9. Bo… przepraszam
Okazało się, że tereny wokół Sakunami dosłownie wyglądały jak nie z tej ziemi. Co prawda przez dobrych kilka lat Naruto niewiele uwagi zwracał na przyrodę, ale ten widok dosłownie zapierał dech w piersi. Mógłby całe dnie spędzić w parku, żeby tylko móc jak najdłużej przyglądać się rosnącym wzdłuż alejkom drzewom wiśni. Dróżki, które zostały wyłożone ozdobnymi, kamiennymi płytami, aktualnie zostały przykryte przez niezliczoną ilość różowych płatków. Nawet ogromna liczba ludzi przechadzająca się w tę i z powrotem czy odpoczywająca na trawie nie przeszkadzała mężczyźnie w docenieniu uroku tego miejsca. Och, w tym momencie był jak najbardziej pewny, że na jesień wróci do Sendai! Nie widział innej możliwości — to miasto było zwyczajnie zbyt piękne, żeby przejść obok niego obojętnie. Nie tylko ze względu na niezliczoną ilość gorących źródeł, malowniczych krajobrazów rozciągających się wokół Akiu i Sakunami lub niezwykłych alejek. Wydawało mu się, że Sendai w przeciwieństwie do Tokio miało duszę, a już zdecydowanie specyficzny, przyjazny klimat. Czuł się tutaj po prostu szczęśliwy. Wiedział, że gdyby nie wymarzona praca w teatrze, to nie zastanawiałby się nad przeprowadzką, tylko od razu po przyjeździe do domu pakowałby walizki i czym prędzej wracał do tego miasta.
Na chwilę przystanął, aby sfotografować rząd drzew wiśni rosnący tuż przy krawędzi alejki. Żałował jedynie, że o tej godzinie kręciło się tu tyle ludzi, przez co w spokoju nie mógł wykonać takiego zdjęcia, które w pełni ukazywałoby urok Hanami. Ogólnie reszta zwiedzających mu w żadnym stopniu nie przeszkadzała. Jednak kiedy właśnie przychodziło do uwiecznienia aparatem jakiegoś widoku chciałby, aby na ten moment pozostali zniknęli, a on wykonałby idealne ujęcia. Jako że niestety wszystkiego mieć nie można, przebolał fakt, że ktoś akurat wszedł prosto w kadr, zacisnął zęby i za bardzo nie zwracając uwagi na kręcących się ludzi, kilkukrotnie nacisnął przycisk. Najwyżej później część wykasuje — to i tak było lepsze rozwiązanie, niż przymierzać się długi czas do zrobienia perfekcyjnego zdjęcia, żeby w ostatniej sekundzie ktoś przeszkodził.
Kiedy Uzumaki uznał, że ma wystarczająco fotografii, aby pochwalić się konkretnym osobom, wznowił wędrówkę po parku. Starał się dobierać trasę tak, aby natykać się na jak najmniejsze grupki ludzi. Jak przeważnie lgnął do drugiego człowieka, tak podczas odprężających spacerów wolał nacieszyć się świeżym powietrzem, naturą i zastanowić się nad kilkoma sprawami w zaciszu własnego umysłu, a niekiedy ogólny hałas ledwo pozwalał mu się skupić. Mężczyzna prędko rozejrzał się dookoła i dojrzał swoją szansę — wśród licznych, parkowych alejek dostrzegł wydeptaną w ziemi, wąską dróżkę, która za bardzo nie rzucała się w oczy. W tym miejscu akurat nie rosły żadne wiśnie, a że większości zwiedzających chodziło właśnie o oglądanie tych roślin, to zapewne ścieżka wijąca się wokół pospolitych krzewów nie cieszyła się popularnością. Zaciekawiony Naruto oczywiście niemal od razu skręcił w jej kierunku, jedynie raz po raz po drodze oglądając się za siebie. Ku jego uldze nikt nie zwracał na niego uwagi, tak więc po chwili oddalił się od głośnej, miejskiej wrzawy.
