Childhood should be carefree, playing in the Sun: not living a nightmare in the darkness in the soul"

-Dave Pelzer.

Zarya schowała się za jedną z szafek i przełknęła ślinę, kucając lekko i patrząc zesztywniała na to, co się działo z jej opiekunami. Jej adopcyjny ojciec rzucił butelką po alkoholu o ścianę, sprawiając, że dziewczyna przerażona odskoczyła, zwracając na siebie uwagę. Mężczyzna oderwał wzrok od jej adopcyjnej matki, która stała z nieobecnym wzorkiem i cieniami pod oczami i spojrzał wprost na ośmioletnie dziecko ze złotymi włosami i strachem na twarzy. Ignorując jej cichy krzyk i skomlenie, chwycił ją za włosy i powlókł ją do jednego z pokoi, które miały wiadra z wodą i wsadził jej głowę pod wodę. Dziewczyna zaczęła panikować i starała się wyrwać, jednak za każdym razem mężczyzna tylko chował ją głębiej, sprawiając, że Zarya w końcu przestała, w nadziei, że ją puści i będzie mogła odejść. To się jednak nie stało. Zamiast tego w jednej chwili, łykając niefortunnie wodę w usta, zemdlała. Jej umysł spowiła ciemność, która przywitała z wdzięcznością.

Nagły biały błysk, sprawił, że Zarya wrzasnęła tak głośno jak mogła i czując ból w klatce piersiowej upadła. Chwyciła się za głowę w chwili, kiedy w środku niej odbywała się mała wojna. Wszędzie były tylko krzyki, krwawe ciała, tonięcie…

Zarya usiadła prosto na łóżku, dysząc ciężko, cała mokra i spocona. Potrzasnęła głową, chcąc wyzbyć się tego okropnego uczucia, że coś stało się jej bliźniczce. Zerknęła na Zivę, która twardo spała w łóżku obok, po czym westchnęła przejeżdżając ręką przez włosy i chowając głowę w dłoniach, kiedy zobaczyła, że na zegarze widniała godzina szósta rano.

- Wróciły – wyszeptała drżącym głosem.


Ziva patrzyła poważnie na swoją siostrę, która trzymała wzrok na podłodze, jakby stała się nagle bardziej interesująca niż ona sama. Wiedziała, że coś jest nie tak. Nie miała pojęcia co, chociaż to dudniące echem uczucie strachu i niepewności zapełniało połowę jej ciała, zupełnie jakby Zarya w końcu była rozproszona i przestała blokować swoje uczucia. I albo stał się cud i jej posłuchało, albo coś bardzo złego się stało.

W końcu, kiedy nie mogła już wytrzymać, warknęła coś pod nosem i zerknęła na nią.

- Rany, Sunshine uspokój się – powiedziała, a zaskoczona dziewczyn podskoczyła na jej głos, skupiając się nagle na niej, kiedy Sunny i Sides zaczęli im się przyglądać, nawet po mimo tego, że rozmawiali z William'em i Epps'em.

- Co? Jestem spokojna – stwierdziła, lekko przytomniejąc, na co dziewczyna wywróciła oczami.

Nie lubiła tej wersji swojej siostry. Poważna, spokojna, poukładana, odpowiedzialna –tak. Smutna, przygnębiona, rozproszona – nie. Całkowicie jej nienawidziła i była zdeterminowana dowiedzieć się o co chodzi, choćby nie wiadomo co.

- Często o tym zapominasz, wiesz? – stwierdziła z westchnieniem, stając i krzyżując ręce na piersiach, patrząc na dziewczynę, która przez chwilę wyglądała jakby nie zrozumiała nawet jednego słowa.

- C…? Ach, racja. Przepraszam – wymamrotała niewyraźnie, znowu patrząc na ziemię, na co Ziva prychnęła, zaciskając zęby z irytacji, która ją ogarnęła.

- O czym ona mówi? – odezwał się Epps, zaciekawiony patrząc na obie bliźniaczki.

- Nie wiemy. Pytaliśmy ją o to cały czas, ale nadal nie mamy odpowiedzi – stwierdził z westchnięciem Will, a Sunstreaker wymieniając spojrzenie z bratem, zwrócił się ku blondynce.

- Hej, Zarya! – zawołał, wiedząc, że Hale jest mocno zamyślona.

- Czego Sunstreaker? – jej głowa wystrzeliła w górę, jakby usłyszała coś, czego nie powinna, patrząc na niego uważnie, szukając jakby jakiegoś zagrożenia z jego strony.

- Will, Sides, Epps i ja jesteśmy bardzo ciekawi twojej konwersacji z twoją siostrą – stwierdził, wywracając oczami, kiedy musiał się zmusić do wymówienia przynajmniej dwóch imion z szacunkiem.

Ziva spojrzała na siostrę z niepokojem.

- Oh, chodzisz po cienkim lodzie, Sunny – stwierdziła brunetka.

- Nie lubimy o tym rozmawiać – dorzuciła Zarya.

- Dlaczego?

Obie znowu na siebie spojrzały, jakby komunikując się za pomocą samego spojrzenia, po czym obie westchnęły zrezygnowane.

- Ponieważ Will… - zaczęła Zarya, ale jej siostra szybko jej się wcięła.

- Ludzie myślą o nas jak o dziwadłach, kiedy wiedzą – powiedziała ostro Ziva – A Zarya tutaj jest już i tak wystarczająco zdenerwowana.

- Dlaczego mieliby tak myśleć? – spytał zmieszany Epps, a dziewczyny wywróciły jednocześnie oczami.

- Bo… - dziewczyna ucięła, marszcząc czoło – Och, na miłość Boską Zarya, uspokój się już. Co z tobą jest? Zachowujesz się dziwnie od samego rana.

