Przeglądając swoje notatki, Kagami przypomniał sobie, że Kuroko również wspominał o tej notce, jednak nie pojawiła się ona w inwentarzu. – Nie widziałem żadnej karteczki w pudełku z materiałem dowodowym.
- To dlatego że nigdy nie oddałem jej policji. W tamtym czasie byłem tak bardzo przekonany, że Kise znów się pojawi, że nigdy nie zawracałem sobie tym głowy – przyznał dość niechętnie koszykarz.
- Nadal ją masz? – Po wysłuchaniu tej całej historii nie miał co do tego żadnych wątpliwości, ale doszedł do wniosku, że bezpośrednie żądanie nie byłoby skuteczne.
Na chwilę zapadła cisza, po czym Aomine skinął głową. – Tak, chyba gdzieś ją mam.
- Cóż, moglibyśmy się później napić i pójść zobaczyć czy uda nam się ją znaleźć – zaproponował luźno Kagami.
Koszykarz pokręcił głową. – Nie piję. Picie sprawia, że…
Picie sprawia, że za nim tęsknię.
Niewypowiedziane oświadczenie zadźwięczało głośno.
- Trener nie lubi kiedy pijemy – powiedział pośpiesznie wyższy mężczyzna, zmieniając tor swojej wypowiedzi.
- Więc chyba będę musiał po prostu wpaść później, żeby ją znaleźć. Mam nadzieję, że nie przeszkodzę ci znowu.
Aomine prychnął. – Wątpię, żebym gościł u siebie dzisiaj kogokolwiek, dzięki tej depresyjnej rozmowie. A z doświadczenia wiem, że kobiety nie uważają ponurych facetów za szczególnie atrakcyjnych.
Zaglądając do swojego notesu, Kagami wycelował długopisem w coś, co znalazł Tatsuya. – Tu jest napisane, że twój trener z liceum to ten sam facet, który trenuje twoją obecną drużynę.
- Huh? Tak, co z nim? Trener dostał się do drużyny zaledwie kilka lat temu. Był zaskakująco pomocny i mobilizujący po tym jak Kise zniknął. Po tamtym dniu pozbyłem się wszystkiego i byłem gotowy żyć jako bezdomny przez resztę mojego życia. – Koszykarz westchnął z przygnębieniem, kiedy przywołał swoje wspomnienia. – Ja… jedyny sposób w jaki naprawdę mogę to opisać to taki, że kiedy Kise zniknął, to było tak, jakby zabrał ze sobą słońce. Pamiętam jak trener powiedział do mnie wtedy…
Posłuchaj, Aomine, możesz to dalej ciągnąć i stać się tak bezużyteczny, że gdyby blondynek cię zobaczył, dopadłoby go takie poczucie winy, że musiałby do ciebie wrócić, albo możesz zrobić coś ze swoim życiem i stać się taki sławny, że przyczołga się tu z powrotem, byle tylko znów cię zobaczyć. Niezbyt mnie interesuje co zrobisz ze swoim życiem, ale nie pozbywaj się wszystkiego w taki sposób.
- Więc postanowiłem, że stanę się taki sławny, że bez względu na to dokąd się udał, usłyszy moje nazwisko. Wtedy musiałem dokonać kolejnego wyboru. Czy wybieram koszykówkę czy drogę do reszty świata, która się przede mną otworzyła?
…jeśli zostaniesz zawodowcem, to prawdopodobnie ja też będę musiał nim zostać, ponieważ za każdym razem, gdy widzę jak grasz, ja też mam ochotę zagrać!
- I wybrałeś koszykówkę, ponieważ Kise nie mógłby się jej oprzeć.
- Zasadniczo. Teraz to wydaje się naprawdę głupim pomysłem, biorąc pod uwagę fakt, że nigdy nie było nawet cienia szansy na to, że on znów się pojawi – powiedział cynicznie Aomine.
Przyglądając się drugiemu mężczyźnie, Kagami zrozumiał dlaczego Kuroko i Momoi tak bardzo mu współczuli. Podjął wszystkie decyzje dotyczące swojej kariery, opierając się na nadziei, że pewnego dnia znów zobaczy tą jedną osobę. Momoi miała rację, gdy powiedziała, że musiał mieć nadzieję na cud bardziej niż ktokolwiek inny.
Kagami zacisnął usta. - Przychodzi ci na myśl ktoś, kto mógłby chcieć skrzywdzić Kise? Albo ktoś, kto nie pochwalał waszego związku?
