Erica spoglądała na niego ewidentnie niezadowolona. Derek ukrył się za kieliszkiem, starając się kupić sobie odrobinę czasu, ale Reyes skinęła w jego stronę swoim długim palcem, którego paznokieć pokryty był czerwonym lakierem. Znał ją na tyle długo, aby wiedzieć, że jej pozorny spokój oznaczał dobrze ukrywaną wściekłość.
Stiles wdał się w rozmowę z Peterem i wydawał się kompletnie skupiony na temacie, ale Derek z łatwością dostrzegł, że chłopak zerka raz po raz w kierunku Joshuy z zadowolonym uśmieszkiem. Możliwe, że zadawanie się z byłym nie do końca było dobrym pomysłem, skoro dochodziło do takich sytuacji. Joshua jednak po raz pierwszy robił mu takie problemy i Derek po prostu się tego po nim nie spodziewał.
Stiles wydawał się o wiele bardziej rozluźniony teraz, gdy wszystko wyszło na jaw. Jego ramiona nie były już tak spięte, a lekki uśmiech błądził w kącikach ust. Chłopak ściskał od czasu do czasu jego kolano, jakby chciał przypominać o swojej obecności tutaj i wszystkie początkowe obawy Dereka zaczynały znikać.
Nie zauważył, aby ktokolwiek traktował chłopaka inaczej, chociaż Laura wyglądała tak, jakby chciała go mocno przepytać.
- Wiem, że nie powinnam prosić solenizanta, ale wyjdziesz ze mną zamówić drinki? – rzuciła Erica, chociaż cholerna kelnerka zaraz miała podejść do ich stolika.
Stiles zerknął na Reyes mniej pewnie, chyba pojmując w lot, że Erica zamierza go najnormalniej w świecie wypytać. Może nawet przemówić mu do słuchu. Erica nienawidziła być trzymana w ciemności i chociaż jej nie skłamał – wciąż nie czuł się w stosunku do niej w porządku. Wiedział doskonale, że pewnie martwiła się tym, co mówiła przy Stilesie, ale chłopak naprawdę nijak nie ingerował w ich pracę poza tym jednym razem, gdzie już od samego początku planował zwolnić Gerarda. Może gdyby nie to – nie spotkaliby się nigdy.
Cmoknął Stilesa w policzek, podnosząc się z ociąganiem. Erica jednak uprzejmie poczekała na niego u wyjścia z loży. Minęli Karla w ciszy i torowali sobie drogę do baru.
- Co, do jasnej cholery? – syknęła Erica, gdy tylko znaleźli się na bardziej otwartej przestrzeni.
Wzięła do rąk kartę i spojrzała na pozycje, nie czytając jej dokładnie.
- Nie mogłem ci powiedzieć – odparł.
- Mogłeś mnie ostrzec – warknęła.
- Nie mogłem – powiedział stanowczo. – Poza tym to nic nie zmienia. Stiles nie jest naszym szefem.
- Jasne, że nie! Jest szefem naszego szefa. Prawie właścicielem. Czekaj. On jest właścicielem – oznajmiła mu Erica. – To on wywalił Gerarda – ciągnęła dalej, dopiero teraz składając wszystko w całość.
- Zamierzał wywalić Gerarda zanim zaczęliśmy się spotykać – uświadomił ją Derek, zmęczonym głosem. – Przyszedł wtedy właśnie po to. Długo nie wiedziałem, że jest wnukiem Robertsa. To nie tak, że rzuca tym na prawo i lewo… - jęknął, nie chcąc dalej toczyć tej rozmowy.
Zaczynał rozumieć dlaczego Stiles nienawidził tego tak bardzo.
Erica spojrzała w kierunku ich stolika i na jej czole pojawiła się poprzeczna zmarszczka.
- Nie wiem jak mam się teraz zachowywać w stosunku do niego – powiedziała niepewnie.
Derek przewrócił oczami.
- Ty masz problem? – prychnął. – Ja z nim sypiam.
- Obyś był dobry w tym co robisz – rzuciła Reyes.
- O Boże – wyrwało mu się.
