9. Serce nie sługa swoje poglądy ma.

Kilka minut później do wielkiej sali przybyła brakująca liczba uczniów i nauczycieli. Stół Gryfonów zaczął się zapełniać. Ginny przyszła razem z Dean'em co miało doprowadzić według Hermiony Harry'ego do szału. Dziewczyna usiadła koło Rona, na samym początku nikt się nie odzywał, ciszę przerwał doniosły głos Profesora Dumbledor'a.

- Drodzy uczniowie! Mam nadzieję, że zapoznaliście się z planami na przyszły poniedziałek.

- Jakimi planami? - Krzyknęli Fred i George.

Profesor Dumbledore zaśmiał się i kontynuował.

- Świetnie więc jak już wiecie od poniedziałku odbędą się zajęcia z integracji, które poprowadzi Profesor Rosalia Milton, będzie Ona także uczyć Obrony przed czarną magią klasy od 5-7. Mam nadzieję, że miło powitacie nową nauczycielkę, oraz nie będziecie płatać jej figli. Tą ostatnią prośbę kieruję do bliźniaków Weasle!

Cała sala się zaśmiała, bliżniaki zrobili minę "Jasnę! bo posłuchamy".

- Cieszę się, że jesteście w tak świetnych humorach! Z tej okazji odwołuje dzisiejsze lekcję transmutacji!

Po sali rozległy się entuzjastyczne oklaski, Dumbledore uciszył wszystkich jednym gestem.

- Ale za miast lekcji musicie stawić się w Wielkiej Sali! Smacznego!

- Smacznego - Odpowiedziała sala chórem. Wszyscy wrócili do śniadania.

- Ciekawe co będziemy robić nie? Harry podasz mi bułkę?

- Ron! to twoja czwarta! Opamiętaj się! - Upomniała go Hermiona.

- Żałujesz mi? A może się mnie wstydzisz?

- Nie nie o to mi chodzi poprostu...

- Wstydzisz się, że tyle jem! To zerwij ze mną dla świętego spokoju!

Harry tych momentów nienawidził najbardziej na świecie! KiedyHermiona i Ron się kłócili. Zaczął rozglądać się po sali, przy stole Puchonów było prawie pusto, zauwarzył, że koło Vivien jest wolne miejsce. To jest moja szansa! Pomyślał. Już miał zamiar wstać i tam podejść ale Ginny chwyciła go za rękaw i pociągnęła do siebie, Harry upadł na krzesło.

- Harry - Zaczęła nieśmiało.

- Co jest? - Harry cały czas patrzył na stół Puchonów, miał nadzieje, że Vivien nie pójdzie w czasie kiedy Ginny będzie rozmawiać z Harry'm.

- Jesteś na mnie zły?

- Nie,czemu tak myślisz?

- Bo się do mnie nie odzywasz i jesteś jakby taki nie obecny.

- Tak, tak masz rację zminie się muszę iśc pa! - Harry nachylił się pocałował Ginny w czoło i poszedł do stołu Hufflepuff'u. Usiadł koło lekko zdziwionej Vivien.

- Cześć Harry, co Cię do nas sprowadza? - Spytała z uśmiechem.

- No bo ja chciałbym wiedzieć! czy niewybrałabyś się i nie poszła do Hogsmead'e ze mną - Harry poczół ulgę gdy to powiedział.

- Mógłbyś powtórzyć? Bo nie zrozumiałam.

- No bo jutro idziemy do Hogsmead'e i chciałbym wiedzieć czy poszła byś ze mną.

- Yyyyy... Więc. no...mhhmm...- Vivien uśmiechnęła się do Harry'ego. Harry wiedział co się święci. a) Nie bo wiesz ja.. b) Jesteśmy tylko przyjaciółmi c) Inna równie dobra wymówka by nie iść. Zaznacz prawidłową odpowiedź- pomyślał Harry. Wybieram c) - dodał.

- Nie no nie ma sprawy jak nie chcesz to.. no ja tylko się spytałem - Harry poczół się strasznie! Odważył się spytać i bał się najbardziej właśnie odpowiedzi "Nie" i w sumie ją otrzymał. Wstał od stołu Puchonów nie patrząc na nikogo ruszył w stronę drzwi.