Ani przez moment nie przeszło mu przez myśl, że mógłby się zgubić. Działał instynktownie, nie zastanawiał się nad kolejnym krokiem, ale spontanicznie brnął wzdłuż dróżki, aż za bardzo ciekawy, dokąd go doprowadzi. Całe szczęście droga nie wiodła przez las czy inne miejsce, w którym faktycznie można by było pomylić trasę. Co prawda po obu stronach rozciągały się rzędy drzew i krzewów, ale rośliny nie zlewały się w jedno i jako tako dało się je rozróżnić. Im dalej szedł, tym bardziej wzrastała ciekawość, zwłaszcza, że do jego uszu dotarł szum wody. Zaintrygowany mężczyzna przyspieszył kroku i dojrzał majaczące w oddali przejście. Czym prędzej zbliżył się do niego, a kiedy minął linię drzew, dosłownie zaparło mu dech w piersi.
Uzumaki zwyczajnie stał i gapił się na z pozoru zwyczajną alejkę, nad którą wznosiła się pergola. Tę prostą konstrukcję obrastała glicynia japońska[8], a jej pnącza wiły się między budowlą, sprawiając niesamowite wrażenie. Przez otwory w kratownicy swobodnie zwisały długie grona, a bladofioletowe kwiaty rozciągały się praktycznie tuż nad głowami przechodniów. Dopiero w drugiej kolejności Naruto dostrzegł przebiegający pod pomostem staw z wodospadem, którego szum zwabił go do tego miejsca. Był niezwykłym farciarzem, że przez przypadek odkrył drugą część parku, bo nie dość, że wisteria prezentowała się nie gorzej od drzew sakury, to jeszcze było tutaj mniej ludzi. Lepiej nie mógł trafić! Oczywiście niemal od razu, kiedy pierwszy szok minął, chwycił aparat i całkowicie dał się pochłonąć robieniu zdjęć — jak tylko wyśle rodzicom fotografie, ci na pewno pożałują, że ot tak uciekli z tego pięknego kraju. Nie żeby Uzumaki chciał zrobić im na złość, ale po prostu wierzył, że rodzice będą się cieszyć jego szczęściem. Naprawdę czasami brakowało mu nadopiekuńczej matki, która nie raz i nie dwa wciąż traktowała go jak kilkuletnie dziecko, a nie dorosłego mężczyznę. Ale to właśnie do niej mógł przyjść z każdym problemem, a ona bez zawahania wysłuchiwała go i starała się jak najlepiej doradzić. Tęsknił również za ojcem, z którym dogadywał się odrobinę lepiej niż z Kushiną, ale to przez to, że z Minato ciągle majsterkowali, naprawiali różne rzeczy czy wspólnie mogli pójść do baru i wypić piwo. Dlatego też żałował, że jego rodzice tak szybko wrócili do Stanów Zjednoczonych, bo rozmowy przez komunikator głosowy z funkcją wideo, to nie to samo, co spotkanie na żywo.
Mężczyzna pokręcił głową, chcąc pozbyć się natłoku myśli. Nie przyjechał do Sendai, aby zamartwiać się wyjazdem rodziców, którzy nie narzekali na spokojne życie na farmie. Nawet kiedyś Kushina wręcz ociekała dumą, gdy wyznała synowi, jak to dobrze im się powodzi. Ogólnie skończyli remont, dokupili trochę rzeczy do domu i stajni, powiększyli radosną gromadkę zwierząt o kilka koni, dwa psy i kota. Cieszył się, że rodzice odszukali swoją utopię, więc nie zamierzał kolejny raz marudzić, jak to dobrze by było, gdyby wrócili do Kraju Kwitnącej Wiśni. To on tu był szczęśliwy, to on się odnalazł w Japonii, mimo że czasami przytłaczało go zabudowane po brzegi Tokio. Nic więc dziwnego, że koniec końców wyrwał się z miejskich sideł i starał się jak najwięcej czasu spędzić na świeżym powietrzu w otoczeniu niesamowitych widoków. Szkoda tylko, że aktualnie nie miał z kim podzielić się tą radością. Jakby automatycznie magiczna otoczka zniknęła, czar prysnął, a Uzumaki znowu zmierzył się z brutalną, szarą rzeczywistością.