Czuł, że jego usta się nie domykają, ale nie potrafił nic na to poradzić. Erica jednak już zaczynała się śmiać w głos, więc spojrzał na nią zirytowany. Barman w ciszy przygotowywał ich zamówienia i Derek starał się mu nie patrzeć na ręce, ale skrzywienie zawodowe dawało o sobie znać. Czas wolny, a zwłaszcza swoje urodziny wolałby spędzić w ciszy i z dala od baru. Miał ich pod dostatkiem przez każdy inny dzień tygodnia.
Nigdy nie zastanawiał się nad tym co chciałby robić w życiu. Zdawał sobie sprawę, że kariera barmana bywała tymczasowa. Zamierzał jeszcze przez parę lat zajmować się robieniem drinków. Wbrew pozorom naprawdę to lubił. Nie był zbyt rozmowny, ale to stanowiło paradoksalnie atut w jego pracy. Zadawał odpowiednie pytania i to ludzie mówili do niego.
Nie był do końca pewien co dalej. W jego pracy nie awansowało się. Zaczynał dostrzegać powoli dlaczego Stiles pytał go o to dlaczego nigdy nie otworzył własnego lokalu albo czy nie chciał zostać menadżerem. Praca biurowa jednak nie była dla niego. Staż w firmie, w której pracowała Laura uświadomił mu to boleśnie.
- Nazwisko Hale – poinformował barmana.
Otworzyli rachunek z Laurą, gdy tylko wynajęli lożę.
- Pan Stilinski kazał to dopisać do swojego rachunku – oznajmił mu mężczyzna.
Derek zbił wargi w wąską kreskę, gdy Erica pokiwała ewidentnie zadowolona z takiego obrotu sprawy.
- Mogłeś powiedzieć wcześniej. Zamówiłabym coś… nie wiem… Co macie najdroższego? – rzucila Reyes ciekawie.
- Nie będziesz naciągać mojego chłopaka – mruknął po nosem, ale Erica machnęła na niego ręką.
- Ty go nie będziesz naciągać na drinki. Ja z nim nie sypiam, a też chcę coś z tego – rzuciła Reyes jak zawsze posługując się swoją własną logiką.
ooo
Stiles starał się uśmiechać, gdy Derek odszedł z Ericą, ale Laura wpatrywała się w niego marszcząc coraz bardziej brwi. Krótki triumf jaki odczuł na widok miny Joshuy został szybko zastąpiony przez starą dobrą niepewność. Karl kręcił się tu i tam zawsze jednak zostając w odległości głosu i pewnie powinien się bardziej skupić na Dereku, ale nie do końca potrafił.
Czuł, że nastąpiło jakieś dziwne przepięcie. Nie odzywano się do niego, a zawodowe sprawy, które podnieśli z Peterem naprawdę nie były dobrym tematem na wieczór z Derekiem. Marynarka zaczynała mu ciążyć, koszula był zbyt obcisła, chociaż Allison uważała, że wyglądał w niej obłędnie. Doszedł do wniosku, że jeśli mężczyzna zamierzał go rzucić – niech przynajmniej wie, co traci. Stiles nie był do końca przekonany, że faktycznie Dereka interesuje jego wygląd, ale Allison zapewniała go, że to zemsta doskonała.
Wszystko się jednak ułożyło i Stiles zaczął stukać palcem we własne udo. Dereka i Erici nie było nigdzie widać, a tańczący tłum tylko się powiększał. Miał nadzieję, że jego chłopak nie przepada za uczestniczeniem w podobnych rytuałach, ponieważ on sam posiadał tylko dwa komplety lewych kończyn, co zostało udowodnione. Mógł się wygłupiać po pijaku, ale był obecnie trzeźwy i nie chciał, aby Derek się temu przyglądał.
- Mam nadzieję, że mój brat nie jest twoim kaprysem – powiedziała Laura, przysuwając się do niego bliżej.
Niczego innego się nie spodziewał.
- Mam nadzieję, że to ja nie jestem jego kaprysem – odparł Stiles, biorąc głębszy wdech.
- Więc firma – kontynuowała dalej kobieta.
