Promienie porannego słońca wkradały się przez zasłony do pokoju czerwonowłosego, pogrążonego w śnie nastolatka. Kiedy pierwszy ciepły promyk padł na jego twarz, chłopak zamruczał niezadowolony i mocniej zacisnął powieki. Jednak to nie spowodowało, że stało się ciemniej. A leży mu się tak wygodnie, że nie chce obracać się na brzuch, by wtulić w poduszkę. Nie obchodzi go to, że jeśli zaraz nie wstanie, spóźni się do szkoły… Ma nawet gdzieś, że w salonie śpi błękitnowłosy… Albo i nie śpi, tylko czeka na śniadanie. I Kagami zignorowałby wszystko, nawet walące się dookoła budynki… Ale świecącego mu po oczach słońca nie zignoruje. To cholerstwo jest gorsze, niż upierdliwa matka potrząsająca tobą i próbująca wyrzucić się z łóżka wraz poduszką, kołdrą… i materacem. Taiga przewrócił się na plecy i przeciągnął, ziewając szeroko. Uchylił pomału powieki i utkwił wzrok w białym suficie. Wszystko go bolało… Wczorajszy mecz z Kise naprawdę go wykończył. Nawet w Ameryce po najgorszych rozgrywkach nie czuł aż takiego bólu mięśni.
- Do duszy z takim czymś… Jak mam tak cierpieć po każdym meczu z pozostałymi członkami Kiseki, to prędzej umrę przez nadwyrężony nadgarstek. – westchnął i potarł oczy. Oczywiście Kagami wiedział, że nie da się umrzeć z powodu takiej błahostki… Ale znając możliwości czerwonowłosego, to go tam licho wie, na co umrze. Przy jego szczęściu może nawet się udusić wtulając w poduszkę.
- Wątpię, by nadwyrężony nadgarstek był czymś śmiertelnym. – cichy głos po lewej stronie Taigi był jak kubeł lodowatej wody. Nastolatek szybko poderwał się do siadu i spojrzał w jasne oczy stojącego obok łóżka Tetsuyi. Widmowy chłopak owinięty był kocem, a w dłoniach trzymał kubek z parującą herbatą. Czerwonowłosy spojrzał na nią z uniesionymi brwiami.
- Nie chciałem cię budzić, więc sam się obsłużyłem. – wyjaśnił spokojnie błękitnooki. – Chyba nie masz nic przeciwko? – zapytał po chwili i spoglądał z wahaniem to na Taigę, to na kubek, jakby zastanawiając się, czy oddać go wyższemu nastolatkowi. Kagami zaprzeczył szybko i machnął ręką.
- Czuj się, jak u siebie w domu. – mruknął i zerwał z siebie kołdrę. Zsunął się z posłania i wyjął z dłoni Kuroko gorący napój. Wziął łyka i skrzywił się. – Ugh… Jakie to cholernie słodkie. – stwierdził i oddał chłopakowi kubek. Potem bez słowa wyminął go i wyciągnąwszy z szafy ubrania, poszedł do łazienki.
Kiedy Kagami krzątał się po kuchni, sprzątając po śniadaniu, a Kuroko odrabiał lekcje czerwonowłosego – ktoś zapukał do drzwi… Jeśli głośne walenie i ciągłe naciskanie na dzwonek do drzwi można nazwać pukaniem. Taiga uniósł brew i złorzecząc na niezapowiedzianego przybysza, wyszedł z kuchni i skierował się do drzwi. Spojrzał jeszcze przez ramię na siedzącego na kanapie Kuroko i poprosił go cicho, by ten odłożył długopis i na moment zaprzestał robienia zadania. Błękitnowłosy pokiwał głową ze zrozumieniem i podniósł się z kanapy. W tym samym czasie wyższy nastolatek otworzył drzwi. Jego oczy rozszerzyły się w szoku, kiedy po drugiej stronie stał szeroko uśmiechnięty blondyn.
- Kise?! – zapytał niedowierzając, czy aby na pewno dobrze widzi. Chłopak uśmiechnął się jeszcze szerzej, o ile było to możliwe i uniósł rękę w geście powitania.
- zapytał niedowierzając, czy aby na pewno dobrze widzi. Chłopak uśmiechnął się jeszcze szerzej, o ile było to możliwe i uniósł rękę w geście powitania.
- Yo, Kagamicchi. Tak sobie pomyślałem, że jak mamy dziś wolne, to wpadnę do ciebie na poranne pogaduszki. – Taiga potrząsnął głową i uniósł brwi. Poranne pogaduszki? A on co? Baba, co musi o każdej porze dnia i nocy plotkować o wszystkim i o niczym? I w ogóle skąd blondyn zna jego adres…? Czerwonowłosego chyba najbardziej zaskoczył fakt, że dziś mają wolne… Odwrócił głowę i spojrzał na stojącego nieopodal Tetsuyę. Chciał się go spytać, czy on też wiedział o rzekomym wolnym.