Mężczyzna pokręcił głową. – Nie sądzę, żeby ktokolwiek pochwalał to, co robiliśmy. Nie mówili tego wprost, ale nigdy tego nie pochwalali. Jeśli już, powiedziałbym, że po prostu to tolerowali. Ale nie przychodzi mi na myśl nikt, kto mógłby chcieć go skrzywdzić. To znaczy, poza Haizakim, ale on pewnie stchórzył po tamtym ciosie. – Znowu westchnął. – Kise zawsze pakował się w straszne kłopoty. Co za idiota… wkurza mnie, kiedy o tym myślę. Wciąż nie mogę uwierzyć w to, że wyszedł i tak po prostu zginął. Zostawił nas wszystkich.
Kagami ze zdziwieniem uniósł brew. Mimo że gniew był u chłopaka dość powszechną reakcją, nie spodziewał się u niego takiego wahania nastroju. W jednej chwili koszykarz wspominał ze smutkiem dni spędzone z blondynem, a w następnej na niego narzekał. Nie mógł powstrzymać się przed zapytaniem: - Więc czym dokładnie był dla ciebie Kise? Chcę to usłyszeć z twoich ust. – Mimo iż słyszał czuły ton i tęsknotę w głosie chłopaka, chciał usłyszeć jak mówi to na głos.
Aomine w zamyśleniu podrapał się po karku, marszcząc lekko brwi. – Nie potrafię wyrazić tego słowami. Kise był dla mnie bardzo ważny, ważniejszy niż wszyscy mężczyźni czy kobiety, których spotkałem w swoim życiu. – Spuścił wzrok i kontynuował, głosem zachrypniętym od emocji. – Oczywiście z tego co wiem, mogliśmy zerwać ze sobą następnego dnia albo być razem aż do teraz. Być może stawiam go na piedestale nawet w moich wspomnieniach, ale ten idiota po prostu wiedział jak przedrzeć się do czyjegoś serca. – Następnie podniósł wzrok i spojrzał gniewnie na mężczyznę. – Nie patrz na mnie z takim współczuciem. Nie potrzebuję twojej troski, debilu. Wystarczy już, że musiałem powiedzieć połowę rzeczy, które zrobiłem.
- Kto powiedział, że się troszczę? – Kagami prychnął i zadał ostatnie pytanie: - Jeszcze jedna rzecz i będziesz mógł sobie iść. Znaleźliśmy na ciele kolczyk. Mam przeczucie, że dokładnie wiesz o czym mówię. Możesz mi o tym opowiedzieć?
Zawodnik zamarł na moment, zanim wzruszył ramionami. – Tak, wiem o czym mówisz. Niebieski, okrągły koczyk, prawda? Dałem mu go na urodziny. Wyglądał wtedy na tak idiotycznie szczęśliwego i powiedział, że już nigdy go nie zdejmie. Hej, zanim wyjdziesz, możesz mi powiedzieć jak to się stało?
Tocząc ze sobą wewnętrzny konflikt, Kagami postanowił, że najgorszą rzeczą jaką mógł zrobić było uniknięcie pytania. Po ujawnieniu wszystkiego, czego do tej pory dowiedział się na temat morderstwa, mógł tylko unikać wzroku chłopaka i udawać, że nie zauważył przerażenia, które pojawiło się w granatowych oczach. – I to wszystko co na razie wiemy. – W milczeniu zamknął notes i zauważył, że coś z niego wystaje. Wyjmując ów przedmiot, przypomniał sobie, co zamierzał zrobić. Bez słowa przysunął zdjęcie do Aomine, patrząc jak oczy chłopaka otwierają się szeroko, a jego twarz robi się czerwona od nadmiaru emocji. Szybko podniósł się z miejsca, drapiąc się po karku. – Nie wychodź stąd, dopóki ci nie pozwolę, okej? To może zająć chwilę, ale muszę pobiec spytać się mojej szefowej czy o niczym nie zapomniałem, dobrze?
Wymykając się z pomieszczenia, ze wszystkich sił starał się wymazać z głowy obraz łez spływających po twarzy chłopaka.
Kiedy opuścił pokój, podeszła do niego Alex. – Wyglądasz na wykończonego. Jak poszło?
Wzruszył ramionami. – Całkiem dobrze. Przynajmniej ze mną porozmawiał. Chciałem dać mu trochę odetchnąć po tym wszystkim. I tak muszę się przygotować na kolejne przesłuchanie.
