Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Twisted Vixen. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.


Ukryci Za Maskami

Rozdział 7: Prawda Ukryta Za Kłamstwami


Myśli: „bla bla"

Dialogi: „bla bla"

Minęły dwa miesiące, odkąd Sasuke przybył do Kraju Ptaków. Był teraz kompletnie wyleczony i nawet zaczął pomagać Naruto w treningach z Ayą (kiedy spędziło się tyle czasu z Kabuto, mimowolnie weszło do głowy co nieco na temat medycznego ninjutsu). Prawdę mówiąc, odkąd miał lepszą kontrolę chakry, stał się jej nauczycielem od medycznych jutsu, zaś Naruto kontynuował z nią pracę nad wzrostem zasobów jej chakry.

Tej konkretnej nocy Naruto i Sasuke siedzieli na ganku i cieszyli się ciszą oraz spokojem. Żaden z nich nie mówił zbyt wiele. Sasuke nie mógł nic poradzić, tylko sam do siebie się zaśmiać na myśl, że ten, kto uchodził za najbardziej rozwrzeszczaną osobę w Konosze, siedział bez słowa. Gdyby ktoś z przyjaciół blondyna go wtedy zobaczył, z pewnością pomyślałby, że poważnie jest coś z nim nie tak.

- Ne, Sasuke?

- Hm?

- Co się stało? To znaczy… z tobą i…

- Itachim? – Naruto skinął głową.

Sasuke westchnął. Naruto wziął to za coś o wydźwięku negatywnym i machnął ręką na swojego przyjaciela.

- Nie musisz mi mówić, jeżeli nie chcesz. Tak tylko się zastanawiałem.

Ponownie zapanowała cisza. Sasuke wyprostował plecy i przez baldachim drzew spojrzał na gwiazdy.

- Spotkaliśmy się, walczyliśmy i powiedział mi o Madarze.

- Madara?

- Jedyny inny Uchiha, który w dalszym ciągu jest żywy – Naruto ponownie zamachał rękoma.

- Czekaj, czekaj, czekaj. Może i nie jestem najmądrzejszą osobą, ale nawet ja wiem, że był jednym z założycieli Konohy. Powinien już dawno być martwy.

- Powinien, ale nie jest. Nie pytaj. Tak czy inaczej, walczyliśmy, dopóki kompletnie nie zabrakło mi chakry. Coraz bardziej się do mnie zbliżał. Myślałem, że zaraz zginę. Ciągle powtarzał, że zabierze mi oczy – Naruto wyglądał na obrzydzonego.

- Twoje oczy?

- Tak. Jest jeszcze inna wersja Sharingana. Madara osiągnął ją przez zabranie oczu swojego brata bliźniaka. Itachi powiedział mi, że Mangekyou z biegiem czasu oślepia swojego użytkownika. To właśnie to wydarzyło się Madarze – źrenice Naruto rozszerzyły się.

- W czasie, kiedy walczyłem z Itachim, sam był blisko oślepnięcia przez nadużywanie Sharingana. Gdyby zabrał moje oczy, już nigdy więcej nie musiałby się o to martwić. Skończyłby nawet z jeszcze większą siłą. Poza tym, dzięki naszym oczom, mamy zdolność kontroli nad Dziewięcioogoniastym Lisem.

- Tak jak wtedy, kiedy byłeś w mojej głowie?

Sasuke przytaknął i kontynuował.

- Itachi włożył w ostatni atak resztę swojej mocy. Po tym ledwo byłem w stanie się poruszać. Ale kiedy znalazł się przede mną, zrobił coś kompletnie nieoczekiwanego. Wyszeptał coś do mnie, a następnie puknął mnie w czoło. Nie zrobił tego od momentu, kiedy byłem małym dzieckiem. Wtedy umarł.

- To wszystko? – spytał niedowierzająco Naruto. Do tego czasu Sasuke usiadł, blondyn wraz z nim.

- Nie, jest coś jeszcze. Po tym od razu zemdlałem. Kiedy odzyskałem przytomność, byłem w jakimś pokoju z obserwującym mnie mężczyzną w pomarańczowej masce. W końcu ją zdjął i siebie przedstawił. Uchiha Madara. Zaczął opowiadać mi o historii klanu – o jego relacjach z bratem, o Pierwszym Hokage, jak ich dwójka potrafiła przywoływać i kontrolować Kyuubi'ego, o ich walce w Dolinie Końca, jak to przeżył i w końcu przybył, by trenować Itachi'ego. Do czasu, kiedy skończył, dowiedziałem się, że wszystko, co myślałem, że wiem o Itachim, było tak naprawdę jednym wielkim kłamstwem.

- Nie rozumiem.

