ROZDZIAŁ 9

Trudne rozmowy

Severus

Cały aż chodziłem, a ręki nie zdjąłem z różdżki jeszcze przez długie godziny po tym co ta kreatura zrobiła mojej narzeczonej. Dopiero wieczorem, gdy spacerowaliśmy po zazielenionych błoniach zdołałem się nieco uspokoić. Z jednej strony, rozumiałem powody, dla których nie doniosła na Lupina, z drugiej, martwiłem się, że coś takiego mogło się powtórzyć. Przysiągłem Solem, że nie zaszkodzę wilkołakowi, nie wyzwę go na pojedynek, nie będę brał sprawiedliwości w swoje ręce ani nie doniosę na niego, ale obiecałem, że nie zrobię tego w szkole. Nic nie wspomniała o tym, bym nie próbował czegoś już po tym jak ją skończymy.

Wiedziałem, że madame Pomfrey była dobrą pielęgniarką, ale mimo wszystko czułbym się pewniej, gdyby jej rękę obejrzała matka. Na szczęście wciąż żadne z nas nie odbyło swoich badań kontrolnych i mogliśmy bez zbędnych pytań uzyskać przepustki na jednodniowe wyjście do szpitala.

Z całych sił starałem się ukryć rozbawienie, gdy zobaczyłem przerażoną minę matki, kiedy zastała nas czekających na nią w gabinecie. Solem próbowała się przywitać, ale Eileen nie dała jej dojść do głosu.

– Wiedziałam, wiedziałam, że to się tak skończy. Ostrzegałam, prosiłam, pisałam, proponowałam ingrediencje i eliksiry, i co? Oczywiście moje gadanie na nic. – Rozpoczęła swą tyradę. – Jak mogłeś do tego dopuścić? Jak mogłeś zrobić coś takiego tej biednej dziewczynie – zwróciła się wyraźnie do mnie. Solem siedziała z szeroko otwartymi oczami i najwyraźniej nie wiedziała co powiedzieć. Rozsiadłem się wygodniej w fotelu i z założonymi rękoma czekałem, aż matka w końcu zrobi pauzę. – Jestem pewna, że to nie jej wina. Ty jesteś za to odpowiedzialny. Uwiodłeś to biedactwo, zaciągnąłeś ją do tego głupiego pokoju i teraz są efekty. Powiedziałam ci o nim w dobrej wierze, żebyś miał kąt dla siebie, żebyś mógł się uczyć spokojnie, warzyć co tam sobie chcesz. Nie mogłeś eliksiru na czas uwarzyć? Który to miesiąc? Jak mogłeś, Severusie? Ta dziewczyna ma przed sobą studia, karierę, nawet szkoły nie skończyła jeszcze. No i co powiesz jej rodzicom? Oświadczyłeś się chociaż? Pewnie nie, ojciec, by mi powiedział, gdybyś poprosił o pieniądze na pierścionek. – Dziewczyna otworzyła usta, ale matka skutecznie je jej zamknęła, chwytając ją nagle w ramiona. – Och, nie martw się, skarbeńku, jakoś to będzie. Pomożemy wam, oczywiście, że wam pomożemy. Urodzisz, a później spokojnie skończysz sobie studia. Zrezygnuję z części etatu i ci pomogę albo wezmę na początek roczny urlop, należy mi się. Nic się nie martw. Będziesz sobie spokojnie chodziła na zajęcia, a ja się zajmę maluszkiem. A i jak naukę będziesz miała to też możesz na mnie liczyć. Jestem pewna, że i twoja mama pomoże. Ostatecznie jest przecież jeszcze nasz skrzat. A ty się nie odzywaj. – Spojrzała na mnie gniewnie. – O, Merlinie, będę babcią. Jakie to romantyczne. Jak myślisz, skarbeńku, chłopczyk czy dziewczynka? Nie mogę się doczekać. Maleństwo takie, babuni. – Uniosłem brwi, a Solem wyglądała jakby zwichnęła szczękę. – Chciałabym wnusię, dziewczynki są takie słodkie. Na pewno będzie miała czarne włoski, oby po tobie, skarbeńku. Masz takie piękne loki. A oczka? Może zielone, nie mam pojęcia, ale na pewno będzie najpiękniejszym dzieckiem na świecie. Tam za rogiem jest taki wielki sklep z rzeczami dla dzieci. Za pół godziny kończę, to poczekajcie na mnie i sobie pójdziemy na zakupy. Ty nie musisz, same sobie pójdziemy z Sol. – Tym razem nie zaszczyciła mnie nawet spojrzeniem. – Trzeba koniecznie ustalić datę ślubu. Z jednej strony, dobrze by było, gdybyście poczekali do wakacji, ale wtedy ciąża będzie już widoczna. To nic. Wszystko zorganizuję, o nic się nie martw, skarbeńku. Teraz tylko ważne, żebyś miała dużo spokoju. Jak byłam w ciąży z Severusem, to przydzielono mi osobny pokój w Hogwarcie, myślę, że też możesz o to wystąpić. Sprawdzimy, czy to chłopak czy dziewczynka? Jestem taka ciekawa. Kładź się, zbadam cię. – Matka wskazała dłonią kozetkę i zachęciła uśmiechem Solem do położenia się. Dziewczyna przestraszona, bez gadania wykonała polecenie, a ja z coraz większym rozbawieniem obserwowałem jak matka rzuca kolejne zaklęcia, coraz bardziej marszcząc brwi.

– I co się tak śmiejesz? – warknęła na mnie. – Dlaczego mi nie przerwałeś od razu?

– Nie miałem szans. – Zaśmiewałem się. – Solem próbowała, ale skutecznie jej to uniemożliwiłaś. Poza tym z każdą chwilą było coraz zabawniej.

– Przepraszam cię, moje dziecko – zawróciła się do Sol. – Czuję się jak kretynka.

– Nic się nie stało, pani Snape – pocieszała ją dziewczyna.

