AN: Nie umrzyjcie z przesłodzenia, błagam .

~~Forget me not~~

Rozdział VIII

~~ We śnie ~~

- Mam nadzieję, że tym razem mi nie odmówisz, Harry – Slughorn obdarzył swojego ulubionego ucznia promiennym uśmiechem. - Panna Granger też jest zaproszona.

Harry powstrzymał się od teatralnego wzdychania. Slughorn polował na niego od początku roku szkolnego i wyglądało na to, że tym razem nie uda mu się uciec i będzie musiał pójść na to głupie przyjęcie. Oczywiście, gdyby mógł, wymyślił by jakąś wymówkę, ale już tyle razy wykręcał się treningami i nauką, że nikt by w to nie uwierzył.

- Przyjdę z przyjemnością - odpowiedział z uśmiechem, a Slughorn prawie padł z wrażenia.

Chłopak szybko uciekł przed kolejną serią zachwytów, na które nie zasługiwał i po kilku chwilach był na schodach.

Masz dzisiaj wyjątkowo dobry humor, zagaił Tom.

Och, no wiesz, nie miałem wyboru. Poza tym jestem nawet trochę wdzięczny Slughornowi – to dzięki niemu wygraliśmy mecz. To on dał mi Felix Felicis.

A myślałem, że wygraliśmy dzięki waszym niezwykłym umiejętnościom, szydził Riddle.

To też, oczywiście, roześmiał się Harry. Ale przynajmniej Ron uwierzył, że może wygrać, tylko o to mi chodziło. Harry z satysfakcję przypomniał sobie minę przyjaciela, kiedy ten zobaczył pełną i nienaruszoną butelkę eliksiru.

Dokąd idziemy?, zapytał po chwili Tom, widząc, że nie idą do biblioteki, gdzie Harry ku zgrozie niektórych kolegów oraz zachwytowi Hermiony i nauczycieli spędzał ostatnio większość czasu.

Sam nie wiem... Nie chcę trafić na Hermionę – jest strasznie nieznośna od czasu, kiedy Ron zaczął chodzić z Lavender. Harry żałował, że mówi tak o przyjaciółce, ale była to niestety prawda.

A ty nie myślałem o tym, żeby znaleźć sobie dziewczynę?, zapytał Tom z ciekawością, chociaż Harry'emu wydawało się, że za tym pytaniem kryje się coś więcej.

No wiesz, najpierw muszę uratować świat, stwierdził wymijająco chłopak. W szkole dzieje się teraz tyle dziwnych rzeczy – najpierw Katie zaatakowana przez ten naszyjnik, teraz Malfoy nie przyszedł na mecz...

Nie martw się tym, Malfoy nic ci nie zrobi. Tom powiedział to z taką pewnością, jakby wiedział, czym zajmuje się Ślizgon.

W takim razie na kogo on poluje?, zapytał Harry, ale nie doczekał się odpowiedzi.

Boże Narodzenie nadeszło szybciej niż się spodziewał. Czas mijał mu między nawałem prac domowych, treningami, obserwowaniem Malfoya (Harry był pewien, że on coś knuje) i lekcjami z Tomem. Tak, lekcje nadal się odbywały, bo Riddle twierdził, że poziom edukacji w Hogwarcie zastraszająco się obniżył, a poza tym w najmniejszym stopniu nie przygotowywał go do potyczki z Voldemortem. Czasami Harry przyznawał mu rację – szczerze wątpił, żeby musiał kiedyś przyrządzić Voldemortowi Wywar Żywej Śmierci albo przetransmutować go w, dajmy na to, wieloryba. Jedynie lekcje u Dumbledore'a były przydatne – mimo że Harry nadal nie mógł przekonać dyrektora, że Tom Riddle to nie Voldemort, to ciekawie było oglądać jego przeszłość. Chłopak wiedział, że Tom nigdy sam nie powiedział by mu tego wszystkiego, co we wspomnieniach pokazywał mu Dumbledore.

Istniał jednak pewien zasadniczy problem – lekcje z Tomem musiały odbywać się w nocy, bo tylko wtedy nikt nie mógł zauważyć, że Harry znika na całe godziny. Chłopak wiedział, że nauczyciele go obserwują. Czuł na sobie uważne spojrzenie dyrektora i McGonagall prawie przez cały czas. Najbardziej jednak denerwował go Snape – czasami Harry miał wrażenie, że znienawidzony nauczyciel wie, czym naprawdę jest noszony przez chłopaka przez cały czas dziennik. Dlatego też Harry, by uniknąć podejrzeń, uczył się w nocy, przez co przez cały czas był niewyspany.

Poza tym Harry nadal nie zaprosił nikogo na gwiazdkowe przyjęcie Slughorna. Najchętniej zabrałby ze sobą Toma, bo wiedział, że ma on zdrowe podejście do tego typu zabaw. Jednak pomijając tak oczywiste przeszkody, jak na przykład to, że Tom był wspomnieniem i te mniej oczywiste – był przecież wspomnieniem Voldemorta - to według Harry'ego największym zainteresowaniem cieszyłby się fakt, że przyszedł z chłopakiem. Dlatego, by nie wzbudzać niepotrzebnej sensacji (jakby i tak już tego nie robił), Harry postanowił zaprosić jakąś dziewczynę. Pewnego grudniowego poranka podzielił się z Tomem tym spostrzeżeniem, co wywołało śmiech tego drugiego.