Mimo zachwytu nad pergolą, którą zdobiła glicynia japońska, mimo przepięknego stawu, Naruto nie zabawił długo w tym miejscu. Ot, popatrzył, rozmarzył się, przy okazji wykonał kilka zdjęć, po czym zaczął wracać dróżką, która przywiodła go w tę część parku. Bez zbędnych emocji wtopił się w tłum na głównej ścieżce i powoli stąpał w stronę hotelu, gdzie dopiero uderzyło w niego zainteresowanie Hanami. Niemal przy samym wyjściu z parku dostrzegł rozstawione stragany z jedzeniem i drobnymi pamiątkami — najróżniejsze figurki, niekoniecznie związane ze świętem, upominki dla bliskich czy pocztówki. Nie mogło zabraknąć również budek z biżuterią, które były oblegane przez kobiety w różnym wieku. Jednak najczęściej Uzumaki widział nastolatki przebierające w bransoletkach, naszyjnikach, a nawet pierścionkach z motywem kwiatów sakury. Mężczyzna dzielnie szedł przed siebie, starając się ominąć duże skupiska ludzi, jedynie kątem oka rozglądając się po blatach, które wręcz uginały się pod nadmiarem potraw. W powietrzu unosiło się mnóstwo kuszących zapachów, a burczenie w jego brzuchu nie pomagało. Szybko zerknął na zegarek i aż przystanął w miejscu, nie wierząc, że aż tyle czasu zabawił na podziwianiu przyrody! Dobre pięć godzin temu wyszedł z hotelu, a wieczorem umówił się z Jiraiyą. Na tę myśl Uzumaki wznowił chód, ba, nawet przyspieszył, żeby zdążyć odświeżyć się przed spotkaniem z chrzestnym. Jak mężczyzna się nad tym zastanowił, to nawet dobrze się złożyło, że Jiraiya zaproponował wyjście do baru. Przynajmniej Naruto przez chwilę naprawdę przestanie zadręczać się niepotrzebnymi myślami i w końcu nacieszy się wyjazdem. A to, że odrobina alkoholu mu w tym pomoże, to jedynie mały szczegół, którym się nie przejmował.
VvV
Koniec końców Uzumaki się nie wyrobił — kiedy dotarł do hotelu, było po dziewiętnastej, a zirytowany Jiraiya czekał przed drzwiami jego pokoju. No cóż, nie pierwszy raz Naruto się spóźnił, ale przeprosił chrzestnego i wpuścił go do środka, a sam poszedł wziąć szybki prysznic i przebrać się w coś cieplejszego. Mimo wszystko wieczory bywały chłodniejsze niż dni, a dodatkowo zapowiadali deszcz. Niestety.
Niemniej jednak, ku zaskoczeniu Uzumakiego (kiedy w końcu się ogarnął!), nie ruszyli na podbój okolicznych barów, jak zapowiedział wcześniej jego ojciec chrzestny. Ba, nie opuścili również hotelu, a po prostu przeszli wzdłuż korytarza, z którego można było dostać się do restauracji. Na miejscu okazało się, że lokal pełnił również funkcję baru, który otwierano właśnie na wieczór, a za dnia można było spokojnie coś przegryźć — śniadanie, lunch czy obiad, do wyboru, do koloru.
— Nie mówiłeś, że mają tu bar — zarzucił Naruto, kiedy usiedli przy mniejszym stoliczku w kącie pomieszczenia. Mimowolnie rozejrzał się dookoła, dostrzegając, że oprócz nich było raczej niewiele osób.
— Bo nie pytałeś — odparł Jiraiya, po czym pewnym gestem złapał tokkuri, porcelanową karafkę, w której była sake, i nalał ją do obu czarek. Uniósł swoją i wzrokiem ponaglił chrześniaka, żeby zrobił to samo, a następnie głośno powiedział: — Na zdrowie!
— Na zdrowie — odpowiedział Naruto i stuknął swoją czarkę z czarką chrzestnego. Upił łyk alkoholu, kiedy przypomniał sobie o czymś istotnym. — A skoro o pytaniach mowa — zaczął spokojnie, zauważając, że zwrócił tym na siebie uwagę mężczyzny.
— Taaak? — zaryzykował, ciekawy, co też takiego chrześniak wymyślił.
— Skąd wiedziałeś, że zatrzymam się w tym hotelu?
