Autorką opowiadania jest MrsEdwardCullen, ja tylko tłumaczę tą historię.
Natomiast postacie należą do Stephenie Meyer.
Rozdział 8
beta: rodzynka
Zajęło mi prawie trzydzieści minut, zanim stwierdziłem, że jestem w strasznym stanie, aby prowadzić. Moje ramie kurewsko mnie bolało i w pewnym momencie, myślałem, że ktoś stara mi się je wyrwać. Sprawdziłem opatrunek, żeby zobaczyć czy krwawię, a kiedy zobaczyłem, że było czysto, wróciłem do domu. Zdecydowałem, że lepiej będzie, jeśli polecę do Seattle.
Ludzie mówią, że kiedy chcesz czegoś tak bardzo świat jest przeciwko tobie. Chciałem wyjechać, ale nie mogłem; rezerwacja telefoniczna powiedziała mi, że najbliższy wolny lot był dopiero następnego dnia w południe. Nie odpowiadała mi koncepcja spędzenia czternastu godzin czekając, żeby się stąd wydostać. Musiałem wyjechać! Zły bardziej niż kiedykolwiek, pozbierałem roztrzaskane szkło i poszedłem do łóżka.
Czas wyparował. Niespodziewanie, spałem całe dziesięć godzin. Napiłem się kawy i zdecydowałem się zadzwonić do domu, sprawdzić czy wciąż tam są. Wiedziałem, że Emmett będzie starał się znaleźć najwcześniejszy lot, jaki mógł. Ma odebrała telefon po drugim sygnale.
- Halo?
- Dobry, mamo – uśmiechnąłem się. Tak bardzo kochałem tę kobietę.
- Edwardzie? Dziecko, jak się masz?
- Dobrze. Jak ty?
- Niedobrze. Emmett wciąż stara się znaleźć samolot powroty do Chicago. Ten który znalazł jest dopiero w piątek.
- Nie musisz tutaj przyjeżdżać, dobrze sobie radzę.
- Edwardzie, nie radzisz i wiesz o tym. Potrzebujesz mnie i ja muszę się zając moim synem! Więc, nie mów mi, że radzisz dobie dobrze – wyjaśniła i zaczęła płakać. Pozostałem cicho i czekałem, aż się uspokoi. Kiedy usłyszała Emmetta i Carlisle'a, zaczęła na nowo.
- Do cholery – warczał Emmett – twój syn był załamany i wszystko, o co się martwisz to pieniądze, jakie wydałeś na jego czesne i czy będziesz w stanie to odzyskać.
- Załamany? Przez tą małą dziwkę? Proszę! Powinien być szczęśliwy, że dowiedział się zanim było za późno. Ta suka wzięła pieniądze i go zostawiła. Po pierwsze, to ona do nas przyszła!
- Poczekaj! Myślałem, że to ty byłeś tym, który zapytał ją, żeby przyszła i spotkała się z tobą i tą starą, tanią i wulgarną piłką, jaką miałeś za ojca – wypalił Emmett.
-Taa, taa – powiedział. - Ja, umm, my zadzwoniliśmy do niej i przyszła. O to mi chodziło, kiedy powiedziałem, że ona przyszła do nas na pierwszym miejscu – kontynuował. - Byłem bardzo cierpliwy, jeśli chodzi o twojego brata. Poddałem się ze wszystkim rozmyślaniami, brakiem szacunku i wszystkim, co przyszło. Ale nigdy nie wybaczę mu przelania pieniędzy twojej matce – zakończył.
-Chłopaki, rozmawiam z Edwardem – powiedziała Ma, ale zignorowali ją.
-Więc, to to? To, dlatego nawet nie zapytałeś czy jest żywy, po tym jak powiedzieliśmy Ci, że został postrzelony? Wypierasz się swojego syna przez pięćdziesiąt milionów. To jest... odrażające. Są momenty, jak ten, że marzę, żebym Cię nigdy nie poznał!
-Teraz słuchaj mnie- zaczął.
-Nie! Ty słuchaj, jeśli kiedykolwiek spróbujesz pozbyć się mojego brata, będziesz przykrym starym człowiekiem! Nic, co powiesz nigdy tego nie wynagrodzi! Ty może się zmieniłeś, ale on wciąż tam jest! Jest istotą ludzką i dokonuje swoich wyborów, złych albo dobrych. Również chodzi tu o fundusz powierniczy! Zrobił z nim, co chciał, a ty musisz się zamknąć i zatrzymać dla siebie swoje gówna!
- Jesteś równie szalony jak on! - syknął.
- Płynie to we krwi! - wypalił Emmett, zanim usłyszałem trzaśnięcie drzwi.
- Przepraszam – wyszeptała Ma.
- Nie musisz – natychmiast powiedziałem. - To nie jest coś, czego bym już nie wiedział. - Sprawdziłem, która godzina i wiedziałem, że niedługo muszę wychodzić. - Ma, muszę iść do warzywniaka – skłamałem. - Zadzwonię do Ciebie jutro, dobrze?
- Edwardzie?
- Tak?
- Kocham Cię bardziej niż moje życie, to wszystko, co musisz wiedzieć – wyszeptała.
- Cóż, kocham Cię bardziej – uśmiechnąłem się do telefonu.
- Niemożliwe – zachichotała smutno.
- Taa, taa – zachichotałem.
- Cześć, dziecko – powiedziała i rozłączyła połączenie.
Jedną z rzeczy, jakie zrobię, kiedy tam będę to rozmowa z tym skurwielem. Ktoś musi go ustawić i ja będę tym, który to zrobi. Czy to mu się spodoba, czy nie!
-Ж-
Samolot był opóźniony, ale ostateczne po sześciu i pół godziny wylądowaliśmy na Sea Tac. Wziąłem taksówkę do portu, aby złapać prom do Port Angeles. Kilka godzin później chodziłem po Forks.
Byłem trochę przytłoczony. Chodząc tymi samymi ulicami, co ona i ja zwykle chodziliśmy, kiedy uciekaliśmy ze szkoły albo byliśmy na naszej pierwszej randce, sprowadzało to wiele wspomnień.
- Zrobiłeś to wszystko sam? - zapytała i zarumieniła się.
Kiwnąłem na potwierdzenie.
Na naszą pierwszą randkę chciałem czegoś specjalnego, ale niezatłoczonego. Dlatego wybrałem Francis Street Park. Było miło i mogła patrzeć na morze. Zawsze cieszyła się mówiąc o nim.
- Wszystko dla mnie? - zapytała.
- Wiem, że kochasz morze, więc...
Rzuciła się na mnie i uściskała mnie. - Dziękuje. Jest piękny...
- Nawet nie sięga połowy twojego piękna – wyszeptałem do jej ucha. - Wewnątrz i na zew...
Westchnąłem i otworzyłem oczy. Wiedziałem, że powrót do domu spowoduje gówno takie jak to. Chciałem drinka. Picie zawsze sprawiało, że te wspomnienia łatwiej było znieść.
Bar był na końcu ulicy. Wszedłem do środka i zobaczyłem, że w ogóle nie był zatłoczony: kilku pijaków na dalekim końcu baru, kobieta za barem i ja. Mogłem poczuć zapach papierosów, więc wyciągnąłem moje, zapaliłem jednego, a wtedy kobieta odwróciła się, aby przyjąć moje zamówienie.
- Edward Cullen! Co ty, do cholery, tutaj robisz? - uśmiechnęła się kobieta. Miała brązowe włosy, ciemne brązowe oczy (naprawdę pieprz mnie życie) i żywy uśmiech na twarzy. Zmarszczyłem brwi. Wyglądała znajomo, ale nie pamiętałam skąd ją znam.
