Leo uśmiechnął się zaraz po obudzeniu. Draco siedział na brzegu łóżka, oglądając go uważnie. -Hej.- przywitał się Leo, przeciągając się.

-Hej młody. Ominęło cię śniadanie.- poinformował Draco. Leo zmarszczył brwi, ale brat jedynie zmierzwił mu włosy.- Dzisiaj było wcześniej, tata musiał wyjść. Niedługo skrzaty powinny przynieść ci śniadanie. Świeże croissanty z czekoladą i kremem.

Leo mruknął zadowolony, słysząc co będzie mógł zjeść.- Utyję w tym tempie.- powiedział z uśmiechem. Draco pokręcił głową i po chwili uwalił się na niego. Leo zaczął chichotać, gdy starszy postanowił zacząć go łaskotać.- Prze… przestań! Proszę, Draco.- wydusił między napadami chichotu.

-Wstawaj. Mam ci coś do pokazania. Jesteśmy sami w domu. Mama wybyła na jakąś herbatkę kilkanaście minut temu. Będzie fajnie.- Leo z zaskoczeniem spojrzał na podekscytowanego Draco. Miał wrażenie, że niedługo zacznie skakać po materacu. Blondyn wstał w końcu i ruszył do łazienki. Wrócił do pokoju umyty z ręcznikiem przewiązanym w pasie i wybrał ubrania. Przebrał się przy Draco i wcale nie czuł się skrępowany. W końcu to był jego brat.

Leo usiadł na fotelu obok Draco i spojrzał na jedzenie, które pojawiło się na stoliku. Wziął croissanta i kubek z herbatą do ręki i w spokoju zjadł swoje śniadanie.

-Dzisiaj ja się tobą zajmuję i jestem za ciebie odpowiedzialny.- Draco pogłaskał go po głowie, gdy ruszyli w stronę ogrodu. Po drodze jego brat zniknął w jednym z pokoi i wrócił z kocem. Rozłożyli go na zewnątrz niedaleko patio. Potem Draco przyniósł kilka książek i parasol, który rozstawili razem.- Piknik?

-Skrzaty zaraz coś przyniosą, ale ty przed chwilą jadłeś śniadanie, więc to pewnie głównie dla mnie.- Draco uśmiechnął się, zdejmując buty. Było ciepło, ale w cieniu było przyjemnie. Leo obserwował jak jego brat wertował książki.-Animagia to najprościej ujmując zmiana w zwierzę. Człowiek staje się jednym z tym, co jest wewnątrz niego. To coś w rodzaju medytacji i zjednoczenia.

-Po cholerę ci coś takiego?- spytał Leo, układając się na kocu wygodnie. Przeciągnął się leniwie.

-Gdy jesteś zwierzęciem możesz się przemieszczać, posiadasz zdolności tego zwierzęcia. TO bardzo poręczne, jeśli nie chcesz być zauważonym albo wziętym za człowieka.- wyjaśnił Draco.- Możesz się jednak zmienić tylko w jedno zwierzę, które cię odzwierciedla.

-Czyli jeśli zostaniesz słoniem masz przerąbane.- skwitował Leo, obserwując go. Draco parsknął śmiechem.- Jeśli zostaniesz smokiem to nie zrób ze mnie skwarki.

-Spokojnie. Jesteś na szarym końcu mojej listy.- uśmiechnął się blondyn.- Mam tonę ludzi, których usmażę pierwszych.

-A po co ja ci jestem?- spytał Leo zaciekawiony.

-Chcę, żebyś mnie pilnował.- odpowiedział Draco spokojnie.- Rodzice by się na to nie zgodzili, więc potrzebuję kogoś, kto mi pomoże.

-A kiedy mam cię zatrzymać i jak?- spytał Leo zaniepokojony. Nie miał pojęcia jak miał niby pomóc w takiej sytuacji. Draco postawił mu przed nosem otwartą książkę. Leo przeczytał uważnie tekst. Wystarczyło, że nim potrząśnie. Tyle był w stanie zrobić. Mimo, że momenty, w których powinien to zrobić były wyraźnie opisane w książce Leo nie był pewien czy uda mu się dobrze ocenić sytuację. - No dobra. W razie czego to nie moja wina.

