OD AUTORA:
Dziękuje wszystkim za ciągłe czytanie mojej pierwszej FanFicki :)
Chciałabym jednak poznac również wasze opinie co do „fabuły" tak więc proszę o komentarze.
Zapowiadam, iż ta fancicka będzie dość długa (dopiero załadowałam może 1/10 hehe)
Z góry dziekuje za uwagę i ewentualne komenty:)
Pozdrawiam serdecznie wszystkich wytrwałych czytelników...
xo Hanna
ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
Kalifornijskie słońce, zawsze otulało swymi promieniami, tętniące życiem Miasto Aniołów. Populacja tej prawie cztero-milionowej metropolii, w większości składał się z artystów, muzyków i aktorów – podążających za spełnieniem swego „amerykańskiego snu". Nie każdemu jednak udaje się chociażby na pięć minut zaistnieć a zaledwie jeden procent z nich na stałe zapisuje swe nazwisko w kartach show-biznesu. Nie zraża to jednak kolejnych, ciągle nadjeżdżających artystów przed spełnieniem swych marzeń poprzez przyjazd do Los Angeles. Nie bez powodu więc, ów metropolia jest najbardziej znaną i najbardziej renomowaną w świecie show-biznesu oraz celebrytów.
To właśnie tutaj znaleźć można Beverly Hills, Disneyland, Aleję Gwiazd na Hollywood Boulevard, Capital Records, Walt Disney Concert Hall, Universal Studios, Hollywood Sign oraz wiele, wiele innych. Okrzyknięta „Światową Stolicą Rozrywki" poprzez przodowanie w produkcji filmów, programów telewizyjnych, sztuk scenicznych, gier wideo oraz muzyki - ów metropolia posiada również szeroko rozwiniętą oświatę (UCLA, prestiżowa uczelnia wyższa University of California in Los Angeles; USC School of Cinematic Arts – najstarsza szkoła filmowa w Stanach Zjednoczonych), kulturę (Public Library of Los Angeles, obejmująca 72 biblioteki publiczne na terenie miasta; Los Angeles County Museum of Art) oraz sferę sportową (będąc domowym miastem: Dodgers MLB, Kings NHL, Clippers i Lakers NBA, D-Fenders NBDL oraz Sparks WNBA)
Renoma i prestiż tego miejsca, przyciąga również już istniejące na mapie sukcesu, gwiazdy przeszłości jak i teraźniejszości kina oraz sceny muzycznej. To właśnie tutaj, decydują się one na zakup wielomilionowych posiadłości. Mimo ich dokładnej lokalizacji na „Star Map", sprzedawanej turystom na każdym rogu, są one pilnie strzeżone. Wypełniając głównie wzgórza Hollywood Hills, posiadają najlepsze widoki na miasto ze swych tarasów i dachowych basenów. Rosario Cruz, nie chcąc się wyróżniać, również wybrała ów okolicę w poszukiwaniu swej wymarzonej hollywoodzkiej posiadłości. Po całym dniu oglądania i porównywania kilkumilionowych nieruchomości, jej serce urzekła dwupiętrowa, skromna posiadłość. Szary surowy beton, dekoracyjnie przyozdobiony czarnym drewnem idealnie odzwierciedlał jej osobowość. Ogród był duży a jej trasa spod głównej bramy aż do drzwi wejściowych, trwała z dwie minuty. Nie był jednak przesadnie i z rozpychem, zagospodarowany. Jedynie kilka pojedynczych krzewów oraz schludnie przystrzyżony trawnik, wydawał się skromnie zdobić teren posiadłości. Mimo wygórowanej ceny, Santana zapłaciła 1,3 miliona za akt własności i jeszcze tego samego dnia zaczęła przeprowadzkę.
