Bella
Moje życie dobrze się toczyło. Miałam tylko jeden mały problem związany ze świętami, ale przecież został do nich jeszcze ponad miesiąc! Nie ma powodu do zmartwień.
Obudziłam się i wyjęłam telefon, aby sprawdzić godzinę i…
Jasna cholera.
Dziesiąty grudnia? Co? Do dupy. Tutaj zaczynają się schodki.
Co będę robić w Boże Narodzenie? Edward i ja spotykaliśmy się od jakiegoś miesiąca… Czy oczekiwał, że spędzimy te święta razem? Do diabła, chciałam z nim być podczas tych magicznych chwil… Ale nie wiedziałam, czy to się uda, z pewnych powodów…
O cholera. Wciąż nie wiem, co dać Adele.
Zwlekłam się z łóżka. Założyłam dżinsy, buty z futerkiem, granatowy sweter i kurtkę Edwarda. Usiadłam na chwilę, rozmyślając. Byłoby miło, gdybym zabrała go na zakupy… Może mógłby mi w czymś pomóc. Poza tym obydwoje jesteśmy zajęci swoją pracą tak bardzo, że nie mieliśmy okazji zobaczyć się w ciągu kilku ostatnich dni… Znów wzięłam telefon do ręki.
„Hej, jesteś zajęty? Muszę iść na zakupy… chciałbyś mi towarzyszyć?" Wysłałam wiadomość i poszłam do łazienki, aby umyć twarz, zęby i uczesać się; wróciłam do pokoju i zerknęłam na komórkę.
„Dzień dobry, Słoneczko. =) Tym razem nie mam żadnych planów. Będę za chwilę ze śniadaniem, okej?" Uśmiechnęłam się. Czyż on nie jest idealny? Przyniesie mi jedzenie!
„Brzmi świetnie! Kupisz pączki? Prooooooszę?" - odpisałam i poczekałam kilka sekund.
„Ha, ha, okej. Mogą być pączki." Wyszczerzyłam zęby. Dostanę słodkości i Edwarda. Mój dzień właśnie stał się bardziej radosny.
Pół godziny później pojawił się mój gość z torebką pączków w ręce. Pocałowałam go przelotnie, po czym wyrwałam mu paczkę i podeszłam do lady.
- Wow, czuję się ważny… - powiedział smutnym głosem, siadając na krześle obok mnie. Przewróciłam oczami i chwyciłam notes oraz ołówek.
- Bo jesteś ważny. Gdyby nie ty, nie dostałabym śniadania - napisałam. Ugryzłam duży kawałek pączka w czekoladzie. Edward tylko pokręcił głową.
- To tak, jakbyś miała ciążowe zachcianki… Jezu - powiedział poirytowanym głosem, ale wiedziałam, że wcale nie myślał w ten sposób. Jednak to, co powiedział… Zaczęłam się krztusić. Klepnął mnie w plecy, wstał i podał mi szklankę wody.
- Już dobrze… O Boże. Chyba nie myślisz, że… - Wyglądał na zszokowanego i cierpiącego, gdy stał nieruchomo ze szklanką w dłoni. To nie jego wina… Byliśmy razem dopiero miesiąc i nie robiliśmy niczego, co mogłoby spowodować, że jestem w ciąży, więc…
Zaczęłam gorączkowo machać rękoma. Napisałam odpowiedź tak szybko, jak tylko potrafiłam.
- Nie, nie, nie, NIE!!! Zwolnij. Oddychaj. Nie ma szans. Po prostu poszło nie w tę dziurkę. - To nie była prawda, ale nie musiał wiedzieć, o czym teraz myślałam. Pozwoliłam mu przeczytać. Wziął kilka głębokich wdechów, opierając się całym ciężarem o szafkę.
- Okej. W porządku. Nic mi nie jest. - Wciąż oddychał głęboko.
Gdyby tylko wiedział…
- Okej, więc czego szukamy? - spytał, kiedy weszliśmy do sklepu z zabawkami. Oczywiście wzięłam ze sobą mały notesik i ołówek. Te rzeczy były naprawdę przydatne.
