Następnego ranka Hermiona leżała cicho w łóżku, czując się w końcu porządnie wypoczętą. Zmęczenie, dręczące ją od śmierci Rona zniknęło dzięki trzem z kolei nocom błogosławionego snu. Trzy noce snu, które zawdzięczała mężczyźnie leżącemu na tapczanie obok. Kto mógłby zgadnąć, że jego obecność – jego dotyk - powstrzyma wspomnienia... koszmary z daleka? Unosząc wolną dłoń, odsunęła włosy z twarzy i w końcu mogła widzieć go przejrzyście w przyćmionym świetle. Leżał po swojej stronie, odwrócony ku niej twarzą, z jedną ręką wyciągniętą na łóżko, ściskającą jej dłoń. To był pierwszy poranek, kiedy obudziła się przed Snape'em, więc nie traciła okazji, by niepostrzeżenie przyjrzeć mu się bliżej.

Raz gdzieś czytała, że z twarzy śpiącej osoby można wyczytać jej dzieciństwo. Jeżeli to prawda, to dzieciństwo Snape'a musiało być bardzo trudne. Śpiący Snape wyglądał jak... no, jak śpiący Snape. Linie twarzy wciąż twarde i ostre, kanciasty nos i policzki... ale, kiedy kontynuowała oględziny, zauważyła kilka rzeczy po raz pierwszy. Miał zadziwiająco długie rzęsy, rozchodzące się delikatnym łukiem nad bladą skórą. Przeniosła oczy niżej, mijając orli nos – haczykowaty, jak twierdził Harry – i przyjrzała się jego ustom. Nie były tak cienkie, jak zazwyczaj, gdy wykrzywiał je złośliwy uśmiech lub kiedy były ściśnięte z irytacji. Kształtne... prawie zmysłowe... Stanowczo odpychając te myśli, odciągnęła wzrok od ust i kontynuowała badanie.

Jego twarz była zrelaksowana, bez zwykłego napięcia. Obudzony Snape utrzymywał przerażająco potężną kontrolę nad samym sobą; zastanawiała się przedtem, dlaczego ćwiczył tak silną samodyscyplinę. Po namyśle zrzuciła to na stres wynikający z roli szpiega. Teraz, kiedy wiedziała, że dzień po dniu chodzi po cienkim lodzie, zdała sobie sprawę, że minęła się z celem.

Zew Krwi. Westchnęła lekko. W końcu udało jej się dowiedzieć o kawałku ze Snape'owej układanki, który nigdy nie pasował... powód, dlaczego, nawet przed powrotem Voldemorta, Snape zachowywał się tak okrutnie i złośliwie, jak teraz, gdy ponownie był szpiegiem. Oczywiście, starała się wytłumaczyć ten fakt, gdy broniła go przed Harry'm i Ronem... uporczywie przypominała im, że Snape i Dumbledore – może i inni – długo podejrzewali, że Voldemort tak naprawdę nigdy nie umarł... i dlatego podtrzymywał pozory, w oczekiwaniu na powrót ciemnego czarodzieja. Musiała przyznać, że było to słabe wytłumaczenie, nawet dla niej. Ron drwił z niej zawsze, kiedy to wywlekała.

Ron. Na myśl o nim, przywołała w pamięci sen z poprzedniej nocy. Ten sen... wydawał się taki prawdziwy. Jakby naprawdę tam był, mówił do niej... oczywiście, to nie mogło być... Przełknęła ciężko; łzy napłynęły jej do oczu i poczuła falę winy. Czy byłoby inaczej, gdyby przed wysłaniem kontraktu skonsultowali się z rodzicami Rona? Jako członkowie Zakonu, Weasley'owie ostrzegliby ich. Nigdy nie stałaby na zewnątrz, ze spuszczonym wzrokiem, słuchając z poczuciem winy, jak rodzina Weasley'ów wylewa swój żal... nigdy nie musiałaby oglądać potłuczonego ciała przyjaciela... krwi – bogowie, miał tyle ran, stracił tyle krwi, że skóra stała się niebieskawo-biała... poza jaskrawą purpurą, miejscami wciąż mokrą, przysłaniającą jasne błyski...

O mój Boże... Hermiono, nie patrz! Nie patrz!

Harry miał rację... nie powinna patrzeć... ale była zmuszona... Ron...

Zamknęła mocno oczy, nie wiedząc dokładnie, kiedy ból rozpłynął się i zmienił w straszne postanowienie...

Zapłacą. Sprawię, że zapłacą.

Otwarła oczy i w dziwnej zbieżności zdała sobie sprawę, iż wpatruje się wprost w mostek Snape'a. Blizna. Rytuał Krwi. Nie mogła widzieć blizny w tym przyćmionym świetle, ale wiedziała, że tam była... cienka, ukośna linia, jaśniejsza niż otaczająca ją skóra... Kiedy powiedział jej o Rytuałach poprzedniej nocy, czuła na przemian zimno i gorąco. Zimno... zimno strachu i szoku... odrazy, ale potem rozprzestrzeniło się ciepło... mogła poczuć powab, przyciąganie...

Och, by pomścić niesprawiedliwą śmierć ukochanych... ubezwłasnowolnić przeciwnika, spojrzeć mu w oczy i przeciągnąć nożem po własnym ciele. Wyrecytować słowa...

Zapłata ofiarowana. Krew przyjęta.

Wiedzieliby, co nadchodzi, och, wiedzieliby... i w tej wiecznej chwili, w chwili, w której czekaliby na opadający nóż, w chwili, w której czekaliby na rzucenie Niewybaczalnego – zaznaliby strachu.

To była zemsta... tego pragnęła.

Chciała, by zapłacili.

Jej oddech zrobił się ciężki, podczas gdy czerwona mgiełka uformowała się na brzegu pola widzenia, gdy czuła przemożne pragnienie, by otworzyć kufer, wyciągnąć książki... uczyć się... rosnąć w siłę, posiąść całą wiedzę mogącą jej się przysłużyć... co by to szkodziło? To nie Księgi Krwi, tylko zwykłe, czarnomagiczne książki, całkiem niewinne.

Każdy krok wydaje się mały.

