Rzutem na taśmę wrzucam kolejną część. Nie mogłam zasnąć, więc powstała pod wpływem chwili. Po raz kolejny dziękuję za fantastyczne komentarze i bardzo się cieszę, ze dzielicie ze mną poglądy, spostrzeżenia i wyrażacie przeróne opinie o moim opowiadaniu.
Miłego :)
Przyjemnie było patrzeć, jak śpi. Jego pierś unosiła się miarowo i spokojnie. Leżał z rękami rozrzuconymi na boki, przykryty tylko skrawkiem kołdry. Zamknięte powieki drgały nieznacznie, a usta czasem rozchylały się w delikatnym uśmiechu. Wyglądał, jakby śniło mu się coś miłego i Hermiona nie mogła powstrzymać się od głaskania jego głowy. Przejeżdżała dłonią po czole, linii szczęki, szorstkich policzkach. Palcem wskazującym dotykała nasady nosa i łuków brwiowych. Rozczesywała kosmyki włosów, które w nieładzie opadały mu na twarz. Później gładziła obojczyki, zagłębienie w szyi, tuż pod jabłkiem Adama. Miał bardzo jasną, prawie biała skórę, gęsto upstrzoną złotymi piegami. Przesuwała dłonią po umięśnionym brzuchu i powtarzała wędrówkę palców po ukochanym. Pocałowała go w ramię i wtuliła się w jego ciepłe ciało. Zamruczała rozkosznie, gdy poczuła silne ramiona zaciskające się wokół niej.
- Nie śpisz? – zapytał pół przytomnie.
- Nie, patrzę na ciebie.
- Dlaczego?
- Jesteś piękny – odpowiedziała bez zastanowienia, całując go w czoło. Mężczyzna zaśmiał się.
- Albo masz coś ze wzrokiem albo z gustem, koteczku – powiedział rozbawiony i podniósł się by przykryć jej nagie plecy. – I marzniesz.
- Przy tobie? Chyba żartujesz.
Przytulił ją mocniej i począł głaskać po ramionach, plecach, udach. Miała długie włosy, zmierzwione loki, rozsypywały się chaotycznie na białej poduszce. Nie była chuda, jej ramiona były pulchne, niewiele brakowało, by na jej łokciach pojawiły się dołeczki. Miała malutki, zgrabny nosek, który przy wielkich oczach i ładnie wykrojonych ustach, nadawał jej twarzy wyraz wiecznej niewinności. Była od niego o wiele niższa, więc objęcie jej całej i przytulenie do piersi nie sprawiało mu najmniejszego problemu. Zmienił pozycję, na taką, by móc patrzeć w jej oczy i bez trudu dotykać jej gładkiego, jędrnego ciała.
- Masz chyba milion stopni, wiesz? Nie jest nam potrzebny kominek – pocałował ją w czubek nosa.
- Za to ty masz zimne stopy, myślę, że krew ci do nich nie dopływa.
- Dziwisz się? Dzisiaj miała lepsze zajęcie niż przejmować się jakimiś tam stopami – jego pieszczoty zaczęły robić się co raz bardziej intensywne, Hermiona zarumieniła się, czując wzrastające podniecenie.
- Och, w takim razie, nie możemy pozwolić, żeby coś ci się stało! – zawołała ze śmiechem i owinęła się ciasno kołdrą.
- Proszę się ze mną nie drażnić, bo jeśli teraz nie będziesz grzeczna to później, za karę, zrobisz śniadanie albo… Zawszę mogę podjąć próbę załaskotania cię na śmierć. Słuchaj panienko, wybór masz prosty.
- A to przepraszam, pana wilka, ale ja się chyba zdecyduję na łaskotki – powiedziała i roześmiała się histerycznie, gdy Bill zaczął spełniać swoją groźbę. Nie mogła się bronić, gdyż przytrzymał ją jedną ręką, a drugą łaskotał bezlitośnie.
- Dobrze! O Merlinie! Proszę! Rób co chcesz, tylko już przestań!
Hermiona nie musiała długo namawiać Weasleya do zmiany taktyki. Zaczął przesuwać ustami bo jej piersiach i brzuchu, całować wnętrze ud. Jęknęła, gdy przesunął językiem po podbrzuszu do pępka.
- Bill, mam świstoklik za godzinę.
