Notes:

Ojej, zapomniałam, że wydarzenia z tego rozdziału będą tak szybko:D Ale przynajmniej w końcu wszystko zaczyna się powolutku wyjaśniać... albo i nie.

Następny rozdział będzie nieco później, pewnie gdzieś w okolicach przyszłego czwartku bądź piątku, bo wyjeżdżam ze znajomymi3

Miłego czytania!

––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––

Nic nie widział, wokół niego roztaczała się tylko ciemność. Chciał zdjąć opaskę, którą miał na oczach, ale uświadomił sobie, że nie jest w stanie ruszyć rękami – były związane. Zaczął się wiercić próbując poluźnić węzły, ale nic to nie dało. Nogi również miał skrępowane i przywiązane do krzesła, na którym siedział.

Zaczął nasłuchiwać.

Wokół panowała przejmująca cisza, wypełniona jedynie jego chrapliwym oddechem i biciem serca, które było niemal ogłuszające. Dopiero po chwili usłyszał coś na kształt przytłumionych głosów. Dochodziły do niego jakby z oddali.

Nagle usłyszał kroki i skrzypienie drzwi.

Nie był już sam.

– Zobaczmy, co my tu mamy – usłyszał męski głos. – Nasza nowa zabaweczka.

Znieruchomiał nasłuchując kolejnych słów.

Raz, dwa, trzy kroki w jego stronę. Dwa w innej części pomieszczenia. Były dwie osoby.

– Trafiła nam się idealna fucha, co nie? – powiedziała druga osoba, również mężczyzna. Jego głos był niższy i bardziej chrapowaty.

Usłyszał kolejne kroki. Zbliżały się w jego kierunku.

Wstrzymał oddech mając nadzieję, że jeśli nie zobaczą, że się obudził może będzie miał więcej czasu na zebranie informacji.

Poczuł czyiś dotyk na ramieniu i automatycznie się wzdrygnął, co nie pozostało niezauważone przez mężczyzn, wnioskując po ich kolejnych słowach.

– Och, czyżby nasz wspaniały Informator się obudził? Doskonale! Nie byłoby zabawy, gdybyś był nieprzytomny.

Jego szyję owiał ciepły oddech, który przyprawił go o gęsią skórkę.

– Miło z waszej strony, że zaprosiliście mnie na wasze prywatne przyjęcie, ale wypadałoby się najpierw przedstawić – powiedział Izaya pewnym głosem. Musiał zdobyć jak najwięcej informacji o obecnej sytuacji. Ostatnią rzeczą jaką pamiętał było to, jak wracał do domu i nagle zrobiło mu się ciemno przed oczami.

Nie czuł, żeby cokolwiek go bolało, poza rękami, które były skrępowane w niewygodnej pozycji, nie został więc ogłuszony. Sądząc po tym jak słabo się czuł, zaaplikowano mu jakiś narkotyk.

Niedobrze.

– O, mały cwaniaczek – powiedział drugi mężczyzna, również przesuwając się w stronę Informatora. – Nie powinno cię to interesować.

– Och, wręcz przeciwnie. Powinienem raczej wiedzieć kto was przysłał i z jakich powodów, prawda? Domyślam się, że wasz szef kazał wam przekazać wiadomość?

Zapadła cisza.

Słyszał tylko szelest ubrań, więc mężczyźni musieli coś sobie pokazywać.

– Na twoje nieszczęście – zaczął pierwszy z mężczyzn – nie mamy dla ciebie żadnej wiadomości.

Tego się nie spodziewał. Żadnej informacji? Czyżby miało to być ostrzeżenie?

– W takim razie, wnioskuję, że waszym zadaniem jest mnie odpowiednio poturbować w ramach ostrzeżenia? – zapytał uśmiechając się przy tym lekko.

– Znowu pudło – powiedział drugi mężczyzna, stojąc teraz tuż za nim. Czuć było od niego zapach alkoholu i jakichś chemikaliów. – Do trzech razy sztuka.

Zamilkł w konsternacji.

To nie mógł być zwykły napad, cała akcja była zbyt dobrze zaplanowała, biorąc pod uwagę fakt, że udało im się go przewieść w wybrane miejsce bez wzbudzenia niczyich podejrzeń. Czego mogli od niego chcieć?

– Widzisz – zaczął drugi mężczyzna. – Wykonaliśmy już swoje zadanie i zasłużyliśmy sobie teraz na małą zabawę.

Przeszły go ciarki, gdy poczuł, jak czyjaś ręka mierzwi mu włosy. Szarpnął się, próbując oddalić się od mężczyzny.