- Firma – potwierdził krótko i zdał sobie sprawę, że Scott i Chris mieli rację. Krępował się pieniędzy, które prawnie należały do niego. Nie miał wpływu na to w jakiej rodzinie się urodził. I to dziwne, ale ostatnie zdanie pasowało równie dobrze do ust czarnoskórej części społeczności albo tych biednych krewnych seryjnych morderców, których nazwiska przypadkowo przedostały się do mediów.
Jego dziadek nikogo nie zabił. A przynajmniej Stiles o tym nie wiedział.
- No wiesz, to nie tak, że się tym zajmuje na bieżąco. Nie zamierzam chyba do końca życia tego robić – dodał mniej pewnie.
- Chyba – podchwyciła Laura wyłapując oczywiście jego niepewność w lot.
Musieli mieć z Derekiem jakiś szósty zmysł, który pozwalał im zwietrzyć ofiarę. Na szczęście czasy, gdy takie informacje wykorzystywano dawno minęły. Tłumaczyło to jednak kilka rozdań w pokera, w których razem z Derekiem byli. Nie chciał ich powtarzać.
- Mam dwadzieścia jeden lat. Jeszcze nie wiem co będę robił w życiu – przyznał Stiles. – Sprawa z prowadzeniem firmy tego typu nie jest łatwa. Karl jest tego dowodem – dodał, zerkając na ochroniarza, który nadal kręcił się wokół.
- Masz dwadzieścia jeden lat– powtórzyła Laura sucho. – A nie lubię patrzeć na to jak mój brat nie ma pojęcia co powiedzieć na pytanie kiedy będziesz. Pewnie sądził, że tego nie dostrzegłam, ale znam go dobrze. Pokłóciliście się?
- To było nieporozumienie – powiedział szybko. – Głupie nieporozumienie i nie powtórzy się – zapewnił ją i odetchnął z ulgą, gdy Derek usiadł koło niego, oddzielając go skutecznie od Laury.
Niczego bardziej w tej chwili nie pragnął. Kobieta potrafiła być przerażająca, jeśli chciała, a w tej chwili nawet nie powtarzała śpiewki o tym co zrobi mu, gdy zobaczy zranionego Dereka. Tym razem to było całkiem poważnie i Stiles czuł to, aż w cebulach włosów. Gęsia skórka zapewne miała szybko nie ustąpić pomimo tego, że w lokalu było dość ciepło.
Zawsze zastanawiał się, gdzie podziewał się Karl, gdy naprawdę był potrzebny.
Erica usiadł po drugiej stronie stołu i uśmiechnęła się do niego sztucznie.
- Jest wściekła? – spytał szeptem Dereka.
- Można to tak określić – odparł mężczyzna i Stiles poczuł na swoim biodrze ciepłą, sporą dłoń.
Nie wiedział nawet, że tak tęsknił za zwykłym dotykiem, dopóki znowu do siebie nie przylgnęli. Jego oddech stał się dziwnie płytki i wiedział, że na jego policzkach rozkwita rumieniec. Nie był też idiotą – doskonale zdawał sobie sprawę, że Derek uwielbiał, gdy się czerwienił. Nie trudno było to dostrzec. Hale zawsze prowokował takie sytuacje, aby Stiles się szybko do nich nie przyzwyczajał. Gdy już coś uznawał za bezpieczną łóżkową normę zostawało mu odebrane.
Ostatni tydzień był okropny. Wiedział, że wyprosił Dereka z mieszkania dość szorstko, ale był w zbyt wielkim szoku. Potem kolejne zeznania i przesłuchania, dokumenty do podpisania. Szukali z Chrisem mieszkania, a to wystawili na sprzedaż. Jego ojciec dzwonił z pretensjami, że o wszystkim dowiaduje się ostatni. Stiles chciał powiedzieć, że zapomniał skontaktować się z Derekiem, ale prawda była taka, że po prostu się cholernie tego bał.
Ludzie różnie reagowali na takie sytuacje i w swoim życiu widział naprawdę wiele. Jedni kleili się do jego domniemanych pieniędzy, a inni od niego izolowali jak Erica, która nie wiedziała gdzie przebiega granica ich obecnych kontaktów. Traktowano go z pewną podejrzliwością, niektórzy nawet uważali jego dziadka za gangstera, a jego samego za następcę bossa mafii. Nauczył się, że jego jedynymi przyjaciółmi są ci, których poznał w szkole. Scott, który zawsze go bronił i Lydia, której trudno było zaimponować. Allison dołączyła później, a Danny po prostu zawsze był gdzieś obok.