Trzy lata później, wizerunek zewnętrzny posiadłości, nie zmienił się. Jedynie obecność dwóch samochodów: czerwonego Ferrari 599 oraz srebrnego Porsche Cayenne Magnum, świadczyły o zakwaterowaniu ów miejsca. Santana zawsze była fanką minimalizmu. Nie przepadając za zbieraniem niepotrzebnych gratów które poza zabieraniem przestrzeni, zbierają wszelaki kurz. Mimo iż mając pomoc, której głównym zadaniem było sprzątanie jej „casa" nie chciała zagracać się niepotrzebnymi rupieciami. Tak więc po otwarciu wejściowych, widać było jedynie schody prowadzące na górne piętro oraz jeden niski stolik, na którym zazwyczaj spoczywały kilogramy poczty. Kierując się w lewo, ilość mebli nieznacznie się zwiększała. Wielka kwadratowa, trzyczęściowa sofa stanowiła centrum salonu a mały stolik oraz bar w rogu pomieszczenia, były jego jedynym umeblowaniem. Nie wliczając 50-cio calowej plazmy, która zdobiąc większą część ściany była chlubą i chwałą Santany. Zataczając pełne koło za schodami, trafiło się do kuchni, która znajdując się tuż na prawo od wejścia – była jedynym pomieszczeniem domu, którego fabryczne umeblowanie nie zostało w żaden sposób naruszone przez Santanę. Jedynie poprzez kupno kilku magnesów na lodówkę oraz przymocowanie nimi losowych zdjęć, można było poczuć ingerencję gospodyni. Takowa jednak była intensywnie wyczuwalna na górnym piętrze posiadłości. Najwięcej serca, wniosła ona do sypialni – gdzie notabene spędza najcenniejszy czas. Malując wszystkie ściany na popielato, przyozdobiła je czarnym i czerwonym drewnem. Niskie łóżko, również utrzymane w tej kolorystyce, zaścielone było czerwoną satynową pościelą i skierowane na olbrzymie, rozsuwane szklane drzwi. Takowe prowadziły na taras z którego rozciągał się widok na panoramę miasta oraz, niedaleko znajdujący się Hollywood Sign. Po wychyleniu się przez betonową barierkę, można było praktycznie wskoczyć do poniżej ulokowanego basenu. To właśnie tutaj, siedząc na barierce ów tarasu, Santana spędzała najwięcej czasu na rozmyślaniach czy też inspiracjach w pisaniu piosenek. Posiadając już zarys tekstu nowej piosenki, przechodząc przez sypialnię, ruszała do pomieszczenia tuż na jej przeciwko. Niezbyt duży pokój, umeblowany jedynie licznymi instrumentami oraz sprzętem elektronicznym, stanowił jej samotnię. Nikt poza nią samą, nie miał do niego wstępu – ani przyjaciele, ani kochanki ani służba. To był jej dom, jej samotnia – to tutaj czuła się bezpiecznie.
Z myślą o swej samotni, za którą stęskniła się podczas dwutygodniowej wizycie w Europie - tuż po otwarciu drzwi, Santana ruszyła do baru. Po nalaniu sobie whiskey oraz wrzuceniu kilku kostek lodu, udała się na taras. Kiedy zimny trunek chłodził i palił jej przełyk jednocześnie, Santana oparta o barierkę, zapatrywała się przed siebie, stopniowo gubiąc się w myślach odnośnie jej europejskiej wizyty. Wciąż słysząc, dzwoniące w jej uszach, słowa dawnej przyjaciółki z liceum, wciąż nie mogła w nie uwierzyć. Gdyby tylko ta dała jej szanse wyjaśnić, usprawiedliwić swe nikczemne czyny z młodości – które ją samą wypełniają obrzydzeniem do niej samej. Gdyby Quinn wiedziała co nia wtedy kierowało, co sprawiło jej takie a nie inne zachowanie. Może wtedy na spokojnie, byłaby w stanie powiedzieć co tak naprawdę czuła już od pierwszego dnia treningów Cherios oraz jak strach przed takowymi uczuciami, zmusił ją do wczesnego opuszczenia pokoju – łamiąc jej serce i zabijając cząstkę jej duszy. Widząc jednak gniew i nienawiść w szmaragdowych oczach blondynki, jeszcze większy strach ją obleciał – strach przed odrzuceniem. Teraz jednak, patrząc na to z perspektywy czasu, dotarło do niej iż ostatecznie utraciła nie tylko kobietę, która skradła jej serce lecz również przyjaciółkę – którą zna całe swe życie, którą traktowała niegdyś niczym siostrę. Pustka po stracie tak istotnej osoby, bolała bardziej niż wszystkie jej nieudane związki, razem wzięte. Santana zaczęła już rozmyślać w jaki sposób powinna zacząć proces „leczenia" lecz jej rozmyślania, przerwał znajomy męski głos – Jesteś w mieście zaledwie od godziny a już upijasz się a co najgorsze to, że beze mnie – Santana odwróciła się by spojrzeć na znajomą postać – Puck. Miło Cie widzieć. Bar jest otwarty więc częstuj się – Spokojnie. Już to zrobiłem – Wysoki, młody mężczyzna, wyciągnął chowany za plecami drink. Z uśmiechem podszedł do wciąż siedzącej na barierce Santany.
