Max ubrał się na czarno i schował stele ojca do małego plecaka. Przyda mu się. Może według innych nie był wystarczająco dorosły by uczyć się walczyć czy mieć własne znaki, to on czuł się jak dorosły człowiek w ciele chłopca, co było nieziemsko wkurwiające. Jak miał niby w tym ciele cokolwiek załatwić. Musi się wykazać taktem i sprytem. Samotne dziecko na ulicy wzbudza niepotrzebną uwagę.

Sprawdził czy spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i ruszył do wyjścia z instytutu. Wszyscy byli zajęci zniknięciem Aleca, więc nikt nie powinien zauważyć, że go nie ma co najmniej do wieczora, albo i nocy.

Gdy wyszedł na dwór w ciepłe przedpołudnie poczuł się wolny. To było niesamowicie dobre uczucie. Przestał żałować swoich teraźniejszych bliskich, mógł zrobić to co zamierzał, skupić się na tym całkowicie.

A chciał zobaczyć czy Niklaus jeszcze żyje, a nawet go odnaleźć. Zacznie od Internetu. Internet, pożyteczna rzecz, można w nim znaleźć wiele rzeczy czy ludzi. A przynajmniej tak się dowiedział z mang, które czytali razem z Alec'iem. Sami łowcy niestety z niego nie korzystali, a szkoda.

Ruszył więc przed siebie w poszukiwaniu kafejki internetowej. Szedł różnymi ulicami, choć przecież żył w tym mieście wiele lat to nie znał go tak dobrze jak powinien. Pozwiedzał więc bardziej niż zamierzał i kiedy w końcu miał na poważnie szukać kafejki internetowej stanął przed nią przypadkowo. Z uśmiechem wszedł do środka. Przy ladzie stał jakiś student i klikał myszką.

- Dzień dobry. Chcę jeden komputer na dwie godziny. – Powiedział.

Student spojrzał na niego przyjaźnie.

- Jasna sprawa. Czternastka jest wolna. Cztery dolary.

Max zapłacił i ruszył w głąb sali i pod ścianę, gdzie stał jego sprzęt. Poczekał aż się włączy i kliknął w wyszukiwarkę internetową. Nie wiedział do końca co robić, ale zrobił tak jak robili w mangach, wpisał Google, wyświetlił mu się pasek w który miał wpisać swoją frazę lub adres URL. Trzymając w duchu za siebie kciuki wpisał „Niklaus Gao" i wcisnął enter.

Ponad czterdzieści tysięcy wyników w mniej niż sekundę. Pierwszy wynik to jakieś konto na jakimś portalu. Kliknął i prawie zapomniał żeby oddychać. Na zdjęciu w małej białej ramce widniało zdjęcie jego ukochanego, siedzącego na scenie z gitarą w ręce, przy jego ustach stał podstawiony mikrofon. W czarnej skórzanej kurtce i takich też spodniach wyglądał jak Bad Boy. Max, gdy już przeszedł mu szok, zaczął przewijać w dół. Niewiele mógł się dowiedzieć bo wszyscy pisali w kanji czy czymś tam, a nie po angielsku. Jednak w tym bałaganie odnalazł wiele linków do klipów video na których jego ukochany stał na scenie i coś śpiewał.

Popędził do studenta.

- Przepraszam, jest możliwość słuchania?

- Jasne. – Chłopak zniknął za ladą i pojawił się zaraz z czymś w ręce. – Musisz je włożyć do tego zielonego wejścia na obudowie. Tu masz regulator dźwięku. Miej na uwadze by nie przeszkadzać innym. – Studenciak puścił do niego oko i podał słuchawki.

Max szybko pobiegł z powrotem i zrobił jak mu kazano. Założył słuchawki na uszy i po chwili usłyszał doskonały głos w spokojnej piosence. Na scenie stał tylko on z klasyczną gitarą, a obok stał ktoś ze skrzypcami. Dwa instrumenty doskonale się komponowały, a Niklaus śpiewał po angielsku o tęsknocie. A jego głos… Max zagryzł dolną wargę ze wzruszenia.