– Dalej ma siłę walczyć, kto by pomyślał – powiedział pierwszy mężczyzna, śmiejąc się przy tym wesoło.

Mężczyzna oddalił się parę kroków. Było słychać skrzypnięcie, jakby coś było otwierane.

Szafka? Szuflada? Nie był w stanie stwierdzić.

Kroki znowu zbliżyły się do niego. Tym razem czuł wyraźnie duszący, słodki zapach, którego nie był w stanie określić.

– To powinno załatwić sprawę – powiedział pierwszy mężczyzna.

Poczuł, jak napastnik chwyta go za ramię.

– !

Ukłucie strzykawki.

Musieli mu podać kolejną dawkę środków odurzających.

Cholera.

Było źle, bardzo źle.

– Wasz szef nie będzie wściekły, że zrobiliście coś wbrew jego wytycznym? – spróbował, próbując wyplątać się z tej sytuacji.

Był pewien, że dokładnie go przeszukali i zabrali wszystkie noże. Więzy były dobrze zawiązane, rozplątanie ich zajmie mu sporo czasu, co przy obecności mężczyzn i osłabieniu, które zaczynał powoli odczuwać, raczej się nie uda.

– Hmm, kto wie? W umowie nie było mowy, że nie możemy skorzystać z okazji – odparł drugi mężczyzna, kładąc ręce na ramionach Izayi i zataczając nimi małe kółka.

Skrzywił się mentalnie.

Nienawidził, gdy ludzie go dotykali. Kochał całą ludzkość i uwielbiał obserwować jej zmagania z szarą rzeczywistością, ale nie był jej częścią. Jego przestrzeń osobista była rzeczą nienaruszalną.

– Nie zapominacie z kim macie do czynienia? – zapytał, starając się jak najdłużej przeciągnąć rozmowę.

– Pozwól, że zgadnę – zaczął pierwszy mężczyzna. – Związanym chłystkiem, który nie może nam nic zrobić?

Obaj mężczyźni się roześmiali.

Uśmiechnął się, cierpliwie licząc w myślach do stu.

– Jestem przede wszystkim Informatorem – powiedział, kładąc nacisk na ostatnie słowo. – Znajdę was i waszego szefa. Nie lepiej więc rozstać się w przyjacielskich stosunkach, niż robić sobie kolejnego wroga?

– Po tej robocie znikniemy na dobre. Nawet ty nie będziesz nas w stanie znaleźć – powiedział drugi mężczyzna. – Można powiedzieć, że to prezent na nowy początek życia – dodał, po chwili namysłu.

Przeszły go ciarki, a w ustach zrobiło mu się sucho.

Wątpił, żeby był w stanie powiedzieć cokolwiek, co by zmieniło zdanie mężczyzn. Mieli już przygotowany plan działania i nie zamierzali wprowadzać żadnych zmian.

Poruszył nerwowo dłońmi, próbując je wyswobodzić.

– Pewni siebie jak słyszę – zaczął. – Cokolwiek mi zrobicie, obiecuję, że zwró-

Nie zdążył dokończyć, bo nagle poczuł silne uderzenie w twarz. Aż mu zahuczało w głowie.

Poczuł coś ciepłego i lepkiego na skroni. Uderzenie musiało zostawić rozcięcie.

– Wystarczy tych pogaduszek – powiedział pierwszy mężczyzna. – Nic nam nie możesz zrobić i dobrze o tym wiesz.

Czyjeś ręce chwyciły skraj jego koszulki i uniosły do góry. W tym samym czasie poczuł, jak coś mokrego dotyka jego szyi. Słyszał ciężki oddech drugiego mężczyzny, który nachylał się nad nim i całował go w szyję.

Wydawało mu się, jakby oblazły go ślimaki, które zostawiały na nim ślady śluzu w miejscach, gdzie zetknęły się z jego skórą.

Zacisnął zęby. Jego umysł pracował na przyspieszonych obrotach.

Było ich dwóch, nic z czym by sobie nie mógł poradzić, ale najpierw musiał się wyswobodzić.

Usłyszał głośne mlaśnięcie tuż koło swojego ucha, co sprawiło, że zawartość jego żołądka przewróciła się nieprzyjemnie.

– Niezły widok – skomentował pierwszy mężczyzna, kładąc rękę na jego brzuchu i zsuwając ją w stronę paska od spodni.