Leo spędził nie wiadomo ile czasu obserwując Draco. Nie spuszczał z niego oczu, bezwiednie wodząc oczami po jego ciele. Draco miał bardzo zadbane dłonie i Leo aż zrobiło się głupio. Jego paznokcie były połamane i w bardzo kiepskim stanie. Do tego często gryzł je w stresie czy, gdy był zdenerwowany. Draco miał idealną sylwetkę. Był szczupły, ale posiadał mięśnie. Leo mu zazdrościł. Czuł się przy nim jak szara mysz. Rozumiał jak musiała się czuć mama w cieniu swojej siostry. Tym razem jednak jego własne słowa pocieszenia wcale mu nie pomogły. Nadal chciał być w czymś lepszy, wyróżniać się.

W końcu zrobili małą przerwę, głównie by Draco mógł coś zjeść. Leo zauważył wreszcie worki pod jego oczami. Nie były bardzo wyraźne, najprawdopodobniej Draco próbował je ukryć. Leo podejrzewał jednak, że nie zmrużył oka poprzedniej nocy.

Kilkanaście razy potrząsnął Draco, wybudzając go z transu. Za pierwszym razem przestraszył się i zrobił to dość gwałtownie. Po kolejnej nieudanej próbie Leo zatrzymał Draco.- Jestem zmęczony.- powiedział, przymykając oczy. Draco spojrzał na niego zaniepokojony.

-Zabieram cię do pokoju.- powiedział, kładąc dłoń na jego czole. Leo miał normalną temperaturę, ale wydawał się zmęczony.

-Nie, mogę tu poleżeć. Nie przeszkadza mi to.- zaprotestował chłopak. Nie miał ochoty wstawać. Leo przetarł oczy rozdrażniony. Zaczynała go też boleć głowa.

-Wracasz do pokoju, a ja idę po wujka. Żadnych protestów.- powiedział Draco pomagając mu wstać. Objął Leo ramieniem i zaprowadził go do pokoju. Chłopak natychmiast znalazł się na łóżku.- Za sekundę wrócę braciszku. Krzycz, jeśli coś się stanie.

Draco wbiegł do gabinetu. Wiedział, że w ten sposób będzie mógł się znaleźć w domu wujka bez żadnego hasła. Wolno mu go było używać tylko w przypadku niebezpieczeństwa. Miał nadzieję, że nie będzie miał kłopotów. Severus spojrzał na niego znad książki.

-Coś się stało Draco?- spytał mężczyzna zaskoczona.

-Leo źle się czuje. Nie ma gorączki, ale nie wygląda dobrze. Nie wiem co się dzieje.- Severus westchnął, słysząc wyjaśnienie chłopaka.

-Wracaj do domu. Zaraz przyjdę do was.- mężczyzna chwycił kilka eliksirów i ruszył do posiadłości. Szybko znalazł się w pokoju chłopaka. Wszedł do sypialni i zastał dwie pary niebieskich oczu, patrzące na niego. Oczy Leo były zaczerwienione i przekrwione. Do tego słyszał jego świszczący oddech. Sprawdził i , tak jak Draco powiedział, chłopak miał absolutnie normalną temperaturę.- Pomóż mu zdjąć koszulkę, ma problem z oddychaniem. Gdzie dzisiaj byliście?

-W ogrodzie przez większość dnia. Zrobiliśmy sobie piknik.- odpowiedział Draco, pomagając bratu.

-To wiele wyjaśnia. Wypij to.- Severus odkorkował flakonik i pomógł chłopakowi wypić zawartość.- Trzeba ci zrobić testy na alergię. Ten eliksir jest dobry doraźnie, ale wzięty przed reakcją alergiczną nic nie da.

-Alergia?- spytał Leo cicho. Draco trzymał go na kolanach, głaszcząc po plecach. Powoli eliksir zaczynał działać. Leo odetchnął z ulgą, gdy znów mógł oddychać spokojnie.

-Na to wygląda. Musisz na razie uważać z wyjściami. Dobrze, że po mnie przyszedłeś. - Draco skinął głową. Ulżyło mu, że nie zostanie ukarany za używanie przejścia w gabinecie. -Szczególnie z tymi dusznościami. Jak się czujesz?

-Lepiej.- przyznał Leo i uśmiechnął się lekko. Severus delikatnie obejrzał go jeszcze raz.

-Wygląda jakby już ci przeszło.- powiedział mężczyzna, patrząc na niego.

