Cała ulica została zamknięta przez policję zaznaczając żółtą taśmą strefę zamkniętą dla gapiów, gdzie pracowali policjanci z wydziału dochodzeniowego. Gapie ustawili się przy ograniczającej dostęp taśmie i przyglądali się całemu zajściu. Wokół zaułku stały dwa cywilne samochody, furgonetka coronera, która zastąpiła ambulans. Grupa dochodzeniowa, która robiła sesje fotograficzną miejscu zbrodni przyjechała przed dwiema minutami czarnym GMC.
Kilku aspirantów przesłuchiwało pobliskich mieszkańców, którzy powinni coś podejrzanego zobaczyć, choć nie wierzyli w cuda i nie liczyli, że powiedzą cokolwiek, co pomoże w wyjaśnieniu sprawy zabójstwa.
W ciemnym zaułku przy 45 Road leżała młoda dziewczyna, nie miała więcej jak siedemnaście lat. Leżała w kałuży własnej krwi, która powstała po wypłynięciu z głębokich ran zadanych ostrym nożem. Życiodajna ciecz była wszędzie, tylko nie w niej i nie tłoczyło jej serce.
Trzy wielki i długie rany prawie otworzyły brzuch dziewczyny uwalniając wnętrzności na chodnik obok niej. Oprócz nich na ciele dało się zauważyć kilka mniejszych, które znajdowały się na całym ciele, nie było takiego zakamarka na ciele, które nie było zaznaczone przez jakiegoś typu ranę. Sprawca zabójstwa dobrze się posługiwał nożem, o czym świadczyły miejsca w jakie zadano rany. Ranę na gardle zadała pewna ręka jednym, silnym i głębokim cięciem.
Najtwardsi policjanci, którzy widzieli w trakcie swojej długoletniej wszystko, lub prawie wszystko widząc w jakim stanie było ciało dziewczyny w jednej chwili tracili całą zawartość żołądków. Wojny gangów i ciężkie wypadki na autostradzie powodowały, że człowiek widział prawie wszystko i wydaje się mu, że nie ma już nic, co by mogło go zaskoczyć. Ci, którzy tak do tej pory myśleli zdali sobie sprawę z tego, że się cholernie mylili. Wielu z nich nie wytrzymywało widoku i kolejnego ataku mdłości i wymiotowało parę kroków dalej.
Sierżant Woo stała z boku, została wezwana, gdyż dziewczyna należała do jednego z gangów i podejrzano, że przyczyną zabójstwa była nadchodząca wielkimi krokami kolejna wielka wojna między gangami. Ostatnio dochodziło do małych starć między poszczególnymi gangami.
Po raz pierwszy widziała, aby zabójca miał czas na zadanie tylu ran i to jeszcze na terenie wrogiego gangu, który jeśli chodzi o pilnowanie swojego terenu jest przewrażliwiony. Wątpiła, aby była to robota konkurencji, była gotowa powiedzieć, że za tym zabójstwem stoi jakiś psychopata. Jedno z pierwszych niepisanych praw mówiło, że nie wolno okaleczać ciała. Większość dzieciaków była na swój sposób wierząca i mieli własną parafie, do której chodzili na mszy w każdą niedziele wszyscy zapominając o walce i różnicach dzielących ich. Teren w promieniu trzech ulic od kościoła był neutralny.
Coroner stwierdził, że dziewczyna próbowała się bronić, ale nie miała żadnych szans. Nie był do końca pewny, ale ataku dokonało dwóch silnych młodych mężczyzn. Nie mieli trudności z ogłuszeniem jej i zawleczeniem do zaułku i dokonanie tego całego okrucieństwa jaki jej zadali. Według śladów jakie dostrzegł oprócz zabójstwa w bestialski sposób dokonali na niej gwałtu. Krwią dziewczyn wymalowano skorpiona, znak jej gangu, przebitego czymś co miało symbolizować nóż, czy miecz. To był jeden ze znaków mówiących, że przyczyną śmierci dziewczyny były porachunki między gangami.
Miała ciężki tydzień, akcje przeciw gangom trwały nieprzerwanie, choć już bez tej dwójki, za którą kroczyła śmierć i zapowiadał się kolejny jeszcze gorszy. Jak po jej śmierci nie dojdzie do wybuchu wojny, to będzie cud jakiego nie widziała w swoim życiu i wątpiła, aby mogła go zobaczyć.
Na miejscu zbrodni znaleziono kilka dowodów, żelazną rurkę o długości dziewięciu cali z naniesionym fabrycznie literami RT i dziki kot, usunięcie tego znaku było diabelnie trudne, zabezpieczono kilka odcisków palców, w laboratorium sprawdzą do kogo należały. W zaciekniętej dłoni dziewczyny znaleziona srebrny medalik w kształcie listka klombu ze złotymi inicjałami „J.R.&J.H." Obok leżał kawałek samego łańcuszka, ofiara musiała zerwać go napastnikowi w trakcie szamotaniny.