– Przyszliśmy na badania kontrolne i chcieliśmy cię odwiedzić – wyjaśniłem. – Obiecuję więcej tego nie robić. Chociaż muszę przyznać, że mocno mnie zaskoczyłaś. Ktoś mógłby pomyśleć, że wyczekujesz wnuka.

– Zabawny po ojcu – mruknęła Eileen. – Napijecie się herbaty? – Zanim jeszcze zdążyliśmy zareagować pani Snape nalewała ciepły napój do filiżanek. – Wyniki badań krwi za chwilę tu będą. – Spojrzała na plik dokumentów ułożonych równiutko na biurku i zaczęła nerwowo stukać o blat biurka.

– Mamo, właściwie to nie tylko odwiedziny i badania nas tu sprowadziły – zacząłem, poważniejąc. – Po pierwsze, Solem miała złamaną rękę dwa dni temu i chciałabym żebyś to obejrzała.

– Złamaną? – Eileen natychmiast znalazła się przy dziewczynie. – Co się stało, skarbeńku?

– To nic takiego, proszę pani. – Solem wyraźnie się zaczerwieniła. – Madame Pomfrey dobrze to poskładała, ale Severus twierdzi, że w tych sprawach ufa tylko pani.

– Pokaż tę rękę – nakazała, a Solem grzecznie wykonała polecenie. Kobieta rzuciła kilka zaklęć sondujących i pokręciła głową z niezadowoleniem. – Nie zagoiło się jeszcze do końca, ale wygląda na to, że niebawem wszystko wróci do normy. Dam ci maść na te siniaki. – Pogładziła ją z uśmiechem po chorym nadgarstku. – Powiesz mi co się stało? To wygląda jakby coś zmiażdżyło ci kości.

– Mamo, możemy to zatrzymać dla siebie? – spytałem. Matka spojrzała najpierw na mnie, później na Solem, westchnęła głęboko i pokiwała głową.

– Mam nadzieję, że nie ty jesteś za to odpowiedzialny? – Spojrzała z troską na Solem.

– Nie – wykrzyknęła dziewczyna. – Pani Snape, Severus nie ma z tym nic wspólnego.

– Mamo, jest jeszcze coś – zacząłem po chwili z lekkim uśmiechem. Stanley głośno przełknęła ślinę i lekko ścisnęła moją dłoń.

– Co się stało, synku? – Eileen spojrzała na nas z niepokojem.

– Oświadczyłem się – wyznałem, wpatrując się z uwagą w matkę.

– Oświadczyłeś? – Przytaknąłem delikatnie i mocniej ścisnąłem dłoń narzeczonej.

– Och – jęknęła. – Zgodziła się? – spytała z nadzieją, a po chwili chwyciła lewą dłoń Solem i porwała dziewczynę w mocny uścisk. – I nie mogłeś kupić bardziej okazałego pierścionka? Gdybyś pop...

– Pani Snape, to jest najpiękniejszy pierścionek na świecie – przerwała jej stanowczo Stanley.

– Jest śliczny, dziecko. Jest naprawdę śliczny. – Eileen uścisnęła ją po raz kolejny. – Mój syn się oświadczył – westchnęła i opadła ciężko na krzesło.

Przez dłuższą chwilę w pomieszczeniu panowała zupełna cisza. Matka przyglądała mi się uważnie, a po chwili przeniosła wzrok na Solem, która zawstydzona spuściła głowę. Chwyciłem ją za rękę i lekko ścisnąłem, dodając otuchy.

– Kiedy planujecie się pobrać? – Eileen spytała, gdy widocznie ochłonęła. – Poprosiłeś już pana Stanleya o rękę jego córki? Mam nadzieję, że to nie przeszkodzi wam w studiach.

– Nie ustaliliśmy jeszcze daty, mamo i nie, nie miałem okazji jeszcze porozmawiać z panem Stanleyem – odpowiedziałem. – Oświadczyłem się trzy dni temu.

– I ja pierwsza wiem? – Pani Snape poderwała nagle głowę z entuzjazmem.

– Tak – odparła cicho Solem. Nie chciała uświadamiać kobiecie, że było to tylko dziełem przypadku. Nie ustalaliśmy specjalnie kolejności kiedy komu powiedzieć. Po prostu tak wyszło.

– Potrafisz gotować? – Eileen przywdziała nagle na twarz poważną minę.

– Tak, proszę pani. – Stanley niepewnie spojrzała w moim kierunku.

– Szyć? Sprzątać? Prasować? – wymieniała pani Snape.

– Mamo – warknąłem. – Jest świetna we wszystkim czego potrzebują mężczyźni. – Eileen spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami, a Solem powoli obróciła głowę w moim kierunku, po czym spłonęła szkarłatnym rumieńcem. – Chodziła na kurs prowadzenia domu – wyjaśniłem szybko.

– We wszystkim … – mruknęła pod nosem pani Snape, a na jej twarzy wykwitł krzywy uśmieszek. – Kochaliście się? – wypaliła po chwili.

– Mamo – wykrzyknąłem z oburzeniem. Solem wyglądała jak dojrzały pomidor, a jej stopy chyba zaczęły się obracać w kierunku drzwi, mimo że cała reszta pozostawała w bezruchu.

– Co? Chciałam wiedzieć – tłumaczyła się matka.

– To nie jest twoja sprawa – syknąłem.

– Nie przesadzaj, przecież nie pytam o szczegóły – zaśmiała się. – Jeszcze – dodała cichutko.

– Solem, przepraszam. Nie powinienem cię tutaj przyprowadzać – zwróciłem się do narzeczonej. – Powiedz jedno słowo, a uciekniemy od tego miejsca, tak daleko jak tylko się da. – Jeśli kiedykolwiek potrzebowałbym wyobrazić sobie coś bardziej czerwonego niż przekrojony burak, to zdecydowanie jej twarz mogłaby teraz robić za wzór.