Ubrany w metaliczny garnitur, czarną koszulę z poluźnionym kołnierzykiem oraz schludnie ściętymi, krótkimi włosami – zupełnie nie przypominał swego licealnego wizerunku – irokez w akompaniamencie kurtki drużyny futbolowej. Będąc byłym chłopakiem, ojcem małoletniej córki Quinn, łamaczem kobiecych serc - dla Santany był teraz niczym brat, bliski przyjaciel i asystent ds. public relations, w jednym. Po tym jak kilka lat temu, ukończył z wyróżnieniem UCLA na wydziale „media kreatywne – public relations jako wizerunek medialny", Santana poprosiła go by dołączył do jej raczkującego wtedy, sztabu pracowników. Będąc świadomy, negatywnej popularności „Santany Lopez" w serwisie społeczno-medialnym YouTube, stał się on pomysłodawcą użycia przez nią, pseudonimu artystycznego. W taki to sposób, narodziła się Rosario Cruz – nazwisko zaproponowane przez nią samą. Z czasem Noah Puckerman, okazał się cennym atutem, zarówno jako pracownik Rosario jak i przyjaciel Santany. Pierwsze wrażenie odnośnie jego osoby to: chamski i zboczony lecz gdy bardziej pozna się Pucka – tak jak to zrobiła Santana – dostrzeże się jego przyjaźń, zrozumienie i lojalność. Dlatego też, mimo swej historii oraz upływu siedmiu lat od ukończenia liceum, stali się sobie bliscy niczym rodzina.
- Jak tam wrażenia z Europy? - tak proste pytanie z ust Pucka, nie mogło wzbudzić bardziej skomplikowanej odpowiedzi. Myśląc usilnie nad w miarę dyplomatyczną, Santana przymrużyła oczy
- Było w porządku. Żadnych rewelacji – w końcu odpowiedziała.
- Tylko tyle? W porządku? - nie dowierzał jej przyjaciel
- Co tu wiele mówić? Europa to Europa. - wahała się czy wspomnieć o nieoczekiwanym spotkaniu pewnej blondynki – Tak na marginesie, nie zgadniesz kogo spotkałam w Londynie? – zdecydowała się jedynie nadmienić. Dziękując samej sobie, za dyskrecję odnośnie walentynek, wiedziała iż nie wzbudzi to podejrzeń – Quinn – dokończyła w końcu, odpowiadając na swe własne pytanie.
- Quinn? Quinn Fabray? Naszą Quinn? - dopytywał zaskoczony Puck. Kiedy brunetka potwierdzająco kiwała głową, ten postanowił kontynuować przesłuchanie – A więc co u niej? Co ona w ogóle robiła w Londynie? Z tego co pamiętam to poszła na Yale
- Aktualnie pracuje jako fotograf dla „Vogue". Z tego co wiem, rzuciła Yale i ukończyła jakąś brytyjską uczelnię. Spotkałyśmy się na Brit Awards a później robiła reportaż z mojej sesji dla Hugo
- Wow – Noah ewidentnie był zaskoczony, usłyszanymi informacjami. Widząc jednak, poważną i zamyśloną minę Santany, wiedział że ta nie mówi mu wszystkiego – Na pewno wszystko ok San? Myślałem, że ten cały incydent z Dnia Dziękczynienia to już przeszłość. Wprawdzie nieźle wtedy dałyście sobie popalić ale to było jakieś sześć lat temu. Nie sądzisz, że już czas o tym zapomnieć? - zapytał zmartwiony Puck.
