hollowami, aż na wymioty zbiera. Ale Kerr najwyraźniej gustuje w takich aromatach, bo wygląda… Cóż, Ichigo prawdopodobnie tak wyglądałby z nagą Rukią, siedzącą na nim okrakiem. Ale co kto lubi, każdy ma swoje fetysze. Tak czy inaczej, nawet dla Ichigo, przyzwyczajonego do dziwactw z najwyższej półki, to jest z deka… dziwne.

- E, to którędy? Jakieś pomysły, Kurosaki? Olej Kerra, zawsze się tak sztacha, nawet mi się robi od tego niekomfortowo.

- Jestem patriotą i pachnie mi tu domem, Grimmjow.

- Popierdolony jesteś. Koniec wąchania, zanim ci stanie. To teraz gdzie?

- To twoje włości, Wasza Królewska Mość.

- Kurwa, nigdy tu nie byłem, dowcipnisiu. Pierdoliło mnie łażenie po piwnicy.

- Yyy. To Las Menosów. Nie każdy Arrancar był kiedyś Menosem?

- Arrancarzy to nie parszywe Hollowy, Kurosaki! Jak wskakują na wyższy poziom, to łapią reset. Zresztą, co tu jest do wspominania – gówniane towarzystwo, pieprzone skamieniałe drzewka i ciemno, że chuj widać na dziesięć metrów. Pytam się, którędy. Chyba tu gościłeś, Kurosaki?

- Jakoś nie zwiedzałem okolicy, okoliczności nie sprzyjały. Może trzeba było zabrać od Urahary jakąś… mapę?

Grimmjow uderza dłonią w swoje czoło na tyle mocno, że echo odbija przytłumiony dźwięk od pobliskich kwarcowych kolumn, a kiedy pogłos wreszcie zanika, do rudowłosego odwraca się drugi Arrancar.

- Ichigo Kurosaki, może byś tak oświetlił nam drogę?

- Yyy. Jakby… Kidō nie jest moją najmocniejszą stroną. Więc nie krępujcie się.

- Mówisz poważnie? Interesujące. Więc twoje Kidō…

- Po chuj drążyć, Kurosaki w Kidō jest do dupy, też mi odkrycie.

- No przepraszam, że nie jestem we wszystkim jak zajebisty, jak ty. Renji też jest kiepski w te klocki, a został kapitanem.

- No, pogratulować Gotei wykwalifikowanej kadry. Nie ogarniam, jakim cudem Aizen dał ciała w Karakurze.

- Nie wymądrzaj się, tylko poświeć.

- Cero nie jest do świecenia, jakbyś kurwa nie wiedział.

- Czyli… nie umiesz wykrzesać z siebie małego światełka, Grimmjow?

- Spierdalaj.

Kerr jedynie przewraca oczami i po prostu rusza przed siebie. W ciemną pustkę, rozpościerającą się dookoła. Ichigo roześmiałby się, gdyby odkrycie sprzed momentu nie ugodziło jego własnego ego. Dwóch Espada i pogromca Aizena nie potrafią zapalić świeczki. Dobrze, że nikt tego nie widzi. Fakt, ciemno, jak w dupie u…

- Kurwa, patrz pod nogi, bo ci je przetrącę.

- Co się pieklisz? Sam uważaj, gdzie leziesz. Nabiłem sobie siniaka.

- Tylko się mieczem nie pokalecz, debilu. Wiedziałem, że rude przynosi pecha, ta cycata tylko potwierdza regułę. Nieszczęście się ciągnie za wami, jak smród po gaciach.

- Nie wkurzaj. Jak ja robiłem najazd, to było bardziej spektakularnie. Przypomnieć ci moje wcześniejsze odwiedziny w Hueco Mundo, Grimmjow?

Chwilową ciszę przerywa śmiech Kerra, otulający ciemność wokół nich. Kurosaki po niewczasie zdaje sobie sprawę, że od jakiegoś czasu pierwszy „szósty" doskonale się bawi, przysłuchując się wymianie zdań za swoimi plecami. Zgaszeni tym wybuchem wesołości, Ichigo i Grimmjow przestają się do siebie odzywać i z zacięciem na twarzach brną w iemność. Nagle chłopakowi coś się przypomina i aż przystaje, mocniej marszcząc brwi.

- O szlag.

- Co znowu?

- Chyba zapomniałem zakręcić gaz przed wyjściem z domu.

- Ja pierdolę…

01:40

- I chuj, mówiłem, żeby odbić w lewo.