- Czy my się znamy? - zapytałem.
- Jestem Angela, ty dupku! Angela Weber? Z Forks High School?
- Angie? - uśmiechnąłem się. Była jedyną dziewczyną w liceum, która nigdy się ze mnie nie naśmiewała albo była dla mnie suką. Prawdopodobnie, dlatego, bo również była dziwna.
Wyszła zza baru i mocno mnie przytuliła. - Nie mogę uwierzyć, że jesteś tutaj. Nie miałeś mieszkać w Chicago czy coś?
- Taaa. Byłem tam od zakończenia. Jak się masz?
Wróciła za bar, wzięła butelkę szkockiej, dwie szklanki i nalała do nich złotego płynu. - Więc, po zakończeniu poszłam na UW. Literatura angielska. Ale miałam pecha – zachichotała. - Nie znalazłam pracy. Po kilku latach Ben i ja – zatrzymała. - Pamiętasz Bena, nie? - zapytała, a ja potwierdziłem. - Więc, pobraliśmy się. Kilkoro dzieci i sporo pożyczek bankowych później, otworzyliśmy to miejsce i nawet sobie radzimy. A co u Ciebie?
- Och, nic ważnego. Po prostu staram się żyć najlepiej jak potrafię – uśmiechnąłem się i przejechałem ręką po włosach.
Żeby uniknąć rozmowy o mnie, skupiłem dyskusję na barze i jej dzieciach. Trochę później przeprosiła i poszła obsłużyć kilku klientów, którzy przyszli, kiedy rozmawialiśmy. Gdy siedziałem tak sam, ona była wszystkim o czym mogłem myśleć, w sposób w jaki na mnie patrzyła w szpitalu, ta sztuczna troska, udawanie. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego wróciła. Całkowicie dobrze sobie radziłem, zanim się pojawiła. Dalej piłem i starałem się zapomnieć.
- Zdrajca – mamrotałem, gdy myślałem o Charliem. Musiał wiedzieć, że ona tam jest i nic mi nie powiedział. Dlaczego?
- Kto jest zdrajcą? - zachichotała Angie.
- Charlie pieprzony Swan! - warknąłem. - Wiedział, że ona jest w Chicago i nic nie powiedział.
- Kto? - zapytała.
- Bella...
- Och, stary... - mruknęła.
- Wiesz, po tym jak o-odeszła, załamałem się. K-kochałem ją, Angie, a ona mnie zostawiła! Trzydzieści kawałków to sporo forsy! Był tam dla mnie – syknąłem. - Starał się mnie chronić i teraz... - opróżniłem moją szklankę.
- Wiesz, że byłem bogaty, a teraz nie mam nic? Tak, to prawda. Oddałem wszystkie pieniądze, ponieważ kobieta, której oddałem moją pieprzoną duszę chciała tylko pieniędzy. Dostałem się do Dartmouth. I zostałem wywalony. Dlaczego? Bo nie mogłem skupić się na szkole. Upijałem się do nieprzytomności i pieprzyłem różne dziewczyny każdej nocy. O taak! Zawaliłem prawie wszystkie zajęcia, ponieważ byłem nieuprzejmy i pijany przez cały czas. Byłem taką hańbą dla rodziny – zachichotałem, gdy przypomniałem sobie czas, gdy Carlisle i dziadek przyjechali do Hanoveru.
- Co jest do cholery nie tak z Tobą, idioto? - wrzał Carlisle.
- Cześć i ci tato – zaśmiałem się, potykając na drodze do kanapy.
- Cześć? To wszystko, co masz do powiedzenia? - warczał.
Śmiałem się jeszcze bardziej – U-umm, co ty na to? - mówiłem niewyraźnie. - Tato, wiem, że za mną tęsknisz i w ogóle, ale właśnie teraz jestem w trakcie zdobywania wspaniałej wiedzy na temat kobiecego ciała, jeśli wiesz, o co mi chodzi – zakończyłem, wyginając brwi.
- Jesteś odrażający! Wiesz, dlaczego tutaj jesteśmy? Żeby uratować twoje żałosne życie! Dziekan do nas dzwonił! Dlaczego, do kurwy, miałeś pobić tego faceta? - krzyczał.
- Nie podobała mi się jego twarz – zachichotałem.
- Możesz zostać wydalony i śmiejesz się?
- Dlaczego, tak ojcze, fakt jest, że tak – powiedziałem niezwykle poważnie.
- Wciągnęliśmy cię, a ty w ten sposób się nam odpłacasz za wszystko, co dla Ciebie zrobiliśmy? - zaczął dziadek cicho, ale głośnym głosem. - Nie zasługujesz, by być Cullenem. Nie zasługujesz na życie i wszystkie dobre, które ci zapewniliśmy. Jesteś zakałą dla tej rodziny!
- Więc dlaczego nie zrobicie mi przysługi? Zabierzecie życie i dobra, które mi zapewniliście, wsadzicie je sobie w dupę i wypierdolicie z mojego pokoju?
To był ostatni raz, kiedy mój dziadek się do mnie odezwał. Bardzo starał się unieważnić fundusz powierniczy, ale skoro został złożony przez moją babcię, zanim zmarła, nie mógł nic zrobić. Nie to, żebym ja w ogóle chciał tych pieprzonych pieniędzy.
- Spakowałem moje rzeczy i przyleciałem zobaczyć się z Emmettem. Wciąż obwinia się za wybranie Chicago zamiast Darmouth. Mówi, że gdyby był tam ze mną, nie zrobiłbym tego – powiedziałem i wziąłem łyka szkockiej.
- Żałujesz tego? - zapytała Angie.
- Dlaczego miałbym? - Wzruszyła ramionami. - Można tutaj palić?
Zaśmiała się. - W razie, gdybyś nie zauważył, właśnie palisz. A odpowiedź na twoja pytanie to, nie, ale pozwalam im. Jaki sens z picia, kiedy nie można zapalić – zachichotała. - Fakt jest, że – powiedziała, wyciągając paczkę za baru – sama zapalę jednego. Trochę minęło od mojego ostatniego.
- Co jeśli zostaniemy przyłapani? - zachichotałem.
- Powiedźmy, że władza jest przyjacielem przyjaciela – powiedziała, gdy zapaliła swojego. - Więc, co robiłeś, gdy pojechałaś do Chicago?
- Zapisałem się do publicznego college'u., żeby zostać oficerem, wszystko co potrzebowałem to mieć 21 lat i ukończyć liceum. Emmett i ja zamieszkaliśmy razem, więc w jakiś sposób pomógł mi z moim pijackim problemem. Piłem piwo albo dwa, co kilka tygodni i to wszystko. College szybko minął i wkrótce zostałem zatrudniony w Chicago PD. Kiedy się wyprowadziłem, zaczęły się koszmaru – powiedziałem, biorąc kolejnego łyka.
- Jakie koszmary? - zapytała Angela.
Uśmiechnąłem się. - Nie starałaś się nauczyć niczego o mnie i Emmecie, prawda?
- Twoje życie jest prywatne. Nie sądziłam, że mam do tego prawo – powiedziała. - Po prostu nie chciał wiedzieć czegoś, czym nie chciałeś się dzielić.
- Dziękuje – powiedziałem, uśmiechając się do niej. - Emmett i ja pochodzimy z rodziny z nadużyciami. Widziałem jak mój tato zabił moją mamę.
Westchnęła. - Edwardzie, tak mi przykro. Nigdy nie wiedziałam, że ty...
- Jestem ponadto – 'Tak, kurwa, jesteś', powiedział głos w mojej głowie.
