Wraz z nadejściem maja, doszło mi kilka nowych problemów.
Scott nagle zaczął być wszędzie tam, gdzie byłem ja. I nie zwróciłbym na to większej uwagi, gdyby nie fakt, że McCall zachowywał się, jakby doskonale wiedział, co zaszło między mną a Aidenem. Kiedy następnego dnia po naszej kłótni poszedłem na zajęcia i Scott zobaczył mój wciąż zaczerwieniony policzek, wyglądał, jakby miał się za moment posikać ze szczęścia. Co ciekawe, TEN cios w policzek był mocniejszy niż Aidena, a mój chłopak miał całkiem ciężką rękę.
Oprócz tego miałem jeszcze mniej czasu dla znajomych i to nie tylko przez bliźniaka, chociaż, owszem, nalegał on na to, byśmy widywali się częściej. Doszło nawet do tego, że prawie zamieszkał w moim pokoju. Nie odstępował mnie wręcz na krok.
Mieliśmy jednak nowe większe zadanie na praktykę i zostały mi tylko trzy dni, żeby znaleźć sobie modela i niecałe półtorej tygodnia, by coś namalować/wyrzeźbić/zrobić cokolwiek.
Problem w tym, że znalezienie kogokolwiek nie było takie proste. Scotta nie mogłem poprosić, z oczywistych przyczyn. Dziewczyny odpadały, ponieważ tematyka była wyłącznie męska. Jacksona... ew. Nigdy. Ethan był Danny'ego, a że byli z Aidenem identyczni, ten także się nie nadawał (tak, Mahealani również musiał robić to zadanie, chociaż nie studiował tego co my; najwyraźniej było mu to potrzebne do zaliczenia kursu). Boydem zajmowała się Erica, Isaac wyjechał z Allison na jej zawody, a reszta była kumplami z mojego roku, których użyć wręcz nie chciałem.
Poszedłem więc do jedynej osoby, która mogłaby mi pomóc znaleźć jakiegoś wystarczająco szalonego kolesia, który zgodziłby się na akt.
- Lydia, co ja mam zrobić? Zbliża się koniec terminu, a ja nie mam nawet modela! Jestem w czarnej dupie!
Jęknąłem, rzucając się na kanapę. Już dawno ją sobie przywłaszczyłem, Martin nawet z tym nie dyskutowała. Nie dlatego, że przegrałaby kłótnię, a dlatego, że zajmowałem ją całą dla siebie tylko w najgorszych chwilach mojego życia. Takich ja ta, na przykład.
Dziewczyna uniosła wysoko idealnie zrobioną brew i wiedziałem, że myśli nad odpowiednią osobą.
- O czym rozmawiacie?
Usłyszałem nagle Jacksona, ale jakoś nieszczególnie miałem ochotę na rozmowę z nim. Ignorowanie go przychodziło mi jeszcze łatwiej dzięki temu, że Lydia ostatnio bardzo się na niego wściekła i aktualnie przeżywali swoje ciche dni. Ciche dni, które czasami potrafiły przerodzić się w ciche tygodnie, a nawet miesiące. Słodka, kochająca się para.
- Co z Aidenem?
- Odpada. Danny wziął Ethana, więc muszę załatwić kogoś, kto nie wygląda kropka w kropkę jak on.
- Kogo szukacie?
Spytał Whittemore.
Zmarszczyłem brwi, próbując wysilić swój zmęczony mózg. Poddałem się po kilku sekundach.
- A Ennis? Może on zgodziłby się zostać twoim modelem.
Zaproponowała Lydia. Pokręciłem przecząco głową.
- Nie, jego już pytałem. Najwyraźniej koleś nie przed każdym lubi się rozbierać.
Martin wydała z siebie krótki dźwięk.
- Ja mogę zostać twoim modelem!
Blondyn musiał być naprawdę zdesperowany, skoro to zaproponował. Czyżby milczenie Lyds stało się dla niego męczarnią?
- Przyniosłem obiad.
Oznajmił Derek, który nagle pojawił się w salonie. Uśmiechnąłem się do niego na przywitanie, czym zasłużyłem sobie na widok tych jego przepięknych króliczych ząbków, które były po prostu urocze. I seksowne. Tak bardzo, bardzo seksowne.