— Lata praktyki, dzieciaku — stwierdził i wypiął dumnie pierś. — Może też tak kiedyś będziesz po…
— Ta, jasne, bo już ci uwierzę — mruknął Naruto. — Musiałbyś mnie najpierw upić, żebym łyknął tę bajeczkę.
— Nie powinieneś pyskować chrzestnemu.
— Nie jestem już dzieckiem? — odparł przebiegle, uśmiechając się pod nosem. — Ta twoja znajoma ci powiedziała?
— To wiedźma, nie znajoma, to po pierwsze — burknął, po czym wypił do końca zawartość czarki.
— A po drugie? — zapytał Uzumaki, gdy cisza zaczęła się przedłużać. Jiraiya w milczeniu polał następną kolejkę.
— Po drugie to właściwie tak, od niej — przyznał ostatecznie, bo i tak nie było sensu tego ukrywać. Z satysfakcją odnotował zaskoczenie dostrzegalne na twarzy Naruto i, jak gdyby nigdy nic, napił się sake.
— A ten… — wydukał nieco zdziwiony — nie powinno obowiązywać coś takiego, jak ochrona danych osobowych?
— Teoretycznie — przytaknął. — Ale wiesz jak to w praktyce wygląda — dodał i wzruszył ramionami. Dla siebie zachował fakt, jak bardzo musiał się nagimnastykować, aby wyciągnąć od Tsunade informacje o tym, kto z jego znajomych zatrzymał się w hotelu, którego była współwłaścicielem. Oczywiście na początku stwierdziła tylko, że to ktoś, kogo Jiraiya powinien kojarzyć, ale nie chciała zdradzić szczegółów. A że ciekawość dosłownie go zżerała, to był gotów wręcz stanąć na rzęsach, żeby przekonać kobietę do powiedzenia reszty. Między innymi dlatego aż tak bardzo nie przepadał za Tsunade — nigdy nie chciała niczego zrobić z własnej woli. Trzeba była się naprawdę wysilić, aby skłonić ją do współpracy.
Naruto skinął jedynie głową i sięgnął po swoją czakrę, żeby się napić. Nie było sensu w drążeniu tej sprawy, bo tak czy inaczej próbowałby się skontaktować z chrzestnym. A wyszło tylko na to, że ten pierwszy podjął takie kroki, więc nic złego się nie stało. Co innego, gdyby Jiraiya był obcym człowiekiem, którego Uzumaki nawet by nie kojarzył albo kimś, kogo by unikał — wtedy nie byłby zadowolony, że współwłaścicielka hotelu rozdaje informacje o zameldowanych gościach. W końcu dobro odwiedzających powinno być na pierwszym miejscu, a nie że ktoś wykorzystywał tę wiedzę do prywatnych porachunków. W każdym razie mężczyzna zignorował dalsze rozmyślanie na ten temat, bo nie doszedłby do żadnych, interesujących go wniosków. Zamiast tego skupił wzrok na chrzestnym, zastanawiając się nad kilkoma rzeczami. Oczywiste było, że miał mnóstwo pytań, że gdzie Jiraiya tułał się po świecie, co robił czy choćby jak zaczął pisać. Nigdy go nie spotkał, dlatego też chciał chociaż trochę poznać chrzestnego, zanim będzie musiał wracać do Tokio.
— Długo tu mieszkasz? — zapytał Uzumaki, wbijając wzrok w tęczówki mężczyzny.
— Będzie ze trzydzieści lat, ale mało kiedy jestem w domu — odparł po krótkim namyśle. — Wiesz, jak to jest, gdy chce się przeprowadzić badania…
— Podglądać, nie badać — poprawił go Naruto, dzielnie znosząc spojrzenie groźnie zmrużonych oczu. Nabrał co nieco praktyki przy Sasuke, który często właśnie stosował takie sztuczki, myśląc, że cokolwiek tym odniesie.
— Podglądać, podglądać — burknął Jiraiya. — Nie znasz się, dzieciaku — dodał i chwycił karafkę, aby ocenić ile mogło zostać alkoholu.
— A byłeś w Tokio? — dopytał. Musiał wiedzieć, dlaczego mężczyzna nigdy ich nie odwiedził, skoro mieszkał wcale nie tak daleko, a sam wspominał, że wiele podróżował.