- Jak sobie poradziłeś? - zapytała.
- Było dobrze, zanim mnie zostawiła. Była moim schronieniem. Zawsze tam, pomagając mi, kochając mnie... gdybym tylko wiedział... - powiedziałem zły, kończąc mojego drinka. Wziąłem butelkę i uzupełniłem szklankę.
- Czy nie widzisz, że nie jest warta wysiłku, głupi chłopcze? - krzyczał Carlisle. - Ona chce twoich pieniędzy, Edwardzie.
- Nie znasz jej. Nie jest demonem, jakiego opisujesz! Ten anioł kocha mnie za to kim jestem!
- Kocha! - szydził. - Może kochać twój portfel, a nie Ciebie, głupcze. To nigdy nie będziesz ty!
- Nienawidzę Cię! - krzyczałem mu prosto w twarz i bez czasu na reakcję, podniósł rękę i uderzył mnie.
W jednej chwili stał przede mną, a w następnej Emmett trzymał go przy podłodze.
- Jeśli jeszcze kiedyś ośmielisz się podnieś rękę i go ponownie uderzyć, osobiście upewnię się, że nigdy ponownie nie zobaczysz światła dnia. Łapiesz, stary? - warknął Emmett.
- Emmett, skarbie, proszę – płakała Esme. - Zostaw go.
- Nie jest sam i lepiej zapisz to w swoim mózgu – syknął i wstał.
Emmett przeszedł koło mnie. - Chodź, Eddie – wyszeptał. - Chodźmy do twojego pokoju.
- Bella – wyszeptałem wystarczająco cicho, żeby usłyszał tylko mój brat.
Nie patrząc na mojego ojca, wziąłem klucze do auta i wyszedłem. Moja wizja była zamazana przez łzy, które pływały w moich oczach. Kiedy dotarłem do jej domu, zapukałem, ale nikogo nie było. Siedziałem na jej werandzie i czekałem, aż wróci do domu. Pięć minut później, zaparkowała swoją ciężarówkę na podjeździe. Moje ciało trzęsło się, w momencie kiedy moje oczy spotkały jej.
Owinąłem moje ramiona ciasno wokół jej tali, moje kostki stały się białe, gdy mocno płakałem w zagłębienie jej szyi.
-Cii, jestem tutaj – wyszeptała.
Kiedy mój płacz ustał, mogła na mnie spojrzeć. Westchnęła i przejechała opuszkami palców po moim policzku, a jej oczy prawie natychmiast wypełniły się łzami.
- Kto Ci to zrobił? - wymagała przez płacz.
- Carlisle – westchnąłem.
- Dlaczego? Co zrobiłeś, żeby na to zasłużyć? Wie, przez co przeszedłeś!
- Kłóciliśmy się o mój naukę w college'u – skłamałem. Nigdy bym jej nie powiedział, że była przedmiotem i powodem czemu mnie uderzył.
- Och, Edwardzie – pociągnęła nosem, zamykając mnie w swoich ramionach.
- Kocham cię – powiedziałem trzęsącym się głosem. - Tak bardzo cię potrzebuję, że to boli, kiedy nie ma Cię w pobliżu. Ledwo mogę oddychać.
Wzięła moją twarz w swoje ręce i zmusiła mnie, żebym na nią spojrzał. - Jesteś moim sercem, Edwardzie. Nigdy Cię nie zranię.
Weszliśmy do środka i prosto do jej pokoju. Powiedziała mi, żebym się położył, kiedy ona zrobi herbatę. Zasnąłem zanim wróciła. Otwieranie drzwi obudziło mnie. Nawet, jeśli miałem zamknięte oczy. Mogłem usłyszeć, jak Bella rozmawia z Charliem.
- Tato, proszę – płakała Charliemu, gdy ja leżałem zwinięty na jej łóżku. - Powiedz mi, żebym mogła zrozumieć. Dlaczego on mu to zrobił? - szeptała. - Wie, jak delikatny jest.
- Cii, moja dziewczynko. Wszystko będzie dobrze – powiedział i poczułem, jak łóżko lekko się porusza.
- Nie, tato. Nikt nie wie lepiej ode mnie, jak bardzo walczył i wciąż to robi. Nikt nie wie, jak bardzo boi się ciemności za każdym razem, gdy idzie do łóżka. Nikt nie wie... - piszczała i zaczęła ciężko oddychać. - Nikt nie wie...
- Co sprawia, że wariuję to to, że kłamała mi – warknąłem pijany. - Udawała, że mnie kocha, że jej zależy.
- Edwardzie, Bella kochała Cię, wiesz to – powiedziała Angela.
- Kochała mnie? Ha-kurwa-ha! Kochała bogactwo, Angie, nie mnie – warknąłem.
- Nie, ja bardz...
- Carlisle zaoferował jej pieniądze, Angela – mówiłem niewyraźnie i ponownie opróżniłem szklankę. Nalałem jeszcze trochę, rozlewają troszkę na bar i kontynuowałem. - Zaoferował jej pięć kawałków i chcesz wiedzieć, co mój anioł powiedział? Że nie pójdzie na kompromis za mniej niż trzydzieści pieprzonych tysięcy.
- C-co? - wyjąkała.
- Słyszałaś mnie! Kobieta, za którą gotowy byłem u-umrzeć – powiedziałem, a moje oczy zaczęły palić. - Kobieta, która dała mi nadzieje, ta sama, która pomogła mi stawić czoła demonem ta, która sprowadziła mnie z powrotem do życia, i jedyna, którą kurwa k-kocha... - kontynuowałem, ale w tym momencie byłem prawie pewny, że spazmatycznie oddychałem.
- Kochanie, dokąd się wybieramy? - zachichotała. To był dzień naszego balu. Nie uczestniczyliśmy w nim, ale chciałem, żeby się wystroiła. Miała na sobie delikatną, satynową szarą sukienkę z nakładkami z szyfonu i satynową szarfę zawiązaną pod biustem. Mama pomogła wybrać mi sukienkę. Charlie dał jej ją w pudełku i powiedział, że Sue kupiła ją dla niego, ponieważ wiedziałem, że nie zaakceptuje tego, nie ważne ile godzin obrażałbym się albo dąsał.
Mieliśmy nasz własny bal, w naszym specjalnym miejscu... naszej polanie. Wszystko już ustawiłem.
- Zobaczysz – uśmiechnąłem się. Kiedy zobaczyła, że wyjeżdżamy z Forks i zbliżamy się do lasu, wiedziała.
Zakryłem jej oczy i kiedy podniosłem ją w moich ramionach, piszczała. - Odstaw mnie, Edwardzie. Jestem ciężka – narzekała.
- Proszę! Mój plecak jest od Ciebie cięższy – zachichotałem i zdobyłem lekkie uderzenie z tyłu jej ręki w moją klatkę. Kiedy dosięgnęliśmy polany, postawiłem ją. - Nie ściągaj przepaski, zrobię to sam.
Zapaliłem pochodnie, rozłożyłem koc z małym piknikiem, który zrobiłem i włączyłem muzykę. Upewniłem się, że wszystko jest idealnie i wtedy, stanąłem za nią. Rozwiązałem jej opaskę i pocałowałem jej ramię. - Otwórz oczy – wyszeptałem do jej ucha.
Mały jęk opuścił jej usta. Odwróciła się i stanęła twarzą do mnie z błyszczącymi oczami. Mój Boże! Nie było nic piękniejszego we wszechświecie niż ona.
