ROZDZIAŁ 9

— Jak on się czuje?

— Już jest stabilny, dyrektorze, ale atak był bardzo mocny, a nie został po nim żaden ślad — odpowiedziała pielęgniarka, obrzucając niezadowolonym spojrzeniem wszystkich, którzy otaczali łóżko, na którym leżał Harry. Niedawno na siłę podała chłopakowi eliksir nasenny.— To musiała być jedna z tych wizji.

W pomieszczeniu zapadła śmiertelna cisza. Wszyscy patrzyli na wciąż bladego jak śmierć Harry'ego.

— Będzie dobrze — powiedział dyrektor z łagodnym uśmiechem na twarzy, po czym zwrócił się do pielęgniarki. — Jak tylko Harry się obudzi, proszę mnie zawiadomić. Chciałbym z nim porozmawiać.

— Oczywiście — odparła kobieta, również się uśmiechając, i powiedziała do otaczających Harry'ego uczniów: — Powinniście wrócić do swoich zajęć, pan Potter spędzi tutaj sporo czasu, więc dajcie mu teraz odpocząć.

Hermiona i Ron wyszli jako ostatni i skierowali się do Wielkiej Sali. Po drodze wpadli na Draco Malfoya i Snape'a. Profesor wydawał się łajać za coś chłopaka, który bynajmniej nie wyglądał na zbyt zadowolonego.

— Mam nadzieję, że go wrzucą za ten atak na Harry'ego — powiedział Ron, licząc na to, że jego przyjaciółka zgodzi się z nim, ale Hermiona w tym momencie myślała tylko o tym, co stało się na lekcji.

Skoro to nie Malfoy, bo to przecież nie był atak, dlaczego Snape tak się na niego złościł? A może on też wie o tym planie, jaki wymyślili chłopcy?

— Hermiona, wszystko w porządku? — zapytał Ron, nieco zirytowany tym, że dziewczyna go ignoruje, dokładnie tak jak wcześniej robił to Harry.

— Tak, Ron. Myślę tylko o tym, czy to możliwe, żeby to była jedna z wizji. Normalnie kiedy Harry ma wizję, niezależnie od tego jak bardzo go boli, zawsze szuka sposobu, by jakoś to przetrzymać. Ale nie traci przytomności — rozważała Hermiona, dobrze znając charakter swojego bohaterskiego przyjaciela.

Ron kiwnął głową. Jasne, też o tym myślał, potem jednak zrezygnował z tego pomysłu i doszedł do wniosku, że o wiele logiczniej będzie obwinić Malfoya, jak zawsze.

— Mówiłem właśnie, że mam nadzieję, że wywalą Malfoya za to, co zrobił Harry'emu… To przeklęty śmierciożerca, nie zdziwiłbym się, gdyby znalazł jakiś sposób na skrzywdzenie Harry'ego tak, by tego po nim nie było widać — orzekł.

Obok niego Hermiona próbowała jakoś połączyć wszystkie te nieprzewidziane okoliczności, ale wciąż nie otrzymała żadnej odpowiedzi.

— Draco, otrzymałeś wezwanie?

Snape nie owijał w bawełnę. W końcu im bardziej będzie krążył, tym więcej pojawi się komplikacji dla Pottera, a chociaż profesora bynajmniej nie interesowało zdrowie Złotego Chłopca, wciąż miał z nim pewne niezałatwione sprawy i nie miał zamiaru zostawiać go samego w środku tak ryzykownego planu.

Harry jest taki głupi, pomyślał nagle opiekun Slytherinu.

— Nie, nie dostałem wezwania, to był tylko lekki ból… Prawie nic nieznaczący, a to znaczy, że…

— Wezwał kogoś innego — powiedział Snape, patrząc na Draco, który z zakłopotaniem wygiął brew.

Ktoś inny w Hogwarcie dostał wezwanie? Nie znał żadnego Ślizgona poza sobą samym, który już zdecydował się na przyjęcie znaku. Wszyscy czekali z dołączeniem do szeregów Czarnego Pana, aż zakończą naukę.