Chwilę później przypomniałem sobie, co wydarzyło się kilka dni temu i mój uśmiech zbladł.
- A może Derek?
- A może ja? Naprawdę, mógłbym być twoim modelem, Stilinski.
Niewypowiedziane "BŁAGAM" Jacksona było baardzo, baardzo oczywiste. Musiałem powstrzymać się przed parsknięciem. W oczach Martin również widziałem rozbawienie.
- Hm, w sumie to całkiem niezły pomysł, Lydia, dzięki. Hej, Derek!
Whittemore nie wytrzymał i podszedł do Lydii, klękając przed nią jak przed samą Kleopatrą. Postanowiłem dłużej nie patrzyć na to, jak chłopak płaszczy się przed swoją dziewczyną i ruszyłem do kuchni chwilę po tym, jak Hale spytał, o co chodzi. Oparłem się tyłkiem o blat, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Nie chciałbyś może zostać modelem?
Spytałem, nie kontrolując filtra pomiędzy mózgiem a językiem. Derek zerknął na mnie nieco zdezorientowany, a ja zarumieniłem się pod jego spojrzeniem.
- Um. Mam to zadanie... na praktykę i muszę znaleźć sobie modela, który pozwoliłby mi się namalować albo wyrzeźbić i... Znalezienie kogoś, kto by się zgodził, jest znacznie trudniejsze, niż przypuszczałem.
Ostatnie zdanie mruknąłem pod nosem jak niezadowolone, pięcioletnie dziecko. Derek uśmiechnął się i pokręcił głową, jakbym rzeczywiście takim pięcioletnim dzieciakiem był.
- Pewnie, nie ma problemu.
Kiedy się zgodził... Prawie rzuciłem mu się na szyję.
- Co? Naprawdę?!
- Jasne. Na czym to dokładnie będzie polegać?
I tu właśnie pojawiał się problem.
Poza tym, czy proszenie o pomoc Dereka Hale'a, ze wszystkich ludzi na świecie, nie jest przypadkiem igraniem z ogniem?
- Eee... Więc będziesz pozował, a ja postaram się coś z tym zrobić. No i... Tojestakt.
- Nie zrozumiałem, Stiles.
Ton głosu chłopaka był bardziej niż rozbawiony.
- Będziesz musiał pozować nago.
Przez chwilę bałem się, że usłyszę odmowę. Hale wyglądał też na nieco zdziwionego, ale w końcu wzruszył ramionami i obdarował mnie kolejnym ze swoich pięknych uśmiechów.
- Spoko. Pozowanie nie może być wcale takie trudne, no nie?
- Dobra, pozowanie jest jednak trudne.
Parsknąłem śmiechem, próbując ustawić Dereka w pozycji, w której stał przez ostatnią godzinę. Zrobiliśmy sobie małą przerwę, ponieważ ja w ogóle nie miałem weny, a Dereka powoli zaczynało wszystko boleć. Fakt, że trenował koszykówkę i grywał sporadycznie w lacrosse'a wcale niczego nie ułatwiał.
- Zawsze śmiałem się, kiedy Cora oglądała te wszystkie pokazy mody, ale teraz chyba zacznę ich wszystkich podziwiać.
- Nie może być aż tak źle, nie marudź.
- Łatwo ci mówić - mruknął - bo to nie ty stoisz w jednej pozycji nie wiadomo jak długo. Jednak to prawda, że artyści nie doceniają nic poza swoim nosem.
Wybuchnąłem śmiechem, słysząc pretensjonalny ton głosu chłopaka.
- Jesteś niemożliwy.
Powiedziałem, może odrobinę zbyt miękko i ochryple.
Mogłem patrzeć na Dereka Hale'a. Cholera, mogłem go DOTYKAĆ. Skłamałbym, gdybym powiedział, że trzymanie wzroku z dala od jego ciała nie było w ogóle wysiłkiem. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie zerkałem zza sztalugi, kiedy Hale pozbywał się ubrań.