Ciało dziewczyny delikatnie umieszczono w czarnym, plastikowym worku. Coroner chciał wsadzić ją do furgonetki, gdy ktoś położył dłoń na jego ramieniu zatrzymując go. Kiedy odwrócił się, aby zobaczyć kto to był, zobaczył stojącego nad sobą agenta Trinityego po cywilnemu z nieodzowną kominiarką.
Daj mi minutkę. powiedział do niego.
Coroner cofnął się do tyłu pozwalając mu dojść do ciała w worka.
Szybkim szarpnięciem otworzył worek. Zobaczył zmasakrowane ciało dziewczyny, ani nie drgnął. Jeśli ten makabryczny widok go poruszył, to nic po sobie nie pokazał. Był spokojny jak zwykle, choć nikt nie widział po kominiarką jego twarzy. Ta emanowała prawie, że znudzeniem.
Delikatnie zaczął badać ciało z dokładnością większą, niż najlepszy pracownik biura coronera. Rozpiął bluzkę i przyjrzał się samym ranom pod jakim kontem zostało zadane pchnięcie, jak głęboko weszło ostrze noża. Sam nóż musiał być cholernie ostry, nie był to nóż, którym każdego ranka mama robiła dzieciom kanapki do szkoły.
Pod mostkiem trafił na silne uderzenie pięścią, cios był na tyle silny, że odbiła się cała pięść. Przyłożył do odcisku swoją i przyznał, że wielkością jej nie dorównywał.
Zrobili zdjęcie tego? spytał wskazując na ślad.
Młody pracownik coronera z trudem zmusił siebie do nachylenia się nad ciałem i spojrzeć kolejny raz na martwą dziewczynę. Robiło mu się co raz bardziej nie dobrze.
Nie. odparł po chwili.
Trinity wziął aparat marki Canon od jednego z dochodzeniowych i zrobił trzy zdjęcia pod różnym kontem. Położył aparat obok siebie i wrócił do przerwanych oględzin. Zatrzymał się przy jednej z ran, otworzył ją, czuł przez gumowe rękawiczki resztki uciekającego ciepła z martwego ciała. Z kieszeni wyciągnął pincetę, wsadził ją do środka i wyciągnął kawałek materiału. Nowy dowód został zabezpieczony w woreczku.
Przez następne kilka minut badał całe ciało odkrywając kilka faktów, które zostały przeoczone przez policjantów. Zrobił kilkanaście zdjęć. Na sam koniec zostawił sobie rany brzucha i głowy.
Ci, którzy się przyglądali się jemu mieli żołądki w przełyku podążającym ku górze. Kiedy zaczął dokładne oględziny rzygali parami i pojedynczo. Nawet najmocniejsi, którym udało się do tej pory zapanować nad tym uczuciem, wiedząc to nie wytrzymywali.
Kiedy skończył rozejrzał się dookoła, obok niego nie było prawie nikogo, tylko Pretorian stała w pełnym skupieniu przyglądając się jego pracy. Woo właśnie wymiotowała swoją kolacje, było tego dosyć sporo. Wytarła chusteczką wykrzywioną twarz.
Zamknął worek i wyprostował się, głową dał znak, że mogą zabrać dziewczynę. Podeszła do niego jego partnerka, która nie była zaskoczono, tym co widziała przed momentem. Widziała kiedyś coś podobnego. Nie był to jeszcze najgorszy widok.
Co tam? spytała go.
Facet, który to zrobił był prawo ręczny, prawdopodobnie większy i cięższy ode mnie. odparł lakonicznie. Co chcesz wiedzieć?
Woo spojrzała na niego, był spokojny, a przed momentem grzebał w zmasakrowanym ciele dziewczyny, kiedy wszyscy wypluwali wnętrzności na samą myśl, co on robił. Nie czekał jednak na jej odpowiedź, zaczął mówić co wiedział na jej temat.
Nazywała się Marianna Coro, wiek siedemnaście lat. Mieszkała cztery ulice dalej. W komputerze sprawdzisz, czy macie jej kartotekę, ale podejrzewam, że nie znajdziesz niczego w niej ciekawego, kolejny dzieciak ulicy. mówił suchym i rzeczowym tonem. Jeden podszedł z przodu, drugi zaś z tyłu. Pierwszy chwycił ją, gdy ten drugi uderzył ją w tył głowy, a następnie zawlókł do tego miejsca. Zapewne kiedy się ocknęła dokonali gwałtu, w trakcie jego zadali trzy pchnięcia. Uszkodzili śledzionę, żołądek, patolog dokładnie to stwierdzi w trakcie sekcji zwłok. Kiedy zadali te pchnięcia, zadali kolejne, uderzył pięścią pod mostek. Jak widać został siniak, złamał trzy zebra, jedno chyba przebiło lewe płuco, ale nie jestem do końca pewien, ale to by tłumaczyło krew u ustach. Kilka drobnych zadrapań i mniejszych zacięć powstały już po śmierci. Tuż po śmierci zrobili ten rysunek.