Blondynka skierowała zmęczony wzrok na nią, po czym wzruszyła ramionami i spojrzała ponad jej ramię, od razu podskakując.

- Twoi rodzice tu idą – oznajmiła nagle.

- Co?! Gdzie!? – spytała spanikowana, histerycznie poprawiając każdy element jej stroju, po czym patrząc znowu na siostrę, która przełknęła ślinę i odwróciła wzrok.

- Muszę…Muszę iść – stwierdziła i odwróciła się, ale dziewczyna chwyciła ją szybko za ramię.

- Sunshine, nie. Możesz…

- Są twoją rodziną, Ziva – stwierdziła, przymykając oczy – Ja nie mam nikogo poza tobą. Przepraszam za zawód.

- Sunshine… - Ziva spojrzała na nią z bólem, kiedy puściła jej ramię.

- Miłej zabawy z rodzicami, Ziva. Zasługujesz na to – powiedziała i odeszła szybko od niej, chcąc uniknąć spotkania z jej rodziną.

- Cholera – zaklęła pod nosem i jej oczy jakby się rozszerzyły kiedy usłyszała „O Mój Boże, moja córeczko!" i „Tęskniliśmy się za tobą!" – Podwójna cholera.

- Ziva? – odezwał się niepewnie William.

- Okay, chyba jednak wolę być z Decepticon'ami – stwierdziła do siebie - Dobra, ty mój strażniku, zostajesz ze mną gdybym przypadkiem umarła. A ty – Sunnyass idziesz do mojej bliźniczki, zrozumiano?!

- Tak, prze pani! – zasalutował Sideswipe.

- Okay, czas na śmierć – mruknęła odwracając się do swoich rodziców – Pułkowniku mogę twój telefon?

- Jasne, masz – rzucił jej komórkę, a dziewczyna szybko wykręciła znajomy numer.

- Hallo? Zakład pogrzebowy? Mam sprawę…


Ziva niespokojnie zaczęła wiercić się koło Sideswipe'a, co chwile się zatrzymując i patrząc niepokojem i przerażeniem na swoich rodziców, którzy aktualnie rozmawiali z generałem Morshower'em…Skąd on się tam wziął, tego nie wiedziała. W jednej chwili rozmawiała z siostrą, a drugiej stała tutaj i kręciła się wokół rozbawionego całą tą sytuacją Sides'a. Rozumiała, że zachowywała się dziecinnie, ale… nikt nie powinien się cieszyć z cierpienia innych, prawda?

W końcu wzięła głęboki wdech i stanęła, zaciskając usta, po czym starając się uspokoić, cofnęła się o krok i ustawiła się obok swojego strażnika, jakby mając nadzieję, że jakoś jej pomoże i da poczucie bezpieczeństwa. I cholera jasna, niech Sunny się pośpieszy i uspokoi Sunshine, bo dłużej tak nie wyrobię, pomyślała, czując narastający gniew jej bliźniaczki. Czasami naprawdę zastanawiała się, jak to możliwe, że czuła to, co ona.

- Danielle, kto to jest? – dziewczyna podskoczyła przerażona w miejscu, słysząc dźwięk swojego imienia i od razu wzięła głęboki wdech, ocierając czoło, kiedy zobaczyła, że to była jej matka, która stała teraz naprzeciwko niej razem z Generałem i jej ojcem.

- Mamo, nie jestem Danielle, pamiętasz? – odezwała się w końcu zirytowana, kiedy zorientowała się jak została nazwana – Ile razy mówiłam wam, żebyście nazywali mnie Ziva?

- Ale słonko, to imię jest…

- Piękne, kochanie – przerwał żonie szatyn i spojrzał na chłopaka obok jego córki – Więc? Kim jest ten młody gentelman?

William, który stał nieopodal razem z Ironhide, wywrócił oczami i wymamrotał coś z kilkoma przekleństwami na jego słowa, ale pozostał cicho, za to jego towarzysz omal nie wybuchł śmiechem.

- Sideswipe – przedstawił się, wyciągając rękę do mężczyzny – Strażnik pańskiej córki.

- Dobrze, że mamy tylko jedną – zaśmiała się kobieta, a Sides zamarzł w miejscu, obracając się trochę i patrząc pytająco pułkownika, który zmarszczył czoło, w czasie, kiedy Ziva zacisnęła zęby i wymusiła uśmiech.

- Ekhem – odchrząknął Morshower przerywając niezręczną ciszę i gestykulując na zewnątrz – Może wyjdziemy na świeże powietrze? Jestem pewien, że pewne osoby go potrzebują – skierował wzrok na czerwoną twarz dziewczyny.

- Z chęcią – zgodził się jej ojciec i podążył za mężczyzną, jednak Ziva nie ruszyła się nawet na krok – Córeczko? Idziesz?

- Oczywiście, tato – odparła ze sztucznym uśmiechem na ustach, ale ogniem w oczach, wyprzedzając wszystkich i niemal szturmem wychodząc z hangaru.

- Rany, co z nią jest? – odezwała się do siebie jej matka – Jakaś taka dziwna, prawda kochanie? Wiem, że zawsze jest cicha i poukładana, ale nie aż tak.

William i Sideswipe wymienili zdezorientowane spojrzenia. Ziva poukładana? Coś całkowicie się tutaj nie zgadzało.


- Twoi rodzice nie wiedząc o Zaryi? – spytał szeptem Sides, kiedy usiadł razem z innymi na jednej z sof w stołówce, która w tamtej chwili była prawie psuta.

- Oczywiście, że wiedzą – wysyczała, piorunując wzrokiem swoich zajętych rozmową rodziców – Udają, że nie istnieje.

