9.

Ta pozycja przypominała jej te kilka chwil, w których Ron prosił ją o seks oralny. Nie lubiła tego robić. Czuła się zażenowana i to było takie… poniżające. Dlaczego więc teraz czuła dziwne podniecenie na samą myśl o tym, że gdyby to nie było tylko i wyłącznie dla przykrywki… Nie. Nie ma sensu się zastanawiać. I tak była w tym okropna – Ron zawsze narzekał na jej umiejętności czy też raczej ich brak. Poczuła łzy na samą myśl o jego słowach, które wracały do niej, jak uparta muzyka.

– Nic dziwnego, że nikt cię nie chce! Jesteś beznadziejna w te klocki! Sądziłem, że będziesz nieco lepsza! W końcu tak często mielisz językiem, że powinnaś mieć go wyćwiczonego! Pfff… Daj spokój. Odpuśćmy sobie. To jest żałosne.

Teraz jednak nie był czas na to, żeby się nad tym zastanawiać. Gdy usłyszała bliżej nieokreślony dźwięk dobiegający z góry, spojrzała tam i musiała zakryć usta, żeby się nie zaśmiać. Snape autentycznie wyglądał, jakby właśnie czuł niewiadomo jaką przyjemność, a jednocześnie był tym wszystkim zgorszony. Był genialnym aktorem. To przypomniało jej, że nie jest tu dla zabawy. Zerknęła przez balustradę i odetchnęła – miała idealny widok na ich cele. Skupiła się na nich, ale jednocześnie nie opuszczała ją myśl, że tuż obok niej, dosłownie kilka centymetrów od jej policzka, znajduje się krocze Mistrza Eliksirów.

.

Nie wiedziała o tym, że Severus w tej chwili desperacko starał się przywołać wyobrażenie Albusa i Minerwy w łóżku, bo bezwiednie, delikatnie gładziła jego biodro, końcem kciuka zahaczając o wyjątkowo wrażliwą część jego ciała. I w tej chwili zrozumiał, dlaczego jego pozorny dotyk tak ją drażnił. Ugryzł się w język, żeby nie powiedzieć jej tego, co chodziło mu w tej chwili po głowie – żeby przestała się bawić i złapała go za powoli budującą się erekcję tak, by to poczuł. Szlag. Wolną ręką oparł się o balustradę i zacisnął na niej dłoń, aż do bólu. Nie przeżyłby, gdyby zauważyła, jak na niego działa. Nie miał ochoty po raz tysięczny w swoim życiu oglądać zgorszenia w oczach kobiety. Nie, żeby się tego nie spodziewał, tylko po prostu nie lubił. Kątem oka zauważył Rookwooda, jak stał oparty nonszalancko o framugę drzwi i przygląda im się uważnie, jednocześnie posuwając swoją blondynkę.

.

Włożył więc więcej wysiłku w swoje udawanie, a Hermiona musiała przyznać, że był przekonywujący. Gdyby nie wiedziała lepiej, to przysięgłaby, że ktoś właśnie powoli doprowadza go do orgazmu. Zrobiło jej się gorąco i musiała odpiąć górny guzik szaty i koszuli, żeby nie czuć się tak słabo. Rosier ułożył swoją zabawkę na ławeczce i – obserwując, jak Joel zaczarowuje nisko rosnącą gałąź drzewa, by ta wsuwała się w matkę Cho Chang, powodując, że krew spływała jej po nogach – bezwstydnie wbijał się w nią, głośno jęcząc. Widok przed nią powinien całkowicie zniszczyć jej libido i powoli budujące się zbereźne myśli, ale nie robił tego… Myślała wyłącznie o stojącym obok niej mężczyźnie.

Wiedziała, jakie ma wady. Znała wiele z nich aż za dobrze. Ale – na swoje własne, przeklęte nieszczęście – jako jedna z nielicznych potrafiła dostrzec zalety i to, co widziała, niesamowicie jej się podobało. Teraz jednak nie jego umysł działał na nią w taki sposób. Było to wspomnienie ciała oplatającego jej, długich palców na piersiach i to, co widziała teraz kątem oka – jak jego spodnie z przodu powoli przybierają kształt, jakiego wcześniej nie miały. Tuż nad swoją głową miała widok na jego dłoń, która zaciskała się na zimnym marmurze zbyt mocno, by było to grą. Ciekawe co go tak…