Wtulił się mocniej w Dereka, czując, że mężczyzna zmienia swoją pozycję na kanapie tak, aby jak najmocniej do siebie przylegali.
- Karl ma cię nie opuszczać przez cały czas? – wyszeptał mężczyzna w jego ucho.
Stiles parsknął. To nie było, aż tak subtelne jak się Derekowi wydawało. Z drugiej jednak strony Hale nigdy nie był subtelny. To Stiles zasługiwał na oberwanie po głowie za swoją ślepotę. Może i nieudolnie próbował zwrócić na siebie uwagę Dereka, ale sądził od samego początku, że ma nikłe szanse.
- Karl jest ochroniarzem. Będzie wiedział jak się zachować – poinformował go Stiles. – Możemy jechać do mnie. Mam dwie sypialnie. Karl miałby gdzie wypocząć, a grube ściany… - urwał, orientując się, że naprawdę się zapędził.
- Grube ściany mogę się przydać – rzucił Derek.
- Chyba nie zerwiesz się z własnych urodzin – oburzył się Stiles.
- To są moje urodziny, więc mogę się z nich urwać kiedy chcę – odparł mężczyzna.
Stiles nie mógł się z nim nie zgodzić. Szczególnie, gdy Erica spoglądała na niego z drugiej strony stołu niepewnie.
ooo
Derek starał się nie zwracać uwagi na to jak Karl przygląda mu się w odbiciu lustra windy. Wjeżdżali na piętro w milczeniu, chociaż Stiles wciąż miał ten krzywy uśmieszek, który zamierzał zmazać mu z twarzy. Ewidentnie za bardzo chłopaka bawiło jego zdenerwowanie. Nie był przyzwyczajony do tego, aby odwoził go prywatny kierowca, a ochroniarz towarzyszył mu przez cały czas.
To po prostu było nienaturalne. A dodatkowo sama rozmowa z Ericą zwróciła jego myśli w stronę, w którą jak do tej pory nie zmierzały. Jeśli to miał być poważny związek, musiał przestać pracować w barze Stilesa. Barze firmy Stilesa – chociaż to była tylko semantyka, a fakty pozostawały faktami.
Sądził, że jest w stanie jakoś to wszystko pogodzić, ale kiedy przyjrzał się problemowi pod innym kontem zrozumiał, że przecież Stilesowi to też mogło przeszkadzać. Przedstawianie swojego chłopaka jako barmana zapewne nie było przyjemne. Derek nie wstydził się swojego zawodu, ale widział po reakcjach rodziny Stilesa, że nie zrobiło to na nich zbyt dobrego wrażenia.
- Będę w kuchni – rzucił Karl, gdy drzwi do mieszkania zostały otwarte.
Derek sądził, że jak na filmach akcji, mężczyzna wpadnie do środka i po prostu sprawdzi wszystkie pomieszczenia, ale z drugiej strony na dole była portiernia i apartamentowiec miał własną ochronę. Stiles zapewne wprowadzał na listę gości konkretne nazwiska i ograniczył je do minimum.
Jakoś lepiej się robiło Derekowi na myśl, że na pewno znajduje się wśród nich.
Karl zniknął bardzo cicho. Było sztuką poruszanie się w ten sposób, przy tej wadze, ale mężczyzna radził sobie doskonale. Derek nie czekał ani chwili dłużej. Po prostu przywarł do Stilesa, zmuszając chłopaka do oparcia się o niewygodny stolik. Przez cały wieczór w klubie nie mógł go porządnie pocałować. Nie widzieli się przez tydzień i teraz po prostu musiał dotykać.
Stiles nie pozostawał zresztą bierny i już po chwili na plecach poczuł dłonie chłopaka, wcale nie tak ostrożnie badające jego napięte mięśnie. Pchnął biodrami w przód, chcąc, aby otarli się o siebie raz czy dwa razy, zanim przeniosą się do sypialni. Budowanie większego napięcia nie miało sensu, gdy obaj byli na granicy wytrzymałości.