- Harry! Czekaj! - Wołałał ktoś za nim, ale Harry się nie odwrócił szedł dalej. Wyszedł na korytarz, oparł się o drzwi, westchnął i ruszył dalej.

- Harry! Harry! Zatrzymaj się! - nieposłuchał nie miał zamiaru z nikim rozmawiać.

- Potteeeeeeeeer! - Warknął prześladowca i szarpnął Harry'ego za rękę. Odwrócił go brutalnie, Harry spojrzał na osobę, to była Vivien dyszała przed nim i rzucała mu wściekłe spojrzenie.

- Z łaski swojej mógłbyś mi powiedzieć dla czego sobie poszedłeś! Krzyczałam! a ty! - Vivien spojrzała na Harry'ego i uderzyła go w bark szepcząc przy tym "idiota!"

- Auu za co to?! - Harry masował sobie obolałe miejsce.

- Za to, że sobie poszedłeś!

- Powiedziałaś nie! To co miałem tam czekać na zbawienie czy co?!

- Tak miałeś tam czekać na zbawienie! I nie powiedziałam Ci "nie"! Nic Ci nie odpowiedziałam!

- A to "yyy...więc..no..mhmm.." Od kiedy oznacza tak?!

- A od kiedy to oznacza "Nie"?

- No... yyy.. na pewno to chciałaś powiedzieć - wykłócał się. Vivien uderzyła go drugi raz, grupka szósto klasistów wybuchła śmiechem jak to zobaczyła.

- A wy z czego się śmiejecie?! - Warknęła w ich stronę Vivien. Harry zaczął się śmiać, dostał tzeci raz.

- A to za co?!

- Nie wolno się śmiać z innych!

- A oni mogą - Powiedział oburzony.

- A ile oni mają lat a ile ty!

- Ej! - Krzyknął w ich stronę wysoki blondyn z niebieskimi oczami.

- Bez obrazy - Uśmiechnęła się.

- Teraz będziesz ich podrywała? - Zapytał podirytowany Harry.

- A co zazdrosny?!

- Ja?! Nie! Ja tylko... no...nie jestem zazdrosny!

- Więc zanim zachowałeś się jak idiota i uciekłeś chciałam Ci powiedieć, że...

- Nie chcesz ze mną iść

-Wysłuchasz mnie w końcu czy będziesz mi przerywał za każdym razem?!

- Przepraszam.

- No więc! że bardo chęnie bym z tobą poszła ale..

- Zawsze jest jakieś ale.

- Nie martw się stary mi laska też tak powiedziała jak ją zapraszałem - Wrącił się ten sam blondyn.

- One zawsze tak mówią - Krzyknął jego kolega.

- Jak chcesz to chodź do nas to pogadamy.

- Dzięki! zaraz przyjdę tylko usłyszę tego ale. - Powiedział Harry, Vivien była chyba rozbawiona tą sytuacją i oburzona jednocześnie.

- To jakie ale? - Spytał niby od niechcenia Harry.

- Ale dostałam szlaban - Wydyszała

- Szlaban?! Od kogo?!

- Od Ficwika

- Za co?!

- Za "celowe podpalenie poduszki kolegi" - Wyrecytowała.

- Czemu podpaliłaś mu poduszkę?

- Założyłam się znim! Powiedział, że tego nie zrobię, zrobiłam i dostałam szlaban.

- Czemu dałaś mu się sprowokować?

- Nie dałam się sprowokować tylko się założyłam a to różnica!

- No dobra niech Ci będzie.

- Więc dla tego nie mogę z tobą iść.

Harry był szczęśliwy! Vivien nie może iść nie dla tego, że nie chce tylko dla tego, że nie może.

- A kiedy masz czas? - spytał.

- W poniedziałek ok dwudziestej.

- No to możemy umówić się w poniedziałek.

- Ok. To co będziemy robić?

- Nie wiem wymyślę coś! Ale nie będziesz zawiedziona!

- Mam nadzieję - Vivien pożegnała się z Harry'm i poszła w stronę wielkiej sali. Do Harry'ego podszedł ten sam blondyn.

- Stary pocałuj ją! a nie stoisz tu jak taka cipa.

- Jak mam to zrobić poszła sobie.

- To ją zawołaj i podejdź do niej - Harry odwrócił się w stronę blondyna machnął głowę i ruszył w stronę Puchonki.