— Żeby to raz! — stwierdził odrobinę za głośno. Niby sake była napojem o niskiej zawartości alkoholu, to i tak zdążył odczuć pierwsze skutki picia. Albo to przez opróżnienie prawie całego tokkuri w tak krótkim czasie.
— To czemu nas nie odwiedziłeś? — zarzucił mu. Wcześniej, gdy był młodszy, jakoś specjalnie nie drążył tej sprawy, później przejął się wyjazdem rodziców i tak wyszło, że w zasadzie o wszystkim zapomniał. Dopiero przy planowaniu wyjazdu do Sendai informacja o chrzestnym wróciła ze zdwojoną siłą.
— Nie było okazji?
Uzumaki przewrócił oczami, domyślając się, że Jiraiya nie był skory do rozmów o przeszłości. Naprawdę szkoda, że nie było okazji, aby spotkać się wcześniej. Po kilku godzinach spędzonych w towarzystwie chrzestnego, Naruto mógł stwierdzić, że był to jak najbardziej pozytywny człowiek. Nieco zakręcony, zabiegany, ale na ogół wydawał się sympatyczny i pomocny.
— A jeśli tak by stworzyć okazję? — podłapał Uzumaki, kiedy przyszedł mu na myśl pewien pomysł.
— Rozwiń? — Jiraiya rozlał końcówkę sake do czarek, po czym odłożył już puste naczynie na blat stolika. Przez rozmowę z chrześniakiem przestał zwracać uwagę na to, ile i w jakim tempie pił, w efekcie czego lekko kręciło mu się w głowie. Jednak starał się nie przejmować skutkami ubocznymi i dzielnie wysłuchiwał pomysłu Naruto.
— Za dwa tygodnie jest premiera sztuki w Narodowym Teatrze Nō — zaczął spokojnie Uzumaki. — Nie chcesz czasami wpaść do Tokio w tym czasie?
— Za dwa tygodnie, mówisz? — odparł pytaniem, w głowie rozmyślając o swoich planach.
— Tak — potwierdził Naruto.
Jiraiya przez chwilę rozważał w myślach opcję wyjazdu do Tokio. Z jednej strony nie przepadał za teatrami i towarzyszącą im wyniosłą atmosferą. Niezbyt specjalnie odnajdował się w takich miejscach, właśnie z tego względu, że zwyczajnie tam nie pasował. Garnitur? Udawanie poważnego? Raczej nie dla niego były takie rzeczy, ale zdawał sobie sprawę, jak ważne było to przedstawienie dla jego chrześniaka. Z rozmów z Minato dowiedział się, że Naruto naprawdę cieszył się z pracy w teatrze, że to było spełnienie jego najskrytszych marzeń i bardzo mu na tym zależało.
— A czemu pytasz? — zaryzykował jeszcze, chcąc poznać szczegóły. Naprawdę bił się z myślami, nie wiedząc, co powinien zrobić.
— Dyrektor pytał. Ponoć każdy członek ekipy może dostać dwa bilety dla rodziny, a nie wszyscy się na to godzą, bo nie każdy kogoś ma… — tłumaczył. — I no wiesz, już odmówiłem, ale jakbyś się zgodził, to pogadałbym z nim i…
— Czekaj! Zwolnij trochę — przerwał mu, czując coraz większy pulsujący ból w głowie, a Naruto mówił bardzo szybko i ledwo rejestrował każde słowo. — Czemu miałbym się zgodzić?
Uzumaki aż otworzył usta ze zdziwienia, nie spodziewając się takiego pytania. Znaczy, domyślał się, że to nie oznaczało „tak, przyjadę", ale doszukał się w tym wszystkim jakiejś nadziei, że będzie miał na widowni kogoś z rodziny tak jak pozostali aktorzy.
— Bo jesteś moim chrzestnym? — podsunął, uśmiechając się promiennie.
Na tę odpowiedź Jiraiya zmrużył jedynie oczy, w dalszym ciągu zastanawiając się nad podjęciem odpowiedniej decyzji. W zasadzie raczej nic by nie stracił, jakby przejechał się do Tokio, ba, mógłby znowu wypróbować tamtejsze onseny. Z tego, co pamiętał, to dość dobrze mu się tam pracowało i zebrał bardzo dużo potrzebnych informacji. Może znowu wróciłby do źródeł swojej twórczości?