Myślałem, że zabierzesz mnie. Harry nie był pewien, czy to żart czy też nie, więc postanowił nie komentować. Kogo masz na oku?

Szczerze powiedziawszy – nikogo. Czuję się tak samo jak przed balem bożonarodzeniowym w czwartej klasie, westchnął z utrapieniem Harry.

Siedzieli właśnie przy śniadaniu. A raczej Harry siedział, a Tom stał za nim. Czasami przechadzał się też po sali, przyglądając się uczniom, których rodziców lub dziadków znał, korzystając z tego, że nikt go nie widzi. Harry miał wrażenie, że duchy wyczuwają obecność Toma, ale jak dotąd żaden z nich nie wszczął alarmu. Teraz Riddle rozejrzał się po sali i z uśmiechem zaczął:

Zastanówmy się... Hermiona Granger?

Miała iść z Ronem, ale są teraz pokłóceni, więc idzie na złość z Cormaciem.

Dziewczęta potrafią upaść tak nisko, zauważył Tom, po czym dodał: Parvati Patil? Byłeś z nią na tamtym balu, prawda?

Tak, do dzisiaj się do mnie nie odzywa.

Nie dość, że nie potrafisz całować, to jeszcze nie umiesz tańczyć?, zażartował Tom, chociaż wiedział, że stąpa po cienkim lodzie. Harry był strasznie drażliwy na punkcie całowania. Może dać ci kilka lekcji?

Bardzo śmieszne, wycedził Harry.

Musiał mieć strasznie złą minę, bo kilku pierwszorocznym spojrzało na niego ze strachem. Coś takiego zdarzało mu się co jakiś czas. Nie zawsze potrafił zapanować nad swoją mimiką, gdy rozmawiał z Tomem. Tego ostatniego strasznie to bawiło. Harry po cichu dziękował niebiosom, że Ron i Hermiona się pokłócili, bo dzięki temu nie zwracali na niego aż takiej uwagi przy posiłkach.

Wiesz, że zawsze służę ci pomocą, stwierdził Riddle. To Ginny Weasley?, wskazał ręką na rudowłosą Gryfonkę. Strasznie wyrosła.

Rzeczywiście zmieniła się przez ostatnie kilka miesięcy, zauważył Harry, po czym nagle dotarł do niego sens słów Riddle'a. Co masz na myśli mówiąc „strasznie wyrosła"?!

No cóż, kiedy widziałem ją z bliska po raz ostatni, była w pierwszej klasie, odpowiedział wymijająco Tom.

Co to ma znaczyć?!, krzyczał teraz Harry. Nie mógł sobie wyobrazić, że Riddle rozmawiał z kimś innym niż z nim.

Chyba nie jesteś zazdrosny?, roześmiał się Tom, choć w jego głosie można było usłyszeć nutkę nadziei.

Co?! Chyba żartujesz! Ty nadęty, egoistyczny, zadufany w sobie narcyzie! Harry zamachnął się rękę tak gwałtownie, chcąc uderzyć Riddle'a, że zrzucił ze stołu cały półmisek z tostami. Jakaś mała dziewczynka pisnęła ze strachu i schowała się za dzbankiem z sokiem dyniowym.

Riddle śmiał się głośno, ale nikt poza wściekłym Harrym nie mógł tego usłyszeć. Nawet nauczyciele spoglądali teraz z ciekawością i niepokojem w kierunku stołu Gryffindoru, starając się zgadnąć, co tak rozjuszyło Wybrańca.

Naprawdę powinieneś zaprosić mnie, mój drogi, dodał jeszcze Tom, zanim uchylił się przed lecącym w jego kierunku widelcem.

Snape złożył matce Malfoya przysięgę wieczystą.

W ogóle nie robi to na Tobie wrażenie?

Wolałbym wiedzieć, czy dobrze się bawiłeś z panną Lovegood.

Było całkiem... zabawnie.

Cieszę się.

Tom, czy Ty w ogóle nie widzisz, że Malfoy coś knuje?!

Nie krzycz. Oczywiście, że widzę, ale nie mam zamiaru nic w tej kwestii robić. Jak minęły Ci święta? Siedzenie tu przez cały czas było strasznie uciążliwe.

Wiesz, że Nora była chroniona. Nie mogłem Cię tam zabrać, to byłoby zbyt niebezpieczne.

Martwisz się o mnie? Kto by pomyślał.

Jesteś ostatnio strasznie zgryźliwy. Coś się stało?

Nic takiego. Po prostu czasami żałuję nie mogę być z Tobą zawsze. I bardziej.

Umiem sobie radzić sam.

Jesteś moją bratnią duszą, Harry. Muszę o Ciebie dbać. Ale nie powiedziałeś mi jeszcze, jak było w Norze?

Minister chciał mnie namówić, bym pracował dla ministerstwa. Odmówiłem.