– Ach, szkoda mi takich marnych szczurów jak wy – powiedział kpiąco. – Jeszcze o tym nie wiecie, ale takie nic niewarte pionki zawsze są poświęcane w pierwszej kolejności.

– Powiedziałem, żebyś się zamknął! – warknął pierwszy mężczyzna.

Znowu poczuł silne uderzenie w twarz, a w ustach smak krwi.

„Dobrze" – pomyślał. Przemoc była lepszym wyjściem w tej sytuacji. Jeśli uda mu się ich sprowokować, może skupią się wyłącznie na pobiciu go do nieprzytomności.

Zaśmiał się na głos.

– Tylko na tyle was stać? Jestem rozczarowany. – Pokręcił głową w geście niedowierzania. – Po moich porywaczach spodziewałem się czegoś bardziej innowacyjnego.

– Och, jesteśmy bardzo innowacyjni – powiedział drugi mężczyzna. Izaya usłyszał kliknięcie i w następnej minucie jego koszulka została rozcięta. – Daj nam trochę czasu, a sam się przekonasz – dodał lubieżnie.

Po raz pierwszy poczuł, że może być w sytuacji bez wyjścia. Nie miał już siły ruszać rękami. Narkotyki zaczęły działać z pełną mocą.

Utrzymywał głowę w pionowej pozycji tylko siłą woli, żeby zachować jakiekolwiek pozory nonszalancji. Tylko jego tupet mógł go teraz uratować.

– Skoro tak nalegasz – powiedział pierwszy mężczyzna. Bardziej usłyszał niż poczuł, dźwięk rozpinanego paska od spodni. – Myślę, że czas pokazać ci, na co nas stać.

Przeszły go dreszcze, gdy mężczyzna zaczął rozpinać jego spodnie.

– !

Izaya zerwał się do siadu, budząc się ze snu. Łapał powietrze łapczywymi haustami, próbując uspokoić oddech, a jego serce biło jak oszalałe, niemal sprawiając mu ból.

Zasłonił dłonią usta, próbując powstrzymać odruch wymiotny.

Wstał powoli kierując się w stronę drzwi, po drodze przytrzymując się ściany.

Chodzenie dalej sprawiało mu problem, ale był zbyt uparty, żeby dać się przykuć do łóżka. Nawet jeśli miał odczuwać dyskomfort przy każdy kroku wolał być samodzielny.

Otworzył drzwi, których skrzypnięcie wydawało się niemal jak odgłos wystrzału wśród głuchej ciszy, która panowała w mieszkaniu. Na elektronicznym zegarku stojącym przy telewizorze dostrzegł, że jest czwarta rano. Wszyscy w domu jeszcze spali, więc skierował się cicho do kuchni.

Odczekał chwilę, aby jego oczy mogły się przyzwyczaić do światła, które zapalił. Następnie wyjął z szafki kubek i postawił go na blacie nalewając do niego po chwili namysłu wodę.

Skrzywił się widząc, że kubek udekorowany był samymi serduszkami w różnych odcieniach różu.

– Zakochani głupcy – wyszeptał z niesmakiem, po czym upił łyk, opierając się o kontuar.

Co noc męczyły go koszmary. Wystarczyło, że zamknął powieki, a wspomnienia wracały jak fale, zostawiając po sobie pustkę i chłód. Nie mógł spać nawet za dnia, przez co czuł się coraz bardziej zmęczony.

Czytał w kółko informacje, które dostał od Shikiego, pomimo tego, że mógłby recytować je z pamięci. Po przebudzeniu za każdym razem starał się dopisać jakieś nowe szczegóły. Zapach, dźwięki, wszystko, co zdołał sobie przypomnieć. Niektóre wspomnienia wydawały się być przyćmione w jego pamięci, ale widział je wyraźniej podczas snów. Nie wiedział czy są prawdziwe, dlatego zawsze pisał przy nich znak zapytania i brał dużą poprawkę na ich wpływ podczas szukania sprawców.

Westchnął. Dzisiaj przenosił się do swojego mieszkania w Shinjuku. Nie mógł dłużej znieść tego, że Shinra i Celty starali się poświęcać mu tyle uwagi, i traktowali go momentami jakby był ze szkła i miał się zaraz rozsypać na milion kawałków. Był im poniekąd wdzięczny za ich pomoc, ale przez nich nie mógł się skupić na swoim celu.

Wypił zawartość kubka do dna i odstawił go do zlewu. Wrócił do pokoju, gdzie znowu rozłożył przed sobą dokumenty. I tak nie było sensu kłaść się spać.