Jego członek był cholernie twardy, niemal bolał z potrzeby. Uprawiali seks analny raz do tej pory, ale zamierzał to powtórzyć jeszcze tej nocy. Stiles pewnie też nie potrafił o niczym innym myśleć, bo dyszał w jego ustach, sugestywnie ruszając biodrami.
- Jeśli już skończyliście – powiedział ktoś tuż za nim i Derek oderwał się od Stilesa niemal od razu i stanął pomiędzy nim, a drugim mężczyzną.
Facet był starszy, nie miał na sobie garnituru, który przywodziłby na myśl ochroniarza, a jedynie sprane dżinsy i zwykłą biała koszulkę. Lustrował Dereka wzrokiem, jakby to on był tutaj nieproszonym gościem.
- Tato? – spytał Stiles słabo.
Gdzieś tam w tle majaczyła lekka chrypka.
- Stiles – westchnął mężczyzna, jakby się niczego innego nie spodziewał. – A ty musisz być Derek – dodał po chwili i spojrzał w dół na jego wyciągniętą ze spodni koszulę, która na szczęście chociaż częściowo przykrywała jego krocze.
Miał ochotę zamienić się ze Stilesem miejscami i ukryć się za mniejszym ciałem na tyle na ile był w stanie.
- Chris mnie wpuścił – dodał Stilinski. – Nowe klucze do mnie nie przyleciały jeszcze, ale zdecydowałem, że powinienem tutaj być na wszelki wypadek. Rozumiem jednak, że doskonale sobie radzisz… - urwał mężczyzna, spoglądając na Dereka sugestywnie.
Gdyby grożono mu bronią, nie byłby tak przerażony jak w tej chwili. Facet był szeryfem i utrzymywał się z przesłuchiwania ludzi. Czuł to każdą komórką swojego ciała. I jeśli wydawało mu się, że Victoria Argent była przerażająca – szeryf zmienił jego pogląd na tę sprawę.
- Miło mi pana poznać – wykrztusił w końcu, orientując się, że stoi jak słup soli.
Zapewne powinno ich zainteresować ze Stilesem dlaczego światło w salonie było zapalone, a sądząc po minie Karla, który stanął w progu z kanapką w dłoni, ochroniarz doskonale zdawał sobie sprawę z gościa, który na nich czekał.
- Dupek i donosiciel – mruknął Stiles niemal od razu.
Karl uśmiechnął się jeszcze szerzej, chociaż nie mógł tego dosłyszeć.
- Mnie również miło – rzucił Stilinski. – Długo się spotykacie?
- O Boże – jęknął Stiles. – Tato, możemy to załatwić jutro? Jest późno i Derek ma urodziny… Chyba należy mu się chociaż przełożenie przesłuchania, no nie? – spytał chłopak, ewidentnie retorycznie.
- Które urodziny? – zainteresował się od razu Stilinski i te chłodne niebieskie tęczówki wróciły z powrotem na niego.
Zamierzał odpowiedzieć, ale Stiles zamknął mu dłonią usta.
- Tego spotkania nie ma. Nie odbywamy tej rozmowy teraz – powiedział chłopak z dziwną pewnością w głosie, jakby próbował uaktywnić swój syndrom wyparcia. – Nie przygotowałem cię do rozmowy z nim, więc niczego nie mów. Wycofuj się powoli w stronę drzwi, ale czasem nie odwracaj się plecami. Miej go cały czas na oku i jeśli dasz radę, rób zygzaki. Trudniej będzie cię trafić – pouczył go Stiles, co wcale nie pomagało, bo szeryf obserwował go przez cały czas.
- Nie rób ze mnie potwora – mruknął Stilinski. – Nie pozwalają wnosić broni na pokład samolotu – dodał mężczyzna, jakby to wiele wyjaśniało i może tak faktycznie było.
W końcu teraz miał pewność, że szeryf przyjechał nieuzbrojony, przez co mu lekko ulżyło.
- Straszni ludzie i ich przepisy – sarknął Stiles.
