To miało być weselsze i dorzeczniejsze, i bardziej w stylu słodkich studenckich pogaduszek o chłopakach i ciuchach. Ale pisałam to ja, sytuacja polityczna jest, jaka jest, i wyszedł, ach, dramat, dramat i tony przedramatyzowania.

Francesca i Lara, w każdym razie. Przyjaźń i nic więcej (wiem, po moich ostatnich wyczynach trudno uwierzyć).

I cała masa headcanonów vel - będziemy nacjonalistyczni, jak Scoia'tael - własnych wizji kanonu.


Dolina Jaskółek


— Zielona będzie lepsza — oznajmiła kategorycznie Francesca. — W tej niebieskiej twoja cera wygląda jakoś... sinawo. Blado.

Normalnie zbyłaby kwestię komplementem. Ale Lara była jej przyjaciółką i prosiła o szczerą opinię: na przyjęciach obie zawsze chciały wyglądać bosko. Chciały czuć zazdrosne spojrzenia ludzkich kobiet i pożądliwe spojrzenia mężczyzn. Uwielbiały wiedzieć, że mają ich w garści, że mają całkowitą władzę, że mogą rozbić każdy związek, że kobiety się boją ich przelotnych spojrzeń – a mężczyźni o nich marzą.

Co zresztą przypomniało Francesce.

— Millc'ha będzie.

Lara jęknęła, padając na fotel. Czy raczej na leżący na nim stos wieczorowych sukni.

— Będzie nam psuła zabawę.

Jej towarzyszka zacisnęła wargi. Nie uniosła wzroku znad przebieranych tkanin, granatu, błękitu, fioletu, zauważyła tylko:

— Millc'ha była w powstaniu.

— Właśnie dlatego. — Wzruszenie ramion. — Będzie nam mówiła, jak to się hańbimy, jak to kupczymy ciałem w zamian na fałszywą monetę, za udawaną władzę... Mogliby się zabić, wszyscy, skoro tak bardzo nie chcą żyć, tak bardzo tęsknią za utraconą okazją honorowej śmierci...

— Nie mów tak nawet w żartach — upomniała Francesca, na moment poważniejąc. — Prawie zginęliśmy w powstaniu. Nie mamy rezerw. Nie możemy sobie pozwolić na utratę...

— Wiem. Ojciec to nieustannie powtarza. Avallac'h też. Pisał ostatnio, swoją drogą.

— Crevan? Musi być zazdrosny.

— Nie zniżyłby się do okazania zazdrości. Nie zniżyłby się do irytacji. Ale pewnie tak. Traktuje mnie, jak swoją własność — prychnięcie. — To, że jest mi przypisany, nie znaczy jeszcze, że może mnie zamykać w klatce. To znaczy tylko, że mamy mieć razem dziecko.

Francesca widziała wyraźnie kłamstwo. W sposobie, w jaki palce Lary przesuwały się wzdłuż luksusowych tkanin, powoli, czule. W kapryśnym wydęciu ust. W swoich własnych wspomnieniach, w których wychowywali się razem, oni, dzieci Wiedzących, dzieci elity. Od małego uczone do przyszłych obowiązków. Ale byli szczęśliwi, beztroscy na tyle, na ile się dało.

I cenni. Zbyt cenni, by ich wysłać do boju.

— Pozdrawia i przesyła pozdrowienia od...

— Nie musisz mi kłamać. Ani Crevan, ani nikt z Aen Elle nie przesyła mi już swoich pozdrowień.

Cisza. Francesca starannie malowała usta.

— Czasami ci zazdroszczę — westchnęła w końcu Lara. — Chociaż wiem, że to... nielekkie. Ale przynajmniej jesteś wolna. Nie musisz... Możesz robić, co chcesz, a nie spełniać oczekiwania innych. Przepraszam, że to mówię, wiem, że tak naprawdę...

— ...też mam obowiązki — wtrąciła melodyjnie Francesca, cmokając wargami, by rozprowadzić pomadkę. — Jednak tak, owszem, mniej mi zostało do stracenia. Dużo mniej.

Dzieci, na przykład. Żaden elf nie będzie miał z nią dzieci. Żaden dość dobry – a długo jeszcze żaden w ogóle. Z Dh'oine dzieci Francesca mieć nie zamierzała, chociaż pokusa była silna – dziecko, tak po prostu! bez dekad starań, dobierania dni płodnych, modlenia się o cud, dziecko poczęte w gorączce pożądania, nie wymęczonego obowiązku, znużonej mechaniki... Jednak umarłyby szybko, przynosząc jej jedynie morze bólu. Widziała to u znajomych, aż za często.

— Co u Crevana?

— Nie musisz pytać, jeśli...

— Szczerze mnie obchodzi.

— Wszystko u niego w porządku. — Lara mięła rąbek sukni w opuszkach, zwijała w kuleczkę. — Prowadzi badania nad sztucznym zapłodnieniem, genetyką – i oczywiście wieszczbą. Właściwie to samo, co wy, czarodzieje. Szkoda, że już nie rozmawiacie, moglibyście się wymienić wiedzą.

Duma nadal zabija naszą rasę, sarknęła w duchu Francesca.

— „Wy, czarodzieje", co? A pani to wielka Wiedząca? Królewna?