Ciche słowa runęły na jej umysł, jak fala lodowatej wody, ujarzmiając żądzę. Zaczęła się trząść, nawet będąc pod ciepłą kołdrą, kurczowo chwytając się dłoni Snape'a obiema rękami, jak tonący tratwy.

Ma energię, wolę...

Jest jeszcze zewnętrzna siła z którą trzeba walczyć. Coś, jak Zew Krwi...

Och, Bogowie! A gdzieś w jej umyśle, skomlenie... pomóż mi...

I wtedy coś to zatrzymało... zepchnęło skomlenie, strach w głębsze zakamarki jej świadomości.

- Co się stało? – zaskoczył ją niski głos, wciąż chropowaty od snu. Uniosła oczy, by natknąć się na wzrok Snape'a, wpatrując się w niego obojętnie przez chwilę, zanim dostrzegła jego wzrok utkwiony w ściśniętą przez nią rękę. Przygryzła wargę i uwolniła go od uścisku, zagłębiając się dalej w łóżko. Mogła czuć róż na policzkach, więc była wdzięczna za półmrok.

- Ja... Przepraszam. Nie chciałam cię obudzić.

Powiedz mu! Przemknęło jej przez myśl, ale inna zepchnęła ją na bok... Dlaczego? Po co mówić mu o książkach... o przyciąganiu, które czuję? Przecież już o tym wie, mówił o tym. Tak długo, jak nie czytam Księgi Krwi, jestem bezpieczna przed Zewem... dlaczego nie miałabym uczyć się, gdy mogę? Jaka z tego szkoda?

Głos Snape'a ponownie zabrzmiał w jej głowie. Każdy krok wydaje się mały.

Czarne oczy wpatrywały się w nią; głębokie, atramentowe źrenice zwężały się, podczas dochodzenia do pełnej świadomości. – Co się stało, Hermiono?

Otworzyła usta, naprawdę chcąc mu powiedzieć o książkach, o sposobie, w jaki ją wzywały, ale kiedy pierwsze słowa padły z jej ust, poczuła, jakby ktoś inny – jakby coś innego – przejęło kontrolę nad jej językiem. – Nic, naprawdę... po prostu się zamyśliłam. Przepraszam, że cię obudziłam.

Zażenowana, zamilkła na chwilę, a część niej ponaglała usta do współpracy, by powiedzieć mu, jak silne czuła przyciąganie... otwarła usta. I nagle patrzyła, jakby z poza siebie, jak zamyka je i wypełza z łóżka. Szła pewnie przez pokój, czując jego oczy na sobie, dopóki nie zamknęła drzwi łazienki.

Stała pod prysznicem, pozwalając wodzie spływać i rozbudzić ją. Zniżając głowę, obserwowała, jak woda znika w odpływie. Jej umysł analizował możliwe scenariusze. Jak zareagowałby, gdyby powiedziała mu o książkach? Pogrążyliby się ponownie w długiej konwersacji – albo raczej przesłuchaniu? Jaki sens miałoby powiedzenie mu tego? Oczywiście wiedział, że książki ją przywołują – ostrzegał, że będą, nieprawdaż? Nie byłoby to dla niego niespodzianką.

Są... bardziej kuszące, niż sobie wyobrażasz.

Kończąc poranną toaletę, przekonała się, że byłoby głupio zawracać mu głowę jej błahymi zmartwieniami. Czy sam nie poinformował jej, tej nocy w jego gabinecie, jak silne jest kuszenie? Nie było sensu przechodzić przez to jeszcze raz. Szczególnie teraz, tego ranka. Snape wspomniał jej, że ma wcześnie lekcje, więc umówiła się z Harry'm przed pokojem Prefekt Naczelnej, by iść na śniadanie.

Nie wspominając, że od OWTMów dzieliły ją tylko cztery dni i musiała się uczyć.

Uśmiechnęła się do siebie, otwarłszy drzwi łazienki, zadowolona z wniosków do jakich doszła. Zignorowała cichy głos dręczący ją gdzieś z tyłu umysłu, przyznający, iż prawdziwym powodem, dla którego mu nie powiedziała była obawa, że mógłby odebrać jej książki i schować jak Księgę Krwi. A coś w środku niej nie chciało, by tak się stało.

Stuk. Stuk. Stuk.

Z każdym stuknięciem obcasów o kamienną podłogę Hermiona robiła się coraz bardziej niespokojna. Nie myślała dotąd o tym, pochłonięta wszystkim innym tego weekendu, że będzie musiała stawić czoła reszcie Gryfonów... reszcie szkoły... Jak długo potrwa, zanim uczniowie dowiedzą się o jej zaręczynach ze straszliwym Mistrzem Eliksirów? Jak zareagują?

Nie mogła powiedzieć im o prawdziwych powodach jej decyzji... większość z nich nie wiedziała, iż Snape jest ex-Śmierciożercą i szpiegiem. Jak wyjaśni wybór starszego od siebie o dwadzieścia lat faceta, niż złotego chłopca Slytherinu? Bogowie. Czy Draco rozmawiał już ze Ślizgonami? Co z innymi uczniami, którzy mieli rodziny i znajomych pracujących w Ministerstwie? Co z uczniami, którzy mięli rodziny, czy znajomych pracujących dla Voldemorta?

Stuk. Stuk. Stuk.

Przechodzili przez salę wyjściową. Drzwi Wielkiej Sali były otwarte i widziała uczniów chodzących bez celu. Może mnie nie zauważą... By nie zwracać na siebie uwagi, założyła swoje zwykłe, szkolne szaty, chociaż była zwolniona w tym tygodniu z lekcji. Nie, pomyślała. Jestem zwolniona z lekcji na zawsze. Potrząsnęła głową, niedowierzając. Nie wiedziała nawet, że jej dni, jako uczennicy Hogwartu kończą się w piątek. Bogowie, całkiem inaczej wyobrażała sobie ten rok, ostatni rok... ale wtedy weszło to przeklęte prawo...

Odciągając umysł od przykrych myśli, rzuciła. – Myślę, że porozmawiam z McGonagall o praktyce, Harry. Ma teraz wolną lekcję.

- Dobrze. Cieszę się, że ją wybrałaś. W końcu nie będziesz musiała siedzieć cały czas ze Snape'em – odparł złowrogo. – I możesz powiedzieć McGonagall, gdyby przesadzał.