Analizował każdą informację po kilka razy, sprawdzając, co tylko się dało na Internecie, który był niemiłosiernie wolny. Zatracił się w tym tak bardzo, że z zamyślenia wyrwało go dopiero pukanie do drzwi.

– Proszę – odpowiedział automatycznie, nie podnosząc jednak wzroku znad dokumentów.

– Tak myślałem, że już nie będziesz spał – powiedział Shinra, wchodząc do pokoju. Izaya spojrzał na niego kątem oka. Na twarzy podziemnego doktora malował się wesoły uśmiech. Przysunął sobie krzesło do łóżka Izayi i wygodnie się w nim rozsiadł, rzucając ukradkowe spojrzenie na rozłożone kartki. Orihara szybko je zebrał i schował do teczki, odkładając ją w bezpieczne miejsce.

– Jesteś pewny, że chcesz wrócić? – Shinra zapytał, patrząc na niego poważnie, gdy Izaya już skończył.

– Shinra – Izaya powiedział ostrzegawczo.

– Chacha, wybacz, musiałem spróbować. Gdybyś jednak potrzebował pomocy – kontynuował, ale Informator przerwał mu ruchem ręki.

– Wiem, wiem, zawsze mogę do ciebie zadzwonić itp, już to mówiłeś.

– Po prostu martwię się, że w swoim obecnym stanie nie będziesz mógł się obronić przed wszystkimi ludźmi, którzy po ciebie przyjdą.

Izaya westchnął, przeczesując włosy dłonią.

– Potrafię o siebie zadbać. Dopóki mam w swoim posiadaniu stosowne informacje nic mi nie grozi.

Shinra zrobił niezadowoloną minę.

– To samo mówiłeś wcześniej i zobacz jak to się skończyło – powiedział w końcu, patrząc znacząco na ramię Informatora.

Izaya automatycznie złapał za palce prawej dłoni, sprawdzając jak postępuje leczenie. Było minimalnie lepiej, ale nie na tyle, żeby mógł swobodnie poruszać palcami.

– Teraz będę ostrożniejszy – odpowiedział w końcu. – Poza tym znając Shikiego–san, wokół mojego budynku jest już rozstawionych pełno jego ludzi, więc nawet gdyby ktoś próbował, nie zdoła się do mnie przedrzeć.

– Shiki–san wydaje się bardzo o ciebie dbać, nie sądzisz? – zapytał Shinra zaciekawiony, uśmiechając się niewinnie.

Izaya prychnął.

– Dba o bezpieczeństwo swojej zapłaty. Jeśli coś mi się stanie nie dostanie informacji, których potrzebuje.

– Skoro tak twierdzisz…

*Puk, puk*

Obaj odwrócili głowy w stronę drzwi. Celty weszła do pokoju pokazując wyświetlacz komórki Shinrze.

– Wygląda na to, że przyjechał twój transport – powiedział Kishitani, czytając treść wiadomości. – Zaraz przyniosę ci ciuchy na przebranie. Obawiam się, że sam musiałem coś wybrać, bo twoja sekretarka absolutnie odmówiła wykonywania czynności nie związanych z jej pracą.

– Nie spodziewałem się niczego innego po Namie–san – odparł rozbawiony.

Shinra wyszedł z pokoju.

Potrzebna ci w czymś pomoc?" – napisała Celty.

– Nie dziękuję. Nie planowałem dłuższego pobytu, więc nie przywiozłem ze sobą wielu rzeczy – odparł przewrotnie.

Celty wykonała ruch jakby westchnęła i napisała kolejną wiadomość.

Czy ty nigdy niczego nie bierzesz na poważnie?"

– Ani trochę – odpowiedział radośnie.

Ich rozmowę przerwał Shinra, który przyniósł rzeczy dla Izayi. Razem z Celty wyszli z pokoju dając mu czas, aby się przebrał.

Wziął do ręki pierwszą z wierzchu rzecz, która okazała się dużą, szarą bluzą. Niekoniecznie w jego stylu, ale przynajmniej była ciepła. Po chwili namysłu, założył na zranioną rękę temblak, którego unikał jak ognia od paru dni. Przerzucił bluzę przez głowę i włożył do rękawa tylko zdrową rękę, drugą przykrywając bluzą. Nie było sensu nadwerężać jej w transporcie.

Do bluzy dostał jeszcze parę czarnych dresów w zestawie, które wisiały luźno na jego biodrach.

