Ten rozdział jest bezpośrednią kontynuacją akcji sprzed tygodnia.

Dedykuję go wszystkim tym, którzy zostawili swoje opinie pod opowiadaniem - dziękuję za nie, naprawdę każda z nich jest na wagę złota. Mam nadzieję, że i ten rozdział również się wam spodoba.

I przy okazji: Szczęśliwego Nowego Roku!


- A cóż to, twój kłamliwy kochanek słabuje? - dobiegł uszu Sygin złośliwy głos, kiedy podawała Lokiemu kielich z winem.

- Sif! - warknęła Azyna.

Rzeczywiście po drugiej stronie bariery stała przyjaciółka Thora we własnej osobie. Miała na sobie pancerz, przy boku broń - jakby wybierała się na bitwę.

- Co za niegrzeczne powitanie - kontynuowała złośliwym tonem Sif. - Ale nie ma co się dziwić, skoro jesteś kochanką potwora. Cóż to się z nim dzieje?!

- Odejdź, Sif - syknęła Sygin, nie odwracając się w jej stronę. - Zostaw nas w spokoju. Nikt cię tu nie zapraszał.

- Zmuś mnie, żebym odeszła! - zaśmiała się wojowniczka.

- Błagam, odejdź! - Sygin nie chciała poświęcać więcej czasu przyjaciółce Thora. Teraz liczył się tylko Loki.

- Odejdę. Na razie - Sif posłała w ich kierunku złośliwy uśmiech.

- Sygin - szepnął słabo Loki, kiedy Sif odeszła. - Chyba się wygłupiłem. Przepraszam, wpadam w jakąś paranoję.

- Loki - Sygin uśmiechnęła się delikatnie - nie ma o czym mówić. Wybrałam naprawdę fatalny sposób na zemstę - pocałowała go w czoło, po matczynemu. - Jak się czujesz?

- Zaskakująco dobrze. To już mija, nie martw się - powiedział. Westchnął i dodał: - Jesteś najcudowniejszą istotą, jaką widziało Dziewięć Królestw - umilkł na moment. - Proszę, jeśli nie chcesz, żebym znów tak zareagował, nigdy się do mnie nie podkradaj.

- Ty zaś mnie nie oszukuj - Sygin rzuciła Lokiemu smutne spojrzenie. - Poczułam się źle ze świadomością, że mnie okłamałeś.

- Nie mogłem zrobić inaczej - bronił się mężczyzna. - Pragnę cię. A twoja bliskość doprowadza mnie do szału. Nie chcę cię skrzywdzić. To dlatego musiałem cię oszukać.

- Jak tylko uporam się z Sif, nic nie będzie stało mi na przeszkodzie, żeby rozwiązać twój problem. Obiecaj, że wytrzymasz te kilka dni - szepnęła Azyna. - Przynieść ci coś do jedzenia, czy zjesz ze mną przy stole? - zapytała troskliwie.

- Och, mówiłem ci, że ze mną już lepiej - westchnął Loki, kiedy Sygin zaproponowała wsparcie go swoim ramieniem. - Możesz mi wierzyć.

- Nie wiem, czy po dzisiejszym twoim numerze powinnam wierzyć temu, co powiesz - mruknęła Azyna.

Loki nie odpowiedział, być może wynikało to z tego, że postanowił zignorować tę uwagę, albo po prostu nie miał na to riposty. A może najzwyczajniej w świecie nie chciał mówić z pełnymi ustami.

Czas do pojedynku z Sif skurczył się do maksymalnie kilku dni, choć Sygin obawiała się, że mogło pozostać do niego nie więcej niż kilkanaście godzin, dlatego po szybkim śniadaniu, uważnie obserwowana przez Lokiego, kobieta zabrała się za ćwiczenia. Szable wirowały, kreśląc świetliste smugi w powietrzu, Azyna zwodziła wzrok iluzjami i sztuczkami, których nauczył ją Loki.

- Sygin, odpocznij - polecił jej w końcu przybrany syn Odyna. - Trening jest ważny, ale musisz też być wypoczęta i świeża.

Zwyczajowo po treningu przyszedł czas na poezję. Loki dla poprawy humoru swojej przyjaciółki wrócił do ich ulubionych sonetów.

- Dwie znam miłości, rozpacz i odwagę;/Jak dwa anioły kroków moich strzegą,/Jasny - to chłopiec nie skażony grzechem,/Ciemny jest panią koloru ciemnego./Ona mnie zwodzi w piekielne otchłanie,/Ona mi chłopca ciałem swoim woła/I czystość jego niecną dumą plami;/Psowa i w diabła chce zmienić anioła./Czy anioł stanie się duchem przeklętym,/Orzec nie umiem, domyślać się boję;/Skoro przyjaźnią się szatan ze świętym,/W piekle, być może przestają oboje./Lecz się nie dowiem; żył będę dla niego,/Póki zły anioł nie spali dobrego [1] - przeczytał Loki.