O, rany. Dopiero teraz zauważyła, co wyrabia jej ręka. I co teraz? Serce waliło jej jak oszalałe, fale gorąca zalewały jej ciało, a pomiędzy nogami zaczęło robić się niezmiernie mokro. Mogła cofnąć dłoń, owszem, ale… To by jej nie satysfakcjonowało. Miała wrażenie, że jest kimś zupełnie innym – kimś dzikim, wyzwolonym i niesamowicie głodnym czegoś, co mógł zaspokoić jedynie Severus Snape. Drżąc – zarówno z podniecenia, jak i niepewności – przesunęła rękę nieco w prawo i zacisnęła lekko dłoń na czymś co było gorące, długie i wyjątkowo twarde. Tym razem była pewna, że warknięcie, które wydał, było całkowicie nieudawane. Zastanawiała się, czy jest sens obserwować tych dwóch – rozmawiać skończyli już jakiś czas temu, a teraz jedynie sobie folgowali. Ale też nie wybaczyłaby sobie, gdyby opuściła choć jedno słowo – życie jej przyjaciół było znacznie ważniejsze od jej dzikiej chęci rozpięcia spodni Mistrza Eliksirów i całkowicie mokrej już bielizny. Mogła jednak wykorzystać tę sytuację w zupełnie inny sposób. Masowała go dłonią, starając się sprawiać wrażenie, że wie co robi i – głowę mając wciąż skierowaną w prawo – przysunęła się bliżej, by policzkiem ocierać się o to, co przed chwilą było poznawane jej palcami.

.

Severus ledwo się powstrzymywał. Wrażenie było niesamowite. Ocierała się o niego w wyraźny sposób dając do zrozumienia, że gdyby nie Rosier i Joel, to teraz nie jej policzek zajmowałby się jego penisem, ale usta. Musiał sobie przypominać po co tu są, bo instynkt kazał mu wsunąć dłoń w jej włosy, drugą rozpiąć rozporek i pozwolić jej ssać do woli. Już wyobrażał sobie to ciepło, tę wilgoć… Odruchowo poruszył biodrami i zdziwił się, słysząc cichutki jęk wydobywający się z jej ust. Wiedział, że to było złe. Merlinie, to było tak złe, że nie tylko napawało go obrzydzeniem, ale pieściło mroczną stronę duszy – tą, którą starał się zakopać głęboko, głęboko w podświadomości.

Robił wiele złych rzeczy, jako Śmierciożerca – nagminnie łamał prawo każdego Ministerstwa (zarówno magicznego jak i nie) na świecie, ale jego podniecało coś zupełnie innego. Uwielbiał łamać konwenanse, nie prawo. Malutkie, nic nie znaczące w świetle prawa i ustalone jedynie przez społeczeństwo zasady. Nie okazywanie szacunku przełożonym i władzy. Dręczenie psychiczne uczniów. Podawanie eliksirów balansujących na granicy z prawem i testowanie ich na skrzatach domowych. Myślenie o zanurzeniu się w ciele Hermiony Granger, swojej pełnoletniej uczennicy, na każdy możliwy sposób…

Gdy poczuł znajome wibracje uznał, że powinien przestać sobie wyobrażać z taką dokładnością co by jej zrobił i co ona mogłaby zrobić jemu. W jego wieku spuszczanie się w spodnie było żenujące i nie mógł do tego dopuścić. Co nie zmieniało faktu, że było mu przyjemnie. W sumie, jakby się tak zastanowić, to nie musiała tego robić. Co oznaczało, że chciała. A to była dla niego nowość, z którą nie wiedział, jak sobie poradzić.

Miał doświadczenie z kobietami, które były zmuszone do seksu. Miał doświadczenie z płatnymi dziwkami i to takimi, które krzywiły się z obrzydzenia, gdy myślały, że tego nie widzi. Nie miał doświadczenia z młodymi, inteligentnymi uczennicami, które policzkiem ocierały się o jego krocze, a dłońmi masowały pośladki. Stąd nie wiedział, czy – gdy już będą poza zasięgiem oczu, uszu i zaklęć Śmierciożerców – nawrzeszczeć na nią, chłodno podziękować czy też rzucić ją na łóżko i pokazać czym grozi drażnienie lwa. Węża, znaczy się – i to zarówno w sensie dosłownym, jak i przenośnym.

Nagle uderzyła go pewna myśl i ledwo powstrzymał się od skrzywienia. No, tak. Sprawa była oczywista. Ona mu pomagała. Pomagała mu grać. Zawsze twierdził, że w byciu szpiegiem umiejętność wplatania rzeczywistych uczuć w kłamstwa jest wyjątkowo przydatna. Bardzo często, gdy chciał odegrać smutek i poczucie krzywdy, przypominał sobie swoją matkę i jej słowa pełne jadu. By udawać rozbawienie w chwilach, gdy go mdliło, przywoływał obraz Minerwy jedzącej mysz, gdy nie do końca wróciła do bycia człowiekiem. Teraz, gdy odgrywał przyjemność, autentycznie wyobrażał sobie, co by było gdyby to nie była tylko gra. A ona mu w tym pomagała. Również jej życie zależało od jego umiejętności aktorskich i wiedziała o tym. Tymczasem on, głupi, pochlebiał sobie. Niedoczekanie jego, że ktoś taki (albo ktokolwiek) się nim zainteresuje. Severus nie potrafił zrozumieć jednej rzeczy – że istniała pewna grupa ludzi, którzy byli szczerzy w swoich działaniach i w ich postępowaniu nie należało doszukiwać się drugiego dna. Dla osoby tak uwikłanej w grę szpiegowską, gdzie wszędzie trzeba szukać podstępów i ukrytych motywów, Hermiona Granger również wydawała się osobą wyrachowaną. A nie była.