- Zdążyliście zjeść kolację? – zainteresował się mężczyzna, zerkając na zegarek.
Było stosunkowo dość wcześnie, biorąc pod uwagę, że uciekli, gdy tylko Laura spuściła ich z oka. Chyba obaj odetchnęli z ulgą, gdy tylko zostali sami. Nie licząc Karla. Mężczyzna musiał długo pracować dla rodziny, skoro nie wydawał się w ogóle zaskoczony zachowaniem Stilesa. Chłopak był jak chodząca kreskówka, gdy tylko znajdował się w stresującej sytuacji, a tylko tak to zajście potrafił opisać Derek.
Nie chciał nawet wiedzieć co dokładnie widział szeryf. Stiles wyglądał na ubranego, ale był pewien, że chłopak tak do końca jeszcze nie doszedł do siebie. Wyglądał na równie wytrąconego z równowagi co on sam. I może nawet jeszcze nadal był podniecony, chociaż tego Derek nie chciał sprawdzać przy jego ojcu.
- W środku nocy? – prychnął Stiles.
- Robisz wszystko, żeby zostać z nim sam na sam? – zainteresował się szeryf i Derek poczuł, że zaczyna się rumienić.
- Wrócę do… - zaczął, ale Stiles spojrzał na niego ostro.
- Nigdzie nie idziesz – rzucił chłopak. – Jestem pełnoletni – poinformował ich całkiem niepotrzebnie.
Derek nie sypiałby z nikim niepełnoletnim. I miał ochotę oznajmić to szeryfowi. Zdawał sobie sprawę, że wyglądał na o wiele starszego z tym ciemnym zarostem, który prześladował go od osiemnastego roku życia. Już wtedy gdyby chciał, mógłby kupować alkohol bez okazywania dowodu osobistego.
Coś mówiło mu, że każde wypowiedziane słowo zostanie mu zapamiętane i użyte przeciwko niemu później. Stiles zresztą pchał go już w stronę swojego pokoju z zaskakującą siłą. Nie opierał się za bardzo, nie wiedząc co na dobrą sprawę powinien zrobić. Nie dostrzegał komizmu sytuacji, ale Karl bawił się przednio.
- Poznaliście się, porozmawialiście… - wymruczał Stiles pod nosem, chyba bardziej do siebie niż do swojego ojca.
- Derek, jakie jest twoje drugie imię? – zainteresował się szeryf.
- Nie będziesz sprawdzał jego akt w kronice kryminalnej – żachnął się Stiles i spojrzał na ojca szczerze zbulwersowany.
- Ja je sprawdziłem. Jest czysty – rzucił Karl, dogryzając resztę swojej kanapki.
Stiles westchnął, jakby nie spodziewał się niczego innego.
ooo
Derek nie sądził, że zaśnie. Stiles wtulił się w niego, gdy tylko znaleźli się za zamkniętymi drzwiami. Szeryfa i Karla żartujących w salonie słyszeli jeszcze bardzo długo. Bardzo rzadko odczuwał różnicę wieku pomiędzy nimi; Stiles potrafił być odpowiedzialny, zrównoważony i wydawał się rozumieć na czym polegało życie w odróżnieniu od swoich rówieśników. Jednak w chwilach takich jak ta, gdy za drzwiami czekał ojciec chłopaka, dostrzegał, że dzieliło ich kilka lat.
Szeryf wydawał się rozbawiony ich zachowaniem. Bardziej niż był – raczej grał srogiego ojca, dla własnej rozrywki. Nic dziwnego. Stiles mieszkał sam od kilku lat i dzieliły ich niemal całe Stany. Derek nie wątpił w to, że mężczyzna odwiedzał syna często, ale dostrzegał również u Stilesa przyzwyczajenia człowieka, nad którym od dłuższego czasu nie wiszą rodzice. Stilinski sam decydował, o której wychodzi – nie pozwalając kolegom wpływać na swój osąd w tym względzie. Robił zakupy bez listy, którą przygotowywałaby Allison. To były drobiazgi, ale tak jak ta pierwsza krótka rozmowa w barze – powiedziały mu o Stilesie naprawdę bardzo wiele.