Santana przypomniała sobie ów „incydent", kiedy to na przemian zniewag i oskarżeń, obsypywały się „liściami"
- Nie Puck, to nie o to chodzi.
Słysząc smutny ton głosu brunetki oraz widząc jak pochylając głowę, wierci wzrokiem dziurę w drinku, Puck podszedł do niej kładąc dłoń na jej plecach. Chciał przez to okazać wsparcie, ewidentnie cierpiącej przyjaciółce – A więc o co? - spokojnym i troskliwym tonem zapytał. To nie był czas by przedstawić mu całą historię. Santana wiedziała jednak, że jedynym sposobem na jej otrząśnięcie się jest właśnie rozmowa o tym. Miała dość ukrywania swych uczuć i trzymania ich wewnątrz. Za dużo energii ją to kosztowało a poza tym, Puck był jedyną osoba w jej życiu, komu mogła tak naprawdę zaufać. To on powie jej swoją szczerą opinię, czy jej się to podoba czy nie.
- Pewnego dnia … powiem Ci wszystko. Teraz jednak marzę o kąpieli i łóżku. Jestem wymordowana po podróży. Wybacz stary
Santana dopiła drinka, zeskoczyła z barierki a mijając zdezorientowanego przyjaciela, ruszyła w stronę sypialni. Zaledwie dotknęła klamkę rozsuwanych drzwi gdy za plecami usłyszała słowa, których znaczenie jedynie przypominało jej o wczorajszym rozstaniu
- Pamiętaj mała, że nie przestanę próbować
- Ja też – wyszeptała, czując jak łzy nachodzą jej oczy
Ulice tej wielomilionowej metropolii, świeciły jeszcze pustkami kiedy o siódmej godzinie tego poniedziałkowego poranka, czarna limuzyna mknęła ulicą wzdłuż Hollywood Bulevard. Spoglądając za okno, Santana wciąż wracała do jej europejskiej wizyty, która dwa tygodnie temu, wstrząsnęła jej całym światem. Lata minęły zanim zdołała przyzwyczaić się do jej nowego życia, szybkiego tępa, fleshy, czerwonych dywanów, sceny. Kiedy już zaakceptowała swoją nowa drogę, tuż za zakrętem dostrzegła znajomą twarz. Wpadając w poślizg, uderzyła w pobliskie drzewo. Teraz jednak musiała pozbierać się z miejsca wypadku i przede wszystkim zapomnieć o wypadku oraz o osobie, która go spowodowała. Musiała w końcu zapomnieć o Quinn. Całkowicie o niej zapomnieć. Nie było to jednak takie łatwe. Spędzając ostatnie dwa tygodnie w domu, mimo ciągłych wizyt i prób Pucka w jej rozweseleniu, myślami wciąż wracała – czy to do ich wspólnej nocy w Hiltonie, czy też do krzykliwego pożegnania a raczej zakończenia ich znajomości. Wszystkie gniewne słowa, które usłyszała, jak najbardziej jej się należały. Była tego świadoma lecz nie zmniejszało to bólu jaki czuła wtedy i jaki zżerał ją do teraz. Znała tylko jedno lekarstwo. Wyciągnęła więc z kieszeni kurtki telefon, po czym napisała:
„Yo stary, masz jeszcze kontakt z Diego? S."
Nawet sekunda nie minęła, gdy jej telefon zawibrował
„No jasne, a co? Chcesz? P."
„Tak. Podwójny. S."
„Ok. Daj mi godzinę. P."