.

W chwili gdy on wyrzucał sobie głupotę, jednocześnie odstawiając jednoosobowe przedstawienie pod tytułem „Orgazm na sto dwa sposoby", ona musiała kurczowo zaciskać nogi, bo ból w jej wrażliwym miejscu zaczynał być nieznośny. Gorąco zalewało ją falami, dłonie poznawały twarde wypukłości pośladków i nóg Mistrza Eliksirów, a w głowie starała się przekonać samą siebie, że jeśli rozepnie mu spodnie, to będzie to Bardzo Zły Ruch. Jednak jej wyobraźnia już podsyłała jej odpowiednie obrazy. Wystarczyło przesunąć dłoń, odpiąć trzy guziki i przyjrzeć się temu, co tak bardzo chciała poznać. Była pewna, że jest przyjemnie zbudowany. Taki… w sam raz. Gładka skóra, a pod nią mięsień ze stali. Chciała go posmakować. Był słony czy słodki? Na samą myśl o tym oblizała usta. Gdy Joel i Rosier rozeszli się na chwilę – jeden ruszył w kierunku krzaków w wiadomym celu, podniosła głowę i spojrzała prosto w czarne oczy swojego nauczyciela.

.

Severus ledwo powstrzymał się przed ostrym wciągnięciem powietrza i z trudem utrzymał maskę obrzydzenia pomieszanego z przyjemnością. Jej spojrzenie było pełne pożądania. Półprzymknięte oczy, wyraźnie zasnute mgłą, wilgotne, lekko rozchylone wargi, rumieńce na twarzy… Wyglądała tak, jakby dopiero co przeżyła uniesienie swojego życia i szykowała się do następnego. Do tego… O, Merlinie. Oblizała te cholernie zmysłowe usta (dlaczego wcześniej tego nie zauważył?) i musnęła nimi miejsce, w którym znajdowała się główka jego przyrodzenia. Na sam ten widok poczuł wyraźną chęć dojścia tu i teraz. To jednak nie był koniec. Podobnymi, lekkimi pocałunkami, obdarzyła całą jego długość, po czym delikatnie nadgryzła. To było zbyt wiele dla nich obojga. Szybko puścił balustradę i wsunął dłoń w jej włosy, mocno zaciskając palce w pięść. Nie wiedział, czy robi to po to, żeby ją odsunąć, czy żeby przysunąć bliżej, ale ona sama podjęła decyzję. Szybko rozpięła mu spodnie i przywarła gorącymi ustami do nagiej skóry. Warknął coś bliżej niezrozumiałego i przysunął jej głowę do siebie.

.

Hermiona uznała, że jest coś dziwnie podniecającego w sposobie, w jaki trzymał ją za włosy. Nie mogła uwierzyć w to, co robi, ale nie chciała przestać. Rosier i Joel poszli w zapomnienie. Sięgnęła dłonią do spodni Mistrza Eliksirów, by wysunąć jego gorącego i twardego członka i dosłownie zamruczała z radości, gdy mogła otrzeć się o niego policzkiem bez bariery, jaką były spodnie. Uścisk na jej włosach nieznacznie się zwiększył, ale wiedziała, że w tej chwili jego przyjemność nie była udawana. Trzymając go w dłoni polizała od nasady, aż po czubek i jęknęła czując jego smak. Słony, tak cholernie przyjemnie słony! Bez większego namysłu wsunęła go do swoich ust – tyle, ile mogła zmieścić.

.

Severus aż się zachwiał z wrażenia. Nigdy nie próbował seksu oralnego. Płatne dziwki, zabawki Lucjusza i zmuszane do seksu kobiety, nie były na tyle wiarygodne, by powierzać im swoje przyrodzenie. Wystarczyło, że mocno zacisnęłyby szczęki i byłoby po sprawie. Jednak Granger ufał. Nie miał bladego pojęcia, dlaczego aż tak daleko posuwa się do tego, by porządnie odegrał swoją rolę, ale było mu wszystko jedno. Było mu zbyt dobrze, by myślał. Czuł, że nie ma w tym wprawy, ale starała się. Cholera, jak bardzo się starała!