Hermiona zatrzymała się i potrząsnęła głową zirytowana i jednocześnie rozczulona. – Harry, Dumbledore mu ufa. I co ważniejsze, ja mu ufam. Nie ma zamiaru „przesadzać", a nawet jeżeli, to dam sobie radę. – Wzięła głęboki oddech i spojrzała na Harry'ego poważnie. – Proszę... jesteś moim najlepszym przyjacielem. Proszę, nie czyń tego trudniejszym, niż już jest. Tyle się ostatnio działo... a teraz jeszcze to... przerasta mnie to wszystko. Potrzebuję twojego wsparcia, Harry. Proszę. – Nawet nie wiesz, ile się ostatnio wydarzyło... i Bogowie pomóżcie mi, nie mogę ci o tym powiedzieć, Harry...

Harry miał tyle przyzwoitości, że wyglądał na zawstydzonego. – Masz rację, Miona. Przepraszam. – Posłał jej mały uśmiech. – Wiesz, że jestem z tobą, nie ważne, jak będziesz się nazywać.

Także się do niego uśmiechnęła, tylko nieco drżąco. – Dzięki, Harry. Merlinie... co by na to wszystko powiedział Ron?

Odpowiedź przyjaciela ją zaskoczyła. – Nie mam pojęcia, Miona... ale wiem, że jego pierwszym i najważniejszym zmartwieniem byłoby twoje bezpieczeństwo. I wygląda na to, że Snape jest jedynym, który może cię chronić... więc wydaje mi się, że zaakceptowałby to. – Harry wykrzywił się złośliwie – Ale na pewno by mu się to nie spodobało! – Oboje zachichotali, ale nagle twarz Harry'ego otrzeźwiała i spojrzał na nią poważnie. – Jesteś gotowa? – Dopadło ją złe przeczucie, widząc jego twarz.

- Słyszałeś o czymś Harry? Czy rozniosło się to... rozniosło się już po szkole?

Harry szybko potrząsnął głową. – Nie... no, parę osób wie. Ślizgoni, oczywiście... i wiesz, ludzie, których rodzice pracują w Ministerstwie. Kilka osób pytało mnie o to ostatniej nocy. Susan Bones, Neville i parę innych.

Hermiona jęknęła. – Jak mam im to wytłumaczyć, Harry? Nie mogę przecież powiedzieć prawdy!

- No więc, Hermiono, ja tylko powiedziałem, że Malfoy'owie trzymaliby cię w zamknięciu, jak hodowlaną klacz, a ty chciałabyś skończyć szkołę i zająć się praktyką. Natomiast jeżeli poślubisz Snape'a, będziesz mogła tu mieszkać, blisko książek i biblioteki... i on nie będzie się sprzeciwiał twojej nauce, czy praktyce. Ktoś się zastanawiał, dlaczego nie wybrałaś kogoś bliższego twojemu wiekowi, ale wtedy – nie uwierzysz – Neville się odezwał, broniąc twojego wyboru.

Szok musiał być widoczny na jej twarzy, bo Potter zamilkł na chwilę i przytaknął, zanim znowu ciągnął. – Powiedział, że po tym, co stało się z Ronem, bałabyś się, iż może się to stać komuś innemu... nikt nie wątpi, że to Lucjusz Malfoy zorganizował ten atak, Hermiono. Prawie wszyscy wiedzą, że jest Śmierciożercą – nie wydaje mi się, by wielu ludzi nabrało się na jego szpiegowanie. W każdym bądź razie, później Neville zaznaczył, że Snape'owi, jako Opiekunowi Slytherinu niewielu ludzi – włączając Malfoy'ów – odważyłoby się wejść w drogę, prawda?

Hermiona gapiła się na Harry'ego kilka chwil, zanim uśmiechnęła się szeroko. – Och, cudownie! Dziękuję ci, Harry! I będę musiała podziękować też Neville'owi! – Chciała go przytulić, ale jej nie pozwolił.

- Hej, uważaj, Miona! Nie chcę wkurzyć twojego narzeczonego... słyszałem, że to naprawdę straszne wchodzić w drogę takiemu potężnemu czarodziejowi o paskudnym usposobieniu – rzekł poważnie Harry, ale wytrzymał tylko chwilę, zanim wybuchnął śmiechem. Potrząsnęła głową, uderzając go w ramię i uśmiechając się. Pochylając się ku niej, Harry wziął ją szybko w objęcia. – Jestem z tobą, Hermiono. A teraz wchodzimy, dobra?

Przytakując, Hermiona wzięła głęboki oddech i przeszła z przyjacielem przez drzwi do Wielkiej Sali.

„To ona!"

„Gdzie?"

„Z Harry'm Potterem... widzisz?"

„Wow..."

„A słyszałeś..."

„No, Snape... możesz w to uwierzyć... nawet nie wiedziałem, że jest zainteresowany, no wiesz... ludzkimi sprawami..."

„Słyszałam, że był wampirem!"

„Nie bądź idiotką."

„Co? Nie słyszałem o tym... skąd wiesz..."

„Słyszałem, jak Malfoy..."

„Nasza Prefekt Naczelna... musi być niezła, skoro zadowala tego dupka..."

„Myślisz, że już..."

„Może to, co stało się z Ronem Weasley'em pomieszało jej zmysły. To znaczy, wychodzić za Snape'a? To szaleństwo..."

Szepty falowały wokół niej, ale przyjaźń z Harry'm i jego wsparcie skutecznie trzymało ludzkie szpony z daleka. Z wdzięcznością usłyszała także kilka słów wsparcia wmieszanych w falę szeptów i drwin.

„Nie można jej winić, Malfoy to wredny typ..."

„Mama pracuje w Ministerstwie, nie ma mowy, że tata Malfoy'a jest szpiegiem... założę się, że jest wplątany..."

„Po tym, co stało się z jej chłopakiem..."

„Snape jest bezpieczny, z pewnością... Malfoy nie wejdzie w drogę Opiekunowi Slytherinu..."

„Tak mi jej szkoda... najpierw jej rodzice, potem przyjaciel..."

„Oboje są mądrzy, ona ma cały czas nos w książkach, a on swój nochal w kociołku, więc w czym rzecz?"