— W szkole? Przecież nie ma tu żadnego innego śmierciożercy… chyba że to ty dostałeś wezwanie — stwierdził Draco.

— Nie twoja sprawa, Malfoy. Najlepiej będzie, jeśli pójdziesz teraz do skrzydła szpitalnego zobaczyć, jak się czuje Potter. Jak już stamtąd wrócisz, poinformuj mnie, a ja tymczasem przygotuję eliksir dla niego — powiedział stanowczo.

— Ale…

— I nie zapomnij, Draco, twój ojciec chce dla ciebie jak najlepiej, więc spisz się — rozkazał profesor, na co chłopak skamieniał, po czym warknął i szybko opuścił Wielką Salę, przyciągając kilka zaskoczonych spojrzeń. Pewnie ludzie myśleli, że chce dokończyć swoje dzieło zadawania bólu Potterowi nawet teraz, kiedy już dowiedziono, że to nie był żaden atak.

Posłuszny rozkazom Snape'a, wpadł do skrzydła szpitalnego jak burza, zarabiając zgorszone spojrzenie od pani Pomfrey. Zwolnił.

— Przyszedłem do Pottera — powiedział stanowczo, przyglądając się uważnie kobiecie i nie pozwalając, by ta zauważyła, że jest bardzo poruszony czy że nie czuje się tu zbyt dobrze. — Profesor Snape mnie przysłał — dodał, widząc, że pielęgniarka zbyt długo się zastanawia.

Kobieta w końcu doszła do wniosku, że spojrzenie Ślizgona jest bardzo poważne, a w głosie chłopaka nie wyczuwa się kłamstwa. Zresztą wszyscy wiedzieli, że młody Malfoy jest ślepo posłuszny swojemu profesorowi eliksirów.

— Bardzo dobrze, panie Malfoy, ale proszę nie siedzieć zbyt długo. Pan Potter potrzebuje odpoczynku — powiedziała, odsuwając się od drzwi wejściowych i pozwalając Draco wejść.

— Dziękuję.

Spojrzał za siebie. Kobieta odwróciła się do niego tyłem, ufając jego słowom, bo przecież profesor Snape nigdy nie przysłałby kogoś, kto mógłby skrzywdzić młodego Gryfona. Zresztą patrząc na dziwnie wyglądającego blondyna, można było z całą pewnością stwierdzić, że nie chciał on w tym momencie nikogo skrzywdzić. Po prostu chciał się dowiedzieć, dlaczego Potter miał ten atak.

— Potter — zawołał Malfoy, dotykając ramienia drugiego chłopaka i czując, jak przez całe jego ciało przebiega dreszcz.

Nie miał pojęcia, jak zareagować na to dziwne uczucie, jego oczy powędrowały do ramienia chłopaka. Kiedy znów chciał go dotknąć, Gryfon chwycił go za nadgarstek.

— Co tu robisz, Malfoy? I lepiej daj mi dobre wytłumaczenie — odezwał się Harry. Gardło bolało go strasznie, a ciało było zbyt ciężkie… Dlatego ruch, jaki wykonał, by powstrzymać Draco, był tak powolny i niezręczny.

— Profesor Snape mnie przysłał. Chyba jest wściekły na nas obu…

Harry spojrzał na niego surowo.

— Przypuszczam, że powiedziałeś mu o naszym planie — powiedział zachrypniętym głosem, przesuwając dłonią po czole i odsuwając włosy z miejsca, gdzie miał bliznę. — I to nie wszystko. Zapewne chce się wtrącić.

— Nie ma żadnego planu, Potter. Ty zachowujesz się, jakby to była zabawa, ryzykujesz moim życiem i nawet cię to nie obchodzi.

Harry kiwnął głową.

— Wiem, Malfoy, ale wyklaruj sobie, że ryzykujemy wszyscy.

— Tak. Ty i te twoje pokazy cierpienia.

Harry uśmiechnął się półgębkiem, kpiąc ze Ślizgona.