Zaczął od koszulki. Stał odwrócony do mnie tyłem, więc kiedy zobaczyłem jego plecy i CHOLERNY TATUAŻ, prawie połknąłem język. W dodatku tułów Dereka przypominał wielkie, umięśnione, idealne V. Ale to było niczym w porównaniu do jego TYŁKA, matkoboskaprzenajświętsza. Skąd ten człowiek się w ogóle wziął?! To nie jest możliwe. Jak można tak wyglądać? Jak on w ogóle może ISTNIEĆ? W momencie, w którym zdjął bokserki, chyba na moment zemdlałem.
A teraz stałem przed nim i dotykałem jego skóry, jego dłoni, bioder, nóg, głowy i nie mogłem powstrzymać się przed tymi wszystkimi myślami. I najgorsze było to, że wcale nie myślałem o tym, co bym zrobił, gdyby to ciało, ten DEREK, należało do mnie (no dobra, wykrywacz kłamstw w tym momencie by oszalał, bo MYŚLAŁEM nad tym, co bym mu zrobił, gdybym miał okazję i to bardzo intensywnie), ale o tym, jak bardzo chciałbym móc go wycałować. Przytulić. Po prostu dotykać, podziwiać jego piękny uśmiech i...
I tak, musiałem się opanować.
- Te szkice na ścianie w naszym salonie - to twoje?
Uniosłem wzrok znad ramienia chłopaka, które próbowałem ułożyć w dokładnie ten sam sposób, jak wcześniej. Zrezygnowałem z tego, wzdychając cicho.
- Tak. Dałem je Lyds i Jacksonowi jako prezent na zakończenie liceum. Jeszcze wtedy myśleliśmy przez chwilę, że Lydia pójdzie do MIT, a Jackson wyjedzie do Londynu, ale w końcu podjęli decyzję o zostaniu.
Klepnąłem go w ramię, sygnalizując, że powinien zejść z podestu. Kiedy to zrobił, odsunąłem podwyższenie na bok i rozejrzałem się za czymś innym. Łóżko byłoby zbyt banalne. Sofa także. Potrzebowałem czegoś... czegoś świeżego. Czegoś nowatorskiego.
- Są... niesamowite, Stiles. Masz naprawdę wielki talent.
Spojrzałem na niego, spodziewając się zobaczyć lekkie znudzenie, coś, co wskazywałoby na to, że jest po prostu miły. Zamiast tego ujrzałem szczere zainteresowanie.
- Dziękuję, ale.. To w sumie nic takiego, po prostu... zwykłe szkice.
- Nie, Stiles, one są niezwykłe. Nie myślałeś kiedyś nad wystawą?
Wzruszyłem ramionami.
- Kilka razy się nad tym zastanawiałem, ale chyba nie mam aż tak wielkiego talentu, żeby pokazywać ludziom moje prace.
Derek pokręcił szybko głową.
- Ten obraz w waszym nowym mieszkaniu. Ten, który Cora powiesiła nad telewizorem? Stiles, on jest przepiękny. Nawet Laura nie mogła przestać się na niego gapić, a ją naprawdę bardzo trudno zadowolić, jeśli chodzi o sztukę.
Schowałem głowę w ramionach, zawstydzony tymi wszystkimi komplementami. Chłopak uśmiechał się do mnie szczerze, a mnie prawie pękło serce.
W końcu wymyśliłem, co zrobimy.
- Superbohaterowie, koleś. Namaluję superbohaterów. Nadal pozostaniesz nagi, ale za każdym razem będziesz trzymał jakiś element charakterystyczny dla danego superbohatera. Tarcza w przypadku Kapitana, łuk Hawkeye'a, młot Thora. Jeśli chodzi o Iron Mana, będę musiał domalować ci elektromagnes, ale wszystko da się załatwić. Zrobię nagich superbohaterów!
Derek zaczął się śmiać, ale zgodził się na wszystko.
Został mi niecały tydzień. Zdążyłem szybko uzbierać potrzebne rekwizyty, co bardzo, ale to bardzo mnie ucieszyło. Wszystko potem szło gładko. Postawiłem na wielkie płótno, na którym planowałem zmieścić sześć postaci. Spiderman, Hulk, Thor, Hawkeye, Kapitan Ameryka, Iron Man.