„Będzie mogła zostać tu, w Hogwarcie – logiczne... i naprawdę, nie ma zbyt wielkiego wyboru..."

„W końcu nie ryzykuje niczyjego życia, no nie?"

Zmagała się z przełknięciem ogromnej bryły w gardle, kiedy zauważyła znajomą głowę rudych włosów odwracającą się w jej kierunku. Ginny uśmiechnęła się, nie tak jasno, jak robiła to wcześniej, ale jednak uśmiechała się. – Cześć Hermiono. Harry. – Przesunęła się na ławce i zrobiła im miejsce.

- Cześć – Hermiona odesłała niepewny uśmiech i wśliznęła się na zrobione dla niej miejsce. Apetyt wrócił jej, gdy poczuła zapach jedzenia. Popatrzyła na Ginny. – Jak się trzymasz?

Ginny patrzyła przez chwilę w swój talerz. – Dobrze. Tak, jak to tylko możliwe. – Rudowłosa uniosła oczy na Hermionę. – Mama i tata powiedzieli mi... czy to... ty naprawdę... – Głos ją zawiódł.

Hermiona skinęła, przywołując na twarz uśmiech. – W porządku... to – to najlepszy wybór, jaki miałam, naprawdę.

Ginny przytaknęła. – Wiem... mama mi to wyjaśniła. – Skrzywiła się, mrużąc oczy. – Myślę, że bardziej starała się przekonać siebie, niż mnie, szczerze mówiąc. Na pewno dobrze ci z tym?

Hermiona wzruszyła ramionami, biorąc łyk dyniowego soku. – No, nie jest to idealne wyjście, ale nie było innych opcji. Nie zniosłabym, gdyby... – zamilkła nagle, nie mogąc kontynuować. Gapiła się na twarz Ginny, tak podobnej do Rona... z piegami, szczerością...

Nie możesz wskrzesić umarłych.

- Ginny wie – rzucił cicho Harry. Na te słowa, dziewczyna skinęła szybko i położyła rękę na ramieniu Hermiony.

- Rozumiem, to ma sens. Wiesz, Hermiono... Ron... Ron chciałby, byś była bezpieczna. A jeżeli Snape może ci to zapewnić, to... dobrze robisz – rzekła poważnie rudowłosa. Hermiona tylko przytaknęła, ponieważ głos ją zawiódł. Nagle rozproszyło ją przyjście Lavender i Parvati. Westchnęła w duchu, kiedy zajęły swoje zwykłe miejsca naprzeciw niej.

Pierwsza odezwała się Lavender. – Cześć, Hermiona. Och, Merlinie – słyszałyśmy. Nie mogę w to uwierzyć... po tym wszystkim, co już przeszłaś... to prawda? Wybrałaś Snape'a, a nie Malfoy'a? – Czy mogłabyś mówić jeszcze głośniej, Lavender? Kilka osób śpiących w Wieży Krukonów cię nie usłyszało, pomyślała sucho Hermiona. Nawet nie oglądając się wiedziała, że wszystkie głowy obróciły się w jej kierunku, czekając na odpowiedź.

Biorąc głęboki wdech, przytaknęła. – Tak, to prawda. Ja... – Spojrzała na Harry'ego i przypomniała sobie, co mówił jej wcześniej. – Chcę być praktykantem, wiecie, zostać Mistrzem... a Malfoy'owie...

- Och, nie musisz się usprawiedliwiać, Hermiono. Obie uważamy, że dobrze zrobiłaś – powiedziała uroczyście Parvati. – Malfoy jest przystojny, ale... to taka kreatura. A jego rodzina... – Wzruszyła delikatnie ramionami.

Lavender przytaknęła. – Słyszałyśmy, co mówił Harry i Neville- Na to Hermiona spojrzała w kierunku Neville'a i posłała mu szczery uśmiech. – To ma sens, ale – Merlinie! To znaczy, Snape? – Lavender wymieniła spojrzenia z Parvati i obie uśmiechnęły się złośliwie. Lavender odwróciła się do niej i Hermiona ledwie powstrzymała się przed wywróceniem oczami widząc żałosną próbę zrobienia tajemniczej miny. Nachylając się blisko, Lavender wyszeptała. – Założę się, że to ma coś wspólnego z tym, o czym rozmawiałyśmy parę tygodni temu, no nie?

Hermiona poczuła, że się różowi wbrew jej staraniom do zachowania spokoju i triumfujące spojrzenia obu dziewcząt powiedziały jej, że zauważyły to. – Nie chcę rozmawiać o tym teraz, dziewczyny – powiedziała cicho Hermiona. Ginny spojrzała na obie ostro, więc usiadły na swoich miejscach. Hermiona wyciągnęła rękę pod stołem i ścisnęła dłoń rudej w podziękowaniu.

Nagle Lavender zachichotała. – Masz rację, masz rację... to babska rozmowa – spotkamy się później, kiedy nie będzie w pobliżu chłopców. – Blondynka mrugnęła do niej konspiracyjnie. Hermiona w samą porę powstrzymała sarkastyczną odpowiedź.

- Muszę uczyć się do OWTMów – zdaję w ten piątek – rzekła, a gdy dwie dziewczyny nadal patrzyły na nią wyczekująco, westchnęła. – Możemy... Spotkamy się i pogadamy kiedyś. Obiecuję, tylko... będę musiała poczekać, wiecie, kiedy zdam moje egzaminy.

Parvati wzruszyła ramionami. – Nie ma sprawy. I tak jestem zaskoczona, że w ogóle przyszłaś tu coś zjeść, znając ciebie i twoją naukę. – Ciemnowłosa dziewczyna potrząsnęła głową. – Po prostu nie wierzę... niedługo będziesz Hermioną Snape, a nie Hermioną Granger.

- Hermiona Snape... to brzmi jak... sama nie wiem – wtrąciła się Ginny. – Dziwnie będzie zmienić nazwisko, prawda?

Hermiona zerknęła na stół nauczycielski i natknęła się wprost na ciemne oczy Snape'a. Obserwował ją, pomyślała w szoku. Szybko się odwrócił... jakby było mu nieswojo z jej przypatrywaniem się. To nie miało sensu – facet był uosobieniem sekretu. W roztargnieniu, wciąż rozmyślając o ciemnowłosym czarodzieju... jej narzeczonym, odparła. – Cieszę się tylko, że nie zmieni się na Malfoy.