- Panno Swan, uczyni mi pani ten zaszczyt i zatańczy ze mną pod gwiazdami? - uśmiechnąłem się, a ona kiwnęła głową, właśnie, gdy 'My Girl' zaczęła się. Zawsze lubiła tę piosenkę.
Tej nocy po raz pierwszy uprawialiśmy miłość. Wiedziałem, że nie cieszyła się z tego, z powodu bólu, który odczuwała, ale jej oczy przez cały czas były wypełnione miłością. Gdy zwinęliśmy się w śpiworze, ona westchnęła i pocałowała moją pierś.
- Edwardzie – mruknęła, gdy przytuliła się.
- Tak, kochanie?
- Dziękuje – powiedziała i spojrzała na mnie.
- Za co na ziemi mi dziękujesz? - zachichotałem.
- Za kochanie mnie – powiedziała.
- Teraz wróciła. Po d-dwunastu lttach1 - jąkałem, czyszcząc szklankę. - Udało mi się z-zostać cohre, umm... croher... coerent przez tak długo i teraz...2 - czkałem. - Przyszła do mojego domu, ponieważ c-chciała porozmawiać. Co tu było do gadania? - zapytałem i spojrzałem na nią. Nie patrzyła na mnie. Patrzyła ponad moim ramieniem i lekko pokręciła głową.
- Widzisz. Zgadzasz się ze mną. Odeszła... znowu – wykonałem ruch, żeby wziąć butelkę, ale wyrwała ją z mojej ręki.
- Masz już wystarczająco, Edwardzie – powiedziała delikatnie.
- Nie, chcę więcej! - powiedział i uderzyłem pięścią w ladę. Drugą ręką wyciągnąłem portfel i wyciągnąłem całą kasę jaką miałem. - Płacę! - warknąłem. To było, kiedy poczułem dłoń na moim ramieniu.
- To wystarczy synu – usłyszałem, jak mówił głos zdrajcy. Kiedy tutaj przyszedł? Skąd wiedział?
Odwróciłem się na moim krześle i prawie spadłem. - Spójrzcie, kto zdecydował się pojawić, Charlie-znowu-przeszywający-Swan!
- Edw...
- Nie – warknąłem. - Niczego nie słyszałeś. Powinieneś mi powiedzieć, Charlie! Zdecydowałem się zmienić moje życie i wiedziałeś o tym.
Nie powiedział ani słowa. Siedział przy stole obok mnie i pozwolił mi kontynuować moją tyradę. - Co ja, do cholery, teraz zrobię? Huh? Wrócę i będę udawał, że nigdy jej nie widziałem? Nie mogę tego zrobić, nie mogę. Kurwa!
Wziąłem moje papierosy i zapaliłem jednego trzęsącymi się rękoma. Obietnice jakie złożyła, zatapiały moją głowę i to bolało, jak pieprzona dziwka...
Edwardzie, nie ważne, co życie w nas rzuci, zawsze pamiętaj, że Cię kocham...
Jesteś jedynym mężczyzną, który dostał moje serce. Zawsze będziesz oficjalnym klucznikiem...
- Była moim pieprzonym światłem – powiedziałem i zacząłem płakać. Nie pamiętałem ostatniego razu, kiedy płakałem. - Odeszła i znowu byłem w ciemności – wyszeptałem i zacisnąłem pięści w moje włosy. - Kochałem ją, Charlie, tak kurewsko mocno – kontynuowałem płacz.
- Wciąż...
-Ж-
Jęknąłem, gdy słońce uderzyło w moje oczy. Gdzie, do cholery, byłem? Rozłożyłem się na bardzo wygodnym łóżku. Odetchnąłem głęboko, znajomy zapach wanilii i mięty wypełnił moje płuca.
- Dzień dobry, dziecko – powiedziała Ma.
Ma?
Odwróciłem się i natychmiast przekląłem, kiedy poczułem ból w moim ramieniu. Ból głowy również mnie dręczył. - Słońce – jęknąłem. Mama zachichotała, wstała z fotele i zasłoniła zasłony. Otworzyłem jedno oko i zauważyłem, że miała na sobie koszulę nocną, poduszka wraz z kocem były złożone na mojej kanapie.
- Chciałbyś jakiś środek przeciwbólowy, kochanie? - zapytała delikatnie. Kiwnąłem głową, a ona sięgnęła do mojej szafki nocnej, biorąc jedno z pudełek do ręki.
Usiadłem na łóżku i wziąłem tabletkę, którą mi dała. Nie miałem koszulki i zobaczyłem, że również mój bandaż był zmieniony.
- Emmett sprawdził twoją ranę wczoraj w nocy, po tym jak Charlie Cię tu przyciągnął – westchnęła.
- Charlie? - zapytałem ostrym głosem.
- Niczego nie pamiętasz?
Charlie pomógł mi wyjść z baru i zapakował mnie do radiowozu...
- Moja Bella... - płakałem. - Taka piękna...
Zatrzymując się na środku niczego, wypluwałem moje wnętrzności...
- Charlie? - zapytała mama, kiedy zeszła z werandy. - Co robisz tutaj tak późno?
- Esme, zawołaj Emmetta. Potrzebuję pomocy – powiedział, gdy otworzył drzwi od radiowozu, uwalniając swojego pasażera.
- O mój Boże! Emmett – płakała. - Emmett, zejdź teraz na dół.
Wszyscy popędzili na dół i podeszli do radiowozu, kiedy ją usłyszeli. - Esme, uspokój się – powiedział Charlie. - Po prostu wypił kilka drinków więcej, niż powinien. Nic o co trzeba się martwic – zakończył łatwo.
Zamazana postać uklęknęła przed przednimi drzwiami. - Cholera – wyszeptał Emmett. - Jest zmarnowany.
Westchnął. - Co mam z tobą zrobić?
- Spójrz dokładnie na swoją dumę i radość, Es. Nie jesteś dumna ze swojego syna? - drwił Carlisle.
Stłumiony płacz i głośne walnięcie było wszystkim, co słyszałem. Metal i ciało, uderzające.
- Zamknij swoje pieprzone usta – syknął Charlie. - To twoja wina! To ty sprowadziłeś go do tego stanu. Marzę, abym mógł cię zabić!
- Spokojnie, Szeryfie – powiedział Emmett.
- Nie mieszaj się, Emmecie – powiedział surowo. - Obrzydzasz mnie! - powiedział i odepchnął Carlisle'a. - Zabierzmy Cię do łóżka – powiedział, a wtedy zemdlałem.
-Emmett? - zapytałem, gdy drzwi się otworzyły i mój brat wszedł do środka, Rosalie zaraz za nim.
- Hej, bliźniaku – uśmiechnął się. Spojrzałem na Rosalie i wydawała się zmęczona.
- Dobry – mruknąłem.
- Jak się czujesz? - zapytał.
- Jakby pieprzona ciężarówka po mnie przejechała – powiedziałem, przeczesując moje włosy rękoma.
- Idiota! - warknął nagle i myślałem, że moja głowa eksploduje. - Co ty, do cholery, myślałeś? Jesteś na lekach, Edwardzie! Ciężkie leki i upijasz się! Dlaczego?
- Ponieważ tego, kurwa, potrzebowałem, dobra? Jezu, Em! - krzyczałem.
W pokoju nastała martw cisza. Słyszałem pociąganie nosem, a kolejną rzeczą jaką wiedziałem, była Ma, która przeprosiła i praktycznie wybiegła z pokoju.
- Skarbie, mógłbyś dać mi chwilę z twoim bratem? - zapytała Rosalie i pocałowała go w policzek. Wyszedł z pokoju bez słowa.