– Zapewne jakiekolwiek zaprzeczanie nie ma teraz najmniejszego sensu? – Ku mojemu zdumieniu dziewczyna podniosła głowę i spojrzała matce prosto w oczy.

– Możesz spróbować, ale i tak nie uwierzę. – Eileen wzruszyła ramionami. – Pewnie myślisz, że to twój rumieniec was zdradził, ale mylisz się. Zaczerwieniłabyś się równie mocno, gdyby do niczego między wami nie doszło. To mój syn wygląda i zachowuje się inaczej. Oświadczył się przed czy po? Mam nadzieję, że to nie to skłoniło cię …

– Kocham Solem, mamo. – Byłem coraz bardziej oburzony. – Proszę przestań wreszcie. Chcieliśmy cię odwiedzić i podzielić się z tobą naszym szczęściem, a ty zachowujesz się jak wstrętna, wścibska baba. Pomyślałaś przez chwilę, jak się czuje Solem? Co chcesz wiedzieć? Mam ci podać szczegóły? Oświadczyłem się, bo ją kocham, bo chcę z nią być już do końca, po wieczność i nie wyobrażam sobie życia bez niej. Nie chcę życia bez niej. I nie obchodzi mnie czy potrafi gotować, sprzątać i szyć. Nie miało znaczenia dla mnie, czy będzie chciała kochać się ze mną tamtej nocy, czy będzie chciała czekać do ślubu. Gdyby chciała, mógłbym czekać w nieskończoność, bo to nie jest dla mnie ważne, ona jest ważna i tylko ona się liczy. Dba o mnie i szanuje mnie, i wiem, że mnie kocha. – Opadłem ciężko na krzesło. – Przepraszam, mamo. Solem. Nie powinienem tak wybuchnąć. – Obydwie kobiety uśmiechnęły się do mnie dobrodusznie.

– To prawda, kocham cię. – Dziewczyna uśmiechnęła się i ścisnęła mnie za rękę.

– Powiedziałeś wszystko co chciałam usłyszeć, chociaż chyba nie musiałeś tego mówić – zaśmiała się matka. – Wiedziałam to już od dawna. Jak tylko zainteresowałeś się Solem, to wiedziałam, że coś do niej czujesz. Później już się w tym jedynie utwierdzałam. Przepraszam, nie chciałam być wstrętną, wścibską babą. Wybacz mi, Solem – zwróciła się do dziewczyny.

– Nie ma pani za co przepraszać, pani Snape – wyszeptała.

– Macie jeszcze chwilę czasu? – Spojrzała na nas łagodnie, a Solem lekko przytaknęła. – Nic się nie stanie, jak wyjdę z pracy wcześniej. Mam nadzieję, że nie odmówicie matce wspólnego obiadu.

– Jeśli Sol, nie ma ochoty uciekać, to ja ewentualnie mogę się zgodzić – odburknąłem nieco obrażony.

– Z przyjemnością coś zjem. – Dziewczyna uśmiechnęła się wdzięcznie.

– Świetnie. – Pani Snape zrobiła uradowaną minę. – Ustalimy szczegóły ślubu, a później wy opowiecie mi o szczegółach …

– Mamo …

– Balu, oczywiście – dokończyła po chwili, a Solem wybuchnęła gromkim śmiechem.

.: :.

Jeszcze nigdy tak bardzo się nie bałem. Drżałem na całym ciele, gdy przekraczałem próg jej domu. Nie robiłem tego pierwszy raz, ale pierwszy raz miałem do wykonania tak ważną misję. Misję, od której zależało moje życie. Z dużym prawdopodobieństwem nie wyjdę z tego żywy i teraz, z każdym kolejnym korkiem, który przybliżał mnie do nieuchronnego, świadomość zagrożenia zalewała mój umysł. Mimo to nawet przez chwilę nie pomyślałem, aby uciec. Spędzę życie z nią albo stracę je już teraz. Odetchnąłem głęboko, gdy napotkałem twarde spojrzenie jej ojca i poczułem, że nagle skurczyłem się do rozmiarów mrówki. To jednak było za mało, żeby mnie złamać. Stanowczo wyciągnąłem rękę, by się przywitać i wręczyłem mu butelkę najlepszej Ognistej Whiskey, jaką udało mi się zdobyć. Niestety o pieniądze na ten zakup byłem zmuszony poprosić ojca, ale wiedziałem, że jeśli mam osiągnąć cel, musiałem przełknąć swą dumę i zrobić wszystko jak najlepiej.

Początkowo ucieszyłem się, że ani dziewczyny, ani jej matki nie będzie w domu, ale teraz poczułem, że ich wsparcie nie byłoby takie złe. Solem powiedziała mamie o naszych zaręczynach kilka dni po tym, jak się jej oświadczyłem. Umówiła się z nią w Hogsmeade i gdy dołączyłem do nich już po rozmowie, pani Stanley wydawała się być szczęśliwa i uściskała mnie z radością. Przeprosiła jednak córkę i zażądała rozmowy w cztery oczy. Zaskoczyło mnie, gdy bez ogródek spytała czy może użyć legilimencji. Sam już od dłuższego czasu udoskonalałem sztukę panowania nad umysłem i nie spodziewałem się, że Liwia była do tego zdolna. Rozumiałem powody, jakie kierowały kobietą, dlatego zgodziłem się bez oporów.

– Dziękuję, Severusie – odparła zamiast lustrować mój umysł. – Dobrze zaopiekujesz się moją córką, prawda? – spytała z nadzieję.

– Kocham ją, proszę pani i zrobię wszystko, by była szczęśliwa – odpowiedziałem.

– Wydaje się być bardziej niż kiedykolwiek. – Liwia uśmiechnęła się dobrodusznie. – Przy tobie zdaje się kwitnąć. Cieszę się, że w końcu coś innego niż tylko nauka i gwiazdy zajmuje jej czas. Chciałabym jednak, żeby skończyła studia. Bez względu na to kiedy się pobierzecie. Ciężko na to pracowała i nie chcę, żeby młodzieńcze porywy zniweczyły jej plany.