– Praktyczny aż do bólu – powiedział cicho, patrząc krytycznie na swój strój. Wsadził nową komórkę od Shinry do kieszeni bluzy, a następnie wziął do ręki teczkę z dokumentami.

Rzeczy, w których go przywieziono kazał wyrzucić, i tak do niczego by się już nie nadawały. Jedyne, co kazał zostawić to swoją ulubioną kurtkę z futrem, którą Shinra odesłał do pralni, żeby doprowadzili ją do porządku.

Następnie wyszedł do salonu, dalej idąc ostrożnie i opierając się o ścianę.

– Orihara–san – przywitał się Akabayashi na jego widok.

– Akabayashi–san – odpowiedział Izaya, skinąwszy lekko głową.

– To dla ciebie – powiedział Shinra, wyłaniając się nie wiadomo skąd tuż obok Informatora, zaskakując go. Trzymał w ręku kule, na którą Informator popatrzył sceptycznie. – Nie rób takiej miny, nie możemy ryzykować, że zrobisz coś sobie w drodze. – Nie doczekawszy się reakcji ze strony Izayi, Shinra uśmiechnął się przebiegle. – Zawsze mogę zadzwonić po Shizuo, żeby znowu cię przeniósł.

Shinrę przeszły ciarki, widząc spojrzenie, które posłał w jego stronę Izaya.

W końcu Orihara wyciągnął teczkę z dokumentami w stronę Akabayashiego, który wziął ją od niego bez słowa, a następnie odebrał kulę od Shinry. Zrobił parę kroków na próbę, oszacowując balans i pozycję w jakiej najwygodniej mu iść, żeby nie uszkodzić ramienia.

– Możemy iść – zwrócił się w końcu do Akabayashiego.

– Mam nadzieję, że przez długi czas nie wrócisz i będę mógł mieć mieszkanie tylko dla mnie i Celty – powiedział Shinra z uśmiechem.

– Twoja troska jest wręcz przytłaczająca – odparł Izaya, uśmiechając się równie uprzejmie, co Shinra.

Po pożegnaniu się, Izaya i Akabayashi wyszli, zostawiając Shinrę i Celty samych w domu.

Z twarzy podziemnego doktora natychmiast zniknął uśmiech zastąpiony przez niepokój.

Celty położyła rękę na jego ramieniu, podsuwając mu przed twarz komórkę.

Myślisz, że da sobie radę?"

Shinra położył rękę na jej dłoni i ścisnął ją mocniej. Zastanawiał się przez chwilę nad odpowiedzią.

– Znasz Izayę, zawsze wychodzi obronnie z każdej sytuacji. Ma dziewięć żyć, jak kot, więc nie sądzę, żeby komuś udało się go zabić. – Westchnął. – Bardziej martwi mnie to, czy po tym co przeżył będzie w stanie normalnie funkcjonować.

Jest silny." – napisała Celty.

Shinra przytaknął.

– Ale jest też uparty i za nic ma porady lekarskie – dodał, z oburzeniem krzyżując ręce na piersi. – Jak nie będzie mnie słuchał nigdy nie wróci do zdrowia.

Celty zaczęła drżeć ze śmiechu.

Dąsasz się, bo nie chciał cię słuchać?"

To Izaya, on nikogo nie słucha"

Shinra zwiesił głowę zrezygnowany.

– Masz rację, po co ja się w ogóle starałem przemówić mu do rozumu?

Jesteś dobrym przyjacielem."

Shinra uśmiechnął się.

– A teraz skoro już jesteśmy sami – zaczął, z przebiegłym uśmiechem. – Możemy w końcu zrobi-! – Shinra chciał objąć Celty, ale ta powstrzymała go swoim dymem.

Przepraszam, muszę zaraz jechać odebrać przesyłkę" – napisała. – „Ostatnio zrobiły się strasznie duże! Zobaczymy się wieczorem!"

To pisząc, nałożyła kask i udała się w stronę swojego motocyklu.

Shinra usłyszał jedynie rżenie konia, kiedy opuszczała mieszkanie.

– Ceeeltyyy – zawył żałośnie idąc do pokoju i rzucając się na kanapę.

W tym czasie Izaya i Akabayashi powoli zmierzali w stronę samochodu. Informator grzecznie odmówił, gdy gangster próbował mu pomóc, dlatego poruszali się dość wolno.

Akabayashi otworzył drzwi do auta, odbierając od Izayi kule i czekając aż wsiądzie.

Wzdrygnął się, gdy dostrzegł, że ma towarzystwo.

– Shiki–san, nie spodziewałem się, że pofatygujesz się osobiście.