Przysłuchujący się coroner był pod wrażeniem, ustalenie tego zajęło by mu do godziny i to krojąc ciało, a on ustali większość rzeczy na miejscu nie dokonując sekcji.
Studiował medycynę sądową? spytał Pretorian.
On i medycyna? prychnęła rozbawiona. Nie, Trinity nie ma do tego głowy. Jest po prostu ekspertem w walce na noże, szkolił się w siłach specjalnych Mossadu. Co jeszcze da się powiedzieć?
To cholerni amatorzy. Cięcia miały być w stylu rytualnego, ale musieli przespać ten odcinek „Archiwum X". Spieprzyli je. To może być odosobniony przypadek, lub początek serii.
Woo spojrzała na notes, gdzie starała się robić notatki z tego co mówił. Nie było tego za wiele, ale nadal nie była przekonana, że miała do czynienia z porachunkami między gangami. Za dużo niedopowiedzianych słów, za dużo luk, w które nie miała co wsadzić.
Trinity spojrzał na zebrane dowody, nie było tego wiele, ale dostrzegł coś…. Zaklął pod nosem zbyt cicho, aby reszta usłyszała, rozpoznał wisiorek, wiedział do kogo należał.
W Roosevelt są Psy, co ty na to?
Nie wiem. Jutro jak pojedziemy, to sprawdzimy sprawę. O dziewiątej u ciebie, chcę mieć dokładny raport z sekcji, wszystkie odbitki. Chcę wiedzieć, czy nie ma nawet paprochu pod paznokciami. Ma sprawdzić, czy nie zostało w niej nasienie sprawcy.
Nic więcej nie musiał mówić, aby pojęła do czego dąży.
Pretorian była zdziwiona jego zachowaniem, nigdy wcześniej nie spotkał się z podobnym zachowaniem u niego. Coś musiało się wydarzyć, co spowodowało, że wziął się za te morderstwo, choć nie leżało, to w ich zasiągu działań. Widok zmasakrowanego ciała dziewczyny nie zrobił na nim, aż tak wielkiego wrażenia jak można było się spodziewać. A jednak, był przybity i jej nos podpowiadał, że nie długo będzie miała kłopoty i to całkiem spore.
Odprowadziła go wzrokiem do samochodu, wykonał jakiś telefon. Mówił spokojnie, a żaden ruch nie wskazywał na to, że coś było nie tak. Tysiąc jeden możliwości takiego zachowania przebiegło po jego głowie. Jedną z nich, była ostatnia misja, którą wykonał dwa dni temu. Nie wziął wolnego, chciał dokończyć zadanie w mieście, kiedy skończy, może pomyśli o krótkim odpoczynku.
Co z nim? spytała Woo spoglądając na niego kontem oka.
Za dużo widział podobnych obrazków. sama nie była pewna czy to była prawda i chciała mieć nadzieja, że to była. Znając go, będzie półgodziny przed czasem. Niech wszystko będzie tak jak mówił. Robi się trochę nerwowy, a to niebezpieczne dla tego co się odważy mu wejść w drogę, gdy ten stan się pogorszy. Biedni będą skurwiele, którzy stoją za tym morderstwem, nie ciekawy czeka ich los.
Więc, to jednak porachunki między gangami?
Nie wiem, w tych klockach to on jest specjalistą, ja tylko prowadzę samochód. Zrób jak mówił. Nie odtrącamy pomocnej dłoni lokalnych władz, swoje pięć groszy będziecie mieli, a jak znam jego, to pozwoli wziąć wam udział w całej burdzie, która się szykuje.
Co raz bardziej zdawała sobie sprawę, że wojna między gangami przy nich to drobnostka. Widziała jak pracują i nie były to metody policji, czy jakieś agencji federalnej, lecz oddziału paramilitarnego. Rozpoznanie terenu i wroga, przygotowanie planu, niespodziewane uderzenie, ofiary po stronie wroga. Takimi metodami oni nie pracowali, nie naginali prawa, czy wykorzystywali jakiś luk w nim do celów operacyjnych. Z drugiej strony odznaczają się największą skutecznością.
Do jutra. Źle mi, mam dość widoków jak na jedne wieczór.
Ilu ludzi mam zatrudnić do roboty?
Hm… pięciu starczy, w razie czego kogoś się dorzuci do grupy. Niech będą gotowi na podróż do piekła i z powrotem, gdyż nie łatwe czeka nas zadnie.