- Zabawki dla dwuletniego dziecka… i może jakichś ubranek. - Podałam mu kartkę i rozejrzałam się dookoła. Co spodobałoby się Adele? Nie byłam do końca pewna… Długo jej nie widziałam.
- Dwuletniego? - spytał, wyraźnie zaciekawiony. - Kto to? - Wzdrygnęłam się szczęśliwa, że skupił się na kolejce elektrycznej. Właściwie założyłam, że wyjaśnię mu to bez owijania w bawełnę. Nie lubiłam kłamać. Jednak zrobiłam najmądrzejszą rzecz, na jaką wpadłam - udałam, że go nie słyszałam.
Po paru chwilach rozglądania się, poddałam się oszołomiona ilością zabawek. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i przejechałam w dół mojej listy kontaktów.
„Cześć, mamo. Czym lubi bawić się Adele? I jaki rozmiar ubrań nosi? Robię zakupy na święta." Wyślij… Poczekaj parę minut… Sprawdź odpowiedź.
„Cześć, Skarbie! Zobaczmy… Ma dużo pluszowych zwierzątek. I nosi rozmiar 2T*. Jak na swój wiek, jest mała, ty też taka byłaś… Powodzenia na zakupach!"
Pluszowe zwierzaki… Pluszowe zwierzaki… W tym sklepie było pełno pluszowych zwierzaków!
Napisałam w notesie to, co powiedziała mi mama, mając nadzieję, że Edward wpadnie na jakiś pomysł.
- Zrób misia - powiedział, uśmiechając się.
Lepiej nie ujęłabym tego.
Muszę powiedzieć, że mieliśmy świetne wyczucie czasu. Był późny ranek, więc większość dzieci siedziała jeszcze w szkole, więc sklep świecił pustkami.
Wybrałam słodkiego niedźwiadka o topazowym kolorze.
Ku uciesze pracownika wykonaliśmy te wszystkie głupiutkie czynności, którymi normalnie zajmują się pracownicy fabryki zabawek. Obydwoje wybuchnęliśmy śmiechem. Nie ma to jak robienie z siebie głupka w miejscu publicznym, prawda?
Później kupiłam kilka ubrań. Wybrałam małą, zieloną sukienkę, prostą, różową spódniczkę i piżamę Hello Kitty. Edward wyglądał na rozbawionego, kiedy stał oparty o ladę i przyglądał się moim poczynaniom.
W końcu nazwałam misia. Taylor Noel Swan.
Musiałam przyznać, że cała sytuacja była zabawna. Też chciałam mieć pluszową maskotkę. Powiedziałam Edwardowi, że marzy mi się taki prezent na następną gwiazdkę, a on tylko się roześmiał.
Byłam na siebie trochę zła za to, że wydałam tyle pieniędzy, ale… to w końcu święta i miałam dużo do nadrobienia z… a co tam! Rodzice dziewczynki, którą uczyłam języka migowego płacili naprawdę dobrze, więc mogłam sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa. Skończyłam zakupy przed lunchem. Edward niósł większość toreb.
- Spytam znowu: dla kogo to wszystko? - Próbował złapać taksówkę, ale odjechała. Westchnęłam i wystawiłam dłoń, zastanawiając się, czy to zadziała. Ku mojemu zaskoczeniu udało się. Edward przytrzymał mi drzwi, a potem sam wsiadł do samochodu. Wyciągnęłam z kieszeni notesik i zaczęłam pisać, podczas gdy on mówił kierowcy, dokąd ma jechać. Na szczęście zyskałam trochę czasu, aby zastanowić się nad odpowiedzią.
- Adele to mała dziewczynka, która mieszka z moją mamą i ojczymem. - Miałam nadzieję, że tyle wystarczy, aby zaspokoić jego ciekawość. Na szczęście wzruszył jedynie ramionami i przestał drążyć ten temat.
Powinnam się domyślić, że moje szczęście nie będzie trwało wiecznie. Po porannych zakupach przenieśliśmy się do Edwarda na resztę dnia. Obejrzeliśmy kilka filmów i spałaszowaliśmy wszystko, co znaleźliśmy w jego spiżarni. Przed czwartą postanowiłam iść do łazienki. Mój telefon został na stoliku. Byłam w holu, kiedy zaczął dzwonić.
