Sonea schodziła z dachu Uniwersytetu jak we śnie. Właściwie czuła się, jakby ugrzęzła w nocnym koszmarze, bo nie można było nazwać tego inaczej jak koszmarem - spotkać się w takich okolicznościach z Akkarinem, gdy dopiero co spędziła z nim wczorajszą noc. Dlaczego musiała natknąć się na niego akurat przy osobach, które przenigdy nie powinny znaleźć się na raz w tym samym miejscu? I jeszcze ten głupi kwiatek…
Dlaczego Dorrien musiał zabrać ją właśnie na dach Uniwersytetu? Dlaczego musiała wracać ścieżką jak reszta nowicjuszy? Gdyby poszła inną drogą, chociażby przez las, może nie spotkałaby go w ogóle.
Po zajęciach z zielarstwa została trochę dłużej, chcąc upewnić się, czy dobrze zrozumiała zastosowanie jednej z roślin. Wszyscy nowicjusze dawno znaleźli się poza zasięgiem wzroku, gdy podjęła wędrówkę ścieżką w stronę Uniwersytetu. Znajdowała się w połowie drogi, kiedy ktoś zawołał ją po imieniu. Zaskoczona rozpoznała głos Dorriena.
Rozejrzała się dookoła, poszukując właściciela. Mag w zielonych szatach oderwał się od kolorowej grupki ludzi i podszedł do niej z szerokim uśmiechem.
- Dorrien, co ty tu robisz? – zapytała, nie kryjąc zaskoczenia.
- Też się cieszę, że cię widzę, Soneo. – Wziął z jej ręki kuferek, w którym przechowywała notatki. Była tak zaskoczona, że nawet nie pomyślała, żeby zaprotestować. - Przyjechałem tylko na trzy dni. Muszę poradzić się Mistrzyni Vinary co do nietypowej dolegliwości jednej z wieśniaczek i uzupełnić braki w lekarstwach - wytłumaczył. – A przy okazji mam sposobność odwiedzić przyjaciół. – Mrugnął do niej.
Przywołała na usta uśmiech i ruszyła dalej ścieżką.
- Co u Rothena? – spytała, korzystając z okazji.
- Jeszcze nie widziałem się z nim odkąd przyjechałem. Ale wydaje mi się, że ty powinnaś wiedzieć lepiej. W końcu to ja mieszkam na drugim końcu Kyralii.
- Ostatnio z nim rozmawiałam, ale krótko – powiedziała, żałując już, że podjęła ten temat.
- Skarżył się, że nie masz czasu na nic poza nauką. Wielki Mistrz musi być bardzo ambitny.
Serce zabiło jej mocniej na wspomnienie Akkarina. Pokręciła głową.
- Zapomniałem już jak ładne są ogrody Gildii – zaśmiał się w głos, rozglądając dookoła.
Uśmiechnęła się - tym razem szczerze, bo rzeczywiście znajdowali się w ładnym zakątku. Zewsząd otaczały ich pnącza oblepione ogromnymi niebieskimi kwiatami. Dorrien musiał czasem tęsknić za Gildią.
Stanęła jak wryta, gdy jakiś przedmiot zawisł w powietrzu tuż przed nią. Podejrzliwie spojrzała na niebieski kwiat.
Dorrien najwyraźniej czekał, aż po niego sięgnie. Podczas rozmowy zakiełkowała w niej nadzieja, że przyjaciel wyzbył się romantycznych myśli względem niej, jednak przed oczami miała dowód, że jest inaczej.
Poczuła, że wina, jak kamień ciąży jej na żołądku. Jednak przy Dorrienie nigdy nie czuła się tak jak przy Akkarinie i nie mogła nic na to poradzić, że co chwila wracała myślami do niego i ich pocałunków.
- Wiesz, że hasynty kwitną tylko tydzień, właśnie o tej porze roku? – zapytał.
Pokręciła głową. Nie wiedziała nawet, że ten kwiat tak się nazywa.
Niechętnie zacisnęła dłoń na łodydze.
- Au… - syknęła. Kwiat miał kolce.
- Pokaż – Młody mag sięgnął do jej nadgarstka.
- Nie. Już wszystko w porządku. – Pokazała wyleczoną rękę i ostrożniej objęła roślinę, zastanawiając się gdzie ją ukryć.