- Wiedzą, że tu jest? – spytał ponownie, ale dziewczyn zaprzeczyła szybko potrząśnięciem głowy.

- Da… - kobieta zaczęła skarcona wzrokiem przez męża – Ziva. Kiedy przefarbowałaś włosy? – spytała z ciekawości, a Ziva uśmiechając się słodko, wzruszyła ramionami, upijając łyk wody.

- Tydzień temu – odparła lakonicznie i zanim kobieta zaczęła kontynuować dodała – Chciałam się wyróżnić z tłumu. Wiesz jaka jestem.

- Ciekawe – mruknął jej ojciec, patrząc na generała – Więc? Jesteś na tym stanowisku, co chciałaś być? – spytał w końcu.

- Tak – powiedziała krótko, po czym zaciskając zęby dorzuciła – Właściwie wszystko jest tak jak sobie zaplanowałam, tato – ciągnęła dalej – Mam przyjaciół, strażnika…rodzinę – dała nacisk na ostatnie słowo z takim jadem, że obaj się wzdrygnęli i spojrzeli na nią zaskoczeni, jakby nie spodziewając się tego zdania – I auta. Nie zapominajmy o autach. Sides jest właścicielem Lamborghini.

- W hangarze były dwa Lamborghini – stwierdziła kobieta i spojrzała na Morshower'a – Czerwone należało z pewnością do pana Sideswipe'a, a żółte?

- Do mojego brata bliźniaka – odparł szybko Sideswipe, uśmiechając się – Nie mogliście go dzisiaj zobaczyć, bo nie przepada za bardzo za ludźmi. Jest antyspołeczny.

- Sunstreaker w tej chwili jest zajęty ze swoją podopieczną – stwierdził generał, a mężczyzna uśmiechnął się szeroko.

- Och, może moglibyśmy ją poznać – powiedziała kobieta i zwróciła się do córki, która tym razem uśmiechnęła się jakby zadowolona z siebie – Co ty na to, kochanie?

- Z wielką przyjemnością, mamo – wyszczerzyła się.


Zarya z rezygnacją, usiadła po turecku na stole i specjalnie ignorując swojego strażnika, oparła głowę na dłoniach, kładąc łokcie na nogach.

- Ratch? – usłyszała burknięcie, co oznaczało, że ją słuchał – Dlaczego Sunstreaker tu jest? – spytała, a żółty Autobot spojrzał na nią groźnie, na co uśmiechnęła się złośliwie i zwróciła swój wzrok na Ratchet'a, który na chwile oderwał się od swojego zajęcia i zmierzył ją wzorkiem.

- A dlaczego ty tutaj jesteś? – spytał – Z tego co wiem wasza rodzina teraz świętuje, prawda? – spytał, a ona warknęła pod nosem przekleństwo.

- Bo mnie kochasz – oznajmiła w końcu, a on posłał jej spojrzenie mówiące „serio?", na co westchnęła – Nudzi mi się – stwierdziła – A Sunstreaker jest upierdliwy i wszędzie za mną łazi, więc pomyślałam, że jeśli przyjdę do ciebie to go wygonisz.

- Sunstreaker chodzi za tobą tylko dlatego, że troszczy się o ciebie – tym razem obaj na niego spojrzeli i warknęli, na co zirytowany pokręcił głową – Jesteście bardziej uparci niż zazwyczaj. Sunstreaker, co ty tutaj robisz?

- Hangar roi się od tych obleśnych insektów – wzdrygnął się i spojrzał na blondynkę, która skarciła go wzrokiem – A przynajmniej roił się, kiedy ja tam byłem. A Sunshine tutaj nie chce mi powiedzieć prawdy, dlaczego nie poszła do swojej irytującej siostry.

- Jedyną osobą, która w tej chwili jest irytująca, to ty – odparowała niemal natychmiast – I nie nazywaj mnie Sunshine, bo zacznę nazywać cię Sunny!

- Przysięgam, że zachowujecie się oboje jak dzieci – stwierdził, a dziewczyna wzruszyła ramionami – Obaj wypad stąd!

- Ej, nie możesz mnie stąd wyrzucić! – krzyknęła na niego, kiedy Sunstreaker z tryumfalnym uśmiechem, złapał ją i zaczął kierować się w stronę wyjścia – Ratch, pożałujesz tego! Pomaluje się na neonowy żółty w neonowe różowe serduszka kiedy zaśniesz! – warknęła, a medyk tylko westchnął i odwrócił się ignorując jej nawoływania.

- ZEMSZCZĘ SIĘ ZOBACZYSZ, TYLKO POCZEKAJ TY…!


- Więc, Ziva – zaczął jej ojciec, a dziewczyna odwróciła się do niego z lodem w oczach, na który Sideswipe odwrócił wzrok idąc ramie w ramię z Lennox'em, który był na tyle ciekawy tego co ma się stać, że się do nich dołączył jak tylko wyszli ze stołówki – Kim jest ta podopieczna? – spytał, a jego głosie dało się usłyszeć widoczną ciekawość.

- Jest moja przyjaciółką od lat – powiedziała idąc prosto przed siebie, dokładnie wiedząc, gdzie znajdzie swoją siostrę o tej porze dnia – Łączy nas specjalna więź, tato.

- Ach, tak? – zdziwiła się kobieta, patrząc na nią podejrzliwie razem z mężem, kiedy słyszała w jej głosie wyłączną radość na wzmiankę o dziewczynie.

- Co jest w niej takiego specjalnego, że darujesz ją takim szacunkiem? Z tego, co wiemy, jeszcze nigdy nie miałaś przyjaciół.

- Bo byli za głupi, żeby ze mną wytrzymać – machnęła ręką, całkowicie nie ruszona tym komentarzem – Jak można nie wiedzieć, co to jest Call of Duty? Albo Gwiezdne Wojny?