Rosalie usiadła obok mnie. - Co się stało? - zapytała. - Nie mów, że nic, bo wiem, że kłamiesz. - Westchnąłem i powiedziałem jej wszystko. A ona w ciszy słuchała.
- Nie wiem, co powiedzieć. Jedyna rzecz, jaką chcę teraz zrobić to wskoczyć do najbliższego samolotu, polecieć do Chicago i podziękować jej za uratowanie twojego życia, a później jej wpierdolić. Suka ma nerwy – powiedziała zła.
- Rose, wiem, że do tej pory miałaś dużo na głowie, ale bardzo doceniłbym, gdybyś o niczym nie wspomniała Emmettowi. Jeśli zapyta, po prostu powiedzieć mu, że byłem wkurzony o odsunięcie od pracy na trzy miesiące. Teraz niczego więcej nie zniosę – powiedziałem pokornie.
- Okej – wyszeptała i położyła głowę na moich kolanach. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. - Śniło mi się wczoraj, że będę miała bliźniaki.
I właśnie tak, jednym prostym zdaniem, zapomnieliśmy o wszystkim innym.
Przez kilka godzin zostałem w moim pokoju. Kiedy zszedłem na dół, usłyszałem jak Charlie rozmawia z Emmettem. Wszedłem do salonu i przeczyściłem gardło. Kiedy na mnie spojrzał, poczułem się zawstydzony. Wiedziałem, że nigdy, by mnie nie osądził, ale wciąż. Nie powinien widzieć mnie w tym stanie – nie kiedy obiecałem mu, że nigdy więcej go nie osiągnę. Uśmiechnął się do mnie, ale wiedziałem, że nie był to szczęśliwy uśmiech.
- Dzień dobry, synu – powiedział. - Jak się czujesz?
- W porządku – powiedziałem i usiadłem obok niego.
- Dobrze mieć cię z powrotem w domu – uśmiechnął się. - Jak praca?
Rozmawialiśmy o pracy, żeby uniknąć problemu, który musiał być najbardziej przedyskutowany. Umierałem, żeby dowiedzieć się, czemu nie powiedział mi o niej, ale wiedziałem, że muszę być cierpliwy i czekać, żeby być z nim sam na sam, aby doszło do tej rozmowy. Charlie nigdy nie zrobiłby czegoś celowo. To była jedna rzecz, której byłem cholernie pewny.
- Jak twoje ramię? - zapytał Emmett.
- Trochę sztywne – powiedziałem. Paliło jak cholera.
- Mhmmm – nucił i uniósł na mnie brew.
- Twój lekarz zrobił wyśmienitą robotę. Mówiłeś, że to dr Garica?
Spojrzałem na Charliego i potwierdziłem. - Taa, był bardzo opiekuńczy – powiedziałem lodowato.
- Dobrze, dobrze.
Charlie spojrzał na swój zegarek. - Lepiej będę się zbierał na komisariat – powiedział.
- Musimy porozmawiać – powiedziała poważnie Ma. - Chcę, żebyś mi powiedział, jaki masz problem z moim mężem.
- Esme, z całym szacunkiem, ale moje problemy z twoim mężem nie powinny cię interesować. Skoro on Ci nie powiedział, ja również tego nie zrobię – powiedział i wyjrzał przez okno. - To czas, aby twój honorowy mąż poniósł odpowiedzialność za swoje czyny. Tak czy owak, obawiam się, że to będzie bardzo długa rozmowa, a ja nie mam czasu – dokończył i wstał. - Miło było zobaczyć znowu was wszystkim.
- Odprowadzę cię – powiedziałem i wstałem.
Kiedy wyszliśmy z domu, nie mogłem czekać. - Zeszłej nocy po raz drugi zaatakowałeś Carlisle'a. Dlaczego?
- To nie moja historia, żeby mówić synu – powiedział i spojrzał mi prosto w oczy. - Powiedzmy, że nie podoba mi się jak cię traktuje. Wiesz, że kocham cię, jak moje własne dziecko. Nie mogę znieść sposobu w jaki o tobie mówi. Nie powinien znieważać cię w ten sposób.
Zwęziłem na niego oczy. - W tym jest więcej niż to, Charlie. Powiedz mi.
- Nie ma nic więcej. Jedyne, co mogę powiedzieć to, że lepiej niech twój ojciec od teraz śpi z jednym otwartym okiem – powiedział i wykrzywił się w uśmiechu. - Co ty na to, żebyśmy pojutrze poszli na ryby. Nie będziesz nic robił. Tylko dotrzymasz mi towarzystwa.
Unikał tematu. - Jasne, Komendancie, zapisz mnie.
- Odbiorę Cię o szóstej. Pasuje? - zapytał i przytulił mnie jedną ręką.
- Będę miał gotową kawę.
-Ж-
Święto Dziękczynienia minęło bez żadnych niespodzianek. Przez większość dnia zostałem w moim pokoju, aby odpocząć. Późno w południe zszedłem na dół, aby dołączyć do reszty na posiłek. Carlisle musiał wyjść na wezwanie, więc nie musiałem radzić sobie z jego obecnością.
Chodziłem dookoła domu i skończyłem na zewnątrz pokoju muzycznego. Ostatni raz, który pamiętam, że grałem było prawie trzynaście lat temu. Po tym jak odeszła, nigdy więcej nie chciałem grac. Siedziałem na ławce, podnoszą pokrywę i gapiłem się na klawisze. Kiedy przycisnąłem palcem na nutę C, uświadomiłem sobie, jak bardzo tęskniłem za graniem. To było takie wyzwalające, uspokajające, wypełniające. Wziąłem głęboki oddech i zamknąłem oczy, marzyłem, żebym, choć przez krótką chwilę zapomniał o wszystkim.
Tak jakby moje palce miały swój własny umysł, zaczęły szybować po klawiszach i 'Raindrops' Chopina wypełniły pokój. Rozpocząłem od nadziei i lekkiej naiwności, ale zmieniłem, kiedy główne akordy ujawniły głębszą prawdę- prawdę pragnienia i rozpaczy. Tęsknota, którą myślałem, że pochowałem, wypłynęła na powierzchnię i towarzyszący ból był nie do zniesienia. Byłem na siebie jeszcze bardziej zły, bo wiedziałem, że nie powinienem tego czuć.
Byłem zagubiony w krętej melodii, kiedy poczułem jak dwa ramiona przytulają mnie. - Myślałam, że już nigdy nie usłyszę, jak ponownie grasz.
- Wiem – powiedziałem. - Przepraszam, Ma – dokończyłem, gdy piosenka się skończyła.
- Wystarczy tego. Nie ma za co przepraszać – powiedziała i pocałowała mój policzek.
- Kocham cię – powiedziałem i pocałowałem jej dłoń.
Siedzieliśmy w całkowitej ciszy i zagrałem jeszcze kilka piosenek. Po jakimś czasie spojrzałem na zegarek i uświadomiłem sobie, że to był czas, aby iść do łóżka, jeśli chciałem wstać przed szóstą. Miałem pytania do Charliego i nie ważne, co uzyskam na nie odpowiedz. Muszę wiedzieć.
Wstałem około piątej następnego dnia. Wziąłem szybki prysznic, zmieniłem opatrunek, ubrałem się i zszedłem do kuchni, aby zrobić kawę. Gdy wszedłem, znalazłem Carlisle'a siedzącego przy stole ze swoim własnym kubkiem.
- Dzień dobry – powiedziałem.
- Edwardzie – powiedział.
- Kiedy przyszedłeś do domu?
- Około godziny temu tylko, aby wziąć prysznic i wrócić do pracy. A ty co robisz tak wcześnie?