- Vivien! - Krzyknął

- Słucham - Odwruciła się i spojrzała na biegnąccego Hrry'ego.

- Jeszcze jedno! Przypomniało mi się coś.

- Słucham Cię - Harry podbiegł do Vivien złapał ją w pasie, podniósł i pocałował. Vivien oddała mu pocałunek. Grupka za nimi robiła "Achy i Ochy" a jak skończyli chłopacy zaczęli klaskać. Vivien spojrzała na Harry'ego i uśmiechnęła się, wyplątała się z jego objęć i ruszyła w stronę drzwi. Harry złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie.

- Słucham! Chcesz coś jeszce dodać? - Odezwała się. Harry ponownie ją pocałował. Vivien przerwała pocałunek.

- Do zobaczenia w poniedziłek - powiedziała i odeszł. Harry stał na korytarzu z wytrzeszczem na twarzy przez kilka minut.

- Piątka! stary to było genialne! jak w jakimś filmie! - Harry przybił blondynowi piątkę dopiero teraz zobaczył, że jego towarzysz jest ślizgonem.

- A jak ty się w ogóle nazywasz? - Spytał ślizgona.

- Jakub Brzozowski

- Miło mi Cię poznać.

- Nawzajem! Chodź Harry przedstawię Ci moich przyjaciół.

- Ok.

I ruszyli w stronę reszty chłopaków.

- Więc ziomki słuchać mnie uważnie. Ten oto tu to Harry Potter.

- Cześć Harry - Odpowiedzieli chórem szóstoklasiści.

- Ten tu to Chudy- Jakub wkazał na wysokiego, chudego bruneta.

- A ten to Judee - Harry spojrzał na równie wysokiego dugowłosego blondyna.

- A to jest Rudy. Poprostu Rudy - Chłopak miał tak samo miedziane włosy jak Weasley'owie, pełno piegów na buzi jak mu się przyjrzał był przystojny, miał około metra siedemdziesiąt pięć, był najniższy z całej grupki.

- A ty Jakub jaką masz ksyfkę?

- Brzozo - Jakub uśmiechnął się i dodał - A ty będziesz Błyskawica!

- Kto? ja?

- Tak ty!

- Spoko! To ja idę na lekcję! Miło było was poznać.

- Nam Ciebie też.

Harry odwrócił się i ruszył w sronę lochów gdzie zczynała się jego pierwsza lekcja. Idąc nucił sobie "Call Me Maybe" , dziwnie to brzmiało jak on sobie podśpiewywał ale był w tak świetnym nastroju, że nic nie mogło tego zmienić! Gdy doszedł do klasy zobczył, że Ron i Hermiona już tam stoją.

- Harry! gdzie byłeś?! - Krzyknęła Hermiona

- Na korytarzu! A co?

- Z czego się tak cieszysz? - Spytał z uśmiechem Ron.

- Zaprosiłem Vivien na randkę zgodziła się i pocałowałem ją!

- Serio?! - Pisnęła z zachwytu Hermiona.

- Nie na niby!

Hermiona obrzuciała go wściekłym spojrzeniem. Opowiedział swoim przyjaciołom całą historię. Przez cały dzień myślał o tym co stało się na korytarzu. Nie słuchał na eliksirach, Snape zrobił im wykład na temat " Eliksiry, Trutki, Napary, Odtrutki - Charakterystyka" przez godzinę musieli wysłuchiwać tego co mówił i pisać co dyktował.W wielkiej sali odbyły się konkursy, najwięcej punktów zdobyli Krukoni i Ślizgoni po 370 dla domu, Puchoni 250 a Gryfoni 248. Nik oprócz Hermiony nie przejmował się tym wynikiem. Na zielarstwie przerabiali temat " Powtórzenie wiadomości z klasy pierwszej i drugiej- Mandragory". Resztę dnia Harry spędził z Ronem na boisku. Po kolacji udali się do pokoju wspólnego. Harry został chwilę i porozmawial z przyjaciółmi, pograł z Ginny w szachy czarodziejów i poszedł do pokoju. Położył się i zasnął błyskawicznie.

Kilka słów od autora:

Dziękuje za komentarze. Mam nadzieje, że rozdział się podobał. Już nie długo powróci do nas para Harry i Ginny.