Aiden nie próbował odrywać mnie od pracy, był bardzo wyrozumiały w tej kwestii. I nawet kiedy Dereka już nie było - dawno wrócił do domu po naszej codziennej sesji pozowania i malowania – ja zostawałem w pracowni dłużej, żeby móc dopracować szczegóły. Oczywiście dopieścić wszystko mogłem dopiero na koniec, ale nie zaszkodziło poprawić kilka rzeczy tu i ówdzie.
Ostatniego dnia zajmowałem się głównie tłem, ale Derek i tak kręcił się po pomieszczeniu, chcąc zobaczyć efekt końcowy.
- Dlaczego sztuka?
Usłyszałem pytanie. Przez chwilę do mnie nie docierało, więc wydałem z siebie pytające „hmm?".
- Dlaczego wybrałeś ten kierunek? Większość ze zdolnościami plastycznymi idzie na coś innego, a malowanie czy szkicowanie pozostawiają dla siebie.
- Moja mama była artystką. Zajmowała się nawet galerią sztuki, którą za jej czasów odwiedzały tłumy. Zawsze potrafiła zmotywować młodych do odnalezienia w sobie talentu, więc większość z jej wystaw zawierała prace amatorów. Teraz naprawdę spora część z tych ludzi jest profesjonalnymi malarzami czy ilustratorami. Jeden nawet maluje komiksy!
Hale uśmiechnął się, zatrzymując za moimi plecami. Oddech uwiązł mi na moment w gardle, ale starałem się nie dać tego po sobie bardzo poznać. Patrzył uważnie na każdy centymetr kwadratowy płótna, a ja robiłem się coraz bardziej nerwowy.
- I…?
Derek pokręcił głową. Zrobiło mi się niedobrze.
- Jest cudowny. Na pewno zaliczysz ten przedmiot.
Odetchnąłem z ulgą i obróciłem głowę w bok, żeby uśmiechnąć się do niego szeroko. Ale twarz Dereka była znacznie bliżej, niż mi się wcześniej wydawało i chłopak prawie pochylał się nad moim ramieniem, więc kiedy spojrzał na mnie, mogłem dostrzec jego oczy i to, jakiego koloru są dzisiaj i…
- Przeszkadzam w czymś?
Podskakując, prawie zrzuciłem pracę ze sztalugi. W ostatnim momencie udało mi się wszystko ustabilizować i kiedy już upewniłem się, że nic się nie stało, odwróciłem się w stronę gościa.
- Aiden. Już prawie… - przełknąłem ciężko – już prawie skończyłem. Jeszcze kilka minut.
Bliźniak tylko kiwnął głową, nie zwracając na mnie w ogóle uwagi. Wpatrywał się w Dereka z trudnym do odczytania wyrazem twarzy. Obawiałem się spojrzeć na któregokolwiek z nich.
- Pójdę już.
Odezwał się w końcu Hale.
- Cieszę się, że mogłem ci pomóc, Stiles. Na pewno wszystko będzie dobrze. Trzymam kciuki.
Ręce za bardzo mi się trzęsły, żebym mógł wznowić pracę. Nie odpowiedziałem. Nie spojrzałem nawet za nim, gdy wychodził. Nie zerknąłem również na mojego chłopaka.
Skończenie pracy zajęło mi więcej niż kilka minut, a Aiden wciąż pozostał milczący. W zasadzie nie odezwał się całą drogę do domu. Nie powiedział nawet słowa, gdy odbieraliśmy nasze jedzenie. Nie skomentował mojego obrazu. Nawet na mnie nie spojrzał.
Dopiero kiedy byliśmy już u mnie, sami w mieszkaniu, a ja chciałem przypomnieć, że pojutrze wracam do Beacon Hills, chłopak pokazał, na co go naprawdę stać. Tym razem nie zostałem spoliczkowany. Tym razem pięść Aidena wylądowała na moim oku. I na szczęce z drugiej strony.
Aiden nie przeprosił.
Ja bałem się odezwać.