Alex pokręciła głową. – Ja zajmę się dziewczyną. Wyglądasz okropnie i prawdopodobnie nie jesteś w stanie przeprowadzić kolejnego przesłuchania. Poza tym jesteś zbyt miły dla kobiet. Także streść mi wszystko, a ja się nią zajmę, okej? Możesz popatrzeć na wszystko z zewnątrz.
- Dobrze, tylko postaraj się nie zrobić nic, co mogłoby się skończyć procesem sądowym.
Wtedy Tatsuya wrócił z biura. – O, hej, Taiga. Skończyłeś? Czytałeś gazetę? Jakimś cudem twoja sprawa została ujawniona. Jest o tym głośno we wszystkich artykułach i wiadomościach.
Kagami ściągnął brwi i wziął gazetę od swojego partnera, po czym spojrzał na nagłówek artykułu. – Co? Jak? Kto powiedziałby o tym reporterom? Cholera, nie rozgłaszaliśmy tego.
Aomine siedział w pokoju, sam na sam ze swoimi myślami. Był trochę zły na siebie i otarł swoje łzy, na próżno pragnąc, by przestały płynąć. Mimo iż był wdzięczny, że detektyw opuścił pomieszczenie, nigdy by się do tego nie przyznał. Nie zamierzał płakać, ale po tak długiej rozmowie na temat blondyna i nagłym ujrzeniu tego zdjęcia, nie mógł już dłużej tego znieść.
Dziesięć lat.
Przez te wszystkie lata ani razu nie udało mu się zmusić się do spojrzenia na zdjęcia blondyna, gdyż nie był pewny jak by na nie zareagował. Nigdy nie zdawał sobie sprawy z tego jak wielką miał nadzieję, dopóki nie została ona zmiażdżona. Nie mogąc oderwać wzroku od fotografii, podniósł ją drżącymi dłońmi i przyjrzał jej się z bliska, próbując przeczytać przez łzy widniejące na niej napisy.
„Ja i mój ukochany Aominecchi."
Nie mógł powstrzymać się przed parsknięciem. Poważnie, co za chłopak narysowałby tyle serduszek na zdjęciu?
Kiedy po raz drugi przeczytał napis, nagle wszystko do niego dotarło.
Kise naprawdę odszedł.
- Wydaje mi się, że cię polubiłem, Aominecchi…
Już nigdy więcej nie usłyszy tego przezwiska.
- Zagrajmy jeden na jednego! Jeden na jednego!
Już nigdy więcej nie zobaczy jego zapłakanej twarzy.
- Kurokocchi, Aominecchi jest okrutny!
Już nigdy więcej nie usłyszy ciągłego jęczenia Kise.
- Obudź się! Jezu, znowu spóźnisz się na trening!
Już nigdy więcej nie zobaczy jego 100-watowego uśmiechu.
- Zagrajmy jeszcze raz! Proszę, Aominecchi? Tylko jeden raz! To będzie już ostatni, obiecuję!
Już nigdy więcej nie będzie meczy jeden na jednego, ani obijana się, ani wspólnego czytania magazynów w leniwe niedzielne popołudnia.
- Nauczyłeś Kurokocchiego rzucać? To niesprawiedliwe! Dlaczego mnie nie zawołałeś? …oczywiście, że jestem zazdrosny! Miałeś szansę spędzić czas z Kurokocchim! Ał! Za co to było?
Już nigdy więcej nie spotkają się na sekretnej randce w najbardziej zatłoczonej części Tokio, ani nie pójdą poobserwować z daleka randek Momoi.
- Następnym razem na pewno cię pokonam, Aominecchi!
Było tak wiele rzeczy, których już nigdy nie zrobią, tak wiele rzeczy, za którymi będzie tęsknił. Dopiero teraz zdał sobie z tego sprawę.
- Aominecchi, tak bardzo Cię kocham!
Uświadomił sobie, że najgorsze było to, że ich związek nigdy nie dotrwał końca.
Nigdy się nie dowie czy pokonaliby wszystkie trudności i przeszkody, czy załamali pod ciężarem tego wszystkiego. Nigdy nie dowie się czy naprawdę „byli sobie przeznaczeni", czy może te uczucia były tylko czymś przejściowym, co wymyślił jego nastoletni mózg. I w jakiś sposób te wszystkie „co by było gdyby" i „już nigdy więcej" sprawiały, że jeszcze bardziej tęsknił za Kise.