Z żalem uświadomiła sobie, że nie ma gdzie. Jej szata nie miała tak dużych kieszeni, a kuferek znajdował się w rękach Uzdrowiciela. Dorrienowi na pewno zrobiłoby się przykro, gdyby go po prostu zgubiła.
Dlaczego akurat wszyscy zdecydowali się nią interesować akurat, gdy pragnęła spokoju i nie mogła oderwać myśli od Akkarina? Najpierw Seno zaprosił ją na wyścigi konne w dzień wolny, a teraz pojawił się jeszcze Dorrien.
- Chodź. – Młody mag niespodziewanie pociągnął ją za rękę. – Chcę cię zabrać w jedno miejsce.
- Nie mogę. Powinnam się uczyć. – Próbowała wyrwać dłoń.
- Daj spokój. Przyda ci się chwila wytchnienia - powiedział. - Nie wypuszczę cię dopóki nie dowiem się co u ciebie – dodał, zauważając jej wahanie.
Po chwili namysłu uznała, że będzie lepiej, jeśli z nim porozmawia. A potem będzie musiała dać mu w jakiś sposób znać, że jest nim zainteresowana tylko jako przyjacielem. Ruszyła za nim, ale zabrała rękę, udając zainteresowanie rośliną, którą jej podarował.
Zanim spostrzegła, że przeszli przez ogromne wrota Uniwersytetu, zreferowała mu wszystko, czego ostatnio uczyła się na zajęciach. Obawiała się, że jest to jedyny bezpieczny temat.
Dorrien zaczął wspinać się po schodach. Podążyła za nim coraz bardziej zaniepokojona. Jeśli Akkarin zobaczy ją teraz z kwiatkiem w ręku… W zasadzie nie robiła nic złego. Więc dlaczego czuła się z tym źle?
- Gdzie idziemy? – zapytała w końcu.
- Zaufaj mi – zaśmiał się.
Może chciał ją zabrać do biblioteki?
Poczuła się przytłoczona spojrzeniami mijających ich magów i natychmiast pożałowała, że jednak nie wyrzuciła kwiatka. Zacisnęła mocniej pięść, świadomie przyjmując ból kolców przebijających skórę.
Zmarszczyła brwi, gdy uświadomiła sobie, że jednak nie idą do biblioteki, ale za to na ostatnim piętrze Uniwersytetu zawsze kręciło się mniej ludzi. Przyjaciel przystanął przy przejściu prowadzącym na dach.
- Nie idę tam – jęknęła, kiedy położył dłoń na klamce i drzwi się uchyliły.
- Nie chcesz się dowiedzieć co u mnie? – zapytał z udawanym żalem w głosie.
- Oczywiście, że chcę. Ale teraz muszę wracać do nauki.
- A jak chcesz się uczyć bez notatek? – zapytał, wymachując kuferkiem.
- Oddaj – wyciągnęła dłoń.
- Jeśli chcesz to odzyskać, musisz mi zaufać.
Zagrodził jej drogę i postąpił krok na przód, tak, że musiała wejść na schody, by nie znalazł się zbyt blisko. Zrobił następny krok w jej stronę, zmuszając ją do wejścia na kolejny schodek.
- Dorrien – powiedziała błagalnym tonem.
Nie miała ochoty na takie żarty.
- Nic z tego.
Wystraszona, że Dorrien wpadnie na pomysł, by ją pocałować, spojrzała ku szczytowi schodów. Nie miała innego wyjścia jak wejść na górę.
Gdy tylko znalazła się na płaskiej powierzchni dachu, odwróciła się do maga, który właśnie wyłaniał się zza drzwi.
- Widzisz, przyszłam tu, jak chciałeś – powiedziała, czując lekkie poirytowanie. - Teraz możesz mi oddać już moje notatki.
Miała zamiar wymknąć się bez kuferka, jeśli mag nadal będzie się z nią droczył. Wyciągnęła dłoń, ale Dorrien z uśmiechem uniósł pudełko ponad głowę.
- Nie, bo mi uciekniesz – zaśmiał się.
Nawet nie wiesz, jaką mam ochotę, pomyślała i zmrużyła oczy ostrzegawczo.