Sierżant kiwnęła głową. Przy nich sama śmierć była by w zagrożeniu utraty swego wiecznego życia. To co, miała przy sobie mogło okazać się za słabe, kiedy dojdzie do starcia z przestępcami. Ktokolwiek dokonał tego okrutnego morderstwa nie podda się tak łatwo, użycie broni będzie konieczne, w celu nie zatrzymania ich, lecz ochrony swego życia.
Pretorian wolnym krokiem skierowała się do zaparkowanego samochodu. Jej partner właśnie skończył rozmowę telefoniczną. Coś go gryzło, ale jak zwykle nie miał zwyczaju mówić co to było dokładnie. Wyrwanie od niego takich informacji będzie karkołomne, nawet stratą czasu. Sam powie, lub zachowa dla siebie i będzie po sprawie, bynajmniej według niego, ale nie jej. Nie chciała tego robić, ale jeśli jego stan się nie poprawi, to będzie musiała wnioskować o odebranie dochodzenia i wysłanie go na przymusowy odpoczynek i kolejne badania specjalistyczne.
Mamy zgodę szefa na poprowadzenie dochodzenia w sprawie morderstwa. powiedział, gdy wsiadła do samochodu. Pytał o postępy w sprawie wojny gangów.
I co mu powiedziałeś?
Że lokalizuję co ważniejszych członków gangów i ich łączników z mafii, konkrety w przeciągu kilku najbliższych dni. Obie sprawy nie kolidują ze sobą. Wojna została odwołana na jakiś czas i nie ma czym się martwić.
Wolno ruszyła z miejsca swoim samochodem, kątem okiem spojrzała na niego. Przez moment zwlekała próbując wybadać w jakim jest nastroju, co było wyjątkowo trudne.
Mówił, że przelali resztę kasy za Redfoxa?
Tak, sprawdziłem na swoim koncie na Kajmanach. Dla bezpieczeństwa agentów wycofali ich, lub przyśpieszyli sprawy aresztując ludzi. Nie chcieli ryzykować ich życia.
Kiwnęła głową zgadzając się z tą decyzją, zbyt wielu ich agentów straciło życie, nie zgadzała się na poświęcenie kolejnych ludzi. Można było sprawę zawsze załatwić w inny sposób wysyłając ich, lub im podobnych, którzy by zajęli się sprawą żywotnie oszczędzając czas i pieniądze podatników na długie i nie potrzebne procesy.
Zaskoczył ją zabraniem się za tą sprawę. Powinien zostawić ja wydziałowi zabójstw, lub Woo, a nie samemu pchać się jakby nie miał nic innego do roboty. Po raz pierwszy widziała u niego podobny zapał do roboty przy morderstwie. Może sposób w jaki dokonano tego zabójstwa spowodowało, że wziął je? Nie uśmiechało się jej ganiać za jakimiś psychopatami po mieście, chciała jak najszybciej zamknąć sprawę i zająć się czymś zdecydowanie lepszym.
Wpadłeś na jakiś pomysł? Domyślasz się kto mógł stać za tym morderstwem?
Jeszcze nie wiem, ale podejrzewam kogoś z gangów, prawdopodobnie Psy. Nie wiem kto dokładnie, w przeciągu kilku dni dojdę kto dokonał tego morderstwa i co nim dokładnie kierowało. Jak na razie wiem, że ktoś chce się bawić kotka i w myszkę.
Spojrzała na niego zaszokowana, nie pojęła co dokładnie miał na myśli mówiąc te słowa. Miała przeczucie, że wiedział kogo chciano obarczyć za śmierć tej dziewczyny, nie miała pojęcia w jaki sposób do tego doszedł, bo przecież nie było zbyt wiele dowodów, które dokładnie wskazałyby o kogo dokładnie chodzi. Nie! Był ten złoty wisiorek, który ściskała martwa dziewczyna w swojej dłoni. To te wisiorek na kierował go na tego, który był podejrzanym numer jeden, a zarazem ofiarą jakiegoś spisku.
Nie śpieszysz się z dopadnięciem właściciela wisiorka. Jeśli nawet nie on dokonał morderstwa, to powinien zostać przesłuchany w celu wyjaśnienia okoliczności w jaki sposób ofiara miała w dłoni jego własność. Cholera, Trinity, nie możesz prowadzić dochodzenia, kiedy jesteś zaangażowany w sprawę, lub znasz podejrzanego i jesteś z nim w dobrych stosunkach.
Nic nie powiedział zostawił to na inną okazje. Regulamin się nie liczył, wielokrotnie łamali prawo, naginali je do swoich potrzeb, tak, że powinni dawno wylecieć z roboty jak wszyscy im podobni.
On nie znał tej dwójki, ale ktoś inny, tak.