Skoro naprawdę odszedłeś, to na co tak ciężko pracowałem przez te wszystkie lata?
Uderzyła w niego kolejna fala rozpaczy i poczuł jak w jego oczach ponownie zbierają się łzy.
Nie mógł przypomnieć sobie kiedy ostatni raz nad czymś płakał.
Kiedy blondyn stał się dla niego taki cholerne ważny?
Jego barki drżały, kiedy schował twarz w ramionach, próbując powstrzymać swój szloch.
Po raz drugi w swoim życiu poczuł się, jakby słońce zniknęło, a ziemia przestała się kręcić.
- Cholera, Kise…
Co ja mam teraz zrobić?
Po dłuższej chwili Kagami niepewnie wszedł do pokoju. Chciał dać drugiemu mężczyźnie trochę prywatności, żeby mógł się wypłakać i uspokoić, lecz jednocześnie nie chciał, żeby koszykarz tam zasnął. Chłopak siedział w pokoju, patrząc na niego zaczerwienionymi oczami. Wyglądał na równie wyczerpanego i trochę bardziej niż poirytowanego. – No nareszcie. Więc mogę już sobie iść, czy chciałeś dowiedzieć się więcej na temat mojego życia osobistego?
Kagami pokręcił głową, postanawiając zignorować fakt, że oczy chłopaka były czerwone. – Moja wina, coś mi wypadło. Nie, na razie skończyliśmy. Ale wpadnę wieczorem, żeby rzucić okiem na tę notkę.
Wzdychając głośno, koszykarz wstał z miejsca. – Przypuszczam, że w takim razie to oznacza, że muszę iść i jej poszukać.
Mimo iż Kagami miał przeczucie, że mężczyzna wiedział dokładnie gdzie znajdowała się karteczka, skinął głową. – Tak, mam nadzieję, że uda ci się ją znaleźć. Dam ci znać, zanim wpadnę.
- Czy Tetsu też przyjdzie?
- Nie wiem, może. A co? Będzie ci przeszkadzało, jeśli przyjdzie?
Chłopak wzruszył ramionami. - Nie bardzo. Chyba nie.
- Czy mógłbyś wpaść później, żeby odebrać Momoi? Mam przeczucie, że po tym przesłuchaniu może potrzebować twojego wsparcia. – Patrząc na koszykarza, wiedział, że mężczyzna rozumiał trudną pozycję, w jakiej postawił swoją przyjaciółkę z dzieciństwa i to, z czym będzie musiała się zmierzyć dla jego dobra.
- Dobra, po prostu zadzwoń. – Zostawiając swoją kartę, Aomine podszedł do drzwi i zatrzymał się przed nimi, by na niego spojrzeć. – Posłuchaj, niezbyt cię lubię, ale ta sprawa… zostawiam ją tobie. Lepiej dowiedz się kto to zrobił i spraw, żeby za to zapłacił.
Te słowa wciąż siedziały w jego głowie, kiedy Momoi weszła do gabinetu. – Witaj, Kagami-kun.
Pochylił głowę na powitanie. – Hej, mam nadzieję, że zeszłej nocy udało ci się zasnąć.
- Tak. Za to ty nie wyglądasz zbyt dobrze, detektywie. Czy to Dai-chan? – Zmarszczyła brwi. – Nie przysporzył ci kłopotów, prawda?
- Nie, prawdę mówiąc, był całkiem pomocny, nawet jeśli na początku był dość oporny.
W jej oczach błysnęło zrozumienie. – Ciężko mu o tym rozmawiać. – Dziewczyna uśmiechnęła się do niego smutno. – Przepraszam. To, że wciąż się za nim wstawiam, musi być dla ciebie dziwne. Chyba zaczęłam go chronić po tym jak razem dorastaliśmy.
Kagami nieprzytomnie podrapał się po karku. – Nie uważam tego za dziwne. To naturalne, że opiekujesz się ludźmi, na których ci zależy. – Rzuciwszy okiem na Alex, która wyszła ze swojego gabinetu, przypomniał sobie, że to nie on miał przeprowadzić przesłuchanie. – No więc to jest Alex, moja przełożona. Pomaga mi przy tej sprawie, więc będziesz z nią dzisiaj rozmawiać. Zresztą i tak pewnie wolałabyś pogadać z kobietą, prawda?
Momoi pokręciła głową. – Nie mam nic przeciwko rozmowie z nią. Jeśli pracuje nad tą sprawą, może liczyć na całkowitą współpracę z mojej strony.