Mimo pozytywnej odpowiedzi, na jej twarzy nie pokazał się uśmiech. Zagryzając szczękę, wciąż błądziła wzrokiem za oknem samochodu. Mając cały dzień pracy przed sobą, starała się powoli skupiać na swoim dzisiejszym grafiku. Z racji kręcenia teledysku do nowego singla, zmuszona była odwiedzić kilka szkół tańca. Plan jaki ubzdurał sobie reżyser, uwzględniał obecność kilku tancerek. Santana miała zaledwie cztery co automatycznie oznaczało nabór kolejnych. Musiała się więc skupić by podczas całodniowego tournée po mieście, wybrać te najlepsze i najseksowniejsze. Chodziło tutaj w końcu o teledysk Rosario Cruz – tętniący seksem lecz najbardziej od wokalistki.
Po – wydającej się wiecznością – godzinie jazdy, limuzyna Santany zaparkowała pod szarym, niewielkim budynkiem. Otwierając drzwi, Santana założyła okulary przeciwsłoneczne. „To tutaj? Nie wygląda to zbyt obiecująco" stwierdziła artystka, po trzaśnięciu drzwiami. Towarzyszący jej sztab, zapewnił ją o trafności miejsca. Kiedy rudowłosa Karen z pasją wyczytywała z dokumentów, podstawowe informacje na temat studia - z równą pasją Santana jej nie słuchała lecz wpatrywała się w wizerunek jednorożca, stanowiącego logo studia „Rainbow". Uśmiechając się pod nosem z tandety i debilizmu ów zarówno nazwy jak i loga, Santana przekroczyła próg studia. Zapach cukierków oraz waty cukrowej, prawie spowodował rezygnację z dalszych oględzin miejsca. Słysząc jednak jak właścicielka ów „przesłodzonego do stopnia lukru na oczach" studia, wyszła im na powitanie „Witam państwa w Rainbow. Nazywam się Brittany Pierce i jestem właścicielką oraz założycielką tego studia tańca", Santana zamarła. Opuszczając okulary z nosa, musiała upewnić się, czy aby na pewno nie śni. Nagle jednorożec, cukierki, róż a nawet nazwa – nabrały dla niej sensu. Oto stała przed nią wysoka, szczupła, seksowna blondynka. Jej nogi wciąż nieziemsko długie a włosy niczym nici złota, długie i faliste. Tak to ona. Brittany S. Pearce. Jej Brittany.
- Sanny, to Ty? - z równym nie dowierzaniem zapytała Brittany.
Santana uśmiechnęła się szeroko po czym ruszyła w kierunku blondynki by przytulić ją, gdy ta już praktycznie zaczęła biec w jej stronę. Przez te kilka sekund, gdy trzymała ją w swych objęciach, Santana delektowała się wspaniałym zapachem jej perfum i szamponu … maliny i wanilia – idealne połączenie ów zapachów, przywołało wiele wspaniałych wspomnień, kreując uśmiech na twarzy brunetki.
Chwilę później, cały sztab Rosario Cruz był oprowadzany po terenie studia. Brittany pokazała im cztery sale taneczne, będące w całości wyposażone w lustra, poręcze i drągi; stołówkę; siłownię; jacuzzi; saunę oraz pokój gier. Całość była dość imponująca jak na obskurny wygląd zewnętrzny. Wnętrze było estetyczne, zadbane, nowoczesne … no i oczywiście, jak na Brittany przystało, różowe. Jedynie gdzie nie gdzie widać było przebicia innych kolorów – jednakże wciąż tworzących tęczową atmosferę. Po wycieczce, Santana została zaproszona do biura właścicielki w celu obgadania ewentualnych planów angażu.
Po zamknięciu drzwi, Brittany ponownie rzuciła się na szyję Santany, mocno ją przytulając.
- Jejku, jak to dobrze Cie widzieć – uśmiechająca się Santana, odwzajemniła uścisk oraz również odpowiedziała jej tym samym. Gdy ich uścisk poluźnił się, Santana wciąż nie mogła przestać się uśmiechać. Minęły lata od kiedy widziała swoją pierwszą miłość i zarazem najlepszą przyjaciółkę. Mimo rozstania, wciąż darzyła blondynkę wielkim uczuciem, które z czasem zmieniło się z namiętnej miłości w miłość pomiędzy siostrami. Zupełnie odwrotnie było w przypadku innej blondynki, lecz ponowne spotkanie Brittany, chwilowo oddaliło negatywne emocje związane z Quinn.