- Twoja strata, Granger – doszedł ją przeciągający się głos, a każdy mięsień w jej ciele się napiął. Nie obróciła się od razu, wpatrując się jeszcze przez kilka chwil wprost w stół nauczycielski. Obserwowała, jak McGonagall zerka w jej kierunku i odwraca się do Snape'a. Mogła widzieć jego czarne oczy przesuwające się w ich kierunku. Wstał natychmiast, odszedł od stołu i posłał jej nieczytelne spojrzenie.

- Muszę ci coś powiedzieć, Granger – Wciąż patrzyła przed siebie i grając na zwłokę ignorowała chłopaka stojącego za nią. Jej umysł pracował trochę nieprzytomnie... dlaczego nie porozmawiała o tym przedtem z Severusem? Czy miała grać grzeczną dla Malfoy'a, podtrzymując pozór manipulacji Snape'a? Czy miała być naturalna? Wpędziłoby to Snape'a w kłopoty ze Śmierciożercami?

Wtedy usłyszała, jak Harry wypluwa. - Spadaj stąd, Malfoy. Ona nie chce z tobą rozmawiać.

Podejmując szybką decyzję, odparła. – W porządku, Harry. Jestem raczej ciekawa tego, co ma do powiedzenia. – Po uspokajającym, głębokim oddechu, trzymając emocje pod kontrolą, odwróciła się i wpatrzyła beznamiętnie w przystojnego blondyna. Jego twarz wykrzywiał grymas i musiała powstrzymać śmiech. Miała dobrą koncepcję na to, kogo chciał przez to naśladować, ale daleko mu było do oryginału.

Kątem oka widziała, jak Harry zaciska pięści, aż zbielały mu knykcie. Położyła dłoń na jego ramieniu, jak niewypowiedziany rozkaz, czekając, aż Draco się odezwie.

Draco wpatrywał się w nią zwężonymi, jasnoszarymi oczyma, po czym schylił się i wyszeptał jej do ucha. – Chcę cię mieć zanim rzucą Zaklęcie Wierności, szlamo. Musisz w sobie coś mieć, skoro on tak bardzo cię pragnie... jest raczej wybredny, z tego, co mówił ojciec.

Nic nie odpowiedziała, ale jej dłonie zaczęły dygotać, powstrzymując się przed trzaśnięciem go. Odwróciła się, nie chcąc widzieć jego twarzy w obawie, że jeżeli to zrobi, nie będzie w stanie powstrzymać się przed uderzeniem go w te wykrzywione usteczka. Wykrzywione usteczka, które wciąż szeptały jej do ucha, zbyt cicho, by inni mogli usłyszeć. – Jeżeli jesteś wystarczająco dobra dla Opiekuna Domu, możesz być i dobra dla mnie. – Cofnęła się przed palcem przesuwającym się po jej ramieniu... ale złapał ją zanim mogła zrobić coś więcej.

- Wystarczy, Malfoy! Puść ją! – Chłopak zlekceważył krzyk Harry'ego i przysunął się bliżej, ustami muskając jej ucho i kontynuując szeptanie słów, które tylko ona mogła usłyszeć.

- Nie graj nieśmiałej. Nie jesteś taka niewinna. Wiem, że Weasley cię miał. A mówiąc o Weasley'u... Wiedziałaś, szlamo? Wiedziałaś, że ostatnim słowem, jakie wyszło z jego ust było twoje imię? Czy- przerwał, gdy Harry odepchnął go od niej. Ręka Malfoy'a wciąż była na jej ramieniu, ale strząsnęła ją gwałtownie, patrząc na niego w szoku... jak jego twarz zmienia się w zimny uśmiech. Przygryzając stanowczo język, wstała z miejsca i drżąc z wysiłku ukrywała swój ból, ukrywała gniew... Dopadła ją niewiarygodna ulga, kiedy usłyszała za sobą znany, zimny głos.

- Panie Malfoy.

Snape nie brzmiał na zadowolonego.

Z pytającym spojrzeniem spojrzała na Severusa. Ten skinął tylko lekko i wskazał na drzwi, więc odwróciła się i wyszła z Wielkiej Sali. Mogła słyszeć jego rozkazujący głos za sobą. – Malfoy, pójdziesz ze mną. Potter... – Potem zimny i wściekły głos został zagłuszony przez wzrastający huk szeptów i okrzyków uczniów przyglądających się całej scenie.

Chociaż nie słyszała tego, co Severus nakazał Harry'emu, domyśliła się, że kazał mu za nią iść, kiedy zobaczyła zielonookiego chłopaka pojawiającego się tuż obok niej po tym, jak wyszła z Wielkiej Sali.

- Hermiono...

- Nie chcę o tym mówić, Harry – Jej głos był niewyraźny od tłumionych łez. Szept Malfoy'a wciąż i wciąż dźwięczał w jej uszach.

Wiedziałaś, że ostatnim słowem, jakie wyszło z jego ust było twoje imię?

Harry rozsądnie zachował ciszę. Z współczującym spojrzeniem objął ją ramieniem i powiódł ku schodom prowadzącym do pokoju Prefekt Naczelnej. Nie była zaskoczona, że po tym jak weszli, zamknął i zaczarował drzwi.

Odwracając się do niej, posłał jej posępne spojrzenie i wypalił bez zbędnych wstępów. – Snape wysłał mnie za tobą. Chyba podejrzewał, że Draco coś kombinuje. – Hermiona skinęła i obejmując się ramionami usiadła na łóżku. Harry rozpalił w kominku i usiadł obok niej. – Co ten palant ci powiedział, Hermiono?

Dziewczyna otwarła usta, ale spostrzegła, że nie może mu tego powtórzyć. Patrząc w jego zielone oczy zdała sobie sprawę, że naprawdę nie mogła mu powiedzieć... spostrzegłby znaczenie tego tak szybko, jak ona i prawdopodobnie poszedłby przyłożyć Malfoy'owi. A z tego dla nikogo nie wynikłaby żadna korzyść. Myśląc szybko, odparła. – To, co zwykle mówi Malfoy. Naprawdę nie chcę o tym rozmawiać, Harry.