– Oczywiście, że skończy studia, a jeśli za trzy lata zechce studiować jeszcze astronomię, zrobię wszystko, by jej to umożliwić – zapewniłem.

– Nigdy jej tego nie powiedziałam, ale nie byłam szczęśliwa z pomysłu, że to astronomię chce wybrać jako wiodący kierunek swoich studiów. Zawsze pięknie rysowała, a w jej pracach widać serce, ale starałam się na nią nie wpływać – wyznała. – Cieszę się, że tak to się wszystko ułożyło. – Przytaknąłem. – Nie zamierzam przetrząsać twojego umysłu. Wiem, że o nią zadbasz i będziesz dla niej dobrym mężem. Nie muszę cię chyba prosić byś jej nie skrzywdził.

– Nie skrzywdzę, proszę pani – odpowiedziałem.

– Jednak to nie ode mnie zależy zgoda na jej ślub, zdajesz sobie sprawę, iż czeka cię dużo cięższe zadanie niż rozmowa ze mną? – zaśmiała się.

– Niestety wiem, jak trudne zadanie mnie czeka. – Skrzywiłem się nieco, czym zasłużyłem sobie na jeszcze głośniejszy śmiech przyszłej teściowej.

To ciężkie zadanie, o którym wspominała pani Stanley, stało teraz przede mną, przyglądając się etykiecie na butelce Ognistej, którą pozwoliłem mu sobie podarować.

– Panie Stanley, chciałbym prosić o rękę pańskiej córki – wypaliłem jednym tchem. Przełknąłem głośno, widząc, że mężczyzna nawet nie drgnął, wciąż przyglądając się zawartości butelki. Otwierałem już usta, żeby powtórzyć, gdy nagle głowa Modesta poleciała do góry. Zmarszczył brwi i spojrzał na mnie gniewnie.

– I wymyśliłeś sobie, że jak podarujesz mi butelkę najlepszej na świecie whiskey, to powierzę ci mój najcenniejszy skarb? Oddam ci moją jedyną, ukochaną córeczkę? Najmądrzejszą, najpiękniejszą i najcudowniejszą kobietę, jaką nosi ten świat? – Kurczyłem się z każdym wypowiadanym słowem i byłem pewien, że stałem się najmniejszą istotą na Ziemi.

– Mam jeszcze próbki eliksirów, o których ostatnio rozmawialiśmy – odparłem pospiesznie.

– Pokaż. – Pan Stanley wyciągnął rękę i z krzywym uśmiechem obracał w palcach każdą z wręczonych mu fiolek.

– Oddam wszystko co mam i zrobię co tylko pan zechce – dodałem po chwili.

– Byłem skłonny się zgodzić, gdy wręczyłeś mi tę butelkę – zaśmiał się mężczyzna. – Moja córka, zdaje się ciebie kochać i wygląda na szczęśliwą. Straciłbym ją i jej miłość, gdybym nie zgodził się na ten ślub. Wiedz jednak, że jeśli choć przez chwilę będzie mniej szczęśliwa niż jest teraz zabiję cię i nie ma takiego miejsca na świecie, w którym ukryjesz się przede mną. Jeśli ją skrzywdzisz, będziesz cierpiał po stokroć gorzej od niej. I nie, nie zabiję cię od razu. Będę cię zabijał kawałek po kawałku. Każdą jedną komóreczkę osobno. – Modest Stanley zmrużył powieki i spojrzał groźnie. Wiedziałem, że nie żartował, ale wcale nie zamierzałem się wycofać. Tak jak już wcześniej sobie postanowiłem, spędzę życie z nią albo nie chcę żyć wcale. Odetchnąłem głęboko i spojrzałem mężczyźnie wyzywająco w oczy. Po chwili uśmiechnął się i objął mnie ramieniem, prowadząc do pokoju. – Robię to z ciężkim sercem – westchnął Stanley i wskazując mi, bym usiadł otworzył ściskaną w dłoniach butelkę. – Napijesz się? – Lekko przytaknąłem, a po kilku łykach bursztynowego trunku nie było już śladu po nerwach i napiętej atmosferze.

Solem

Nie byłam zaskoczona, gdy pani Snape tuż po naszej wizycie w szpitalu, poprosiła o spotkanie sam na sam. Po długiej rozmowie z mamą, a później z narzeczonym ustaliliśmy, że zaczekamy ze ślubem. Miałam teraz na głowie egzaminy końcowe oraz testy na kursy sztuk plastycznych i chwilowo postanowiłam nie skupiać się na małżeństwie. Nie mogłam jednak odmówić Eileen ani też nie chciałam przekładać tej rozmowy.

– Solem. – Kobieta powitała mnie z uśmiechem, gdy weszłam do kawiarni w Hogsmeade. Pozwoliłam się uściskać i niezbyt pewnie zajęłam miejsce przy stoliku. – Ustaliliście już datę? – spytała na początek.

– Nie, proszę pani – odparłam grzecznie. – Doszliśmy do wniosku, że zaczekamy.