Brittany w końcu odeszła od dawno nie widzianej ex a następnie zasiadła za biurkiem. Santana poszła jej śladem, zajmując wolne krzesło, tuż naprzeciw niej. Czas na rozmowy biznesowe. Podczas gdy właścicielka zachwalała swe studio, chwaląc się się jego poprzednimi osiągnięciami, Santana uważnie słuchała. W tym jednak przeszkadzał jej wizerunek ów właścicielki. Jej ciało, było jeszcze zgrabniejsze i atletyczne niż w liceum. Santana nie sądziła by było to w ogóle możliwe. Nie chciała jednak wyjść na natarczywego prześladowcę który skanuje swą rozmówczynię zbyt długimi spojrzeniami. Starała się z całych sił utrzymywać kontakt wzrokowy lecz widok tych błękitnych, niewinnych oczu - jedynie zwiększał jej podniecenie. Wyczuwając dobry moment by się odezwać, bezpośrednio zapytała – Hej Britt, co robisz wieczorem? Może miałabyś ochotę wyskoczyć na drinka?
Zamknięcie drzwi.
Ciężki oddech.
Skórzana kurtka na balustradzie.
Dwa oddechy.
Schody.
Szpilki,
Szybki oddech.
Suwak spodni.
Dotyk.
Jęk przyjemności.
Bluzka.
Język.
Dwa oddechy.
Ściana.
Guziki.
Usta.
- Mam coś … zajebistego, Nie pożałujesz …
Spodnie.
Portfel.
Woreczek.
Karta.
Banknot.
Stolik.
Proszek.
Kreska. Nos. Wdech.
Kreska. Wdech.
Usta.
Język
Łóżko
Noga.
Udo.
Biodro.
Biustonosz.
Kark.
Usta.
Piersi.
Język.
Sutki.
Brzuch.
Usta.
Dziura.
Język.
Oddech.
Wargi. Język. Palec. Jęk.
Dwa palce. Jęk. Oddech. Język. Mruk. Jęk.
Trzy palce. Krzyk. Pot. Oddech. Usta.
Drżenie.
- O tak! Mmmm szybciej...głębiej...mocniej...
Oddech. Jęk. Usta. Język.
- O boże!
Usta. Powolny oddech.
Sen
Wschodzące słońce, obudziło swymi jaskrawymi promieniami, śpiącą brunetkę. Mimo zmęczonych mięśni oraz godzinnej drzemki, Santana czuła się nader obudzona. Czując w sobie jeszcze resztki wczorajszego alkoholu, odczucia jakie ją obiegły po spojrzeniu na drugą stronę łóżka, były znacznie bardziej niepokojące. Pomimo satysfakcji seksualnej czuła się winna, niczym kilkuletnie dziecko przyłapane na kradzieży łakoci. Spoglądając na obok śpiącą blondynkę, nie mogła powstrzymać myśli o innej blondynce – którą chciałaby w tym momencie i w tym miejscu, oglądać. Zacisnęła więc oczy by wymazać te myśli a gdy poczuła pojedynczą łzę żalu, spływającą po jej policzku, natychmiast ją wytarła.
Jak mogłam to zrobić?
Miałam się zmienić...
Obiecałam się zmienić...
Ostrożnie podnosząc się z łóżka, zerknęła na szklany stolik na którym leżała przezroczysta torebka z białym proszkiem. Santana wiedziała, ze to w tej chwili najlepsze lekarstwo. Nie chciała myśleć. Nie chciała cierpieć. Nie chciała czuć. Nie chciała kochać.
Woreczek.
Karta.
Banknot.