Chłopak patrzył na nią zmartwiony i odpowiedział miękko. – W porządku, Hermiono. Nie będę naciskać, ale... mam nadzieję, że kiedyś mi powiesz.

Czując winę, złamała się i powiedziała mu pierwszą część tego, co powiedział jej Malfoy. Kiedy mówiła, twarz Harry'ego stężała. – Poczekaj tylko, jak go dorwę... ta mała, futrzana morda-

- Harry, zostaw to. Proszę. Wcale mi to nie pomoże, jeżeli pójdziesz za Malfoy'em – rzekła ponuro, podciągając kolana pod brodę. – To zagmatwałoby jeszcze bardziej sprawę. Jak ci się wydaje, dlaczego go nie uderzyłam?

Pukanie zaskoczyło ich oboje i zanim Hermiona mogła zareagować, Harry użył ujawniającego czaru na drzwiach. Po drugiej stronie stały Lavender, Parvati i Ginny. Odpowiadając na pytające spojrzenie Harry'ego, Hermiona westchnęła i skinęła głową. – Wpuść je, Harry. – Może uda mi się to załatwić raz a porządnie, pomyślała kwaśno. Za chwilę mają lekcję, więc nie zabawią tu długo.

Dwie starsze dziewczyny przeszły obok Harry'ego i weszły do pokoju, a Ginny stała przez chwile w miejscu, przyglądając jej się ze zmartwieniem. Hermiona uśmiechnęła się do niej nieśmiało, a ruda to odwzajemniła. Po kilku chwilach cała czwórka stała przed nią półkolem, zasłaniając resztę widoku. Poczuła się trochę klaustrofobicznie.

Pierwsza odezwała się Lavender. – Merlinie, Hermiono! Co Malfoy ci powiedział? – Zanim mogła w ogóle otworzyć usta, poparł ją głos Parvati.

- Powinnaś widzieć twarz profesora Snape'a – rany, był wściekły! – zawołała z lśniącymi podziwem oczami.

Potem odezwała się Ginny, tonem bardziej poważnym i cichszym. – Nie wiem, co profesor powiedział Draconowi, Hermiono, ale chyba nie będziesz musiała się nim już więcej martwić.

Rudowłosa podskoczyła, kiedy usłyszała spokojny, głęboki głos dochodzący zza niej. – Mam taką nadzieję, panno Weasley. Jakkolwiek nie liczyłbym na to. – Severus? Hermiona była zaskoczona, kiedy czwórka ludzi przed nią się rozstąpiła i zobaczyła swojego narzeczonego.

Musiał właśnie zafiukać ze swoich komnat. Obserwowała, jak dłoń o długich palcach elegancko strzepuje popiół z szat. Zachowywał się, oczywiście, jak na Mistrza Eliksirów przystało, patrząc na nich spode łba; widząc to, poczuła się o wiele lepiej. Ciepłe uczucie rozeszło się po jej ciele, kiedy zdała sobie sprawę, dlaczego tu był. Sprawdza co ze mną.

- Dzień dobry, profesorze Snape! – przywitały go jednocześnie Lavender i Parvati, a Hermiona nie mogła powstrzymać się przed wywróceniem oczami i zobaczyła błysk uznania w oczach Severusa. Jednak grymas nieugięcie tkwił na jego twarzy, więc wątpiła, by inni to dostrzegli.

- Panno Brown. Panno Patil. Obie macie chyba teraz zajęcia? A o ile dobrze pamiętam, nie odbywają się one w pokoju Prefekt Naczelnej – oznajmił zimno Snape, nie spuszczając wzroku z Hermiony. Nie uszło to uwagi dwóch dziewcząt i Hermiona skrzywiła się widząc wymianę ich porozumiewawczych spojrzeń, zanim wyszły.

- Do zobaczenia na kolacji, Hermiono – zawołała Lavender, kiedy zamykały się za nimi drzwi. Hermiona potrząsnęła głową i wbiła wzrok w swoje stopy, dopóki nie usłyszała głosu Harry'ego.

- Profesorze, ja-

Severus przerwał mu machnięciem ręki. Posyłając mu twarde spojrzenie, odparł szorstko. – Potter. Ty i panna Weasley także macie teraz lekcje, nieprawdaż? – Harry i Ginny skinęli niechętnie i usta Snape'a wygięły się z irytacji. – Więc, jeżeli bylibyście tak mili- Jego głos ociekał sarkazmem –zostawić nas, chcę porozmawiać z narzeczoną. – Dwójka Gryfonów gapiła się na niego przez chwilę, zanim syknął. – Na osobności.

Ponownie spotkała oczy Severusa i zatopiła się w rozpalonych czeluściach... mętnie zdając sobie sprawę, że jej przyjaciele wyszli. Miała na tyle przytomny umysł, iż zdołała skinąć w milczeniu głową, gdy Harry przypomniał jej o spotkaniu po popołudniowych lekcjach przy kolacji. Drzwi się za nimi zamknęły i Severus obwarował je zaklęciami, zanim odwrócił się z powrotem do niej.

- Co ci powiedział Malfoy, Hermiono? – Jeżeli nie wiedziałaby lepiej, mogłaby powiedzieć, ze wyglądał na... zaniepokojonego. Wzruszyła niespokojnie ramionami.

- Tylko... same głupstwa. Przypuszczam, że jak zwykle. – Nie patrzyła mu w oczy i czuła ciężar jego wzroku na sobie. Nie zelżało nawet, gdy skończyła mówić, więc zaczęła się wiercić. W końcu nie wytrzymała okropnej ciszy i wyszeptała. – Był tam, Severusie. – Uniosła twarz i spotkała jego wzrok.

- Wyjaśnij – zażądał, krzyżując ramiona.

- Był tam – powtórzyła mocniejszym głosem. – Kiedy zamordowali Rona. – Żadnego błysku czarnych oczu. Wiedział, pomyślała. Lub podejrzewał. Przerywanym głosem opowiedziała, co usłyszała od Malfoy'a o ostatnich słowach Rona. – I wtedy ty wkroczyłeś.