Obaj zamilkli, nie wiedząc o czym mówi, w czasie kiedy Sideswipe zaśmiał się razem z Lennox'em i zaskakująco także z Morshower'em.

Po kilku minutach rozmowy, wszyscy doszli do części bazy gdzie swoją siedzibę mieli mechanicy. Brunetka mogła już z oddali zauważyć blond włosy i kilka aut, które rozpoznała jako Ironhide'a, Bumblebee'ego i Sunny'ego. Uśmiechnęła się szeroko na uśmiech obecny na twarzy dziewczyny, wiedząc, że takie zwykle czynności jak mycie Autobotów sprawia, że jej siostra jest całkowicie spokojna i szczęśliwa. Zerkając na holoform Sunstreaker'a, który spojrzał na nią dziwnie, po czym na Sides'a, Ziva wzięła głęboki wdech i przygotowała się na to, co za chwilę miało się stać.

- Och, SUNSHINE! – zaśpiewała brunetka, a blondynka westchnęła i odsuwając się na chwilę od Ironhide'a, machnęła na dziewczynę ręką, żeby dała jej spokój – Och, no dalej! Nie cieszysz się, że widzisz swoja najwspanialszą i jedyną w swoim rodzaju Zivę?! – spytała z udawanym smutkiem na co Sunny prychnął.

- Nie zapomnijmy także, jaka ty jesteś biedna, osamotniona… - zaczął ją naśladować, a Sides zaśmiał się na spojrzenie dziewczyny

- I opuszczona… - dołączył do brata.

- Och, zamknijcie się obaj – mruknęła rumieniąc się Ziva, po czym odchrząknęła i gestem ręki wskazała na swoich rodziców – Sunshine, moi rodzice.

- Głupota po matce, debilizm po ojcu – powiedziała do siebie, po czym odwróciła się i zamarzła w miejscu, patrząc na ich twarze – Zaczynam na serio żałować, że nie ukradłam tego samolotu co dzisiaj wylatywał – mruknęła.

- Och, jakaś ty dramatyczna – chwyciła się za serce, po czym oprzytomniała – Czy ty mnie nazwałaś głupią?

- Tak – powiedziała dobitnie, po czym podeszła do grupki i wyciągnęła dłoń i nie starając się nawet wyglądać na miła, odezwała się ponownie – Zarya Hale, bliźniczka Zivy i mechanik w N.E.S.T. na dwa miesiące.

- Zarya? – odezwał się niepewnie muzyczna, po czym potrząsnął głowa, nadal oszołomiony i ścisnął jej wyciągniętą rękę – Henry Hale, miło mi cię poznać.

- Chciałabym powiedzieć to samo, ale nie lubię kłamać – oświadczyła ostro i zwróciła się do matki – Zarya, siostra Zivy – przedstawiła się, a blondynka patrząc na nią surowo, skinęła głową.

- Carly Hale.

- Jeśli nic nie szkodzi na przeszkodzie, chciałabym wrócić do swojej roboty – skinęła na czarnego Topkicka, żółtego Camaro i Lamborghini – Miłego pobytu na Diego Garcia – dodała z sarkazmem i odwróciła do czekających na nią aut.

- W czasie, kiedy jesteśmy tutaj całą rodziną – zaczęła entuzjastycznie Ziva, na co wszyscy zmarszczyli czoła i spojrzeli na nią dziwnie – Możemy bliżej się poznać!

- Ziva, Zarya nie jest naszą córką – powiedziała powoli jej matka, na co William otworzył usta, żeby coś powiedzieć, kiedy zauważył, że Zarya spięła się i zaczęła tym razem myć Bumblebee'ego, kiedy upewniła się, że Ironhide jest całkowicie czysty.

- Carly – zaczął ostrzegawczo Henry, w tym samym czasie, kiedy Morshower odezwał się do kobiety z tym samym tonem głosu, który oznaczał, że nie był zadowolony jej wypowiedzią.

- Z całym szacunkiem pani Hale, ale Zarya jest bliźniaczką Zivy – powiedział sucho i po raz pierwszy dziewczyny widziały go, żeby wstawił się za nie przed kimkolwiek, co wywołały niemały uśmiech u William'a, który szczerze je polubił.

- Ziva nie ma bliźniaczki – postawiła na swoim ostro.

- Słuchaj, ty bezuczuciowy babsztylu – warknęła Zarya, w jej oczach czysta furia, na co Ziva stanęła jak wryta, zupełnie nie spodziewając się takiego obrotu spraw – Mam naprawdę gdzieś, co myślisz o mnie. Uwierz mi, nie jesteś pierwszą, która uważa mnie za nic – dodała z przekąsem.

- Tego nie powiedziałam – stwierdziła.

- Ale tak myślisz – powiedziała, mrużąc oczy – Jak mówiłam, obrażaj mnie ile chcesz, nie obchodzi mnie to. Ale nie waż się podważać tego, że jestem siostrą Zivy. Mogłaś mnie z nią rozdzielić, ale nie ma siły, która sprawiłaby, że zniszczyłabyś więź jaka nas łączy, rozumiesz? – puknęła ją palcem, sprawiając, że się cofnęła – Szczerze, nie mam pojęcia dlaczego Ziva nadal cię kocha. Jak na kogoś z takich sfer masz nadzwyczajny brak manier i nie masz bladego pojęcia kim jestem dla twojej córki.

- Sugerujesz, że nie znam własnej córki? – oburzyła się, a dziewczyna prychnęła i zaśmiała się.

- Zależy o którą pytasz – warknęła – Mogłabyś podzielić się ze swoim mężem, co mi zrobiłaś. Jestem pewna, że jeśli ma choć trochę sympatii dla dzieci bitych to rozważy kim naprawdę jesteś w prawdziwym życiu.