Chłopak przewrócił się na drugi bok, wciskając nieświadomie pośladki w jego biodra i Derek westchnął. Za mała koszulka, pożyczona mu do snu poszła szybko w niepamięć już dawno. Przeważnie sypiał tylko w spodniach, ale nagle wydało mu się to nieodpowiednie. Westchnął i przetarł swoją twarz.
Karl i szeryf nie odzywali się od dłuższego czasu, ale i tak wstając z łóżka założył na siebie spodnie. Stiles nawet się nie poruszył, gdy Derek wychodził z pokoju. Spodziewał się zobaczyć Karla na kanapie, ale Stilinski siedzący przy kuchennym stole odrobinę wytrącił go w równowagi. Był środek nocy. Próbował sobie przypomnieć ile godzin dzieli ich i Kalifornię, ale nigdy nie opuszczał Nowego Jorku.
- Nie możesz spać? – spytał szeryf, przesuwając w jego stronę drugą butelkę w piwem.
Derek jednak nalał sobie wody. Pili ze Stilesem, chociaż chłopak odrobinę mniej, ale i tak spodziewał się, że rano będę musieli się nawodnić. Laura i Erica zapewne miały spędzić dzień na kacu, ale musieli pamiętać, że jeszcze tego samego wieczora powinni chociaż zajrzeć do baru i sprawdzić jak radzi sobie Boyd.
- Wiesz, możesz przy mnie mówić. Stiles przesadzał – podjął szeryf.
- Wiem – odparł Derek. – Stiles lubi to robić.
- Ma to po matce. To gadanie w kółko i dorabianie teorii do własnych teorii – westchnął szeryf. – Przyzwyczaisz się – dodał, wyprostowując się na niezbyt wygodnym stołku.
Sądząc po wyposażeniu kuchni, musiał urządzać ją jakiś projektant. Albo była już taka, gdy Stiles wybierał mieszkanie. Nie różniło się wiele od poprzedniego. Również posiadało dwa pokoje i salon. Do łazienki i kuchni przedostawało się właśnie przez otwartą przestrzeń. Może miało to i dobre strony, ponieważ Karl z kanapy w salonie widział całe mieszkanie i jedyne wejście do środka.
- Długo się spotykacie? – spytał szeryf, ale tym razem całkiem poważnie.
Derek odstawił szklankę na stół.
- Kilka tygodni – przyznał, nie wiedząc do końca co Stiles powiedział o nim ojcu.
- Zauważyłem, że się interesuje kimś od razu. Przestał w kółko mówić, że musi stracić swoje dziewictwo za wszelką cenę – rzucił Stilinski, sprawiając, że Derek prawie zachłysnął się wodą. – Nie będę udawał, że jestem zadowolony z tego, że jesteś od niego sporo starszy, ale z drugiej strony, gdy patrzę na jego rówieśników takich jak Danny – westchnął szeryf.
Derek nie bardzo wiedział jak to skomentować.
- Nie zamierzam go wykorzystać – powiedział tylko, nie wiedząc nawet czy jego słowo ma tutaj jakieś znaczenie. Nie znali się. Szeryf nie wiedział o nim prawie nic. Może drobne szczegóły z akt, które przekazał mu Karl. – Moi rodzice zginęli w pożarze – poinformował mężczyznę. – Mam starszą siostrę, która chyba zmyje Stilesowi głowę, że nie powiedział mi wcześniej, że pracuję w waszym barze…
- Jego barze – wszedł mu w słowo szeryf. – Nie mam nic wspólnego z tymi pieniędzmi i Amelia doskonale wiedziała, że nie zamierzam mieć. Chociaż to i tak trochę uwłaczające dla mężczyzny, gdy jego kobieta zarabia od niego więcej. Wiele więcej – sarknął szeryf. – No i kontrolowanie nastolatka, który jest niezależny od tak wczesnych lat…
- Stiles jest bardzo odpowiedzialny – wtrącił Derek, ponieważ czuł, że powinien jakoś bronić swojego chłopaka.
Szeryf prychnął, jakby nigdy nie słyszał niczego zabawniejszego.