- Rozumiem. – Kolejne wyrachowane spojrzenie. Severus rozluźnił ramiona i zamyślony popukał palcem w brodę. – Lucjusz mógł powiedzieć o tym synowi. Albo blefował, ale- Hermiona potrząsała głową, słowa Draco brzmiały prawdziwie. Snape zmarszczył brwi. – Pozwól mi skończyć, Hermiono. Jak mówiłem – mógł blefować... ale byłbym naprawdę zaskoczony, gdyby Draco nie przyłożył ręki do śmierci pana Weasley'a.

Zaczęła chodzić po pokoju, jej myśli wirowały od nowych informacji. – Przypuszczam... przypuszczam, że powinnam się tego domyślać, ale... to znaczy – był jego szkolnym kolegą. Co – jak można tak kogoś nienawidzić? Kiedy Ron nigdy mu niczego nie zrobił?

Ciemne oczy Snape'a obserwowały ją przez cały czas. Jego głos brzmiał bez wyrazu, podczas odpowiedzi. – Wiesz, dlaczego.

Dziewczyna potrząsnęła głową i stanęła przed nim, patrząc mu w twarz. – Ale... – Spuściła wzrok, wpatrując się obojętnie w czerń jego szat na piersi. – Tam było tyle... tyle krwi... Nigdy wcześniej... Pewnie uważasz mnie za głupią. – Głos odmówił jej posłuszeństwa i zaczęła się trząść, w jej umyśle wybuchły makabryczne wspomnienia. Zamknęła oczy, powstrzymując się przed płaczem. Nie chciała stracić twarzy przed nim.

Zaskoczona i wdzięczna poczuła dwoje silnych ramion niepewnie ją otaczających. Opierając się o niego, potrzebując – nie, pragnąc – jego ciepła, by odpędzić wspomnienia, poczuła, jak śmielej przyciska ją bliżej siebie. Z drżącym westchnieniem przysunęła się do niego i objęła go w pasie. Wyczuwała rękoma kształty ciała mężczyzny, nawet przez warstwy ubrania i westchnęła z uznaniem.

Stali tak przez chwilę w milczeniu, zanim wymruczał jej do ucha. – To Zew, Hermiono. I... widziałem wcześniejsze... rękodzieła Lucjusza. To nie... – zamilkł na moment, biorąc głęboki oddech. – Nawet jak na Śmierciożercę ten facet jest nienormalnie skrzywiony. A jego syn zdaje się podążać w jego ślady. – Jego dłoń zaczęła powoli gładzić jej plecy w górę i dół. Zamknęła oczy z satysfakcją. Z komfortem.

Nigdy nie pomyślałaby, że może czuć się tak dobrze w jego ramionach... rozluźniła się, wdychając jego zapach. Pozwoliła sobie na ukojenie, napięcie powoli ją opuszczało dopóki...

- Co jeszcze ci powiedział, Hermiono?

Zesztywniała w mgnieniu oka i poczuła, że on też się napina, kiedy zmienił się ruch jego rąk... mniej płynny, bardziej mechaniczny. Cofnęła się, by na niego spojrzeć i ujrzała zimną i twardą twarz.

- Um... – Nagle zawstydziła się, przypominając sobie szept Dracona w jej uchu. Wzruszyła słabo ramionami. – To co zwykle.

- Oświeć mnie – rzekł sucho, zwężając oczy. Przełknęła twardo, pozwoliła swoim ramionom opaść z jego pasa i opowiedziała mu o insynuacjach Malfoy'a. Kiedy mówiła Severus położył dłonie na jej barkach i wydawało jej się, że widzi błysk gniewu w jego oczach, zanim przymknął oczy.

Linia pomiędzy brwiami była jedyną oznaką wściekłości. – Obawiałem się tego. – Ręce ścisnęły mocniej jej ramiona. – Hermiono, musisz trzymać się z dala od Malfoy'a.

Dziewczyna skinęła niepewnie. – Ale... Severusie... myślałam, że Volde- zamilkła, widząc jego dziwny wzrok i szybko się poprawiła. – Czarny Pan. Myślałam, że spodobał mu się plan? Nie będzie wściekły, kiedy Draco w jakiś sposób go zniszczy?

Severus potrząsnął głową, pozwalając swoim dłoniom opaść. Dotkliwie poczuła stratę tego kontaktu. – Możliwe. Ale Lucjusz z pewnością obróci to na swoją korzyść... po prostu pomaga mi, pozwalając cię chronić przed jego synem. Oczywiście twoja wdzięczność będzie bezgraniczna... – mówił szyderczo. Severus zaczął chodzić, jego nauczycielskie szaty wirowały. Nagle się zatrzymał. – Hermiono – musisz pamiętać, że Lucjusz zawsze ma swoją własną koncepcję. Jest wiele rzeczy, które może planować, a żadna z nich nie przyniesie ci korzyści. Tak, jak... Nalegam, byś do naszego ślubu nigdzie nie włóczyła się bez kogoś z Zakonu. I dla własnego dobra pamiętaj, że Draco nie jest jedynym, którego należy się obawiać.

- Co masz na myśli? – zapytała.

Przyszpilił ją w miejscu swoimi czarnymi oczyma. – Crabbe i Goyle wyszli kilka chwil przed tym, jak Draco podszedł do ciebie, Hermiono. Bez wątpienia posłał ich, by czekali przed Wielką Salą.

- To dlatego wysłałeś za mną Harry'ego – zauważyła, czerwieniąc się, gdy posłał jej niecierpliwe spojrzenie. – Przepraszam.

- Potter jest irytujący, ale potężny. I jest członkiem Zakonu. – Jego usta wykrzywiły się w rozdrażnieniu, kiedy wymawiał ostatnie słowa, nie pozostawiając wątpliwości, co o tym myśli. – Nawet po ślubie wolałbym, byś nie chodziła niegdzie sama. Jeżeli byłbym nieosiągalny, trzymaj się blisko Pottera, lub nawet dziewczyny Weasley'ów... dwie ofiary zawsze ciężej pokonać, niż jedną i to – dodatkowo z obawą przed karą z mojej strony – powinno wystarczająco stłumić jakiekolwiek okazje do ataku.