- Piękny, ale wolę ten o porównywaniu do letniego dnia. Mógłbyś? - zasugerowała.

- A gdybym powiedział: nie? - uśmiechnął się Loki.

- Nie pytałbyś mnie o to, gdybyś chciał powiedzieć "nie" - zripostowała Sygin.

- Więc nie powiem "nie".

Bez problemu znalazł osiemnasty sonet (Azyna zauważyła, że widniała przy nim świecąca delikatnie runa ansuz) i zaczął go czytać.

Kołysana jego aksamitnym głosem, Sygin zamknęła oczy i odprężyła się. Zanim zapadła w sen słyszała jeszcze, jak Loki zaczyna kolejny sonet, tym razem oznaczony przez autora numerem czterdzieści trzy.

Przebudzenie było równie przyjemne, jak moment zaśnięcia. Sygin z radością odkryła, że leży przytulona do piersi Lokiego. Tak budzić się i zasypiać pragnęła do końca swoich dni. Było tak przyjemnie, a właściwie byłoby, gdyby nie to uczucie niepokoju, ściskające serce Azyny.

Próbowała delikatnie się wysunąć z objęć Lokiego, ale gdy tylko się poruszyła, przytulił ją mocniej i nie otwierając oczu szepnął:

- Już mi uciekasz?

- Ależ ja się nigdzie nie wybieram - odparła Sygin, śmiejąc się perliście. Wtuliła się w mężczyznę mocniej i szepnęła: - Mogę tak zostać na wieki.

- Nie, nie. To zły pomysł - powiedział Loki, ale kiedy dostrzegł zdziwienie na twarzy Azyny dodał szybko: - Jestem pewien, że przez całe wieki znaleźlibyśmy mnóstwo zajęć i rozrywek, nie polegających tylko na leżeniu.

Kiedy to mówił, w jego oku pojawił się szczególny błysk, zdradzający niecne zamiary.

- Och, doskonale znam ten twój uśmiech - powiedziała Sygin na widok szerokiego uśmiechu, który przyozdobił twarz Lokiego. - Śmiejesz się tak, kiedy myślisz o zrobieniu jakiegoś psikusa.

Mężczyzna nie odpowiedział, musnął tylko delikatnie policzek Azyny i odgarnął z jej twarzy rudy kosmyk włosów. Pocałował ją w czubek nosa. Sygin zachichotała, delikatnie wysuwając się z jego ramion.

- A jednak uciekasz - powiedział Loki, robiąc zawiedzioną minę.

- Ależ nie. Po prostu chcę zapleść włosy. A wtulając się w ciebie będzie to dość trudne.

- Pozwól mi to zrobić - szepnął. - Już raz to zrobiłem i nie było tak źle, prawda?

- Przyznaję, były porządnie zaplecione. Tak dobrze, że nawet w trakcie utarczki z Sif... - Sygin zamilkła na moment, po czym przeklęła swoje lenistwo i pragnienie bliskości Lokiego. - Na wieczne gorąco Muspelheimu, kompletnie zapomniałam o Sif. Byłam taka szczęśliwa w twoich ramionach, że zapomniałam, że ona może zjawić się tu w każdej chwili. Chyba musimy zaprzestać na razie zabaw z moją fryzurą, muszę poćwiczyć - to mówiąc Azyna gwałtownie zerwała się do pozycji siedzącej.

Ale nie opuściła łoża - Loki ją zatrzymał, oplatając ją ramionami. Nie próbowała się wyrwać, więc po chwili obejmował ją jedną ręką, drugą zaś odgarnął jej włosy z karku. Całował tę delikatną jasną skórę tuż pod linią włosów, przesuwając się w stronę jej ucha.

- Żadnych ćwiczeń, Sygin. Jesteś dobrze przygotowana do tej walki. A póki do niej nie dojdzie, musisz się odprężyć. Jeśli się przemęczysz, nie będziesz w stanie jej pokonać. Dlatego - szeptał Loki, wciąż obejmując Azynę - teraz pozwolisz mi zapleść ci warkocz. A potem zjesz ze mną śniadanie.

Nie czekając na jej reakcję zajął się jej włosami, manipulując zręcznymi palcami. Warkocz wypływał spod nich zadziwiająco szybko i Sygin była bardzo zawiedziona, kiedy Loki zawiązał końcówkę wstążką. W kolorze szmaragdu oczywiście, żeby kontrastowała z jej kolorem włosów.

- Sprawdź, czy ci odpowiada - szepnął jej do ucha.