- Wszyscy nowicjusze marzą, żeby zdobyć wstęp na dach Uniwersytetu i zabrać tu dziewczynę na oglądanie zachodu słońca. - Wyszczerzył do niej zęby w łobuzerskim uśmiechu. - A ty masz to szczęście, że jesteś tu ze mną po raz drugi.
Nie mogła się nie roześmiać.
- Widziałaś kiedyś zachód słońca nad całym miastem?
- Ale do zachodu została co najmniej godzina – jęknęła, przerażona wiedzą, że Dorrien ma zamiar zatrzymać ją tu tak długo.
- A myślałaś, że wypuszczę cię wcześniej? – zapytał młody Uzdrowiciel z jeszcze większym rozbawieniem.
- Dorrien. - Usłyszała ostry ton głosu gdzieś niedaleko.
Rothen?
Odwróciła się zaskoczona i utonęła w oczach Akkarina. Serce zaczęło jej bić jak szalone. Jego czarne spojrzenie od razu przywołało wspomnienia. Na myśl o chwili rozkoszy, którą razem zaznali, poczuła dreszcz, który wolno rozlał się po jej wnętrzu od brzucha aż po koniuszki palców.
Nabrała powietrza, usiłując się opanować. Co on tu robił? Kątem oka zarejestrowała obok byłego mentora i Lorlena.
Wiedziała, że musi coś powiedzieć, zanim inni zauważą jej zmieszanie, ale w głowie miała pustkę.
- Czy nie powinnaś znajdować się w tej chwili w bibliotece? – zapytał Akkarin.
Poczuła ulgę, że podjął decyzję za nią.
Spojrzała na Rothena. Były mentor przyglądał się jej z niepokojem. Dlaczego się tu znajdował? Razem z Akkarinem… Pragnęła zapytać o to czarnego maga, ale wiedziała, że nie może.
Zmusiła się, by coś odpowiedzieć, teraz nawet nie bardzo mogła sobie przypomnieć co, i czym prędzej uciekła.
Doszła do połowy korytarza zanim ją dogonił.
- To było niezręczne – powiedział cicho Dorrien.
Nie mogła się z nim nie zgodzić.
- Wielki Mistrz wydaje się nieco zaborczy w stosunku do ciebie.
Przystanęła oniemiała i spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami. Akkarin zaborczy? Czy Dorrien zauważył w zachowaniu Akkarina coś, co ona przeoczyła?
Jeszcze raz wróciła myślami do momentu, gdy spoglądali na siebie na dachu. Wydawał się jej taki niewzruszony, podczas gdy ona walczyła z całych sił, by nie pokazać po sobie uczuć, które się wręcz z niej wylewały.
Dwa lata… Nie wytrzyma dwóch lat obok niego i bez niego. Szybciej on zapomni o niej, jeśli już nie zapomniał. Nie był w ogóle zazdrosny, gdy zobaczył ją z Dorrienem. A przecież musiał się domyślić zamiarów Uzdrowiciela. Nie pokazał po sobie nawet niezadowolenia. Jakby to go w ogóle nie obchodziło.
Skrzywiła się z bólu. Jednak Dorrien musiał odebrać to inaczej, bo na jego twarzy pojawiło się współczucie.
- Jest bardzo wymagający, prawda?
Skinęła głową, mając nadzieję, że to zniechęci Dorriena do dalszych pytań. Nie była w stanie rozmawiać z nim o Akkarinie.
- I chyba niezbyt przyjemny w obyciu? – zapytał po chwili.
- Muszę iść do biblioteki – przypomniała zamiast odpowiedzieć i obrała nowy kierunek.
- Pójdę z tobą. – Krzyknął za nią, a po chwili znajdował się znów obok. - Też muszę zajrzeć do paru książek. U mnie na wsi brakuje fachowej literatury – zaśmiał się, ale ona nie potrafiła się uśmiechnąć.
Wolałaby, żeby Dorrien zostawił ją samą, ale mogła mu tego powiedzieć, nie tłumacząc dlaczego. A na to nie miała siły.
Razem dotarli do biblioteki. Usiadła przy najbliższym biurku, zatopiona w myślach.
- Musieli omawiać coś niemiłego. Tata wydawał się spięty – stwierdził Dorrien, mylnie oceniając jej zdenerwowanie.
Pokiwała głową.