-Dlaczego nie zareagował od razu?- spytał Draco zdziwiony. Zawsze, gdy spotykał kogoś z alergią zawsze reagował od razu. Niektóre dzieciaki z Hogwartu przeżywały piekło w szkole pełnej kotów. Dobrze, że ropuchy nie były dozwolone.

-Możliwe, że alergen jest w tak mały stężeniu, że nie odczuł tego na początku, a dopiero po kilku godzinach. Tak czy inaczej resztę dnia spędzasz w łóżku. To duży stres dla twojego organizmu.- powiedział mężczyzna i Leo posłusznie skinął głową. Szczerze to nie pogardziłby drzemką. Najlepiej jeszcze jakby dostał Draco za ciepłą poduszkę. -Przyniosę herbatę.

-Zawołam Mróżkę.- powiedział Draco szybko i pstryknął palcami.

-W czym mogę pomóc?- zapytała skrzatka. Widząc jednak panicza zaczęła się lawa pytań.- Nic paniczowi nie jest? Mam poinformować panią albo pana?

-Nie, wszystko dobrze. Nie trzeba informować rodziców.- powiedział Draco i skrzatka pokiwała energicznie głową.- Zrób nam herbatę.

-Przynieść też coś słodkiego?- spytała. Draco skinął głową i stworzenie zniknęło z cichym pyknięciem. Leo oparł się wygodnie o brata i wtulił nos w zagłębienie jego szyi. Przymknął oczy.

-Liczyłem na spacer po ogrodzie dzisiaj, ale chyba go sobie daruję.- mruknął Leo z uśmiechem. Draco pokręcił głową lekko, słysząc swojego brata. - Prześpisz się ze mną.

-To dość niemoralna propozycja.- uśmiechnął się Draco. Udał jęk bólu, gdy Leo uderzył go lekko w ramię.- Dobrze, dobrze braciszku. Nie zostawię cię samego.

-Kiedy mamy następną lekcję?- Leo spojrzał na mężczyznę, który siedział teraz na fotelu niedaleko nich i patrzył na nich w ciszy.

-Jutro, jeśli będziesz się czuł na siłach.- odpowiedział mężczyzna.- Wiem, że twoja mama planuje lekcje etykiety.- Leo spojrzał zaskoczony na niego, a potem na Draco, który jęknął cierpiętniczo. Widząc zaskoczone spojrzenie młodszego brata Draco westchnął i zaczął opowiadać.

[+++]

Leo spojrzał na sufit. Był w swojej piżamie w łóżku gotowy do spania, nie mógł jednak zmrużyć oka. Draco uciął sobie drzemkę razem z nim i obaj zostali obudzeni przez rodziców. Mama oczywiście koniecznie chciała wiedzieć o wszystkim. Draco co prawda nie został ukarany za używanie przejścia, ale książki o animagii szybko zostały znalezione. Leo usiadł na łóżku i rozejrzał się po pokoju skąpanym w ciemności. Chciał już mieć swój pokój. Może jakieś zdjęcia i dywan. Nie to, że mu się tu nie podobało. Po prostu nie był w stanie myśleć o tym pokoju jako własnym. Wstał powoli. Czuł się już dobrze, eliksir zadziałał idealnie, ale Leo i tak wiedział, że właśnie dołożono mu więcej badań.

Po cichu wyszedł z pokoju. Było już późno i wszyscy spali. Leo skierował się w jedyne miejsce, którego jeszcze nie zwiedził. Wiedział, że nie wolno mu było tam wchodzić, ale nie mógł powstrzymać ciekawości. Skierował się do biblioteki na palcach i wszedł na drugie piętro. Część skrzydła była odgrodzona szklanymi drzwiami, wykonanymi z mlecznego szkła, które nie pozwalało mu nic zobaczyć.

Po chwili namysłu najpierw przeszedł się między regałami, znajdują książki z bardziej specjalistycznych dziedzin, które napisane były w różnych językach. Spora część napisana była po francusku i Leo podejrzewał, że wszyscy oprócz niego mówią tu też w tym języku. Może i uczył się go w szkole, ale tylko przez rok. Niewiele z niego umiał. Podejrzewał jednak, że rodzice prędzej czy później też się za to zabiorą.