Łowca wysłuchał dwanaście piosenek, nie były to nagrania z występów, ale wideo z okładką jego albumu, szara ściana po której ścieka krew. Wszystkie były bardzo klimatyczne, o śmierci, zagubieniu, tęsknocie i smutku. Potem piosenki zaczęły się powtarzać.

Trzęsącymi się dłońmi Max powrócił do wyszukiwań Google i włączył kolejny link. Był to krótki artykuł na wikipedii.

Niklaus Gao – koreański muzyk i kompozytor muzyczny.

Jego debiutancki album wydany 9 listopada 1994 roku zdobył szczyt koreańskiej listy najlepiej sprzedających się albumów i 1. miejsce w Chinach oraz Japonii. Główny singiel "Gone" znalazł się wśród dziesięciu najlepszych singli w Korei i na 1. miejscu w Mongolii. Album oraz singiel zapewniły muzykowi cztery statuetki spośród siedimiu nominacji podczas MAND Music Awards of 1995. Album „No One Land" zdobył nagrody w kategoriach: najlepszy artysta, najlepszy debiut wydawniczy, najlepsza muzyka oraz najszybciej sprzedający się album.

Niestety był to jedyny powstały album. Po wielu samobójstwach jego słuchaczy i zbiorowym samobójstwie podczas, którego osiem osób słuchając krążka odebrało sobie życie, muzyk wycofał album ze sprzedaży i zniknął.

Max potarł czoło. Wcale się nie dziwił, że ludzie słuchając tego chcieli umrzeć. Wszystkie piosenki były depresyjne, muzyka mroczna, smutna, przygnębiająca. Tekst podobnie. Gdyby ktoś w depresji je przesłuchał, popadłby w nią jeszcze bardziej.

Cały album był wydany dziesięć lat temu. Wtedy Max musiał umrzeć. Nic innego nie zmusiłoby pogodnego, spokojnego Niklausa do stworzenia czegoś tak pięknego lecz rozpaczliwego. Tym bardziej chciał go odnaleźć, lecz jak mówiła wikipedia, mężczyzna zniknął. Zostały po nim piosenki walające się w Internecie, strony jego fanów, którzy nadal się zabijali i ludzi, którzy go nienawidzili za stworzenie tych piosenek.

Przesłuchał piosenki jeszcze wiele razy zanim skończył mu się czas. Podziękował studentowi i wypadł na zewnątrz. W jego głowie zrodził się kolejny plan.

Po prostu opowie Alec'owi wszystko i poprosi go o pomoc. A jak nie to znajdzie jakiegoś czarownika i zmusi go do pomocy. Max nie tylko musi znaleźć Niklausa, ale i nie może wyglądać jak teraz. Musi dorosnąć i to szybko.


Alec z radości nie mógł uleżeć w łóżku, choć nie spał długo, a o czwartej rano miał przejażdżkę to i tak wstał przed dziewiątą, ubrał się i chodził cicho po mieszkaniu. Odsunął wszystkie zasłony i wyjrzał przez duże okna, widać było z nich most Brooklyński, słońce oświetlało mu bladą twarz.

W końcu usiadł przy telewizorze i zaczął skakać po kanałach. Trafił na kanał kucharski i wpadł na pomysł. Jeśli mu się nudzi to może zająć się śniadaniem. Tylko co by tu zrobić.

Wstał i zaczął szperać w książkach. Jest, książka kucharska!

Poleciał do kuchni i w niej zastał go wyspany Magnus, który poczuł zapach naleśników. Alec stał przy kuchence, zwrócony do niego plecami, a obok niego na talerzu leżała spora góra pancakesów z niebieskimi plamami. Czarownik podniósł brew do góry.

- Co robisz? – Zapytał.

Alec prawie podskoczył ze strachu.

- Magnus! Nie strasz mnie do cholery! Chodzisz jak jakiś duch. – Odwrócił się do swojego chłopaka. – Jak to co? Śniadanie. Naleśniki z jagodami. Nie widzisz? – Pokazał na placki.