- Charlie mnie zabiera. Wybieramy się na ryby – odpowiedziałem, gdy wyciągnąłem termos z szafki.
- Nie lubię go – powiedział surowo. - Nigdy nie lubiłem.
- Cóż, to bardzo źle, ponieważ ja tak i musisz to zaakceptować.
- Tylko raz nie mógłbyś zrobić tak, jak mówię? Nie widzisz, że on jest dla Ciebie zły? Jest taki sam jak ta mała dziw...
- Czy mógłbyś się, kurwa, zamknąć? Nie jesteś zmęczony mówieniem w kółko tych samych rzeczy? - zapytałem rozdrażniony.
- Okaż trochę szacunku! - powiedział gniewnie.
- Nie oczekuj, że będę cię szanował, jeśli ty nikogo nie szanujesz. Ty mnie tego nauczyłeś, nie pamiętasz? - powiedziałem arogancko. - Ten człowiek jest dla mnie bardziej, jak ojciec niż ty kiedykolwiek byłeś!
- Widziałeś jak on mnie traktuje? Ten człowiek jest podły!
- Przynajmniej ma pieprzone serce. Jestem pewien, że zasłużyłeś na sposób w jaki cię traktuje. Nie zachowywałby się tak, jeśli nie był byś winny.
- Jesteś nieznośny! - W połowie krzyczał i wybiegł z domu. Dupek!
Otworzyłem lodówkę i wyciągnąłem kanapki z indykiem, które zrobiła mama, aby zabrał ze sobą. Zjadłem kawałek ciasta dyniowego i wziąłem moje tabletki. Gdy siedziałem na krześle, przypomniałem sobie Williama. Wyjechałem jak nietoperz z piekła i nie miałem okazji, aby powiedzieć mu, że wyjeżdżam. Wiedziałem, że słyszał jak mówiłem Ma, że przyjadę do Forks, ale chciałem go zobaczyć przed wyjazdem. 'Jak mógłbyś mu to powiedzieć idioto? Nie znasz jego numeru telefonu!', pomyślałem sobie. Następnym razem, gdy go zobaczę upewnię się, że mam jego numer telefonu.
Zdecydowałem się sprawdzić czy mam jakieś wiadomości w domu. Wybrałem mój numer i cierpliwie czekałem, aż sekretarka odbierze. Wbiłem kod i usłyszałem, że mam trzy wiadomości.
- Edwardzie, doceniłbym, gdybyś następnym razem, gdy zdecydujesz się uciec, dał mi znać. Jak się masz? Proszę zadzwoń do mnie, kiedy będziesz miał czas. Lucy mówi cześć. Trzymaj się i wracaj do nas. Tęsknimy za tobą tutaj. Cześć – powiedział Marcus.
Następna wiadomość była od Emmetta. - Hej. Dzwonię do ciebie przez cały dzień. Dzwonię, aby sprawdzić, co z tobą. Próbuję znaleźć lot wcześniej niż w piątek. Zadzwoń do mnie, kiedy odsłuchasz wiadomość.
W końcu zaczęła się trzecia wiadomość. - Cześć – powiedział głos i na chwilę przestałem oddychać. - Poszedłem do szpitala, a Ciebie tam nie było. Pielęgniarka powiedziała mi, że wyszedłeś. Wszystko w porządku? - zapytał i zatrzymał się. - Jestem teraz w parku. Wziąłem mojego psa na spacer i przyszedłem tutaj. Miałem nadzieję, że cię zobaczę, ale... - kontynuował i ponownie przerwał. - Mój dziadek przesłał mi komórkę i mama dała mi kartę z doładowaniem. Chciałem dać ci numer w szpitalu, ale byłem roztargniony – powiedział. Wstałem i wziąłem długopis i kartkę mając nadzieję, że poda mi go. Zaczął recytować numer i zapisałem ostrożnie upewniając się, że mam poprawny. - Umm, zeszłej nocy skończyłem mój esej. Nie jest długi, ale mi się podoba. Myślę, że wygram konkurs – powiedział nieśmiało. „To mój chłopak" pomyślałem sobie i uśmiechnąłem się. - Chciałbym, żebyś odebrał telefon, ale to powinno wystarczyć. Muszę już iść. Muszę trochę oszczędzić. Mam nadzieję, że zadzwonisz. Pa.
Wiadomość się skończyła i usłyszałem, jak Charlie parkuje radiowóz z przodu. Wsadziłem kartkę do kieszeni, wziąłem zapasy jedzenia i wyszedłem. Obiecałem sobie dwie rzeczy: 1) Zadzwonię do niego, gdy tylko będę miał szansę i 2) Upewnię się, że dodam mu sporo na konto, kiedy wrócę do domu. Pomysł, by z nim przynajmniej porozmawiać przez telefon, kiedy nie mogę go zobaczyć był kojący.
- Cóż, spójrzmy na uśmiech – droczył się Charlie. - Gdybym wiedział, że wędkowanie sprawia, że jesteś szczęśliwy, zrobiłbym to kilka dni temu.
- Dzień dobry, Charlie!
- Gotowy?
- Tak, tak, Kapitanie.
W czasie naszej drogi nad jezioro Charlie poinformował mnie, że będziemy blisko domu. Bazując na prognozie pogoda się pogorszy. Kiwnąłem głową i zaczęliśmy rozmawiać o baseballu. Kiedy Charlie wspomniał Mariners, uśmiech powrócił na moją twarz, gdy przypomniałem sobie Williama. Tęskniłem za nim. Był taki wyjątkowy: sprawiał, że się śmiałem, zapominałem o rzeczach, które mnie trapiły... dawał mi nadzieje.
- Dlaczego, u licha, się uśmiechasz? Mówię ci, że Mariners ponownie przegrają, a ty się uśmiechasz? - zapytał, gdy parkował samochód.
- Myślałem o czymś – powiedziałem.
- Wyjątkowa kobieta? - uśmiechnął się.
- Nie – zacząłem, gdy ustawiałem rzeczy w łódce. - To dziecko, które poznałem w Chicago.
- Dziecko? - zapytał, a ja kiwnąłem głową. - Najpierw się rozstawmy, a później mi o nim powiesz. - Zanim słońce zaczęło świecić, tyczki były ustawione, a my siedzieliśmy i piliśmy kawę.
- Ma na imię William i ma prawie trzynaście lat – zacząłem. - Został wychowany przez matkę i matkę chrzestną. Nie zna również swojego ojca. To przykry, ponieważ jest świetnym dzieckiem i szkoda, że tego mężczyzny nie ma w pobliżu... - kontynuowałem i wyrzuciłem każdy najmniejszy szczegół, jaki mogłem sobie o nim przypomnieć.
- Poznałeś jego mamę? - zapytał Charlie, patrząc na jezioro.
- Nie. Prawdę powiedziawszy, jestem przerażony, że się dowie, że on się ze mną spotyka. Charlie, on już był dwa razy w niebezpieczeństwie w moim pobliżu. Nawet w dzień, gdy zostałem postrzelony. Człowieku, powinieneś go widzieć. Był całkowicie przerażony, ale wciąż próbował mi pomóc – powiedziałem i zapaliłem papierosa. Uśmiechnął się. - Co? - zapytałem.
- Wpływa na Ciebie – powiedział.
- O tak – powiedziałem prawdomównie. - Nawet, gdy zobaczyłem go w parku. Za każdym razem gdy go widzę mam taki... węzeł w brzuchu, wiesz? Kiedy go nie widzę, idę do parku mając nadzieję, że się pojawi. W dniu, gdy tu przyleciałem, zadzwonił. Zostawił wiadomość, ponieważ dostał telefon i chciał mi dać swój numer – uśmiechnąłem się.