– Przyznaję, że z jednej strony, chciałabym tego jak najszybciej; zobaczyć was razem przed ołtarzem, ale rozsądek podpowiada mi, że nie ma powodu do pośpiechu. – Kobieta uśmiechnęła się dobrodusznie. – Solem, przepraszam jeśli peszy cię mój entuzjazm. Zdaję sobie sprawę z tego, że bardziej prawidłową reakcją, jako matki byłoby próbowanie przekonać was, żebyście czekali do końca studiów, jednak ja widzę jak szczęśliwy jest mój syn. Wiesz pewnie, że przez lata był zadurzony w tej … Evans – wypluła. – Och, wstrętna dziewucha. Próbowała mnie do ciebie zniechęcić. Idiotka. Jakbym cię nie znała i nie wiedziała, co ona robiła z moim synem. – Poczułam się bardzo nieswojo na wspomnienie dawnej miłości narzeczonego, ale starałam się nie dać po sobie niczego poznać. – Wykorzystywała go przez prawie całą naukę w Hogwarcie i ja o tym bardzo dobrze wiem, ale nie potrafiłam uświadomić tego Severusowi. Wiedziałam, że ona go zrani, ale on był głuchy na wszelkie moje sugestie, a w końcu uznałam, że nie mogę się przecież wtrącać, więc czekałam, by w razie czego być przy nim. Jakże mi ulżyło, gdy napisał mi o tobie. Od pierwszego zdania wiedziałam, że jest zakochany. Chyba jeszcze zanim on sam sobie to uświadomił – opowiadała z nutką nostalgii. – Solem, wiem, że będziesz cudowną żoną. Widzę jak patrzysz na mojego syna, jak o niego dbasz i liczysz się z jego potrzebami. Macie moje pełne poparcie dla tego ślubu. – Uśmiechnęła się szeroko. – Uszanuję, jeśli zdecydujecie się pobrać już w wakacje, a jeśli nie to wiedz, że ani ja, ani Tobias nie mamy nic przeciwko, żebyście zamieszkali razem jeszcze przed ślubem.

– Początkowo się bałam, że to dlatego Severus mi się oświadczył tak szybko – wyznałam.

– Możesz być pewna, że nie dlatego. – Pani Snape roześmiała się. – Chociaż przyznaję, też mi to przeleciało przez głowę w pierwszym momencie. – Eileen chwyciła mnie za lewą dłoń i lekko pogładziła serdeczny palec. – Ten pierścionek jest naprawdę śliczny. Pasuje do ciebie.

– Pani Snape. – Spojrzałam z uwagą na matkę Severusa. – Ja nie oczekuję brylantów, pięknej biżuterii, pałaców z mnóstwem skrzatów, drogich sukien i bywania na salonach. Chcę być z Severusem. Jego miłość daje mi szczęście i tylko tego pragnę.

– Wiem, dziecko i to właśnie dlatego tak entuzjastycznie podchodzę do waszego wspólnego życia. Jestem dziwnie spokojna oddając ci mojego syna. Wiem, że się nim zaopiekujesz, wiem, że będziesz dobrą żoną i matką, mam nadzieję. – Eileen uniosła brwi w poszukiwaniu potwierdzenia na mojej twarzy. – Chcesz dzieci, prawda? – spytała, gdy nic nie odpowiedziałam.

– Pani Snape, nie rozmawialiśmy o tym z Severusem – zaśmiałam się. – Myślę, że tak, ale jeszcze nie teraz, na pewno nie zanim skończę studia.

– Oczywiście – westchnęła kobieta, a mnie wydawało się przez chwilę, że była zawiedziona. – Solem, zamieszkasz z moim synem? On zdaje się tym bardzo trapić. Martwi się, że nie będziesz chciała, jeśli nie uda ci się znaleźć pracy, a jednocześnie obawia się, że wówczas będziesz bardzo zmęczona. Praca, nauka i jeszcze ilustracje dla wydawnictwa to sporo.

– Początkowo chciałam poprosić w wydawnictwie o dodatkowe zlecenia, ale ostatecznie przyszła mi z pomocą pani Pince – odparłam. – Na Uniwersytecie szukali kogoś do pomocy w bibliotece i dzięki jej rekomendacji od września będę mogła zacząć tam pracę. Obsługa studentów jest na tyle spokojnym i nieabsorbującym zajęciem, że z powodzeniem, będę mogła w międzyczasie wykonywać rysunki do książek, a może nawet uda mi się pouczyć. Będę pracowała jedynie dwadzieścia godzin tygodniowo, w tym także w weekendy, ale to pozwoli mi na samodzielne mieszkanie. Nie starczyłoby na wynajęcie czegoś w pojedynkę, ale jeśli zamieszkamy z …

– To cudownie – wykrzyknęła Eileen. – Tak się cieszę. Ulżyło mi. Bałam się, że Severus będzie cię wówczas namawiał do szybszego ślubu albo znajdziesz sobie byle jaką pracę, a co gorsza będziesz się przepracowywać. Tak się cieszę – rozpływała się. – To teraz opowiadaj mi jak byś chciała, żeby wyglądał wasz ślub.

– Chciałabym, żeby był tam Severus … i to mi wystarczy. – Uśmiechnęłam się do przyszłej teściowej.

– Jesteś taka romantyczna – westchnęła kobieta.

.: :.

Ślubuję … kochać cię … wierność … trwać w bólu … chorobie … uczynię wszystko … szczęśliwa … szczęśliwy … Kocham cię, żono... Kocham cię, mężu … nawet śmierć nas nie rozdzieli … na zawsze … razem … w zdrowiu … w chorobie ...

Słowa przysięgi małżeńskiej wciąż huczały mi w uszach, gdy w spazmach pochylałam się nad toaletą. Dwa dni temu wzięliśmy upragniony ślub, byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie i wydawało się, że nic nie było w stanie zakłócić naszej sielanki. A teraz … wszystko miało się skończyć. Ledwie dwa dni i już po wszystkim. Całe szczęście upływało ze mnie z każdą wyrzuconą z siebie częścią treści żołądka. Umierałam i to miało się stać o wiele szybciej niżby mogłam przypuszczać.