- Twoja mama! - zawołał Edward. Wyjrzałam zza rogu.
- Zobacz, o co chodzi. Zaraz wrócę - pokazałam.
To były jedne z najgorszych słów, jakie kiedykolwiek powiedziałam. Kiedy weszłam do pokoju, Edward wpatrywał się w mój telefon, wyraźnie zszokowany.
O nie… Co powiedziała? - pomyślałam, zaglądając mu przez ramię.
Westchnęłam i wyrwałam telefon z jego dłoni.
Nie…
„Cześć, Bells. Powiedziałam Adele o twoich zakupach! Jest zachwycona tym, że zobaczy mamę. Kochamy cię i nie możemy się doczekać, kiedy nas odwiedzisz! A to jest jej dzisiejsze zdjęcie… Wygląda cudownie z zakręconymi włosami, prawda?"
Oczywiście wiadomość zawierała fotografię małej dziewczynki. Gdyby tylko Edward nie zorientował się po jej obejrzeniu… Nie, nie ma mowy, żeby ktokolwiek dał się na to nabrać. Adele była mniejszą wersją mnie - te same mahoniowe włosy, nos, blada skóra… poza jej oczami. Ich kolor odziedziczyła po ojcu - miały odcień pięknej morskiej zieleni. Nie aż tak zapierające dech w piersiach jak Edwarda, lecz wciąż… piękne. Moja mała dziewczynka.
Nadal stał w bezruchu. Położyłam mu dłoń na ramieniu. Żadnej zmiany. Stanęłam przed nim i w końcu na mnie spojrzał. Miał dziwny wyraz twarzy. Nie wiedziałam, czy był to szok, ból, złość czy coś zupełnie innego.
- To twoja córka? - spytał. Potulnie skinęłam głową, czując się taka mała, taka młoda… Byłam młoda. Miałam dziewiętnaście lat i dwuletnie dziecko. Edward wpatrywał się we mnie tymi olśniewającymi oczami. Cisza była tak głośna… za głośna! Podniósł rękę, a ja podskoczyłam, spodziewając się uderzenia. Myliłam się. Zamiast tego delikatnie pogłaskał mój policzek, pochylił się i pocałował mnie jeszcze delikatniej.
Potem zaczął gdzieś iść. Parę chwil później usłyszałam odgłos zamykanych drzwi.
Odszedł.
Edward
Moje myśli były pokręcone. Idąc, potrąciłem kogoś, lecz przeprosiłem i poszedłem dalej. Nie wiedziałem, dokąd zmierzam. Nie wiedziałem nawet, w którym kierunku idę i w jakiej części miasta się znajduję. Bella, moja Bella miała córkę. Nie mogłem uspokoić myśli, to było dla mnie wielkim… zaskoczeniem. W końcu skierowałem się w stronę Central Parku. Gdy dotarłem na miejsce, usiadłem na ławce.
Nie wiedziałem, co mam o tym wszystkim myśleć.
Zadzwoniłem do Esme.
- Halo? - odebrała. Jej głos jak zawsze brzmiał melodyjnie.
- Cześć, Esme. Tu Edward. - Mój za to był kompletnie bez sił. Świetnie.
- Coś się stało? Brzmisz tak, jakby przejechał cię pociąg. Jestem w domu, chcesz przyjść i pogadać na osobności? - Była bardzo spostrzegawcza. Biorąc pod uwagę stan, w jakim się znajdowałem, okazało się to prawdopodobnie najlepszym rozwiązaniem.
- Tak. Jestem w Central Parku, będę za kilka minut.
- Okej, czekam - powiedziała, lekko zmartwiona. Schowałem telefon do kieszeni i skierowałem się w stronę jej domu.
Gdy zapukałem, od razu otworzyła drzwi.
- Edward! Tak dawno się nie widzieliśmy. Chodź. - Przywitała mnie mocnym uściskiem. Po chwili przerwała, abym mógł wejść. Klapnąłem na krzesło, a ona zajęła kanapę.