- Brzmi jak słodkie dziecko – powiedział i wstał. - Przepraszam na chwilę.
Wziąłem mój telefon i sprawdziłem, która godzina. Mówiłem o nim przez ostatnie dwie godziny. Była dziesiąta trzydzieści w Chicago, więc zapewne już wstał. Wybrałem jego numer i czekałem.
- Hello? - powiedział zaspany głos.
- Obudziłem Cię? - zapytałem i uśmiechnąłem się.
- Nie! Nie! Oglądałem coś w tv i odleciałem na chwilę. Jak się masz?
- Dobrze, wędkuję z przyjacielem. Jesteś w domu? Jak się masz?
- Tak. Ja... umm, miałem mały wypadek?
Uśmiech zmył się natychmiast z mojej twarzy. - Co się stało? - zapytałem skupiony. Przysięgam, że jeśli jeden z tych małych dupków zranił go...
- Zwichnąłem sobie rękę na treningu – powiedział spokojnie. - Nie byłem skupiony.
- Will, powinieneś być bardziej uważny – zganiłem go.
- Przepraszam – wyszeptał. - Mama mówi, że poprawi się za dwa tygodnie – jęknął. - Jestem taki znudzony. Jest słoneczny poranek i zamiast spacerować z Sunny, oglądam kreskówki!
Telefon prawie wyleciał z mojej ręki. - Sunny?
- Huh?
-Powiedziałeś Sunny – powiedziałem szybko.
- Nie, nie. Powiedziałem Sandy – odpowiedział.
- Myślałem, że powiedziałeś Sunny.
- Mówię na niego również Sandy.
- Okej – powiedziałem.
- Kiedy wracasz?
- Nie wiem, dzieciaku. Mam trzy miesięczne zwolnienie, więc mogę tu trochę zostać – powiedziałem prawdomównie.
- Och, tak – powiedział smutno. Charlie wrócił, trzymając w ręce piwo. Kiedy zobaczył, że rozmawiam przez telefon, wskazał, że będzie w środku.
- Nie, w porządku. Chodź i przywitaj się – uśmiechnąłem się i przełączyłem telefon na głośnik. - Will, mój przyjaciel tutaj chce powiedzieć 'cześć'.
- Okej – powiedział.
- Cześć, dzieciaku – uśmiechnął się Charlie i usłyszałem jak coś się stłukło.
- Cholera – powiedział szybko. - Muszę lecieć, pa! - Przerwało połączenie i schowałem telefon.
- Dziwne.
- O tak – zaśmiał się Charlie.
Później tego popołudnia, zaczęły się lekkie zawroty, ale zdecydowałem się zostać, bo nie było tak źle. Poszedłem do małej łazienki, kiedy zatrzymałem się. Były tu przyklejone do ściany zdjęcia. Charlie ze swoim starym zastępcą, Billym Blackiem, kilkoro z nas z La Push, zanim Billy dostał ataku serce. Ostatnie było Belli i moje. Było zrobione, gdy po raz pierwszy z nim pojechaliśmy. Rozwinąłem swoje zainteresowanie w wędkowaniu, starają się miękczyć go o randkowanie z jego córką, ale kiedy byliśmy na łodzi, uświadomiłem sobie, że mi się to podoba.
Siedzieliśmy na pokładzie, kiedy Charlie sterował łodzią z powrotem do domu po długim dniu. Byłem wyczerpany, ale nie zależało mi. Miałem dziewczyną i to było wszystko czego potrzebowałem. Byłem szczęśliwy, beztroski. Gdy patrzyłem na ciemne niebo, nie mogłem się powstrzymać, aby marzyc o niej i mnie, dwadzieścia lat później, będących na większej łodzi z kilkorgiem dzieci ścigane przez Charliego. Ta fantazja sprawiła, że się uśmiechnąłem. Siedziała pomiędzy moimi nogami, a ja miałem ręce dookoła jej tali.
- Bello Swan, pewnego dnia ożenię się z tobą – powiedziałem i pocałowałem jej skroń.
- Dlaczego? - zapytałem patrząc na zdjęcie. Wyszedłem, ponieważ wiedziałem, że jeśli patrzyłbym na zdjęcie jeszcze chwilę rozpadłbym się na kawałeczki.
Wróciłem na pokład i wziąłem piwo z lodówki. Gdy miałem wziąć łyka, Charlie zabrał je z mojej ręki. - To było bardzo bezmyślne synu – powiedział i uśmiechnął się. - Przynoszenie piwa dla starego faceta. - Nie uśmiechnąłem się. - Wiesz, kiedy zadzwoniła do mnie i powiedziała, co się stało, byłem chwile od tego, żeby tam pojechać. Nie rób więcej tego. Nigdy. Pomysł stracenia ciebie jest jak tracenie jej. Chicago to nie Forks. To dlatego masz tą cholerną kamizelkę, dzieciaku.
- Dlaczego Charlie? - zapytałem cicho. Natychmiast zrozumiał.
- Edwardzie, ona jest moją córką. Kiedy odeszła, to było tak, jakby nasza trójka miała niepisany pakt. Ja nigdy nie wspomniałem jej niczego o tobie i to samo zrobiłem dla ciebie. Nie będę kłamał. Byłem zaskoczony, kiedy usłyszałem, że przeprowadza się do Chicago. Zdecydowałem, że nic ci o tym nie powiem. Musiałem Cię chronić. To wielkie miasto, synu. Nigdy nie pomyślałem, że wasza dwójka kiedykolwiek spotka się w taki sposób. Gdybym ci powiedział, że ona tam jest, co byś zrobił? - zapytał.
- Prawdopodobnie bym wyjechał – powiedziałem prawdomównie. - Nazwij mnie tchórzem, ale tak bym zrobił. Chłopaki zrozumieliby moje powody. - Pozostał cichy. - Czego nie rozumiem to to, dlaczego ona udaje, że jej zależy? - zapytałem, a mój gniew się obudził. - To był jej wybór, żeby mnie zostawić, Charlie. Dlaczego przyszła do mojego domu? Nigdy mnie nie kochała i nie mów, że tak, ponieważ jeśli czułaby cokolwiek, nie wyrzuciłaby mnie, jak wczorajsze śmieci! Jeśli kiedykolwiek, by coś czuła, przyszłaby do mojego domu i zerwała ze mną, jak normalny człowiek. Nie uciekłaby jak zbieg! - powiedziałem i zacząłem krążyć.
- Wiem, że jesteś zły. Wiem, co dla Ciebie znaczyła. Chciałbym być w stanie, aby cię uspokoić i powiedzieć, że wszystko będzie w porządku, ale nie mogę. Nie widzę przyszłości.
- Wiem, po co wróciła. Nie jestem już taki naiwny, Charlie.
Zwęził oczy. - O co Ci chodzi, że wiesz, po co wróciła? - zapytał surowo.
Parsknąłem i spojrzałem w dal. - Powiedz jej, że cokolwiek chce zyskać to bez sensu. Jestem spłukany, więc niech lepiej trzyma się z dala.
Stanął za mną i odwrócił mnie, żebym spojrzał na jego szarą twarz. - Edwardzie, co ty mówisz? Co to znaczy, że jesteś spłukany?
Odsunąłem się od niego i gorzko się zaśmiałem. Nie odpowiedziałem. Nic nie trzeba było już mówić. Byłem pewien, że kiedy dostanie wiadomość, ponownie zniknie. Spieprzyłaby mnie ponownie i odeszła. Jak na zawołanie, niebiosa się otwarły i zaczęło lać. Charlie podniósł kotwicę i pobiegliśmy do kabiny. Dał mi ręcznik, abym się wysuszył i zaczął prowadzić łódź z powrotem do brzegu.