Proszek. Kreska. Nos. Wdech
Świat zaczął lekko wirować. Gdy proszek pokonywał teren w nozdrzach Santany, poczuła lekkie pieczenie lecz pociągnięcie nosa automatycznie załagodziło proces, spychając ziarenka przełykiem, pozostawiwszy gorzkawy posmak w gardle. Musiało minąć kilka sekund zanim Santana poczuła jego działanie. Świat stał się bardziej akceptowalny a jej umysł automatycznie wytrzeźwiał. Nie odczuwała już kaca ani wcześniej kłębiących się myśli o Quinn a co za tym idzie, wyrzutów sumienia odnośnie poprzedniej nocy. Po chwili, oczy Brittany również się otwarły – Zrobiłabyś mi też jedną? - zapytała, widząc siedzącą przy stoliku brunetkę. Santana bez słowa przygotowała jej porcję. Blondynka wstała leniwie. Nie zakrywając się nawet prześcieradłem, podeszła nago do siedzącej Santany a po nachyleniu się nad białym proszkiem, wciągnęła przygotowaną kreskę.
- Tak na marginesie. Świetnie się wczoraj bawiłam. Już prawie zapomniałam, jak nam było dobrze razem.
Santana jedynie przytaknęła. Dialog z jej wczorajszą „zdobyczą", był jak dla niej całkowicie zbędny, nawet jeżeli ów zdobycz była jej pierwszą miłością. W chwili obecnej, żadne romantyczne uczucia nie wchodziły w rachubę. To był czysty seks – bez emocji, myśli, uczuć, zwierzęcy seks. Wciąż milcząc, latynoska obserwowała jak Brittany zaczęła zbierać swoje ubrania z podłogi.
- Nie masz nic przeciwko, jeśli wezmę prysznic przed wyjściem?
- Spoko. Nie krępuj się
Chwilę później, blondynka znikła jej z pola widzenia. Jedynie na moment wychyliła głowę z łazienki z zapytaniem, czy ta do niej dołączy. Otrzymując jednak odmowę, kontynuowała samotnie zaczynając od odkręcenia wody. Słysząc dźwięk natrysku, Santana chwyciła szlafrok. Opatulając się nim, ruszyła na dół by mimo iż była całkowicie obudzona, zrobić sobie filiżankę świeżej kawy. Woda nie zdążyła się jeszcze do końca zagotować, gdy drzwi wejściowe wszedł pogodny Noah.
- Cześć mała. Już na nogach? Sadziłem, że po wczorajszej popijawie, będziesz gnić w łóżku do południa
- Hej. Chcesz kawę?
Wyczuwając niezbyt komunikatywny nastrój przyjaciółki, po prostu przeszedł do sedna sprawy.
- Nie dzięki. Piłem po drodze tutaj. Słuchaj, zarząd firmy pyta czy zdecydowałaś się już na studio z którym będziemy kręcić.
Po wczorajszej wizycie w „Rainbow", Rosario odwiedziła jeszcze dwa studia tańca. Jedno w Venice oraz jedno w Westwood. Obydwie lokacje były znacznie obszerniejsze powierzchniowo od „Rainbow". Konkurowały również z jego renomą. Jedynie wyposażenie jakie posiadały, miało znacznie niższy standard. Rosario jednak nie mogła się do końca skupić na ich eksploracji. Mając w głowie obraz zgrabnej i seksownej właścicieli „Rainbow" oraz tekstowe potwierdzenie zamówienia u Diego, jej umysł już planował wieczorny wypad do „The Hit Bar", lesbijskiego nocnego klubu w West Hollywood.
Dzięki swej pozycji medialnej oraz seksapilowi, Rosario poznała właścicielki ów miejsca, już pierwszego dnia gdy postanowiła sprawdzić najlepszy branżowy klub w tym rejonie miasta. Niegdyś dziedziczka wielkiej fortuny, Helena Peabody oraz czarnoskóra – wciąż występująca lokalnie piosenkarka blusowa – Kit Porter, mimo różnicy wiekowej okazały jednymi z najbardziej wyluzowanych i lojalnych znajomych w życiu Rosario. Mogła ona robić praktycznie wszystko na terenie klubu. Jedynym „nie" był seks na parkiecie oraz ewidentne zażywanie narkotyków. Takowe atrakcje musiała albo egzekwować w toalecie, loży vipowskiej albo po prostu w domu. Mimo to mogła czuć się bezpieczna od paparazzi oraz natarczywych fanów. Swoboda jakiej doświadczała w „The Hit" sprawiała iż to właśnie tam Rosario, będąc w mieście, spędzała wolne weekendowe wieczory. Tak tez było wczorajszego wieczora, gdy zaprosiła pewną blond laskę o zabójczym – na nielegalnej granicy – ciele, by ta jej towarzyszyła przy kilku drinkach. Od słowa do słowa, od kieliszka do kieliszka i zanim klub przestał serwować drinki, Rosario i Brrittany wylądowały razem w łóżku. Dziki i niezobowiązujący seks, przekonał Rosario by kontynuować ów znajomość lecz wyłącznie pod takowym kątem. Decyzja więc była prosta.