- Widzę. Nie jestem tylko pewien czy są zjadliwe.

Alec posłał mu krzywe spojrzenie. Wyciągnął kolejny talerz i postawił na niego placek z patelni. Dodał do tego jeszcze dwa, położył na nie i obok ich jagody i truskawki. Podał Magnusowi talerz razem z syropem klonowym.

- Zjedz i dopiero potem się wymądrzaj!

I zajął się przyrządzaniem swojego talerza.

Magnus z lekkim uśmiechem usiadł na stole i zaczął jeść. Na Lilith, te placki były doskonałe! Słodkie i kwaśne jednocześnie, puszyste…

- No i co? – Zapytał Alec z nadzieją, siadając obok.

Czekał niecierpliwie na reakcje czarownika.

- Pycha!

Zadowolony z siebie kucharz zaczął jeść swoją porcje.

- Kiedy się nauczyłeś gotować?

- Nie uczyłem się. Wzbogaciłem tylko przepis z książki. Dopilnowałem żeby ciasto było puszyste i dlatego są takie delikatne. – Odparł z uśmiechem. – Polubiłem to gotowanie.

Zjedli śniadanie w pogodnej atmosferze, paplając o niczym, w końcu przenieśli się na kanapę i oglądali durne seriale. Magnus nie miał żadnych klientów, więc mieli czas do trzynastej.

W końcu jednak nadszedł czas by się zbierać. Alec prawie nie mógł ukryć podekscytowania. Cholera, jest Nocnym Łowcą, w jego żyłach krążyło pragnienie niebezpieczeństwa i ratowania innych. A teraz był w środku misternej intrygi, próbując rozwiązać ją razem z ludźmi, którzy uważali go za dorosłego, nie to co jego rodzice. Nikt nie odstawiał go w kąt.

- Zajrzę jeszcze do Catariny. – Odparł Magnus i powędrował do sypialni gościnnej.

Od wielu dni stan kobiety ani trochę się nie zmienił. Możliwe nawet, że pogorszył.

Alec pomyślał o tym co jej przez przypadek zrobił. Prawdopodobnie zrobił. Od tamtego czasu nie myślał o tych dziwnych zdarzeniach i Natalie też nie potrafiła ich wytłumaczyć. Mieli po prostu za mało informacji. Ale Alec źle się czuł z tym, że nic o tym nie wspomniał swojemu chłopakowi. Chociaż kij z tym, drań nie chciał wspominać o swojej przeszłości, więc on też może mieć swoje sekrety.

Było słychać kroki i po chwili do salonu wszedł Magnus. Był widocznie spięty , zmarszczył brwi martwiąc się czymś.

- Mam wrażenie, że jej oddech jest płytszy. Gorzej z nią.

Łowca stojący przy ścianie z kurtką w ręce, uśmiechnął się pocieszająco.

- Porozmawiamy o tym z Natalie. Jakoś odkryjemy co z nią jest.

- Mam nadzieję, chyba długo nie pociągnie. – Powiedział smutno Magnus.

Spojrzał w ciepłe, współczujące oczy swojego ukochanego i nie mógł nie poczuć się lepiej. Alec po prostu tak na niego działał. Wystarczyło, że na niego spojrzał i czuł ciepło na sercu, radość, miłość…

- Dobra, chodźmy już.

Mieszkanie Natalie było blisko, było to dobre gdyż musieli tam dotrzeć niezauważeni, jaśniej mówiąc niewidzialni, a jazda metrem byłaby utrapieniem o tej godzinie. Alec narysował sobie runę i dodatkowo Magnus zaczarował ich najlepiej jak umiał by żaden czarownik nie przejrzał zaklęcia. Ruszyli ulicą w stronę mostu Brooklyńskiego, przeszli po nim i kilka minut później byli przed dużym ekskluzywnym blokiem.

- Przejdę się jeszcze po te kurczaki o które prosiła. – Wymamrotał Magnus do Aleca z krzywym uśmieszkiem.