- Teraz może i tak – ciągnął dalej mężczyzna. – Ale jako dzieciaki; Scott i Stiles naprawdę dawali popalić departamentowi policji. Stiles miał to marzenie, że będzie jak Batman. Wybuduje w Beacon Hills schron, zbuduje super Stilesomobile, a przynajmniej tak mi się wydaje, że miało się nazywać to cudo… I będą ze Scottem ratować świat… - urwał i pociągnął łyk z butelki. – Oczywiście potem się okazało, że to on się nadaje bardziej na pomocnika i nie był już tak szczęśliwy z tego powodu…
Derek z trudem ukrywał uśmiech. Stiles snujący plany o ratowaniu świata przed bandytyzmem to było coś, co mógł sobie z łatwością wyobrazić. Z drugiej jednak strony zawsze brał chłopaka za bardziej fana Marvela niż DC. Jego koszulki mocno na to wskazywały.
- No i to okropne ratowanie świata przed całym złem prowadzi do tego, że ktoś się włamuje do jego mieszkania, a on nawet do mnie nie dzwoni – podjął Stilinski po chwili. – Gdyby nie Chris to pewnie do tej pory byłbym nieświadom tego, dlaczego w ogóle na pierwszym miejscu się przeprowadził. Dzieciak próbuje mnie chronić tak bardzo, że zapomina kto tutaj jest gliną. Jego matka miała tak samo – rzucił i spojrzał na Dereka, marszcząc brwi. – Byłeś tam wtedy? – spytał ciekawie Stilinski, a gdy Derek zawahał się, mężczyzna dodał: - Możemy nie udawać, że nie wiem, że z nim sypiasz. On jest dorosły, ale żebyśmy się dobrze zrozumieli; nadal pozostaje moim dzieckiem.
- Nie widziałem całego zajścia, ale to Stiles natknął się na włamywacza. Chyba trochę spanikował – dodał Derek ostrożnie, przypominając sobie półprzytomny wzrok chłopaka.
- Oczywiście, że spanikował, ale pewnie po fakcie. Najpierw wam kazał zadzwonić na policję i tak dalej. Cała Amelia – westchnął Stilinski.
Drzwi do pokoju uchyliły się z cichym jękiem i Derek dostrzegł, że Stiles ciekawie spogląda na zewnątrz. Chłopak nie wydawał się wcale zadowolony z tego, że znalazł ich obu przy jednym stole. Rozciągnięte niemożliwie spodnie od dresu z trudem się utrzymywały na jego szczupłych biodrach, a rozczochrane włosy sprawiały, że wyglądał na o wiele mniej niż osiemnaście lat. Rumieńce snu jeszcze nie zniknęły, ale Stiles ewidentnie dochodził do siebie.
- Co robicie? – spytał podejrzliwie chłopak.
- Opowiadam Derekowi o Stilesmobilu – odparł szeryf z wrednym uśmieszkiem na ustach.
- O Boże – jęknął Stiles. – Wytłumaczę ci to wszystko – dodał pospiesznie, ale Derek tylko machnął dłonią.
- Laura chciała, żebym mierzył dla niej sukienki. Ciesz się, że nie miałeś siostry – poinformował chłopaka, który spoglądał na niego z niedowierzaniem. – Wracaj do łóżka. Zaraz przyjdę – obiecał.
Stiles odchylił lekko głowę na bok i spojrzał na nich mrużąc podejrzliwie oczy. Skinął jednak, jakby uznawał, że jednak decyduje się przystać na propozycję Dereka.
- Nie spiskujcie przeciwko mnie – rzucił tylko na odchodnym. – Mamy najgorszego ochroniarza ever. Nadal śpi – prychnął.
- Słyszę cię, dzieciaku. Jestem jak ninja – odparł Karl niby od niechcenia.
Drzwi nie zamknęły się za Stilesem i przypominały Derekowi, że powinien położyć się spać.
Wstał i wtedy silna dłoń złapała go w nadgarstku, przytrzymując go w pół ruchu.
- Dbaj o niego, dobrze? – rzucił szeryf i chociaż brzmiało to jak prośba, Derek nie chciał się zmierzyć z mężczyzną, gdyby jej nie dotrzymał.