Azyna przesunęła palcami po włosach, czując grube i solidne sploty.

- Jest doskonały. A teraz czas, żebym to ja zajęła się twoją fryzurą.

- A co jest z nią nie tak? - zapytał zdziwiony Loki.

- Och, po prostu pomyślałam, że mogłabym ci jakoś je ułożyć. A przynajmniej te kilka niesfornych kosmyków, które mają w zwyczaju opadać ci czasem na czoło - powiedziała odgarniając właśnie taki kosmyk. - Co myślisz o fryzurze a'la książę Alfów?

- Potraktuję to pytanie jako żart - obruszył się nieco Loki. - Czy ja wyglądam ci na Alfiątko? - dodał, a jego skóra zaczęła nabierać niebieskawego odcienia, charakterystycznego dla Jotunów.

Sygin dotknęła jego policzka, delikatnie potrząsając głową. Skóra Lokiego przybrała znów swój zwykły, blady odcień.

- Spróbujmy, przecież nie każę ci tak paradować, jeśli ci się nie spodoba - Sygin uśmiechnęła się delikatnie.

Loki przewrócił oczami, ale nie okazał sprzeciwu.

Azyna postanowiła zapleść mu dwa delikatne warkoczyki na skroniach, złączone w jedno pasmo z tyłu głowy. Ta najsubtelniejsza z alfich fryzur wydała się jej najodpowiedniejsza dla Lokiego i jego jedwabistych włosów. Już w połowie swojej pracy uznała jednak, że nie jest co do tego przekonana, a kiedy spojrzała na efekt końcowy doszła do wniosku, że rzeczywiście nie wygląda to na tyle dobrze, na ile to sobie zaplanowała. Bez słowa przywróciła włosy Lokiego do poprzedniego stanu.

- Aż tak źle było? - spytał rozbawionym głosem.

- Efekt końcowy mnie nie zadowolił - odparła szczerze. - Obawiam się, że gdybyś to zobaczył, nie byłbyś zachwycony, delikatnie rzecz ujmując. Chodźmy coś zjeść! - zawołała, zmieniając temat.

Przy posiłku powróciło uczucie niepokoju, ściskające jej serce. Straciła apetyt, zapatrzyła się gdzieś w martwy punkt. Była tak rozkojarzona, że nie słyszała pełnych niepokoju pytań Lokiego. Dopiero kiedy potrząsnął nią delikatnie, spojrzała na niego skołowana i zapytała:

- Coś się dzieje, Loki?

- Tak, coś niedobrego dzieje się z moją Sygin. Jest nieobecna, nie reaguje, nie odpowiada na moje pytania...

- Nie reaguje?... CO?! - Azyna otrząsnęła się, rozejrzała się przytomnym już wzrokiem po celi i przepraszającym tonem dodała: - Wybacz Loki, chyba byłam nieco rozkojarzona. Od samego przebudzenia mam wrażenie, że coś złego się wydarzy. Zapomniałam o tym na moment w twoich ramionach, ale teraz znów to czuję...

- To oznacza tylko tyle - stwierdził Loki biorąc ją za rękę - że musisz możliwie jak najszybciej wrócić w moje ramiona.

Śmiejąc się, Sygin pozwoliła Lokiemu zaciągnąć się z powrotem w kierunku łoża.

- Może warto byłoby skończyć tę zabawną książkę, którą zaczęłaś czytać tamtej fatalnej nocy - zasugerował mężczyzna, kiedy wygodnie się ułożyli.

- Jesteś okropny - powiedziała Sygin - ledwo udało mi się oprzeć głowę, a ty już każesz mi wstawać. Prawdziwy potwór z ciebie, Loki.

- Zawsze do usług - odpowiedział wesoło.

- Książę - Sygin zauważyła grymas, który przebiegł przez twarz Lokiego, więc szybko się poprawiła - król Asgardu do moich usług? Czym sobie na to zasłużyłam?

- Teraz tylko nędzny więzień w najgłębszym z asgardzkich lochów - prychnął Loki. - Porzucony i zapomniany...

- Loki - Sygin ujęła jego twarz w dłonie i spojrzała mu prosto w oczy - nigdy nie dopuszczę, byś czuł się zapomniany i porzucony. Wraz z twoją matką zrobimy wszystko, żeby cię stąd wydostać i obiecuję ci, że uda się nam to. A potem przywrócę należną ci pozycję.


[1] Sonet 144 Williama Shakespeare'a w tłumaczeniu Jerzego S. Sita.

Na koniec mam dla was niezbyt miłą wiadomość - najprawdopodobniej na początku stycznia czeka mnie przeprowadzka i będzie się z tym wiązać prawdopodobnie czasowy brak internetu. Zatem nie wiem kiedy ukaże się rozdział kolejny.