- Niczego ci nie zrobiłam – powiedziała spokojnie, a Zarya pokiwała twierdząco głową.

- Nie? – spytała dużo ciszej, głosem, który Ziva słyszała tylko kilka razy – A kto mnie zostawił na pastwę tamtych bestii?

- Ziva? – odezwał się jej ojciec, w czasie kiedy Hale patrzyła na Carly, która stała z lekko otwartą buzią na jej oświadczenie – Czy to prawda?

Ziva zamknęła oczy, po czym otworzyła je i spojrzała na niego, widząc jego zaszklone oczy. No, przynajmniej jeden, co ma uczucia, pomyślała.

- Myślę, że powinniśmy wejść do środka – powiedział niezręcznie chrząkając Morshower i wskazał na wejście – Możemy? – spytał dwójkę dorosłych.

- Danielle? Nie idziesz? – spytała jej matka, a Ziva odwróciła od niej głowę.

- Wolę zostać z kimś, kto faktycznie interesuje się moim zainteresowaniami, mamo.

Kobieta zniżyła ze wstydu głowę i odeszła razem z generałem.


William Lennox nie doświadczył wielu kłótni rodzinnych. Ale był pewien jak diabli, że ta przez którą przeszła Zarya i Ziva była jedną z najgorszych. Nie tylko przez to, że ich matka nie tylko zachowała się absurdalnie, zaprzeczając nieuniknionej prawdzie, ale weszła pomiędzy dwie siostry. Bliźniczki, a to nie byle co.

Will został wyrwany z rozmyślań, kiedy razem z Sunstreaker'em i Sideswipe'em usłyszeli głos dziewczyn.

- Nie lubię jej – stwierdziła i wróciła do mycia Bumblebee'ego, który zadowolony uruchomił swój silnik.

- Wiem, ja też jej nie lubię – stwierdziła, po czym podniosła jedną z gąbek i uśmiechnęła się nagle szatańsko, patrząc na siostrę, która wytrzeszczyła oczy.

- Ziva, nawet się nie…! – zaczęła, po czym pisnęła, kiedy gąbka uderzyła ją w tors i sprawił, że jej koszulka zmokła szybko i przykleiła się do jej ciała – Och, nie. Dostaniesz za to! – zaśmiała się i trysnęła w nią wodą z węża.

Ziva pisnęła i spojrzała na nią groźnie, po czym na chłopaków. Była cała mokra, a oni nie. Zerknęła na siostrę, która w odpowiedzi skinęła głową i chwyciła węża mocniej w dłoni, po czym puściła do nich oczko.

- Czas na kąpiel! – zaśpiewała, a oczy Sunny'ego i Sides'a komicznie wytrzeszczyły się i byli już nawet gotowi uciec, kiedy jednak Zarya była szybsza i spryskała ich obu lodowata wodą, na co oni spojrzeli na nią wściekli.

- Ziva?

- Sunshine?

- Wiej! – krzyknęła i pognała za Bumblebee'ego, kiedy jednak została schwytana w pasie, tak samo jak Ziva, która pisnęła i starała się wyrwać.

William tylko tam stał i patrzył na tę scenę z uśmiechem, po czym mruknął do zwiadowcy, żeby lepiej ich zostawić w spokoju, jeśli chcąc wrócić z tego żywi. Bumblebee wydawał się z nim zgadzać, bo wystrzelił ze swojego miejsca i w minucie znalazł się w hangarze. Lennox potrząsnął tylko głową z chichotem, po czym spojrzał w górę. Zaczęło padać. Z westchnięciem, wszedł do środka, zostawiając czworo przyjaciół samych i pogrążonych w zabawie. I pomyśleć, że Sunstreaker nie chciał mieć nic do czynienia z ludźmi, pomyślał, ostatni raz patrząc na śmiejące się bliźniczki i widocznie zadowolonych z siebie Sunny'ego i Sides'a.

- Nie, nie, postaw mnie na ziemię! – piszczała Ziva, kiedy chłopak podniósł ją i przerzucił przez ramię – Niiiiieee! Sunshine, ratuj!

- Hej! Ja… sama mam… t-tutaj… problem – stwierdziła pomiędzy wybuchami śmiechu, kiedy Sunny zaczął łaskotać ją w boki, sprawiając, że nie mogła się powstrzymać jak tylko się pod nim wić i starając zejść się z jego maski.

- Ale ja mam większy! – Zarya spojrzała na nią dziwnie, a ona wzruszyła ramionami – Przynajmniej…Hej, pada? – spytała i spojrzała w niebo, widząc małe kropelki spadające z nieba.

Twarz Zaryi się rozpromieniła, a dziewczyna wyślizgnęła się spod Sunstreaker'a i chwyciła siostrę, która stała w tamtej chwili na ziemi. Pociągnęła ją na środek i uśmiechnęła się szeroko, nie zwracając uwagi na to, że ktoś może ją zobaczyć. Ziva po raz pierwszy widziała, żeby śmiała się pośród kogoś innego niż tylko ona i bardzo ją to cieszyło. Razem z nią zaczęła chichotać i kręcić się wokoło z uniesionymi do góry rękoma.

Były szczęśliwe. I tylko to się liczyło w tamtym momencie.


- Ugh, nigdy więcej – jęknęła Ziva, chowając głowę w klatce piersiowej Sides'a, który tylko się zaśmiał – Sunshine, winię ciebie! – powiedziała z wyrzutem, a Zarya uniosła do góry brew, ale usiadła koło niej i postawiła kubek z herbatą na stole przed nią.

- Hej, chcesz kogoś winić, wiń matkę naturę – mruknęła do siebie i westchnęła.