Dlaczego Akkarin zabrał Rothena na dach Uniwersytetu? Po strachu, który zauważyła na twarzy byłego mentora, uznała, że Dorrien ma rację – rozmowa nie mogła być przyjemna. Pewnie Akkarin postanowił przypomnieć Rothenowi o zakazie rozmawiania z Soneą. Dlaczego akurat teraz?
Poczuła, jak rośnie w niej gniew na Akkarina. Powinien mu powiedzieć prawdę, a nie go zastraszać. Musiała go znaleźć jak najszybciej.
Podniosła się, zastanawiając się, jaką wymówkę wymyślić przyjacielowi. Dorian skrzywił się, zerkając przez ramię. Jakimś sposobem wiedziała, o kogo chodzi.
Szedł zdecydowanym krokiem w kierunku biblioteki dla magów. Jego postawa jak zwykle robiła imponujące wrażenie na obecnych magach, bo w ciszy ale z szacunkiem usuwali się mu z drogi.
Nigdy się nad tym nie zastanawiała, ale wszyscy musieli podświadomie wyczuwać jego potęgę. Jego przenikliwe spojrzenia wzmacniały jeszcze bardziej aurę tajemnicy, która go otaczała.
Był tak inny ostatniej nocy, gdy się kochali. Sonea poczuła łaskotanie w brzuchu. Kiedyś nie uwierzyłaby, że może być taki czuły. Kiedyś w ogóle nie pomyślałaby o nim w ten sposób.
Ich spojrzenia spotkały się na chwilę. Nie zatrzymał się - nie pojawił się tu z jej powodu. Oczywiście, że nie.
Poczuła, że gniew wraca.
Skierowała kroki ku bibliotece magów, w której zniknął. Przystanęła za drzwiami na chwilę, zastanawiając się, gdzie się podział, po czym zagłębiła się w mroczne przejścia między regałami. Zmieniła kierunek, gdy spostrzegła przed sobą Mistrza Jullena. Choć zdarzało się jej czasem pojawić samej w części biblioteki niedostępnej dla nowicjuszy, starszy mag nigdy nie wyzbył się niezadowolenia z tego powodu.
Maga w czarnych szatach nie było nigdzie widać.
Może powinna sprawdzić magazyn? Było to jedyne odosobnione pomieszczenie.
Wnętrze magazynu wyglądało tak, jak je zapamiętała. Pod ścianą stały szafy i skrzynie, ale pomiędzy regałami znajdował się też niewielki stół. Akkarin siedział na krześle obok, a całą uwagę poświęcał książce, którą przewracał w dłoniach.
Uniósł głowę, gdy stanęła przed nim. Miał poważny wyraz twarzy, a ciemne oczy przewiercały ją na wylot.
- Dlaczego rozmawiałeś z Rothenem? – zapytała stanowczo.
Zamiast odpowiedzieć, przeniósł spojrzenie na drzwi.
Skrzypnięcie podłogi było jedynym ostrzeżeniem, zanim zza futryny wyjrzała podejrzliwa twarz bibliotekarza.
- Wielki Mistrz? – Usłyszała zaskoczony głos Jullena. - Myślałem, że… - Odchrząknął zmieszany. – Myślałem, że Sonea potrzebuje mojej pomocy.
- Dziękuję za dobre chęci, Mistrzu Jullenie, ale sam potrafię zadbać o swoją nowicjuszkę – powiedział gładko Akkarin.
Gdyby nie była tak na niego zła, uznałaby jego uwagę za zabawną.
- Oczywiście, Wielki Mistrzu. – Skłonił się Jullen.
Mogła się założyć, że bibliotekarz przyszedł po to, by sprawdzić, co ona tu robi i wyprosić ją z magazynu.
- Jeszcze jedno, Mistrzu Jullenie. Niech nikt mi nie przeszkadza – dodał Akkarin.
Gdy była pewna, że bibliotekarz odszedł na dobre, odwróciła się z powrotem do maga. Była tak zajęta sprawdzaniem, czy Jullen już poszedł, że nie zauważyła, kiedy Akkarin wstał i zbliżył się do niej. Musiała unieść głowę, by widzieć jego twarz.
- Dlaczego straszysz go jeszcze bardziej? – zapytała ciszej, ale postarała się, by w jej głosie nadal pobrzmiewał gniew. – Rothen i tak zamartwia się już wystarczająco mocno.