- Ku… - urwał, gryząc się w porę w język. Boże, co z niego za idiota… Przecież nie może się ot tak spytać widmowego chłopaka w obecności Ryouty. On go nie widzi… nawet nie wie, że tuż obok niego stoi duch jego zmarłego przyjaciela. Westchnął i spojrzał na zdezorientowanego blondyna.
- Czo „ku", Kagamicchi? – spytał z lekkim powątpiewaniem. To było dziwne… Czerwonowłosy nagle spojrzał w głąb salonu. Wyglądało to, jakby nie był sam, tylko z kimś, do kogo chciał się przed chwilą zwrócić z zapytaniem. Taiga podrapał się w tył karku i skrzywił nieznacznie.
- Kurwa… Nie potrzebnie tak wcześnie wstawałem. – westchnął, na co Ryouta zaśmiał się i bez żadnego zaproszenia wszedł do mieszkania nastolatka. Rozejrzał się i zagwizdał z podziwu.
- No, no… Ładnie, schludnie i czysto. – stwierdził i od razu skierował się do rozrzuconych na stole książek. – I widzę, że się lekcje robiło… - dodał i zmarszczył brwi. Po chwili jego złote oczy rozszerzyły się w szoku. Chłopak jednak szybko opanował się i potrząsnął głową. Kagami podszedł do niego i szturchnął w ramię z pytającym wyrazem twarzy. Kise zaśmiał się nerwowo i wyjaśnił pospiesznie, że czerwonowłosy ma bardzo podobny charakter pisma do Tetsuyi. W tym samym czasie Kuroko zakradł się i stanął tuż za plecami nic nieświadomego modela. Taiga również nie zauważył, kiedy błękitnowłosy podszedł do nich. Dopiero pojawiające się i znikające w torsie blondyna dłonie zwróciły uwagę Japończyka na obecność widmowego kolegi. Wywrócił oczami i przygryzł wewnętrzną stronę policzków, by nie roześmiać się. Z cichym westchnieniem opadł na kanapę. Ryouta również usiadł nadal rozglądając się po salonie. Nagle spojrzał poważnie na siedzącego naprzeciw Japończyka i wreszcie wyjaśnił, po co tu przyszedł. By opowiedzieć co nieco o Kurokocchim, a potem pogadać na temat wczorajszego meczu. Nie czekając na reakcję Taigi, rozpoczął swoją opowieść. W tym samym czasie błękitnowłosy znów stanął przed modelem i zaczął dźgać go swoimi niewidzialnymi dłońmi… Tylko, że tym razem skoncentrował się na czole. Dłoń znikała w czaszce blondyna, by po chwili pojawić się z drugiej strony, albo zostać gwałtownie wyjętą.
- A teraz wydłubię ci oczy. - powiedział spokojnie i wysunął dłoń ku twarzy Ryouty. Czerwonowłosy posłał struchlałe spojrzenie w kierunku przysuwającej się dłoni. On tak na serio? Przecież to nawet nie możliwe… Choć jeśli chłopak potrafi normalnie trzymać przedmioty martwe, to z okiem chyba by nie miał problemu. Ale oko nie rzecz martwa… Jednak cholera wie, jakie zdolności posiada błękitnowłosy. Taiga nie zdziwiłby się, gdyby Kuroko okazał się postacią z anime, której ciało może przenikać przez wszystkie ciała, a dotknął może tylko to, co zechce dotknąć… Więc jeśli zechce wyjąć gałki oczne Kise, bez problemu mógłby to zrobić. I właśnie w tym momencie to stało się dziwnie zabawne. Taki Ryouta bez oczu i Tetsuya stojący na środku salonu i żonglujący nimi. Kagami nadął policzki i zaczął się szczypać w udo, by powstrzymać się od chęci wybuchnięcia głośnym śmiechem. Parsknął cicho, kiedy palec niebieskowłosego zniknął w ciele modela nie wyrządzając przy tym żadnych szkód. Był tak skoncentrowany na wygłupach widma, że nie zauważył zdezorientowanego spojrzenia blondyna posyłanego w jego stronę.
- Kagamicchi… Ja wiem, że ta historia jest smutna, ale nie musisz płakać. – czerwonooki dopiero teraz zdał sobie sprawę, że od powstrzymywania śmiechu zrobił się cały czerwony, a w oczach nagromadziły mu się łzy. Pokiwał głową i otarł oczy wierzchem dłoni.
- Wybacz… Tak jakoś wyszło. – mruknął i posłał groźne spojrzenie w kierunku Tetsuyi. Ten tylko uśmiechnął się niewinnie i naciągnął sobie koszulkę na głowę, przy okazji odsłaniając płaski, blady brzuch… Kagami przełknął nerwowo ślinę i odwrócił wzrok od udającego ducha chłopaka… Duch udający ducha, tego to Taiga jeszcze nawet na filmach nie widział. Znów spojrzał na ciągnącego swoją historię Kise. Ignorował buczącego i kręcącego się po salonie błękitnookiego… A raczej usilnie próbował go zignorować.