- Wracaj szybko.

Chłopak oddał uśmiech i otworzył drzwi do bloku, jeśli można tak nazwać to arcydzieło nowoczesnej architektury.

- Nie miałem pojęcia, że takie paskudztwa istnieją w Nowym Jorku. – Wymamrotał łowca do siebie, kręcąc głową.

Wszedł po schodach na trzecie, ostatnie piętro i zapukał do czerwonych drzwi. Uchyliły się same, a z wnętrza mieszkania doszedł go głos Natalie:

- Wejdź!

Rozebrał się w przestronnym holu i przeszedł przez błyskotki na framudze drzwi do wielkiego, czystego salonu. Był przestronny, wielkie okna po drugiej strony lśniły od magii, po środku pomieszczenie stały trzy karmelowo brązowe kanapy, na środku okręgu, które one tworzyły stał szklany stolik do kawy. Przy ścianach stały jasne meble, wieża stereo, ogromny telewizor na pół ściany. Mimo koszmarnego wyglądu budynku, mieszkanie było przecudne.

Na kanapie siedziały trzy osoby wyglądające na zaprzyjaźnione. Jedną była oczywiście gospodyni, Natalie ubrana była w czarne wygodne ciuchy, mieli podobny gust. Obok niej siedziała starsza dziewczyna, jej włosy były długie i nienaturalnie czerwone, skóra blada, wyglądająca nienaturalnie. Było widać, że to czarownica.

Naprzeciwko nich siedział mężczyzna, jak on i Natalie w czarnych skórach. Był piękny, karmelowa cera, doskonałe, azjatyckie rysy twarzy. Gdy spojrzał w jego stronę Alec zobaczył zielonozłote oczy. Cała jego osoba niesamowicie przypominała mu Magnusa, choć bardzo się różnili, na przykład w wyborze ubrań.

Alec'owi wydało się, że mężczyzna był przez chwilę wstrząśnięty, ale uczucie mignęło tak szybko, że mogło mu się tylko zdawać.

W tym momencie Natalie zeskoczyła z kanapy i podeszła uścisnąć go radośnie. Pozostali goście wstali za nią.

- Alec, kochanie, a gdzie Magnus?

- Poszedł po te twoje żarcie.

Zaśmiała się.

- Ano tak, doskonale! No dobra, poznaj Jeanette, która ma dla nas informacje. Jeanette to Alec.

Podał rękę dziewczynie i spojrzał na azjatę. Ten uśmiechnął się, przesuwał po nim wzrokiem jakby nie mógł uwierzyć, że go widzi.

- Alec, dobrze wyglądasz. – Uśmiechnął się uroczo.

Chłopak podniósł brew i ponownie przyjrzał się mężczyźnie.

- Znamy się?

- Właśnie! – Zawołała Natalie. – Nic mi nie chciałeś powiedzieć.

- Wszystko wytłumaczę gdy tylko dołączy do nas Magnus. Nie chce mi się trzy razy powtarzać tego samego.

Alexandra zatkało. Nie dość, że wydaje się znać go, to jeszcze i Magnusa. O co tu chodzi do cholery?! Zmrużył oczy podejrzliwie.

- Więc jego też znasz. – Odparł sarkastycznie.

Azjatę to obeszło.

- Dlaczego miałbym nie znać własnego brata?


A/N: Dududud! Ten rozdział jest krótszy, ale w następnym będzie mnóstwo akcji, a w jeszcze kolejnym dowiemy się wielu rzeczy od Nik'a :D

Shadowhunters nareszcie są! Oglądałam i kocham ten serial.

Sorki, że nie dodaje ich szybko, ale sesja, rozumiecie… No i jestem trochę zajęta pracą i wgl…

Polecam piosenki Ruelle – Monsters i Flume and Chet Facker – drop the game, obu słuchałam gdy to pisałam.

Do kolejnego rozdzialiku!

No i poprawiłam trochę rozdziały żeby było wiadomo kiedy sceny się zmieniają.