Dlaczego?

Bo byłbym w ich ręku tylko propagandową lalką.

Dałbyś ludziom nadzieję.

Fałszywą. Wolę najpierw pokonać Voldemorta, a potem zająć się reklamami. A jeśli już o tym mówimy: kiedy wyruszamy na naszą wyprawę?

Z tego co pamiętam, Dumbledore kazał ci zdobyć jakieś wspomnienie, prawda?

Tom, zawsze potrafisz wszystko zepsuć.

Po prostu źle podchodzisz do tego zadania.

Co masz na myśli?

A już myślałem, ze dzięki lekcjom ze mną nauczysz się wreszcie myśleć...

Tom, o co Ci chodzi?

Tom?

Tom!

Harry próbował zdobyć wspomnienie na wiele sposobów – prośbą, groźbą, nawet płaczem, ale nic z tego nie wychodziło. W dodatku zauważył, że Slughorn zaczyna go unikać, co wcale nie ułatwiało zadania. Tom jeszcze pogarszał sprawę, bo przez cały czas śmiał się cicho, widząc wysiłki Gryfona. Chłopak nie wiedział, o co mu chodzi, ale czuł się jak idiota.

Po tym, jak Ron prawie umarł z powodu otrucia, Harry zaczął się poważnie martwić o bezpieczeństwo w szkole. Podejrzewał, że za tymi wszystkimi wypadkami stoi Malfoy, ale nie mógł mu nic udowodnić. Sprawiało to tylko, że stał się strasznie rozdrażniony i warczał na Rona i Hermionę przy każdej okazji – oni nie potrafili zrozumieć, jaki ciężar na nim spoczywa. Czasami Harry miał wrażenie, że tylko Tom jest w stanie pojąć jego sytuację.

Pewnej nocy, gdy skończył już wszystkie prace domowe i przyszedł czas na lekcję u Toma, czuł się wyjątkowo kiepsko. Nie miał siły na nic, a wiedział, że czeka go co najmniej kilka godzin wysiłku.

...

Pokój wyglądał tak jak zwykle – zazwyczaj Harry wchodził do wspomnienia właśnie przez niego, a potem przechodził do znajdującej się na dole dużej sali, której używali do treningów. Harry podejrzewał, że ten budynek to Dom Riddle'ów, który widział w jednym ze wspomnień Dumbldeore'a. Tym razem Tom nie czekał na niego, więc chłopak mimowolnie usiadł w miękkim fotelu. Ciepło ognia w kominku i cisza panująca w domu sprawiły, że ogarnął go spokój i po chwili zamknął oczy. Powiedział sobie, że to tylko na chwilę, ale nim się spostrzegł, zapadł w głęboki sen.

W tym czasie Tom chodził zirytowany po sali do ćwiczeń – Harry spóźniał się już pół godziny, co oznaczało, że zmarnował mnóstwo czasu. Mogłoby się wydawać, że Riddle jest wściekły, ale w rzeczywistości zaczynał odczuwać lekki niepokój. Harry nigdy się nie spóźniał. Co mogło go zatrzymać? Tom miał już przed oczyma najczarniejsze scenariusze i miotał się po pokoju z kąta w kąt.

Jakie było jego zdziwienie, kiedy zobaczył chłopaka w swoim własnym fotelu. Nie mógł powstrzymać uśmiechu – Harry wyglądał tak, jak powinien wyglądać szesnastoletni chłopiec; na jego twarzy nie było widać zwykłych śladów zmartwienia i troski o cały świat.

Tom nie miał serca budzić swojego ucznia – ten jeden raz mógł mu wybaczyć zaśnięcie. Być może rzeczywiście wymagał od niego zbyt wiele.

Jednak patrzenie na śpiącego Gryfona też nie było najlepszym pomysłem – fotel z pewnością nie był najwygodniejszy, a głowa Harry'ego zaczęła się niebezpiecznie przechylać i groził mu rychły upadek.

W takim wypadku Tom zrobił to, co uważał za słuszne. Delikatnie podniósł chłopaka i położył go w swoim łóżku. Musiał przyznać, że Gryfon wyglądał uroczo.

Nie mógł się powstrzymać i zmierzwił dłonią ciemne włosy śpiącego.

W tym momencie Harry się poruszył.

Tom poczuł ukłucie strachu – chłopak zapewne nie będzie zachwycony, jeśli zobaczy go w tak dwuznacznej sytuacji.

Jednak, ku jego zdziwieniu, Harry, nadal śpiąc, złapał jego rękę i wymamrotał cicho: „Nie odchodź".

Tom pochylił się nad nim i przez moment zastanawiał się, czy naprawdę powinien to robić. Zapewne Harry nie uwierzy mu, kiedy powie, że sam prosił...

Bez skrupułów zabijałem i dręczyłem, a nie potrafię z nim zostać?, zganił samego siebie i podjął decyzję.

Powoli położył się przy Harrym, starając się go nie obudzić. Kiedy tylko znalazł się obok chłopaka, ten wtulił się w jego szyję.

Jesteśmy tacy podobni, Harry, zdążył pomyśleć Tom, zanim on też zasnął.