- Matko naturo winię cię za godzinę kazania od Hatchet'a – powiedziała w górę i usadowiła się wygodniej na kolanach chłopaka.

Sunstreaker tylko pokręcił głową i spojrzał na swoją podopieczną.

- Jakim cudem, ciebie nie przewiało? – spytał, ale ona tylko wzruszyła ramionami.

- Nie wiem – przyznała – Matka natura mnie lubi, bo w przeciwieństwie do mojej bezmózgiej siostry ją szanuje.

- Jesteś niemiła – stwierdziła.

Obie siedziały w ciszy, po czym Zarya wstała i spojrzała na siostrę z niemałym uśmiechem, na który Ziva przechyliła głowę, zanim dotarło do niej o czym może myśleć jej bliźniczka i również posłała jej wielki uśmiech. Sides i Sunny tylko wymienili spojrzenia, czując dziwną aurę dochodzącą z dwóch dziewczyn. Jedno było pewne – może tym razem baza na tym nie ucierpi.


W dziesięć minut obie miały wszystko przygotowane, udało im się nawet wciągnąć Bumblebee'ego, który zdaniem Zivy był tak uroczy, że nie mogły zostawić go samego. Ku nieszczęściu Zaryi jej biologiczna rodzina stała nieopodal nich i działa jej na nerwy nawet jeśli wiedziała, że generał próbuje zatrzymać ich przy sobie. Mimo to wygodnie usiadła na masce Camaro i chwyciła gitarę w ręce, wdychając głęboko zanim spojrzała na siostrę, która opierała się o czerwone Lamborghini.

- Dawno nie grałam w duecie – stwierdziła po chwili Ziva, patrząc na instrument wzrokiem, który wyrażał smutek i żal na to wspomnienie – Mama nie lubiła kiedy grałam, wiesz? Uważała, że to bezcelowe.

Zarya pokiwała głową ze zrozumieniem. Nie znała Carly Hale osobiście, ale była dosyć częstym tematem rozmów bliźniaczek przez telefon. Głównie dlatego, że starsza Hale nie lubiła rozmawiać o swojej adopcyjnej rodzinie i o tym co się tam działo. Słuchanie o problemach siostry było łatwiejsze, niż wyrażanie własnych uczuć.

- Grałam w duecie z GiGi – wyznała cicho, niemal bezgłośnie, sprawiając, że jej siostra zmarszczyła czoło na nieznane przezwisko – Ale…musiałam przestać.

Dziewczyna po chwili walki ze sobą, odpuściła wypytywania jej o cokolwiek więcej. Jej siostra rozmawiała z nią o takich rzeczach tylko jeśli była zrelaksowana i kiedy czuła się bezpieczna. Zważając na to, że w tej chwili otoczona była Autobotami, nie mogła jej się dziwić. Jeśli będzie gotowa, opowie jej o GiGi więcej. Nie było sensu zmuszać jej do tego w takim momencie.

- Więc…jaką piosenkę gramy? – spytała po chwili wahania, kiedy nastroiła swoją gitarę i spojrzała na swoje palce.

Zarya zamyśliła się po czym prychnęła pod nosem, kiedy przypomniała sobie pewną piosenkę z dzieciństwa. Westchnęła i pokręciła głową, kiedy nuty same wyskoczyły jej przed oczami.

When you're on your own

Drowning alone and you need

A rope that can pull you in

Someone will throw it

Ziva spojrzała na nią zaskoczona, po czym również zaczęła grać, tylko tym razem bardziej skupiona na tym co się wokół niej dzieje. Zaśmiała się do siebie, kiedy zorientowała się, że piosenka pochodzi z serialu, który oglądała jak była mała Austin i Ally.

And when you're afraid that

You're gonna break and you

Need a way to feel strong again

Someone will know it

W chwili, kiedy dziewczyna skończyła drugą zwrotkę, obie uśmiechnęły się do siebie.

And even when it hurts the

Most try to have a little hope

That's someone's gonna to be

The when you don't

When you don't

Gdyby ktoś powiedział im, że znajdą się w hangarze i będą uśmiechały się jakby trafiły do sklepu z zabawkami za darmo, nie uwierzyłyby tej osobie na pewno. Nie dlatego, że by tego nie zrobiły, ale dlatego, że nie chciałby wtedy mieć takiej widowni jaką miały teraz. Mimo tego, że Ziva była zła na swoją matkę kochała ją, ale nienawidziła tego w jaki sposób wyraziła się o jej siostrze, która wbrew wszystkiemu była dla niej, kiedy tego potrzebowała. Zarya za to najbardziej skupiła się na Lennox'ie, który starał się rozszyfrować dlaczego wybrały akurat tą piosenkę.

If you wanna cry

I'll be your shoulder

If you wanna laugh

I'll be your smile

If you wanna fly

I will be your sky

Anything you need

That's what I'll be

If you wanna climb

I'll be your ladder

If you wanna run

I'll be your road

If you wanna friend

Doesn't matter when

Anything you need

That's what I'll be

You can come to me

Kiedy skończyły, wszyscy obecni po za Carly zaczęli bić im brawa. Kobieta jednak patrzyła na jej bliźniczkę z taką nienawiścią, że Ziva w odruchu, który dopiero jej się ukazał, wystrzeliła ze swojego miejsca i oparła się o Bumblebee'ego zaraz koło niej, patrząc na swoją matkę wściekłym spojrzeniem. Jej siostra jednak wydawała się nie zwracać na nią uwagi, nie obchodziło ją jej opinia w żadnym temacie. Mogła mówić co chciała, nic nie mogło zmienić tego, że jest bliźniczką Zivy.