- Wyglądasz i brzmisz strasznie. Co się stało? - zapytała, przechodząc od razu do sedna. Pomimo tego, że Alice była adoptowana, ona i Esme bardzo się przypominały. To było niesamowite. Westchnąłem i ścisnąłem nos palcami.
- Więc… Znasz moją dziewczynę, Bellę. - Oczywiście, że znała. Bella i Alice były najlepszymi przyjaciółkami. - Przeżyłem dziś mały szok… - zawahałem się. Nie miałem pewności, czy ukochana chciałaby, żeby Esme o wszystkim wiedziała. Musiałem z kimś porozmawiać, a ona była jedyną osobą, która potrafiła udzielić dobrej rady.
- Zaczynaj - popędziła mnie, krzyżując nogi. Westchnąłem.
- Musisz obiecać, że nikomu nie powiesz - powiedziałem, patrząc jej w oczy. Nawet Alice. Szybko pokiwała głową.
- Ani słowa. Nawet Alice.
Tak dobrze mnie znała.
- Więc… mmm… dowiedziałem się, że Bella ma córkę! - wydusiłem. Ku mojemu niezadowoleniu głos mi się załamał. Usłyszałem westchnięcie i poczułem, jak ktoś mnie przytula.
- Chodź tutaj… - powiedziała, sadzając mnie na kanapie. Ponownie mnie objęła.
Była dla mnie jak druga matka.
- Edwardzie, tak mi przykro… To było pewnie wielkim szokiem, co? - spytała spokojnie. Poczułem się tak, jakbym znowu miał siedem lat i opowiadał mamie o łobuzach dokuczających mi w szkole. Skinąłem głową. Dzięki Bogu tym razem nie płakałem.
- Co powinienem zrobić? - Esme cichutko westchnęła.
- Kochasz ją?
- Tak - powiedziałem bez zastanowienia. Oczywiście, że ją kochałem, już od czasu, kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy.
- Lubisz dzieci? - Znała odpowiedź - kochałem je. Potwierdziłem, a ona tylko wywróciła oczami.
- To w czym tkwi problem? - powiedziała zirytowanym tonem.
Prawdę mówiąc, nie wiedziałem. Co oznaczało, że nie było żadnego sensownego powodu, aby robić z igły widły.
- Dzięki, Esme. Kocham cię, pa! - Zdążyłem tylko szybko ją uścisnąć i wybiegłem z mieszkania.
Bella
Bardzo powoli szłam w kierunku mojego domu. Nazywałam to miejsce domem, bo dom był wszędzie tam, gdzie znajdował się Edward.
A teraz wszystko się skończyło.
Do zapamiętania: Nigdy, przenigdy nie pozwalaj nikomu czytać swoich wiadomości.
Westchnęłam i kopnęłam kawałek lodu. Wciąż miałam na sobie kurtkę Edwarda, ale było mi zimniej niż zwykle.
Wyglądało na to, że jedyna rzecz, w której byłam naprawdę dobra, to niszczenie swojego życia. Reasumując: po pierwsze, zaczęłam spotykać się z Brandonem, pomimo ostrzeżeń Emmetta, Rosalie i taty. Po drugie, nie widziałam mojej córki od czasu jej ostatnich urodzin w lipcu. Jestem cudowną matką. Po trzecie, podrzuciłam moje dziecko mamie i ojczymowi. Chociaż to mogę jeszcze usprawiedliwić… Ledwo dawałam radę utrzymywać samą siebie, a byłam przecież o wiele mniej wymagająca niż Adele. Po czwarte, właśnie straciłam najlepszego faceta pod słońcem, który dziwnym trafem zechciał się ze mną spotykać.
Tak. Umiałam spieprzyć sobie życie.
*2T - amerykański rozmiar ubrań dziecięcych, porównywalny do naszego XXXS
Od Autorki: Teraz już wiecie, kim jest Adele! Co prawda planowałam wprowadzić tę postać nieco później, ale... powiedziała mi, że już czas na nią! Proszę o komentarze ;)
Ode mnie: Prawda, że ta mała dziewczynka to bardzo urocza osóbka? Komentujcie ;)