Trzy miesiące temu skończyliśmy z Severusem studia. Przez dwa miesiące podróżowaliśmy po całej Europie, a zaraz po powrocie wzięliśmy ślub. Nalegałam, by uroczystość była skromna i na szczęście rodzice Severusa nie oponowali. Zaprosili jedynie najbliższych i miałam pewność, że wszyscy z obecnych dobrze nam życzyli. Najwyraźniej jednak był ktoś, kto życzył mi źle. Ledwie trzymałam się na nogach i byłam przekonana, że to za sprawą jakiejś wymyślnej klątwy. Tuż przed ślubem w kawiarni na Pokątnej, spotkałam Evans, która cała w skowronkach chwaliła się przed koleżankami pierścionkiem od Jamesa. Próbowałam analizować dokładnie cały przebieg spotkania, ale nie doszukałam się żadnych gestów ze strony Lily w moim kierunku. Coś jednak mogło umknąć mojej uwadze. Było sporo klątw, które można rzucić w taki sposób, że ofiara niczego się nie domyśli.

Próbowałam rzucać na siebie zaklęcia sondujące w poszukiwaniu złowrogich uroków, ale byłam już tak słaba, że te wydawały się nie działać. Jak na złość, Severus miał umówione spotkanie z samego rana i teraz nie miał mi kto pomóc, dobić i ulżyć w cierpieniu. Na drżących nogach podeszłam do kominka i z nadzieją połączyłam się bezpośrednio z gabinetem teściowej.

– Pani Snape? – zawołałam słabym głosem.

– Słucham, pani Snape? – Eileen z oburzeniem pochylała się nad paleniskiem. – Ile razy mam ci jeszcze przypomnieć, że nie jestem dla ciebie żadną … o Merlinie, skarbeńku co się stało? Wyglądasz … źle się czujesz? Jesteś chora? Sol, dziecinko …

– Boli mnie, mamo i nie mam już nawet siły żeby rzucić na siebie zaklęcia sondujące. Nic nie działa – wyjęczałam.

– Jestem po nocnym dyżurze i właśnie kończyłam – mówiła zaniepokojona Eileen. – Nie mam już żadnych pacjentów, ale najlepiej, żebym zbadała cię tutaj. W laboratorium sprawdzą od razu krew. Dasz radę przedostać się siecią fiuu? Otworzę dla ciebie kominek.

Byłam w stanie jedynie pokiwać głową i po chwili znalazłam się już w szpitalu.

Teściowa natychmiast posadziła mnie na kozetce i nie trudząc się wzywaniem pomocy medycznej, sama pobrała krew. Przy pomocy srebrnego pudełka, przesłała próbkę do pilnej analizy i nakazała mi się położyć. Nie byłam pewna czy fakt, iż medyczka po ledwie dwóch zaklęciach zaprzestała dalszych poszukiwań tajemniczej choroby był dla mnie korzystny czy wręcz przeciwnie.

– Mamo? Co mi jest? – wyszeptałam z przerażeniem.

– Za chwilę będzie wynik analizy krwi i wszystkiego dokładnie się dowiemy – odparła dyplomatycznie, co jeszcze mocniej mnie zaniepokoiło. Teściowa siedziała w ciszy, wpatrując się w pudełko, w którym za chwilę miała pojawić się szczegółowa analiza stanu mojego zdrowia. Wciągnęłam głośno powietrze, gdy kobieta otwierała świecącą na czerwono pokrywkę.

– Mamo? – spytałam nieśmiało, gdy kobieta po dłuższej chwili nie przerywała milczenia. – Niech mama coś powie. Umieram? – Nie potrafiłam powstrzymać naiwnego pytania, ale to oprzytomniło siedzącą naprzeciwko medyczkę.

– Wręcz przeciwnie – wyszeptała i z szerokim uśmiechem spojrzała na mnie. – Będę babcią. – Eileen chwyciła się za usta i rozpłakała na cały głos.

Otworzyłam usta i ze zdumieniem wpatrywałam się w mamę męża. Nie mogłam pojąć, jak to się stało. Byliśmy ledwie dwa dni po ślubie. Severus dopiero co do spółki z moją mamą otworzył niewielki sklep z eliksirami na Pokątnej i interes ledwie zaczynał się rozkręcać. Miałam od przyszłego miesiąca zacząć pracować na pełen etat w wydawnictwie i z niecierpliwością czekałam na pierwszy dzień. Nie planowaliśmy jeszcze dziecka. Chcieliśmy odłożyć trochę pieniędzy i kupić większy dom. Może wówczas postaralibyśmy się o powiększenie rodziny, ale jeszcze nie teraz. Byliśmy świadomi ryzyka, gdy w Paryżu okazało się, że zapomnieliśmy zabrać eliksir antykoncepcyjny, ale było ono minimalne. Widać to wystarczyło.

Oprzytomniła mnie podana przez teściową szklanka pełna wody i eliksir.

– Wypij to – nakazała zaniepokojonym głosem.

– Co to? – spytałam zdezorientowana.

– Na uspokojenie, wyglądasz jakbyś potrzebowała. Nie cieszysz się? – Teściowa usiadła na krześle stojącym tuż obok.

– Nie potrzebuję tego. – Odsunęłam fiolkę i wypiłam łyk wody. – Jestem po prostu zaskoczona. – Uśmiechnęłam się. – I cieszę się, chyba się cieszę. – Pozwoliłam się przytulić starszej kobiecie i po chwili podobnie jak ona rozpłakałam się.

– Błagam, powiedz, że to ze szczęścia. – Eileen odsunęła mnie nieznacznie i spojrzała mi w oczy.

– Nie wiem, jak zareaguje Severus. To moja wina. Zapomniałam zabrać eliksir …

– Skarbeńku … – Kobieta ponownie chwyciła mnie w ramiona. – Zapewniam cię, że Severus będzie szczęśliwy. Domyślam się, że tego nie planowaliście, ale to nie zmienia faktu, że bardzo się ucieszy. Wiem, że jesteście młodzi, mieliście plany i pewnie częściowo będziecie musieli je zweryfikować, ale wszystko się ułoży, zobaczysz. – Uśmiechnęłam się do teściowej i mocno wtuliłam się w jej ramiona. – W życiu nie byłam bardziej szczęśliwa. Och, dziecinko, dajecie mi z Severusem tyle radości, a teraz jeszcze ten maluszek. Nie martw się, zobaczysz jaki będzie uradowany, kiedy mu powiesz.