- A czemu akurat w lewo, Grimmjow?

- A macie, kurwa, lepsze pomysły?

-…

-…

- No ja pierdolę…

05:07

Wcale nie jest tak fajnie, jak się zapowiadało. Jak wielki może być Las Menosów? Ichigo ma wrażenie, że przeszli go już wzdłuż i wszerz, a wszędzie tylko skamieliny kwarcowych drzew i ciemno, że oko wykol. Ma ochotę przekląć, ale Grimmjow klnie za ich trzech, a w tej sztuce nie ma sobie równych i nie warto robić mu konkurencji. Może trzeba było wparować wprost do Las Noches? Tutaj, jak na razie, rekonesans niewiele przyniósł, a cały ten dziwaczny, wymarły las jest pusty i skąpany w ciszy, przerywanej czas od czasu jedynie inwektywami błękitnowłosego. Z tego, co Zastępczy zapamiętał, kiedy miał wątpliwą przyjemność gościć pod powierzchnią pustyni poprzednio, Menosów było tu od zatrzęsienia. Teraz muszą wyczuwać obecność Arrancarów i zwyczajnie się kryją. Mogłyby spróbować szczęścia z Shinigami, ale dwaj ex Sexto to już zupełnie nie ta liga dla zwykłych Gillianów i te instynktownie to czują. Żaden nie odważy się stanąć przeciw Arrancarowi w pojedynkę, ale w takim razie, czemu nie zaatakują stadnie? Jedynym, co przychodzi Ichigo do głowy jest to, że szeregi Menosów znacząco się przerzedziły i akurat w tej sytuacji stanowi to naglący problem. Jeśli ktoś – lub coś – zupełnie niespodziewanie wykończyło super silne Hollowy, to… aż strach gdybać.

Nie dowierza swoim zmysłom, już odzwyczajonym od reagowania na zewnętrzne bodźce przez godziny błądzenia w obezwładniającej ciszy i po omacku, kiedy z ciemności wyłania się kilka sylwetek, jak najbardziej humanoidalnych. Arrancarzy. Ichigo sięga po Zangetsu, ale dwaj pozostali nie reagują.

- Czekaj. Nie bądź taki do przodu. Co się gapisz, zanim ich skasujemy, grzecznie powiedzą nam, którędy na górę.

No tak, na to rudowłosy nie wpadł. Swoją drogą bardziej zastanawiające, że akurat tym, który do tego doszedł, jest Grimmjow. Kiedy odległość dzieląca ich od tamtych się zmniejsza, widać postaci wyraźniej.

- Ci są „szarzy". Najpierw zapytamy, a utłuczemy, jak się nam odpowiedzi nie spodobają?

- Nie oślepłem, Kerr. Nie mogę się doczekać, aż usłyszę ich poddańcze skomlenie.

Ichigo nie zastanawiał się nad tym wcześniej, ale błękitnowłosy przez ten tydzień miał na sobie popielatą hakamę i bluzę w takim samym kolorze, nieco osmoloną na plecach przez jego Getsugę. Podobnie Aidenell Kerr. A grupa nerwowo zachowujących się postaci przed nimi także odziana jest na szaro. „Szarzy".

- Grimmjow…? O w mordę, a te tępe tłuki się zarzekały, że cię… Ej, my nie mamy z tym nic wspólnego. To ten cholerny Shinigami i jego pieski. Ale gdzie cię wcięło na tydzień? Myśleliśmy…

- Mordy w kubeł. Jaki Shinigami? I co się odstawia w Las Noches?

- Shinigami, jak Shinigami, nie przedstawił się. Taki na czarno, z mieczem. O – coś jak tamten, tylko bez czerwonych kudłów. Zaraz, co ten tu robi?

- Chuj wam do tego. Jakbym ubrał w kieckę tresowaną małpę i kazał ją w dupę całować, to jednym pytaniem, za które nie zarobilibyście czapy, byłoby czy cmokać ją macie w obydwa pośladki. Kto odpierdala rewolucję w moim Hueco Mundo?!