— Przy tobie to raczej dwórka. Uroda przed tytułami.

— „Tytułami" niby? Sądzisz, że nie wiem, że chodziło ci o „mądrość"?

Teraz mogły się roześmiać. Od czasu, gdy na serio brały rywalizację o komplementy nauczycieli i rodziców – wiedzę – minęły dekady, tamto było jeszcze przed powstaniem. Wiele rzeczy było innych przed powstaniem. Wspominanie tych gorszych nawet tak bardzo nie bolało.

— Kategorię „mądrość" możemy sobie odpuścić. W niej wygrywa Crevan. Zawsze wygrywał. — Lara wstała, zarzuciła przyjaciółce ręce na ramiona, przytuliła twarz do twarzy; lustro je odbiło, obie na wpół umalowane i nadal w bieliźnie. — Pamiętasz, jak się nauczył na pamięć wszystkich par chromosomowych – ile zawierają genów, za co odpowiadają – u wszystkich naczelnych? Gadów? Ssaków? Płazów?

„Pogodził nas", chciała powiedzieć Francesca, „i pragnął być ciebie godny, wszystko robił i robi, by być ciebie godnym. Tego zaszczytu i tej miłości. I uwielbiał sprawiać, żebyś się śmiała. I nieważne, ile razy próbowałam, chociaż przecież tylko w żartach, nigdy nie patrzył na mnie tak, jak na ciebie". Ale ostatnio to był śliski temat. Od śmierci matki Lara coraz rzadziej odwiedzała Wieżę, coraz rzadziej prosiła, by Avallac'h przeniósł ją do domu – właściwie tylko wtedy, gdy żądał tego ojciec. Nie chciała wracać.

Francesca, patrząc w lustrze na dumne spojrzenie drugiej elfki, zastanawiała się, czy zamknięcie światów było tego pełzającego buntu przyczyną, czy tylko katalizatorem. A może to było później, może chodziło o powstanie, do którego nie mogli – w które im zabroniono pójść, oni zaś usłuchali. Ale to dopiero byłby śliski temat, a kłótnia przed imprezą to ostatnie, czego potrzebowały. Należało opuścić niebezpieczne wody. Czarodziejka odparła więc tylko ze swoim najbardziej perlistym śmiechem:

— Czego on nie umiał na pamięć? Ale, ale, skoro o wiedzy mowa. Przedstawię ci dzisiaj jednego Dh'oine. Przystojny. Bardzo przystojny. Z gibkimi bioderkami i wielkim talentem manualnym.

— Zawsze wyżej ceniłam intelektualistów niż rzemieślników.

— Że zręczne języki? W tym też jest niezły, zapewniam. Sprawdzałam go trochę.

Lara zaczęła chichotać w jej włosach, ciepły oddech łaskotał Francescę w kark i po chwil sama nie mogła wstrzymać śmiechu.

— Ty zawsze o jednym... — Lara trzepnęła ją w ramię wachlarzem. — A ja, moja droga, miałam całkowicie niewinne myśli.

— Mhm. Racja. Inteligentny też jest. I z wiedzą, dlatego mi przyszedł do głowy. Trochę w typie Crevana, tylko nie taki wiecznie poważny. Czarodziej. Świetnie umie przemawiać, pisze ładne wiersze... Na niewinnych talentach także mu nie zbywa. Nigdy nie podrzucam ci wybrakowanych egzemplarzy, me minne.

— Ale używane.

— Doświadczone. Wyszkolone. Co to za przyjemność być z dzieciakiem, którego musisz wszystkiego uczyć?

— Prawda. To nie nasz. Nie trzeba się spieszyć, póki się mu jeszcze chce.

Tak, to nie nasz, i to jego główna zaleta, czyż nie?, przemknęło Francesce przez głowę. Tafla odbijała teraz jej czuły uśmiech i zadumane spojrzenie. Kolejna marionetka w twojej prywatnej rewolucji, zabawka twojego spóźnionego dzieciństwa. Nie dali nam iść do powstania, to się rzucimy na łóżkowe szańce, kazali nam oddać miasta, to oddamy sypialnie, niech to teraz zniosą, to też. Eh, Lara, Lara, weddien me.

Lara była w Świecie Olch przez całe powstanie. Francesca sporą część w Górach Sinych. Może to dlatego, myślała, odwracając się gwałtownie, okręcając przyjaciółkę wokół siebie, zataczając kilka kółek improwizowanego tańca, może to dlatego – bo przecież tamta była starsza.

— Pamiętasz imię tego cuda, które chcesz mi odstąpić?

Francesca potaknęła, pchając ją lekko na leżankę. Lara uniosła brwi w teatralnym wyrazie zdumienia i przyjaciółka wytłumaczyła z westchnieniem:

— Mamy wspólne zajęcia. I prowadziliśmy razem projekt badawczy.

— Już się chciałam zdziwić. Francesca staje się sentymentalna! Ale jeśli to kolega, to to wszystko tłumaczy.

— Czarodzieje dłużej żyją. Można się przywiązać. To co, chcesz znać imię?

Lara zanurzyła dłoń w pudełku pełnym biżuterii. Przechyliła głowę. Srebro i kamienie dzwoniły cicho.

— Nie. — Kapryśny, lekki uśmiech. — Chcę zgadnąć. Mieć niespodziankę.