- Itachi wymordował klan, ale nie było to jakąś zachcianką, jak niegdyś mi powiedział. Aktualnie zrobił to na rozkaz rady.

- COOOOOOOOO?! – buzia Naruto szeroko się otworzyła.

- Według Madary klan Uchiha planował zamach stanu. Przypuszczalnie na ich czele stał mój ojciec. Itachi stał się podwójnym agentem, donosząc klanowi Uchiha wszystkie informacje na temat rady i w tym samym czasie przekazując radzie poczynania klanu. Starszyzna zdecydowała, że Uchiha stanowili zbyt duże zagrożenie dla pokoju i rozkazali mojemu bratu, by unicestwił cały nasz klan. Trzeci był temu przeciwny i starał się negocjować z klanem. Kiedy to spaliło na panewce, Itachi, z pomocą Madary, wykonał odpowiednie rozkazy.

- Więc wszystkie te rzeczy, które wygadywał o sprawdzeniu jego zdolności…

- Były kompletnym kłamstwem. Teraz się wydaje, że wszystko, co zrobił, miało służyć mojej pomocy. Chciał, bym stał się wystarczająco silny, by go pokonać i osiągnąć to, co mam teraz – na krótko uaktywnił swoje najnowsze oczy, co sprawiło, że Naruto wziął haust powietrza. – Dołączył do Akatsuki, które stworzył Madara, po to tylko, by ich pilnować, na rozkaz Trzeciego – oczy Naruto nagle błysnęły, kiedy sobie coś uzmysłowił.

- O Kami… był szpiegiem Jirayi – kiedy Naruto zaczął dukać, w dalszym ciągu zszokowany, Sasuke na niego spojrzał. – J-ja… n-nigdy bym… wiem, że miał szpiega w Akatsuki, ale nigdy nie poświęciłem temu większej uwagi i nie zastanowiłem się, kto to mógł być. Zgadywałem, że może jakiś mniej znany członek. Ale Itachi? Wow.

Sasuke nie był przygotowany na zaciśnięcie się wokół niego rąk Naruto. W mgnieniu oka zesztywniał, kompletnie nieprzyzwyczajony do jakiegokolwiek kontaktu.

- Teme, wyluzuj. Uścisk cię nie zabije – na sugestię Naruto minimalnie odpuścił. Podczas gdy nie był pewien, jak sobie z tym poradzić, wiedział, że blondyn robi to samo, co on sam wcale nie tak dawno dla niego zrobił. – Ta pieprzona starszyzna! Naprawdę nachrzanili nam w życiach, co? – wymamrotał Naruto. Kruczowłosy przytaknął w zgodzie. Przez jakiś czas tak zostali, póki Sasuke nie zdecydował ponownie się odezwać.

- Jest coś jeszcze… coś, co powinieneś wiedzieć – Sasuke delikatnie odepchnął ręce Naruto. Postanowił, że nadszedł czas, by Naruto się dowiedział, jak dokładnie ci starsi zabawiali się jego życiem… jak wiele przed nim ukrywali. Westchnął i spojrzał w jego oczy. – Naruto, czy kiedykolwiek pytałeś się kogoś o swoich rodziców?

Naruto przez zmianę tematu przez moment wyglądał na skonfundowanego i zastanawiał się, dlaczego chciałby to teraz wiedzieć.

- Więc, taaa… pamiętam, jak raz zapytałem się staruszka. Powiedział, że moi rodzice zginęli podczas ataku. Szukałem ich nazwisk na upamiętniającej to wydarzenie płycie, ale nigdy nie znalazłem kogoś o nazwisku Uzumaki, więc zgadłem, że musieli być to jacyś zwykli cywile, o których za dużo nie wiedział.

- To nie jest możliwe.

- Ech? Co masz przez to na myśli?

- Nawet jeżeli nie byli ninja, każda osoba – ninja czy nie – jest w wioskowym rejestrze. Nie ma żadnej opcji, by chociaż nie wiedział, kim byli.

- Ale… staruszek… on by mnie nie okłamał.

- Nie okłamał – Naruto posłał Sasuke zirytowane spojrzenie.

- Więc do czego zmierzasz?

- Daj mi skończyć dobe. On nie kłamał. Powiedział, że zginęli podczas ataku. I, jeżeli się nie mylę, tak było. Po prostu uniknął dawania ci jakichkolwiek informacji. Poza tym w tym wieku prawdopodobnie nawet przez myśl ci nie przeszło, aby się bardziej wypytywać.

- Ale dlaczego by się tak zachował?

- Z tej samej przyczyny, dlaczego Itachi mnie okłamał – Sasuke obserwował, jak niebieskie spojrzenie zostało wypełnione zrozumieniem.

- Ci cholerni starsi.

- Też tak sądzę.