Odetchnęłam głęboko. W chwili, gdy dowiedziałam się o przyczynie swojej dolegliwości zapomniałam o niej całkowicie i teraz jakby ze wzmożoną siłą, ta przypomniała o sobie. Z trudem dobiegła do umywalki i ciężko dysząc, spojrzałam ze złością na rozbawioną teściową.

– To wcale nie jest śmieszne – syknęłam, robiąc udawaną groźną minę.

– Nosisz w sobie Snape'a moja droga, to nie może być łatwe. Jestem pewna, że to chłopak – zaśmiewała się kobieta. – Z Severusem miałam to samo, a pomyśl, że ja musiałam jeszcze chodzić na zajęcia. Możesz sobie wyobrazić nudności na Historii Magii?

– Niech mi mama w takich chwilach nie przypomina Binnsa – mruknęłam i ponownie pochyliłam się nad umywalką.

– Skarbeńku, nie mogę dać ci żadnego eliksiru zapobiegającego wymiotom. Nie w pierwszym trymestrze. Jeśli to nie ustanie za dwa miesiące, wtedy pomyślimy. – Eileen z troską objęła mnie i poprowadziła na krzesło. – Nie tylko eliksiry będziesz musiała ograniczyć – westchnęła. – Nie możesz się teleportować ani korzystać z sieci fiuu. – Spojrzałam na teściową z niedowierzaniem.

– To jak mam się przemieszczać? – spytałam przerażona.

– Po kolei – uspokoiła mnie teściowa. – Tu masz listę mikstur i zalecenia jak je zażywać. Niestety nie sprawią, że te wymioty ustaną, ale wzmocnią twój organizm i maluszka. Masz jakieś inne dolegliwości? – Spojrzała uważnie.

– Nie wiem. – Wzruszyłam ramionami. – Czuję się zmęczona, nawet bardzo, mimo tego, że spałam naprawdę długo. Od kilku dni boli mnie głowa, ale nie jestem pewna, czy to od tego.

– Bardzo cię boli? Masz zawroty głowy? – dopytywała medyczka.

– Nie tak bardzo i nie kręci mi się w głowie. Po prostu czuję się wyczerpana, dziś szczególnie – odpowiedziałam.

– Dziś się pojawiły nudności? – Przytaknęłam. – Z badania wynika, że to dopiero czwarty tydzień. Ale się cieszę. – Kobieta spojrzała z czułością. – Przepraszam, tak ciężko mi jest się skupić.

– Naprawdę się mama cieszy? – Oparłam głowę na ramieniu teściowej i pozwoliłam sobie wylać jeszcze kilka kropel łez. Trochę radości, a trochę przerażenia.

– Bardzo, dziecko i ufam, że razem z Severusem podzielicie moją radość. – Popatrzyła z troską.

– Cieszę się, mamo, bardzo, tylko to trochę zaskakujące – wyznałam.

– Dziecinko, znowu nic nie mogę poradzić na te bóle głowy i obawiam się, że to migrena spowodowana zmianami hormonalnymi, może potrwać całą ciążę albo nawet dłużej – wyjaśniła. – Jeśli jednak pojawią się zawroty głowy, natychmiast mnie wezwij, dobrze? – Pewnie pokiwałam głową. – Teraz sprawa transportu, bo domyślam się, że to ci także nie daje spokoju. Przykro mi, wiem, że chciałaś wykonywać ilustracje w wydawnictwie, pracować z ludźmi, ale niestety muszę ci zabronić podróży do biura. Gdybyście mieszkali w Dolinie mogłabyś tam po prostu chodzić piechotą, ale nie można korzystać ani z sieci fiuu, ani z teleportacji podczas ciąży. To bardzo niebezpieczne dla dziecka. Wierzę w twoje umiejętności teleportacyjne, ale bywa różnie. Zwłaszcza, że masz bóle głowy, a twoje hormony raczej nie zwolnią w najbliższej przyszłości. Jeśli ty się przez przypadek rozszczepisz, to mały problem, ale jeśli dziecko … może być ciężko je uratować. – Spojrzała z troską. – Przykro mi, wiem jak zależało ci, żeby pracować wśród ludzi.

– Nic nie szkodzi, mamo – zapewniłam. – Zdrowie dziecka jest najważniejsze. Mam tylko nadzieję, że pan Mendez i tata zgodzą się, żebym pracowała tak, jak dotychczas – westchnęłam.

– O to bym się nie martwiła – zaśmiała się Eileen.

– Mamo – Zrobiłam przerażoną minę. – Ja … czy to, że przyszłam tu siecią fiuu … czy …

– Dziecko, spokojnie – uspokoiła mnie. – Nic się nie stało dziecku. Po pierwsze, badałam je i jest całe i zdrowe, po drugie, chodzi raczej o regularne korzystanie z sieci, nie okazjonalne. – Odetchnęłam. – Dostaniesz ode mnie świstoklik. W razie, gdybym była nieosiągalna i działo się coś niepokojącego, przyniesie cię prosto na oddział położniczy. Co prawda do tego jeszcze długa droga, ale jak już rozpocznie się poród, dostaniesz się tutaj transportem medycznym. Chciałabyś przejrzeć listę dostępnych uzdrowicieli, którzy mogą poprowadzić twoją ciążę? Na pewno każdy zgodzi się odwiedzać cię w domu.

– A … mama? Nie mogłaby? – Spojrzałam na nią błagalnie.

– Och, chciałabyś? Naprawdę? – Kobieta nie kryła wzruszenia.

– Oczywiście, że bym chciała. Ufam mamie – zapewniłam.