- Wielkie dzięki. Jeśli zrobi coś głupiego, po prostu krzycz albo coś.
- C—?
Właśnie wtedy Alex podeszła do nich z jednym ze swoich profesjonalnych uśmiechów na ustach i wyciągnęła rękę w stronę drugiej kobiety. – Ty musisz być Momoi Satsuki. Jestem Alexandra Garcia i będę pomagać Taidze przy tej sprawie. Chodź, porozmawiajmy.
Wzdychając ze znużeniem, Kagami wszedł do pokoju obserwacyjnego, żeby posłuchać ich rozmowy.
Stając przy jednostronnej szybie, poczuł ochotę, żeby wpaść do pomieszczenia i powiedzieć Alex, żeby się zachowywała, mimo że jeszcze nic nie zrobiła. Musiał przypomnieć sobie, że ona również była detektywem, a do tego jego przełożoną. – Uspokój się, Taiga, przecież potrafi zachowywać się profesjonalnie, kiedy wymaga tego sytuacja… - próbował sobie wmówić z niewielkim sukcesem.
Alex nie traciła czasu na uprzejmości i pochyliła się do przodu, opierając łokcie na stole. – Więc jak wygląda twoja relacja z Aomine Daikim?
Dziewczyna odpowiedziała równie poważnie: - Cóż, jestem menedżerką drużyny, do której należy. I jesteśmy przyjaciółmi z dzieciństwa. Dorastaliśmy razem.
- A Kise Ryouta?
- Był moim najlepszym przyjacielem.
- A czy któryś z nich interesował cię kiedykolwiek jako mężczyzna?
- Nie. Byłam zainteresowana kimś innym.
- Więc ich związek ani trochę ci nie przeszkadzał? – Momoi zawahała się przez chwilę. Szefowa Kagamiego natychmiast się ożywiła. Detektyw zapomniał jak spostrzegawcza była w trakcie pracy. – Nie podobało ci się to, że byli razem? Dlaczego? Dlatego że obaj byli facetami?
Dziewczyna pokręciła głową. – Nie, nie, to zupełnie nie o to chodzi! Cieszyłam się, że byli razem. Poczułam… ulgę.
Blondynka uniosła brew. – Ulgę?
Kiedy dziewczyna znów się odezwała, w jej oczach nie było ani krzty krytyki: - Jeśli chodzi o randki czy związki, Aomine-kun nie ma zbyt wielu osiągnięć. Ma tendencje do bycia niedelikatnym i bezceremonialnym, nawet jeśli tego nie chce. I odkąd byliśmy mali, nikt i nic nie było w stanie stanąć między nim a koszykówką. Nieumyślnie odrzucał ludzi swoimi nieostrożnymi słowami i poświęceniem dla czegoś, co większość ludzi postrzega jako zwykły sport. Więc kiedy Ki-chan… to znaczy, Kise-kun…
Alex wzruszyła ramionami. – Nazywaj ich tak, jak to zawsze robisz albo tak, jak ci wygodnie.
- Kiedy Ki-chan powiedział mi, że zastanawia się nad wyznaniem mu swoich uczuć, zmartwiłam się. Bałam się, że Dai-chan będzie jak zwykle nieostrożny i skończy się na tym, że go zrani. Ale następnego dnia, Ki-chan podszedł do mnie i powiedział: „Aominecchi jest zaskakująco uroczy, prawda?" Jakimś sposobem wszystko się między nimi układało. Tak się martwiłam, że Dai-chan nigdy sobie nikogo nie znajdzie i że będę musiała się nim zajmować przez resztę mojego życia, bo tak naprawdę nie jest taki samodzielny na jakiego wygląda. To znaczy, kocham Dai-chan jak brata, ale to by było zbyt wiele. Więc możesz sobie wyobrazić jaka była moja ulga, kiedy Ki-chan się ujawnił.
- Ale wtedy Kise zniknął. Czy zostałaś menedżerką tylko po to, żeby zajmować się Aomine?
- Nie, oczywiście, że nie. Myślę, że pewna część mnie obawiała się, że znów będę musiała to robić, ale tak się nie stało. Po zniknięciu Ki-chan, Da-chan stał się bardzo samodzielny. Oboje ciężko pracowaliśmy i to był czysty przypadek, że dostaliśmy się do tej samej drużyny.
- Rozumiem.
- Czy… jestem podejrzana w tej sprawie?