- Czy to jakiś problem?
- Nie, nie. Tylko nie chciałabym się na niego spóźnić. Wiesz, Ron już wczoraj wysyłał sowę, że nie uważa długości mojej delegacji za odpowiednią.
- Naprawdę? Mówisz teraz o Ronie? – warknął zezłoszczony, z pomiędzy jej nóg.
- Bill, zrozum.
- Nie, nie rozumiem! – krzyknął, podnosząc się. – Może nie zauważyłaś, ale ja też nie jestem w domu.
- Owszem, ale wyjazd służbowy u Gringotta jest bardziej prawdopodobny niż wtedy, kiedy pracuje się za biurkiem szesnaście godzin dziennie! – w głosie Hermiony zadźwięczała rozpacz.
- Może jest prawdopodobny dla Rona, ale nie dla podejrzliwej willi i stęsknionych dzieci.
- Poważnie, wyciągasz kwestię dzieci? To powiedz mi, co ty tu jeszcze, cholera, robisz?
Bill wciągał bokserki i spodnie, był czerwony ze złości. Spojrzał na Hermionę, skuloną w kącie łóżka, z kołdrą podciągniętą pod samą szyję i z drżącym, od zbliżającego się płaczu, podbródkiem. Zamarł w połowie ruchu, ze spodniami założonymi do połowy ud.
- Kochanie, przepraszam. No już, dziewczynko – wrócił do łóżka i głaskał ją uspokajająco. – Przepraszam, wiesz, że nie chciałem.
- Wiem – szepnęła i pozwoliła się przytulić.
- Jest mi z tobą tak niemożliwe, że zapominam o tym co czeka na mnie później. Nie powinienem, wiem, ale jesteś tą iskrą, która uświadamia mi, że żyję. Dzięki tobie wiem, że to nie jest sen, Hermiono. To głupie, ale my jesteśmy tak odrealnieni od rzeczywistości, że zdajemy mi się jedyną słuszną i rzeczywistą sprawą.
Dziewczyna pocałowała go i zdała sobie, po raz pierwszy, sprawę, ze bardzo nie chce się w nim zakochać. Najbardziej złościło ją to, że było to nieuniknione.
OoOoO
Dziewczynko,
Dotarłem bezpiecznie. Tylko co z tego, skoro nie miałem do kogo wracać. Dom świeci pustkami i tylko pies dziwnie na mnie patrzy. Fleur wzięła dzieci i skoczyła do Francji, na stole zastałem tylko kartkę z której dowiedziałem się, że matka Fleur się pochorowała. Mogliśmy zostać w górach jeszcze kilka dni, gdyby nie mój upierdliwy brat, nie byłoby to problemem. Tęsknię za Tobą, chociaż jeszcze przed paroma godzinami słyszałem Twój głos. Tęsknię do Ciebie trzymając w dłoni Twoje pióro, które zostawiłaś w mojej kurtce. Wpędzasz mnie w szaleństwo, Nieodgadniona. Nie czujesz się winna?
Bill
Jedyny mój,
Siedzę w ciemnym pokoju i słucham ciężkiego oddechu Rona. Tylko ten jeden dźwięk przypomina mi o istnieniu świata. Poza tym mam w głowie i przed oczami tylko Ciebie. Głupie to wszystko. Sęk w tym, że czuję się cholernie winna. Przede wszystkim ze względu na nasze rodziny, Twoje szaleństwo jest rzeczą względną. Byłam dzisiaj u Ginny, tuż po naszym powrocie, dopytuje się nieustannie co u mnie i Rona, jest bardzo szczęśliwa, że nam się układa. Ronald chyba również nie zauważył niczego nowego, sklep bardzo go absorbuje. Dzisiaj wrócił tak zmęczony, jak po nocnej zmianie w Biurze Aurorskim. Ginny promienieje, macierzyństwo jej służy, a Maleńki jest najbardziej uroczym dzieckiem, jakie kiedykolwiek widziałam. Skoro nie masz nikogo w domu, powinieneś odwiedzić siostrzeńca. Ja nie mogłam się od niego oderwać.