- Ziva, co po co zadajesz sobie taki ból? – spytała masując skronie i patrząc na córkę zmęczonym wzrokiem – Rozumiem, że lubisz tą dziewczynę, ale wysłaliśmy cię tutaj żebyś nauczyła się dyscypliny i szacunku dla innych, nie żebyś wygłupiała się z panną Zaryą.

Zarya skrzywiła się i uniosła do góry brew, posyłając pytające spojrzenie Generałowi, który tylko wzruszył ramionami oddalając się od grupy i idąc na zewnątrz, zapewne żeby przygotować się do odlotu.

- Ta dziewczyna, mamo – zaczęła sucho Ziva, jej zwykle błyszczące miodowym brązem oczy ściemniły się – Jest moją siostrą, nie masz prawa mówić o niej w taki sposób jakby była dziwolągiem!

- Nie tym tonem ze mną, Danielle – ostrzegła, a Ziva wywróciła oczami, poirytowana jej upartością.

- Jest twoją córką – powiedziała twardo – Jaki masz z nią problem?

- Bliźniaczki to klątwa – powiedziała, utrzymując neutralny wyraz twarzy, jednak Zarya nie słuchała tego, co dalej mówiła.

To nie było tak, że nagle ją coś ruszyło i tknęło. To był jej ton głosu, który sprawił, że Zarya wzdrygnęła się i spojrzała oczami rozszerzonymi ze strachu na kobietę, po czym na mężczyznę, który wlepił w nią swój zaciekawiony wzrok. Zarya miała dosyć bycia niczym dla wszystkich wokoło. Była czymś, kimś. Liczyła się dla kogoś. Wiedziała o tym, była o tym pewna. Więc dlatego, czuła się tak jak wtedy?

Nieświadomie zsunęła się maski Bumblebee'ego i podeszła do żółtego Lamborghini, obejmując się ramionami i siadając na jego masce, od razu czując, że pod nią się wzdrygnął, ale nie zareagował od razu. Dopiero po chwili aktywował swój holoform i spojrzał na nią i po raz pierwszy w jego oczach nie było obrzydzenia, odrazy, gniewu czy zirytowania. Nic, co sprawiłoby, że w tamtej chwili chciałaby od niego odejść i zaszyć się w jakimś kącie. Zamiast tego, nie oczekując jego reakcje, przysunęła się do niego bliżej i objęła go w pasie, chcąc schować się przed tą, która sprawiła, że znowu czuła się jakby każdy miał ochotę ją skrzywdzić.

Ziva zacisnęła zęby. Po raz kolejny była wdzięczna Bogu za to, że z nich dwóch, to ona miała większa kontrolę nad swoimi ruchami. Miała ochotę uderzyć coś, w kogoś, jednak tego nie zrobiła. Czuła jak Zarya stara się nie ukazać za wielu emocji. Była na skraju. I to wszystko przez jej matkę. Jej własna matka skrzywdziła jej bliźniczkę, osobę, którą ona kochała bezgranicznie. Nikt nie miał prawa jej tak obrażać, tak nienawidzić. Nawet jej własna rodzina.

Spojrzała niepewnie na swojego ojca, który wbił wzrok w podłogę. Przynajmniej on żałował czegoś, bo Carly wyglądała jakby nie ruszało ją to, co teraz dziewczyna czuła. I to ją najbardziej wkurzało. Nie obchodziło ją jak się czuje, co lubi, kogo kocha, kim chce być w przeszłości, dla niej liczyło się bycie numerem jeden, bycie idealnym. W pewien sposób, Ziva czuła się przez to niechciana. Dlatego robiła to, co robiła najlepiej. Robiła dowcipy, wyładowywała na czymś lub kimś swoją agresję i żal do matki. Poniekąd to był powód dla którego lepiej dogadywała się z Henry'm, on przynajmniej miał coś co się nazywało serce i używał go. Czego nie mogła powiedzieć o niej.

Zraniła ją. Zraniła ją. Zraniła ją.

Ziva potrząsnęła mocno głową i zacisnęła pięści, patrząc na pułkownika.

Jej matka by jej nie posłuchała. Mogłaby rozmawiać o tym, że kocha Zaryę, że jest dla niej kimś więcej niż tylko jakąś dziewczyną, ale ona by jej nie uwierzyła. Słuchałaby, pokiwałaby głową, ale nie zmieniłaby swojego zdania. Nie obchodziło ją, że tym sposobem raniła nie tylko starszą Hale, ale też nią. Jedyne co liczyło się dla niej to ona.

Byłoby to bezcelowe, jakby chciałaby z nią walczyć. Chciała żeby zapłaciła za to, jak traktowała Zaryę, to był taki protokół opiekuńczy, którzy włączał się, kiedy któraś z nich cierpiała. Jednocześnie jednak wiedziała, że nic by nie wskórała.

Zamiast rzucić w jej stronę jakiś komentarz, utrzymała wzrok na William'ie, który stał i obserwował ją uważnie, jakby bojąc się, że może coś komuś zrobić w swoim otoczeniu.

- Generał Morshower czeka na was w samolocie – wycedziła, nie rozluźniając pięści, ani nie próbując zabrzmieć nawet trochę miło i uprzejmie jak wcześniej – Mam nadzieję, że jak wrócicie do Nashville, to zaopatrzycie się w egzorcystę. Nie chciałabym przenieść na was klątwy – syknęła ostro.

Bo to była prawda. Nie obraziła tylko Zaryi, ale własną córkę.

Twarz Carly wyrażała czyste zdumienie jej komentarzem, po czym zaczęła iść w stronę wyjścia. Henry za to, został w tyle i spojrzał ze smutkiem na Zivę, która zdawała się nie umieć ochłonąć. Wszystko przez to, że Zarya nadal była zła i to podsycało jej własny gniew.