Blondynka wzruszyła ramionami. – Wszyscy są podejrzani. Nie sądzę, żebyś osobiście była mordercą, ale zawsze istnieje możliwość, że byłaś zaangażowana w tę sprawę. To znaczy, w wielu przypadkach okazywało się, że to ci, którzy byli najbliżsi ofierze, byli sprawcami zbrodni. Tak więc istnieje spore prawdopodobieństwo, że jesteś w jakiś sposób zawikłana w sprawę Kise.
Nawet on skrzywił się na dźwięk jej szorstkiego tonu.
Momoi zachowała spokój, mimo że się spięła. – Skoro jestem podejrzana, to nawet jeśli powiem, że nigdy nie zrobiłabym niczego, co mogłoby skrzywdzić Ki-chan, istnieje szansa, że mi nie uwierzycie, prawda?
- Tak przypuszczam. Pod koniec dnia przyglądamy się bliżej wszystkim dowodom i zeznaniom. A skoro o tym mowa, czy ty albo Aomine powiedzieliście komuś o tej spawie?
- Nie, siedziałam w domu odkąd Kagami-san i Tetsu-kun odprowadzili mnie do niego zeszłej nocy. Wątpię, żeby Dai-chan miał komu o tym powiedzieć. Dzisiaj nie mamy treningu, więc nie musieliśmy nawet wymyślać żadnych wymówek, żeby usprawiedliwić naszą nieobecność.
Alex zacisnęła usta, kiwając głową i przetwarzając w mózgu wszystkie informacje. – W porządku. Kontynuujmy. Opowiedz mi o nocy, podczas której zniknął Kise. Gdzie byliście?
- Byliśmy na bankiecie Pucharu Zimowego…
Podczas gdy kobieta mówiła, Kagami usiadł w pokoju i wyciągnął swoje notatki, nie będąc pewnym pewny ile czasu minęło. Im dłużej Momoi mówiła o blondynie, tym bardziej była bliska łez.
- …Pamiętam jak Ki-chan powiedział mi jak bardzo się cieszy, że Tetsu-kun pokonał Dai-chan. „Kiedy graliśmy jeden na jednego, znów się uśmiechał. Chociaż żałuję, że to nie ja na nowo roznieciłem w nim tę iskrę." – powiedział mi. Myślę, że martwił się o zainteresowanie koszykówką Dai-chan bardziej niż ktokolwiek inny.
- A dlaczego tak było?
- Bał się, że skoro Dai-chan mógł znudzić się czymś, co kochał tak bardzo jak koszykówkę, równie dobrze mógł znudzić się Ki-chan. To dlatego Ki-chan przez cały czas prosił Dai-chan, żeby wybrał między nim a koszykówką. Chłopcy potrafią być czasami tacy głupi…
Podczas gdy obie kobiety kontynuowały dyskusję, w trakcie której Momoi nieustannie ocierała łzy, Kagami usłyszał ciche pukanie. Patrząc za siebie, uniósł brew, gdy Tatsuya wystawił głowę zza drzwi. – Taiga, przyszedł Aomine.
- Huh? Och, racja. – Zapomniał, że poprosił zawodnika, żeby wpadł. – Możesz mu powiedzieć, żeby wszedł?
- W porządku.
Przenosząc swoją uwagę z powrotem na przesłuchanie, przegapił to, co mówiła właśnie Alex, ale cokolwiek to było, sprawiło, że młodsza kobieta rozpłakała się do tego stopnia, że nie była już w stanie mówić.
Do pokoju wszedł Aomine, który wyglądał już trochę lepiej niż wcześniej. Kagami wywnioskował, że mężczyzna musiał się zdrzemnąć albo po prostu zemdleć po powrocie do domu. – Hej.
- Hej… - koszykarz urwał w połowie zdania, widząc płaczącą Momoi. Zmarszczył gniewnie brwi. – Boże, co wy jej tam robicie?
I zanim Kagami zdążył odpowiedzieć, Alex podniosła się, pochyliła do przodu i pocałowała młodszą kobietę.
Momoi przez chwilę wyglądała na oszołomioną.
Aomine opadła szczęka i chłopak zapomniał o wszelkich protestach.
W międzyczasie Kagami wstał z miejsca i wmaszerował do drugiego pokoju, żeby odciągnąć swoją szefową od dziewczyny. – Cholera, Alex! Kazałem ci nie robić niczego głupiego albo nielegalnego!