- Zdecydowałam, się na „Rainbow"
Puck zmrużył oczy ze zdziwienia. Widział wcześniej prowizoryczne zdjęcia ze wszystkich lokalizacji, więc gdy jego przyjaciółka podjęła decyzję o współpracy ze różowym studiem, stał się dość podejrzliwy. Zaczął doszukiwać się drugiego dna lecz gdy skąpo ubrana Brittany zeszła schodami, nagle wszystko stało się jasne. Świadom był jej roli w „Rainbow" jak również tego, która głową podjęta została zawodowa decyzja Rosario. Widząc jego reakcję, Santana nachyliła się nad blatem wyspy kuchennej i wymamrotała – Nic nie mów. Po prostu nie komentuj.
Blondynka radośnie powitała obydwojga a na widok dawnego znajomego, jej uśmiech stał się jeszcze szerszy.
- Hej Puck. Ale niespodzianka. Co Ty tu robisz?
- Hej Britt. Tak się składa, że pracuję dla Santany. Jestem jej gościem od pr-u. To raczej ja powinienem zapytać, co TY tutaj robisz?
Brittany podeszła bliżej Santany i dała jej całusa w policzek
- A raczej chyba „kogo"
- Nie zaprzeczam. Stęskniłam się za naszymi figlami i „lady kisses"
- Nie wątpię
- Kawy? - zapytała w końcu Santana, nie chcąc by którekolwiek z nich wdawało się w niezręczną dla niej rozmowę.
Na szczęście ta odmówiła. Przeprosiła również obydwojga, lecz jej zobowiązania zawodowe nakazywały by już wyjść. Santana aż skakała wewnętrznie z radości. Nie chciała bowiem komplikować tego poranka, jeszcze bardziej poprzez awansowanie z jednorazowego numerka do przyjacielskich wspomnień sprzed lat. To mogłoby wywołać wspomnienia odnośnie ich dawnego związku i uczuć. Santana nawet nie wiedziała czy Britt ma kogoś. Takowe pytanie nie wystąpiło wczorajszego wieczoru jak i również wiele innych, odnośnie jej własnego życia uczuciowego. Bogu dzięki gdyż analiza własnych uczuć i możliwość ponownego związania się z blondynką, kosztowały by ją zbyt wiele energii. Na szczęście, ów temat został pominięty nawet teraz. Podczas gdy Britt szukała swojej kurtki, Santana dołączyła do niej by po chwili podać jej zagubiony element garderoby, który znalazła zawieszony o balustradę u podnóża schodów. Zanim jednak Brittany opuściła dom Rosario, z lewej kieszeni wyciągnęła wizytówkę. Po kolejnym buziaku w policzek brunetki, powolnym ruchem wsunęła ją do kieszeni szlafroka Santany.
- Zadzwoń, jak będziesz chciała się znowu zabawić – wyszeptała.
Po zamknięciu drzwi, Santana dokładnie wiedziała co czeka ją w kuchni. Zastanawiała się czy w ogóle tam wchodzić. Doszła jednak do wniosku, że to głupi pomysł zwłaszcza, że Puck i tak ją znajdzie i przepyta. Poza tym, jej kawa tam została.
- No to już wiem, czemu wybrałaś akurat to studio … żeby pieprzyć właścicielkę.
No i się zaczęło – pomyślała