- Ziva, ja… - chciał coś powiedzieć, polepszyć ich sytuację, ale nie mógł, a Ziva nie miała zamiaru mu tego ułatwić.

- Nie macie prawa – wycedziła, powoli podnosząc na niego wzrok, po czym podchodząc do siostry – Traktować jej jakbyście jej nie znali.

- Nie wiedziałem, że miałem drugą córkę.

- Nie obchodzi mnie to – stwierdziła – Zarya miała rację. Ludzie to bestie.

Henry zawiesił głowę.

- Będzie lepiej jak już pójdziesz, tato – powiedziała, przymykając oczy – Mama i Morshower na ciebie czekają.

I poszedł. Ziva nawet nie zauważyła kiedy zniknął z jej pola widzenia.


Sideswipe spojrzał na swoją podopieczną, kiedy ta zesztywniała. Zanim wydobył z siebie jakikolwiek dźwięk, Ziva posłała szybkie spojrzenie w stronę jego brata, po czym niemal wyrwała swoją siostrę z jego uścisku. Zarya wydawała się nieobecna, jakby nie była tam i żaden z nich ani Lennox, ani Sides czy Sunny nie wiedzieli co się stało z Zivą, że zareagowała tak nagle. Dopiero wtedy, kiedy twarz Zivy zaczęła wyrażać czysty ból, wszyscy oprzytomnieli.

- Sunshine? – przełknęła ślinę, ale dziewczyna nie reagowała na jej słowa, nawet się nie wzdrygnęła, kiedy jej siostra zmartwiona położyła ręce na jej ramionach – Sunshine, powiedz coś.

- Ziva, co się dzieje? Dlaczego Zarya jest taka blada? – Lennox ruszył by jej pomóc, ale Ziva starała się pohamować z jakiegoś powodu łzy.

- Sunshine – wyszeptała złamanym głosem – Błagam, powiedz coś. Możesz mi zaufać, wiesz o tym. Nigdy bym cię nie skrzywdziła. Sunshine, proszę…

Sunstreaker wymienił spojrzenie z Sideswipe'em, ale żaden z nich się nie ruszył. Obaj stali jakby sparaliżowani.

- Nienawidzi mnie – wyszeptała w końcu, Ziva się wzdrygnęła – Kocha ciebie, ale mnie nienawidzi.

- Więc co? Sunshine, ja cię kocham – powiedziała desperacko starając się sprawić, że dziewczyna w to uwierzy – Okay? Ja cię kocham, jesteś moją siostrą, bliźniczką. Sunny cię lubi, pamiętasz? Nawet on. Sideswipe, Epps, Lennox, Morshower. Pamiętasz jak raz podrzuciliśmy mu płyn do naczyń zamiast płynu do kąpania? A on nadal nas uwielbia.

- Dlaczego mnie nienawidzi? – spytała, a sposób w jaki to powiedziała…Lennox przysiągł, że jego serce jakby zostało mocno ściśnięte,

- Nie wiem – przyznała – Zarya, nieważne dlaczego, dobra? Nie potrzebujemy jej, nie potrzebujemy nikogo pamiętasz? Mamy siebie.

- Serio? – prychnęła, a Ziva wykorzystała okazję i wywróciła oczami – Myślałam, że potrzebujesz Sides'a.
- Zrujnowałaś taki piękny rodzinny moment – stwierdziła.

Cisza.

- Czyli nie potrzebujesz go?

Ziva spojrzała na nią jak na idiotkę.

- Głupia, oczywiście, że go potrzebuje – burknęła, a Zarya wywróciła oczami i niemal pisnęła, kiedy brunetka nagle uściskała ją w pasie i westchnęła – Ale ciebie potrzebuję bardziej – mruknęła do niej.

- Awww, jaki to słodki moment – odezwał się Sides i zwrócił się do brata – Sunny pstryknij im fotkę.

- Już to zrobiłem – mruknął, po czym się skrzywił – I nie nazywaj mnie Sunny.

- Okay, to skoro wszystko cacy stuk stuk – powiedział Lennox, przerywając ciszę i możliwe, że następną kłótnię pomiędzy Autobotami – Ziva, Zarya, powinniście szykować się na waszą misje.

Ziva wydała z siebie jęk i lekko pobladła.

- Och, siostrzyczko – zaćwierkała słodko Zarya – Nie cieszysz się? Przecież kiedy zobaczyłaś Mirage'a byłaś taka rozpromieniona…

- Zamknij się, Sunshine – syknęła.

- Ależ siostrzyczko, przecież ty go tak ubóstwiasz – uśmiechnęła się na rumieniec, który rozprzestrzenił się na jej policzkach – Mirage i Ziva. Hmm, może nazwiemy was razem Miva albo lepiej Zirage.

To wystarczyło, żeby Ziva warknęła i skoczyła na blondynkę.

- Ty wredna, podła małpo! – warknęła.

- Czy jakiś dzień skończy się bez dwójki waszej lub nich? – spytał Lennox, masując skronie – Prosiliśmy tylko o jeden dzień spokoju. n. Czy to takie trudne?

- Lennox, ty rozmawiasz z nami – przypomniał Sides, a William westchnął zrezygnowany.

- Wiem, właśnie. Wiem. I to boli


A\N: Cytat z zakładem pogrzebowym nie jest mój. Należy do Milky_Maze i jej opowiadania „Hybryd Sisterhood" na Wattpadzie.
W następnym rozdziale misja Zivy i Sunshine... oraz Mirage'a. Oj, będzie miała Zarya radochę, będzie miała :D

Artemida: Och, na misji wydarzy się dosyć dużo. Zwłaszcza dla Zivy, bo mam wrażenie, że nie dostaje wystarczająco dużo uwagi.