— Jesteś tak prosty, a twój rozum cię zawodzi. Nie pojmujesz, że to, co robimy, to coś więcej, nie żadna gra…

Draco przerwał mu ironicznym śmiechem, który zmartwił Harry'ego. Między chłopcami zapadła ciężka cisza. Nienawiść między nimi była wręcz namacalna, ale ta relacja, którą stworzyli, by pokonać Voldemorta była silniejsza.

— Wybacz, Potter, ale jeśli mamy pracować razem…

— Tak, wiem, koniec z ironiami — przystał Gryfon, potrząsając dłonią Malfoya.

W tym momencie usłyszeli kroki i chwilę później obok Draco pojawił się Snape. Chłopak spojrzał na niego uważnie, zaskoczony, że mężczyzna przyszedł tak szybko, biorąc pod uwagę fakt, że on sam trochę zwlekał, a przecież powinien pojawić się w skrzydle szpitalnym jak najszybciej.

— Możesz odejść, Draco. Chcę porozmawiać z Potterem.

Blondyn kiwnął głową, obrzucając Harry'ego krótkim spojrzeniem, i odszedł.

— Ryzykujesz wszystko dla jakiegoś kaprysu. Chcesz, żeby wyszło na jaw to, co do tej pory osiągnąłeś?

Harry uśmiechnął się lekko.

— Wiem, że popełniałem błędy, profesorze, ale to nie powinno zaszkodzić misji — stwierdził z powagą.

— Widzę, że bawi cię igranie losem innych. Wplątałeś Draco w plan, którego nawet nie przemyślałeś, a jego ojciec jest bardzo zmartwiony tym domniemanym prywatnym spotkaniem z Voldemortem — przyznał profesor, przyglądając się kątem oka uczniowi.

Harry pokręcił głową w zaprzeczeniu.

— To nie będzie prywatne spotkanie, profesorze Snape. — Kiedy profesor to usłyszał, spojrzał zdumiony na Harry'ego. Potem jego spojrzenie powędrowało do ramienia Pottera, które wcześniej przyciągnęło uwagę Draco. — Proszę mi życzyć szczęścia, profesorze.

ooOooOoo

— Gotowy na pierwsze spotkanie z Czarnym Panem?

Pytanie Zabiniego sprawiło, że Draco poczuł się nieco niezręcznie. Nienawidził tak nazywać Voldemorta, ale będąc jednym z nowych jego sług, był zmuszony poniżać się w ten sposób. Wielki ból dla niego i dla jego cennego ego, prawda?

— Nawet gdybym nie był, i tak musiałbym pójść.

Błękitne spojrzenie Pansy prześlizgnęło się po ciele chłopaka, lustrując go uważnie. Draco ubrany był na czarno, w szatę z kapturem, który zakrywał twarz. Miał też założyć białą maskę.

— Sądzę, że jesteś gotowy, Draco — stwierdziła dziewczyna, zakładając kosmyk włosów chłopaka za ucho. — Nie spóźnij się, bo on raczej nie będzie zadowolony, jeśli będzie musiał czekać.

Draco przytaknął. Nie miał zamiaru dawać nikomu czekać. Wiedział z resztą, że jeśli wyjdzie już teraz, dotrze na miejsce nawet przed czasem, a to nie byłoby takie złe rozwiązanie. Zdawał sobie sprawę z tego, że jego rodzice bardzo martwią się tym, co robił. On sam bał się o swoje bezpieczeństwo, bo ten idiota Potter nawet mu nie powiedział, co powinien zrobić. A przecież będzie musiał omówić z Voldemortem to, jak sobie z Potterem radzą w Sojuszu, a to nie była zbyt miła perspektywa. Stawiała pod znakiem zapytania jego miejsce w radzie.

— Okej, w takim razie idę — powiedział pospiesznie, zdecydowany przerwać ten głupi moment, w którym jego przyjaciele wydawali się tacy słabi, stojąc przed perspektywą możliwości stracenia go z powodu jakiegoś błędu. On jednak nie popełnia błędów, tak więc zignorował myśl, że coś mogłoby pójść nie tak. A nawet jeśli tak się zdarzy, po prostu obwini Pottera za to, że nie dał mu żadnych porządnych instrukcji.