Silnik odpalił, po czym ruszyli w stronę Shinjuku. Shiki zmierzył go wzrokiem i uniósł brew w zdziwieniu widząc ubranie Informatora, ale nie skomentował tego szczegółu.

– Mam dla ciebie dodatkowe informacje – powiedział, wyciągając w jego stronę kolejną teczkę. Izaya wziął ją do ręki i zaczął przeglądać dokumenty zaskoczony faktem, że było ich tak niewiele.

– Na razie nie mamy żadnych powiązań. Nikt z listy podejrzanych nie miał z tym nic wspólnego.

– Hmm…

– Za to możliwe, że znaleźliśmy świadków porwania – dodał Shiki po namyśle.

Izaya spojrzał na niego wyczekująco.

– Na razie sprawdzamy czy wszystkie fakty się zgadzają, ale jeśli wersje się potwierdzą, będziemy mogli znaleźć samochód, którym cię przewieźli.

„Doskonale" – pomyślał Izaya. Jeśli znajdą samochód jest duże prawdopodobieństwo, że po dokumentach dotrą do osób, do których auto należało, bądź od kogo zostało wypożyczone. Może dzięki temu uda im się uzyskać rysopis mężczyzn, albo chociaż dalsze poszlaki.

Uśmiechnął się z satysfakcją. Byli o krok bliżej. Na głos powiedział jednak:

– Jakieś dodatkowe informacje?

– Oprócz tego, że kolorowe gangi, które znajdują się pod twoją władzą, zaczęły panoszyć się po mieście?

Izaya uśmiechnął się w odpowiedzi.

– Shiki–san, skąd ten pomysł, że jestem zamieszany w działania gangów? – zapytał niewinnie.

Shiki zaśmiał się cicho.

– Znam cię wystarczająco długo, żeby wiedzieć jak działasz Informatorze. Nic w tym mieście nie dzieje się przypadkowo.

– Schlebiasz mi – odpowiedział jedynie, nie potwierdzając i nie zaprzeczając. Wyjrzał za okno, obserwując ludzi idących ulicami miasta. Nie mógł się już doczekać, kiedy będzie mógł przetestować granice wytrzymałości swoich ukochanych ludzi. – Ach, Akabayashi – zwrócił się do mężczyzny siedzącego na przednim siedzeniu. – Podaj mi moją teczkę. Dopisałem parę rzeczy, które sobie przypomniałem, może to w czymś pomoże – zwrócił się do Shikiego podając mu jedną kartkę, która była zapisana starannym pismem. Niemal uśmiechnął się na samo wspomnienie, jak bardzo Celty panikowała, próbując nadążyć, za natłokiem tekstu, który dyktował jej Izaya. Taki mały odwet za nadmiar troski. Poza tym, miał dzięki temu pewność, że wszystkie informacje dotrą do Shikiego.

– Ciekawe obserwacje – zauważył Shiki, czytając tekst. – Uwzględnię je w poszukiwaniach – dodał, podając kartkę Akabayashiemu, który schował ją w bezpieczne miejsce.

Przez resztę podróży rozmawiali o sytuacji w Ikebukuro i Shinjuku, i prawdopodobieństwie znalezienia jego oprawców w tych dzielnicach.

– Uważaj na siebie Orihara–san – powiedział Shiki, nim Izaya wyszedł z samochodu.

Informator skonsternowany nutą troski w głosie Shikiego odparł tylko:

– Będę uważny jak zawsze.

Wyszedł, zamykając za sobą drzwi do auta i odbierając od Akabayashiego swoją kulę. Gangster odprowadził go do samego mieszkania, zostawiając dokumenty na stole w salonie i upewniając się, że wszystko z Informatorem w porządku.

Izaya usiadł na kanapie, rozglądając się z zadowoleniem po mieszkaniu. Na reszcie nie będzie nikogo, kto mógłby mu przeszkadzać w poszukiwaniach.

– Shiki–san prosił, żeby przekazać, że jutro przyjdzie lekarz na ściągnięcie szwów.

Na te słowa mina Informatora nieco zrzedła ku uciesze Akabayashiego, który pożegnał się grzecznie i pogwizdując, wyszedł z mieszkania zamykając za sobą drzwi.

Izaya odetchnął głęboko i wziął ze stołu dokumenty. Przeszedł ostrożnie przez mieszkanie do biurka, przy którym miał swój komputer i zapasowe telefony komórkowe. Rozsiadł się wygodnie i włączył urządzenie.

Czas na poszukiwania.