O ile w pierwszym odruchu Ichigo miał ochotę się roześmiać, o tyle – kiedy załapał, że to o małpie nawiązywało niejako do jego osoby – postanawia dać upust swojemu skumulowanemu niezadowoleniu i jakoś tak spontanicznie przywala Grimmjowowi w potylicę. Nic, czego nie robił wcześniej, i vice versa. Za to reakcja pozostałych jest zupełnie dla niego niespodziewana. Arrancarzy momentalnie do niego dopadają i najszybszemu prawdopodobnie udałoby się dotkliwie okaleczyć rudowłosego, gdyby Grimmjow nie odesłał „szarego" uderzeniem pięści na pobliski, skamieniały pień. Ichigo, jak zresztą pozostali, no może oprócz Kerra, obserwującego zajście ze stoickim spokojem, potrzebują chwili, by ogarnąć sytuację. Pierwszym, z czego Shinigami zdaje sobie sprawę, jest to, że Arrancarzy zareagowali na naruszenie nietykalności cielesnej swojego króla, chociaż nie są jego Fraccion, zmuszonymi do podobnej postawy strachem. Boją się go, ale nie instynktowny strach przed Espadą nimi kieruje. Są „szarzy". Arrancarzy Grimmjowa. Drugim odkryciem jest, że błękitnowłosy sam wydaje się być tym zaskoczony, co odbijają jego kobaltowe oczy, chociaż bardzo próbuje swoje zaskoczenie ukryć pod wymuszonym, wrednym uśmiechem. Zdezorientowani są także sami niedoszli napastnicy, zachodzący prawdopodobnie w głowę nad powodem obecności Zastępczego u boku Grimmjowa oraz charakteru ich relacji. Akurat o tym Ichigo sam nie wie, co myśleć. A tak, Grimmjow… go obronił? Niezręczną ciszę przerywa Aidenell Kerr, co chłopak przyjmuje z ulgą.

- Przelejcie energię w udzielanie sensownych odpowiedzi. Co się dzieje w Las Noches?

- Yyy, chyba… rewolucja? Tłuką się tam, wszyscy ze wszystkimi. Ten Shinigami, psia jego mać, tylko ich nakręca. Najpierw tłukli Menosy i co się nawinęło, że niby uwalniali naturalne instynkty, a jak zabrakło zwierzyny, to wzięli się za łby między sobą. Pierdolony Shinigami stwierdził, że skoro teraz bezkrólewie, to każdy może sobie zająć miejsce poprzedniego króla, znaczy – twoje. Ogólny rozpizd, mówiąc oględnie.

- Bezkrólewie, tak?

Grimmjow się nie uśmiecha, nie wścieka, jest w zupełnie dla siebie nietypowy sposób całkowicie opanowany. Na palcach jednej ręki Ichigo może policzyć momenty, kiedy go takim widział i zawsze towarzyszył temu metaliczny posmak i kałuże, hektolitry czerwonej posoki.

Będzie rzeźnia, jak nic.

Od przemyśleń natury politycznej odrywa Ichigo rozbłysk czerwonego światła i chłopak, zupełnie zdezorientowany, nie ma dość czasu, by zejść z toru lotu pocisku, przesuwając się zaledwie o krok. Mimo to czerwone Cero prześlizguje się po jego plecach, zwęglając kosode i niegroźnie raniąc skórę na wysokości nerek. Co do jasnej…?! Brązowe tęczówki napotykają turkusowe, które wydają się odbijać delikatne rozbawienie, podsycone czymś drapieżnym, zwierzęcym.

- Popierdoliło cię, Grimmjow?! Co ty odwalasz?

- To? Niechcący, Kurosaki. Jakoś się tak… napatoczyłeś. Popatrz, jaka to kurewsko niebezpieczna okolica.

Espada uśmiecha się po swojemu uśmiechem, którego Ichigo ma już po dziurki w nosie. I chociaż zapewne powinien czuć potrzebę odpowiedzenia na zaczepkę Getsugą, zwyczajnie chce mu się śmiać. „Niechcący". Wredny sukinsyn, ale ma wyczucie stylu. A będąc uczciwym przed samym sobą – Kurosakiemu się należało. W końcu zostawił na ciele błękitnowłosego więcej, niż jeden autograf. Więc tylko otrzepuje ubranie, mija kompletnie zmieszanych szarych Arrancarów i rusza przed siebie, krok za Grimmjowem, który z charyzmą przywódcy kieruje się ku Las Noches, wyrównać inne rachunki. Nikt za nimi nie podąża. Za to słyszą za sobą nerwowe „yyy".

- Czego, kurwa?

- No, tego... Wyjście na powierzchnię jest w przeciwną stronę.


Nie dałam rady zamknąć wszystkiego w jednym rozdziale, więc niedziela będzie na pół. O ile wena dopisze ;)