- Czekaj, więc to znaczy… wiesz, kim są moi rodzice?

- Mam teorię… więc, przynajmniej o jednym z twoich rodziców.

- Powiedz mi – Naruto się wyprostował. Jego wzrok wwiercał się w onyks.

- Nie powinienem. Nie jestem tego pewny i nie chcę cię niepotrzebnie wprowadzić w błąd – Naruto przewrócił oczami.

- To w takim razie nie powinieneś tego zaczynać. Teraz za późno. Więc, co myślisz? Podziel się swoim przeczuciem.

Sasuke prawie się zaśmiał. Ach, dobe. Uniósł jedną brew.

- Przeczuciem?

- No co? Jestem poważny. Po prostu chcę wiedzieć, jak bardzo jesteś pewny.

- Powiedziałem, że mam teorię. Co więcej ode mnie chcesz?

- Chcę, żebyś wyjawił mi swoją teorię… duh!

- Dobe…

- Sasuke… po prostu mi powiedz. Proszę?

Sasuke chciał powiedzieć nie, naprawdę chciał, ale szczere spojrzenie w oczy jego przyjaciela go zastopowało. I Naruto nigdy nie błagał…

- No dobra – westchnął, po czym kontynuował. – Jak powiedziałem, nie jestem pewny. Twoja matka, jak przypuszczam, jest osobą, od której pochodzi twoje nazwisko. Kim jest, nie mam pojęcia. Nie ma w Konosze nikogo innego urodzonego z nazwiskiem Uzumaki – to jest pewne. Więc, kimkolwiek była, nie pochodziła z wioski. A co do twojego ojca…

Naruto wstrzymał oddech. Widział, jak jego dłonie lekko się trzęsą, więc by to powstrzymać, zacisnął je mocno na spodniach. Przygryzł wargę i nerwowo czekał.

- … więc, aktualnie, nie powinienem musieć ci tego mówić.

- Huh? – Naruto wypuścił powietrze. Spojrzał na Sasuke, skonsternowany. Uchiha puknął Naruto w czoło.

- Dobe. Po prostu idź i spójrz na siebie w lustrze. Powinno być oczywiste, z kim jesteś spokrewniony.

Naruto nawet się nie poruszył, mimo że jego oczy wyraźnie się powiększyły. To zawsze było pytaniem, które nawiedzało go, kiedy spędzał samotnie noc. Nie był głupi. Nie potrzebował lustra. Wiedział, jak wyglądał. I oczywiście wiedział, kogo przypominał. Cholera, wieśniacy wiedzieli, kogo przypominał i przez to podobieństwo jeszcze bardziej go nienawidzili, więc podejrzenie zawsze gdzieś tu było. Spiczaste blond włosy były jasną wskazówką. Nikt inny nie miał takich włosów w Konosze. Aktualnie nigdy, prócz Yamanaka, nie widział kogoś z włosami koloru blond… oni zresztą też się różnili, mieli ich jaśniejszy odcień.

- Myślisz, że moim ojcem jest Czwarty.

To było stwierdzenie, nie pytanie. Finalne potwierdzenie ukrytej gdzieś głęboko w sercu prawdy, której zawsze odmawiał uznania przez strach o wzbudzenie fałszywych nadziei. Sasuke był geniuszem. Nigdy by tego nie zaczął, gdyby nie był w prawie stu procentach pewny swoich racji. Naruto zamknął oczy, kiedy przelała się przez niego fala emocji. Nie był za bardzo pewien, co powinien czuć. Jakaś jego część była zadowolona, że może w końcu poznał prawdę, z drugiej zaś strony odczuwał wściekłość. Jeżeli było to prawdą – i w głębi duszy wiedział, że tak właśnie było – to oznaczało, że jego własny ojciec wybrał ponad nim wioskę. Myśl ta bardzo go bolała. Oznaczało to, że jego własny ojciec był odpowiedzialny za zapieczętowanie w nim Kyuubi'ego… jego własny ojciec był tym, kto skazał go na nienawiść i życie pełne polowań na niego i znajdującą się w nim siłę.

Jeżeli było to prawdą, nie był pewien, czy kiedykolwiek będzie w stanie wybaczyć mężczyźnie, którego zawsze uważał za swojego bohatera.

Sasuke mógł dostrzec udrękę na twarzy Naruto. Delikatnie przeczesał palcami jego ramię. Naruto otworzył oczy i spojrzał na swojego przyjaciela.

- Jak wcześniej powiedziałem, to jest teoria. Jest tylko jeden sposób, by się raz na zawsze upewnić.

- Jak?

- Wracamy.

- Do Konohy?

- Do Konohy.


Od tłumaczki: I jak? Podobało się? Liczę jak zwykle na szczere wypowiedzi i zainteresowanie :)