Chciała, żeby wiedział, iż nie popiera jego zachowania. Kiedyś przenigdy nie pozwoliłaby na to sobie, teraz… Teraz miała prawo przynajmniej czuć złość.
Odłożył książkę na stół.
- To on poprosił mnie o rozmowę – powiedział, nie spuszczając z niej wzroku.
Zamrugała.
- Co chciał?
Pokręcił głową, po chwili jego uwaga przeniosła się na kwiat, który nadal trzymała w dłoni. Dotarło do niej, że nieświadomie zaciskała palce na łodydze tak mocno, aż pobielały jej kostki.
Akkarin skierował na nią pytające spojrzenie.
Chyba nie pomyślał, że… Pomyślał? Akkarin był zazdrosny?
Ostrożnie objął jej nadgarstek.
Rozwarła pięść i kwiat zniknął za sprawą Akkarina. Z zaskoczeniem przyjrzała się krwi, wypływającej z drobnych ranek, które zostawiły po sobie kolce. Poczuła łaskotanie, gdy przesunął palcami po wnętrzu jej dłoni i wcale nie była pewna, czy swędzenie skóry było spowodowane tylko uzdrawiającą mocą, którą wysłał. Zamknęła oczy, bo jego dotyk koił ból w dłoni i potęgował ten inny – w sercu.
Odgarnął pojedynczy kosmyk włosów z jej twarzy, jego palce musnęły linię jej szczęki i powędrowały pod podbródek. Delikatnie uniósł jej głowę. Otworzyła oczy i natychmiast zamknęła, czując usta Akkarina na swoich.
Jej stopy uniosły się na chwilę nad ziemię. Nie odrywając od niej ust, posadził ją na stole i naparł na nią jeszcze bardziej. Westchnęła zadowolona z ukojenia, jakie niósł ze sobą jego pocałunek.
- Ciszej – szepnął. – Ktoś może nas usłyszeć.
Uśmiechnęła się, słysząc pouczający ton jego głosu. Powoli obcałował kąciki jej ust. Wplotła palce w szatę na jego piersi i przyciągnęła go bliżej, rozchyliła lekko wargi, pragnąc więcej.
Czuła, jak znika z niej całe napięcie, które opanowało jej ciało na dachu Uniwersytetu, a być może nawet jeszcze wcześniej.
- Wielki Mistrz prosił, żeby nie przeszkadzać. – Usłyszeli odległy głos Jullena.
Akkarin oderwał się od niej w pośpiechu. Z tęsknotą spojrzała na jego usta.
- Nie mam zamiaru przeszkadzać – odburknął ktoś inny.
Sonea znała ten głos, ale nie potrafiła sobie przypomnieć, do którego z magów należy.
Nagle zakręciło się jej w głowie – to Akkarin jednym płynnym ruchem zsunął ją ze stołu i pchnął na najbliższe krzesło. Chwilę później na stole przed nią pojawiła się książka, z którą go zastała.
Akkarin wyprostował się i odwrócił plecami do drzwi. Widocznie on też potrzebował chwili, żeby się opanować.
Szybko otworzyła księgę w zaznaczonym luźną kartką miejscu i wlepiła w nią niewidzące spojrzenie. Usłyszała kroki, a następnie kątem oka zauważyła fioletowy kolor szat. Serce zaczęło bić jej jeszcze mocniej. Gdyby nie Mistrz Jullen, zapewne nie zauważyliby maga na czas.
- Dobry wieczór, Wielki Mistrzu.
Szaty Akkarina zaszeleściły, gdy odwracał się do przybysza.
- Mistrzu Sarrinie - powiedział całkowicie opanowanym głosem.
Zerknęła na maga i napotkała jego zainteresowane spojrzenie. Zza sylwetki Akkarina, starał się zobaczyć, czego uczy się nowicjuszka. Opuściła głowę, koncentrując się na wolumenie.
Dotknęła świstka papieru zasłaniającego stronę, którą właśnie powinna studiować i od razu rozpoznała księgę. To ją wyciągnęła z szafy z najbardziej cennymi zbiorami Gildii, kiedy szukała planów Uniwersytetu, a przed oczami miała właśnie kartkę z mapą podziemnych przejść.