Chłopak zdjął z półki jedną książkę, która służyła do nauki języka. Otworzył ją. Wydawała się dość stara, ale dobrze zachowana. W środku znajdowały się małe kartki papieru powkładane między kartki. Znajdowały się na nich dwa charaktery pisma. Jeden z nich był bardzo estetyczny, równy i przypominał mu listy, których zdjęcia widywał w książkach od historii. Drugi był równie ładny i staranny, ale nie aż tak dopracowany. Leo stawiał na to, że jeden należał do któregoś z rodziców, a drugi do jego kochanego braciszka.

Z książką w dłoni podszedł do szklanych drzwi, znajdujących się po środku i nacisnął klamkę. Drzwi jednak ani drgnęły i chłopak przeklął. Ukląkł przy zamku i spojrzał na niego. Wydawał się standardowy i mógłby łatwo sfabrykować odpowiedni klucz. Nie na darmo wychował się w takim domu. Musiał umieć otwierać zamki i chować się.

Chodząc jednak po bibliotece nie mógł znaleźć nic, co pozwoliłoby mu wejść do środka. Stanął na środku pierwszego piętra z naburmuszoną miną. Szkoda, że nie mógł tu czarować, ale jego różdżka i tak została w pokoju w szafce nocnej. Nagle drzwi otworzyły się i na korytarz wyjrzał młody mężczyzna. Leo przyglądał się mężczyźnie, który ubrany był wyłącznie w spodnie od piżamy. Schował się za regałem, spoglądając na mężczyznę dyskretnie.- Dlaczego do cholery ktoś mieszka w bibliotece?- wymsknęło mu się. Błyskawicznie zasłonił usta dłońmi, ale było już za późno. Wzrok mężczyzny momentalnie skupił się na nim. Leo zadrżał, patrząc w czerwone oczy.

Mężczyzna ruszył w jego stronę. Leo stanął z nim oko w oko. Nieznajomy trzymał różdżkę na wysokości jego twarzy, wyglądając na wściekłego. –Kim jesteś?- syknął

-Leo? Jestem synem…- zaczął chłopak, ale mężczyzna chwycił go za kołnierz, ciągnąc w stronę drzwi. Został rzucony w stronę pokoju, a mężczyzna zamknął za nimi drzwi.

-A teraz przestań kłamać, bo pożałujesz. – mężczyzna warknął na niego głośniej.

-Przysięgam. Zapytaj taty albo…- poprosił Leo, czując jak serce tłucze mu się w piersi. Był przerażony, widząc jak mężczyzna podchodzi do niego. Pochylił się nad nim i Leo cofnął się pod łóżko.

-Taty? Ty na serio? Ich młodszy syn zaginął.- mężczyzna spojrzał na niego jakby był niespełna rozumu.

-Znalazłem się kurwa mać! Czego tu nie rozumiesz?- odwarknął Leo w przypływie odwagi. Przygryzł wargę, widząc jak mężczyzna patrzy na niego zszokowany.- Idź do mojego ojca i się zapytaj.

-Jak masz na imię?- powtórzył pytanie, kucając przed chłopakiem.

-Leo… Leolin.- odpowiedział chłopak, patrząc na niego. Miał nadzieję, że mężczyzna go po prostu puści.- Przyprowadzili mnie tu kilka dni temu, nie wiedziałem, że ktoś tu mieszka. Powiedzieli mi, że są tu zakazane książki. Wiem, że nie wolno mi tu wchodzić, ale ciekawość zgubiła kota.

-Uznajmy, że ci wierzę. Nadal nie powinieneś tu być. Naucz się słuchać rodziców.- nieznajomy skarcił go.

-A kim ty jesteś?- Leo zapytał. Wyglądało na to, że dziś nie umrze.

-Możesz mnie nazywać lordem Gauntem.- mężczyzna podszedł do biurka, zastanawiając się nad czymś.

-Ja pierdole, kolejny arystokrata.- Leo wywrócił oczami, wstając. Ruszył w stronę drzwi

-Chciałbyś. Widzisz, mam problem. Nie mogę cię stąd wypuścić, bo wiesz, że tu jestem.- lord Gaunt skrzywił się.- I nie, powiedzenie „nikomu nie powiem" nic nie da.

-Wejdą do mojej głowy?- zapytał Leo, patrząc na mężczyznę zrezygnowanym wzrokiem. Nie miał pojęcia co ten miał zamiar mu zrobić.