Mniej niż godzinę później, byliśmy prawie w domu. - Jakie masz plany na dzisiaj? - zapytał.
- Emmett i Rosalie jadą do Seattle, więc zostaję w domu z Esme – powiedziałem, wyglądając przez okno. Mój Boże, kocham deszcz.
Kiedy zaparkowaliśmy samochód, poszedłem otworzyć drzwi i zatrzymałem się, gdy usłyszałem krzyk Carlisle. Charlie również go usłyszał i spojrzał na mnie płonącym wzrokiem.
- Kiedy się z tobą ożeniłem, nie miałaś nic! Tylko sukienkę, którą założyłaś do kościoła i kilka rzeczy, które ja Ci kupiłem. I w ten sposób mi się odpłacasz, ty niewdzięczna kobieto? - warczał. - Nie wiem, dlaczego zostałem z Tobą! Nigdy nie czułem wypełnienia, jakie małżonek powinien czuć nawet, jeśli cię kochałem. Nie byłem szczęśliwy. Od kiedy dowiedzieliśmy się, że nie możesz mieć dzieci, wracałem do domu i znajdowałem maszynę, a nie kobietę! Zaadoptowałem te małe bachory dla ciebie, żeby cię zadowolić i zawiodłaś! Jako żona, jako matka! Spójrz na tę rzecz, jaką wychowałaś.
Czułem jakby moje ciało było w płomieniach. Jak on śmie mówić do niej w ten sposób? Była najlepszą rzeczą, jaka nam się w życiu przydarzyła. Jako dziecko nie mogłem mieć bardziej opiekuńczej matki niż Esme była dla nas. Kochała i troszczyła się o nas jakbyśmy byli jej linią życia. Jeśli ktokolwiek zawiódł to był ten skurwiel, a nie ona.
- Zostaw moje dzieci w spokoju. Wyrzuć wszystko na mnie, jak zawsze robisz, a nie na nich! - warknęła.
Usłyszeliśmy ciężkie kroki i miałem zamiar wejść do środka, ale Charlie powstrzymał mnie. - Zaufaj mi – wyszeptał.
- Twój syn – warknął. - Był prawdopodobnie zalany, kiedy to zrobił! Fundusz powierniczy jest mój! Chcę go z powrotem!
- Carlisle, proszę – powiedziała mama z małym szlochem. - Nie zrobię tego. Dał go mnie.
- Oddaj mi pieniądze! - krzyczał.
- Proszę, ranisz... - nie skończyła. W chwilę wpadłem do domu, oderwałem jego ręce z jej nadgarstka i przykułem go do ściany z ręką wokół jego szyi.
- Edwardzie, nie! - krzyczała mama i podeszła koło mnie, starając się odsunąć mnie od niego.
- Ty sukinsynie! Powiedziałem Ci, żebyś jej nigdy więcej nie dotykał! - Byłem poza kontrolą. Obraz martwego ciała przebiegł przez moją głową, ale zamiast widzieć Lizzie to było Esme. Mój chwyt zacieśnił się, ale wszystko, co widziałem to czerwień. Miał trudności z oddychaniem i nie zależało mi. - Zabiję Cię, ty skurwielu!
- Edwardzie, zostaw go! - polecił Charlie, ale go zignorowałem.
- Ty pieprzony kawałku gówna! Przyjdź do mnie i zapytaj o pieprzone pieniądze! Pokaż mnie, jak silny jesteś, ty głupia cipo! - Łzy spływały w dół jego policzka, a jego twarz zaczęła robić się fioletowa. - To w ten sposób pokazujesz, jak silny jesteś? Dalej walcz! - ryknąłem.
Poczułem jak dwa silne ramiona owijają się wokół mnie i odciągają. Upadł jak worek ziemniaków na podłogę i zaczął gwałtownie kaszleć, dysząc po powietrze.
- Szeryfie, potrzebuję pomocy – powiedział Emmett, gdy wzmocnił swój chwyt na mnie. Wyciągnęli mnie na zewnątrz i próbowali mnie uspokoić.
- Co się, do cholery, stało? - zapytał Emmett.
- Carlisle i Esme wdali się w kłótnię – zaczął Charlie, a ja mu przerwałem.
- Ten skurwiel walczył z nią. Ona nic nie zrobiła!
- Kurwa, Edwardzie, uspokój się – powiedział gniewnie Emmett. - Szeryfie mógłbyś go stąd zabrać? Muszę sprawdzić, co z Carlislem i z nim porozmawiać.
- Jasne, jasne.
Droga powrotna do domu Charliego zajęła tylko pięć minut. Weszliśmy do środka, poprosił, abym chwile poczekał i przyniesie mi ciuchy na zmianę. Rozważyłem pomysł powrotu do domu i wykończenia go. Nie zasługiwał na to. To było zbyt proste. Przymknąłem oczy i wziąłem kilka uspokajających oddechów. Kiedy je ponownie otworzyłem, rozejrzałem się dookoła. Ostatni raz, kiedy byłem w tym domu to dwa lata temu. Nic się nie zmieniło. Stara kanapa wciąż tu stała, na wprost płaskiego ekranu. Mały kominek, gzyms był przystrojony ramkami ze zdjęciami, jego i Harrego z Jacobem i Leah na ich ślubie. Jedno ze zdjęć wzięło mnie z zaskoczenia, jednakże zdjęcie ukazywało Charliego trzymającego małe piękne dziecko.
„Czy to jej?", była moja myśl i jedyne pytanie, które przyszło mi do głowy.
- Jej... - powiedział, gdy wszedł do salonu, zatrzymując się w miejscu. Jego oczy zwróciły się do zdjęcia, które trzymałem, zebrał się. Położył ciuchy na kanapie i podszedł do mnie.
- Czyje to? - zapytałem, nigdy nie spuszczając z niego wzroku.
- Umm, to jest dzieciak Mary. Mary jest moją bratanicą. W tym czasie ich odwiedzałem i kilka dni przed moim wyjazdem, urodziła – powiedział i odłożył zdjęcie na kominek. - Chodź, przebierz się. Złapiesz przeziębienie.
Przebrałem ciuchy, kiedy Charlie robił w kuchni herbatę. Wręczył mi kubek i usiadł przy stole. - W porządku? - zapytał.
- Nie, nie bardzo – powiedziałem i przejechałem ręką przez moje wilgotne włosy. - Zabiorę ją ze sobą, gdy będę wracał. Nie spędzi z nim już samotnie ani minuty dłużej.
- Jeśli nie wdarłbyś się tam, jak dziwie zwierzę, zabrałbym go. Noc w więzieniu dobrze by mu zrobiła – powiedział surowo Charlie. - Jednakże, możesz spać w moim pokoju, a ja wezmę kanapę.
- W porządku, Szeryfie. Nie jestem śpiący. Idź na górę, a ja zostanę na kanapie.
- Ale twoje ramię – narzekał.
- Jest dobrze. Nawet nie czuję bólu. Idź i odpocznij – powiedziałem, kładąc rękę na jego ramieniu. Westchnął, kiwnął głową i poszedł do pokoju.
Wygodnie ułożyłem się na kanapie i przygotowałem się na to, co wiedziałem, że będzie długą, ciężką nocą. Mogłem tylko mieć nadzieje, że koszmary nie wrócą...
1Błąd celowy
2 Chodzi tu o wytrzymanie, bycie przytomnym ogarniętym albo coś takiego