Opowieść Ryouty, zdawało się, że była bez końca. Model opowiadał więcej o sobie i swoim męczącym życiu w gimnazjum, niż relacjach łączących go z latającym po pokoju, udającym ducha Tetsuyą. Przez wygłupy błękitnowłosego, Taiga nawet nie mógł się skupić na tym, by co jakiś czas ze zrozumieniem kiwać głową na jakiś fragment z życiorysu modela. Wpatrywał się ni to z zainteresowaniem, ni to ze znużeniem w biegającego po salonie widmowego chłopaka, któremu ta bezsensowna zabawa, jak widać, wcale się nie nudziła. Po kilku minutach czerwonowłosy skrzywił się nieznacznie. Od ciągłego wpatrywania się w Kuroko zaczynało kręcić mu się w głowie. Odwrócił wzrok na zagadanego blondyna, który nawet nie zauważył, że Kagami przestał go słuchać. Mówił coś o ostatnim meczu na drugim roku… i mówiłby dalej, gdyby nie potężny huk, który rozległ się w pokoju. Obaj chłopacy podskoczyli przerażeni, jednak Taiga od razu wiedział gdzie ma spojrzeć. Przekrzywił głowę i uniósł brew, kiedy jego oczom ujrzał się siedzący na podłodze, wpatrujący się tępo w ścianę, w którą uderzył, błękitnowłosy. Ryouta zaś nie mógł stwierdzić, kto był źródłem tego hałasu. Rozglądał się nerwowo po salonie, próbując jakby dopatrzeć się jakiś zmian.
- Co to było? – zapytał niepewnie. Kagami zamyślił się przez chwilę, próbując wymyśleć jakąś sensowną wymówkę… Jednak jedyną rzeczą, jaka przyszła mu do głowy był…
- Kot! – odparł szybko i pokiwał głową. Kise jednak nie wyglądał na przekonanego. Spojrzał pytająco na czerwonookiego i przygryzł wargę w wahaniu.
- Kot? – powtórzył po chłopaku, który z jeszcze większym entuzjazmem zaczął trząść głową.
- Tak! To kot sąsiadów… On jest dziwny… Często tu przychodzi… - na to wytłumaczenie Kise aż wytrzeszczył oczy ze zdziwienia. Rozdziawił szeroko usta i nie wiedział co powiedzieć. – No i jak przychodzi… to mi kradnie ser z lodówki! – na te słowa Tetsuya podniósł się z podłogi i ruszył do kuchni, skąd dobiegł dźwięk otwieranych drzwiczek. Przesuwały się pudełka, stukały butelki, po podłodze potoczył się pomidor… a potem trzask i zapadła cisza. Blondyn wpatrywał się w skupieniu w wejście do kuchni… Kiedy nagle jego oczom ukazał się lewitujący ser. Chłopak krzyknął przerażony i zerwał z kanapy wskazując na ser.
- Kagamicchi, czy to aby na pewno kot ci kradnie ten ser?! – krzyknął i odskoczył gwałtownie, kiedy ser podleciał do niego. Kise wyglądał, jakby miał zaraz zejść na zawał. Był cały blady, ciężko oddychał i dygotał. A Kagami, zamiast pomóc mu, siedział na kanapie i powstrzymywał się od wybuchnięcia śmiechem.
- Tak! To kot! Tylko, że wiesz… on ma pelerynę niewidkę! Pod którą chowa bazookę. – powiedział zdławionym głosem, na co blondyn wydał z siebie wysoki pisk. Ser był coraz bliżej, a jedyną drogą ucieczki – drzwi prowadzące na zewnątrz.
- Dobra, Kagamicchi… Nie chcę nawet wiedzieć, jak walczysz z tym kotem! Ja już lecę, trzymaj się! – powiedziawszy to, ruszył biegiem do drzwi. Otworzył je szeroko i wyskoczył na dwór. Był tak przerażony, że nawet zapomniał je zamknąć. Czerwonowłosy westchnął i podniósł się z kanapy kiwając głową. Kiedy zamknął drzwi, odwrócił się i spojrzał rozbawiony na żonglującego serem Tetsuyę. Ten zaprzestał wykonywanej czynności i z delikatnym uśmiechem odwzajemnił spojrzenie Kagamiego.
- Misja: pozbyć się Kise-kuna została zakończona sukcesem. – odezwał się i rzucił serem w Taigę. Ten go złapał i zaśmiał się.
- Taa… Ale następnym razem nie rób aż takiego zamieszania. – stwierdził i ruszył do kuchni, by odłożyć produkt do lodówki. Kuroko pokiwał ze zrozumieniem głową.
- Dobrze. Następnym razem będę jedzącą dusze modelów marchewką. – powiedział cicho i usiadł przed stolikiem, by kontynuować odrabianie lekcji.