— W razie jakiegokolwiek problemu, aportuj się przed szkołą — powiedziała Pansy. To był jakiś pomysł, ale Draco nie miał zamiaru brać go pod uwagę. Ufał, że dobrze się sprawi i nie będzie musiał wdrażać w życie żadnego planu B. — Uważaj na siebie, Draco — poprosiła jeszcze Ślizgonka, odchodząc od chłopaka i stając za Zabinim, który kiwnął głową.

— Nie musisz czuć się zobowiązany do podążania za Potterem.

Szare oczy Draco spojrzały uważnie na przyjaciela, dzieląc z nim to niezdefiniowane uczucie, które nerwowa atmosfera obudziła w Draco, a którego Blaise nie potrafił odrzucić, będąc tak mocno przywiązany do blondyna.

— To nie o plan Pottera chodzi, Blaise. Ja już jestem śmierciożercą — powiedział jeszcze Draco, po czym wyszedł z pokoju wspólnego i skierował się w stronę korytarza, w którym znajdowało się tajne przejście do Miodowego Królestwa.

ooOooOoo

— Nasz gość niedługo przybędzie — odezwał się Voldemort syczącym głosem, siedząc w wysokim fotelu obitym krwistoczerwonym materiałem. Jego oczy, tego samego koloru, patrzyły na stojącego przed nim śmierciożercę. — A skoro teraz to ty jesteś moim najwierniejszym sługą, czas, byście się poznali.

Postać przed nim skłoniła głowę, nie mówiąc jednak ani słowa.

— Zdejmij maskę… Potter… nadeszła godzina, w której mój nowy sługa dowie się, dlaczego należysz do mnie i dlaczego nosisz Znak. Lucjusz miał cię obserwować… ale skoro teraz jesteś po mojej stronie, pożyteczniej będzie, jeśli we dwójkę zrealizujecie dla mnie pewien plan.

Harry Potter zdjął maskę i spojrzał na Voldemorta swoimi zielonymi oczyma.

— Jak rozkażesz, mój panie — odparł, opadając na jedno kolano i skłaniając głowę na znak poddania. — Jak rozkażesz.


No i kolejny rozdział za nami. Mam nadzieję, że nie zostanę zamordowana i nikt na moje życie nie będzie nastawał. To nie ja podzieliłam ten tekst na części i nie decydowałam, w którym momencie ma się kończyć dany rozdział :P

ewa - prawda? Mnie to strasznie denerwuje, że Harry jest taki niezorganizowany, nic, tylko każe Draco iść i robić dobre wrażenie. Ale teraz już koniec z tym, wyszło na jaw, dlaczego tak się zachowywał, a przynajmniej można się domyślać. Dalsze rozdziały pokażą, jaki Harry jest naprawdę. I nie jestem pewna, czy Draco się to spodoba...

Loczek - nie przejmuj się, rozumiem cię doskonale. Zakręcone dni i tygodnie to dokładnie to, w czym teraz żyję :) Oczywiście, że komentarze mnie mobilizują, taka jest już specyfika tego, co tutaj robimy. Każdy chyba lubi, kiedy ktoś komentuje i docenia jego pracę. Nawet jeśli komentarze są krytyczne, to tym bardziej to zachęca do pracy nad sobą i polepszania warsztatu. Także naprawdę jestem bardzo wdzięczna za każde słowo, które ty i ewa zostawiacie pod każdym jednym rozdziałem. Sprawia mi to bardzo, bardzo dużo radości. I bardzo się cieszę, że polubiłaś Ogniwo. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest ono bardzo specyficzne i nie każdemu coś takiego odpowiada. Tym bardziej czuję się zaszczycona :) Mam nadzieję, że w tym rozdziale twoja ciekawość sięgnęła zenitu i że zostałaś pozytywnie zaskoczona.