Zdecydowała się nie pytać o to, skąd wie o trudności w pokonywaniu więcej niż jednej ofiary. – Severus... mówiąc o Ginny... powinnam – powinnam z nią rozmawiać? To znaczy, nie wiem, czy Vo- Czarny Pan myśli, że plan jest...

Severus obdarzył ją przenikliwym spojrzeniem. – Powinnaś zachowywać się w stosunku do wszystkich – oprócz, oczywiście, mnie – naturalnie, Hermiono. Nawet względem tych dwóch irytujących idiotek, które tu były. Powiem ci, kiedy trzeba będzie zmienić nastawienie. Nie możemy wprowadzać zmian zbyt szybko, bo to będzie podejrzane. Jak na razie, twoje przyjaźnie zostają nietknięte. Szczególnie ta z Potterem, żebyśmy mogli podtrzymywać możliwość szpiegowania go.

- Więc mówisz, że oprócz ciebie? To jak mam się w stosunku do ciebie odnosić? – zapytała figlarnie, nie mogąc się powstrzymać.

Oczy Severusa błysnęły, a lekki uśmiech błąkał się po jego wargach. – Pełne czci uwielbienie? – Parsknęła, wywołując u niego chichot. – Jak na razie wystarczy zaufanie, Hermiono. Powinnaś udawać, że całkowicie mi ufasz. I dam ci znać, kiedy powinno się to zmienić.

- To nie będzie trudne – wyszeptała, z trudem utrzymując kontakt wzrokowy z jego nagle intensywnym spojrzeniem. – Ponieważ naprawdę ci ufam.

Zamknął na moment oczy, słysząc jej słowa, a kiedy ponownie je otworzył nie potrafiła odczytać ich wyrazu. Wstrzymała oddech, gdy uniósł dłoń, dotykając jej policzka i pogłaskał go lekko. Później opuścił dłoń i rzekł szorstko. – Za chwilę mam lekcje. Wracasz do mieszkania pouczyć się?

Trochę zaskoczona nagłą zmianą w jego postępowaniu, potrząsnęła głową, opanowując głos. – Ja... Chciałam pomówić z profesor McGonagall o praktyce, ale jeżeli uważasz-

- Nie, nie, może być. Zaprowadzę cię tam, a ona potem odprowadzi cię z powrotem do moich komnat. Do naszych komnat – powiedział, lekko marszcząc brwi. Przytaknęła i wyszli z pokoju.

Idąc korytarzami była aż nadto świadoma gorąca bijącego z jego ciała. Odległość oddzielająca ich od siebie była mniejsza, niż w normalnych stosunkach nauczyciel-uczennica... nie dotykali się, ale jego szaty czasem ocierały się o jej. Była tak zagubiona we własnych myślach, że podskoczyła słysząc jego głos. – Transmutacja to doskonały wybór.

Skinęła i odrzekła cicho, by nikt inny jej nie usłyszał. – Pomyślałam, że to dobry pomysł, szczególnie, że profesor McGonagall jest członkiem Zakonu. – Nieco głośniej dodała. – Oczywiście interesuje się też tą dziedziną. Zastanawiałam się nad Zaklęciami...

- Dobrze wybrałaś, Hermiono. – Jego głos brzmiał szczerze. Kamień spadł jej z serca – jakaś jej część niepokoiła się, iż będzie oczekiwał, że wybierze Eliksiry, pomimo tego, co mówiła o nierównym stosunku w związku. Zerknęła na niego i zauważyła, że bacznie się jej przyglądał.

- Dziękuję. – Skinął w ramach odpowiedzi. Stanęli przed biurem McGonagall. Drzwi otwarły się niemal natychmiast po tym, jak Severus zapukał i szybko znaleźli się w gabinecie.

- Dzień dobry, panno Granger – przywitała się McGonagall i odwróciła do Snape'a. – Severusie – ufam, iż zdołałeś uporać się z następstwami tej małej, porannej sceny... – Severus przytaknął, uśmiechając się złośliwie, a McGonagall odetchnęła. – Dziękuję. A jak mogę ci pomóc, panno Granger?

- Chciałam z panią pomówić o praktyce, pani Profesor. Zdaję OWTMy- zaczęła Hermiona, ale przerwała, ponieważ twarz McGonagall rozciągnęła się w szerokim uśmiechu.

- To wspaniale, panno Granger! Nie będę obrażać twojej inteligencji i udawać, iż wszyscy nie oczekiwaliśmy na wybór pani dziedziny. Bardzo się cieszę, że zdecydowałaś się na Transmutację – od pewnego czasu szukałam praktykanta, ale nie zgłosił się nikt z darem. Aż do teraz.

Severus wydał dziwny odgłos niecierpliwości i rzucił krótko. – Możesz łechtać ego Hermiony swoimi najskrytszymi pragnieniami, ale poczekaj, aż wyjdę. Teraz muszę iść na lekcję, Minerwo – chcę tylko wiedzieć, czy kiedy skończycie, odprowadzisz ją do pokoju Prefekt Naczelnej? Po tej porannej... sprzeczce... z Malfoy'em musimy być w pogotowiu.

- Oczywiście, Severusie – zapewniła go szybko McGonagall. – Wracaj do swoich lochów – jestem pewna, że złamiesz uczniom serca nie pojawiając się tam tuż po dzwonku.

- Och, jestem pewien, że masz rację, Minerwo – rzekł Snape z uśmiechem błąkającym się na wargach, zdradzając rozbawienie. Odwracając się do wyjścia, złapał wzrok Hermiony. Jego spojrzenie było tak intensywne, że oddech zamarł jej w płucach. – Uważaj na siebie, Hermiono – rzucił gładko, dotykając delikatnie jej dłoni, zanim wyszedł z gabinetu sztywnym krokiem.

Gapiła się za nim dopóki nie usłyszała chrząknięcia McGonagall. – Panno Granger? – Obracając się z poczuciem winy, poczuła gorąco na policzkach, kiedy profesor McGonagall posłała jej wszechwiedzące spojrzenie.

- Przepraszam, pani profesor-

Minerwa uniosła brew, a rozbawiony wyraz twarzy wcale nie zdławił czerwieni na policzkach dziewczyny. – W porządku, panno Granger. Rozumiem doskonale.