Zwinęła ją w rulon i zacisnęła na niej dłoń, ale wiedziała, że sama książka wcale nie jest lepsza. Mag mógł się zdziwić, dlaczego Wielki Mistrz dał jej do czytania fragmenty tekstu, które równie dobrze mogła znaleźć w bibliotece nowicjuszy.
Mistrz Sarrin zmarszczył brwi, gdy jego wzrok padł na kwiat, który zapomniany leżał na środku stołu. Niebieski hasynt był zwiędnięty i wyglądał żałośnie, ale starszy mag podejrzliwie spojrzał na Wielkiego Mistrza.
Również zerknęła na Akkarina. Jego twarz wyrażała nieskrywane pobłażanie dla maga. Sarrin zastanawiał się, czy dostała kwiat od Wielkiego Mistrza? Nawet gdyby to było bezpieczne, nie podejrzewałaby Akkarina o tak romantyczne gesty. Uderzyła w nią fala gorąca i była wdzięczna, że Alchemik na nią nie patrzy. Nachyliła się ponownie nad księgą.
Sarrin odchrząknął i zwrócił się ku regałowi z księgami.
- Soneo, możesz już iść – oznajmił niespodziewanie Akkarin.
Nie trzeba było jej dwa razy powtarzać. Ukłoniła się magom i czym prędzej wyszła.
To było niebezpieczne, pomyślała, ale teraz gdy znalazła się ponownie w bibliotece nowicjuszy, zaczynała czuć rozbawienie, myśląc o tym, że prawie zostali przyłapani.
Dorrien... Oczy maga w zielonych szatach rozbłysły na jej widok. Prawie o nim zapomniała.
- Myślałem, że już nigdy nie wrócisz – powiedział, odsuwając dla niej krzesło.
Poczuła znów ukłucie winy. Usiadła z westchnieniem.
- Co to? – Dorrien wskazał na kartkę, którą trzymała w dłoni.
Skrzywiła się, zauważając jak bardzo pogniotła plany podziemi. I pomyśleć, że wyniosłam je nieświadomie, a kiedyś musiałam się tak bardzo nastarać, żeby do nich zajrzeć.
Wygładziła ręką papier.
- Wyglądają jak plany Uniwersytetu. Ach, jakie dokładne. – Młody mag wskazał palcem jakiś punkt na mapie. - Czy to nie są słynne tajne przejścia? - Spojrzał na nią z podekscytowaniem.
Zganiła się w myślach za brak ostrożności.
- Skąd to masz? – zapytał.
Wyrwała mu kartkę.
- Musiałam wziąć przez przypadek. Powinnam to oddać Wielkiemu Mistrzowi – powiedziała, podnosząc się z krzesła.
- Poczekaj. – Złapał ją za przedramię. - Można byłoby je najpierw skopiować.
- Zanim zauważy ich brak – dokończyła, jakby nie dosłyszała tego, co powiedział.
Uśmiechnął się trochę rozczarowany, ale skinął głową.
Miała nadzieję, że Akkarin jeszcze nie poszedł.
Mistrz Jullen zerknął na nią przelotnie, kiedy znów pojawiła się w bibliotece magów. Tym razem nie miała problemów ze znalezieniem Akkarina. Stał przed drzwiami do magazynu zajęty rozmową z Sarriniem.
Podeszła do niego, gdy Alchemik w końcu się oddalił.
- Twoje plany podziemnych przejść – powiedziała, oddając pogniecioną kartkę.
Po drobnej interwencji Akkarina plany wyglądały znów jak nowe.
- Czemu odnoszę wrażenie, że już to kiedyś widziałaś? – zapytał lekko rozbawiony.
Uśmiechnęła się, przypatrując się kartce, w jego dłoni.
- Soneo – powiedział cicho.
Uniosła głowę, zauważając, że jego głos przybrał poważny ton. Rozejrzał się przezornie dookoła.
- To było nieprzemyślane z mojej strony.
- Wiem. – Nie potrafiła powstrzymać uśmiechu.
Akkarin uniósł brew.
Opuściła głowę, próbując ukryć uśmiech i udała się do wyjścia.
Jeśli Akkarin potrafił czasami zachować się nierozsądnie, może te dwa lata nie będą takie trudne do zniesienia, pomyślała czując się lżej na duchu. Po prostu będzie musiała się postarać, by o niej nie zapomniał.