.

Ssała, lizała, całowała i przygryzała na przemian i w dodatku robiła to z dziką ochotą, całkowitym wyzwoleniem. Nigdy nie czuła się taka… Nawet nie umiała powiedzieć jaka, ale bardzo, ale to bardzo chciała mu powiedzieć, że była bardzo niegrzeczną dziewczynką i może z nią zrobić, co tylko zechce. Zupełnie jakby wyczuł chęć poddania, zacisnął mocniej dłoń w jej włosach i zaczął kontrolować ruch głowy. Był jednocześnie brutalny i delikatny. Ron robił to niezgrabnie i zawsze powodował, że się dławiła. Tu zdarzyło się tylko raz – najwidoczniej musiał wyczuć jak daleko może się posunąć. Merlinie, miał taką delikatną skórę…

Wsunęła rękę w jego spodnie i zaczęła lekko drapać pośladki, co spotkało się z pełnym zadowolenia pomrukiem. Wypuściła go ze swoich ust, ale szybko zastąpiła je dłonią. Było jeszcze jedno miejsce, którego chciała spróbować. Ron próbował wielokrotnie przekonać ją do tego, by pieściła jego jądra, ale nie chciała tego robić. Wyglądały głupio – długie, ciemno brązowe i pełne rudych, krótkich i ostrych włosków. Snape miał je w znacznie… normalniejszej wielkości, a ciemne włoski były na tyle długie i miękkie, że nie kłuły jej w brodę.

Polizała je i gdy zrozumiała, że zdecydowanie to mu się podoba, jedną ręką wciąż ruszając w górę i dół po jego penisie, wzięła jedno z jąder do ust. Jęk, jaki wydobył się z jego gardła spowodował, że omal nie doszła na miejscu. Delikatnie ruszała je językiem, pamiętając o wrażliwości tej części ciała, i rozkoszowała się mocnym, piżmowym zapachem. Gdy wyczuła, jak robią się coraz twardsze, a Snape powoli zaczyna szybciej oddychać, wypuściła je, by ponownie zająć się delikatną skórą pokrywającą członka. Kilka kropel pojawiło się na czubku i z radością je zlizała, czując słonawy smak. Tym razem nie czekał, aż ona sama wpuści go do gorącego wnętrza. Zacisnął dłoń w jej włosach i praktycznie wbił się w jej usta, mrucząc pod nosem inwektywy, które nie były skierowane do żadnej konkretnej osoby. Oddychał szybko i gdy na chwilę podniosła wzrok poczuła, jak jej soki praktycznie się z niej wylewają, bo spojrzała prosto w jego oczy. Patrzył tak intensywnie…

.

Severus z kolei nie mógł uwierzyć w to, co widzi i w pełni rozkoszował się widokiem, który był cholernie podniecający. Musi dojść. Musi to zrobić teraz. I koniecznie chce dać jej posmakować siebie w pełni. Usztywnił jej głowę i zaczął szybko ruszać biodrami, jednocześnie wpatrując się z fascynacją, jak jego członek wsuwa się w usta, które tak często miał ochotę zamknąć. Patrzyła mu w oczy i to, co w nich widział, budziło ukrytą w nim bestię. Niewiele było piękniejszych i bardziej zatrzymujących dech w piersiach widoków od Hermiony Granger z jego penisem w ustach, której wzrok wręcz krzyczał, by zerżnął ją tu, teraz, zaraz. Sama myśl o tym spowodowała, że przez chwilę zrobiło mu się czarno przed oczami, a z jego gardła wydobyło się długie, warczące: „Cholera…".

.

Wiedziała, że zaraz dojdzie. Jego twarz stężała, mięśnie całego ciała napięły się znacznie i nawet nie przeszło jej przez myśl, by teraz się cofnąć. O ile dotychczas jego smak był słony, to gdy wytrysnął w jej usta, poczuła coś gorzkiego i wyjątkowo intensywnego. Nie była to najsmaczniejsza z rzeczy, ale sam fakt, że połykała właśnie nasienie swojego Mistrza Eliksirów był tak podniecający, że zniwelował wszelkie nieprzyjemne doznania. Wylizała go do czysta i odczekała chwilę, aż zapnie spodnie. Dopiero w tej chwili przypomniała sobie, że na dobrych kilkanaście minut straciła z oczu Rosiera i Joela. Nie była to najbardziej przemyślana z decyzji. Na szczęście obaj nie rozmawiali ze sobą. Zajmowali dwie oddzielne, dość oddalone od siebie ławki. Miała wielką nadzieję, że nie straciła niczego konkretnego. Problem był jedynie w tym, że znowu zmienili swoją miejscówkę. Co oznaczało, że będzie musiała zmienić pozycję.