Severus

Uśmiechnąłem się pod nosem, gdy na ścieżce prowadzącej do domu spostrzegłem Solem z matką. Lubiłem patrzeć na swoją żonę i cieszyłem się, że od dwóch dni właśnie tak mogłem ją nazywać. Solem Snape, moja żona, powtarzałem w myślach. Przez ostatnie trzy lata, każdego dnia coraz bardziej przekonywałem się, że była to kobieta, z którą chciałem spędzić resztę życia. Nie przypominałem sobie ranka, kiedy budziłbym się w kiepskim nastroju. Widok jej śpiącej tuż obok wywoływał u mnie uśmiech. Początkowo chciałem się żenić zaraz po ukończeniu Hogwartu, ale za namową rodziców, zwolniliśmy nieco i poczekaliśmy do ukończenia studiów. Nie było łatwo przez te lata. Utrzymywaliśmy się sami, bez pomocy rodziców i praktycznie przez cały czas pochłonięci byliśmy nauką i pracą. Z czasem, oprócz przygotowania ingrediencji, pozwolono mi w wytwórni warzyć proste eliksiry, a Solem po pierwszym roku zrezygnowała z pracy w bibliotece i wykonywała nie tylko ilustracje, ale także malowała magiczne obrazy na zamówienie. Udało nam się odłożyć trochę grosza i początkowo chcieliśmy kupić za nie większy dom w Dolinie Godryka, ale ostatecznie zrezygnowałem z pracy w wytwórni i namówiłem teściową na otwarcie wspólnego interesu.

Wcześnie rano miałem spotkanie z dostawcą ingrediencji i gdy wychodziłem jeszcze spała. Myślałem, że może poszła na zakupy, kiedy nie zastałem jej w domu, ale teraz domyśliłem się, że musiała pójść na spotkanie z matką. Zmartwił mnie jednak jej wygląd; była nienaturalnie blada, ciężko oddychała i miała zapłakane oczy. Uśmiechnęła się i to mnie nieco uspokoiło. Lampka kontrolna zapaliła mi się ponownie, gdy matka pożegnała się, zostawiając ją na progu i zapewniała, że odwiedzi ją jutro z samego rana, żeby sprawdzić, jak się czuje.

– Coś się stało, kochanie? – spytałem, gdy wyraźnie przestraszona usiadła na kanapie.

– Usiądź – nakazała.

– Sol, powiedz co się stało. – Przerażony krążyłem po salonie. Nie wyobrażałem sobie, bym mógł teraz sobie spokojnie siedzieć. Wyraźnie coś dolegało mojej żonie i chciałem dowiedzieć się co. Odetchnęła głęboko i starała się ubrać w słowa to co chciała powiedzieć.

– Nie wiem, jak powinnam ci o tym powiedzieć, bo nie miałam zbyt wiele czasu, żeby się przygotować, więc powiem wprost. – Stanąłem naprzeciwko niej i wyczekiwałem jakichś koszmarnych wiadomości. – Jestem w ciąży. – Odebrało mi mowę. W mojej głowie formowało się jedno słowo, chociaż przeciągłe eee?, chyba słowem nazwać ciężko. Na całe szczęście powstrzymałem się przed wypowiedzeniem tego na głos.

Nie miałem pojęcia, co mną kierowało, żeby wyjść z domu bez słowa. Przez trzy lata, Solem udowodniła, że była wspaniałą partnerką. Wzorowo prowadziła dom, nigdy niczego w nim nie zabrakło, świetnie spisywała się nie tylko w kobiecych zajęciach, ale potrafiła także naprawiać zepsuty sprzęt, a do tego była oszczędna i czarowała cuda z niczego. Z przyjemnością wracałem wieczorami do naszego przytulnego gniazdka i z rozkoszą zajadałem się pysznościami, jakie gotowała. Tym jaka była przekonywała mnie, że będzie też wspaniałą matką, ale wiedziałem jak wiele wysiłku kosztowały ją studia i nie chciałem uwięzić jej w domu na kolejne lata z dzieckiem. Chciałem, żeby miała możliwość rozpoczęcia kariery, a później dopiero starać się o potomstwo.

Nie do końca byłem też pewien, czy nadawałem się na ojca. Dopiero co otworzyłem sklep z małą warzelnią i to praktycznie pochłaniało cały mój wolny czas. Nie byłem tak cierpliwy jak ona i nie wyobrażałem sobie, by kiedykolwiek, jakiekolwiek dziecko chciało, bym był jego ojcem. W dodatku byliśmy ledwie dwa dni po ślubie. Owszem, mieszkaliśmy razem przez ponad trzy lata, ale mimo wszystko czułem się nią nienasycony. W łóżku była niezrównana i nie było nocy, bym czuł się przez nią niezaspokojony. Nie miałem w tych sprawach innego doświadczenia, ale też było mi z nią tak dobrze, że nawet nie myślałem, by zdobyć je gdzieś indziej.

Przez te wszystkie lata, ani przez chwilę nie żałowałem chwili, gdy machnąłem ręką na Evans i poddałem się uczuciu do tej słodkiej dziewczyny. Dbała o mnie z niebywałą czułością i nigdy niczego nie brakowało mi z jej strony. Kochałem ją tak bardzo, jak tylko można kochać kobietę i nie wyobrażałem sobie życia bez niej. Dzień, w którym przysięgaliśmy sobie miłość po wieki, był najszczęśliwszym dniem w moim życiu. Wyglądała przepięknie w białej sukni, z welonem. Początkowo chciała prosić swoją przyjaciółkę o pomoc w uszyciu kreacji, ale namówiłem ją, by uszczupliła nieco oszczędności i kupiła taką o jakiej marzyła. Nie żałowałem ani przez chwilę i ona zdaje się też tego nie żałowała. Poprzysiągłem sobie wówczas, że zrobię wszystko, by zawsze już była szczęśliwa i roześmiana, tak jak tamtego dnia. Nawaliłem, ledwie dwa dni później.

Kolejny rozdział: „Uziemiona"