— No weź się zgódź, wystarczy, że Orochimaru daje nam w kość z tym nowym układem — jęknął. Że też akurat choreograf musiał okazać się nieobliczalnym kolesiem, po którym nigdy nie było wiadomo, czego można się spodziewać. I jeszcze uważał się za lepszego! Dupek jeden.
— Orochimaru? — powtórzył za nim Jiraiya, a samo to imię przywołało falę wspomnień, zalewając mu umysł wydarzeniami związanymi z postacią mężczyzny. — Wysoki, długie, czarne włosy, oczy jak u węża?
— Dokładnie tak. Znasz go? — Naruto wyraźnie się ożywił, ciekawy co też takiego mógł usłyszeć na temat znienawidzonego choreografa.
— Niestety — odparł i aż zgrzytnął zębami. — Z tą wiedźmą się zgrali. Duet idealny, a żeby ich… — burczał pod nosem, nie zwracając uwagi na chrześniaka.
Uzumaki domyślał się, że Jiraiya musiał znać Orochimaru z czasów dzieciństwa, skoro wspominał o Tsunade. W końcu z kobietą chodził do tej samej szkoły, to czemu nie z choreografem? W dodatku chrzestny mówił, że oboje się zgrali, tak więc na pewno cała trójka miała coś ze sobą wspólnego. Pytanie tylko: co? Gotów był zapytać, nawet otwierał już usta, ale uprzedził go sam Jiraiya.
— Szykuj kanapę, bo przyjadę, dzieciaku! — ogłosił. Nie mógł przegapić okazji, aby pograć na nerwach dawnego znajomego, który niegdyś za mocno zalazł mu za skórę. Zatrzyma się u chrześniaka, zobaczy ten jego występ, a w bonusie zdenerwuje Orochimaru. Zapowiadał się idealny wyjazd. Przy okazji odwiedzi tokijskie łaźnie, które tak dobrze mu się kojarzyły. Właśnie dzięki tym badaniom powstały istotne fragmenty do większości jego książek. — Czas wrócić na stare śmieci — dodał. Jakby automatycznie się rozchmurzył i nie mógł doczekać się spotkania z mężczyzną, aż za bardzo ciekawy, jak przez te wszystkie lata zmienił się Orochimaru. Z tego, co mówił Naruto, wciąż wydawał się taki sam jak w przeszłości, kiedy był wrednym i przebiegłym nastolatkiem.
— Naprawdę? — zapytał dla pewności i nawet nie przeszkadzało mu to, że wypił za dużo jak na siebie. Ewentualnym kacem będzie przejmował się dopiero następnego dnia, bo w tym momencie za bardzo się cieszył. Mimo że dopiero na wieść o Orochimaru, Jiraiya wykazał chęć do współpracy. No nic, mówi się trudno, bo najważniejsze było to, że koniec końców postanowił przyjechać. Naruto niczego więcej nie potrzebował. Cóż, prawie niczego, ale nie mógł się zebrać do konfrontacji z Sasuke, zwłaszcza że ten nie ułatwiał zadania. W każdym razie, uwagę mężczyzny rozproszył wibrujący telefon, a na odblokowanym ekranie dostrzegł kopertę, którą dla pewności otworzył — w końcu mogło to być coś ważnego.
Jednak to, co zobaczył, sprawiło, że nie usłyszał chrzestnego, który potwierdził, że tak, że przyjedzie, że mówi całkiem poważnie i zobaczą się za te dwa tygodnie. Nagle gorąco uderzyło w jego klatkę piersiową, na moment zapomniał o tym, jak się oddycha i zdawało się, że nawet czas się zatrzymał na tę jedną chwilę. Nie liczyło się nic, oprócz treści smsa, który całkowicie zdezorientował Uzumakiego.
Wiadomość była od Sasuke.
„Przepraszam".
VvV
8 — okres kwitnienia glicynii japońskiej przypada dopiero na maj-czerwiec, ale na potrzeby opowiadania co nieco przyspieszyłam ten proces. Przyjmijmy, że to z braku mrozów, na które ta roślina jest mało odporna