Śpij kochany i nie myśl o mnie nocą,
Hermiona
Najdroższa,
Zastanawiałem się dzisiaj czym sobie zasłużyłem na to, by Zeus zesłał właśnie mnie, jedną ze swych najpiękniejszych nimf. Jak ja mam się na Ciebie napatrzeć i Tobą nacieszyć, skoro jest w Tobie tyle wszystkiego… Tyle piękna, tajemnicy, mądrości, doświadczenia i odwagi. Kiedy ja to pojmę, skoro mamy dla siebie tak mało czasu?
Zrozpaczony nienasyceniem,
Bill
Bill,
Dzisiaj nie możemy się zobaczyć, chyba, ze wybieracie się z Fleur do mamy ( czy panie Delacour czuje się już dobrze?). Dostałam od Molly sowę z informacją o obiedzie, nie mogę się wymigać, bo wróciliśmy z Ronaldem wcześniej z pracy, a argumenty Twojej matki (jedzenie!) przemawiają do niego po stokroć bardziej niż moje prośby. Zresztą, nie czułam się wczoraj dobrze i chętnie zostałabym w domu. Nie powinnam sama gotować i zdać się na dostawców jedzenia. Lecz zawsze ulegam chęci nauczenia się tej sztuki, cóż, to chyba nie dla mnie.
Co z tym obiadem?
H.
Skarbie,
Postaram się przylecieć, nie wiem tylko co z dzieciakami. Matka Fleur cierpi na przewlekłą paranoję i przewrażliwienie, myślę, że nie zagraża to jej życiu.
P.S.
Oczywiście nie zamknąłem listu i musiałem coś jeszcze dopisać. Będziemy o 15, WSZYSCY. Przechodziłem koło fantastycznej kwiaciarni i nie mogłem się powstrzymać, wysłałem róże na Departament. Mam nadzieję, że Ci się spodobają.
Zły Wilk
OoOoO
Hermiona zmywała naczynia po rodzinnym obiedzie w Norze. Wolała to zrobić ręcznie, bez użycia magii, gdyż dawało jej to chwilę samotności i czas na zastanowienie się nad wieloma sprawami. Jedyną rzeczą, która wymagała gruntownego przemyślenia i rychłego zakończenia, był jej romans z bratem męża. Merlinie, jak to brzmi. Romans. Z bratem męża. Przecież, gdyby któraś koleżanka, na przykład Padma, przyznała jej się do takiego zachowania Hermiona wyśmiałaby ją i doradziła wycofanie się z kryzysowej sytuacji. Hipokrytka. Westchnęła ciężko, karcąc się w duchu. W przyszłym tygodniu to skończy, porozmawiają z Billem szczerze i wspólnie zadecydują o tym, by skończyć to wszystko zanim ktokolwiek się o tym dowie. Tak zrobią, gdyż są dorosłymi i rozsądnymi, ludźmi i nie będą sobie ściągać na głowę niepotrzebnego ryzyka tylko dlatego, że wcześniej życie nie układało się po ich myśli. Bill wszedł do kuchni i objął Hermionę od tyłu, dziewczyna krzyknęła zaskoczona.
- Przestań! Ktoś może tu wejść! – zawołała, próbując wyszarpnąć się z jego uścisku. Mężczyzna przycisnął ją do siebie mocniej i oparł Hermionę o umywalkę, pocałował ją namiętnie.
- Nikt tu nie przyjdzie, zgłosiłem się na ochotnika do przyniesienia deseru. Rodzice zajmują się wnukami, a reszta wymienia poglądami odnośnie rodzicielstwa, znudziłem się – wymruczał jej do ucha, przesuwając dużą, silną dłoń w górę jej uda i sięgając do majtek. Hermiona wyprostowała się, sparaliżowana z przerażenia.
- Puść mnie!
Walczyła póki mogła się oprzeć, jeszcze chwila i cała jej zawziętość poszła by w diabły. Bill odsunął się od niej tak szybko, jak się zjawił i ruszył sprężystym krokiem w stronę lodówki. Posłał Hermionie nonszalancki uśmiech, ale jego oczy zdążyły już pociemnień z pożądania. Zadrżała, gdy zauważyła jego wzrok. Słabym głosem rzuciła Chłoszczyść w stronę sterty naczyń i prawie pobiegła do salonu. Musiała uciec od tego, co zaczęło ją wypełniać w jego obecności. Obawiała się, że w czasie bycia panią Weasley, zgubiła Hermionę Granger na zawsze.
