9.
Nie był pewien, co go obudziło: światło, które nieoczekiwanie zaczęło przeciskać się przez powieki czy może ściszone głosy, rozmawiające ze sobą gdzieś w pobliżu. Ściągnął brwi, próbując skłonić do współpracy zaspany umysł. Czemu spał? Było jeszcze jasno… Powinien…
Powinien być teraz w zagajniku nad strumieniem, tak jak przyobiecał z samego rana porucznikowi Ichimaru.
Świadomość powróciła do niego w jednej chwili i Kira raptownie uniósł się na łóżku, przypominając sobie wydarzenia całego dnia. Gwałtowny ruch przypomniał mu o czymś jeszcze — plecy zaprotestowały palącym bólem. Izuru zacisnął dłonie na prześcieradle, ledwo tłumiąc krzyk.
Zaraz, przemknęło mu przez głowę. Łóżko. Leżał w łóżku. Na brzuchu. Gdzie… Gdzie był…?
Infirmeria?
Otworzył oczy w panice — i zamarł, zaskoczony do granic, widząc pokój, który dzielili z Renjim.
Jak? Przecież…
— Obudziłeś się, Kira — usłyszał nagle i zwrócił głowę w stronę, z której dobiegał głos. Renji Abarai patrzył na niego wzrokiem na poły zmartwionym, na poły pełnym ulgi; podobną mieszaninę uczuć wyrażała twarz siedzącej obok niego Hinamori. Izuru uświadomił sobie niejasno, że to ich rozmowę musiał wcześniej słyszeć.
— Jak…? — zapytał, dając wyraz dręczącym go wątpliwościom. Abarai-kun uśmiechnął się krzywo.
— Dziękuj Hinamori — odparł. — Zresztą, nie ma co o tym gadać… Jak… Lepiej się czujesz, Kira…? — dodał już poważniejszym tonem.
Izuru przymknął oczy. Ból nie przesłaniał już wszelkich innych doznań, ale dalej był najintensywniejszym z nich. Westchnął cicho.
— Niewiele… — wyznał, czując na sobie wyczekujące spojrzenia przyjaciół. — Strasznie… strasznie boli — szepnął i były to jedne z najszczerszych słów, jakie skierował do nich tego dnia. Poczuł, że Hinamori-san bierze go za rękę.
— Przepraszam, Kira-kun… — odezwała się cicho. — Znasz się na tym lepiej ode mnie…
Kira zamrugał z niezrozumieniem, ale Hinamori-san milczała. Z wyjaśnieniem przyszedł Renji.
— Hinamori zaleczyła, co mogła, ale wiesz, że oboje jesteśmy ciency z medycznego kidou… Ja to już w ogóle… Tak naprawdę, cholernie mało mogliśmy zrobić, żeby ci pomóc, Kira… Przepraszam…
Kira wbił wzrok w prześcieradło. To nie oni powinni przepraszać, wiedział o tym, aż nadto dobrze. A na dodatek dalej im nie podziękował…
— Sam nie zdołałbym sobie pomóc — wyszeptał. — Dziękuję… Hinamori-san… Abarai-kun… I…
— Prześpij się jeszcze, Kira — niespodziewanie wszedł mu w słowo Abarai-kun. — Jakoś cię usprawiedliwimy na wieczornym treningu. I załatwimy jakieś żarcie, przyda ci się porządna kolacja…
Kira przez chwilę spoglądał na niego nieco zbity z tropu, po czym zdobył się na niepewny uśmiech.
— Dziękuję…
— Nie dziękuj tyle — wyszczerzył się w odpowiedzi Renji. — Od tego masz przyjaciół, ty makolągwo… No, chodź już, Hinamori… — podjął po chwili, jakby dając Izuru czas na przemyślenie tych słów. — Dajmy Kirze odpocząć… A po zajęciach wracasz do siebie, jeszcze by tego brakowało, żeby cię przyłapali w naszym dormitorium…
— Ale…
— Mowy nie ma… Jakoś sobie z Kirą poradzimy, nie?
Izuru nie od razu uświadomił sobie, że przyjaciel zwraca się do niego. Oderwał wzrok od krajobrazu za oknem.
— Jasne… — odparł cicho, choć jego myśli krążyły już zupełnie gdzie indziej. Nie dotrzymał słowa danego porucznikowi Gotei13… Zawiódł…
— Bywaj, Kira… Do zobaczenia potem — usłyszał jeszcze. Stuknęły zamykane drzwi.
Kira czas jakiś patrzył z bólem w okno, za którym niebo szarzało od nadciągających chmur. Naraz zdał sobie sprawę, że chciałby, by ktoś był teraz przy nim… choć przecież dopiero co pozwolił odejść przyjaciołom.
Potrząsnął głową. Nie zasługiwał na to, by ktokolwiek przy nim był. Nie widział powodu, by ktokolwiek miałby się przejmować kimś tak bezwartościowym jak on…
Osunął się na łóżko, kryjąc twarz w poduszce. Jeśli miał jakąkolwiek szansę na uznanie w oczach porucznika Ichimaru, to stracił ją bezpowrotnie.
Do niczego. Zupełnie do niczego…