-Mówiłem ci chyba, że nikt nie może się dowiedzieć, że wiesz o mnie.- Leo skinął głową.- Połóż się na łóżku.

Leo posłusznie wykonał polecenie.- Rozluźnij się.- Lord Gaunt usiadł naprzeciw niego.- Zamknij oczy, a ja wszystkim się zajmę.

Leo skinął głową. Czuł się dziwnie, jakby coś było nie tak, ale poza uczuciem niepewności nie czuł innych zmian. Miał ochotę otworzyć oczy i spojrzeć na mężczyznę, powiedzieć mu, żeby przestał. Nie wiedział co robi. Nagle jego czaszkę przeszył ból. Leo krzyknął zaskoczony i otworzył oczy. Poczuł jak lord popycha go na materac i przygniata własnym ciałem. Wplótł własne palce między palce Leo, przytrzymując jego dłonie na materacu, gdy chłopak zaczął się pod nim szarpać.

Mężczyzna zignorował go na razie. Skupiony był na barierze znajdującej się w umyśle Leo. To na pewno nie było coś, co sam zostawił. Wiedział, że rozrywając osłonę sprawia chłopakowi ból, ale nie miał innego wyjścia. Jeśli ktoś mógł widzieć to, co Leo to wszyscy byli w niebezpieczeństwie. Martwił go jednak szloch pod sobą i szarpanie, wiedział, że nie ma dużo czasu.

W końcu bariera puściła pod naporem jego magii i lord Gaunt zerwał skryte za nią połączenie. Ostrożnie wyszedł z umysłu chłopaka, patrząc na to, co zrobił. Nie był z siebie dumny, patrząc na zapłakaną twarz Leo. Pociągnął niemal bezwładnego chłopaka do siebie, obejmując go mocno. Zaczął głaskać go po plecach.- No już, oddychaj. Musiałem to zdjąć. Nie było innego wyjścia.- powiedział przepraszającym tonem. Ktokolwiek ustawił tę barierę zdawał się nie korzystać z połączenia w danym momencie, co sprawiło, że uniknęli oporu z drugiej strony.

-Co za pijawka.- warknął mężczyzna, czując jak magia w pokoju powoli się zmieniała. Rdzeń Leo odzyskał część magii, którą ktoś wykorzystał do wytworzenia połączenia. Czuł jak aura Leo uspokaja się powoli.

-Ktokolwiek ustawił połączenie w twojej głowie miał możliwość patrzenia na świat twoimi oczami. Przy odrobinie wysiłku mógł ukierunkowywać twoje myśli i uczucia.- Leo spojrzał na niego przerażony, słysząc wyjaśnienie.

-Mam dość.- powiedział słabo chłopak, kuląc się w jego ramionach.

-Już jest po wszystkim. Wejdę jeszcze do twojej głowy na chwilę, by ustawić osłony.- Leo spojrzał na niego zmęczony, a potem zamknął oczy zrezygnowany.- To nie będzie bolało, a będziesz bezpieczny.

-Obiecujesz, że nie będzie bolało?- zapytał Leo bliski ponownego rozpłakania się. Co jeszcze w jego życiu mogło się posypać? Ktoś szpiegował dzięki niemu jego rodzinę. Do tego ten mężczyzna zdawał się tu ukrywać, a jego rodzice go chronili. Szpieg mógł zagrozić jego rodzinie. Gdy tylko Leo to zrozumiał spojrzał na mężczyznę przerażony.

-Spokojnie dziecko. Ta osoba nie jest na tyle dobra, by obserwować cię cały czas. Co znaczy, że myliliśmy się co do porywacza. Jest szansa, że mnie nie widziała skoro jeszcze nie zjawiło się tu ministerstwo.- powiedział mężczyzna, starając się dodać mu otuchy.

-Pomagałeś mnie szukać?- spytał chłopak, obserwując mężczyznę niebieskimi oczami.- Rodzice cię chronią.

-To moi przyjaciele, niezależnie od tego jak teraz wygląda moja sytuacja.- odpowiedział mężczyzna niechętnie. Obserwował jak nastolatek w jego ramionach walczy ze zmęczeniem. W końcu jednak jego oczy zamknęły się, a on usnął wsparty o starszego czarodzieja.